poniedziałek, 31 lipca 2023

witamy w piekle

Sorry Winnetou, znowu będzie o pogodzie. Lato totalnie zjesienniało. Za mym oknem na deszczowo, na okropnie, przyblakło światełko w tunelu. Ostatni dzień lipca niewiele różni się od całego października. Kicha taka. Totalna. W letnim tegorocznym kalendarzu zaledwie kilka klarowniejszych dni i też mi wielka łaska. Czekam więc na gorąc licząc, że jeszcze nie wszystko stracone.
Nawet nie wiadomo, jaką dobrać do powyższych okoliczności muzykę. Zamiast serfujących Beach Boys, rozgościła się w mej chałupie gotycka czerń, ala festiwal w Bolkowie. Jedynym plusem lekko metal'gotyccy Mono Inc. Wczoraj posłuchaliśmy. Nigdy dotąd nasze drogi się nie splotły, więc "Ravenblack" rysuje się dziewiczą tabulą rasą. Odpowiada mi zaczątek z tą germańską formacją znajomości. A czy zażyłości, czas pokaże. Na razie jednak wystarczy, starszych płyt ruszać nie zamierzam. Przynajmniej na razie, by nie popaść w przesyt.
Nie dałem rady, w sensie nie wyrobiłem wczoraj normy z nowościami. Z żalem i lekkim zawstydzeniem muszę je wszystkie przełożyć o niedzielę. Ważniejszymi okazały się liczne akcenty 'in memoriam' oraz pokoncertowe AliceCooper'owe reminiscencje. Wciąż pękam z satysfakcji i możliwości podziwiania na żywo Króla horror'rocka, o czym od zawsze marzyłem. Oczywiście Hollywood Vampires to wielka sprawa, lecz do pełni satysfakcji nadal pozostaje ustrzelenie live'u Pana Alicji z jego solo repertuarem. Bo przecież nic piękniejszego ze sceny dostąpić "Billion Dollar Babies", "Poison", "Under My Wheels" czy "Welcome To My Nightmare". No i, żeby jeszcze jakiś tajemniczy jęk zza pleców: "Steven... Steven... come home!". Okazuje się, że wciąż przede mną kolejny sens, zanim dobiję bramy opatulonej napisem: "nastał twój koncertowy kres, witamy w piekle"

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


"NAWIEDZONE STUDIO" - program z 30 lipca 2023 / Radio na 98,6 FM Poznań










"NAWIEDZONE STUDIO"
wydanie z 30 lipca 2023
(
z niedzieli na poniedziałek. Start godz. 22.00, amen o 2-giej)
 
98,6 FM Poznań oraz w sieci
realizacja i
prowadzenie: a.m.

 

MICK JAGGER "God Gave Me Everything" (2001) -- MAXI CD -- na wstępie skromna celebracja, a nawet bardziej dostrzeżenie 80'tki Micka Jaggera.
- God Gave Me Everything - {gościnnie na gitarze Lenny Kravitz}

JEFF BECK / JOHNNY DEPP "18" (2022)
- The Death And Resurrection Show - {Killing Joke cover}

ALICE COOPER "Billion Dollar Babies" (1973) -- wciąż pokoncertowe echa wspaniałego występu Hollywood Vampires w Dolinie Charlotty.
- Billion Dollar Babies - {feat. Donovan}

ALICE COOPER "Welcome 2 My Nightmare" (2011) -- cały czas pokłosie radości ujrzenia na żywo Alice'a Coopera. Dla mnie jednego z najważniejszych w rocku ever!
- I Am Made Of You
- Last Man On Earth

ALICE COOPER "The Life And Crimes Of Alice Cooper" (1999) -- 4 CD kompilacyjny box, z wieloma smaczkami i nieoczywistościami.
- Because - {with The Bee Gees} - {oryginalnie na OST "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" /1978/} - {The Beatles cover}

TWISTED SISTER "Come Out And Play" (1985)
- Be Chrool To Your Scuel - {gościnnie Alice Cooper, Billy Joel, Clarence Clemons i Brian Setzer}

NAZARETH " 'Snaz" (1981) -- nadchodzące dwa koncerty w Polsce: 24 X w Poznaniu oraz 25 X we Wrocławiu.
- Expect No Mercy

DARIO MOLLO'S CROSSBONES "Rock The Cradle" (2016) -- tutaj wokalistą Carl Sentance, obecny mikrofoniarz Nazareth.
- Gates Of Time

MONO INC. "Ravenblack" (2023) -- premiera! -- na 23 września zapowiedziano ich koncert w warszawskiej Progresji, pomimo iż ważą się jego losy. Gdyby czasem do niego nie doszło, grupa wówczas na pewno dotrze w okolicach lutego/marca przyszłego roku.
- Princess Of The Night
- Angels Never Die - {feat. Sanz}
- Ravenblack

SIRENIA "1977" (2023) -- kapitalny ten nowy long Sirenii. Kompletne zaskoczenie. Po odejściu Ailyn miałem ich niemal skreślonych.
- The Setting Darkness
- A Thousand Scars

