wtorek, 28 października 2014

choroby weryfikują poglądy

Przeanalizowałem niedzielną tracklistę z Nawiedzonego Studia i muszę przyznać, że Maciek Madejski zagrał Państwu mnóstwo świetnej muzyki. Oczywiście nie wszystko znam, bo np. nazwy Leb i Sol czy Trio Dag, są mi obce. Niemniej, Maciek umie wyszukiwać na Bałkanach (i nie tylko) skarby i chwała mu za to. Szkoda tylko, że nie mogłem przynajmniej w łóżku posłuchać Nawiedzonego Studia, zresztą przez całą niedzielę dogorywałem w półprzytomności. Przez całą niedzielę, poniedziałek i aż do wtorku wieczorem, nie zjadłem dosłownie niczego !!! To mój życiowy rekord. Jedynie pobity może zostać po mym zejściu.
Jak żonka podała mi dzisiaj jakiś biedny, lekki i nieprzyprawiony rosołek, to ten smakował mi niczym delicje spod batuty Ramsaya Gordona. Dosłownie poczułem jak wszystko we mnie wlatuje niczym wydobywający się gruz przez takie tuby na budowie. Ten sam hałas i wodospad kurzu. Co za uczucie. Pierwsza szklanka Pepsi po trzech dniach wlała we mnie mnóstwo energii, a i przepędziła demony.
Pochorować jednak trzeba, bowiem wówczas dowiadujemy się kto jest nam przyjazny, a kto zaciska kciuki w drugą stronę. To dobry życiowy test. A raczej chrzest. I każdy powinien go przejść, przynajmniej raz na jakiś czas, by zweryfikować poglądy na rzeczywistość.
Dzisiaj ktoś pięknie powiedział, że kolega to ktoś bliski, lecz obojętny, z kolei - znajomy - to tylko znajomy, a reszta - to albo przyjaciele, albo wrogowie - a tych to już sami musimy rozpoznać.
Tak z innej beczki, bo nie napisałem wcześniej, bardzo poruszyła mnie smutna historia rodziny Kmiecików z Katowic. W wybuchu gazu w ich kamienicy zginął wspaniały reporter TVN - Dariusz Kmiecik, którego ceniłem i lubiłem, ponadto jego żona i zarazem dziennikarka TVP Katowice - Brygida Frosztęga-Kmiecik oraz ich 2-letni synek Remigiusz. Akurat na nich przypadło. Los tak
chciał i zabrał tych ambitnych, młodych i szczęśliwych ludzi za jednym przecięciem linii. Dziś odbył się ich pogrzeb. Sporo o tym wszystkim myślałem i chętnie bym się za nich pomodlił, gdybym tylko potrafił i miał do kogo. I oczywiście zdaję sobie sprawę, że takich tragedii jest cała masa, to jednak kiepski argument by pozostać zobojętniałym.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP






MARIANNE FAITHFULL - "Give My Love To London" - (2014) -

MARIANNE FAITHFULL 
"Give My Love To London" - (NAIVE RECORDS) -
***


Wystarczy posłuchać głosu Marianne Faithfull z początków jej kariery i skonfrontować z tym jak ten brzmi od dobrych ponad dwudziestu lat, by zdać sobie sprawę co artystka w życiu przeszła. Nieodżałowany Tomasz Beksiński powiedział niegdyś, że aby zrozumieć życie, musiała się przewinąć przez łóżko Micka Jaggera. Trafne.
Trochę Marianne Faithfull współczuję, bowiem przy jakiejkolwiek nowej płycie niemal każdy dziennikarzyna zaczyna jej wypominać "bogatą" przeszłość, z chlaniem, ćpaniem, jaraniem,... Celowo użyłem żargonowej formy, by klarownie opisać dawny stan rzeczy.
Albumowy tytuł "Give My Love To London" należy chyba odnieść do jej prozy życia, z zanotowanymi wzlotami, a później coraz to mocniejszymi upadkami, jakich doświadczyła właśnie w tamtym miejscu. A straciła dużo - urodę, sławę, wreszcie zdrowie. Nie straciła nadziei i wiary w siebie, a i również artystycznego poczucia smaku. Choć "Give My Love..." jest zupełnie inną płytą od mojej ulubionej "A Secret Life" - z oprawą Angelo Badalamentiego (tego od filmów Davida Lyncha). No, ale to było już prawie dwadzieścia lat temu. Po drodze przybyło jeszcze kilka innych, także całkiem dobrych, ale do teraz żadna z nich nie stała się dla mnie szczególniej istotną. Tej także daleko do ideału. Niemniej na "Give My Love To London" zapisanych zostało 11 refleksyjnych, ale i także podniosłych piosenek. Czasem mieniących się barwami pieśni czy nawet swoistych hymnów. Wszystko tu jest ponure, gorzkie i wyzbyte jasnych kolorów. Zresztą wystarczy spojrzeć na sztab kompozytorski, który wspomógł artystkę, m.in: Roger Waters, Anna Calvi, Leonard Cohen, Nick Cave czy Ed Harcourt. Każdy z nich mocno obdarował Marianne swą wrażliwością, tak więc musiał kielich z czerwonym winem rozlać się po partyturze.
Najpiękniejsze fragmenty? Jest ich trochę, lecz przede wszystkim obłędna kompozycja Nicka Cave'a "Late Victorian Holocaust" - z pianinem Eda Harcourta, poetyckimi skrzypcami Warrena Ellisa, wspomaganymi jeszcze przez dodatkowy smyczkowy kwartet. Całość została tu utrzymana w niemal żałobnym tonie. To chyba najlepsza piosenka w ustach Marianne Faithfull od czasów wspomnianej już powyżej genialnej płyty "A Secret Life". W podobnym gorzkim tonie zabrzmiała także finałowa "I Get Along Without You Very Well" - również podparta sekcją smyczkową, ale i pianinem czy harfą do kompletu.
Na większą uwagę zasługuje również niezwykłej urody wspólna kompozycja Marianne Faithfull i dobrze się zapowiadającej Anny Calvi "Falling Back". Dość przebojową melodię zdobi ładna choć w sumie dość oszczędna liryka ("...dzięki Bogu znalazłam moje serce..."). Rzecz skromnością ujmująca.
A że w życiu największą wartością jest miłość, przekonuje nas "Love More Or Less". Muzycznie nie dzieje się w tej piosence zbyt wiele, jedynie akompaniament gitar, podparty brzmieniem syntezatora, pianina i z lekka słyszalnych organów, na których tle wiodącą rolę wiedzie melorecytacja Marianne Faithfull.
I choć cała pozostała reszta albumu trzyma równie wysoki poziom, to nie ujęła mnie sobą w takim samym stopniu co powyższe kompozycje.
W sumie dobry album, choć nie popadałbym przesadnie w jego gloryfikację, tylko z powodu należnego szacunku dla jego autorki.




Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP





poniedziałek, 27 października 2014

BRYAN ADAMS - "Tracks Of My Years" - (2014) -

BRYAN ADAMS
"Tracks Of My Years" - (BADMAN LIMITED / POLYDOR RECORDS) -
***1/2


Spójrzcie Państwo na okładkę, młodziak Bryan w hipisowskiej fryzurze, no i jeszcze ta koszula.... Na tej podstawie sądzić by można, że wyrośnie z niego przydatna postać dla Lynyrd Skynyrd, bądź dla rodzimych April Wine. Zdjęcie to ma jednak znaczenie względem zawartości całej tej płyty. To cofnięcie do lat młodości i wczesnych muzycznych fascynacji. A że każdy artysta ma prawo popełnić w swojej karierze coś podobnego, wreszcie dotknęło i Adamsa. Można tylko przy okazji z lekka żałować, iż po sześciu latach od albumu "11", stać było go na ledwie dwie autorskie kompozycje, bowiem resztę wypełniają już tylko same covery.
Repertuar "Tracks Of My Years" dobitnie pokazuje na czym budował maestro Adams swoją muzyczną wrażliwość, której echa odnajdujemy na wszystkich jego płytach. A więc, rock'n'roll, country rock, ballada, popular, blues, soul czy nawet reggae. Od razu wiadomo dlaczego Adamsowi zawsze było do twarzy w dżinsach i t-shirtcie, zamiast w koszuli z wyprasowanym i niewygodnym kołnierzykiem, w dodatku z uczepionym krawatowym paskudztwem. Ot, prawdziwa rock'n'rollowa dusza - i to słychać. Dlatego ta płyta nie tylko sprawiła przyjemność samemu jej autorowi, a zapewne spuści nieco tłuszczyku z zasiedziałych przez tych kilka lat ciał jego fanów.
Całość rozpoczyna żywe Beatlesowskie "Any Time At All", tuż po niej pojawia się lansowany właśnie hit "She Knows Me" - odwiecznej spółki Bryan Adams/Jim Vallance. I to jest jeden z dwóch "niecoverowych" tu przedstawionych numerów. Pod warunkiem posiadania wersji limitowanej. Drugim dodatkiem jest "You've Been A Friend To Me" (dołączony tylko do rozszerzonej wersji), napisany przez Adamsa do spółki z country-folkową wokalistką i gitarzystką Gretchen Peters.
Zachrypnięty głos Adamsa doskonale sprawdza się w balladowych klasykach, jak: "I Can't Stop Loving You" (hit Raya Charlesa sprzed ponad pół wieku), "Lay Lady Lay" (Boba Dylana), "Never My Love" (z rep. The Association), ponadto w Beach Boys'owej piosence z ich psychodelicznego okresu "God Only Knows" czy w soulującym "The Tracks Of My Tears" (pięć dekad temu ten świetny numer wykonywał murzyński kwintet The Miracles). I to jest ta liryczna część albumu, wcale nie biegnąca utworami po sobie, bo na szczęście album został nastrojowością wymieszany.
Z tzw. dynamitów, warto ucho (poza wspomnianą przeróbką Beatlesów) zawiesić na "Down On The Corner" (świetna piosenka grupy Creedence Clearwater Revival - rzecz o fikcyjnej ulicznej grupie Willy And The Poor Boys, notabene z płyty o tymże samym tytule), a także "Rock And Roll Music" (Chucka Berryego - spopularyzowany zresztą m.in przez wspomnianych już Beatlesów).
Niezłe wrażenie robi zgrabna interpretacja piosenki "Sunny" - czarnoskórego piosenkarza soul Bobby'ego Hebba - którą to do ogólnej świadomości w latach 70-tych na rytmy disco przełożyli Boney M. Trzeba przyznać, że Adams włożył w nią sporo serca i wycisnął nową jakość.
Będę się upierać, byście Państwo nie odpuszczali luksusowej wersji tego albumu, ponieważ tylko na niej dostąpicie zaszczytu posłuchania świetnej ballady country'owca Krisa Kristoffersona "Help Me Make It Through The Night", a i rock'n'rollowego klasyka Eddiego Cochrana "C'mon Everybody" (przerabianego później nawet przez Led Zeppelin). Zresztą kolejne echa Led Zeppelin pojawiają się przy doskonałym bluesie "You Shook Me" - autorstwa Williego Dixona, spopularyzowanego najpierw przez Muddy'ego Watersa, a później na genialnej "jedynce" Led Zeppelin. Teraz zaś inaczej, lecz także porywająco w ustach samego Bryana Adamsa.
Jest pośród dodatków jeszcze pełna żaru ballada "Many Rivers To Cross" - autorstwa Jimmy'ego Cliffa - przedstawiciela muzyki reggae, co także najdobitniej świadczy o wszechstronnych upodobaniach muzycznych naszego bohatera.
Nad całością czuwali producenci od "platynowych pokręteł i suwaków", a mianowicie zawsze elegancki i wysmakowany David Foster (m.in. Dionne Warwick, Bee Gees czy Celine Dion) oraz niegdyś spec w dziedzinie hard'n'heavy Bob Rock (choćby Metallica, Motley Crue czy Aerosmith). Warto dodać, że jako trzeci podpisał się pod realizatorskimi zasługami jeszcze sam Bryan Adams.
Całkiem miła płyta, tak po prostu.

