poniedziałek, 22 grudnia 2014

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 21 grudnia 2014 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM




"NAWIEDZONE STUDIO" 
program z 21 grudnia 2014 r. 

 
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
www.afera.com.pl

realizacja: Krzysztof Piechota      
prowadzenie: Andrzej Masłowski


========================

 
RENAISSANCE - "Symphony Of Light" - (2014) -
- Grandine Il Vento

FOREIGNER - "The Best Of Foreigner 4 and More" - (2014) -
- I Want To Know What Love Is

PLACES OF POWER - "Now Is The Hour" - (2009) -
- In Your Wildest Dreams

BOB SEGER - "Ride Out" - (2014) -
- Hey Gypsy
- Adam And Eve

FM - "Insiscreet" - (1986) -
- That Girl

IRON MAIDEN - "Somewhere In Time" - (1986) - wersja 2 CD
Bonus Disc:
- That Girl - {FM cover}

MAGNUM - "Rock Art" - (1994) -
- On Christmas Day

TEN - "Albion" - (2014) -
- Battlefield
- Sometimes Love Takes The Long Way Home

SLADE - "The Slade Box - A 4 CD Anthology 1969-1991" - (2006) -
- All Join Hands - {oryginalnie na LP "Rogues Gallery", 1985}

DENNIS DeYOUNG - "Dennis DeYoung and the music of Styx - Live in Los Angeles" - (2014) -
- Show Me The Way
- Mr Roboto
- Crystal Ball

SUPERTRAMP - "Crime Of The Century" - (1974 / reedycja 2014) - DELUXE EDITION
z CD 2: Live at Hammersmith Odeon, March 9th 1975
- Hide In Your Shell

CHRIS REA - "The Very Best Of" - (2001) -
- Driving Home For Christmas - {oryginalnie na singlu w 1986 r.}

JON ANDERSON - "Change We Must" - (1994) -
- The Kiss
- Chagall Duet

FINCH - "The Making Of... Galleons Of Passion / Stage '76" - (1999) -
- Dreamer - {1977}

URIAH HEEP - "Sweet Freedom" - (1973) -
- Circus

ARGENT - "All Together Now" - (1972) -
- Be My Lover, Be My Friend

DEEP PURPLE - "Deep Purple" - (1969) -
- Blind
- The Painter

SBB - "Memento z Banalnym Tryptykiem" - (1981) -
- Memento z Banalnym Tryptykiem - {końcowa część, ostatnie 6,5-minuty}

BEDLAM - "Bedlam" - (1973) -
- Looking Through Love's Eyes

NEKTAR - "Sunday Night At London Roundhouse - Live" - (1974) -
- Mundetango

GENESIS - "... And Then There Were Three ..." - (1978) -
- Undertow
- Snowbound

GENESIS - "Wind And Wuthering" - (1976) -
- Afterglow

CAMEL - "Moonmadness" - (1976) -
- Air Born

HEATHER NOVA - "The Jasmine Flower" - (2008) -
- Always Christmas

BAND AID 20 - "Do They Know It's Christmas?" - (2004) - MAXI CD zawierające nowszą wersję piosenki z 2004 roku oraz pierwotną z 1984 roku
zagrałem: BAND AID - Do They Know It's Christmas - {z 1984 r.}

SBB - "Welcome" - (1979) -
- Walkin' Around The Stormy Bay

==========================


Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP



niedziela, 21 grudnia 2014

grudzień dla Phila Collinsa i "jego" Genesis

Wczoraj Telewizja Polska (bodaj na Kulturze) po raz kolejny pokazała film o albumie Phila Collinsa "Face Value". W ramach cyklu "Classic Albums". A więc, ze znanej serii, prezentującej wybrane ważne albumy dla muzyki, która to seria niegdyś ukazała się także na płytach DVD. Mogę ten film, jak i w ogóle wszystko co dotyczy samego Collinsa, oglądać na okrągło. Proces tworzenia się "In The Air Tonight", jak i wielu innych piosenek z tej genialnej płyty, świetnie pokazuje atmosferę tamtych czasów, jak i wielki entuzjazm podczas ich tworzenia. A także, satysfakcję ze stu procent wkładu w ich skomponowanie, wyprodukowanie oraz w warstwę liryczną, która dobitnie oddawała stan ówczesnego ducha artysty. Z tego zresztą Phil był najbardziej dumny - jak jeszcze nigdy wcześniej. Być może radość z nowego wówczas związku, wlała w niego nowe siły, bo jak wiemy, przez najbliższych wiele lat, maestro nagrywał tylko rzeczy bardzo dobre i jeszcze bardziej dobre.
Kończący się właśnie rok wywołał we mnie wzmożony apetyt na muzykę Phila Collinsa. Jednego z moich największych pupili i zarazem swego rodzaju ulubieńca z Genesis. Niczego tak przy okazji nie odbierając Hackettowi, Banksowi, Rutherfordowi czy Gabrielowi.
Podobnego bzika dostaję co pewien czas. Z chęcią zatem powracam do moich ulubionych płyt Genesis ("A Trick Of The Tail", "Wind And Wuthering", ""...And Then There Were Three", "Duke" czy "We Can't Dance") i z nutą nostalgii wspominam świetne czasy dla muzyki. Bo pamiętam jakie wrażenie zrobiła na mnie, jako na młodym chłopaku (miałem ok. 14-15 lat) płyta "...And Then There Were Three...". Najpierw rozkochałem się w pierwszym ogólnoświatowym przeboju "Follow You, Follow Me" (singlowy sukces i otwarcie się USA na ich muzykę), by nieco później docenić te troszkę trudniejsze w odbiorze piosenki, jak rozbudowana i wręcz obłędna "Burning Rope" ("...spójrz na puste ulice, wszystko co na nich widzisz, to sny, które przemieniły się w rzeczywistość..."), bądź niezwykłej urody ballada "Undertow", której muzycy Genesis na longplayu poskąpili miejsca na interludium, przez co te, pojawiło się dopiero rok później na pierwszej solowej płycie Tony'ego Banksa (gdybyś ktoś chciał poznać komplet). Takich momentów było tu całkiem sporo, weźmy inną i równie czule zaśpiewaną balladę, jak "Many Too Many", albo taką nieco makabryczną piosenkę "Snowbound" - opowiadającą historię bawiących się dzieci na śniegu. Dzieci w pewnym momencie trafiają na zamrożone zwłoki bezdomnego i robią sobie z niego bałwana. W samej jednak muzyce panuje atmosfera melancholijnego uniesienia, czyniąc ze "Snowbound" niemal romantyczny utwór. I jak to u Genesis, nawet na tak ładnej i melodyjnej płycie nie mogło zabraknąć typowego angielskiego humoru, bądź nawiązań do kart historii w krzywym zwierciadle, czyli odnośników