środa, 1 czerwca 2011

Międzynarodowy Dzień Wkurzania Palaczy

Wyskoczyłem na chwilę z roboty po gazetkę, a konkretnie po nowy nr miesięcznika "Teraz Rock", do zaprzyjaźnionego saloniku prasowego. Pal licho, że mieli tylko zwykłą edycję jubileuszowego "setnego" numeru pisma (bo w tym miesiącu dwie okładki do wyboru), ale w owym saloniku doskoczyła do mnie młoda pani i zapytała czy palę. W jednej dłoni trzymała jakieś ulotki, a w drugiej kilka zapalniczek. Pewnie bym dostał jakiś souvenir, gdybym kupił w tym momencie określoną markę tytoniu. Ale ja uprzejmie jej odpowiedziałem: "uchowaj Boże, od dwóch lat nie palę", no i się uśmiechnąłem. Zupełnie odruchowo spojrzałem w stronę ogonka kolejkowego i poczułem moc skupionych na mnie oczu. W tym pewnej starszej pani, która wręcz pożerała mnie groźnym wzrokiem. Zrozumiałem to po chwili, gdy poprosiła sprzedawcę o paczkę fajek. Poczułem się trochę nieswojo. Przecież do niedawna stanąłbym w obronie każdego palacza, a teraz jestem po drugiej stronie.  On the other side of the Wall.  I oni (palacze) to wyczuwają!  Już do nich nie należę. Zdradziłem. Hmm..., ale wciąż trzymam za nich kciuki i obdarzam sympatią. O wiele większą, niż tych złośliwców, stale im przycinającym. No , a także  "troszczącym" się o ich zdrowie. Znam to. Nasłuchałem się w życiu dobrych rad, jak i morałów o szkodliwości palenia. Owe rady były bardziej denerwujące i szkodliwe od samego dymka. Nadtroskliwość o moje zdrowie od ludzi, których przecież i tak mój los nigdy nie obchodził, była rozbrajająca. Mógłbym schodzić z tego świata z miliona powodów i mieliby to w nosie, ale gdyby powodem były papierosy, nasłuchałbym się: "a nie mówiłem?", "zawsze ci dobrze radziłem" !!! lub czegoś w tym rodzaju. Niejednokrotnie miałem ochotę ryknąć: "ludzie odp.... się!!!". Spójrzcie na siebie. Naprawcie własne rozchwiane i wykoślawione życie. Powymazujcie błędy i akty niecne i dajcie mi spokój. Dajcie spokój tym wszystkim biednym palaczom. Wystarczy, że zobaczę złośliwą gębę kaczora w TV i więcej ze zdrowia stracę, niż po wypaleniu paczki Gitanesów!!!
Aby było weselej, przed kilkoma chwilami znajomy zostawił u mnie w robocie gazetkę "Metro", ja patrzę, a tu na pierwszej stronie artykulik o tym, że ponoć wczoraj był Międzynarodowy Dzień Bez Papierosa. Oczywiście zorganizowany przez kolejne abstynenckie mendy, które myślą przez cały czas jak tu do szału doprowadzić ileś tam milionów spokojnych ludzi i nie truć im wiecznie o truciu innych, bo ich trucie o tym truciu robi się jadowicie wk.... jące, że tak pozwolę sobie delikatnie o tym napomknąć.



RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

3 komentarze:

  1. Dostrzegł Pan ciekawy problem, o którym ostatnio myślałem. Może to tylko moje odczucie, ale wydaje mi się, że ostatnio wpaja się nam tolerancję różnej maści zboczków, przy piętnowaniu na każdym kroku, grubych, palaczy, nieśmiałych, pryszcztych itd. O co tu do cholery chodzi?! Co mają znaczyć te wszystkie programy, w których biedne grubaski pocą się jak myszy, czołgając się, biegając i skacząc pod czujnym okiem jakiegoś złośliwego trenera? Wiem sami się zgłosili, ale po obejrzeniu czegoś takiego pozostaje w naszych głowach świadomość, że bycie otyłym jest wstydem. Facet robiący sobie makijaż jest OK, facet który lubi zjeść jest be. Mój ojciec zawsze mawiał, że chuda kobieta z cienkim nosem i wystającymi kolanami to wiedźma i kurcze, życie mi pokazało, że to prawda. ;-) Tak, że podwójengo kebaba poprosze, a tych wszystkich uszczęśliwiaczy świata na siłe niech jasna cholera!