P.S. Edycja limitowana została przyodziana w efektowny digibook i poza dodatkowymi utworami uatrakcyjniono ją także bogatą książeczką, zawierającą należny opis, ale i bardzo fajne niby singlowe okładki płyt, stylizowane na dawne czasy, a wszystkie pod szyldem wyimaginowanej wytwórni Bryana Adamsa "BAD".



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP







"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 26 października 2014 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM




"NAWIEDZONE STUDIO" 
program z 26 października 2014 r. 

 
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
www.afera.com.pl

realizacja: Krzysztof Piechota      
prowadzenie: Maciej Madejski


=========================

Playlista

1. Black Sabbath - The Sign Of The Southern Cross (Mob Rules, 1981)
2. Budgie - I Turned To Stone (Nightflight, 1981)
3. Gary Moore feat. Glenn Hughes - Reach For The Sky (Run For Cover, 1985)
4. Gary Moore feat. Phil Lynnott - Military Man (Run For Cover, 1985)
5. Thin Lizzy - Killer On The Loose (Chinatown, 1981)
6. Saxon - Rock'n'Roll Gypsy (Innocence Is No Excuse, 1985)
7. Saxon - Broken Heroes (Innocence Is No Excuse, 1985)
8. Divlje Jagode - Čarobnjaci (Čarobnjaci, 1983)
9. Slade - Lock Up Your Daughters (Till Deaf Do Us Part, 1981)
-
10. Yes - Sign Languge (Keys To Ascension 2, 1997 / Keystudio, 2001)
11. Yes - Mind Drive (Keys To Ascension 2, 1997 / Keystudio, 2001)
12. Yes - Be The One (Keys To Ascension, 1996 / Keystudio, 2001)
13. Supertramp - From Now On (Even In The Quietest Moments..., 1977)
14. Stevie Wonder - Superwoman (Music Of My Mind, 1972)
-
15. Marillion - Sounds That Can Be Made (Sounds That Can Be Made, 2012)
16. Tears For Fears - Closest Thing To Heaven (Everybody Loves A Happy
Ending, 2004)
17. Mansun - Butterfly (A New Beginning) (Little Kix, 2000)
18. Mansun - I Can Only Disappoint U (Little Kix, 2000)
19. Nine Horses (David Sylvian) - Wonderful World (Snow Borne Sorrow,
2005)
20. Nine Horses (David Sylvian) - The Banality Of Evil (Snow Borne Sorrow,
2005)
21. Sunday All Over The World (Toyah, R. Fripp) - Kneeling At The Shrine
(Kneeling At The Shrine, 1991)
22. Sunday All Over The World (Toyah, R. Fripp) - Don't Take It Away
(Kneeling At The Shrine, 1991)
23. The Sundays - Skin & Bones (Reading, Writing And Arithmetic, 1990)
-
24. Leb i Sol - Devetka (Leb i Sol, 1977)
25. Made In Sweden - You Can't Go Home (Made In England, 1970)
26. Caravan - The Show Of Our Lives (Cunning Stunts, 1975)
27. Van Morrison - Haunts Of Ancient Peace (Common One, 1980)
28. Mira Kubasińska i Breakout - Do Kogo Idziesz (Mira, 1971)
29. Paul Weller - Pan (As Is Now, 2005)
30. Paul Weller - Blink And You'll Miss It (As Is Now, 2005)
31. Trio Dag - Svitanje (Sećanja, 1974)
32. Hooters - One Way Home (One Way Home, 1987)
33. R.E.M. - Texarkana (Out Of Time, 1991)
34. Black - Everything Is Coming Up Roses (Wonderful Life, 1987)
 