SINÉAD O'CONNOR "The Lion And The Cobra" (1987) -- Sinéad O'Connor in memoriam
- Jackie
- Mandinka
- Troy

SINÉAD O'CONNOR "Universal Mother" (1994) -- Sinéad O'Connor in memoriam
- Scorn Not His Simplicity - {Phil Coultner cover}

TONY BENNETT "Celebrates 90" (2016) -- Tony Bennett in memoriam
- New York State Of Mind - {duet Tony Bennett & Billy Joel}

EAGLES "One Of These Nights" (1975) -- Randy Meisner in memoriam
- Take It To The Limit

RANDY MEISNER "Randy Meisner" (1978) -- Randy Meisner in memoriam
- If You Wanna Be Happy - {Jimmy Soul cover}
- I Really Want You Here Tonight

EAGLES "Hotel California" (1976) -- Randy Meisner in memoriam
- Try And Love Again

KRZYSZTOF CUGOWSKI & CROSS "Podwójna Twarz" (1984 / reedycja 2023) -- premiera!
- Ciągle Po Omacku
- Wielki Kpiarz
- Zostać W Tobie

THE ROLLING STONES "Some Girls" (1978) -- dalsza celebracja 80-urodzin Micka Jaggera.
- Miss You
- When The Whip Comes Down
- Far Away Eyes

ORKIESTRA PR i TV W ŁODZI - DYRYGUJE HENRYK DEBICH "String Beat" (1975) -- z cyklu: "Szanujmy Wspomnienia, czyli Cudze Chwalicie, Swego Nie Znacie".
- Gry
- Opadający Widnokrąg
- Ob-La-Di, Ob-La-Da - {The Beatles cover / Piotr Czajkowski cover}
- Bądź Wieczorem W Dyskotece

SINÉAD O'CONNOR "I Do Not Want What I Haven't Got." (1990) -- Sinéad O'Connor in memoriam
- Nothing Compares 2 U - {Prince cover}



"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

niedziela, 30 lipca 2023

resorowce

Duch kolekcjonerstwa w narodzie nie ginie. Ostatnio w sieci 'Tedi' kupowałem dla Zuluni przysmaczki (bo jest tam taki skromny dział dla zwierzaków), i kiedy dobiłem do kasy, stałem się świadkiem konkretnego przy niej zreasumowania. Gość kupował, uwaga! - osiemdziesiąt pięć modeli autek 'Matchbox' oraz 'Hot Wheels'. Kupował ze swym młodziakiem, acz nie wiadomo, czy dla niego, czy jednak dla siebie. Stawiam, że to raczej my, stare druhy, miewamy zbieracze pasje i na ich punkcie bzika.

Sytuacja przypomniała mi mą młodzieńczą sympatię do tych gustownie w kolorowe kartoniki zapakowanych autek, tym samym dwa legendarne na poznańskiej mapie miejsca, gdzie można było je kupować: Pewex albo Dom Harcerza. W tym drugim, zawsze wisiały na specjalnym obrotowym stojaku, drugiego piętra owego domu handlowego, a ich kupno wcale nie było takim hop siup. Cena jednego modeliku sześćdziesiątych złotych, a więc przeliczając na muzykę, o wartości winylowej płyty krajowego wykonawcy. Wtedy, wśród tych autek, na topie było też francuskie 'Majorette'. Jednak 'Matchbox' wydawały się najpopularniejsze. Cieszyły się wśród dzieciarni estymą, a w domach moich kumpli widywałem całkiem pokaźne kolekcje. Osobiście ich zbieraczem nie byłem, jednak wciągnąłem się i ostatecznie też nieco uzbierałem. Po dziś dzień z utęsknieniem wspominam granatowego Forda Capri. Jednego z tych, którego w dobie dwunastu-, może trzynastu lat, przehandlowałem na płyty. Konszachty z kolegą z bloku, który pewnego dnia zaoferował, iż chętnie przygarnie moje resorki, a także żołnierzyki, w zamian za winyle, które ostatecznie podebrał swojemu ojcu. Intratna transakcja, choć jego stary zapewne po wykryciu czynu, musiał być odmiennego zdania. I też bądźmy szczerzy, nie były to żadne 'mocne' tytuły. Czyli, ani jedno Smokie, Boney M czy Village People, a typowa twórczość dla ówczesnej starszyzny. Mnie mimo wszystko ucieszyły albumy Toma Jonesa, Engelberta Humperdincka, a i pokaźnej ilości soulowych murzynów, do których zawsze miałem słabość.
Zajrzałem ostatnio do tego 'Tedi'. Korciło mnie sprawdzić, czy resorowce wykupione, czy może zawieruszyło się coś jeszcze. A kto wie, może tyle mają w magazynie, że towaru dorzucili. Nie dorzucili, ale też wszystkiego nie wykupili. Choć prawdą, że już po najlepszym towarze. 'Matchbox' nie zostało prawie nic, natomiast wciąż całkiem sporo, bo ze trzy skrzynie, z załadowanymi 'Hot Wheels'-ami. Niedziwne, w mojej opinii ta firma produkuje najmniej realistyczne modele, pomimo iż tych również nie brakuje. Z reguły jednak 'Hot Wheels' to coś dla fanów batmanowskich kształtów lub cyklu transformers. Trzeba zauważyć, iż 'Matchbox' oraz 'Majorette', miniaturyzowali prawdziwe samochody, i z ręką na sercu pełna profeska.
Sprawę zamknąłem wraz z duchem wspomnień, tęsknoty do dzieciństwa, i oto udało mi się na osłodę ze skrzyń wyszperać jeszcze dwa najładniejsze resorki, a teraz postawię je sobie w bliskim mych oczu sąsiedztwie. A co!