    OdpowiedzUsuń
  2. ja dopiero jedną nogą jestem po drugiej stronie muru... robię to bez przekonania, ze strachu... a bo i miałem powód się wystraszyć.A sam problem nietolerancji względem palaczy jest wielowarstwowy. Zmagam sięz tym często. Od czasu gdy ktoś mi bliski nie może przebywać wśród zapachu dymu z uwagi na chorobę pozbawiony jestem możliwości wyjścia z nią gdziekolwiek.Zakaz palenia w pubach to martwe prawo..i nie rozumie ten kto nie widział nigdy jak po wyjściu z pubu gdzie nie piło się alkoholu od stężenia dymu niektórzy doznają zatruć. Nie uwierzyłbym gdybym nie widział, że po 4 godzinnym pobycie w pubie możliwe jest aż taka reakcja organizmu.Dodam, że to było nasze ostatnie wyjście do pubu i dopóki przepis nie będzie przestrzegany nie ma po co tam iść skoro tak ma wyglądać zapłata za chwilkę rozrywki.Na koncercie Pendragonu jedna osoba miała w dupie zakazy i zapaliła gdzieś w kącie. Nie było widać ale było czuć... nie ja poczułem, ale osoba wrażliwa z astmą. Duzo nie brakowało i w połowie konceru musialbym wyjść..głupio byłoby zostać gdyby bliska mi osoba nie mogła mi towarzyszyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nasz słuchacz "bormann" przesłał mi maila, którego wklejam, w pełnej treści co do odpowiedzi na powyższy tekst. Jedynie usunąłem tematy niezwiązane z tym tematem.
    Oto ten tekst:

    Napisałem złośliwą odpowiedź na "wkurzanie palaczy" na Pańskim blogu
    i nie mogłem jej zamieścić, mimo iż się zalogowałem. G...o jakieś z
    tym logowaniem! Na razie jestem wkurzony i nie mam ochoty wracać do
    powtórki z pisania, więc pewnie jutro spróbuję ponownie.
    W każdym razie ja, Bormann, mówię palaczom NIE!
    Sam paliłem, więc wiem, że można to gówno zostawić.
    A na leczenie palaczy (alkoholików i narkomanów) idą moje podatki, więc
    mi się to nie podoba. Rak płuc byłby chorobą znaną jedynie z
    podręczników (to niezmiernie rzadki nowotwór), a dzięki palaczom mamy
    oddziały szpitalne z chorobami płuc (powikłania po fajkach), tłumy
    lekarzy, refundowanych leków, itd... Wszystko z moich podatków, bo ktoś
    chciał być kiedyś męski, dorosły, musiał się odstresować, itp
    pierdoły.
    Jeśli kogoś stać na przepalanie własnej kasy i puszczanie jej z dymem,
    powinien też odłożyć na własną terapię na później. Albo odejść i
    nie marudzić.
    Palaczom też, niestety często, brakuje kultury. Skoro "muszą", palą
    wszędzie, nie bacząc, czy to pasuje sąsiadom. A mnie ten ich "przymus"
    nic nie obchodzi, nie chcę wąchać czyiś smrodów, czy to z papierosów,
    czy z tyłka, czy spod pachy. To ostatnie bywa czasem nieuniknione latem,
    ale resztę można powstrzymać, niestety, większość palaczy ma to
    gdzieś.
    W swarzędzkich autobusach (w sumie, też w poznańskim MPK też) czasem
    palili kierowcy, choć nie wolno, poza tym, to brak kultury - smrodzić
    pasażerom, bo kierowca się uzależnił (=dupek). Wygrałem wielokrotnie w
    takich sporach i problem palenia w transporcie publicznym niemal zniknął.
    Nie trzeba już się męczyć w kolejnym smrodzie do kolekcji w autobusie.

    Coś podobnego miało pójść na bloga...

    Ale się rozpisałem i ponarzekałem!!!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.