niedziela, 22 lipca 2018

ostatni raport

tam gdzie diabeł nie może, Masłowski wlezie
Człowiek kocha przyrodę, nie potrafiąc bez niej żyć. Dało się dostrzec szczególnie podczas tutejszych zachodów słońca. Nie tylko zakochane parki chłoną uroki tego wyjątkowego zjawiska, ale też ludzie od lat uczuciowo ustabilizowani, jak też zaawansowani w jesiennej sferze życia.
Delikatne, niemal jeziorne fale, morski piach, wokół unoszący się zapach świerku - tak było dzisiaj. Jednak wszystko zdominował jedyny w swoim rodzaju zmierzch słońca.
Wiem, że fotki takie sobie. Będą lepsze, gdy wymienię aparat na nowszy. Przysługuje mi od blisko roku, lecz nie mogę znaleźć czasu na wizytę w salonie.
dzisiejszy zachód słońca
Nie narzekajmy, spójrzmy na jakość zdjęć w starych albumach naszych rodziców oraz dziadków. Gdyby pół wieku temu mieli smartfony, bylibyśmy w ich albumach bohaterami jakości HD. Dzisiejsze dążenie do perfekcji stale podwyższa poprzeczkę. Trudno nad tym wszystkim nadążyć.
Przede mną ostatnia wakacyjna noc. Pomału pora wracać do roboty, a przede wszystkim do ukochanej merdającej kiteczką Zuleczki. Stęskniliśmy się za nią - Żonka i ja. Tak więc, piękne chwile zamienimy na inne, też piękne. Gdy się kocha, nic się przecież nie kończy.
Niedziela 22 lipca, kolejnym pięknym dniem nad polskim Bałtykiem. Z wodą w morzu z gatunku: od razu. Fale ledwie jeziorne, stąd na maszcie biała flaga. Nawet wodni tchórze mogli bez obaw zanurzyć pępki. Ja nareszcie spokojnie popływałem.
Wszystko zbyt śliczne, by trwało wiecznie. Zapewne po powrocie na ziemię ojczystą ktoś/coś mi ten uśmiech z twarzy zmaże. Może jakiś rachunek, albo inna myśląca tylko o forsie pazerna gnida.
warto grzebać w piachu
Czy też tak macie mili Państwo, że gdy poszukacie na plaży ustronnego miejsca, zaraz obok rozbije się jakaś rodzinka z rozwrzeszczanym babsztylem? - takim typowym przewodnikiem stada. Albo zawita pod wasz koc grupka gówniarzy z basowymi głośniczkami podpiętymi pod smartfona, by nawalać polskim rapem? Skąd tamci twórcy - podobno artyści - biorą te wszystkie rymowane przemyślenia?
Lubię bycie niesfornym. Dzisiaj po raz kolejny wystawiłem różki. Od strony lasu wdrapałem się na wydmy, by ustrzelić kilka fotek. Jedynie Żonka ostrzegła: przestań, znowu sobie coś zrobisz!
Twarz opaliłem na murzyna, ale nogi białawe coś. Szorty, plus ręcznik, zrobiły swoje. Nie mam z bladością problemu, choć rozumiem kobiety, które muszą każdego roku zmagać się z odpowiedziami na pytania, w rodzaju: kiedy na urlop? - a ty właśnie z niego wróciłaś. Koleżanki z biura bywają bezlitosne. Dlatego Żonka godzinami wyleguje na słońcu, ja na szczęście na plaży tylko bywam. Z naturą włóczykija nie przeleżę tylu godzin, co najbardziej wysmażeni bohaterowie. Muszę pochodzić, gdzieniegdzie przysiąść na kamieniu, i dalej w drogę. Zbyt długo w jednym miejscu nie dla mnie. To jak czytanie kilkusetstronicowej książki, która nigdy nie chce się skończyć. 
na wydmach gościłem nie tylko ja
Dogodziłem żołądkowi wszystkimi wymarzonymi atrakcjami. Jeszcze tylko pozostały: placek po węgiersku oraz placki z cukrem oraz bitą śmietaną. Ale to na jutrzejsze popołudnie. Dotąd była ryba, pizza, kebab, gofry, lody, drinki... a nawet zimne piwo, które tutaj smakuje jak nigdzie. Byle nie nachalnie promowane "Rewalskie". Cierpkie, niczym potok obraźliwych słów. Obrzydliwość. Polecam do gorących potraw miętowe ice tea, koniecznie z lodówki - dla mnie bomba.
Napisałem właśnie ostatni raport z rodzimego letniego wybrzeża. Ma on posłużyć za rodzaj pamiętnika - otwartego pamiętnika. Dzięki tym krótkim relacjom, za czas jakiś wspomnę tegoroczne wakacje. Nie wiem, ile ich jeszcze przede mną, więc raduję się z każdych, jakby były tymi finalnymi.
Jeśli w ostatnich kilku dniach swoją osobą wkurzałem właśnie z powyższego powodu, oczywiście NIE PRZEPRASZAM.
a mówiłem, że tworzę z kamieni