 

U2 - "Songs Of Innocence" - (2014) -

U2
"Songs Of Innocence" - (ISLAND RECORDS) -
****1/2


Sporo szumu i kontrowersji wywołała ta płyta, zanim się jeszcze na dobre ukazała. W formie fizycznej - co należy dodać. Bo to, że Bono skompromitował się podpisując pakt z Apple i serwując darmowe strumienie dla posiadaczy iPhonów, muzyk w końcu zrozumiał, lecz mleko zdążyło się rozlać.
Uważam podobne praktyki za szczyt ignorancji i zwykłej ludzkiej bezczelności, skoro autentycznych fanów kupujących płyty swych idoli, stawia się w takiej sytuacji. I gdyby nie bliska memu sercu twórczość Irlandczyków, na pewno bym tej płyty nie kupił. Jak zresztą żadnego "nienośnikowego" wydawnictwa w ogóle- do czego namawiam wszystkich kolekcjonerów płyt. Dla samej zasady, w potępieniu bylejakości.
Nie pojmuję, dlaczego muzykom U2 tak bardzo zależy na wiecznym zaskakiwaniu. Choć nie byłoby to jeszcze najgorsze, gdyby tyczyło tylko samej muzyki, lecz Bono i jego kumple często starają się właśnie od niej odwrócić uwagę, stosując choćby tak żałosne praktyki jak ta powyższa.
Na szczęście najnowsza "Songs Of Innocence" jest lepsza, niż przypuszczałem. Być może dlatego, że nie rządzą tu jakiekolwiek najnowsze technologie i trendy, a sama muzyka i związane z nią emocje.
Sporo tu ładnych i pełni przemyśleń słów, bądź wspomnień, a co najważniejsze - wreszcie na bok odeszły kombinacje i eksperymenty. Powróciły poruszające melodie , nie zabrakło także fajnych gitarowych zagrywek Edge'a, często przywołujących echa z czasów "The Joshua Tree" lub jeszcze starszych. Nie porównując w żadnym stopniu tej płyty do którejkolwiek z tamtych - tak dla jasności.
Od pierwszego "wejrzenia" pokochałem "Sleep Like A Baby Tonight" ("...tam, gdzie nie poczujesz bólu innych, odnajdziesz drzwi do nadziei..."). To bez wątpienia najpiękniejszy fragment albumu. Nie wiem czy najlepszy, lecz najpiękniejszy na pewno. Nie oznacza to końca emocji, bowiem tych znajdziemy tu jeszcze przynajmniej kilka, że wspomnę choćby o "Every Breaking Wave" ("... każda zdruzgotana dusza wie, co to brak kogoś bliskiego..."). Jakże pięknie gra tutaj The Edge, coś pomiędzy albumem "The Joshua Tree" a delikatnością grup Travis, Coldplay czy Kodaline. Albo weźmy jeszcze kolejny nastrojowy fragment w postaci tytułowego "Song For Someone" ("...jeśli zauważasz światło, to nie pozwól mu zgasnąć..."). Z jakże wielkim zaangażowaniem śpiewa tu Bono, a gitarę Edge'a można by jeść całymi łyżkami. Już tylko z tych piosenek spokojnie da się wykroić wieczyste single.
Bono podsuwa słuchaczowi co rusz garść informacji, a to, że Iris jest imieniem jego matki, bądź że Cedarwood Road to nazwa ulicy, przy której mieszkał za młodu, czy też podtytuł do pierwszego nagrania "The Miracle (of Joey Ramone)" sugerujący hołd dla zmarłego przed trzema laty wokalisty punkowej amerykańskiej grupy Ramones. A propos, "Cedarwood Road" przywołuje nieco ducha wspomnień płyty "Achtung Baby". Z jednej strony melancholia, a po drugiej mocne przybrudzone brzmienie całej sekcji ("...bywa, że strach jest jedynym miejscem, które jest naszym domem...").
Dla mnie sporym zaskoczeniem jest zaproszenie niesamowitej Szwedki Lykke Li (której od dłuższego czasu mocno kibicuję) do udziału w finałowej kompozycji "The Troubles". Lykke w swoim charakterystycznym stylu otwiera całość, po czym wchodzą smyczki, a także bas Claytona, który do spółki z Bono i delikatnymi wokalizami melancholijno-mrocznej Szwedki rozumie się doskonale. Bono śpiewa o tym, że ktoś zawładnął twą duszą, okradł ją doszczętnie, przejmując nad nią całkowitą kontrolę. Cudowny utwór i zarazem podniosły finał albumu.
Powyższe piosenki stanowią jakby o romantycznej twarzy U2, ale proszę się nie martwić, dla miłośników dynamicznego przebojowego grania, powstały takie rzeczy jak: "California (There Is No End To Love)", "Iris (Hold Me Close)", otwierający całość "The Miracle (of Joey Ramone)", "This Is Where You Can Reach Me Now" czy "Volcano" - choć ten wraz z "Raised By Wolves" wydają się być najmniej udanymi kawałkami w całym tym zbiorze. Myślę jednak, że każdy wielbiciel grupy znajdzie tu coś dla siebie. Warto przy okazji podkreślić, iż produkcją zajął się Danger Mouse (ten m.in. od kapitalnych The Black Keys), przy wydatnej pomocy Paula Epwortha (m.in. od Paula McCartneya, Adele czy Coldplay), Marka Ellisa czy poczciwego Flooda.
Za to co U2 zrobili z zamkniętą kampanią dla wybrańców z Apple, najchętniej bym im wyciął podobny numer, ale na całe "nieszczęście" płyta jest przynajmniej w połowie fantastyczna, a w pozostałej na pewno bardzo dobra.

