poniedziałek, 31 grudnia 2018

na nowy dobry rok

Niestety, ostatniej audycji 2018 roku nie udało się spędzić w komplecie. Akurat wczoraj musiał internet trafić szlag. W XXI wieku świat wciąż bywa daleki od doskonałości, ale na szczęście można polegać na Słuchaczach Nawiedzonego Studia. Właśnie od nich dowiedziałem się o braku internetowego sygnału Afery. Cieszę się, że dzięki tej koszmarnej sytuacji choć na moment powróciły do żywych tradycyjne radioodbiorniki. Szkoda jedynie, iż słusznego pożytku nadały im tylko te z Poznania oraz bliskiego obrębu.
Tworzenie audycji jest na swój sposób artystycznym dziełem, a co za tym idzie, właśnie wczoraj poczułem się niczym artysta, któremu los nadał koncertowanie do mocno pustawej sali. Wiem więc, jak to jest, gdy wychodzi się na scenę, z której biją po oczach ostre prześwity wśród widowni. Pomimo tego należało zagrać tak, jak gdyby dotarł komplet publiczności - i tak też uczyniłem. Dzięki Korfantemu można to sprawdzić na Facebook'owej grupie "Nawiedzone Studio - Słuchacze". Podobno z zarejestrowanej audycji zabrakło tylko pierwszych dwudziestu minut, ale co to jest dwadzieścia minut wobec ogarniającego nas wszechświata.
Miłą niespodzianką wczorajsza wizyta Tomka Ziółkowskiego w radiowym studio przy Rocha. Cieszę się, że Tomek wciąż czuje przywiązanie do Nawiedzonego Studia. I vice versa Tomek.
Od mojego realizatora Szymona otrzymałem w podarku książkę "Skiba ciągle na wolności". Pięćset stron. Ogrom, ale przeczytam, choć czytać nie lubię. Może dlatego, że czytam ze zrozumieniem, przez co powoli. Dziękuję Ci Szymon! Dzięki temu upominkowi szybko też dowiedziałem się od Krzysztofa Ranusa, iż sympatykami Skiby bywają ludzie o niskim ilorazie inteligencji. Jak dobrze mieć przy sobie tak prawdziwego życiowego mentora, który nie pierwszy już raz zasugerował, co powinienem czytać, czego i kogo słuchać, wreszcie, na kogo też zagłosować, czy to w minionych, czy właśnie nadchodzących wyborach parlamentarnych. Dzięki bogatemu doświadczeniu Krzysztofa mam szansę nie popełniać już więcej aż tak rażących błędów. Jeszcze tylko poświęcę życie Ryśkowi, i będzie całkowite git.
Na 20-tą udajemy się z Mundasem na sylwestrową zabawę. Oby miłą i udaną. Czego również życzę Szanownym Państwu!
Zapomnijmy o wszystkim co złe, bowiem w roku 2019 złego pojawi się wcale nie mniej. Po co zatem obciążać umysł jeszcze tym, co złe, a już nieaktualne. Zróbmy trochę miejsca dla nowego.
Jeśli ktokolwiek w nadchodzącym roku uczyni dla Szanownych Państwa cokolwiek dobrego, przylgnijcie do serca. Bo takich chwil będzie zdecydowanie niewiele, dlatego corocznie składając życzenia, tak bardzo kładziemy nacisk na ich spełnianie.
Życzę wszystkim otaczania się tak dobrymi ludźmi, jak udaje się to właśnie mnie. Słuchacze Nawiedzonego Studia są tego niezbitym dowodem. Są jak prawdziwa rodzina, której tylko można i należy pozazdrościć.
Wszystkiego dobrego moi Kochani. W Nowym Roku trwajcie w zdrowiu, niech czuwają nad Wami dobre duszki, no i spełnijcie przynajmniej kilka z najskrytszych marzeń. Kochajcie i czujcie się kochanymi. Nie myślcie też o mnie źle, nawet jeśli Was często wkurzam. Przecież łączą nas muzyka, pasja i emocje, a to dużo. Inni tego nie mają, dlatego nam zazdroszczą i nas nie lubią. Bo tylko wybrańcom tego świata natura okazała dar miłości do muzyki, czyli do najpiękniejszej - oprócz miłości - sfery naszego życia.
Szampańskiej zabawy i spokojnego powrotu do domowego wyrka :-)


Andrzej Masłowski



"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 30 grudnia 2018 / Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań



"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 30 grudnia 2018 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Szymon Dopierała
prowadzenie: Andrzej Masłowski




BONFIRE - "Legends" - (2018) - przy tej coverowej płycie można, a nawet należy rozkręcić dobrą prywatkę.
- Hot Cherie - {Hardline / Danny Spanos cover}
- King Of Dreams - {Deep Purple cover}

DEF LEPPARD - "The Story So Far - The Best Of" - (2018) - najnowsza kompilacja Leppardów niewiele wnosi do ich dorobku. Cover Depeszy taki sobie - bo to w ogóle średni numer - a resztę wypełniają hity, jeszcze raz hity. Niekiedy na nowo zremasterowane. Najwięcej nowego szlifu z "Hysterii", którą wznowiono w 2017 roku.
- Let's Go - {oryginalnie album "Def Leppard", 2015}
- Bringin' On The Heartbeat - {oryginalnie album "High'N'Dry", 1981} - remastered 2018
- Personal Jesus - {Spotify single 2018} - Depeche Mode cover
- Foolin' - {oryginalnie album "Pyromania", 1983}

MAGIC DANCE - "New Eyes" - (2018) - całkiem fajna piosenka, choć cały album nudnawy.
- You're Holding Back

PALACE - "Binary Music" - (2018) - kapitalny kawał złomu. Jeszcze nie stal, już nie aluminium. Radio powinno nas tym katować, ale w dzisiejszych czasach brak w mediach ludzi z powołania, jest tylko kurczowe trzymanie stołków.
- Dangerous Grounds

SURVIVOR - "Caught In The Game" - (1983) - czwarty album wzorcowych melodic/rockowców zagrałem z japońskiej edycji, ponieważ (poza jeszcze posiadanym winylem) innej nie mam.
- Caught In The Game
- Jackie Don't Go
- I Never Stopped Loving You

JEFF LYNNE'S ELO - "Wembley Or Bust" - (2017) - wczoraj szef Elektrycznej Orkiestry obchodził 71-urodziny. Wszystkiego najlepszego od Nawiedzonego Studia dla Ciebie Jeff.
- Shine A Little Love

HANNE BOEL - "My Kindred Spirit" - (1992) - muzyka z gwiazdkowego upominku od Szymona N.S. Wspaniała płyta! A z początku pomyślałem, że najfajniejszy poznański belfer podarował mi coś, co mu zagracało na półce. No proszę, jak miło oberwać po nosie. Znam tę Dunkę od dawna, mam nawet w chałupie jej jednego, jeszcze starszego winyla, jednak płyta od "Simona says" nadspodziewanie lepsza.
- Lonely Cafe - {duet with JERRY LYNN WILLIAMS}
- Ready For The Sun
- Falling In Love

MOSTLY AUTUMN - "White Rainbow" - (2018) - przyleciała na ostatni tegoroczny gwizdek królewską pocztą z Irlandii, a wszystko dzięki "wyspiarskiemu" Andrzejowi, który (nie po raz pierwszy) pamiętał nie tylko o sobie - za co tym mocniej dziękuję!
- Viking Funeral
- Run For The Sun

BEE GEES - "Greatest" - (1979) - z epoki disco
- Night Fever - {oryginalnie na OST "Saturday Night Fever", 1978}
- Tragedy - {oryginalnie na LP "Spirits Having Flown", 1979}
- Stayin' Alive - {oryginalnie na OST "Saturday Night Fever", 1978}

ANDY GIBB - "After Dark" - (1980) - ostatni, trzeci album czwartego (nie)bidżisa. Szkoda, że narkotyki zniszczyły życie tego wielbionego przez dawne dziewczęta przystojniaczka. Facet dożył ledwie trzydziestki, a w tamtej epoce wróżono mu większą sławę niż razem wziętym Robinowi, Maurice'owi i Barry'emu. Inna sprawa, iż poniższy album powstał w znacznym stopniu za tamtych sprawą. Płyta wspaniała, choć słów tych nie kieruję do rockowych ortodoksów.
- Wherever You Are
- Warm Ride

ANDY GIBB - "Shadow Dancing" - (1978) - drugi longplay, inny niż "After Dark". Jeszcze nie tak "podkomputeryzowany", a z dużą dawką szlachetnych instrumentów. Utwór tytułowy wręcz kopci taneczny parkiet, kto więc chce się załapać, niech w sukurs za nim do tańca.
- Shadow Dancing