do dawnej literatury. Stąd choćby opowiastka w "Say It's Alright Joe" o pijaku, który zwierza się barmanowi, prosząc go o kolejną szklaneczkę, która mu znowu przywróci życie ("...powiedz Joe, że wszystko jest w porządku?...). Przykładem na drugie, niech będzie podniosły "The Lady Lies", rzecz o tym jak młoda dama uwodzi rycerza, który ją wcześniej ratuje przed smokiem, po czym rycerz jednak ginie, ponieważ owa dama okazała się demonem. I tak dalej, i tak dalej.... Ta cudowna płyta powszechnie nie cieszy się specjalnym uznaniem, gdyż pochodzi nie z "tego" okresu. A fani Petera Gabriela już dawno zapomnieli słuchać samej muzyki, tylko przywiązani dawnymi wspomnieniami nie potrafili jakoś otworzyć się na nowe. Poza tym, "...And Then...." była już trzecią płytą po odejściu Petera Gabriela, no i pierwszą bez udziału Steve'a Hacketta. Już tylko sam ten fakt, nie dawał szans na wiarygodność muzyki, która moim zdaniem choć inna, wcale nie odbiegała poziomem od wcześniejszych dokonań, a często je wręcz przebijała. Zresztą, trudno to do siebie porównywać. Muzyka przez cały czas ewoluowała, a więc jak tu postawić obok siebie nawet takie "Selling England By The Pound" wraz z "A Trick Of The Tail", choć te dzieli od siebie ledwie okres krótkich dwóch lat?  W wielu jednak kwestiach była to przepaść. A przecież też mówimy o dwóch doskonałych albumach, absolutnie zasługujących na najwyższą ocenę.
Przeskoczmy zatem na moment do "Wind And Wuthering". Przecież to na jej końcu jest taki doskonały 4-minutowy "Afterglow", rzecz absolutnie obowiązkowa dla każdego fana muzyki. Niegdyś pewien brytyjski dziennikarz napisał, że jeśli po wysłuchaniu tej piosenki nie ma się w oczach łez, to nie jest się człowiekiem. To samo może tyczyć takich klejnotów jak mini suita "One For The Vine" (rzecz o człowieku, którego ludzie przez pomyłkę uważają za swego Boga, a ten co gorsza, nie protestuje) lub nieco staroświeckiej ballady, a zarazem zwyczajnej piosenki o miłości, jaką było "Your Own Special Way". Dzisiaj żaden neo-progresywny wykonawca nie jest w stanie czegoś takiego skomponować. Proszę mi uwierzyć.
Podobnych momentów nie brakuje na jeszcze wcześniejszej "A Trick Of The Tail". Płyty powszechnie uważanej za najlepszą spośród Genesis już po odejściu Petera Gabriela. No cóż, trudno nie przyklasnąć takim opiniom, jeśli posłuchamy choćby tylko "Entangled" (beztrosko brnącej opowieści o pacjencie zanurzonym w hipnozie), "Mad Man Moon" (z chyba najdelikatniejszym wokalem Phila Collinsa), bądź poruszającego "Ripples" (o tym, że starość jest nieuchronna, a wszystko przemija bezpowrotnie, odchodząc do krainy zapomnienia).
Posłuchajcie Państwo tej muzyki. Tylko w całości, utwór po utworze. A później na deser jeszcze całego "Duke" i genialnego "We Can't Dance" - nie myśląc powszechnie i błędnie, że to tylko zestaw pretensjonalnych piosenek radiowych, bo chcielibyście aby takie "Dreaming While You Sleep", "Never A Time", "Fading Lights" czy "Way Of The World", ktoś dla Was w nich zagrał.
Grudzień z Genesis? Why not.