na wydmach
kolejny raport z wydm
i kolejny
podczas wspinania na szczyt
moja ulubiona wakacyjna koszulka

dzisiejszy zachód słońca niczym czerwona planeta
a tak to wyglądało naprawdę - albowiem, już nie ma dzikich plaż
księżyc na grubo przed zaśnięciem
dzisiejsze znaleziska
co Pan na to, Panie archeo-wyspiarski Andrzeju ? :-)
dzisiejsze niebo pośród drzew
obiecane wydmy




























Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





wołowina z ryżem

Człowiek do szczęścia potrzebuje niewiele. Ja również. W pełni zadowala mnie kilka dni relaksu nad naszym morzem. Nie mam natury obieżyświata, choć w końcu chętnie wybiorę się to tu, to tam. Z dziką rozkoszą doświadczę czegoś nowego, a przede wszystkim poznam nowych ludzi, ich zwyczaje.
Żonka w tym roku kusiła wakacjami we Włoszech lub w Grecji, ja nieco stonowałem, że może jeszcze tym razem nasz Bałtyk - który kocham - a jeśli już koniecznie samolotem, to może w przyszłym roku? Zgodziła się, choć w przyszłym roku już nie będzie wymówek. Wsiądę więc na pokład, po czym przypomną mi się wszystkie odcinki "Air Crash Investigation". Masłowski na pokładzie, na pewno więc z czterech silników przestaną działać trzy, w konsekwencji czego awaryjne wodowanie. Ale wsiądę, niech będzie, zaryzykuję.
Chłopcy z Tajlandii nieświadomi niebezpieczeństwa poszli za głosem trenera, też zaryzykowali, choć nieświadomie, ale na szczęście wszystko miało dobry finał. I czyż nie piękne okazały się późniejsze ich marzenia? Gdy przebywali w szpitalu zapytano ich o wiele kwestii, lecz gdy jednemu z nich zadano pytanie, o czym marzy, ten odrzekł: marzę o zjedzeniu wołowiny z ryżem. Kolejny chłopiec przeszedł przez zwój pytań, a na, o czym marzysz?: o chrupiącej wołowinie z ryżem. Ano właśnie, nie o luksusowym jachcie czy najnowszej be-emce, a o talerzu czegoś najbliższego żołądkowi.
Ktoś właśnie przyszpanował na głównym deptaku, pośród budek z lodami i smażalniami ryb. Postawił nowiuśkiego dwukołowca BMW, po czym się gdzieś zaszył, by mieć bekę z przechodzących niskobudżetowych podniecaczy. I chyba tylko ja przeszedłem obok przyszłego złomu ze zobojętnieniem. Kupa żelastwa na dwóch (lub czterech) kołach nie robi na mnie żadnego wrażenia, natomiast wytatuowane mięśniaki przystawały i nie mogły wyjść z podziwu. Gdyby mogli, zabraliby do kieszeni. A później nie byłoby końca przechwalstwami o ich wyczynach. Ci moto/samochodziarze nudni strasznie. Podnieca ich lśniąca blachówa na grubych oponach. Na szczęście mnie ani trochę.
Posiadam w swym gronie kilku takich auto/moto-nudziarzy. Od zawsze opowiadają budzące dech w piersiach historie, a w rzeczywistości na autostradzie "prują" siedemdziesiątką, obowiązkowo trzymając się drogi u lewego pasa, tym samym wnerwiając dotychczasowy płynny ruch.
Pokupują te rzęrzoty w niemieckich komisach i z ledwością ruszają na zielonym z kilkusekundowym opóźnieniem. Ci sami osobnicy przy najbliższym grillu wcisną wam, że właśnie przed chwilą gnali dwieście pięćdziesiąt, i to w terenie zabudowanym, po czym dali nogę kilku goniącym ich patrolom - takie Blues Brothers. Duże dzieci, do dzisiaj nie wyrośli z maminego mleka.
Przeskoczmy do innej, tym razem sądowniczej beczki... bo choć wakacje, orientacja mnie nie opuszcza. Ode mnie mały wtręt: sędzia ma służyć państwu, ale nie ma być służebnym wobec państwa. Tym samym, nie ulegajmy manipulacji, nawet bez względu na kanikułowe okoliczności. Bądźmy czujni, nie usypiajmy myślenia. 
W dwudziestym wieku były już takie "niedopilnowane" przez naród sądy. Rzecz się miała w Trzeciej Rzeszy. Owe "praworządne" sądy zwały się Trybunałem Ludowym. Dowodziła nimi kanalia Roland Freisler, lecz na szczęście odstrzelił go odłamek pocisku pod bliskim mu budynkiem Trybunału. My takiej gwarancji nie mamy, więc musimy nauczyć się przewidywać. By nie okazało się za późno. Zwróćmy jednocześnie uwagę, iż człowiek mieszka na planecie, która jest niedostrzegalnym pyłkiem we wszechświecie, a jednak stać go na zadawanie drugiemu człowiekowi cierpienia tak mocnego, że nawet najbardziej nieprzychylnym człowiekowi planetom uczucie to obce.






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





sobota, 21 lipca 2018

gofr z bajerami

Kolejny piękny dzień, niczym zatrzymany z dzieciństwa kadr. Przede wszystkim wspaniała ciepła woda, plus ogromne fale.
Na strzeżonej plaży do późnego popołudnia czerwona flaga. Znaczy: zakaz kąpieli. Dlaczego? - zapytałem dwojga ratowników. Ponieważ są silne prądy wsteczne - usłyszałem. Trzeba było rozum do kieszeni i na dziką plażę, która o trzydzieści kroków. Nie odpuszczę morskiej kąpieli.
Niegdyś obowiązywały flagi:
biała - kąpiel dozwolona
czerwona - kąpiel na własną odpowiedzialność
czarna - zakaz kąpieli
Teraz nie ma czarnej. Zastępuje ją czerwona, która stanowi za wszystkiego zakaz. Nie ma więc czegoś na własną rękę. Albo tak, albo nie. Nie ma półśrodków. 
Tomek Ziółkowski z rodzinką spędzili z nami dwa słoneczne dni. I oni, i my wykończeni. Było więc warto.
Coraz mniej sprzedawców-piechurów. Takich plażowych. To znaczy, pewnie są, lecz słabo ich słychać, jeszcze trudniej dostrzec. A jeśli już, władają jedynie skromnym repertuarem. Głównie gotowana kukurydza lub popcorn. Rzadziej orzeszki w karmelu, jeszcze rzadziej lody, że o lemoniadzie jedynie pomarzyć. Brak handlarzom inicjatywy w reklamie. Dawniej sprzedawcy zarzucali poezją, a teraz kończy się jedynie na konkretach.
Z dzieciństwa zapamiętałem coś takiego: "ogóreczki, ogóreczki, nie z niemieckiej, nie z angielskiej beczki, jeno z polskiej beczki ogóreczki". Przy tym gość na plecach dźwigał autentycznie spory baniak ogórów. Podobnie sprzedawano lemoniadę, taką w woreczkach oraz lody bambino. Obecnie niestety. Oprócz towaru oferowano obowiązkowy kącik poetycki do każdej jadalnej atrakcji. Szkoda, że co dobre, już tylko we wspomnieniach.
Mankamentem obecnego polskiego wybrzeża, krótkie życie wieczorne. Nocnego nie ma w ogóle. Nigdzie. No, może poza Mielnem, Pobierowem i Międzyzdrojami. Po 23-ciej cisza nocna, handel zaś max do 22-giej, i może ze dwie/trzy restauracyjki o godzinę dłużej. Nie można więc przejść się na nocny spacer i zechcieć wypić drinka lub coś jeszcze zjeść.
Z moją Żonką dosłownie zdążyliśmy dzisiaj na ostatnie dwa gofry. Spojrzałem na zegarek, godzina 21:51, a pani ciach ciach, już wszystko pospiesznie zamyka. Na szczęście były jeszcze dwa gorące niesprzedane ciasta, więc się udało. Moja Żonka lubi takie suche, z malinami i cukrem pudrem, ja z kolei koniecznie z bitą śmietaną, dżemem truskawkowym i polewą czekoladową. Choć i tak zrobiłem się powściągliwy. Dobrą dekadę temu zamówiłem takiego gofra w Niechorzu, że już dzieciom i wnukom opowiadają. Proszę sobie wyobrazić, że w pierwszym wakacyjnym dniu podszedłem z paczką znajomych do słodkiego okienka, rozejrzałem się po wszystkich pojemnikach z owocami, marmoladami, posypkami, po czym złożyłem zamówienie: "poproszę gofra z tymi wszystkimi bajerami". Pani ekspedientka sprawę potraktowała serio, ja także. Jak już, to na całego.







Andrzej Masłowski
 

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


dzisiaj fotka mocno po zachodzie
c.d.
c.d.

księżyc, zanim nastanie noc
księżyc pomiędzy drzewami
droga laskiem...
...na plażę
kąpieli nie było końca
nieba skrawek daj mi


kolejny dzień

Po pierwszych dwóch dżdżystych dniach nastało prawdziwe lato. Wczorajsza kąpiel w Bałtyku wielką przyjemnością. Wspaniała woda. Dzisiejszy dzień zapowiada się równie atrakcyjnie. Od zawsze moimi wakacyjnymi priorytetami: morze oraz dobre jedzenie. Niczego sobie nie żałuję. Lody, gofry, wykwintne obiady... a i w obu butelkach też jeszcze co nieco. Jest czas na wszystko; na muzykę, na spotkania z bliskimi, na spacery, na rozmowy, na radości, nawet na grę w kości.
Pisząc te słowa słucham z kompaktu lubianą od zawsze płytę Roda Stewarta "Foot Loose & Fancy Free". Miałem ją niedawno przypomnieć w Nawiedzonym, ale jakoś zabrakło czasu. Nic nie szkodzi, nadrobimy. Niebawem zapodam "I Was Only Joking", balladę "You Got A Nerve", jak też przeróbkę przeboju The Supremes "You Keep Me Hangin' On". Z tej płyty da się wykroić wszystkie numery, lecz wiadomo: całych płyt już się dzisiaj nie nadaje. Jedynie w domowym gniazdku.
Nie da się w pełni uciec w nieznane. Za każdym razem spotykam znajome twarze. Nie inaczej podczas obecnego turnusu. Ciekawe, że w Poznaniu niejednokrotnie wystarczy skinięcie głową, tutaj od razu uściski dłoni i do kompletu kilka słów. Ludzie na obczyźnie bardziej się potrzebują i doceniają. A może po prostu nareszcie okazują wzajemną sympatię?
Pod ręką mam Zorkę 5, więc kolejna porcja zdjęć:

Takie lemoniady serwują w "Róży Wiatrów" - w słoikokuflach.
Kabarety latem objeżdżają całe wybrzeże. Oto plakat z aktualnej oferty.
Obserwowałem tego dzielnego owada. Pokonuje wszystkie przeszkody. Żadne wzniesienie mu nie straszne. Bez żadnego dodatkowego osprzętu.
Bywa takie niebo...
... takie także.
Ludzi mnóstwo, choć na moim "nie-szerokoobiektywnym" smartfonie, nie da się tego uwiecznić.
Tu trochę swobodniej.
Wydmy. Jeszcze nie raz, nie dwa, ustrzelę im fotkę.
Dorzućmy jeszcze skrawek plaży.
Kamienie. Lubię je wygrzebywać z piachu, a później komponować...
Życie na plaży toczy się dalej
Droga na plażę laskiem, tuż przy wydmach. Z dala od ludzi, od tego całego zgiełku. Są jeszcze takie miejsca, naprawdę.




Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"




czwartek, 19 lipca 2018

mam Zorkę 5, zrobiłem parę zdjęć...

Czwartek 19 lipca 2018.
Rozpocznijmy od zachodu słońca...

od chwili, gdy obręb słońca dotknie tafli wody, można nastawić stoper na pięć minut, po czym zniknie za horyzontem całkowicie
w tym samym czasie księżyc
... i w oddali
powróćmy do słońca
"słońca jakby mniej dziś w mieście..." - z fragmentu piosenki Budki Suflera, choć wówczas był to hołd dla Anny Jantar
niby podobnie, lecz po kilkunastu kolejnych sekundach
i jeszcze słońca mniej....
... i jeszcze...
już prawie mnie nie ma
wieczorem - jak przez niemal cały dzień - dużo pogodnego nieba
w porze kolacyjnej
zamki na piasku
leniwe chmury, niczym leniwe sny
popołudniem przy wydmach
dwadzieścia dwa stopnie, plus mocny, choć ciepły wiatr
nie było chętnych do kąpieli
dominowały spacery
o tej samej porze - ok.godz.14-tej - dwieście metrów od plaży słonecznie, ciepło i bezwietrznie
nic, tylko się zapomnieć
nie każda droga prowadzi na plażę
tymi schodami już nie w tym sezonie
trochę jakby z minionej epoki
przez moment nad drzewami gołębi puch




Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"