a.m.


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


piątek, 28 lipca 2023

nie żyje Randy Meisner

Właśnie się dowiaduję, odszedł Randy Meisner, basista i jeden z wokalistów Eagles. Oni tam wszyscy śpiewali, choć najczęściej wymienia się Glenna Freya i Dona Henleya.
Randy'ego mamy na debiucie country'rockowych Poco oraz na pierwszych pięciu albumach Eagles, czyli do "Hotelu California". Na każdej coś skomponował i zaśpiewał, a najbardziej rozpoznajemy go dzięki "Take It To The Limit" z rewelacyjnego "One Of These Nights".
Na dzisiaj z winylu solo debiut Meisnera z 1978 roku, z m.in. odświeżonym "Take It To The Limit". Ponownie wytwórnia Asylum Records, a więc dokładnie ta od wszystkich starych dokonań Eagles.

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

Nazareth jesienią w Polsce

W październiku Nazareth na dwóch koncertach w Polsce. Jeden w Poznaniu. Mikro trasa przedstawia się następująco:
24 X - Poznań, klub B17, bilety 229 zł
25 X - Wrocław, Zaklęte Rewiry, bilety 229 zł

Aktualni Nazareth to z dawnego składu już tylko basista Pete Agnew. W jego Nazareth'owej ekipie grają ponadto: jego syn Lee Agnew na perkusji, Jimmy Murrison na gitarze, natomiast wokalistą jest Carl Sentance. Znamy go m.in. z kilku płyt Dona Aireya, albumu Krokus "Round 13" czy ciekawego dzieła włoskiego heavy gitarzysty Dario Mollo "Rock The Cradle", z jego grupą Crossbones.
W powyższym składzie Nazareth wydali dwa ostatnie albumy: w dwa tysiące osiemnastym "Tattooed On My Brain" oraz wiosną ubiegłego roku "Surviving The Law". Oba w mojej opinii słabiutkie, jednak legendarny repertuar podostrza nadzieje na dobry koncert.
Sporym mankamentem wokalista. Nie mogę się przekonać. Nie to, że zły, ale wciąż śpiewający jakby na tym samym biegu. Gdyby jego emocje w gardle nakreślić kardiografem, otrzymalibyśmy długą prostą. Liczę jednak, iż poznański koncert przekona mnie to tego faceta. Trzymajmy kciuki.

Dla przypomnienia, wszyscy dawni muzycy Nazareth, tworzący z Petem Agnew albumy kilery, typu "Hair Of The Dog", "Expect No Mercy" czy "Razamanaz", nie żyją. Wokalista Dan McCafferty (który nieco wcześniej - ze względów zdrowotnych - zrezygnował ze śpiewania w Nazareth) umarł w ubiegłym roku. Podobnie, jak niegrający z kolegami od lat gitarzysta Manny Charlton. Obu straciliśmy w przeciągu kilkunastu tygodni. Z kolei najmłodziej, niemal przed ćwierćwieczem, umarł perkusista Darrell Sweet, będąc niewiele po pięćdziesiątce. 

P.S. Foto plakat jest własnością organizatora koncertów, firmy Mticket.

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


czwartek, 27 lipca 2023

Sinead

Mieliśmy Anny. Wczoraj ma Munduś obchodziła imieniny, był więc tort, deser lodowy, letnie owoce... Po domowemu skromna celebracja święta, po którym, jak mawiają: "od Anki zimne noce i poranki". I chyba właśnie się sprawdza. Weźmy wszak ostatnie dni obowiązującego lata, popatrzmy, jakie słabiutkie. Zjechało z rtęci, pomimo straszenia w mediach gorącem i globalnymi konsekwencjami. Bladziutkie argumenty, podobnie jak wiele ostatnich dni.
Mick Jagger od wczoraj osiemdziesięciolatkiem. I oby go nadal trzymała zwinność plus energia. Niech pokaże tym od 'dom i ogród', że kopanie działeczek wcale nie służy zdrowiu, a licznym zwyrodnieniom. W życiu trzeba używać, zamiast wbijać łeb w beret lub kefiję ascezy.

Ale wczorajszy dzień przyniósł też smutną wieść. Umarła Sinéad O'Connor, alternatywna Irlandka, której pasmo sukcesów nadały pierwsze Jej dwa albumy: "The Lion And The Cobra" oraz "I Do Not Want What I Haven't Got". Muzyka przełomu 80/90's, czyli epoki walecznych i jednocześnie utalentowanych dziewczyn, wśród których, właśnie Sinéad O'Connor, czy również Tanita Tikaram, Tracy Chapman, Suzanne Vega bądź Edie Brickell ze swoimi The New Bohemians.
Jakoś wiosną obejrzałem rzeczowy, obiektywny o Sinéad dokument "Nothing Compares", i już miałem słówko szepnąć na blogu lub w audycji, jednak coś odwróciło moją uwagę i kompletnie zapomniałem. A tu, teraz, taka sytuacja. Spodziewajmy się wobec powyższych okoliczności, zapewne film niebawem powtórzą, miejmy rękę na pulsie.
Aktywna w muzyce oraz wyodrębnionych poglądach Sinéad, nie dla wszystkich była wygodna. Szczególnie w tym pruderyjnym świecie, jakże alergicznym na prawdę, co w oczy kole. A przecież Szinedka, już ponad trzy dekady temu, zanim jeszcze ośmielili się inni, zaatakowała kościół, podarła zdjęcie Jana Pawła II, jako wyraz oburzenia wobec całej tej instytucji, enklawy zła, w tym wobec jej przedstawicieli. Dostrzegła upadek moralności, zanim w jej Irlandii na dobre opustoszały kościoły. Nie godziła się na szeroko zakrojone pedofilie czy gwałty. Popularnie zwaną 'Łysą' irytowało wykorzystywanie dzieci, ale i pod niesionym słowem bożym, zakamuflowana chciwość oraz dotyczący już wszystkich nacji rasizm. Szkoda więc, iż religijnie niezdecydowana, z czasem i Ona przeszła, bodaj na islam czy inne diiabelstwo, sama zatapiając się w jednym z szamb religijnego fanatyzmu. Bo każda religia, każda!, bez względu na położenie geograficzne, mity oraz spisane księgi, to fanatyzm oraz źródło ludzkiego zła.
Szinedki płyty kupowałem do dwutysięcznego roku. Nie potrafię się z tego wytłumaczyć, jakoś tak wyszło. W pewnym momencie coś we mnie wygasło. Po albumie "Faith And Courage", nie tyle nie kupiłem żadnej Jej płyty, ale też świadomie nie posłuchałem nawet jednej nowej piosenki. I tu apeluję do ewentualnych naprawczych mego życia, nie chcę żadnych zapewnień, że coś koniecznie powinienem, a nawet muszę, że weź posłuchaj, że to, że tamto. To tak nie działa. Do wszystkiego dojdę sam, albo i nie. Niemniej, wciąż kocham "Troy", "Mandinkę", "Fire On Babylon" czy najpiękniej sporządzone Prince'owe "Nothing Compares 2 U". Oczywiście jeszcze parę innych.
Od wczoraj selektywnie nastawiam lubiane piosenki. Nie tylko z tych najbardziej docenianych, w sensie: nagradzanych pierwszych dwóch płyt.
Smutno mi bardzo, że już Jej nie ma. Sinéad była nie tylko muzycznie potrzebna. A już zupełnie osobną kwestią, jaki miała przepiękny głos. Delikatny, wrażliwy, uduchowiony. Idealnie kobiecy. Tak piękny, jak jej duże, czasem radosne, innymi razy wściekłe oczy. Cudowna.

a.m.


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


środa, 26 lipca 2023

podwójna twarz

Po raz pierwszy na CD. No bo trudno zaliczyć "Podwójnej Twarzy" upiorną kompaktową reedycję sprzed trzydziestu lat, przekopiowaną z winylu, a co istotne, z wszystkimi tego formalnościami, jakimi trzaski, szumy, a na dobitkę inna względem oryginału, wstrętna okładka. Jednymi słowy: fonograficzny wstyd.
Tymczasem do głosu dochodzą GAD Records. Coraz lepsza wytwórnia, przeważnie muzycznych antyków, wszelakich rarytasów, ale i nierzadko wyczekiwanych wznowień od lat nieprodukowanych albumów.
W 1984 roku Krzysztof Cugowski znowu był w Budce Suflera, a na domiar z czuba dokonań album "Czas Czekania, Czas Olśnienia". I w tym samym czasie na rynek trafiła "Podwójna Twarz". W innym charakterze płyta, bo i z hardrockowo-bluesowymi Cross. Zespołem, którego w chwili opublikowania tego longplaya już dawno nie było. Trzeba wiedzieć, iż "Podwójna Twarz" jest owocem sesji okresu 1981/82, a więc czasu stanu wojennego, który tak naprawdę zatrzymał rozwój całej tej efemerydy i zniechęcił do dalszych działań. Na osłodę świetny gitarzysta Krzysztof Mandziara, którego po upadku Cross'ów wchłonęła Budka. Jego wartość da się zweryfikować, właśnie na "Czas Czekania, Czas Olśnienia" oraz wydanym dwa lata później "Giganci Tańczą". Ale na tym Krzysztofa Mandziary nie koniec. Muzyk na "Podwójną Twarz" dostarczył blisko połowę kompozycji, wspólnie w nutach popełnionych z Krzysztofem Cugowskim, a niemal drugie tyle dopisał z wokalistą Cross oraz Budki Romualdem Lipko. Czy tam Lipką, albowiem wypadałoby odmienić. W Polsce nazwiska odmieniamy nawet, jeśli 'Lipko' zabrzmi najlepiej, gdy nad jego wariacjami ustanowimy święty spokój.
Wciąż trzymam na półce stary winyl. A nawet dwa. Jeden z tamtych czasów, drugi jako spadek po zlikwidowanym sklepie. Egzemplarz już w dużo słabszej kondycji, ale przesz nie wywalę. Ów stan rzeczy nie motywował mnie więc do nabycia GAD'owskiej reedycji, ale że mógłbym później tego pożałować... Kartą przetargową nie okazały się wcale trzy bonusy, a pozbawiony zgrzytów, polepszony dźwięk, plus możliwość pogrania tej muzyki w radio. No i... jeszcze okładka. Zawsze lubię, gdy jest przynajmniej przyzwoita, niepogięta, niepoplamiona, niczym nieprzedziurawiona, a ta moja stara koperta Pronitu, a w zasadzie obie, oczom trzeszczą niemiłosiernie.
Długo bym do tego materiału nie wracał, gdyby nową jakością nie podkusili GAD Records. I nareszcie słucha się tego godnie. Muzyka względem niedynamicznego, 1stpress'owego winylu, wreszcie nabrała zrywu i nagle poczułem, jak dużo lepiej słyszę każdego z muzyków, ze szczególnym naciskiem na zawsze super głos Pana Krzycha, ale i blues-hardrockową gitarę Mandziary.
Najlepsze momenty: hardrockowe "Ciągle Po Omacku", z niezłym fortepianem na pół ballada "Wielki Kpiarz", dramatycznie się niosące "Zamiast Kołysanki" (grałem w lipcu 2012 na dobranoc), blues-hardrockowa ballada "Zostać w Tobie" oraz spowity tekstem Adama Sikorskiego (tego od m.in. genialnego "Memu Miastu Na Do Widzenia"), a dopieszczony ciężkawą, by nie rzec: mięsistą i gęstą gitarą numer "Kiedy Już Pójdziesz Do Domu". Aż miło po latach posłuchać. Gdyby nie to wznowienie, licho wie, kiedy zapodałbym na talerz naznaczony zębem czasu winyl.
Brawo za dodatki. Wszystkie trzy dobre, a dla mnie najlepsze, bo i z fajnym gitarowym nerwem "Wolę Być Sam".
Znowu GAD wykonali dobrą robotę. Brzmieniową i edytorską.

a.m.


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

 

wtorek, 25 lipca 2023

the sea of love

Cenowe okazje fajna sprawa, tylko dlaczego wszystkim się trafiają, a jedynie mnie omijają. Gdy ja wyczaję jakiś brakujący tytuł, nigdy nie trafię na frajera, a jedynie na aukcję opatrzoną stosownymi wzniosłościami, gloryfikacjami, a na końcu zapierającą dech ceną. Kiedy natomiast upragnione CD lub winyl poszukuje któryś z moich znajomych, zawsze mu się ślizgnie za przysłowiowego miedziaka. Niepierwszy raz zdarza się, że Słuchacze mojego nawiedzonego studia w trakcie audycji wyłapują co lepsze kąski i od ręki podejmują decyzję ich nabycia. Wiadomo, impuls. Często potem chwalą się ustrzelonymi trofeami, a jeszcze tym szczególniej, gdy drapną niełatwy tytuł za psie pieniądze. Oj, nie lubię, gdy dobra muzyka nic nie kosztuje. Inna sprawa, iż unikatowe, nie musi oznaczać drogo. Te dwa czynniki nie oznaczają współmierności. Kamienie na morskiej plaży mają miliony lat, a spróbujmy na nich zarobić. No więc, zaprezentowane przeze mnie w minioną niedzielę The Adventures "The Sea Of Love", choć od dawna nieprodukowane, wcale nie obrosło etykietką unikatowości i jak się okazuje, na kompakcie da się wyłowić za grosze. Właśnie jeden ze Słuchaczy pochwalił się, jak to w trakcie słuchania N.S. wytropił na srebrzystym dysku w dobrym stanie za godzące w piękno tej muzyki piętnaście złotych. No nie, szlag by to trafił, taka płyta, a w cenie paczki fajek. To potwarz dla tej muzyki, jednocześnie szczęśliwy traf dla spóźnionego o trzy i pół dekady nabywcy. Nie musi on, jak niejednego klejnotu z działu 'biały kruk', kupować za połowę wypłaty, a jedynie za garść baniaków z tylnej kieszeni spodni. Winszuję, ale następnym razem proszę mnie nie uświadamiać. Wolę myśleć, że kochana muzyka jest także w przełożeniu materialnym coś warta.
Irlandzcy The Adventures wydali cztery albumy, lecz w mojej opinii absolutnie najwięcej uroku skrywa drugie w ich dorobku "The Sea Of Love". Czasy, kiedy grupa otwierała koncerty Fleetwood Mac. To jeszcze nie rock, ale już nie typowy pop, po prostu klawiszowo-gitarowe, korzystne dla wyrobionego ucha piosenki, spośród których szczególnie okazale prezentują się: "Drowning In The Sea Of Love", "Broken Land", "Heaven Knows Which Way" oraz "Hold Me Now". Proszące się o przepustkę do radiowego eteru petardy, istne kilery, ciepłe songi o namiętnościach, często letnich uczuciach, zarówno z rozstaniami, jak i świeżymi związkami w tle. Nie sposób nie polubić tego repertuaru, szczególnie jeśli lubi się całą tę pop/rockową konwencję dekady ejtis. Tak na marginesie, polecam też sympatykom new wave/popu wspólny album wokalisty The Adventures, Terry'ego Sharpe'a z Garym Numanem, rzecz zatytułowana "Automatic". Niebawem zaserwuję w mym nawiedzonym, lecz póki co, na dziś okładka oraz label strony A winylu "The Sea Of Love" oraz to samo, acz dotyczące winylowego maxi singla "Broken Land". Najpiękniejszej piosenki z "The Sea Of Love". Maxi posiada dodatkowy kąsek, pozaalbumowy numer "Don't Stand On Me"

a.m.


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


odszedł Tony Bennett

Odszedł Tony Bennett. Wiadomość nie nowa, ale też z gatunku tych nie do przeoczenia. Nie spieszyłem się więc z jej zakomunikowaniem. O takich artystach pisuje się na pierwszych stronach, to raz, a dwa, ostatnio byłem w kompletnie innym, zdecydowanie holiłud'wampajersowym nastroju, więc postanowiłem się z niczym nie spieszyć. Tym bardziej, że i też mowa o Artyście, który żył jakby wolniej, dokładniej, dzięki czemu dostąpił blisko dziewięćdziesięciu siedmiu wiosen.
Postać wybitna, zarówno w głosie, co repertuarze, absolutny Mistrz troszkę zamierającego śpiewania jazz/swingu. Dla mnie persona pokroju Franka Sinatry, Matta Monro, Andy'ego Williamsa czy Binga Crosby'ego. Oczywiście każdy inny, lecz w swoim fachu toćka w toćkę perfekcyjny. Piosenkarze czasów dobrze skrojonych marynarek, eleganckich lokali, skrupulatnie dobieranego repertuaru, dużych płytowych wytwórni i jak najsłuszniejszej pewności siebie i swojej wartości.
W 2016 roku ukazał się kompakt Tony'ego Bennetta "Celebrates 90", rzecz tytułem wyjaśniona, iż z racji celebrowania jego dziewięćdziesiątych urodzin. Maestro zaśpiewał tam choćby z Billym Joelem, ale też nie bronił swobody Eltonowi Johnowi, Lady Gadze czy Steviemu Wonderowi. Proszę posłuchać. Formę i głos trzymał do końca, a po takim przedstawieniu można było sądzić, że pożyje jeszcze ze trzydzieści lat. Niestety, natura nieubłagana, zaprogramowała nas na pobyt krótszy i nie pomogą tu żadne fitnessy, siłki czy friendlyfoody. Chociaż, kiedyś gdzieś przeczytałem, że gdyby nie choroby oraz wypadki losowe, przy dobrych wiatrach człowiek jest zaprogramowany na sto dziesięć, sto dwadzieścia lat. Tyle, że po kiego tak długo? Muzyka zjeżdża, wszędzie śmierdzi rapem, dla kogo zatem uprawiać swing, skoro nawet w szkołach nie istnieją dobrego kroju lekcje wychowania muzycznego. Chory system zmusza dzieciaków, by te w wieku dwunastu lat podziwiały Chopina czy Beethovena, a to ewidentnie kłóci się z młodzieńczą naturą, z zapotrzebowaniem wieku dojrzewania. Najpierw dobre piosenki, uwrażliwienie na ich krasę, na melodie, na dopasowane do nich coś znaczące teksty, a dopiero potem wielcy klasycy skrzypiec czy fortepianu. W takiej kolejności. Nawet jeśli genealogia nakazuje odwrotnie. Niech ministerstwo oświaty weźmie mnie do współpracy układania programu edukacji muzycznej, a wszyscy będziemy żyć śpiewająco. W przeciwnym razie powyrastają kolejni nudziarze o samochodach, remontach oraz dom i ogród.
Nikogo w tym cholernym kraju nie interesuje muzyka, w sensie na życia skalę. Dlatego jesteśmy takim smutnym narodem. Proza życia, ciągłe polityczne bierki plus łażenie do kościoła, to przepis na spierdolenie bytu. I pardon, że w okolicznościach Tony'ego Bennetta wysuwam takie podłoża, jednak nigdy nie znajdę odpowiedniejszej okazji. Poza tym, na tym blogu jeszcze w miarę czuję się wolny. Też nie do końca, bo zawsze jakaś menda czuwa, by potem na mnie donieść, ale to też dowodzi, że nawet system demokratyczny pełnej wolności nie daje. Tu też czyhają różne żuczki, wyłoży się czy jeszcze nie tym razem. A mnie marzy się wolność wypowiedzi, taka pełną gębą, gdzie nikt się o nic nie bulwersuje, tylko jeśli widzimy głupca, to go takim bez konsekwencji nazwijmy.
Szacunek Panie Tony Bennett. Jeśli dożyję do niedzieli, nastawię na moim radio jeden czy drugi Pański kawałek dobrego śpiewania i niech się wkurzają wszelacy progresywni, że Andy, zamiast wyczekiwanego 'olśniewającego' prog wynalazku, najlepiej z rozpłakanymi solówkami, serwuje jakiegoś dziada od retro piosenek.

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


w kotle czarownic

Drżałem o koncert Hollywood Vampires. Nie pisałem o tym przed, ponieważ nie chciałem zapeszyć. Niepokoiły jednak newsy o odwołaniu chwilę wcześniejszych występów w Budapeszcie oraz na Słowacji. Nie podano żadnych powodów tego stanu rzeczy, przez co narosła we mnie nieprzyjemna mgiełka tajemnicy. Gdzieś nawet doczytałem, że w Budapeszcie ludzie jeszcze stali w kolejce do kas, kiedy poinformowano, że muszą oblizać się smakiem. Zatem, nawet zapewnienia ze strony Doliny Charlotty o niezagrożonym polskim koncercie, nadal nie uspokajały. A teraz dowiaduję się, że poszło o Johnny'ego Deppa, a konkretnie o jego niedyspozycję na Węgrzech. Na jakimś plotkarskim portalu napisano, że stracił on przytomność w hotelu. Oczywiście to tylko przekaz z prasy brukowej, lecz gdyby się potwierdził, no no no... Jak dobrze więc, iż w Szarlotcie karaibski pirat wyglądał jak najdyspozycyjniej. Zdrowia Johnny! - bez względu na prawdziwość lub fałsz tej informacji.
Na talerz gramofonu właśnie wędruje Alice Cooper "Billion Dollar Babies". Jedna z moich najulubieńszych płyt Alicji. Mógłbym przy tej okazji co prawda dorzucić jeszcze kilka innych równie poważanych tytułów, ale wówczas, ten zdecydowanie nierecenzencki wpis, nie miałby końca.
Zachodnioniemiecki Warner'owski egzemplarz, stare bicie z przynależnego płycie 1973 roku i od razu na początek "Hello Hooray". Genialny numer, w trakcie którego dawny słuchacz od razu wiedział, że oto przed nim album nieidący w przelewki. Perfekcyjne ucho Boba Ezrina nie pozwoliło na najmniejsze potknięcie podczas jego realizacji. Było nie było, nie za nic facet realizował też Kiss czy Pink Floyd.
Ta płyta to nie tylko hity: "Billion Dollar Babies", "Elected", "No More Mr. Nice Guy" czy "I Love The Dead". Całość brzmi zwarcie i konsekwentnie, natomiast cudownie upiorny Alice Cooper zaśpiewał po mrowienie ciała. Wiadomo, dochodziły jeszcze gitary, zarówno podstawowej sekcji, co i gościnnej, do tego genialna wokalna asysta Donovana w numerze tytułowym, plus kilka innych, dających perfekcyjną spójność czynników. Sam Alice Cooper był wtedy horror'rockowym bożyszczem, do tego seksualnym prowokatorem, a jego występy opiewały o najwyższej próby teatr. Oczywiście lata siedemdziesiąte to inne możliwości niż obecne stadionowe gigantomanie wszelakich Ramsztajnów i tym podobnych względem mas przytulasów. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. I choć dla mnie koncertowy Alice Cooper to wciąż rajcujący kocioł czarownic wiem, iż dla obecnych młodziaków to co najwyżej nieuprasowany ministrant. Ale słuchajmy i podziwiajmy. Gówniażerka nie ma żadnego zacnego odpowiednika, więc z zazdrości niekiedy zadrwi z naszego.

a.m.


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


poniedziałek, 24 lipca 2023

"NAWIEDZONE STUDIO" - program z 23 lipca 2023 / Radio na 98,6 FM Poznań










"NAWIEDZONE STUDIO"
wydanie z 23 lipca 2023
(
z niedzieli na poniedziałek. Start godz. 22.00, amen o 2-giej)
 
98,6 FM Poznań oraz w sieci
realizacja i
prowadzenie: a.m.

 

HOLLYWOOD VAMPIRES "Rise" (2019) -- w myślach wciąż sobotni live Hollywoodzkich Wampirów w malowniczej Dolinie Charlotty. Na samym dole dorzucam jeszcze nieco fotek z wydarzenia. Żal mi wykasować, a nie mam, gdzie ich wstawić.
- I Want My Now
- People Who Died - {The Jim Carroll Band cover}

HOLLYWOOD VAMPIRES "Hollywood Vampires" (2015) -- świeże pokoncertowe retrospekcje po kapitalnym show Alice'a Coopera i towarzyszącej mu, o równie mocnych nazwiskach, kompani.
- School's Out - {Alice Cooper cover}
- Another Brick In The Wall (part 2) - {Pink Floyd cover}

L. A. GUNS "Black Diamonds" (2023) -- premiera!
- You Betray
- Diamonds

SIRENIA "1977" (2023)
- Oceans Away
- Dopamine

FREE FALL "Hunt The Flame" (2023) -- premiera! -- pełna nazwa formacji: Magnus Karlsson's Free Fall
- Hunt The Flame - {feat. Alexander Strandell}
- Summoning The Stars - {feat. Antti Railio}

HOUSTON "Relaunch III" (2023)
- Heart Of Stone - {Blackjack cover}
- Outrageous - {Franke & The Knockouts cover}

URGENT "Thinking Out Loud" (1987)
- I Can't Take It No More
- If This Is Love
- Running Back

V/A "Steel Bars" - A Rock Tribute To Michael Bolton (2023)
- Steel Bars - {śpiew Sochan Kikon}

MASON RUFFNER "Gypsy Blood" (1987)
- Gypsy Blood
- Dancin' On Top Of The World
- Distant Thunder
- Ain't Gonna Get It

MASON RUFFNER "Evolution" (1994)
- I Got A Flame

SOUTHSIDE JOHNNY & THE ASBURY JUKES "Better Days" (1991)
- Coming Back
- Soul's On Fire (intro)
- Soul's On Fire -{w chórkach Jon Bon Jovi}

BERLIN "Count Three & Pray" (1986)
- You Don't Know
- Pink And Velvet - {na gitarze David Gilmour / na basie Patrick O'Hearn}

THE ADVENTURES "The Sea Of Love" (1988)
- Broken Land
- Heaven Knows Which Way
- Hold Me Now

THE PRETENDERS "Get Close" (1986) -- 15 września wydadzą nowy album. Jego tytuł "Relentless".
- Room Full Of Mirrors - {Jimi Hendrix cover}

PRETENDERS "The Isle Of View" (1995) -- w oczekiwaniu na premierowy materiał Chrissie Hynde i jej co.
- Criminal
- Brass In Pocket

PAUL STANLEY'S SOUL STATION "Now & Then" (2021) -- z dawno niesłuchanego działu: "konfrontacje". Tym razem numer "You Are Everything".
- You Are Everything - {The Stylistics cover}

THE STYLISTICS "The Best Of" (1996) -- w oryginale "You Are Everything", a i przy okazji drugi numero uno przebój The Stylistics.
- You Are Everything - {oryginalnie na albumie "The Stylistics" /1971/}
- Can't Give You Anything (But My Love) - {oryginalnie na albumie "Thank You Baby" /1975/}

MANFRED MANN'S EARTH BAND "Messin' " (1973) -- w ramach promocji nadchodzących polskich koncertów Chrisa Slade'a - perkusisty kojarzonego nie tylko z AC/DC, co również Ziemską Orkiestrą Manfreda Manna, Asią czy Uriah Heep, ale przecież nie tylko. Zarezerwujmy sobie jedną z kwietniowych dat dwa tysiące dwudziestego czwartego, a najlepiej tę z poznańskiego, naszego podwórka, czyli 7 kwietnia pr.
- Buddah

=============================
=============================

HOLLYWOOD VAMPIRES

Foto suplement do sobotnich Hollywood Vampires. Zostało mi parę zdjęć, wyrzucić nie wyrzucę, a osobnego, dodatkowego wpisu, nie chce mi się już tworzyć. Ważny to dla mnie dzień, niech się więc na tym blogu mocniej ugruntuje.

Potworna kolejka do bramek wejściowych. Mamy je mniej więcej tam, gdzie w oddali po lewej ten czerwony balon.


Tak wyglądały wszystkie parkingi. Wiele ich, a miejsca brak. Za wjazd dwadzieścia złotych, bez żadnego pokwitowania, biletu, czy czegoś w tym rodzaju. Złoty, niefiskalny interes.



takie mieliśmy niebo. Niekiedy nachodziły sine, lecz niedeszczowe chmury. Temperatura jeszcze za jasności circa 18/19 stopni, gdy się ściemniło spadło do szesnastu.


do koncertu jeszcze chwila. Co prawda już po drugim supporcie, czym nasza Chemia. Na pierwszych - czyli Amerykanów z Those Damn Crows - się nie załapaliśmy. Stojąc w ogonku dopadały nas jedynie jakieś zniekształcone barwy ich występu.

jeszcze tyciu ostatnich wolnych miejsc

o proszę, mamy tu jeszcze przesmyk przewiewu.


zaczyna się, za chwilę wszyscy na scenie


magic

=============================
=============================

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"