wtorek, 31 sierpnia 2021

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 29- na 30 sierpnia 2021 / Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań








"NAWIEDZONE STUDIO"
z niedzieli na poniedziałek, z 29- na 30 sierpnia 2021 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja i
prowadzenie: Andrzej Masłowski



Zdecydowanie w niedzielę nie szło mi lekką ręką. Może dlatego, że za czyimś powodem nie dotarłem na RPWL. A podobno fajny koncert. Inny przecież być nie mógł - to taki zespół.
W życiu liczy się przewidywalność, antycypacja, a i trzeba być trochę lisem. Niestety u mnie wszystko zawiodło.
W niedzielę zmarł perkusista Iron Butterfly, Ron Bushy, pomimo iż media poinformowały o tym fakcie dopiero wczoraj. Bushy był jedynym muzykiem, którego mamy na każdej płycie Motylków, a i też poza epizodycznymi absencjami, działał on w tej formacji niemal zawsze. Szepnę o Bushy'ym, jak i o arcysłynnym siedemnastominutowcu "In-A-Gadda-Da-Vida" słówko w najbliższą niedzielę, i pewnie czegoś też posłuchamy.
W Nawiedzonym Studio różnorodnie. Zresztą, już sam pakiet gorących nowości trochę do tego dopingował - albumy: Night Ranger "ATBPO", Jackson Browne "Downhill From Everywhere", The Killers "Pressure Machine" oraz reedycyjny Brian May "Back To The Light",. Ten ostatni, ze szczególnym klejnotem, przecudnym instrumentalem "Nothin' But Blue" - opatrzonym dopiskiem "guitar version". Uważajcie przy zakupie, by pomyłkowo nie nabyć edycji jednopłytowej. O kilka złotych droższa edycja dwupłytowa zawiera sporo niespodzianek, i to one stanowią za sens dla każdego, kto od lat ma na półce tę podstawową.
Kapitalny album wydali The Killers. Kto wie, czy nie najlepszy w historii grupy. Fantastyczne, a przy tym wciąż wobec jej dokonań stylowe piosenki, z wykorzystaniem wielu spoza podstawowej rockowej sekcji instrumentów, jak wiolonczela, skrzypce, pianino, mandolina, trąbka czy obramowana w pierwszych trzech z brzegu kompozycjach harmonijka. I co należy dodać, harmonijka Nebraskowa. Choć nie tylko ona nawiązuje do klasycznej płyty Bruce'a Springsteena, albowiem niemal połowa albumu trzyma się podobnego refleksyjnego i lekko zgorzkniałego tonu. Na domiar sprawy uważam w ogóle, iż jest to raczej solowy album Brandona Flowersa, natomiast jego koledzy są tutaj jedynie na "podczepkę" zręcznymi pomagierami. Flowers przerzuca karty historii i zabiera nas do swego młodzieńczego świata. Świata odległego i nie zawsze radosnego, opartego głównie na ponurych wspomnieniach, które wpłynęły na jego dorastanie w Nephi. W niewielkiej pięciotysięcznej mieścinie, w której wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą. Nietrudno było więc naszemu bohaterowi dostrzec lokalnego ubóstwa, przestępczości, licznych depresji czy nawet zachowań homofobicznych. Stąd też "Pressure Machine" stanowi za swego rodzaju kronikę z życia w tamtym miejscu. I tak m.in., otwierające całość "West Hills" opowiada o zdesperowanym mieszkańcu Nephi, który zostaje przyłapany na posiadaniu śmiertelnej dawki heroiny. Z kolei następne, "Quiet Town", dotyczy dwojga młodych ludzi, którzy w latach dziewięćdziesiątych zginęli na tamtejszym przejeździe kolejowym, i którzy choć nie byli przyjaciółmi Flowersa, tym zdarzeniem mocno odcisnęli się w jego pamięci. Wstępną albumu harmonijkową triadę dopełnia gorzka ballada "Terrible Thing" - rzecz o gejowskim młodzieńcu, który rozważa samobójstwo. I właśnie na takim wspomnieniowym kręgosłupie zbudowany jest cały album, z którego w końcowym "The Getting By" wyłania się pointa, iż całe to miasto trzyma się tajemniczych dróg Boga. "Pressure Machine" jest zdecydowanie bliższe natchnionych Bruce'a Springsteena czy Johnny'ego Casha, niż dotychczasowym stadionowym petardom The Killers, jakie perswadowały dawne piosenki, z choćby bestsellerowego "Hot Fuss", bądź wciąż świeżego, ubiegłorocznego albumu "Imploding The Mirage".
Wcale nie gorszą płytę zaserwował Jackson Browne. Jego "Downhill From Everywhere", co prawda nie dołuje, nie napawa podobnymi gorzkimi refleksjami, ale też jest nieźle natchnione. Przy tym, stylistycznie różnorodne, pomimo iż w każdej piosence wiemy, że to jednak stary poczciwy Jackson Browne. Jego ukonstytuowany na początku lat siedemdziesiątych styl, nie jest tu nawet przez moment zagrożony. Maestro jest względem siebie jak zawsze wymagający, stąd też żadnych tanich trików, łatwizn czy chodzenia na skróty. Wiemy o tym już od pierwszego numeru "Still Looking For Something", gdzie Browne rzuca konstatacją: wciąż czegoś szukam, bo przecież wszyscy chcemy podążać tam, gdzie życie ma jasne barwy. - Album dostarcza mądrej liryki, ale też flirtów z muzyką świata. Jest zatem mrugnięcie okiem ku Francji czy Półwyspowi Iberyjskiemu, ale też względem nieodległego Browne'owi północno-wschodniemu Ohio, co dotyczy "My Cleveland Heart". A więc miejsca wytwarzającego sztuczne serca, co zresztą zgrabnie tu konsoliduje tytuł piosenki. Mnie jednak do gustu wyjątkowo przypadło finałowe, ponad ośmio- i półminutowe "A Song For Barcelona". Namiętny taniec, swoista oda do Barcelony, miasta Josepa Marii Jujola oraz Antonia Gaudiego, ale też poza architektury fascynacją, w ogóle bardzo pozytywnego miejsca naszego Starego Lądu. Browne tak oto wyraża tym miejscem zachwyt: "... ta piosenka jest dla Barcelony. Miasta grawitacji i światła, miejsca, które przywróciło mi ogień i apetyt, a i rozpaliło pragnienia oraz duszę".
No i pozostała nam jeszcze trzecia gorąca nowość - Night Ranger "ATBPO". Tajemnicze inicjały to skrót od sloganu "and the band played on" (a orkiestra grała dalej), co jasno wbija sugestię, że wciąż żyjemy, wciąż jesteśmy i nie wykończyła nas żadna pandemia. To ważna deklaracja, szczególnie po tym, czego wielu z nas w ostatnim czasie doświadczyło. Dużą mocą stoi tu a'la hymn "Dance". Kalifornijczycy za jego przesłaniem jasno deklarują: chcemy się z ludźmi spotykać, tańczyć, spędzać czas. - To jak upragniona potrawa, którą wreszcie, po półtorarocznym izolacyjnym szaleństwie, ponownie chce się wziąć do ust, a za plecami zostawić wszystkie niedawne transparenty: "nie dotykaj ludzi", "nie przytulaj", "unikaj"... Ale nie tylko przecież "Dance", bo i utwór "Breakout" podobnie wyraża chęć ucieczki od wszystkiego, przez co ostatnio przechodziliśmy. I wszystko to w znajomych rytmach, groove'ie, przy świetnych melodiach, charakterystycznych wokalach oraz jak zawsze ognistych podwójnych gitarach. Night Ranger realizowali tę płytę na różnych frontach. Wszystkich, jakie dała im współczesna technologia, a i tak odnosi się wrażenie jakby podczas sesji ze sobą spali, jedli i co trzeba wąchali. Dawno Kalifornijczycy nie mieli na jednej płycie tylu rewelacyjnych podmetalizowanych rock'n'rolli, a i równie okazałych ballad - "Can't Afford A Hero" czy nieco mocniejszą "The Hardest Road".
Night Ranger nie gubią talentu, wciąż są pełni możliwości, nadal potrafiąc zaskakiwać. Polecam zatrzymać w sercu kilka słów, z finalizującej podstawowy set (bo mamy tu jeszcze bonus) kompozycji "Tomorrow": "... zawsze będziesz wolny - obiecaj. Nie pozwól, by świat Cię zdołował, więc trzymaj się i pamiętaj, zawsze będzie jutro".
Tak obszernie chyba jeszcze nigdy nie omówiłem nowości w dziale reportażowym po świeżo dokonanym Nawiedzonym Studio. Lecz, zawsze musi być ten pierwszy raz. To jak pierwszy namiętny pocałunek, pierwszy papieros z kumplami za stodołą, bądź pierwsze bolesne rozczarowanie, które pojawia się wraz z pierwszą szkolną pałą. Jakże współczuję wszystkim tym, którzy mają niechętny stosunek do budy, jaki zresztą od zawsze mam i ja. Koszmarem usłyszenie jutro niechcianego pierwszego dzwonka. Okropieństwo i dziecinna trauma. School's Out !
A co jeszcze w audycji? Trochę Rolling Stonesów. Wiem, zdecydowanie za mało, ale też faktem, że mają oni tyle tego. Wyciągi z ich dwóch płyt plus jeden robaczek z solowego Ronniego Wooda to trochę skromnie jak na hołd wobec cudownego Charliego Wattsa, jednak kto powiedział, że nie pociągnę tematu? I mało mnie obchodzą smsy/messangery/maile, od na szczęście nielicznych zasmuconych, którzy nie tolerują takiego grania i koniecznie muszą mi o tym podczas trwania audycji napisać. No cóż, nie robi mi to, a potrzebne, jak rybie ręcznik. Ile ja mam do cywila, by się czymś takim przejmować. Stary jestem, pas na jajcach poluzowany, buty rozwiązane, rogatywka też poziomu nie trzyma. I głosem Andrzeja Mleczki, z jego słynnego rysunku dotyczącego pewnego sfrustrowanego jegomościa, który stojąc na skarpie, wypatrując z oddali całe pozostawione miasto, wykrzykuje ku wszystkim i wszystkiemu: a pocałujcież wy mnie wszyscy w dupę!
Nie mogłem odmówić sobie kolejnych kompozycji, z wciąż nowych płyt Cruzh, Johna Mayera czy Davida Crosby'ego, ale i powrócić do singli Marka Knopflera, też musiałem.
Będąc w tonacji filmu o Billie Holiday, nie mogło zabraknąć sztandarowych "Strange Fruit" i "Don't Explain". Cholernie trzeszczących i wytłumionych, pomimo iż zapodanych z płyty kompaktowej.
Jako, że pod koniec listopada ukaże się koncertowy podwójniak The The, poszło parę numerów z singli, acz ostatecznie umiejscowionych na jednym CD. Lubię Matta Johnsona. Zawsze miał oko do ciekawych i niekonwencjonalnych melodii, przy tym, jak mało kto potrafił opowiadać o koślawej ludzkiej kondycji. Wierzę, że jego live z czerwca 2018 roku w Madison Square Garden, był godny rozmachu tamtego miejsca, a i jego dobrej formy.
Melodic rocka tym razem reprezentowali Michael Bolton oraz Groundbreaker. Tego pierwszego odniosłem do wokalisty Perfect Plant, Kenta Hilliego, który już w najbliższy piątek udostępni w strumieniu 4-utworową EPkę ze swoimi interpretacjami najbardziej ukochanych kawałków z dziedziny melodyjnego rocka. I obok numerów Europe, Signal oraz Joe'ego Lynn Turnera, pojawi się cover Michaela Boltona "Can't Turn It Off". Kapitalna rzecz! A, że nigdy dotąd go u siebie nie serwowałem, wreszcie okazja sama podeszła pod nos. Gdy tylko wyjdzie physical copy, od razu kupię i posłuchamy. Bo na digital mam odwieczny zlew i nie przewiduję amnestii.
Z kolei, Groundbreaker zapowiadają się na koniec listopada nowym albumem, a że łykam wszystko, co zaśpiewa FM'owy Steve Overland, tak też na przystawkę nadchodzącego wydarzenia poszło w eter "The Way It Goes". Wreszcie na moim fm ten klawy kawałek otrzymał swą szansę. Ooo, i to jest takie melodicrockowe trzepotanie, jakie lubię najbardziej. To są te melodie, to brzmienie, tempo, entuzjazm, polot, no i głos wokalisty, po którym nękają mnie przyjemne ciary. I na nic usilne wyszukiwanie podobizn. Nie istnieją, więc i trudzić się nie warto. A dodać muszę, że zawsze, gdy tylko odkryję jakiegoś pierwszorzędnego glam lub melodyjnego rocka, od razu wyrywa się kompania znawców, utwierdzających, w jak błędnym miejscu ugrzązł mój gust. W dalszym toku postępowania, na poparcie własnych racji, wklejają mi linki jakiś cienizn, dopisując do nich: rewelacja! No i konieczne w takiej korespondencji jeszcze postscriptum: Andrzeju, to jest dużo lepsze od FM, których wiem, że lubisz i dużo słuchasz. - Ach, jak ja uwielbiam tych wszystkich muzycznych korektorów, z niesłabnącą wiarą i nadzieją naprowadzających mój wykoślawiony gust na właściwy tor. Dziękuję, słowami nie wyrażę wdzięczności.
I tym pozytywnym akcentem tkwię w przekonaniu, że w najbliższą niedzielę spotkamy się na moim fm, czego Państwu oraz sobie gorąco życzę.
Do usłyszenia ...



CRUZH "Tropical Thunder" (2021)
- New York Nights
- All You Need

THE ROLLING STONES "Black And Blue" (1976)
- Cherry Oh Baby - {Eric Donaldson cover}
- Memory Motel

RONNIE WOOD "Slide On This" (1992)
- Thinkin' - {śpiew BERNARD FOWLER}

BRIAN MAY "Back To The Light" (1992 / reedycja 2021)
- Resurrection
- Nothin' But Blue (guitar version) - z dodatkowego dysku "Out Of The Light"
- Too Much Love Will Kill You (live) - z dodatkowego dysku "Out Of The Light"

MICHAEL BOLTON "Everybody's Crazy" (1985)
- Can't Turn It Off

GROUNDBREAKER "Groundbreaker" (2018)
- The Way It Goes

NIGHT RANGER "ATBPO" (2021)
- Coming For You
- Breakout
- Dance

JACKSON BROWNE "Downhill From Everywhere" (2021)
- Still Looking For Something
- Love Is Love
- The Dreamer
- A Song For Barcelona

EAGLES "Eagles" (1972)
- Take It Easy

DAVID CROSBY "For Free" (2021)
- I Won't Stay For Long

BILLIE HOLIDAY "Good Morning Heartache" (kompilacja - daty wydania nie podano)
- Strange Fruit
- Don't Explain

THE THE "45 RPM - The Singles Of" (2002)
- Perfect - {singiel 1983 / album "Soul Mining" 1983}
- Sweet Bird Of Truth - {singiel 1987 / album "Infected" 1986}
- Armageddon Days (Are Here Again) - {singiel 1989 / album "Mind Bomb" 1989}
- Heartland - {singiel 1986 / album "Infected" 1986}

THE KILLERS "Pressure Machine" (2021)
- West Hills
- Quiet Town
- Terrible Thing
- In The Car Outside
- In Another Life

THE ROLLING STONES "Get Yer Ya-Ya's Out!" (1970)
nagrania z Nowego Jorku i Baltimore, listopad 1969
- Honky Tonk Women
- Jumpin' Jack Flash

MARK KNOPFLER "Boom, Like That" (2004) - MAXI CD
- Summer Of Love

MARK KNOPFLER "Why Aye Man" (2002) - MAXI CD
- Small Potatoes

MARK KNOPFLER "What It Is" (2000) - MAXI CD
- The Long Highway
- Camerado

JOHN MAYER "Sob Rock" (2021)
- Shot In The Dark





















Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę, godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub www.afera.com.pl
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"







czwartek, 26 sierpnia 2021

filmy

Obejrzałem parę niezłych filmów - dokumentalne "Suzi Q", o wielopokoleniowej Suzi Quatro, której werwa w grze na basie oraz naturalny, fajnie zdarty głos, były szczególnie wielbione w okresie mego dojrzewania. Ale Suzi tworzy do dzisiaj i wciąż ma wielkie grono wielbicieli. Jest twardo stąpającą po ziemi babką, która nie tylko potrafi na scenie przyłożyć, ale również po ludzku się wzruszyć. Doceniają ją nie tylko najbliżsi (a wśród nich jedna z jej surowszych sióstr), co i ziomal, także Detroitczyk - Alice Cooper - a nawet Joan Jett, KT Tunstall czy Debbie Harry.
Mniej więcej w tym samym czasie wyemitowano film "Zappa". Tak samo zakręcony, jak niesamowitym wirtuozem, także muzycznym kawalarzem, a głównie przecież sześciostrunowym akrobatą, był Frank Zappa. Tu także wiele wspomnień, głównie branżowców, szczególnie tych bezpośrednio z nim powiązanych (m.in. Steve Vai bądź Ruth Underwood), a wszystko ułożone chronologicznie, aż do ostatniego koncertu, kiedy Zappa był praktycznie na ostatnich nogach. Końcówka łapie za serce.
No i jeszcze jeden dokument - "Cavern Club: Niesłabnący rytm" - o kultowym brytyjskim klubie, powstałym w 1957 roku, który po wielu latach świetności, brutalnie i bezmyślnie zasypano (choć na szczęście nie zburzono), by po latach nowy właściciel dał mu nowe życie. Przez tych kilka dekad zagrali tam przede wszystkim Beatlesi (blisko 300 koncertów!), oraz w niezliczonych epizodach Adele, Elton John, Queen, David Gilmour, The Rolling Stones, Paul McCartney, The Who oraz wielu innych. Kapitalna historia opowiedziana ustami ludzi, którzy na różnych etapach funkcjonowania tego miejsca, byli z nim emocjonalnie, a i komercyjnie związani.
To tyle, jeśli chodzi o co ciekawsze ostatnio filmy reportażowo-historyczne.
Z niedużym poślizgiem obejrzałem też fabularne, a nawet tyciu biograficzne "Billie Holiday" - z rewelacyjną Andrą Day. Śpiewającą aktorką, o zresztą genialnym, bowiem odpowiednio podniszczonym (tak nieco pod progi Louisa Armstronga) jazzowym głosie. 
Akcja filmu prowadzi się od 1937 roku, aż po rok 1959, czyli do ostatnich chwil życia Billie. Fantastycznej jazz/swingowej Artystki, będącej naturszczykiem, bez jakiegokolwiek muzycznego wykształcenia. Billie to fenomen z tej samej półki, co Nina Simone, Aretha Franklin czy Ella Fitzgerald, który podziwiał nawet sam Frank Sinatra.
Dużo świetnej muzyki, usłyszymy m.in. "Don't Explain", "Sugar", "God Bless The Child", "Ain't Nobody Business", "I Cried For You" czy genialne "Strange Fruit".
Film oparto na osi wydarzenia, które miało związek z całym życiem Billie. A więc, od momentu, gdy skazano ją na ponad rok pozbawienia wolności za posiadanie narkotyków, a później do końca życia z tego powodu ją prześladowano. Ale również nie dawano jej spokoju, ponieważ była czarna. Stąd też ważna tu kompozycja "Strange Fruit" - protest song na rzecz praw obywatelskich oraz równego traktowania, co przede wszystkim, o ciążącym w sercu Billie uciemiężeniu. Kto wie, gdyby wciąż żyła, być może byłaby dumna z aktywnego obecnie ruchu Black Lives Matter.
Ach, no i jeszcze najważniejsze - miłość. Ciągłe tu jej poszukiwanie, gdzieś pomiędzy autentycznymi chwilami szczęścia, a narkotykowo-alkoholowym odurzeniem.
Na finiszu życia wyczerpana chorobą (marskość wątroby), z kajdanami na nodze przypięta do szpitalnego łóżka i ponownie aresztowana, i to w chwili, kiedy właśnie umierała. Niesamowite. Do obejrzenia, koniecznie.

a.m.


środa, 25 sierpnia 2021

odszedł CHARLIE WATTS

Nie spodziewałem się. Absolutnie. Odszedł Charlie Watts. Jakoś tak nagle, no i w ogóle za szybko. A dopiero co w niedzielnym Nawiedzonym zastanawiałem się, jak długo, oprócz nowej amerykańskiej trasy Stonesów, pogra w jego zastępstwie Steve Jordan.
Bo przecież tak na stałe wręcz niewyobrażalne, Stonesi bez Charliego? Bez kogoś, kto przez niemal sześćdziesiąt lat trzymał rytm jednego z najlepszych zespołów tego świata, a kto zarazem przylgnął do niego niczym druga skóra.
Zwyczajny, skromny facet, raczej ceniący sobie ustronność, zacisze, naturę, lecz gdy nastawał czas koncertów, nie peszyły go wielkie sceny.
Miłośnik jazzu, koneser i hodowca koni arabskich, fanatyk krykieta, także właściciel obfitej garderoby, z tytułu czego obsypywano go nawet wieloma wyróżnieniami, wreszcie - dżentelmen, serce i dusza zespołu.
Niezwykle dystyngowany, wręcz elokwentny bębniarz - wrażliwy i darem natury zawsze perfekcyjnie zrytmizowany, świetnie poza rockiem odnajdujący się nie tylko w preferowanym jazzie, ale i dający radę na przeróżnych innych frontach - z pierzastą lekkością wyczuwał bluesa, rozpędzał się przy rhythm 'n' bluesie, nie szczędził się wobec tradycyjnego r'n'rolla, a gdy trzeba było, uprawiał
nawet rytmy jamajskie. Miał zainstalowany rzetelny kręgosłup, co pozwoliło mu wychować wiele muzycznych pokoleń. Warto też dodać, że jak Ringo u Beatlesów, tak i Charlie stanowił w Stonesach za swego rodzaju zespołową maskotkę. A tak już całkiem serio, obok Jaggera oraz Richardsa, dla mnie był ich trzecim numerem jeden. Pozostali też ważni, a jakże, lecz Mick, Keith oraz Charlie, to synonim symbolu, który dostrzeżecie w lewym dolnym rogu na poniższym zdjęciu.
Charlie to ogromnie ważny element ścieżki dźwiękowej mego życia. Tkwię także w przekonaniu, że jak nic, zasłużył na pośmiertny medal, najlepiej z wyrytym motto: "one of the greatest drummers ever".
Dzięki Charlie. Nieraz jeszcze zatęsknię za Twą poczciwą i przeuroczą buźką. I sorki wielkie, że od gówniarza zawsze uważałem Cię za dziadziunia. Wszystkiemu winna okładka "Black And Blue".
Na zawsze trafiasz do mej pamięci, serca ...

a.m.

CHARLIE WATTS (2 VI 1941 - 24 VIII 2021)


wtorek, 24 sierpnia 2021

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 22- na 23 sierpnia 2021 / Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań








"NAWIEDZONE STUDIO"
z niedzieli na poniedziałek, z 22- na 23 sierpnia 2021 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja i
prowadzenie: Andrzej Masłowski

 

 

Było różnorodnie, czyli dla każdego coś. Dobrze spożytkowane cztery godziny, które jak zawsze szybko przeleciały.
Trzy gorące nowości - Cruzh "Tropical Thunder", Hardline "Heart, Mind And Soul" oraz David Crosby "For Free".
Melodyjnometalowi Cruzh po pięciu latach zwłoki wystrzelili płytą z gorącym temperamentem, nawet jeśli na co dzień ich rodowita Szwecja zimna i sposępniała. Grupa ma nowego wokalistę - Alexa Waghorna - ale przede wszystkim dużo chęci i jeszcze większy potencjał. Ich drugi album, "Tropical Thunder", to kaskada dobrych piosenek, spośród których na czoło wysuwa się przefajne "New York Nights" ("... nowojorskie noce, to tam znajdziesz serce Ameryki, światła miasta, uczucie magiczne ..."). Oj, mocny kandydat do przeboju roku. Ale poczekajmy, przecież dopiero kończy się sierpień. Nawet, jeśli wraz z nim kończy się odczuwalne lato. W najbliższą niedzielę, z tej bogatej w zapamiętywalne refreny płyty, zarzucę jakiś kolejny set. Bądźcie czujni i nie zbłądźcie na żadne inne, jakieś mocniej rozpropagowane fm. Lepsze tylko z pozoru. Należy pamiętać, że najczęściej słuchacza zdobywa dobrze opakowana reklama, nachalna w danej radiostacji autopromocja oraz przede wszystkim Wasza w tym mocna wobec tych czynników sugestywność.
Hardline okay, choć w ich przypadku akurat bez zaskoczeń. Dokładnie takiej właśnie płyty się spodziewałem. Jedynie podziw dla Johnny'ego Gioelli. Facet ostatnio nieźle się na dwóch frontach rozśpiewał. Równocześnie dwa albumy z tymi samymi głosowymi fałdami (tym drugim Axel Rudi Pell "Diamonds Unlocked II"), i oba w dechę.
Całkiem całkiem wypadł też najnowszy David Crosby. Jego "For Free" to w zasadzie same ballady, no ale nie mogło być inaczej. Ex-Byrds'owiec właśnie takie rzeczy śpiewa najlepiej. Ma do nich wymarzony głos, pomimo iż w jednym rzędzie trudny charakter oraz jeszcze bardziej pogmatwany życiorys. Po wielu konfliktach z prawem (m.in. narkotyki, nielegalna broń czy spowodowanie wypadku pod wpływem), na domiar złego kompletnie zrujnował swój organizm, co przed dwoma dekady doprowadziło do przeszczepu wątroby, a przecież doszlusowały do tego jeszcze cukrzyca oraz arytmia serca. Jednymi słowy - wrak człowieka, choć artysta wciąż wielki. I to także udowadnia najnowsze "For Free". A, że o tej płycie ostatnio trochę się rozpisałem, zamiast się niepotrzebnie powtarzać, niebawem polecam jej dalszy ciąg.
Cieszę się, że w oczekiwaniu na nowych Caravan, w eter powędrowały dwie petardy ze starego, ponad półwiecznego "If I Could Do It All Over Again, I'd Do It All Over You" - mojej ulubionej w ich dorobku płyty, co również, w kolejnej mojej opinii, najlepszej wobec wszystkich przedstawicieli Sceny Canterbury (sorry wszystkie Gongi, Soft Machiny i inne tam ...). Pasuje mi w Caravan wszystko, a szczególnie łagodne, niemal potulne śpiewanie Pye'a Hastingsa, zręcznie wspomaganego, niekiedy również wyważonym przy mikrofonie Richardem Sinclairem, plus bajeczne partie fletu, saksofonu oraz Hammondów - przydające całej sprawie nieopisywalnego wdzięku. To jest dokładnie identycznej pierwszej wody granie, co najwcześniejsi Camel, i niech wezmą się za nie wszyscy do tej pory obojętni. Co by nie mówić, obie te formacje miały ze sobą także pewne koligacje, ale to już opowieść na inną okoliczność.
Być może wcześni Caravan smakują dzisiaj nieco archozaurycznie, ale takiej pełnej bogatych melodii, jak i licznych meandrów muzyki wiem, iż wielu z nas wciąż potrzebuje. Dlatego też świadomie dorzuciłem równie anachronicznego Davida Bowiego. Jego trzeci LP "The Man Who Sold The World" momentami psychodeliczny, innymi fragmenty bluesowy, czasem folk, chwilami zwariowany, a w dużej mierze heavyrockowy. Udowodniły to, trochę wchodzące w przymierze z rockiem progresywnym, a przy okazji objawiające namiętne z Bogiem spotkanie w kryjówce Diabła "The Width Of A Circle" oraz "oda" do będącego schizofrenikiem przyrodniego brata Bowiego "All The Madmen". Wspaniałe chwile, których wartość należy wychwycić tylko na dużej płycie, albowiem nie skrojono z nich przebojowych singli, tym samym nie biegają one po żadnych radiostacjach.
Ze staroci dorzuciłem jeszcze Deep Purple "Rat Bat Blue" - z pierwszego tłoczenia amerykańskiego kompaktu "Who Do We Think We Are". Zawsze lubiłem ten numer. Cenię go niemal równie wysoko, co wszystkie killery z "In Rock", "Fireball" oraz "Machine Head". I zawsze dziwiło mnie, dlaczego fani Purpli mają, ten podszyty drapieżnymi i odjazdowymi organami Lorda, i w sumie megaprzebojowy kawałek, w totalnym nosie. Oczywiście ich sprawa, mnie jednak wciąż rusza. W ogóle rusza mnie całe "Who Do We Think We Are". Fakt, mniej w tamtym wobec Purpli złotym okresie przebojowe, ale chyba właśnie w tym tkwi tego sekret. Wówczas Purpurowi dali sobie spokój z podlizywaniem się radiowcom, dzięki czemu pograli sporo rajcujących łamigłówek, niekiedy nawet na bluesowo - jak choćby w udanym, lecz obrzydliwie szerzej nieznanym "Place In Line".
Zachęciłem także Szanownych Państwa do koncertu RPWL. Przypomnę, w najbliższą niedzielę w Suchym Lesie. Nie przegapcie. Będzie świętowanie dwudziestki "God Has Failed" , a do tego mini the best of. Po długiej i dotkliwej koncertowej posusze, szczególnie taka właśnie muzyka powinna zasmakować niczym rozgrzewający poncz.
Po moim przydługim tekście o opuszczającym The Cure Simonie Gallupie, nie mogło zabraknąć muzyki tego zespołu. I myślę, że w krajobraz grupy także nieźle wpisał się, zawsze przyjemnie posępny Ian McCulloch. Jego "Slideling", z lekka nawet ocierający się o britpop (było nie było, w gościnie połowa chłopaków z Coldplay), kto wie, czy nie jest najlepszą solówką frontmana Echo & The Bunnymen.
Właśnie na rynek trafił box Marka Knopflera, zawierający albumy okresu 1996-2007. I nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie dodatkowy dysk "Gravy Train", na którym trudno do tej pory osiągalne bisajdy. Konkretnie, nagrania z pięciu maksisingli, które na szczęście Nawiedzony posiada od ich poczęcia, tym samym czuję się wykluczony z przymusowego zakupu tej jakże okazałej bomboniery - a czego dokonać obowiązkowo powinni wszyscy dotychczasowi tej muzyki nieposiadacze.
Czuję satysfakcję po wyemitowaniu kilku fragmentów z debiutanckiego longplaya Florydczyków z Axe. Taka spora zaległość, od dawna upraszająca się o nadrobienie. W minionych latach nierzadko sięgałem po nagrania tej moim zdaniem rewelacyjnej formacji, lecz niemal kompletnie pomijałem te najstarsze - czytaj: najlepsze. Na "Axe" lubię wszystko, ze szczególnym naciskiem na przyprawioną o bluesową gitarową solówkę balladę "Battles" ("... pozwól mi odejść z tej samotnej krainy, zanim znikną wszystkie moje marzenia ..."). Biję się w serce, iż do tej pory nigdy na moim fm nie znalazłem dla niej czasu.
No i jeszcze pierwszy długograj The Babys. Cóż za fantastyczna płyta! A przecież sukcesy zaczęły pojawiać się dopiero od następnej, "Broken Heart" - wydanej w sumie w tym samym roku. Miał ktoś w tym naszym Tonpressie nosa, agitując dopiero w 1979 roku na krajowego singla cover Kalifornijek z The Paris Sisters - "I Love How You Love Me" - dokładając na stronie B, zaśpiewane przez perkusistę grupy - Tony'ego Brocka - obłędne "Over And Over". Cóż za wyczucie od losu. Kto wie, gdyby płytkę wydano w Polsce rok wcześniej, bądź gdy był jej światowy czas - w 1977 roku - przegapiłbym i nigdy nie poznał. I pewnie moje życiowe losy też potoczyłyby się innym szlakiem. Wszystko zapisane w gwiazdach. Do wspomnień oraz obu Tonpress'owskich kawałków, dorzuciłem jeszcze dwa, równie zacne; otwierające całość, hardrockowe "Looking For Love" oraz genialną dwufazową balladę "Dying Man" ("... wszystkim czym jestem, to umierającym facetem ..."). Na poparcie nastroju, dośpiewał się jeszcze Bryan Ferry, którego interpretacja "I Love How You Love Me", w sumie znacznie bliższa oryginałowi.
Pod koniec naszego spotkania przemknął jeszcze Keith Richards. Choć w tym konkretnym przypadku bardziej miałem na myśli jego perkusistę, Steve'a Jordana, który na najnowszej amerykańskiej trasie koncertowej Stonesów zastąpi trochę niedysponowanego, a raczej odstawionego na rekonwalescencję Charliego Wattsa. Poszło więc "Take It So Hard". I tu niespodzianka, gdyż akurat w tym numerze Jordan, zamiast na bębnach, zechciał przypodobać się umiejętnościami gry na basie. Musiałem koniecznie postawić na ten konkretny numer, ponieważ z nim też mam wspomnienia. I to jakie. To przecież kawałek, z którego pierwsze gitarowe akordy pojawiały się w zajawce mojego dawnego "Rock Po Wyrocku" - w nieistniejącym od blisko dwudziestu jeden lat winogradzkim Radio Fan.
Jak widzicie Kochani, dużo się działo, a i nadal dziać się powinno. Polecam jednak słuchanie moich programów, zamiast tylko o nich czytanie. Jednak cóż, odrobina słowa pisanego tym, którzy każdej niedzieli tradycyjnie mnie olewają, też niekiedy się należy.
Do usłyszenia ...

a.m.

 


CRUZH "Tropical Thunder" (2021)
- We Go Together
- New York Nights
- N. R. J. C.

AXEL RUDI PELL "Diamonds Unlocked II" (2021)
- Rock 'N' Roll Queen - {The Subways cover}

HARDLINE "Heart, Mind And Soul" (2021)
- Like That
- We Belong

DON DOKKEN "Up From The Ashes" (1990)
- Give It Up

AXE "Axe" (1979)
- Life's Just An Illusion
- Sympathize
- Battles

RPWL "Live From Outer Space" (2019)
- Hole In The Sky

CARAVAN "If I Could Do It All Over Again, I'd Do It All Over You" (1970)
- With An Ear To The Ground You Can Make It / Martinian / Only Cox / Reprise
- A Day In The Life Of Maurice Haylett - {bonus track}

DAVID CROSBY "For Free" (2021)
- River Rise - {feat. MICHAEL McDONALD}
- For Free - {feat. SARAH JAROSZ} - {Joni Mitchell cover}

IAN McCULLOCH "Slideling" (2003)
- Playgrounds And City Parks
- Sliding
- Baby Hold On
- Kansas

MARK KNOPFLER "Cannibals" (1996) - MAXI CD
- Tall Order Baby
- What I Have I Got To Do

MARK KNOPFLER "Darling Pretty" (1996) - MAXI CD
- My Claim To Fame

THE CURE "Wish" (1992)
- Apart
- Trust

THE CURE "Disintegration" (1989)
- Closedown

THE BABYS "The Babys" (1977)
- Looking For Love
- I Love How You Love Me - {The Paris Sisters cover}
- Over And Over
- Dying Man

BRYAN FERRY "These Foolish Things" (1973)
- I Love How You Love Me - {The Paris Sisters cover}

DAVID BOWIE "The Man Who Sold The World" (1970)
- The Width Of A Circle
- All The Madmen

KEITH RICHARDS "Talk Is Cheap" (1988)
- Take It So Hard

DEEP PURPLE "Who Do We Think We Are" (1973)
- Rat Bat Blue



















 

Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę, godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub www.afera.com.pl
 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"