BEE GEES - "Alone" - (1997) - MAXI CD - kapitalna singlowa strona B. Pozaalbumowa piosenka zaśpiewana przez Robina Gibba była co prawda na płycie "Still Waters", ale jedynie w jej limitowanej oraz japońskiej edycji. Ponieważ posiadam właśnie zwykłą wersję wspomnianej płyty, to dla mnie ów singiel obowiązkowy.
- Rings Around The Moon

BEE GEES - "Still Waters" - (1997) - poniżej jedna z moich faworytek tegoż albumu.
- Closer Than Close

DONNA SUMMER - "Another Place And Time" - (1989) - szmelc disko ze stajni kompozytorsko-producenckiego tercetu Stock-Aitken-Waterman. "Niestety" bardzo to lubię. Choć Donnę Summer jeszcze bardziej.
- This Time I Know It's For Real
- The Only One

GLASS TIGER - "Diamond Sun" - (1988) - drugi albumowy wyczyn Australijczyków. Alan Frew to rewelacyjny wokalista, którego piękną barwę głosu powinno się wykładać na zajęciach z wokalistyki.
- Far Away From Here
- I'm Still Searching
- It's Love U Feel
- My Song {featuring THE CHIEFTAINS}

DON BARNES - "Ride The Storm" - (2017) - miały być niegrane dotąd kawałki, o numerach 3 i 4, jednak pomyłkowo zapodałem w eter 2 i 3, przez co "Looking For You" zagrało dla nas po kilkumiesięcznej przerwie już po raz drugi.
- Looking For You
- I Fall Back

COLDPLAY - "Live In Buenos Aires" - (2018) - najnowsza koncertówka Koldplejów naprawdę bardzo fajna, choć przed tygodniem jeden z radiowych kolegów napisał mi w trakcie audycji, ze ich nie cierpi. Jak by to miało mnie obchodzić.
- Amor Argentina - {new song}


Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"



niedziela, 30 grudnia 2018

na 2018 rok amen nastało

Kończący się rok jest już bardzo stary, bardzo zmęczony, więc pora ustąpić pola nowemu. Cieszy mnie więc zamykanie tego rozdziału, tym samym z nutką niepokoju wyczekuję nowego otwarcia. I choć po dwa tysiące dziewiętnastym także niczego niezwykłego się nie spodziewam, to przynajmniej daj matko naturo jeszcze tyciu zdrowia, więcej sił, sensu życia także nie skąp, a i zakończ rządy tych cywilizacyjno-umysłowych paralityków.
Zdążyłem w starym roku napisać kilka słów o Bonfire "Legends", choć czasu zabrakło na wiele innych spraw. Ale i z tego się cieszę, wszak na tego bloga mam ostatnio coraz mniej czasu, zapału, ochoty i sprzyjających dobrych duszków.
Do wysłuchania dzisiejszego nawiedzonego studia zachęcać nikogo nie muszę. Jedni tradycyjnie miło spędzą z nim czas, inni z satysfakcją spuszczą kolejną zasłonę milczenia. I dobrze, niczego na siłę nie wolno zmieniać. Ja też nie słuchałbym audycji Masłowskiego, ponieważ zacięcia do radia nigdy nie miałem, i zdaję się, nikt już tego nie zmieni. Najlepszy - i jedyny słuszny! - prezenter radiowy od 24 grudnia 1999 roku tnie komara w krainie wiecznej ciszy i głuszy, a te wszystkie jedynki, dwójki, trójki, czwórki, antyradia, rockserwisy czy eremefo-eski obchodzą mnie tyle, co ja ich.
Nikomu nie pochwaliłem się gwiazdkowymi prezentami, ale też nikt nie zapytał, pomimo iż na mnie faktycznie zwalił się cały zastęp chwalipiętów. Dzisiaj takie czasy, każdego interesuje jedynie własny czubek nosa, dlatego wierzę, iż w minionych świątecznych dniach niewielu wyciągnęło dłoń ku samotnikom. A przecież to jedno dodatkowe nakrycie naprawdę powinno się komuś przysłużyć. Wiem wiem, w tych ładnych sterylnych mieszkankach nie ma miejsca dla bezdomnych brudasów. Takie nakrycie, to tylko kolejny mit, pustosłowie, frazes. Ciekawi mnie zatem, kto w tamtych życiowych nieudacznikach dostrzeże jednak takie samo prawo do życia, do miłości, do godności. Jak łatwo kogoś zepchniętego przez los wszystkiego tego pozbawić. Warto o tym pomyśleć, bowiem spowiedź i przyjęcie komunii lepszych z nas nie czynią. A pan Bóg, jeśli naprawdę istnieje (oczywiście bzdura, choć niektórzy uważają inaczej), po czynach sądzić będzie, nie po niepotrzebnych paciorkach lub przesadnych datkach na tacę. Ale tak niewygodnych teorii w kościołach nie głoszą. Tamtejsze ołtarze czy obrazowe ramy muszą lśnić na złoto, a marmurowe posadzki niczym psu jajca.
Po takim tekście znowu nawiedzonemu nieco ludu ubędzie, ale na pocieszenie pozostaną najlepsi. 
Ostatni raz w tym roku będę dzisiaj na 98,6 FM Poznań. Przez cztery godziny od 22-giej. Mam już nawet zapakowanych w torbie po sufit dobrych kompaktów, żywię więc nadzieję ich z Szanownym Państwem posłuchać.



Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"



BONFIRE "Legends" (2018)








BONFIRE
"Legends"
(AFM RECORDS)

*****

Ci niemieccy hard-rockersi poszli w bezczelną amerykańską komercję, a brakiem nowych wyzwań stanął im na drodze pomysł nagrania ławicy coverów. Poza tym, ich wciąż jeszcze w miarę nowy wokalista Alexx Stahl skrywa w sobie głos motorycznie jednostajny, który w porywach jest jedynie wyblakłą kopią Lou Gramma oraz Dave'a Bicklera. Na domiar wszystkiego, nad całością wtóruje przeciętna sekcja rytmiczna, a zawartość dziełka stanowią popłuczyny po Toto, Robin Beck i Deep Purple. Zapewne niejedne tego typu wynaturzenia usłyszycie od skórojadów obitych ćwiekami, dla których metal, to jedynie Metallica oraz Slayer. Dlatego chrzańcie te bzdury i niczym przelatujący nad drzewami gołąb spuśćcie na ich głosicieli całą nadwyżkę własnego bagażu.
"Legends" zawiera 32 przeróbki, na których skomasowanie potrzebne były dwie kompaktowe płyty. I choć Bonfire zafundowali nam już w tym roku album z premierowymi kawałkami, dobrej zabawy nigdy nie dość. Bo skoro udało się pozyskać nieco legend do wspólnego podczas koncertów świętowania (m.in. Joe Lynn Turner, Bobby Kimball, Phil Mogg, Geoff Tate, ...), idealnym tego następstwem było zrealizowanie odpowiedniego albumu. Choć akurat kolejność w tym przypadku była odwrotna. I powstała rzecz do takiego słuchania, że najlepiej tegoż walory scharakteryzowałby tekst kawałka "Party" Oddziału Zamkniętego: "... zróbmy więc prywatkę, jakiej nie przeżył nikt, niech sąsiedzi walą, walą, walą do drzwi, sztuczne ognie niech się palą, palą, a Ty, tańcz i wino pij, niech cały wiruje świat...". Albowiem, po raz kolejny dowiedziono, że przy żadnej muzyce nie ma takiego ukontentowania dla ciała i duszy, co stoi za przyczynkiem rocka.
Szefujący całemu omawianemu przedsięwzięciu gitarzysta Hans Ziller właśnie trafił w samo serce tarczy. Dobrał wyjątkowo efektowny repertuar i opracował go z własnymi zespołowymi kolegami na soczyście melodic/hard-rockową nutę, dając wszystkim tym zasłużonym szlagierom nowe życie. A przecież jego celem od początku do końca miała być tylko wspomniana już zabawa.
Nie ma tu więc żadnego zadzierania nosa, ani silenia się na jakiekolwiek nowatorstwo. Piosenki, choć uroczo utrzymane w stylistyce Bonfire, zostały wykonane - na szczęście! - w bliźniaczym tonie do swych pierwowzorów. I brawo, nikt z nas bowiem nie ulegnie zakłopotaniu czy ewentualnemu rozczarowaniu.
Nie oderwiecie się Mili Państwo od tego podmetalizowanego śpiewnika hitów Toto, Deep Purple, Survivor, UFO, Hardline, Queensrÿche, Rainbow, House Of Lords, czy nawet dla Bonfire rodzimych Puhdys (m.in. wzięte na ruszt genialne "Erinnerung") oraz Grave Digger. Zresztą "Rebellion" i "Heavy Metal Breakdown" - tych ostatnich, wykonane tak, że niewiele brakowało bym zaliczył zejście, gdy z wrażenia jedzona właśnie zupka zawitała do stacji "niemiecka dziurka".
Nowe wersje "Child In Time", "Eye Of The Tiger", "Stone Cold", "Africa", "Hold The Line", "Doctor Doctor", "I Surrender", "Man On The Silver Mountain" czy nawet Cohen'owskiego "Hallelujah", postawią na nogi niejednego truposzczaka. A dobrodziejstw w zestawie jest tak wiele, iż wyszczególnianie w poniższej recenzyjce pisanym słowem wszystkiego nosi podobny sens, co przewrotnie rzecz ujmując, zmuszanie alkoholika do uczestniczenia w trunkowej degustacji.



Andrzej Masłowski
 

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


środa, 26 grudnia 2018

PALACE "Binary Music" (2018)







PALACE
"Binary Music"
(FRONTIERS)

***1/2


Utalentowany wokalista, multiinstrumentalista (gitara, bas, instrumenty klawiszowe, harmonijka, saksofon) oraz producent Michael Palace nie próżnuje. Po licznych kolaboracjach w roli muzykanta (grupy Find Me, First Signal czy Adrenaline Rush), jak też kompozytora (w Cry Of Dawn czy też u boku Toby'ego Hitchcocka), mistrzunio od pewnego czasu dzielnie przewodzi także własnej formacji, o dość niewyszukanej nazwie Palace. Ta szwedzka ekipa zaliczyła płytowy debiut w 2016 roku, realizując całkiem przyzwoite "Master Of The Universe". Płyta jednak nie wdarła się do elity, a jej melodyczno-rockowy twórca do teraz niesprawiedliwie tkwi w piątym, a nawet szóstym szeregu gwiazd wszelakich tematycznych festiwali. Niestety obawiam się, że najnowsze "Binary Music", też tego nie zmieni. Rzecz zawiera muzykę w żaden sposób nieodkrywczą, acz przekornie udaną. Ta przeniesiona na współczesny grunt, a wyzbyta fetyszu ejtisowa muzyczka, spełnia się jednak repertuarowo, wykonawczo oraz
produkcyjnie bez zarzutu. Album przykuwa uwagę różnorodnością, dzięki czemu zahaczamy o miks rocka z musicalem (taki w duchu dokonań Queen), jak w "Queen Of The Prom", napotykamy też na sporadyczne, lecz wyczuwalne Beatlesowskie echa w rock-balladzie "Who's Counting Time", zaś w "Julia" bywa nawet blues/hard-rockowo. Oczywiście nie zabraknie spodziewanego gradobicia melodic-rockowych piosenek ("Tears Of Gaia", "Nothing Personal", "Promised Land" czy rewelacyjnej "Dangerous Grounds"), z którymi postać Palace'a kojarzy się przede wszystkim. Całość eskaluje w słuchaczu wielokrotną chęć posłuchania całości zgromadzonego tu repertuaru.
Na koniec należy wspomnieć o zaproszonym perkusiście Danielu Floresie, z którym Palace miał okazję w skromnym stopniu współtworzyć świetną grupę Find Me. Formacja już niebawem opublikuje najnowszy trzeci album, i oby okazał się przynajmniej w trzech czwartych równie udany, co genialny "Dark Angel". Ale to już temat na inną opowieść.


Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

MAGIC DANCE - "New Eyes" - (2018) -









MAGIC DANCE
"New Eyes"
(FRONTIERS)

**

AOR-owi nowojorczycy z Magic Dance właśnie zaserwowali trzeci album, choć głowę pod topór nadstawię, iż o dotychczasowych dwóch niewielu z nas słyszało.
Liderującemu całemu przedsięwzięciu, a swojsko zwącemu Jonathanowi Siejce, blisko do grania spod znaku Journey, Loverboy czy Reo Speedwagon, jednak musi on przebyć jeszcze sporo gór i rzek. Zarówno on, jak i towarzyszący mu 5-osobowy gitarowo-perkusyjny kolektyw.
Na plus Siejce oddaję zręczną umiejętność obsługiwania gitary oraz instrumentów klawiszowych, jak też stosownemu do okoliczności śpiewaniu oraz samodzielności w wyprodukowaniu tego dziełka. Tym bardziej, iż Siejka splótł coś z niczego. A konkretnie, z nijakich kompozycji, których można jednorazowo i bez uszczerbku na zdrowiu posłuchać, jednak o dłuższej fascynacji mowy nie ma. Drugim zaś plusem fakt, iż główny sprawca tego czynu jeszcze do niedawna deklarował przywiązanie do muzyczki łatwej, nawet jeszcze łatwiejszej, a jednocześnie dużo mniej przyjemnej. Od teraz jednak - podobno już na serio - wdarł się w szeregi rockowej gwardii. I kto wie, być może przy następnej płycie zacznę odkręcać wszystko, co przed chwilą napisałem.
Magic Dance próbują podążać sprawdzonymi aor-owymi szlakami, nie dopuszczając do żadnych renowacji stylu, co tylko niestety stawia ich na straconej pozycji. W tym gatunku, jeśli nie ma się nic nowego do zaoferowania, przynajmniej należy uprawianą profesję wykonywać bezbłędnie, natomiast Magic Dance przede wszystkim cierpią na repertuarową cierpkość.
Najlepsze piosenki: "You're Holding Back", "These Four Walls" oraz "Please Wake Me". Jednak, niech nikt po nich nie oczekuje zbyt wiele. 


Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


BRYAN FERRY AND HIS ORCHESTRA "Bitter-Sweet" (2018)







BRYAN FERRY AND HIS ORCHESTRA
"Bitter-Sweet"
(BMG)

****


Fascynację retro muzyką rozrywkową Ferry ujawnia nie od dziś, choć poważny pełnowymiarowy albumowy cios zadał dopiero w 1999 roku. Powstała wówczas pełna uroku płyta "As Time Goes By", która przeniosła nas do lat trzydziestych minionego stulecia, oferując pełną gamę utrzymanych w stosownym klimacie interpretacji piosenek, z repertuaru m.in. Marleny Dietrich, Cole'a Portera czy Kurta Weilla. Z kolei, całkiem niedawno do głosu doszedł spokrewniony, choć nieco odmienny album "The Jazz Age", na którym Ferry ośmielił się kompozycje z frontu Roxy Music/Bryan Ferry przyodziać w szaty lat dwudziestych. I choć czuwał nad nimi wszystkimi, sam jednak postanowił odsunąć się w cień, powierzając rolę wykonawczą własnym instrumentalistom. A tymczasem, właśnie powstała dzielna jej kontynuatorka, tyle, że już wokalno-instrumentalna płyta "Bitter-Sweet". Będąca, jak w poprzednim przypadku, pod równie dużym wpływem jazzu epoki międzywojennej. I ma to związek z kinematograficznym flirtem Ferry'ego.
Muzyk wystąpił niedawno w Netflixowskim serialu "Babylon Berlin", w którym wcielił się w kabaretowego piosenkarza, co automatycznie pociągnęło go w kierunku zrealizowania w podobnym tonie odpowiedniego albumowego dzieła - włącznie z nadaniem mu stosownej oprawy graficznej. Maestro do jego realizacji zaprosił orkiestrę, której ponownie powierzył wybrane kompozycje z repertuaru Roxy Music/Bryan Ferry, by ci przerzucili je na grunt jazzu, bluesa i ragtime'u. Całość poddając równie nostalgicznej oprawie, co odległe już w czasie kawiarniane występy dawniejszych gwiazd.
Ferry dla "Bitter-Sweet" poświęcił kilka kompozycji, by te pełniły role instrumentalnych, średnio dwuminutowych przerywników bądź introdukcji ("Sign Of The Times", "Limbo", "Dance Away", "Sea  Breezes" oraz "Bitters End"), natomiast pozostałych osiem wbił w szaty retro piosenek, czyniąc z nich przeuroczą nową jakość. Bo choćby podążając za przykładem kompletnie nietrafionej płyty "Olympia" (2010), tym razem nasz bohater odsłonił potencjał kilku tamtejszych, jak się po latach okazuje niezłych kompozycji, których przecież dawniejsze aranżacje skazywały je na niebyt. Na samym albumowym wstępie otrzymujemy właśnie takowe dwie: "Alphaville" oraz "Reason Or Rhyme". Nadanie anachronicznej aury wlało w nie prawdziwego życia. Jednak pozostałe nagromadzone tu kompozycje, z linii Roxy Music/Bryan Ferry, czegoś podobnego już nie potrzebowały, przez co słuchamy ich bez obciążeń, bez zobowiązań, na lekko, a nawet z pewnym przymrużeniem oka. Choć wcale nie jest powiedziane, iż obecne interpretacje "Bitter-Sweet", "Zamba", "While My Heart Is Still Beating", "Chance Meeting" czy "Boys And Girls", wszystkim w równym stopniu przypadną do gustu. Ale to już nie mój problem. Trochę żałuję, iż za sprawą albumu "The Jazz Age", pospieszył się Ferry z przeróbkami "Don't Stop The Dance", "Slave To Love", "The Only Face" czy "Avalon". Można sobie tylko wyobrazić, jak zabrzmiałyby właśnie tutaj.



Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

poniedziałek, 24 grudnia 2018

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 23 grudnia 2018 / Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań



"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 23 grudnia 2018 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Szymon Dopierała
prowadzenie: Andrzej Masłowski




THE NIGHT FLIGHT ORCHESTRA - "Sometimes The World Ain't Enough" - (2018) - już poprzednie "Amber Galactic" pokazało, że to świetna grupa. Najnowsza płyta tylko to potwierdziła. Szwedzi grają przyjemnie podbarwionego anachronicznością rocka, który za sprawą retro syntezatorów jawi się nieco kosmicznie. Uwielbiam tę ekipę dowodzoną przez na pół blackmetalowego Bjőrna Strida.
- Last Of The Independent Romantics

PRAYER - "Silent Soldiers" - (2018) - ponownie Skandynawia. Tym razem wypolerowany, jednocześnie piekielnie uroczy hard rock. Wokalista i gitarzysta Tapani Tikkanen śpiewa twardą angielszczyzną, co tylko dodaje pewnego smaczku. Zakochałem się w tej płycie i dzisiaj dałbym jej pełnych pięć gwiazdek. Co czas robi z człowiekiem.
- No Giver, All Taker
- Devil's Daughter

PRAYING MANTIS - "Gravity" - (2018) - najlżejsza ekipa nurtu NWOBHM nagrywa nieprzerwanie, choć o jej płytach aż tak nie rozpisują się dziennikarze, jak o niedoścignionych konkurentach z Iron Maiden czy Saxon.
- Gravity
- Destiny In Motion

SWEET - "Give Us A Wink!" - (1976) - właśnie nabyłem te CD z bonusami w ładnym digipaku. Znam tę płytę od zawsze, czyli od okolic 1978/79 roku, jednak na srebrzystej płytce mam ją dopiero od teraz. Jako małolat katowałem z winylu do białych rowków. "Give Us A Wink!" jest zdecydowanie hard rockową płytą, co kłóci się z powszechnie glamowym wizerunkiem ekipy wybornego gitarzysty Andy'ego Scotta i świetnego wokalisty Briana Connolly'ego.
- The Lies In Your Eyes
- Action
- Yesterday's Rain

BLACK 'N BLUE - "Black 'N Blue" - (1984) - wyborny hair/metalowy debiut Portlandczyków. Cover Sweet'ów może i nieco w stosunku do pierwowzoru wygładzony, ale w 1984 roku tak właśnie brzmiano - szczególnie za Wielką Wodą.
- Action - {Sweet cover}
- Show Me The Night

DEF LEPPARD - "Retro Active" - (1993) - Leppardzi zagrali Sweetów z nerwem bliskim oryginałowi, no ale Joe Elliott to przecież zadeklarowany fan tychże wzorcowych glamowców.
- Action - {Sweet cover}

DEF LEPPARD - "Yeah!" - (2006) - kolejny cover ze stajni Sweet. Od tej właśnie piosenki - oczywiście w wersji z 1973 r. - poznałem Słitów, i od razu wiedziałem, że to muzyka w sam raz dla mnie.
- Hell Raiser - {Sweet cover}

SCORPIONS - "In Trance" - (1975) - we wtorek 18 grudnia, 64 lata ukończył Uli Jon Roth. Fantastyczny eks-skorpionowy gitarzysta, który od lat uprawia własne, już niestety nie tak spektakularne pole. A przecież ze Skorpionami kąsał jak nikt inny.
- Life's Like A River
- Robot Man
- Evening Wind

COLDPLAY - "Live In Buenos Aires" - (2018) - no dobra, wiem, że to zespół refrenowy, z naciskiem na "ooooo", i że obecnie na ich koncertach kwiczą panienki, ja jednak mam do nich ogromny szacunek i sympatię, szczególnie za trzy pierwsze, niestety odległe już w czasie albumy. Wiele piosenek z tamtego okresu znajdziemy na tym wydanym właśnie dwupłytowcu. Świetnie się ich słucha. Zresztą, nie tylko ich.
La Plata, Argentyna, 15 listopada 2017 r.
- Hymn For The Weekend
- Fix You
- Viva La Vida
- Adventure Of A Lifetime
- De Música Ligera - {Soda Stereo cover}

HANDFUL OF SNOWDROPS - "Noir" - (2018) - najnowsza płyta Kanadyjczyków świątecznym upominkiem od "gotyckiego" Krzyśka. Naprawdę opadła mi przysłowiowa kopara, gdy mi ją wręczał najbardziej oddany sprawie poznański Goth. Dzięki!
- Noir
- Black And Blue
- Another Lonely Sunday
- The End

KEITH RICHARDS - "Talk Is Cheap" - (1988) - podobnie jak Uli, również 18 grudnia urodziny obchodziła najpiękniej wysłużona twarz rock'n'rolla. Szkoda, że obecny 75-latek już do kielicha nie zagląda, bo miałem nadzieję przy jakiejś okazji walnąć z nim lufę.
- Locked Away

KEITH RICHARDS - "Crosseyed Heart" - (2015) - świętowania ciąg dalszy.
- Illusion - {duet with NORAH JONES}

ENGINE ALLEY - "Showroom" - (2018) - wokalista tej grupy - Canice Kenealy - jest niemal sąsiadem przez ścianę (a raczej ulicę) dobrze znanego Słuchaczom NS Andrzeja z Zielonej Wyspy. I pomyśleć, że nigdy dotąd nie słyszałem o tej wywodzącej się z Kilkenny grupie. A przecież w swoim czasie docenił ją sam Bono, a wiele nagrań wyprodukował równie mocarny Steve Lillywhite. Świat jest przebogaty i jednocześnie piękny, skoro wciąż skrywa w sobie tyle niespodzianek. Panie Andrzeju, dzięki!
nagrania z 1992 oraz 1996 roku
- No Guitar
- Car On Fire
- Astronaut

TOM PETTY & THE HEARTBREAKERS - "Let Me Up (I've Had Enough)" - (1987) - uwielbiam tego długo- i prostowłosego blondyna. Szkoda, że już nigdy nie nagra nowej płyty, na szczęście pozostało po nim wiele klejnotów, a poniższy jednym z nich.
- Jammin' Me
- Runaway Trains
- The Damage You've Done

JIM STEINMAN - "Bad For Good" - (1981) - przeurocze dzieło niegdyś nadwornego MeatLoaf'owskiego kompozytora. Połowę tego repertuaru w późniejszych latach rozpowszechnił Klopsik, czyniąc z tych piosenek gigantyczne przeboje, tu natomiast mamy ich urocze pierwowzory. Jednak o nich wiedzą zazwyczaj najbardziej zagorzali wielbiciele obu tych panów.
- Left In The Dark



Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

 

niedziela, 23 grudnia 2018

zima

sobotnim wieczorem...
W piątek nastała zima. Najgorsza pora roku, niemal na równi z jesienią. Pocieszające, iż po nich wiosna. I oby równie ciepła, co tegoroczna. Odliczam więc dni, a tych do uśmiechu natury jeszcze osiemdziesiąt siedem.
Mamy żałobę narodową, jednak Nawiedzone Studio zagra. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Wystarczy wyjrzeć za okno, by odechciało się kolęd. Śnieg zapewne spadnie, gdy będziemy myślami przy topieniu Marzanny. Tymczasem w gratisie wszystkie polskie zimowe atrakcje: wiatr, deszcz, chlapa i błoto.
Tkwię myślami przy rodzinach ofiar z przygranicznej czeskiej kopalni, ale tak samo interesują mnie poszkodowani ludzie z Indonezji czy wszystkich innych miejsc przez media nie nagłośnionych. Tak, jak równie mocno trzymam kciuki za mego dawnego kolegę, którego nieustępliwie atakuje nowotworowe paskudztwo. Jestem za wszystkimi, bowiem szczęście i miłość należą się każdemu. Bez względu na przekonania, uprawianą religię, kolor skóry czy miejsce zamieszkania.
98,6 FM Poznań, dzisiaj, godz. 22.00, zapraszam, do usłyszenia...





Andrzej Masłowski
 

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
 
  ==================================
 
 Grupa na Facebooku:
"Nawiedzone Studio - Słuchacze"


 
na święta zgłaszam bojową gotowość !






czwartek, 20 grudnia 2018

THE KEITH REID PROJECT "In My Head" (2018)







THE KEITH REID PROJECT
"In My Head"
(ROCKVILLE)

**

Spójrzmy na nawiązującą do Procol Harum "A Salty Dog" okładkę. Ozdabiającą najnowszy, drugi album ex-tekściarza tamtego zespołu, który jednak wybrał wolność, a niełatwą po nim schedę przejął w ekipie Brookera równie legendarny Pete Brown. Ten od zespołów Piblokto i Battered Ornaments, a także pod względem literackim współpracownik Cream. Jego obecną formę można sprawdzić na ostatnim dziele Procol Harum "Novum".
Keith Reid - bo przede wszystkim o nim mowa - w Procol Harum współtworzył większość piosenek wraz z Garym Brookerem, w zasadzie tylko okazjonalnie dzieląc swe łoże, czy to z Matthew Fisherem bądź Robinem Trowerem. W 2008 roku pojawił się jego pierwszy solowy album "The Common Thread" - sygnowany szyldem The Keith Reid Project. Obok niespecjalnie znanych głosów pojawiło się tam kilku klasowych wokalistów, co John Lyon (raczej znany pod pseudonimem Southside Johnny), Chris Thompson (z grupy Manfred Mann's Earth Band) czy John Waite (ex-Babys, ex-Bad English). I oto po upływie dekady Keith Reid ponownie zmontował podobną do tamtej ekipę, tym razem jednak uszczuplając jej rangę o kilka znaczących nazwisk (jak choćby o wspomnianych Thompsona czy Southside Johnny'ego). Jednocześnie dla ewentualnego zaostrzenia naszego apetytu swe najnowsze dzieło opatrzył a'la Procol Harum'owską okładką, no i... I to by było na tyle, co ciekawego da się napisać o tej płycie. Proszę nie czynić sobie nadziei na jakkolwiek efektowne piosenki, które zapadną w naszą pamięć, albowiem nie zapadną. Keith Reid fakt, zacnym tekściarzem jest, lecz
kompozytorem niestety żadnym. I ta płyta jest tego niezbitym dowodem. Poproszeni (Anders Widmark, Matt Noble, Steve Booker, Rob Wasserman czy Anthony Krizan) o otulenie nutami spowitych przez Reida słów zupełnie nie mają do tego smykałki. Szybko okazuje się, iż co niezastąpiony Gary Brooker, to Gary Brooker.
Powstała zatem płyta jałowa, całkowicie pozbawiona cech dramaturgicznych - które w Procol Harum bywały na porządku dziennym - że o kiepskich melodiach przez grzeczność wspominam na samym końcu. Jednymi słowy: nuda.
Zastanawiałem się, jaką choć jedną ciekawszą piosenkę wyłowić z tego stawu nieporadności, i chyba jedynie z uwagi na lubiany głos Johna Waite'a pozwolę sobie wyróżnić przyjemną balladę "All I Need To Know". Pod tym względem nieźle prezentowałaby się jeszcze inna ballada, którą dzielnie reprezentuje "The Trial Of The Century", jednak śpiewający ją Chris Merola (ex-Rain Deputies) legitymizuje się barwą głosu równie ciekawą, co podczas każdego niedospanego poranka moja. Zresztą, wokalne działo armatnie całej tej płyty objawiają takie "potęgi", jak: Maya Saxell, Jeff Young czy przywołany powyżej, a niegdyś nawet odpowiedzialny za sukcesy Duffy, Steve Booker oraz ex-gitarzysta zapomnianych Spin Doctors Anthony Krizan. Przy czym uczciwie muszę przyznać kawałek pola Mayi Saxell, której jazz-piano-barowa ballada "Dance With Me" miło ociera się o śpiewanie pod Marianne Faithfull, a to komplement na miarę warty honorowej. Aby jednak dobić do formy Pani Marianny należy prześlizgnąć się przez łóżko Micka Jaggera, bądź w najlepszym razie przestawić na codzienną porcję trzech paczek papierosów.
Reasumując, płyta ciekawostka, raczej bez historii, choć odpowiedzialny za jej scenariusz Keith Reid przecie historią samą w sobie jest. 



Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

 

środa, 19 grudnia 2018

naj trzynastka

W słusznie kończącym się 2018 roku podobało mi się niewiele, lecz na szczęście istnieje muzyka, a w jej ramionach najprzyjemniej. Aby nie przynudzać - jak to bywało corocznym zwyczajem - w tym roku postanowiłem ograniczyć się do wypisania kilkunastu najchętniej słuchanych płyt. Tym samym obędzie się bez tradycyjnego przynudnawego "top", które i tak mało kogo by zainteresowało - mnie zresztą także. A zatem, dopasowując się do ogólnie przyjętych trendów oraz zapotrzebowań schyłkowego roku osiemnastego dwudziestego pierwszego wieku, z nieśmiałością podaję trzynaście polubionych płyt. Jako żem urodzony trzynastego, liczba mi niestraszna, a jeśli komuś faktycznie przynosi pecha, niech tym bardziej nie tyka Nawiedzonego Studia, gdyż pech może narosnąć. Albo najlepiej polecam zaciachać czarnego kota sąsiadowi, wówczas na drodze do chałupy pech przestanie prześladować.

moja trzynastka:
FARGO - constellation
PAUL WELLER - true meanings
MARK KNOPFLER - down the road wherever
PRAYER - silent soldiers
THE NIGHT FLIGHT ORCHESTRA - sometimes the world ain't enough
AIRRACE - untold stories
MAGNUM - lost on the road to eternity
MICHAEL SCHENKER FEST - resurrection
RICK PARFITT - over and out
SVARTANATT - starry eagle eye
PRAYING MANTIS - gravity
ROYAL HUNT - cast in stone
BONFIRE - legends

plus ławka rezerwowych, a na niej  ANDREA BOCELLI - si. 

Najchętniej wstawiłbym jeszcze Podsiadłę, Tulie lub jakieś kulendy Golców, alem wciąż za mały na tak wyrafinowaną twórczość.


Powyżej dostrzeżemy płyty pięcio-, cztero-, a nawet trzy i pół-gwiazdkowe. I dobrze, przecież życie nie tylko składa się z pasm sukcesów czy uśmiechu. Niekiedy też wypada polubić jakieś średniactwo. Mnie się udało.
Takie sporządziło mi się zestawienie. Bez ładu, składu i porządku. Bez barwnych okładek i zbędnych opisów. Wyszło współcześnie i nowocześnie. Jeszcze żeby tylko tak ograniczyć ilość słowa. Popracuję nad tym, zobaczymy jakie tego efekty za rok.
Mógłby ktoś zapytać, dlaczego zabrakło w zestawieniu tego czy tamtego?. Spokojnie, nikt nie zapyta.
Dziękuję za poświęcenie czasu. Jednocześnie bardzo mi przyjemnie, że zechcieliście Szanowni Państwo przeczytać, co miałem do powiedzenia. A raczej, do napisania.

P.S. I na cóż było głosem tradycji czekać z tym aż do stycznia?


Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

 

wtorek, 18 grudnia 2018

resorki

Dawno nie zaglądałem do kalendarium. Być może, gdybym był porannym serwisowcem, żyłbym z uprawiania tego typu czynności, lecz na szczęście nie dźwigam takiego obowiązku. Pukam więc do datownika, kiedy zechcę. A dzisiaj 64-urodziny obchodzi Uli Jon Roth - ex-wioślarz Scorpions, który od lat nieźle radzi sobie we własnym muzycznym ogródku. Nawiedzone Studio w pełni docenia talent Uliego, jednak szczególną estymą darzy jego wysiłki właśnie z najstarszych płyt Skorpionów.
Wychwyciłem jeszcze 75-urodziny Stones'owskiego Keitha Richardsa. Ale co tu świętować, gdy z tą najpiękniej zniszczoną twarzą rock'n'rolla nie można się już nawet napić? Keith Richards dosłownie przed chwilą zerwał przymierze z alkoholem, więc kto ma teraz do tej r'n'rollowej butelki zaglądać? Stara gwardia kruszeje, a takie wymoczki, jak Jared Leto, Calvin Harris czy Keith Urban, z usług procentowych nie korzystają. Poza tym, o czym z nimi przy ewentualnej wódzie pogadać?
Dorzucę jeszcze wczorajsze 69-urodziny Paula Rodgersa. Postać w muzyce dziejotwórczą, i tylko z obawy, iż tego bloga mogą niechcący przechwycić jakieś małolaty wspomnę, że do jego głównych rock-wyczynów zalicza się śpiewanie we Free oraz Bad Company, choć nie zapominajmy też o epizodach z The Law, The Firm czy Queen.
Wszystkim życzę zdrówka, szczęścia oraz perspektywy wyżłopania rzeki whisky.
Zmieńmy wątek. Niedawno czyniłem sprawunki w jednym z dyskontów, i w pewnym momencie zagnało mnie do działu zabawkowego. Jakże się zdziwiłem, gdy na kilku niewielkich stojaczkach oczom mym ukazały się sentymentalne resorki Matchbox i Majorette. Zatęskniłem do dziecięcych, lecz bezpowrotnych lat minionych. Zbierałem wówczas tę miniaturową kupę złomu, z podobną werwą, co obecnie muzykę. Zresztą, chwilę później pierwsze zachodnie longi zdobywałem właśnie poprzez wymianę za resorki. Najczęściej bywały to płyty, które moi koledzy podbierali z półek swym staruszkom, ale gdy się ma 13/14 lat nie myśli się o konsekwencjach. Inna sprawa, że pręgi na dupie po uderzeniach od ojcowskiego pasa szybko zejdą, a autka pozostaną na wieki.
Pomimo zamknięcia na Zachód, w Polsce dało się kupować resorki Matchbox i Majorette. Cen tych drugich nie pamiętam, za to Matchboxów tak. Zaciągałem wtedy moich sprawców istnienia do Domów Harcerza oraz Dziecka, w których owych autek bywały pełne rozmiarówki. Matchboxy kosztowały 60 złotych za najmniejszy model, a więc niemal tyle, ile w księgarniach płyty SBB czy Czerwonych Gitar. Szybko samochodowa pasja na szczęście mnie opuściła - na rzecz muzyki. Moi kamraci długo jeszcze bawili się tamtym żelastwem. Tak długo, dopóki nie zorientowali się, że lepiej czas na ustawianie trofeów w gablotach przeznaczyć na tańce z pannicami.
Moja Mundi zdziwiła się bardzo, gdy pomiędzy ogórki, bagietkę oraz solone nerkowce wetknąłem jeden mały kolorowy kartonik, z równie mikroskopijnym autkiem. Powrót do dzieciństwa. Taki chwilowy, ale potrzebny. Więcej nie kupię, lecz kartonik z lubianym logo Majorette podziałał na mnie refleksyjnie. I tu muszę wtrącić, bowiem w latach szczenięcych zdecydowanie obstawałem przy Matchboxach, traktując
Majorette jako uboższego bliźniaka, tymczasem faktyczny obraz dnia dzisiejszego przechyla szalę na stronę producenta z Żabolandii. Oko dziecka wszystko widzi i ocenia inaczej, więc być może wówczas wszelkie niedoskonałości Matchboxa były dla mnie atutem?
Ach, jeszcze obecne ceny. Taniocha. Od 8,99 do 14,99 złotych, w zależności od prostoty bądź bogactwa danego modelu. Czyli nawet nie godzina pracy.






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
 
  ==================================
 
 Grupa na Facebooku:
"Nawiedzone Studio - Słuchacze"






KAREL GOTT "Ta Pravà" (2018)








KAREL GOTT
"Ta Pravà" 
(SUPRAPHON)

***1/2


Podczas niedawnego pobytu w Pradze trafiłem przypadkiem - na dosłownie kwadrans przed zamknięciem - do firmowego sklepu Supraphonu. W czasach dawnej Czechosłowacji najbardziej znaczącej - obok innych prestiżowych, lecz o wiele mniej zasobnych firm, jak Opus czy Panton - wytwórni płytowej, dla której od zawsze skrupulatnie realizuje się Karel Gott. Ten czeski piosenkarz - tylko z pozoru o "gotyckim" nazwisku - zdobył uznanie w całym dawnym Bloku Wschodnim, jak też zyskał sporą rzeszę sympatyków w drugim obszarze płatniczym, a więc w krajach, typu RFN, Austria i jeszcze przynajmniej kilku innych, zarówno na Starym jak i Nowym Lądzie. Jego przebogata biografia płynie równie szerokim korytem, co okazała Wełtawa.
Nie przebierałem długo w najnowszych kompaktach salonu Supraphonu. Decyzja w zasadzie nastąpiła tuż po natrafieniu na przegródkę "Karel Gott", gdzie stacjonowało przynajmniej kilkanaście starszych albumów Mistrza, w tym najświeższy "Ta Pravà". Błyskawicznie dopadła mnie ciekawość zapoznania się z aktualną formą piosenkarza, którego uwielbiałem jako 12-/14-latek, ze szczególnym naciskiem na świetną anglojęzyczną płytę "From My Czech Song-Book" (zawierającą piękny kawałek o Paganinim) - wydaną w 1975 roku. Z racji ówczesnego szczenięcego wieku poznałem ją dwa lata później, i dosłownie pożerałem z taką łapczywością, co najsmaczniejsze pod słońcem ciasteczka rożki, w koniecznej wersji na podłożu makaronikowym.
Pragnę wszem i wobec obwieścić, iż ten blisko osiemdziesięcioletni dżentelmen, a jednocześnie gigant czeskiej piosenki, ma się tak dobrze, jak trzeźwe Czechów spojrzenie na świat. Maestro wygląda na co najmniej piętnaście lat młodszego, i tak też śpiewa. W podobnym stopniu zionie entuzjazmem, co słychać w najnowszym repertuarze, ale też tkwi w odwiecznej pogodzie ducha, którą wraz z talentem do bycia estradowcem nr 1, nabył w pakiecie od losu. A więc, człowiek nie do przekreślenia zdolny, a i z racji jesiennego wieku zdecydowanie spełniony. Przy okazji pragnę wyrazić ubolewanie, iż w planie praskiej wycieczki pojawiło się troszkę za dużo kościołów (a przecież kraj to zdecydowanie laicki), zamiast wymarzonej wizyty do podpraskich Jevanów, gdzie stacjonuje muzeum piosenkarza. Następna wizyta w rodzimym mieście Jaroslava Haška musi być zatem zdecydowanie poddana korekcie.
Co oferuje "Ta Pravà"? Niemal same covery. Wyjątkiem tylko finałowy utwór tytułowy. Nastrojowy, niespieszny, i z racji braterstwa językowego wyczuwam, iż jawiący się reminiscencyjnie. Resztę płyty wypełniają znane światowe melodie, które tym razem Karel Gott postanowił zaśpiewać w języku swoich dziadów. Wszak płyt z coverami (w różnych językach) nagrał dotąd więcej, niż dostrzeżemy uśmiechu na twarzach tylko z pozoru sympatycznych pepiczków. Tutaj poczuwam się wtrącić, iż Karel Gott perfekcyjnie włada językami niemieckim oraz angielskim, a w latach 70-tych także bezproblemowo dawał radę w komunikowaniu się po polsku. O czym dobitnie może przekonać archiwalny telewizyjny dokument z występu na deskach poznańskiego Teatru Wielkiego, podczas jednej z "Estradowych Wiosen" końca lat 70-tych.
"Ta Pravà" kusi nagromadzonym bogactwem, bo oto możemy przyłożyć przysłowiowego ucha do fajnych wersji "Lady in Red" (z rep. Chrisa De Burgha), "You'll Be In My Heart" (Phila Collinsa), "Unchain My Heart" (Raya Charlesa, a później rozsławionego jeszcze bardziej przez Joe Cockera), "Can't Take My Eyes Off You" (Frankiego Valliego), "Hot Stuff" (Donny Summer), "When I Need You" (Leo Sayera, choć de facto przecież Alberta Hammonda) i jeszcze kilku innych, wcale nie mniej atrakcyjnych piosenek.
Mnie osobiście jakoś szczególnie poruszyło wykonanie "Somethin' 'Bout You Baby I Like" - z rep. Toma Jonesa. Co prawda najlepiej na początku lat 80-tych wykonali to Status Quo, lecz Karel Gott przecież nie ma ambicji rywalizowania z tamtymi rockowymi gigantami.
Gwarantuję przy muzyce z "Ta Pravà" dobre samopoczucie, a kto wie, być może nawet rozkręcenie niejednej retro prywatki.
"Ta Pravà" jest albumem, który niczyjego życia raczej nie odmieni, lecz jest spora szansa, że co któreś wzbogaci o "kilka" potrzebnych nut. A, że rolą Karela Gotta od zawsze było dawanie ludziom dobrej rozrywki, tak też nasz bohater po raz kolejny z powierzonej roli wywiązał się perfekt. 



Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

 

poniedziałek, 17 grudnia 2018

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 16 grudnia 2018 / Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań



"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 16 grudnia 2018 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Szymon Dopierała
prowadzenie: Andrzej Masłowski




DEVIL'S HAND - "Devil's Hand - Slamer / Freeman" - (2018) -
- Unified

HAMMERFALL - "Heeding The Call" - (1998) - MAXI CD
- Heeding The Call
- Eternal Dark - {Picture cover}

HAMMERFALL - "Legacy Of Kings" - (1998) -
- Remember Yesterday
- Let The Hammer Fall

PICTURE - "Traitor" - (1985) -
- Traitor
- Right Now

OZZY OSBOURNE - "Diary Of A Madman" - (1981) -
- Tonight

FIND ME - "Dark Angel" - (2015) -
- Midnight Memories
- Don't Slip Away From Me

PALACE - "Binary Music" - (2018) -
- Tears Of Gaia
- Nothing Personal

MANOWAR - "Warriors Of The World" - (2002) -
- Nessun Dorna

ANDREA BOCELLI - "Si" - (2018) -
- Ali Di Libertà
- Gloria The Gift Of Life
- Ave Maria Pietas - {with AIDA GARIFULLINA}

LEBOWSKI - "Midnight Syndrome" - (2018) - singiel demo
- Midnight Syndrome - demo

LEGACY PILOTS - "Con Brio" - (2018) -
- Value 8 - {na gitarze STEVE MORSE}
- Fight The Demons - {na gitarze STEVE ROTHERY / na perkusji TODD SUCHERMAN}

ODYSSICE - "Silence" - (2010) -
- Colours Of Silence

BRYAN FERRY AND HIS ORCHESTRA - "Bitter-Sweet" - (2018) -
- Reason Or Rhyme
- Bitter-Sweet
- Dance Away
- Zamba

PAUL WELLER - "True Meanings" - (2018) -
- Aspects

ERIC CLAPTON - "24 Nights" - (1991) -
- Edge Of Darkness

CRAIG ARMSTRONG - "The Space Between Us" - (1998) -
- Weather Storm
- This Love - {śpiew ELIZABETH FRASER}

CRAIG ARMSTRONG - "As If To Nothing" - (2002) -
- Snow - {śpiew DAVID McALMONT}
- Starless II - {z samplami King Crimson do utworu "Starless"}
- Stay (Faraway, So Close) - {śpiew BONO} - U2 cover

MARK KNOPFLER - "Down The Road Wherever" - (2018) -
- Back On The Dance Floor

FINALLY GEORGE - "Life Is A Killer" - (2018) -
- Life Is A Killer



Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"




wtorek, 11 grudnia 2018

muzyka ciszy

Polecam dzisiejszą emisję filmu "Muzyka ciszy". Canal+ Family, godz.19.05.  I choć będzie jeszcze okazja w sobotę rano na podstawowym Canal+, po co zwlekać. Przypomnę, jest to film oparty na biografii Andrei Bocelliego. Fakt, Bocelliego zagra niejaki Toby Sebastian (filmowy Amos Bardi), jednak także usłyszymy oryginalny głos Artysty, albowiem pojawi się on w roli narratora.
Piękny film, który niech stanowi za preludium do przyszłorocznego poznańskiego koncertu. I bardzo poważnie rozważam, czy aby nie podmienić biletowego zamówienia u gwiazdora, z Hacketta na Bocelliego. Do świąt jeszcze kilkanaście dni, jest więc czas na przemyślenie.
Ostatnio z CD-playera nie wychodzi "Romanza". Fantastyczna płyta. Szkoda, że nie żyje wujek Olek, On lubił operę, teraz pogadałbym z nim na temat tego niesamowitego włoskiego tenora.
Moja Mama posiada nawet w swym skromnym zbiorze album "Sogno". Jest trochę zaniedbany, ale mamuśka nie przykłada takiej wagi do okładek, co ja. Potrafi wyciągnąć książeczkę i nie włożyć jej należycie z powrotem, co skutkuje pozaginanymi rogami lub odduszonymi od ząbków końcówkami okładkowego papieru. Ale zarówno Mama, jak i ja, nie posiadamy "Viaggio Italiano", a tam Bocelli śpiewa "Nessun Dorma" i "O Sole Mio". Już pal diabli "O Sole Mio", ale "Nessun Dorma" to chyba najpiękniejsza aria, jaką znam. Chyba nieprzypadkowo wykładowcy wszelakich uniwerków muzycznych wmawiają przyszłym artystom, zaśpiewasz "Nessun Dorma", zaśpiewasz wszystko.
Ostatnio wbiłem się też w dawno niesłuchanego akustycznego Springsteena. Istnieje więc zagrożenie, że skutki tego wypłyną w najbliższą niedzielę. Ale i w tym przypadku także mam nieco czasu do namysłu.
Zawsze lubiłem oszczędną w środkach, a mocną w przekazie "Nebraskę", jednak moje serce wydaje się ostatnio coraz bliżej niedocenianych latami jej potomkom: "The Ghost Of Tom Joad" oraz "Devils & Dust". Wiem, że to taki intymny Boss, bez błysku reflektorów, a bardziej skupiony na kwestiach międzyludzkich. O tym, co nas do siebie zbliża, a co oddala. Jednak taki Springsteen też potrafi nieźle przypierdolić. Inna sprawa, że chyba zgadzam się z nim w pełni, gdy z jego ust drżąco wydobywa się stwierdzenie: "na tym świecie nie ma nic, poza podłością".






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
 
  ==================================
 
 Grupa na Facebooku:
"Nawiedzone Studio - Słuchacze"






poniedziałek, 10 grudnia 2018

spectre, czyli widmo niewyspania

Położyłem się do spania dopiero w okolicach piątej. Poświęciłem niewyspany poniedziałek dla "Spectre", ostatnich przygód Agenta 007. Jedynego dotąd filmu z całej serii, jakiego nie widziałem. Do kina w stosownym czasie nie dotarłem, na filmowe DVD szkoda forsy (zbyt dużo jest muzyki), więc jedyną okazją telewizja. Dwójka od pewnego czasu co niedzielę serwowała kolejnego Bonda, a że bez reklam, dlaczego nie. Niech na coś się nada płacony haracz/abonament. Tym bardziej, że na co dzień świństwa z Woronicza nie tykam. Tak swoją drogą, udany ten terrorystyczny epizod. Daniel Craig jak zwykle rewelacyjny. Moja Mundi twierdzi, że jest bardzo męski, no to jaki muszę być ja, skoro kobitka wybrała, jak wybrała. I choć Daniel Craig jednocześnie jest moim ulubionym - zaraz po Rogerze Moorze - Bondem, to jednak wolałem zarzucić oko na Monikę Bellucci. Ten bluesowy nudziarz Ranus ostatnio w niej się podkochuje, nawet każdej niedzieli ustawia w kompie odpowiednią tapetę, ale gdzie on taki stary piernik do tak smukło-filigranowego cacuszka. Żałuję jednak, iż po powrocie z radia za tydzień nie będzie już tak przyjemnej filmowej przytulanki.
Wczorajsze Nawiedzone Studio w mojej opinii atrakcyjne. Rozpiska, wpis wstecz. Niech koniecznie dobiorą się do niej śpiochy. Jestem przekonany, ze sporządzane w pocie czoła radiowe setlisty ratują tyłek niejednego niby słuchacza. Takowy, by dobrze ze mną żyć, zawsze może na ich podstawie ściemnić, że przecież posłuchał. Wie, co było. Ale ja też nie lepszy. Przecież nie ma dnia, by mnie nie zasypywano linkami, których nigdy nie otwieram (choć na odczepnego zapewniam, że jest inaczej), nie odsłuchuję, bo już taki jestem, koniec kropka, amen.
Perfidnie nie zadałem sobie trudu zakupienia najnowszego Erica Claptona. Trudno wyobrazić mi sobie bluesowego mistrza przynudzającego na nutę "White Christmas". A wiem, że się temu konkretnemu klasykowi mistrzunio poświęcił. Ufff, upiekło mi się. Dotąd skrupulatnie kolekcjonowałem jego płyty, tej jednak postanowiłem nie kupować, jak zresztą żadnej innej choinkowej. Dość. Mam tego typu mjuzik-literatury całe wiadro i w ogóle nie słucham. Samemu nie mam ochoty, a nikomu w moim towarzystwie też się nie chce. Rodzinka zazwyczaj odpala telewizor, wyszukując w nim corocznych Golców naparzających w puzony lub ewentualnie jakiegoś kolejnego trójkowego krakowskiego mędrca, najlepiej z eterowej propozycji tygodnia. Wiadomo, tamta rozgłośnia poleca tylko inteligentnie. A ja prostak jestem, więc jeśli już w ogóle kulendy, to najlepiej w wydaniu Moody Blues, Jethro Tull lub tego dżudasowego wyjca Roba Halforda. Chociaż, tych już też się nasłuchałem, przydałoby się może coś nowego. Najlepiej jakiegoś Lemmy'ego, ale jego już z nami nie ma. No to może pięknie, ciepło śpiewających Grega Lake'a czy Johna Wettona. Zaraz zaraz, ale po nich już też tylko wspomnienie. Wychodzi na to, że lubianych przeze mnie dziadów nie ma, więc raczej naszła pora na christmasy z usteczek Taylor Swift, Daltona Harrisa lub Drake'a. Prorokuję niezły czad, lecz mnie z racji wczesnego etapu rozkładu, żadnego plastiku nie wolno. Cukrzyk jestem, zaszkodzi mi jeszcze. 






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
 
  ==================================
 
 Grupa na Facebooku:
"Nawiedzone Studio - Słuchacze"






"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 9 grudnia 2018 / Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań






"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 9 grudnia 2018 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Szymon Dopierała
prowadzenie: Andrzej Masłowski







BLACK SABBATH - "Sabbath Bloody Sabbath" - (1973) - Książę Ciemności przed tygodniem obchodził 70-urodziny, należało więc ten fakt jakoś uczcić. Miałem jeszcze zarzucić trzy kawałki z genialnego solowego dziełka "Diary Of A Madman", ale gdy ma się audycję ledwie raz w tygodniu...
- Sabbath Bloody Sabbath

DEVIL'S HAND - "Devil's Hand - Slamer/Freeman" - (2018) - nowy projekt utworzony przez wokalistę Andrew Freemana (tego od Last In Line) wraz z tuzem Mike'iem Slamerem - gitarzystą, basistą oraz instrumentalistą klawiszowym, znanym m.in. z City Boy, Steelhouse Lane, Seventh Key, czy Streets.
- We Come Alive
- Justified
- Heartbeat Away

QUEEN - "Live Killers" - (1979) - wczoraj seria trzech albumów z "zabójczymi" tytułami. Na pierwszy ogień poszła kapitalna koncertówka Queen. Usłyszałem ją w wieku 14 lat, a więc gdy ta jeszcze była nowością. I nie tam z żadnego radia, a ze zdobytego podwójnego winylu, o który wówczas było niemal tak łatwo, jak dzisiaj o szczerość, przyjaźń, empatię.
- Killer Queen
- Bicycle Race
- I'm In Love With My Car
- Get Down, Make Love

IRON MAIDEN - "Killers" - (1981) - Na drugi "zabójczy" ogień paryska zbrodnia z drugiego w dorobku longasa Maidens. Czasy, gdy jeszcze urzędował Paul Di'Anno.
- Murders In The Rue Morgue

ALICE COOPER - "Killer" - (1971) - Trzeci "zabójczy" cios zadała Alicja z Krainy Czarów. Maestro horror rocka, specjalista nie tylko od bryzgania krwią, tortur, tańców z pająkami czy konania pod gilotyną, ale przede wszystkim świetny art-metalowy śpiewak i artysta w jednym - Artysta przez duże "A".
- Halo Of Flies
- Desperado

QUEEN - "Hot Space" - (1982) - 8 grudnia mieliśmy kolejną rocznicę mordu na Johnie Lennonie. Tym razem pokłon złożony przez Freddiego, Briana, Johna i Rogera.
- Life Is Real (song for Lennon)

ALDO NOVA - "Subject" - (1983) - blisko godzinę poświęciłem talentowi Kanadyjczyka Aldo Novy.
- Victim Of A Broken Heart
- Always Be Mine

MICHAEL BOLTON - "Michael Bolton" - (1983) - na wczesnym etapie kariery - jeszcze w objęciach Columbii - Bolton bywał bezbłędny w uprawianiu AOR/melodic rocka. I szkoda, że od płyty "Soul Provider" przerzucił się na rzewne piosnki, które fakt, przyniosły mu prawdziwą międzynarodową sławę.
- Can't Hold On, Can't Let Go - {ALDO NOVA na syntezatorze}
- Back In My Arms Again - {ALDO NOVA solo gitarowe}

GREENWAY - "Serious Business" - (1988) - ALDO NOVA instrumenty klawiszowe oraz programowanie. Z kolei, Brian Greenway, to kolejny Kanadyjczyk, a przede wszystkim gitarzysta lubianych nie tylko przeze mnie April Wine. Na jedynej solowej płycie muzyk nie tylko zagrał na gitarze, ale też na klawiszach, a co istotne, autentico nieźle zaśpiewał. Fantastyczna i powszechnie znana płyta, o której w Polsce słyszeli tylko wtajemniczeni.
- In The Danger Zone
- Let It Go
- It's Alright
- I Can't Say No

BLUE ÖYSTER CULT - "The Revölution By Night" - (1983) - uwielbiam ten komercyjny i wypolerowany album nazywanych w skrócie Bi-Ou-Si.. I kiedyś będę musiał znaleźć pretekst, by go dokończyć.
- Take Me Away - {ALDO NOVA na gitarze oraz syntezatorze, a także jako współkompozytor wraz z Eric'kiem Bloomem}

CELINE DION - "Falling Into You" - (1996) - fanem Celinki nie jestem, ale ta płyta naprawdę klasowa. Zapewne także z powodu niezłej obsady. Swego przecież dokonali David Foster, Jim Steinman czy właśnie Aldo Nova.
- Dreamin' Of You - {ALDO NOVA jako gitarzysta, producent oraz współkompozytor wraz z Peterem Barbeau}

ANDREA BOCELLI - "Romanza" - (1996) - cudowny tenor. Ostatnio na Canal+ obejrzałem adaptację jego autobiografii, z Tobym Sebastianem w jego roli. W filmie Bocelli nazywa się Amos Bardi. Inicjały zatem też się zgadzają. Ponadto, nauczyciela śpiewu zagrał Antonio Banderas. Warto obejrzeć, warto posłuchać, w konsekwencji czego znaleźć się 11 maja pr. na poznańskim INEA Stadionie.
- Con Te Partiró
- Caruso

PAVLOV'S DOG - "Prodigal Dreamer" - (2018) - płyta zrealizowana w domowych warunkach, niemająca takiego rozmachu, co dawne CBS-owskie dzieła, a jednak to wciąż Pavlov's Dog, i wciąż ze świetną muzyką.
- Paris
- Winterblue
- Aria

PAVLOV'S DOG - "Pampered Menial" - (1975) - genialny debiut Amerykanów, jakże brzmiący po europejsku. Płyta, bez której każda art-rockowa kolekcja będzie niepełna, wręcz kulejąca.
- Julia
- Preludin
- Of Once And Future Kings

STEVE KILBEY - "Sydney Rococo" - (2018) - najnowszy solo album lidera australijskich The Church. Kompletnie inny w nastroju od genialnego, a ub.rocznego "Glow And Fade" - nagranego do spółki z Martinem Kennedym. Dlatego muszę się przyzwyczaić, a nawet przekonać.
- Sydney Rococo
- Traitor Signals

THE KRP - "In My Head" - (2018) - spodziewałem się czegoś w duchu Procol Harum, wszak nawiązująca do "A Salty Dog" okładka zobowiązuje. Jednak jest inaczej, dużo inaczej.
- The Trail Of The Century - {śpiew CHRIS MEROLA}
- All I Need To Know - {śpiew JOHN WAITE}

JOHN FARNHAM - "Whispering Jack" - (1986) - poniższą piosenkę znają wszyscy, lecz mało kto wie, że tekst do niej spłodził ex-ProcolHarum'owski Keith Reid.
- You're The Voice -

KAREL GOTT - "Ta Pravá" - (2018) - w nosie mam malkontentów. Im bardziej mi zabraniają prezentowania gwiazdora czeskiej piosenki, tym bardziej korci mnie zabieranie tego CD do radiowego studia.
- Zpival Divce, Kterou Mám Rád - {Tom Jones cover, "Somethin' 'Bout You Baby I Like"}

STATUS QUO - "Never Too Late" - (1981) - jedna z moich naj naj naj płyt ekipy Rossiego i Parfitta. Lubię ją o wiele bardziej od gigantycznych "Piledriver", "Whatever You Want" czy "Rockin' All Over The World". I dzięki scoverowaniu przez Karela Gotta Toma Jonesa sporządziłem wczorajsze "konfrontacje" właśnie na linii Karel Gott - Status Quo.
- Something 'Bout You Baby I Like - {Tom Jones cover}
- Take Me Away
- Carol - {Chuck Berry cover}

JEAN-MICHEL JARRE - "Equinoxe Infinity" - (2018) - nowa wersja "Equinoxe" nie przemawia do mnie z siłą niedawnego "Oxygene 3", ale wciąż lubię tego elektronicznego Żabojada, choć nigdy przecież nie byłem świrem na punkcie muzyki syntetycznej.
- Machines Are Learning







Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
 
  ==================================
 
 Grupa na Facebooku:
"Nawiedzone Studio - Słuchacze"