P.S. Wersja limitowana zawiera dodatkową płytę, na której co prawda tylko 5 nagrań, za to aż ponad trzy kwadranse muzyki. Tu już jednak nie ma ciastek z bitą śmietaną i truskawkami, a raczej ciekawostki. Bonusowe nowości "Lucifer's Hands" jak i przebojowa "The Crystal Ballroom" są nawet całkiem fajne, ale dobrze, że nie znalazły się w podstawowym programie albumu.
Środkowy i zarazem ponad 22-minutowy numer "Acoustic Sessions" zawiera w sobie fortepianowo-smyczkową wersję "Every Breaking Wave", czy równie skąpo przyodziane: "California (There Is No End To Love)", "Raised By Wolves" , "Cedarwood Road", "Song For Someone" oraz "The Miracle (of Joey Ramone)".
Ostatnie dwa dodatki stanowią za inne wersje utworów "The Troubles" (już bez Lykke Li, a z żeńskim chórkiem i smyczkami) oraz 11-minutową, zremiksowaną i niepotrzebnie przekombinowaną "Sleep Like A Baby Tonight".



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP


NEW MODEL ARMY - "Between Wine And Blood" - (2014) -

NEW MODEL ARMY 
"Between Wine And Blood" - (ATTACK ATTACK RECORDS) -
****


"Between Wine And Blood", to jakby ciąg dalszy, a raczej suplement do ub.rocznego "Between Dog And Wolf". I nie są to po tamtym autentycznie znakomitym dziele żadne odrzuty, gdyby ktoś tak pomyślał.
Album składa się z dwóch płyt, pierwszą wypełnia 6 premierowych studyjnych kompozycji, na drugiej zaś możemy posłuchać 11 nagrań znanych już z "Between Dog And Wolf" - tym razem w wydaniu koncertowym. Pochodzą one z trasy zarejestrowanej pomiędzy listopadem a grudniem 2013 roku. W tym miejscu należy się jednak małe sprostowanie, albowiem do opisu w książeczce wkradł się zecerski błąd, który informuje, iż nagrań dokonano w okresie XI/XII 2014 !?
New Model Army należy się także spory szacunek, w końcu ci mogli pójść na łatwiznę i w ramach 25-lecia odrestaurować swoje arcydzieło "Thunder And Consolation". Na pewno sprzedaliby niemało "świeżych" egzemplarzy tej płyty, a i pod tym pretekstem objechaliby jeszcze znaczną część świata. W zamian jednak zaproponowali kilka nowych utworów. Bardzo dobrych - co należy dodać.
Pierwsze trzy "According To You", "Angry Planet" oraz "Guessing" zapewne ucieszą entuzjastów drapieżniejszej strony zespołu. Surowość i pełna post-punkowej mocy ich dynamika przywołuje na myśl najwspanialsze lata grupy z przełomu 80/90's. Nie są to być może perły pokroju "Stupid Questions", "Poison Street" czy "Get Me Out", ale słucha się ich z wielką przyjemnością.
Pozostałe trzy nagrania, a więc cała druga część premierowego mini albumu, w postaci "Happy To Be Here", "Devils Bargain" oraz "Sunrise", to nastrojowa odsłona twórczości Brytyjczyków. Bardzo bliska stylistyce ub.rocznego longplaya "Between Wine And Wolf".
Każda z nich, mogłaby spokojnie znaleźć swoje miejsce na tamtym albumie, jednak szczególnie lśni dosłownie fenomenalna "Devils Bargain". Już choćby tylko dla niej warto pokłonić się nad całością.
A druga płyta? Cóż, zawiera wszystko co już dobrze znamy, czyli wybór nagrań z "Between Wine And Wolf", tyle że w wersjach dokonanych na żywo. I praktycznie bardzo zbliżonych do pierwowzorów. Zaczyna się od zadziornego "Stormclouds", a później mamy tu jeszcze m.in. przepiękny  "Lean Back And Fall", czy nie gorsze "Summer Moors" , "Pull The Sun", no i pokaźny stos innych.....
Dla większości fanów New Model Army, będzie to jak przedłużenie dobrego snu.
Muszę na koniec dodać, iż zawsze bardzo lubiłem tę grupę, choć nigdy nie przepadałem za samym punkiem czy nawet post-punkiem. Jednak New Model Army w tej stylistyce od początku poruszali się zupełnie z jakąś niesłychaną lekkością w stosunku do swoich hałaśliwych kolegów, u których ideologia i prostota przekazu często brały górę nad samym kunsztem wykonawczym. Dlatego Justin Sullivan i jego kompania na tamtych tle, jawią się niczym post-punkowcy w artrockowej szacie. Bo chyba jako nieliczni w tej dziedzinie sztuki od zawsze przykładali wielką wagę do ciekawych melodii i bogatych aranżacji. Jedyni i niepowtarzalni, można rzec.




Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP




niedyspozycja

Przepraszam za moją niedyspozycję. Rzadko choruję, niestety nie byłem w stanie wczoraj dotrzeć do radia. Nawaliło we mnie wszystko. I aby nie było niejasności, nie byłem po żadnej imprezie.
Czułem się jakbym miał skonać, cieszę się, że dziś już jest w miarę dobrze.
Dzięki piękne Maćkowi Madejskiemu i Krzyśkowi Piechocie za poprowadzenie wczorajszej audycji. Już nie mogę się doczekać wspólnego wieczoru z Państwem w najbliższą niedzielę 2 listopada.
Ponadto, bardzo dziękuję za serdeczne sms/y i maile. Dobrze, że Was mam.


Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP