środa, 29 listopada 2023

myślę o Jasiu ...

Wspominam Jasia, słucham różności przywołujących chciane skojarzenia. Przez trzy godziny zapętleni Pink Floyd "Animals". Nie zapomnę naszego posłuchania tej muzyki w mieszkanku przy Uso. Taki detal, a jakoś się utrwalił. Jak dobrze, że pęd lat niczego nie prześwietlił. Ale, z Jasiem kojarzę również singla CD Status Quo z urodzinowym walcem, składankę Dead Can Dance "A Passage In Time" czy jedną z pierwszych kompilacji wydanych na kompakcie Barclay James Harvest. Jasiu skądś wydobył, a wtedy takiego repertuaru na nowym nośniku jak na lekarstwo, i świetnie się tego u niego słuchało. Muzyki Jasiowej dużo, dużo. Nie sposób wszystkiego wymienić, a i zamęczać tytułami też nie chcę.
Jasiu miał przeróżne zdolności, np. robił wspaniałe zdjęcia. Często artystyczne. Miał do tego oko i ręka mu nigdy nie drgnęła. Zresztą, skupienie i opanowanie miał w krwioobiegu. Mucha na nosie nie odwróciłaby jego uwagi, gdyby upatrzył jakiś niedający się powtórzyć motyw. Kilka razy miałem możliwość podziwiania jego prac. Jasiu to był taki facio, że jeśli wypatrzył na polanie jedną niekonwencjonalną roślinę, momentami dobudował ku niej otoczkę niczym ze świata starych okładek Pendragon. Inna sprawa, że i tę grupę bardzo lubił. Pewnego razu spotkaliśmy się na ich koncercie, a był to występ za pięć dwunasta przed pandemią. W zasadzie już wszyscy mieli pietra, dookoła odradzano zbiorowiska, koncert zagrożony, ale ku uciesze przybyłych postanowiono go zrealizować. Następnego dnia Pendragon mieli zagrać, bodaj w Łodzi, i odwołano. Mieliśmy szczęście. Raz, że koncert, a dwa, chyba nikt się nie pochorował. Ale dziewczyny z 'angielskiej grupy' sprawiły mi zbiorowy orymus. Że jestem nieodpowiedzialny, i te pe, i te de. Pewnie miały rację, jednak mowa o Pendragon, nie darowałbym sobie, gdybym spękał.
Musicie moi Drodzy wiedzieć, że Jasiu był mistrzem w spożywaniu herbaty w stanie wrzątku. To kadry czasów, kiedy jako jeszcze kawalerowie umawialiśmy się u mnie na słuchanie płyt, no i oczywiście na długie rozmowy. Etap dziejów, kiedy w sklepach nie było chipsów, solonych orzeszków, a w lodówce, zamiast coli, miałem co najwyżej mleko. I nie było wyjścia, ugoszczenie kumpli redukowało się do systematycznego podawania herbaty, na której koszt ostro narażałem moich poczciwych i wyrozumiałych staruszków. Niekiedy w moim gniazdku potrafiło jednorazowo zabawić z dziesięć osób, a tu dla każdego zestaw obowiązkowy: herbata plus łyżeczka do posłodzenia, a po ok. godzinie kolejna, i kolejna.... Szło w hektolitry. A my z Jasiem potrafiliśmy nawet to tempo nieco podgonić. Tyle, że ja sobie sączyłem, zaś Jasio bywał konkretny, ledwie co fusy zamieszał, od razu pił, niemal duszkiem, wrzątek! Wszyscy go podziwiali. A On najczęściej, z sobie dobrze znanym, stoickim spokojem: "o co wam chodzi?". Cudowne chwile. Kochany człowiek. Nie ma takiego drugiego. Nie ma i nie będzie.
Dzisiaj Renata, przyjaciółka Jasia i jego Kasi, podesłała takie optymistyczne zdjęcie. Jasio z aparatem uwiązanym na szyi, w jego zasięgu lato, dookoła zboże, słoneczniki, cudne letnie w przyrodzie okoliczności. I ten jego przefajny uśmiech. U niego nawet oczy się uśmiechały. Na ich kanwie jawił się łobuziakiem. Miał w nich taką a'la literacką satyrę. Ogólnie do przytulenia misio Jasio. Serio.
Różnymi asami się otaczałem, ale tu mowa o człeku wyjątkowo pięknym, wręcz pod każdym względem pełnym dobra. W jego ustach nigdy nie dostrzegłem bluzg, niezdrowych emocji, co także tytoniu lub wódy. Nawet pod tym względem nosił się zdrowo. Na dzisiejsze realia można by rzec: był całkowicie eko/bio, choć pewnie, gdyby teraz przeczytał, co tu o Nim wypisuję, nieźle by mnie postawił do pionu. Już słyszę: "Andrzej, czy ty aby nie przesadzasz?".
Ech, tak rzadko się ostatnio widywaliśmy i biorę to na siebie, a tak bardzo chciałbym teraz z Tobą ustrzelić sobie po herbatce i posłuchać 'naszej' muzyki. Mówię Ci, Jasiu.
Parę lat temu wokalista i bębniarz Eagles, Don Henley, nagrał taki kawałek "Take A Picture Of This". Miałem go zagrać na radio kiedyś tam, jednak coś odwróciło moją uwagę. Rzecz o tym, iż każdy z nas ma w klaserze przynajmniej jedno takie zdjęcie z czasów, kiedy: "rządziliśmy światem, zatrzymywaliśmy czas, wiedzieliśmy wszystko, byliśmy właścicielami tego miasta".

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


poniedziałek, 27 listopada 2023

Jasiu umarł

Umarł mi kolega. Bardzo bliski. W zasadzie jeden z najwspanialszych, jakich się dorobiłem. Kolega/przyjaciel, tak powinno zabrzmieć. Jestem głęboko poruszony, bo to nie ktoś tam, a człowiek, o jakim Amerykanie mówią "very close personal friend". Był nie tylko moim kumplem, ale i mojej Sisterki, z którą ukończył szkołę kreślarską, a później razem pełnili wyuczony fach w jednym z biur projektów. Niesamowita historia, albowiem ich kumpelstwo przełożyło się na nasze. Musicie Drodzy Państwo wiedzieć, iż w czasach, kiedy jeszcze Jasia nie poznałem, jego Mama uczyła mnie matematyki. W ramach zastępstwa mojej Pani matematyczki.
Jasiu długo chorował, a ta jego choroba rysowała kręte i niepewne ścieżki, acz zdarzało się, iż niekiedy prószyło nadzieją. Niestety wszystko przekreślił wczorajszy sms, otrzymany od przyjaciółki domu Kasi i Jasia: "Jasiu umarł dziś w nocy". Umarł wśród bliskich, w swoim domu, ale to raczej kiepskie pocieszenie. Nie byłem na taki scenariusz przygotowany. Zapewne nikt nie był. Ostatnio nawet z ową Janka przyjaciółką knuliśmy jakieś wiosenne w okowach działkowej przyrody spotkanie, w raczej uśmiechniętej atmosferze, wszak jedno z otrzymanych, a niedawno wykonanych zdjęć, obiecywało dobre dni. Teraz patrzę, a w telefonie nieprzeczytany sms: "posiedzę dziś z tobą... nawet nie mam się komu wyryczeć..." - napisała Renata, gdzieś na początku Nawiedzonego Studia. Ech, a ja nie odpisałem. Gdzieś mi ta wiadomość w trakcie audycji umknęła. Cóż, niepierwszy raz wyjdę na buraka.
Mam o Jasiu tyle do powiedzenia, że to się teraz wszystko udać nie może. A tu jeszcze ręce jakieś takie sparaliżowane. Przy czym, co chwilę wskakuje kolejny kadr za kadrem, jedno wspomnienie wymusza kolejne... Bo wiecie, sprawa dotyczy osoby, z którą łączyła mnie gruba nić porozumienia i obopólnej sympatii.
Rozmowy z Jankiem bywały namaszczone dobrymi emocjami, wyraźną do wszystkiego empatią, do ludzi, kwiatów, nawet zmęczonych murów zapomnianych zabudowań. Nasze spotkania opływały z Janka strony życiową mądrością, także cudownie świeżym pojmowaniem muzyki. Świetnie się rozumieliśmy, uzupełnialiśmy w dzieleniu muzyką, pomimo nierzadko odmiennych gustów. Do dzisiaj nie zapomnę, jak kiedyś, ot tak Jasiu zaprosił do dawnego mieszkania, kiedy jeszcze mieszkał z rodzicami, by posiedzieć przy muzyce w jego mikroskopijnym, blokowym gniazdku. Cóż za atmosfera, tu jakaś makatka, tam coś wyskrobane z drewna, na ścianie jeden czy drugi obraz, dookoła książki, tu jeszcze coś, tam inne gustowne zagospodarowanie przestrzeni... i oczywiście płyty. Głównie czarne, lecz z czasem coraz śmielej ulepiło się gniazdo z kompaktów. Miał tego więcej niż trochę. Dobrze wyselekcjonowany repertuar. Tu jakiś Al Di Meola, by kilka palców obok np. Dead Can Dance, a w dalszym miejscu jedno czy drugie Pink Floyd. I nigdy nie zapomnę zapodania po pokoju winylu "Animals", tych ostatnich. Jasiu z typową dla siebie gracją wytworzył magiczną atmosferę. W tak subtelny sposób sięgnął po ten album Floydów, wyciągając z niego stosowną z płytą kopertę, że nawet nie spostrzegłem, jak wysokiej próby gramofon wprawił całość w obroty, a po pokoju rozeszło się "Pigs On The Wing, Part 1". Jak ta płyta u niego zabrzmiała! Przy czym musicie wiedzieć, Janek miał duże do odbioru muzyki graty, a im większe, tym lepiej brzmią. Zawsze. Kolumny stuwatowe duże, zawsze pokonają identyczne w elektronice parametry wbite w mały gabaryt. I niech nikt Wam w sklepie nie wmówi, że to nieprawda. Tak więc, wszystko wtedy u Jasia cudownie zabrzmiało. Basowo, ciepło, ze stosownym z głośników podmuchem powietrza, wszystko idealnie wobec eleganckiego rocka, jakiego mój przyjaciel preferował. Od razu w takich okolicznościach do głowy napływały ciekawsze tematy, rozmowa z automatu przechodziła w swobodny tryb, a co ważne, nienerwowy. Jasiu, jako człek opanowany, miał na mnie balsamujący wpływ. Z natury jestem chaotyczny, kiepsko u mnie z koncentracją, szczególnie, gdy ktoś zbyt ślamazarnie wałkuje nieinteresujący mnie temat, poza tym raptus jestem, natomiast Janek, niczym profesor katedry psychologii, zawsze potrafił mnie utemperować. A i od nieprzemyślanych decyzji powstrzymać. Było z niego takie remedium.
A jeszcze nasz pierwszy wspólny wypad (oraz kilkoma innymi osobami) do Berlina, dokładnie trzeciego marca tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego. Po trzech tygodniach kolejny, i równie wspaniały, jednak najpełniejszym emocji właśnie ten pierwszy. Niepozbawiony thrillerowego dreszczyku, co również niezłego ubawu, jaki wyniknął z toaletowych w pociągu okoliczności, kiedy na tuż przed stacją końcową Jasiu skorzystał z wc, po czym wrócił do przedziału, jak gdyby przed chwilą przyjął na siebie kubeł lodowatej wody. W starym PKP wywaliło kran i chlupnęło całym bojlerem. I teraz trzeba jakoś te ciuchy wysuszyć, a do mety już tylko stacja czy dwie. Ale na tym przygód tego dnia nie koniec. Kilka godzin później pomyłkowo Jasiu wszedł nie do naszego pociągu i licho go zabrało. A tu nikt z mapą. Etap dziejów na długo przed telefonią komórkową i każde z nas bez znajomości języka. Jasia zatem nie ma w naszym pociągu, a tu drzwi się zamykają i gdzieś nas zabiera. Po dotarciu do uknutego przez innych znajomków celu, nieco podłamani zatrzymaliśmy się na peronie, i co teraz, co dalej, co robić?, i wnet podjeżdża z przeciwnego kierunku bana, z której wysiada uśmiechnięty i machający, niczym przybyły z Ameryki wujek, Jasiu. Wszyscy parsknęliśmy śmiechem i już wiedzieliśmy, będzie co wspominać. Do dzisiaj nie wiem, jak splotły się tamte okoliczności, że wszystko zakończyło się jak w filmie z działu kina familijnego.
Na dzisiaj tyle. Na pierwszy raz, tak na szybko, chyba wystarczy. Trochę mi łyso, że dopiero wobec zaistniałych okoliczności zapoznaję Państwa z człowiekiem tak wiele dla mnie znaczącym.

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

"NAWIEDZONE STUDIO" - program z 26 listopada 2023 / Radio 98,6 FM Poznań







"NAWIEDZONE STUDIO"
wydanie z 26 listopada 2023
(
z niedzieli na poniedziałek -- godziny nadawania:
22.00 - 2.00
)

 
98,6 FM Poznań oraz w sieci
realizacja i
prowadzenie: a.m.

 

(*) Pamięci Jasia.


ROBERT HART "Cries And Whispers" / "Robert Hart" (2013) -- wydawnictwo skrywa dwa pierwsze solo albumy Harta z lat 1989 oraz 1992. -- Pod koniec stycznia zbliżającego roku ukaże się jego nowy album - "Circus Life".
z CD 2 - album "Robert Hart" /1992/, produkcji Russa Ballarda:
- Angel
- Ridin' On The Wind


GREAT WHITE "Shot In The Dark" (1986)
-- w połowie stycznia pojawi się wspólny album ex-singera 'Szczęk Rekina', Jacka Russella oraz gitarzysty L.A.Guns, Tracii'ego Gunsa. Jego tytuł "Medusa".
- Face The Day - {The Angels cover}
- Shot In The Dark

HUGO'S VOYAGE "Inception" (2023) -- premiera!
- Don't Wanna Live Without Your Love
- Sound Of A Broken Heart
- In My Heart


SMOKIE "Midnight Cafe" (1976)
-- oznajmienie poznańskiego koncertu Chrisa Normana, do którego dojdzie 20 listopada 2024.
- Something's Been Making Me Blue
- Wild Wild Angels
- Poor Lady (Midnight Blue)
- Stranger
- I'll Meet You At Midnight

DURAN DURAN "Danse Macabre" (2023) -- premiera!
- Secret Oktober 31st
- Psycho Killer - {Talking Heads cover} {feat. Victoria De Angelis}

THE WATERBOYS "All Souls Hill" (2022)
- All Souls Hill
- Once Were Brothers - {Robbie Robertson cover}

PREMIATA FORNERIA MARCONI "I Dreamed Of Electric Sheep" / "Ho Sognato Pecore Elettriche" (2021)
- Ombre Amiche
- Il Respiro Del Tempo

BRYAN FERRY "Mamouna" (1994) -- u mnie jeszcze ze starej, w sensie pierwszej wersji albumu, a już na rynku nowe, 3-płytowe wcielenie, z m.in. niewydanym dotąd albumem "Horoscope".
- The 39 Steps
- Which Way To Turn

STARSAILOR "Silence Is Easy" (2003) -- i tu podobna sytuacja, u mnie na radio z wciąż starej/pierwszej edycji albumu, a na rynek trafiła właśnie 20-rocznicowa, dwukompaktowa wersja, w dodatkach dema, live'y, mixy i outtake'i.
- Fidelity
- Silence Is Easy

MUSE "Absolution" (2003) -- ostatnie wczorajsze zarekomendowanie reedycji. Bo, choć na moim paśmie "Absolution" ze starego kompaktu, to właśnie do sklepów zjechały 20-rocznicowe, dwukompaktowe edycje, na których w dodatkach parę live'ów czy demówek.
- Time Is Running Out
- Stockholm Syndrome

SOPHIE ELLIS-BEXTOR "Hana" (2023)
- Everything Is Sweet
- He's A Dreamer

DAN SEALS "Rage On" (1988)
- A Heartache Just Around The Bend

RODNEY CROWELL "Diamonds & Dirt" (1988)
- It's Such A Small World - {duet with Rosanne Cash}

RODNEY CROWELL "Keys To The Highway" (1989)
- Soul Searchin'
- Many A Long & Lonesome Highway

RINGO STARR "Ringo" (1973) -- 50-lecie albumu -- mamy tu na wyrywki wszystkich Beatlesów, ale i Marca Bolana, Nicky'ego Hopkinsa, Robbiego Robertsona, Ricka Danko czy Harry'ego Nillsona.
- I'm The Greatest
- Photograph
- Six O'Clock

BAD COMPANY "Stories Told & Untold" (1996) -- czasy z Robertem Hartem na wokalu. Połowa albumu dostarcza nowe wersje starych numerów, a drugie tyle zajmują kompozycje premierowe.
- Ready For Love - {nowa wersja}
- Is That All There Is To Love - {utwór premierowy}
- Love So Strong - {utwór premierowy}

BAD COMPANY "Company Of Strangers" (1995) -- Robert Hart na wokalu.
- Down Down Down


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

 


niedziela, 26 listopada 2023

urodziny radiowego numero uno

Równo przed 65-laty urodził się Tomasz 'Nosferatu' Beksiński. Mój szlagierowy radiowiec. W zasadzie, jedyny. Innych nie słuchałem. Podziwiałem tylko jednego. Zapewne tego powodem fakt, iż jestem typowym naturszczykiem, wychowanym na dotyku płyt giełdziarzem, od zarania polegającym tylko na własnym muzycznym nosie. Być może z lekka zadartym, ale nigdy nie lubiłem niczego sobie narzucać. Nawet wielbionego Beksia. Choć przyznam, że do niego akurat poczułem jakąś nieopisywalną słabość od pierwszego posłuchania. Ktoś mnie do nastawienia radioodbiornika zachęcił i bardzo mu przy tej okazji dziękuję.
Absolutnie przepadałem za retoryką, inteligencją i polszczyzną Nosferatu, ale i za szczerością oraz wrażliwością, niejednokrotnie ulegając pokusom jego gustu. W nawijaniu o muzyce, filmie czy nawet zwykłej prozie życia, nie było piękniejszej osoby na jakimkolwiek FM. Może dlatego, z licznych prób polubienia podrzucanych mi gwiazd Polskiego Radia, nie zadurzyłem się w nikim. Aż pewnego razu me serce podbiła niepospolitość syna słynnego artysty malarza. Koniecznie zaznaczam 'artysty', bowiem malarze malują kuchnie i pokoje.
Nieskromnie poruszę, iż mam nawet mikroskopijny udział w uprawianiu Beksiowego ogródka, czym polecenie Mistrzowi mikrofonu albumu Tiamat "Wildhoney" oraz osobiste wręczenie amerykańskiej edycji płyty "Lime Twigs And Treachery", kompletnie nieznanej formacji Love Club. Tak się złożyło, że nie mam tej płyty na domowej półce, ponieważ jedyny ostały egzemplarz (z posiadanych w celach handlowych blisko dwudziestu), sprezentowałem właśnie Jemu. Warto było. Na wampirzastym paśmie, pewnego razu, z ust idola otrzymałem podziękowanie.
Bardzo mi Beksia brakuje. Mówię Wam, Drodzy Państwo. Często sobie o Nim myślę, co i równie często powracam wspomnieniami do tamtych sobotnio/niedzielnych Trójek Pod Księżycem. Nigdy im nie szczędziłem czasu, zapału, otwartości. I nic nie poradzę, że moje stosunki z gotyckim rockiem w ostatnich latach zdecydowanie się ochłodziły. Kiedyś nie wyobrażałem sobie odpuścić choćby jednej nuty Lacrimosy, a dzisiaj jedynie odnotowuję fakt właśnie wydanego live'u, podobnie jak na półce widnieje brak ich ostatniego studyjnego dzieła. Dziś nie ma takiej potrzeby. A może po prostu nikt nie potrafi odpowiednio zachęcić, ale i nie ma z kim zwyczajnie o takiej sztuce pogadać, wspólnie przy niej spędzić czas, podumać, zrelaksować się. Wszyscy ględzą głównie o polityce lub chlebie powszednim, a po godzinach żyją tylko na własny użytek. Najczęściej trzymani na smyczach swych nieufnych połówek.  Dobrze, że choć przyjemnie grzeszną schedę dzierżą jeszcze mury Zamczyska w Bolkowie. Muszę kiedyś tam dotrzeć.
Dzisiaj gram od 22-giej, ale na zabarwienia Beksiowe raczej nie liczmy. Obecność nieobowiązkowa. Nie mogę wszak stać kością niezgody z niewysypianiem.
Do usłyszenia ...

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


piątek, 24 listopada 2023

Boss koncertowo

Koncertów Bossa ciąg dalszy. Po ogromnym sukcesie tegorocznych, na przyszły rok równie imponujący kalendarz. Najbliżej nas w Pradze. Wydarzy się 28 maja. Załadowane niemal pół Europy. I tu przystańmy, z uwagi na potężne ciśnienie, właśnie zakontraktowano drugie show w Barcelonie. Jest też parę innych dubli, jak Londyn, Mediolan, Nijmegen czy Sztokholm. To i tak nic, w Madrycie odbędą się aż trzy. Warto poszukać biletu do własnego świata rozrywki.
A u mnie z podwójnego kompaktu londyński występ z końca 1975 roku w Hammersmith Odeon. W ramach tournee po albumie "Born To Run". Pierwotnie wydano go w ramach 30-rocznicowej edycji powyższego albumu, by nieco później także jako osobne wydawnictwo.
Springsteen, wbrew pozorom, wcale nie ma zbyt wielu fonograficznych live'ów. Nie licząc wizyjnych. Faktem, iż ten segment wydawnictw nieco tuszuje niedostatki w nośnikach audio. Tym bardziej wciąż cieszy pełnometrażowy zapis występu z 18 listopada 1975 roku, zamiast kolejnego silenia się na ograniczone kosztami highlightsy. Tak właśnie powinno się budować na płytach albumy koncertowe. Od a do z.
Springsteen w tamtych latach w Europie dopiero przecierał szlaki, natomiast Amerykanie już mieli na jego punkcie bzika. Chociaż... chociaż... pierwsze dwie płyty nie sprzedawały się najlepiej, co groziło utratą kontraktu. Bossowi przedstawiono jasną wizję ze strony zarządu CBS/Columbia, by ten koniecznie wyprodukował przynajmniej jeden mocny przebój. Spłaciło się z nawiązką, tym przebojem okazała się cała płyta "Born To Run".

Jakże wymownie prezentował się umieszczony na zewnętrzu koncertowej hali Hammersmith baner: "finally London is ready for Bruce Springsteen And The E Street Band", co dosłownie przekładało się na: "Londyn jest wreszcie gotowy na Bruce'a Springsteena i jego E Street Band".
Wspaniały koncert, choć może wydać się mało przebojowy dzisiejszemu młodszemu odbiorcy, który hitowe piosenki Springsteena upatruje tak mniej więcej od "Born In The U.S.A.".
Magia koncertów lat siedemdziesiątych. Jeszcze na długo przed telefonią komórkową. Nikogo nie absorbowały zatem kliknięcia, zoomowanie, livestreamowanie i co nie tylko. Co najwyżej, płomienie z zapalniczek, i to w najstosowniejszych momentach. W grę wchodziło słuchanie pełną gębą, całym sobą. I ten live to odzwierciedla.
Najlepsze momenty? Na pewno pierwsze dwa od brzegu numery, czyli gorące wówczas "Thunder Road" oraz "Tenth Avenue Freeze-Out". Ten drugi, o tyle istotny, iż nawiązuje do powstania E Street Bandu. Jest historycznie, nie wolno przeoczyć.
Ponadto poruszająca, niemal wykrzyczana, z każdą nutą coraz mocniejsza ballada "Lost In The Flood". Rzecz o pewnym weteranie wojny wietnamskiej. Idealny temat dla naszego guru, który z dużą swobodą odnajdował się w songach społecznych, zawsze pojawiając się tam, gdzie lud go potrzebował. Springsteen od zarania wykazywał wrażliwość na punkcie niegodnie traktowanych przez jego Państwo ludzi, szczególnie tych, którzy w jego imię poświęcili zdrowie, często rujnując życie. Chwytająca za mięsień sercowy piosenka, i tylko szkoda, że nigdy nie przebiła się do katalogu tych najważniejszych.
Dorzucę jeszcze dwie, a mianowicie wyróżniki albumu "Greetings From Asbury Park, N.J.", tj. kompozycje: "Spirit In The Night" oraz "For You". Obie, oprócz mnie, ukochał w dekadzie 70's klawiszowiec Manfred Mann, lider Ziemskiej Orkiestry, zatem przy tej okazji koniecznie polecam i jego interpretacje. Ponad 7-minutowe, ozdobione pianinem, saksofonem i oczywiście w pełnym rynsztunku rockową sekcją "Spirit In The Night", to witalny, dość wyluzowany numer, który lirycznie wije o paczce młodych ludzi udających się na noc wolności, ze wszystkimi uciechami życia i tego ewentualnymi konsekwencjami. W wersji Manfreda Manna utwór brzmi dostojniej, w sensie progresywniej. -- Z kolei "For You", ukazuje drugą zdolność Bossa, czym umiejętność gry na pianinie. Posłuchajcie, jak wokalnie maestro intonuje, a potem z każdą sekundą całość wzmacnia. Jak ta jego młodzieńcza chrypka cudownie pasuje do skrywającej bujne włosy wełnianej czapy i zarostu na twarzy. Na co dzień "For You" to rockowy numer, a w refrenie u Manfreda Manna to już absolutny czad, tu zaś powstała natchniona ballada, w której mistrzunio śpiewa o kobiecie próbującej popełnić samobójstwo. Jego narracja staje rolą, by w trakcie tej piosenki kobietę uratować. Dlatego dobrze, że po tak poruszającym fragmencie, na koniec poszedł istny rock'n'roll/rhythm'n'bluesowy żywioł "Quarter Of Three". I tylko szczęśliwcami ci, co mieli możliwość.

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


środa, 22 listopada 2023

Chris Norman u nas

Oniemiałem, gdy rankiem rtęć oznajmiła minus dziesięć. Zuleczka pospiesza, a gdzie tu Andy'ego czapa i rękawice? Mróz mnie zaskoczył, niczym każdego roku pierwszy śnieg drogowców. Wytrzęsło mnie, tak też od razu po powrocie gorąca kawa, obowiązkowo na słodko i z mlekiem. Zauważyłem, że Zuleczka w przeciwieństwie do mnie lubi zimno. Im mroźniej, tym dłużej zwleka z załatwianiem potrzeb. Nos przyssany do ziemi i szlusuje, szukając sobie wiadomych zapachów. Kto wie, może skarbów. Wszak zawsze coś z okien kuchennych wylatuje. Nie będę jednak Państwu Szanownym nudził o piesku i pogodzie. --

Co tam nowego w muzie? No, dawaj Andy. Mówicie, macie. Chris Norman za niemal równy rok w poznańskiej Sali Ziemi. Doprecyzowując, wydarzy się 20 listopada. Organizatorem Agencja Your Events Art (porywam im fotkę promo plakatu, by radosne info 'ukolorować'). Coś czuję, że i tak już wiecie. Dobre wieści rozchodzą się tylko tyciu wolniej od złych.
Bilety drogie, no ale to nie żaden zenek, a Chris Norman. Dla mnie, z najwyższej półki Artysta. Uprzedźcie Gwiazdora, by się nie kropnął i zamiast biletu, skarpet i gaci Wam pod choinkę nie nawrzucał.
Miałem przyjemność podziwiać mojego młodzieńczego idola wiosną dwa tysiące dziewiętnastego w Katowicach. Tamtejsza wyprawa z Korfantym jedną z najwspanialszych. Nie do zapomnienia. To były czasy. 

a.m.

"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

wtorek, 21 listopada 2023

fire

Obiecany minionej niedzieli winyl Pointer Sisters "Energy". Jedna z wielu płyt utalentowanych soul/r&b'siostrzyczek i bez wątpienia jedna z lepszych. Ze świetnym "Fire" (... niczym ogień są gorące pocałunki...), coverem Bruce'a Springsteena. Numerem napisanym z myślą o Elvisie Presleyu, jednak Boss za późno się za niego zabrał i podrzucił demówkę Królowi Rock'n'Rolla na chwilę przed jego śmiercią. Piosenką jednak zaopiekowały się Pointerki, a z czasem także sam główny sprawca tego czynu.
U mnie na radio poszły w eter dwa numery z amerykańskiej składanki, o niewyszukanym tytule "Greatest Hits", za to gustownym doborze repertuaru. Choć szkoda, że ta wydana w 1989 roku kompilacja, nie zawierała materiału z dwóch ostatnich jak na tamten czas płyt. Na szczęście nie zabrakło kilerów, typu "Jump (For My Love)", "Fire" czy "I'm So Excited". Dwa ostatnie na moim kanale wyemitowane. Dobrze niekiedy w Nawiedzonym odejść od rocka i zasunąć pop wspomnieniami, z piosenkami czasów młodzieńczych imprez. Przecież to było tak niedawno.
Numer "I'm So Excited" wciąż brzmi aktualnie. A czego w radio, z uwagi na naglący czas nie dopowiedziałem, teraz uściślę; otóż mamy w nim na gitarze jazzowego Lee Ritenoura, a na syntezatorach, koligującego z Toto Grega Phillinganesa. Eee, ktoś powie, żaden rarytas, z Budką Suflera też przecież wystąpił. Faktem, iż rozrywanych muzyków Toto, gdzie ich nie ma?
Dzięki Sisterce nareszcie dochrapałem się najważniejszych hitów Pointer Sisters na CD. Niegdyś, kiedy prowadziłem sklep z muzyką, sprowadzałem dla ludzi przeróżne kompakty dziewczyn, a dla siebie nigdy. W ogóle traktowałem tamtą robotę przesadnie serio, chciałem wszystkich muzą uszczęśliwiać, co pewnego dnia poskutkowało reprymendą od współpracownika: "Mógłbyś czasem pomyśleć o sobie, Andrzej. Wszystkim dogadzasz, a ci ludzie i tak tego nie docenią". Autentyczny cytat. Takich słów się nie zapomina. I miał kolega rację, albowiem po zamknięciu sklepu nieraz poczułem wyautowanie, szczególnie dotkliwe od raptem nierozpoznających na chodniku 'pana moditowego', albo odpowiednio wcześniej zmieniających stronę ulicy. Niektórym ludziom bezinteresowne "cześć" lub "dzień dobry", przez usta nie przejdzie. Zostawmy, dawno było, więc nieprawda.
Do amerykańskiej od Sisterki paki jeszcze powrócę, miejcie na mnie oko.
A tymczasem, dobrego odbioru!

a.m.



"NAWIEDZONE STUDIO"

w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


poniedziałek, 20 listopada 2023

"NAWIEDZONE STUDIO" - program z 19 listopada 2023 / Radio 98,6 FM Poznań + "BLUES RANUS" (zastępstwo)









"NAWIEDZONE STUDIO"
wydanie z 19 listopada 2023
(
z niedzieli na poniedziałek -- godziny nadawania:
22.00 - 2.00
)

 
98,6 FM Poznań oraz w sieci
realizacja i
prowadzenie: a.m.

 

THE BEATLES "1967-1970" (1973 / reedycja 2023)
- Now And Then

JUDAS PRIEST "British Steel" (1980)
- Living After Midnight

DORO "Conqueress Forever Strong And Proud" (2023)
- Fels In Der Brandung

DREAM THEATER "When Dream And Day Unite" (1989) -- Charlie Dominici in memoriam
- Status Seeker
- A Fortune In Lies


DOKKEN "Heaven Comes Down" (2023)
-- premiera!
- I Remember
- Lost In You

HOUSE OF LORDS "Big Money" (2011)
- Someday When

CHROME MOLLY "Angst" (1988) -- nazwę grupy aż perswaduje sparafrazowanie z numeru Little Richarda: good Golly, miss Molly, rockin' and rollin' Chrome Molly
- Take Me I'm Yours - {Squeeze cover} - gościnnie Jools Holland
- Don't Let Go

VITALINES "Wheels Within Wheels" (2023)
- Love Not Fantasy


THE ALARM "Forwards" (2023)
-- premiera!
- Forwards
- The Returning
- Transition

BIG COUNTRY "The Journey" (2013)
- Hurt

SOPHIE ELLIS-BEXTOR "Hana" (2023)
- Reflections
- Beyond The Universe

PRETENDERS "Relentless" (2023)
- Look Away

DAN SEALS "Rage On" (1988)
-- z paki od Sisterki
- They Rage On
- Addicted

RODNEY CROWELL "Diamonds & Dirt" (1988) -- z paki od Sisterki
- After All This Time

RODNEY CROWELL "The Rodney Crowell Collection" (1989) -- kompilacja / z paki od Sisterki
- Queen Of Hearts -{Dave Edmunds cover / kompozycja Hank DeVito / oryginalnie Rodney Crowell na albumie "But What Will The Neighbors Think" /1980/}

BRIAN SETZER "The Devil Always Collects" (2023)
- One Particular Chick

POINTER SISTERS "Greatest Hits" (1989) -- z paki od Sisterki
- Fire {kompozycja Bruce Springsteen} - {Pointer Sisters z albumu "Energy" /1978/}
- I'm So Excited - {oryginalnie na albumie "So Excited!" /1982/}

BONNIE TYLER "Faster Than The Speed Of Night" (1983) -- produkcja Jim Steinman
- Total Eclipse Of The Heart - {kompozycja Jim Steinman}
- Faster Than The Speed Of Night - {kompozycja Jim Steinman}

THE BEATLES "1962-1966" (1973 / reedycja 2023)
- Twist And Shout - {The Top Notes cover / 1961} - {z albumu "Please Please Me" /1963/}
- I Want To Hold Your Hand - {singiel 1963}
- And I Love Her - {z albumu "A Hard Day's Night" /1964/}

IRENA JAROCKA "Złota Kolekcja - Odpływają Kawiarenki" (1998) -- kompilacja
- Beatlemania Story - {oryginalnie na piątym /nie licząc kolęd/ studio albumie "Irena Jarocka" /1987/}

GEORGE HARRISON "Brainwashed" (2002)
- Pisces Fish
- Stuck Inside A Cloud

PAUL McCARTNEY "Driving Rain" (2001)
- From A Lover To A Friend
- Magic

RENAISSANCE "Illusion" (1971)
- Love Is All
- Face Of Yesterday

MACHIAVEL "Mechanical Moonbeams" (1978)
- Rope Dancer


 

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"

================================
================================


"BLUES RANUS" - zastępstwo
niedziela 19 listopada 2023 - godz. 21.00 - 22.00

realizacja i prowadzenie: a.m.

 

CLIMAX BLUES BAND "Plays On" (1969)
- Crazy 'Bout My Baby

ESTUS "Estus" (1973)
- On The Wings

KLAN "Mrowisko" (1971) -- Marek Ałaszewski in memoriam
- Kuszenie

KLAN "Klan" (1970) EP-ka -- Marek Ałaszewski in memoriam
- Z Brzytwą Na Poziomki

JEFFERSON STARSHIP "Dragon Fly" (1974)
- Ride The Tiger
- All Fly Away

THE TRIP "Caronte" (1971)
- L'Ultima Ora E Ode A J. Hendrix


================================
================================

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań lub afera.com.pl

 

"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"