"A Trick Of The Tail" (1976) 
*****


"Wind And Wuthering" (1976) 
****3/4 


"...And Then There Were Three..." (1978)
*****


"Duke" (1980)
****1/2 


"Abacab" (1981) 
*** 


"Genesis" (1983)
***1/2 


"Invisible Touch" (1986)
**** 


"We Can't Dance" (1992)
****2/3 
 

======================================



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP





YES - Like It Is - (2014) -

YES
"Like It Is" - (FRONTIERS RECORDS) -
***


Chciałoby się okrzyknąć rok 2014, rokiem Yes. Rzadko bowiem który wykonawca potrafi w trakcie 12 miesięcy wydać aż 3 albumy.
Latem grupa wypuściła nowe studyjne dzieło "Heaven & Earth", przy okazji przedstawiając na nim nowego wokalistę Jona Davisona.
Album nie okazał się dziełem na wyrost, a ujawnił dzisiejsze możliwości zespołu, pozostawiając po sobie kilka naprawdę niezłych i zgrabnych kompozycji ("Believe Again", "The Game", "To Ascend" czy "Subway Walls"). Nowy wokalista to jednak najmniej ciekawy głos w historii zespołu, pomimo iż powierzone mu zadanie wykonał przecież całkiem poprawnie.
Chwilę później światło dzienne ujrzał 3-płytowy zestaw koncertowy "Songs From Tsongas". Był on zapisem jednego z występów na 35-lecie grupy, który to jubileusz muzycy obchodzili w 2004 roku, kiedy to jeszcze w roli wokalisty występował Jon Anderson, a na instrumentach klawiszowych grał Rick Wakeman. Koncert można uznać za fantastyczny prezent dla fanów. Muzycy zagrali tam wręcz mistycznie, a poza spodziewanymi klasykami, pojawiło się jeszcze kilka "poza-Yes'owych" niespodzianek ("My Eyes", "Time Is Time" oraz "Show Me").
Dosłownie przed chwilą, niczym za pięć dwunasta przed zakończeniem roku, grupa opublikowała kolejny 3-płytowy zbiór, a konkretnie 2 płyty CD + 1 DVD - "Like It Is". Jest to zapis z koncertu w Bristolskim Hippodromie, z 11 maja 2014 r., a więc na dwa miesiące przed premierą "Heaven & Earth". Niech nie zdziwi nas jednak brak choćby jednej kompozycji z nadchodzącej wówczas płyty, bowiem Yes byli właśnie w trakcie odbywania trasy pod hasłem "Three Album Tour", podczas której wykonywali w całości trzy klasyczne swoje albumy: "The Yes Album", "Close To The Edge" oraz "Going For The One". I to bardzo wiernie, grając wszystko według takiej samej kolejności jak na tamtych płytach. Pomysł może i niezły, ale na pewno pozbawiający słuchacza elementu zaskoczenia. Choć jedno było - nie ten głos!
Nie wiedzieć dlaczego wydawca tego oto najnowszego wydawnictwa nie zdecydował się na całość i umieścił tylko na dwóch dyskach audio rejestracje albumów "Going For The One" oraz "The Yes Album" (właśnie w takiej kolejności), ograbiając przez to odbiorcę z kapitalnego przecież "Close To The Edge". O ile do formatu audio potrzebna byłaby trzecia płyta, o tyle myślę, że na DVD upchnięto by wszystko.
"Like It Is" jest wydawnictwem o walorach wspominkowych i raczej niczym nas nie zaskoczy. Jedynie możemy "przyjrzeć" się uważnie nowemu wokaliście, jak ten radzi sobie z kompozycjami z 1977 i 1971 roku - jak w tym konkretnym przypadku.
Na DVD jest dokładnie to samo co słyszymy na obu płytach kompaktowych, a na dużej scenie widzimy w odpowiednich odległościach od siebie porozstawianych panów: Davison-Howe-Squire-Downes-White, którzy w dość pasywnej formie "poruszają" się na scenie. Do oglądania - raczej nuda, do samego posłuchania - już dużo przyjemniej, gdyby nie zbyt mocno irytujący sposób śpiewania "pod Andersona" Davisona, który aż do przesady siłuje się sam ze sobą. Czasem dodatkowo wspomagając na klawiszach samego Downesa - szczególnie w takich najprostszych akordowych partiach.
Miła ciekawostka, jednak absolutnie nieobowiązkowa.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP






piątek, 19 grudnia 2014

nadchodzi czas kolejnych podsumowań

Rok pomału dobiega końca. Zostały nam jeszcze tylko dwa niedzielne spotkania.
Nie będzie grania kolęd, nie będzie przedsylwestrowego szaleństwa - będzie normalnie. Zbyt dużo w mym skarbcu tegorocznych płyt do zagrania - po prostu. I choć nie bawię się już (jak dawniej) w żadne podsumowania, to zależy mi na należytym zakończeniu roku, nie pozostawiającym zbyt wielu zaległości. Tak, aby wybierać spośród wszystkich.
Wybierajcie Państwo swoich faworytów, a jeśli macie ochotę, przysyłajcie mi ich proszę mailowo (segregatory@o2.pl   lub   nawiedzonestudio@afera.com.pl). Chętnie przyjrzę się waszym upodobaniom. Własne też niebawem ogłoszę. Zapewne niczym nie zaskoczę, ale od zaskoczeń przecież są inni. "Nawiedzone Studio" ujawni prawdziwy TOP najlepszych albumów, a dziennikarski establishment niech sobie tam udziwnia - jak zwykle każdego roku.
Już widzę to pianie i zachwyty nad Royal Blood, Rise Against, Blues Pills, Rival Sons, itp......  A przecież, za rok, za dwa, za trzy.... już nikt tych kapel nie zechce pamiętać, ale dzisiaj niech się nacieszą ich "odkrywcy". Założymy się? :-)
Osobiście uważam kończący się rok za bardzo udany. Ukazało się sporo znakomitych albumów od tzw. "pewniaków", pojawiło się kilka nowych i interesujących twarzy (przerysowanych niestety także), wydano całą masę pięknych reedycji klasycznych dzieł, było także niemało koncertów, choć dla mnie przypadła ich garstka. Troszkę podupadłem na zdrowiu, ale trzymam się nieźle, czego wszystkim także życzę - szczególnie na nadchodzące święta.
Rozpocząłem układanie płyt na niedzielę. Kilka corocznych świątecznych zabiorę, ale będą to powtórki z dwóch, może trzech tytułów, raczej nie więcej. Troszkę oklepało mi się coroczne granie tych samych świątecznych płyt The Moody Blues, Marie Brennan, Jethro Tull, itp.... Odnoszę wrażenie, że możecie Państwo być nimi już nieco zmęczeni. Dlatego posłucham ich sobie w domowym zaciszu. Bo w końcu lepszych i tak nikt nie nagrał.
W tym roku dostałem w podarkach kilka przeróżnych kolęd, ale choć te pięknie wydano, to jakoś mnie nie ujęły.
Troszkę przejadły mi się tradycyjne kolędy, może dlatego, że odszedłem od kościoła na dobre, a ich słuchanie zamiast pięknej atmosfery, podsuwa mi przed oczy spasionych klechów i ich bogate szaty, świątynie, limuzyny, .... Gdyby więc nie urok dzieciństwa, który każdego roku przenoszę ze sobą na grunt współczesności, to w ogóle nie byłoby tematu. Jeśli Bóg istnieje, to pewnie krzywi się na te słowa, ale ja dłużnym mu nie pozostaję także, za to jaki stworzył niesprawiedliwy i pełen uchybień świat. Z wojnami, mordami, nienawiścią i dominującą głupotą. I niech mi nikt się nie podpiera jakimiś zmyślnie napisanymi bajeczkami z epoki ciemnoty, i że to tak właśnie musi być - bo to, bo tamto....
Trzeba sobie uświadomić, że jesteśmy sami sobie, lecz musimy żyć godnie, w miłości i tak jakby Bóg istniał.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP






czwartek, 18 grudnia 2014

PiS = Pawłowicz i Sałatka

Pomału przyzwyczajajmy się do nowych standardów, te właśnie nadchodzą.
Proszę spojrzeć z jakim apetytem posłanka Pawłowicz wsysa z miseczki. I co ważne, nic jej nie ulatuje.





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP




wtorek, 16 grudnia 2014

BOB SEGER - "Ride Out" - (2014) -

BOB SEGER
"Ride Out" - (HIDEOUT RECORDS / CAPITOL) -
****1/2


O tym, jaki to obecnie u nas mało popularny artysta, niech zaświadczy fakt, że jego najnowszą płytę musiałem sprowadzać aż zza Wielkiej Wody. Dodam nieskromnie, że bez żadnego wcześniejszego odsłuchania w sieci, ponieważ takich artystów jak Bob Seger, po prostu kupuje się w ciemno. Inna sprawa, że ja czynię tak zawsze.
Seger nagrywa rzadko, a nawet jeszcze rzadziej, i choć jego firmowe logo nie zmieniło swego charakteru, ni czcionki, to od lat brakuje mu obowiązkowego dopisku: The Silver Bullet Band. Proszę mi jednak uwierzyć, że jego braku wcale nie odczujemy, ponieważ aktualna bezimienna "orkiestra" także gra jak za czasów: "We've Got Tonite", "Against The Wind" czy "Still The Same". Nie mam jednak absolutnie zamiaru nikomu wmawiać, że "Ride Out" stoi na równi z takimi płytami jak: "Stranger In Town" czy bestsellerową "Against The Wind". Choć tym razem jednak....
Segera kompletnie nie doścignął upływ czasu, wciąż w nim ta sama moc, ta sama chrypka, ten sam entuzjazm i wykonawcza ekspresja.
Na pierwszy albumowy rzut idą trzy dynamiczne akcenty, najpierw mięsisty "Detroit Made" (kompozycja Johna Hiatta), następnie rock'n'rollowy "Hey Gypsy", po czym "The Devil's Right Hand" (autorstwa Steve'a Earle'ego) - z fajnie roztańczonymi organami. Po nich maestro serwuje nieco monotonny, lecz fajnie kąśliwy i przy okazji tytułowy "Ride Out". Dopiero po dobrych kilkunastu minutach pojawia się pierwsza, i to - na pół-ballada "Adam And Eve" (kolejny numer obcego autorstwa - Kadeya Chambersa i Shane Nicholson). Drapieżna, folkowa, niemal Sprinsteen'owska - z bandżo, mandoliną i skrzypcami w tle.
Drugą część płyty rozpoczyna piekielnie dobry numer Woody'ego Guthriego "California Stars". Wyobrażam sobie co mogliby z nim zrobić nawet Bruce Springsteen, John Mellencamp czy Joe Cocker, ale to właśnie Seger czuje się w nim jak ryba w wodzie.
Po tych kolejnych blisko pięciu minutach, pojawia się dość zadziorny "It's Your World", choć ten wydaje się nieco monotonny. Za to następny "All Of The Roads", to kolejna bogata aranżacyjnie ballada - z "tym" charakterystycznym pianinem, gdzieniegdzie wspomagana dodatkowo skrzypcami. Po prostu - poezja smaku. Po niej następuje kolejna ballada, a raczej refleksyjna pieśń "You Take Me In" - zupełnie jak za najlepszych Seger'owskich lat. No i pozostał nam już tylko finałowy "Gates Of Eden". Kolejny podniosły fragment tej płyty. Fanfarowe i gdzieś tam schowane bębny, plus pojedyncze akordy gitar i pianina, bowiem najważniejszym tutaj pozostaje niezwykłej urody, wręcz lamentujący śpiew Segera, wspomagany przez country'ującą Barbarę Payton. To utwór z gatunku tych, które nabierają dramaturgii z każdą kolejną chwilą, aż w końcu eksplodują.
Jak króciutko. Ledwie nieco ponad trzydzieści minut. Jednak jeśli zafundujemy sobie edycję limitowaną, to czekają nas jeszcze trzy piosenki, przez co album wydłuży się do bitych trzech kwadransów.
Pierwsze dwa dodatki, choć urocze i autentycznie niezłe, odstają z lekka wszystkim wcześniejszym, za to pozostawiona na deser finałowa ballada, to swojego rodzaju kropka nad "i". "Let The Rivers Run" - blisko cztery minuty, bez których album wydawałby się jakiś niekompletny. Seger śpiewa z religijnym uniesieniem, zupełnie jak na ważnej ceremonii. No i jeszcze te smyczki i dosłownie dostojne pianino.
Wspaniała płyta! Po ośmiu latach nienagrywania. Bo jak już, to raz, a dobrze.




Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP





poniedziałek, 15 grudnia 2014

wczorajsza przygoda z DJ Novac-iem w Good Time Radio

Bardzo dziękuję Państwu za wczorajszy wspólny wieczór. O ile przed tygodniem jakoś tak sporo przemilczeliście, to już wczoraj daliście odczuć swą obecność. Od razu się lepiej poczułem.
Dzisiaj od rana same pochwały, a to za Budgie, a to za Status Quo,...., za Pineapple Thief czy Gov't Mule - również. Zawsze powtarzam; Nawiedzone Studio jest tak dobre, jak muzyka, która się na jego całokształt składa. Jeśli moi artyści przestaną nagrywać wartościowe rzeczy, to i nasze wieczory staną się równie drętwe. Choć, może nie do końca, zawsze bowiem obronią się jeszcze skarby z epok minionych.
Wczorajszym popołudniem miałem przyjemność gościć w poznańskiej internetowej stacji Good Time Radio, która to radiostacja ma swą siedzibę przy Paderewskiego 10. Ależ to fajne miejsce. Szkoda, że lodowe atrakcje, które wczoraj zdecydowanie rządziły na Starym Rynku, mocno nadszarpnęły frekwencją w tym klubie. Jest tam scena z fortepianem, jest oszklona budka dla radiowca(ów), jest część stoliczkowa dla klientów....
Jest kolorowo, klimatycznie, pomieszanie nowoczesności z retro lat 60/70's. Jakieś stare radia, magnetofony, krzesełka, a obok nowoczesne stanowisko didżejskie dla prowadzących swoje audycje, plus bogato zagospodarowany bar. Klienci konsumujący drinki słuchają sobie na żywo Good Time Radio, nawet (raz po raz) na zewnątrz z zainstalowanego tam głośnika.
Ponoć założyli to radio ludzie pasjonaci, nie z chęci zysku, a w ramach spełnienia marzeń. Brawo. Cenię takie inicjatywy, sam też pragnąłbym stać się właścicielem podobnej radiostacji. Grałbym na okrągło najlepszą muzykę - oczywiście różną i nie tylko o moim egoistycznym spojrzeniu. Kocham moje Nawiedzone Studio, jako audycję, jako miejsce, a i również nikomu nie oddam mojego realizatora Krzyśka, z którym pracuje mi się kapitalnie! Dla przykładu, wczoraj się we dwójkę tak "nawaliliśmy" muzyką, że z radia wychodziliśmy "na czterech" - to znaczy "na ośmiu" :-)
DJ Novac na chwilę przed naszym wspólnym wejściem
Wracając do Good Time Radio, zaprosił mnie tam mój świeżo co upieczony znajomy, którego od razu polubiłem, i choć mówimy sobie per pan, traktuję Pana Michała jak kumpla. Zresztą, nie mam wyjścia, Pan Michał jest trenerem bokserskim, synem innego (podobno) bardzo słynnego w tym temacie, który to ma na sumieniu kilka mistrzostw - i to nie tylko Polski.
Pan Michał zdradził mi nawet, że sam także niedawno startował na trenera kadry narodowej. A to taki "barankowaty" człowiek , do tego z prostym nosem.
Dobrze, że lubi bardzo różną muzykę, jak Queen czy Dire Straits, ostatnio dostał bzika na punkcie Cock Robin, ale słucha także rapu (którego ja osobiście nie znoszę). Zakupił sobie ostatnio winyla Kaliber 44 - afe, brrr!!! Mnie jednak to nie przeszkadza, mam wielu kolegów czy znajomych, hołdujących rapowi czy Kaczyńskiemu i nawet nie sprowadzam ich na właściwą drogę - niech będą sobą. Grunt, by nie stracić tożsamości.
po prawej scena koncertowa, a ten oszklony kiosk po lewej, to Good Time Radio
Dzięki Panu Michałowi poznałem kilka fajnie śpiewających dziewczyn, jak: Noora Noor, Gabriela Anders czy Emily King. Mam zamiar niebawem zakupić ich płyty. Z kolei, ja jakoś nie byłem specjalnie odkrywczy, tak więc zaserwowałem Raya Charlesa, Spandau Ballet, George'a Bensona, Mayera Hawthorne'a, Patti La Belle, Christophera Crossa, Seala, Randy Crawford oraz Barry'ego White'a. Dzisiaj Pan Michał napisał, że wczoraj było super, no i że (może w styczniu) musimy to koniecznie powtórzyć. Fajnie, bardzo chętnie. Wszystko dla muzyki, dla jej propagowania, a i dla pięknych związanych z nią chwil.

P.S. Na zdjęciach Pan Michał za sitkiem, jak i nieco samego radia i reszty lokalu. Beze mnie - rzecz jasna, bo jam niefotogeniczny.



mój George Benson "Give Me The Night"
trzeba przyznać, że pracują tam na nowiuśkim świetnym jakościowo sprzęcie - konsola, słuchawki, Shure'owskie mikrofony,....
fajne te poduszki z okładkami płyt, jak tu na froncie INXS "Kick"
retro sprzęcik - gramofon, radio, ...
Pan Michał zamawia przy barze dla nas kawę
oooo, tu fajne poduchy, ta po lewej z imitację winyla Kiss, a ta czarna, to okładka albumu Dead Or Alive "Youthquake". To ta płyta z "You Spin Me Round".

a tak pięknie było wczoraj na Placu Wolności

To był fajny dzień. Pełen wrażeń.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP