niedziela, 20 stycznia 2019

(*) Paweł Adamowicz, Janusz Kozioł, Ted McKenna





PAWEŁ ADAMOWICZ (2.XI.1965 - 14.I.2019) 
JANUSZ KOZIOŁ (1.IX.1950 - 18.I.2019)
TED McKENNA (10.III.1950 - 19.I.2019)

(wiem, że nie należy stawiać kropek pomiędzy, ale tak jest czytelniej)





Kończący się tydzień nie był dobry. Dał jednak wiele do myślenia. I choć nie wszyscy z gdańskiej tragedii wyciągną właściwe wnioski, warto o tym mówić, warto uświadamiać. Zawsze przecież jest szansa na przywrócenie dobrych emocji, szczególnie u tych, którym lejce popuściły w stronę zła.
Obejrzałem znaczną część ceremonii pogrzebowej z Bazyliki Mariackiej. Spodobała mi się przemowa Ojca Dominikanina. O tym, byśmy skończyli z nienawiścią i wyrazili sprzeciw wobec pogardy na ulicach czy w parlamencie. Słuchający tych słów, a siedzący w dalszych rzędach, już za prezydentami Kwaśniewskim, Wałęsą oraz Komorowskim, pełniący funkcję prezydenta Andrzej Duda wraz z pełniącym funkcję premiera Mateuszem Morawieckim, mieli miny nietęgie. Powyższe słowa były przecież głównie skierowane do ich wzniecającego konflikty obozu. Obozu, który wstrzyknął po wiadomych wydarzeniach sprzed blisko dziewięciu lat tyle jadu, iż konflikt rodów Hatfieldów i McCoyów wydaje się pestką.
Byłem pełen podziwu wobec prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który dotarł do bazyliki już o 11-tej. Cztery godziny w tych ceglastych murach, gdzie czub budynku wzbija się w chmury, i gdzie zapewne powietrze skute lodem, wytrzymać taką czasową rozpiętość, to jest coś.
Przybyli i ci od serca, jak wspomniani prezydenci, co też Jerzy Owsiak, Aleksander Hall, Bogdan Borusewicz, Donald Tusk czy nasz prezydent Jacek Jaśkowiak, dotarli też oficjele ekipy rządowej, ale znowu sprawę olał Jarosław Kaczyński. Nie dość, że z Mazurek i Terleckim specjalnie nie dotarli na minutę ciszy w Sejmie, to teraz nastąpił ciąg dalszy. Lecz nie zajmujmy się Kaczyńskim. Człowiekiem o haniebnym wzroście - jak ktoś ostatnio trafnie typa scharakteryzował. Tak samo odpuśćmy sobie konstrukcyjną wadę pana Wojciecha Cejrowskiego, dla którego smutek i szum wokół prezydenta Adamowicza bliski był szlochom po Stalinie. Śmieszny bosak, któremu własne stopy dłutują mózg. Wszyscy ci pełni jadu ludzie potrzebują psychoanalityków, lecz szkoda na nich czasu i pieniędzy. Lepsi nie będą.
Skoro już powołuję się na cytaty, chyba najbardziej przypadły mi do gustu słowa: dziś potrzebna jest cisza, lecz nie wolno nam milczeć. Choć z czyich ust wyszły, nie pomnę.
Brat Pawła Adamowicza wzruszająco skonkludował, iż po wydaniu przez narodowców politycznego aktu zgonu na jego brata, nie spodziewał się odebrać w niedługim czasie aktu śmierci faktycznej. Ale było też poruszająco, gdy rodzicom przyszło w pożegnaniu musnąć dłońmi o urnę syna.
W mojej opinii Paweł Adamowicz był prezydentem na jakiego zasługuje Polska, lecz jak to w 1988 roku obwieścili Iron Maiden w finałowej fazie albumu "Siódmy syn siódmego syna": "... tylko dobrzy umierają młodo...".
Przed bodaj dwoma tygodniami na Facebooku pojawił się apel o datki na leczenie Pana Janusza Kozioła. Potrzebna kwota: 30.000 złotych. Po kilku dniach było już na koncie złotych 150.000. Na poparcie powagi sytuacji wymowne zdjęcie lektora, który na nim z zarysowanym uśmiechem, lecz przykrywającym ból, a wydobywającym się spod rurki nieprzerwanie dostarczanym mu tlenem. I co tu dużo mówić, choroba paskudna, która w konsekwencji doprowadziła Artystę-lektora do uduszenia.
Janusz Kozioł posiadał wspaniały, bardzo charakterystyczny głos. Głos znany nam wszystkim, a lubiany przez jeszcze szersze grono. To głos z tej samej bajki, co specyfika barw po fachu kolegów: Tomasza Knapika, Macieja Gudomskiego, Wojciecha Gąssowskiego, Jarosława Łukomskiego czy nieżyjącego już Lucjana Szołajskiego.
Wielka strata, wręcz nieoszacowana, tym bardziej, iż coraz trudniej o tak charakterystyczne postaci w tym fachu. Głosu Pana Janusza można było słuchać i słuchać.
Na tym nie koniec czarnej serii. Bo oto wczoraj dotarła do mnie wieść o śmierci Teda McKenny. Perkusista zmarł na stole operacyjnym podczas rutynowej operacji przepukliny. Podobno podczas niej wystąpił krwotok, którego chirurgom nie udało się powstrzymać.
Ted McKenna zagrał m.in. w 1971 roku na drugiej płycie formacji Tear Gas "Tear Gas". Płytę prezentowałem przed kilkunastoma laty w Nawiedzonym Studio, lecz wymaga ona przypomnienia. Ponadto Ted był członkiem ekipy Michaela Schenkera. Grał u niego już w latach 80-tych, ale niedawno po latach powrócił. Dowodem ostatni album Schenkera "Resurrection", nagrany pod szyldem Michael Schenker Fest. Kapitalne ub.roczne dzieło, które niedawno w Polsce nawet firma Mystic drastycznie przeceniła, ponieważ nie sprzedano go wedle oczekiwań. Ale cóż, żyjemy w kraju, w którym przeciętny Kowalski jeśli deklaruje status sympatyka rocka, w kółko katuje jedynie Queen, Pink Floyd, Dire Straits i Metallicę. Czego więc oczekiwać.
Pod koniec minionego roku ekipa Schenkera, wraz z McKenną oraz wszystkimi z nowej płyty wokalistami dotarła do Łodzi. Bardzo chciałem dotrzeć na tamten koncert, ale nie udało mi się pod nikogo podpiąć. Żałuję, ale tak mi widać było pisane.
McKennę usłyszymy też fragmentarycznie na płycie "Naked Thunder" Iana Gillana, gdzie dzielił perkusyjne łoże wraz z Simonem Phillipsem. Ponadto u Rory'ego Gallaghera, a przede wszystkim w krótkotrwałej formacji The Sensational Alex Harvey Band, gdzie występował u boku swego zwariowanego kuzyna, a jednocześnie lidera Alexa Harveya.
Alex Harvey uwielbiał kabaret, wodewil i burleskę, nawet stroił się "cyrkownie", i te wszystkie fascynacje przerzucał na grunt rocka. Stworzył swoisty kabaret/rock teatr, lecz mało kto o nim już dzisiaj pamięta. Harveya też już z nami nie ma, i to od grubo ponad trzydziestu lat. I chyba też warto byłoby przypomnieć tę formację w jakiejś z moich audycji. Oczywiście, o ile kogokolwiek ten temat interesuje.
Zamknijmy więc kończący się czarny tydzień, niech pokryje go kurz, lecz pamięć o zmarłych zachowajmy na zawsze.
Dzięki za wszystkie pozostawione dobra, a teraz brnijcie do świata lepszego...






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
 
  ==================================
 
 Grupa na Facebooku:
"Nawiedzone Studio - Słuchacze"






wtorek, 15 stycznia 2019

the sound of silence

David Draiman śpiewając (to nic, że z taśmy) "The Sound Of Silence" zrobił wrażenie nie tylko na mnie, dzisiaj mówi o tym cała Polska. Nawet potęgę tej wersji dostrzegli prowadzący Szkło Kontaktowe (Panowie Tomasz Sianecki i Marek Przybylik) - i oczywiście telewidzowie tego na co dzień humorystycznego i inteligentnego programu. Cieszę się, piosenka ta, a raczeń pieśń, zjednoczyła nas i dmuchnęła dobrem, skupieniem, miłością i najpotężniejszą ciszą. Pragnę jednocześnie zapewnić, że posłuchamy jej w niedzielę, wraz z realizującym najbliższe spotkanie Tomkiem Ziółkowskim, który zastąpi Szymona z racji jego już wcześniej zaplanowanej absencji.
w niedzielę posłuchamy...
Grupa Disturbed nie należała do tej pory do kręgu moich faworytów, lecz ich wersja "The Sound Of Silence" po prostu mną wstrząsnęła, więc od tej pory grupa będzie mi na zawsze bliska. Będę się Davidowi Draimanowi i jego kompanom od teraz uważnie przysłuchiwać.
Na płycie jest piękna wersja Dźwięku Ciszy, choć z instrumentalnym delikatnym podkładem, natomiast po wycięciu towarzyszącej sekcji, wczoraj dosłownie otworzyły się wrota niebios.
Chciałbym następny wpis poświęcić muzyce, więc do sobotniego pogrzebu Pana Pawła Adamowicza zatkam w poruszanej w ostatnich godzinach kwestii usta.
Jeszcze tylko poniżej "pamiątkowe" fotki z wczorajszych nagłówków internetowych portali, abyśmy je dobrze zapamiętali. Jeśli kiedykolwiek ktoś z nas powróci myślami do niedzielno-poniedziałkowych wydarzeń niech wspomni ciepło tego fantastycznego człowieka, jakim zamordowany Prezydent Gdańska. 


onet.pl

wp.pl

interia.pl

gazeta.pl

gazeta.pl
bbc.com
bbc.com

i jeszcze jedno z wczoraj
Panie Jurku, jestem z Panem, mocno też wierzę, że Czytelnicy tego bloga jak i Słuchacze najlepszej audycji w moim mieście także.



Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
 
  ==================================
 
 Grupa na Facebooku:
"Nawiedzone Studio - Słuchacze"





nóż w serce

Ciągle myślę o niedzielnej tragedii. Jakoś nie potrafię przerzucić myśli na błahe problemy dnia codziennego. Nawet muzykę dobieram stosowniej i skromniej. A słyszeliście Drodzy Państwo, co wczoraj uczynił a capella (co prawda z taśmy) David Drainman z piosenką duetu Simon And Garfunkel "The Sound Of Silence"? Szturchnęło ciszą na wypełnionym po brzegi placu w Gdańsku. Dawno nie słyszałem czegoś podobnie przepięknego. Starymi murami kamienic zatrzęsło, moim sercem także. Ależ Pan Prezydent Adamowicz odpalił muzę. No proszę, jak można poruszyć piekło, ziemię i niebo. Kto wpadł na ten pomysł? Brawo, brawo, brawo. Zamiast kościelno-chóralno-usypiającego zawodzenia, do głosu doszła pieśń, której interpretację zapamiętam do końca życia. Słuchając jej zakląłem wewnątrz: k****, jakie to piękne!
Pan Paweł Adamowicz był moim rówieśnikiem. Można by rzec, niemal absolutnym. Jestem od niego starszy o trzy tygodnie. Moglibyśmy nawet być po imieniu, gdyby nastały ku temu sprzyjające okoliczności.
Zawsze pogodny, pozytywny, serdeczny. Taki gość, na którego tylko wystarczy spojrzeć, a sympatia wzrasta bez wspomagania.
Pan Paweł Adamowicz dał się więc lubić nawet na odległość, taką, jaką dzieli trzysta kilosów Poznań od Gdańska.
Pan Adamowicz służył swemu miastu od ponad dwudziestu lat, lecz kochał od zawsze. I ludzie teraz okazują mu podziękowania.
Współczuję jego bliskim. Wszystkim. Zarówno rodzinie, przyjaciołom, jak też Gdańszczanom.
Wczoraj był bardzo smutny dzień i wielu ludzi uczciło go należycie, ale byli też i tacy, którzy nawet tego dnia nie potrafili wzbić się na poziom przyzwoitości, tylko wybrali lepienie bałwana. Myślę, że przede wszystkim z siebie. Tak Panie Jacku, proszę się wypisać z moich Facebookowych znajomych. Daję Panu pierwszeństwo. Za dzień lub dwa, sam będę zmuszony. Nie chcę u swego boku ludzi głupich i bez serca. Wyzbytych empatii i ślepych na rzeczywistość.
WOŚP bez Jurka Owsiaka, czy ktoś sobie wyobraża? Wiem wiem, niektórzy tak, ale ja nienawiści o zdanie nie pytam. Pan Jerzy w ostatnich latach zmagał się z tak przeogromną falą hejtu, że i on w końcu pękł. A wydawać się mogło, że otrze twarz z każdych pomyj. Cóż, każdy człowiek ma swoje granice wytrzymałości. Nawet taki wporzo i zarazem twardy gość, też może wymięknąć. Bo ile tego szamba można po sobie pozwalać rozlewać. Ile tych antagonistycznych ataków przez te wszystkie lata przyjąć, a których ilości nie policzy nikt. I nawet teraz, w tak smutnym czasie, nie szczędzą mu rzygowin. Brzydzę się ludźmi, którzy mają w sobie niepohamowaną potrzebę niszczenia tak dobrych ludzi, jak Jerzy Owsiak. Przecież do cholery, odpierdolcie się od niego wy wszystkie nienawistne ćmoki. Sami zróbcie tyle pięknego, ile On. Dzięki tej przecudownej postaci, jego WOŚP-owej inicjatywie, przyszło wiele zdrowych dzieci na świat, jeszcze inne odratowano by na nim pozostały, nie licząc nas dorosłych, którzy w każdym szpitalu ocieramy się o sprzęt z serduszkami. A taka Barbara Piela dla TVP lepi z plasteliny "Owsiakowego" ludzika, który nas na coś naciąga, sieje zło, i co nie tylko. Jaką szmatą musiałbym być, by w ogóle wpaść na taki pomysł. Niewiarygodne. Aż mną trzęsie.
Poczytałem na dobitkę komentarze odnośnie wczorajszego wydania Wiadomości TVP. To się w pale nie mieści, jacy tam są ludzie. Piekło na ziemi. Ale oni mają swoich bezmyślnych i odartych z dobrych emocji popleczników. Ludzi, którzy to oglądają i podnoszą ku górze kciuki. A jeśli jeszcze ksiądz z ambony wmówi, że dawajta na Caritas i na toruńskie Żwirki i Wigury, bo WOŚP to złodzieje, to później nawet i zdolni są nóż w serce wbić.
I jeszcze na koniec... nie chcę nawet komentować występków Pani poseł Pawłowicz, bowiem zła to kobieta. Bardzo zła, a nawet jeszcze gorsza.







Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
 
  ==================================
 
 Grupa na Facebooku:
"Nawiedzone Studio - Słuchacze"





poniedziałek, 14 stycznia 2019

27

27 finał WOŚP, mordercą Prezydenta Pawła Adamowicza 27-latek, a i w kulturze muzycznej przecież "słynny" Klub 27 (Jim Morrison, Jimi Hendrix, Kurt Cobain, Janis Joplin czy Brian Jones). To tylko takie skojarzenie.
Wesprzyjmy też Jerzego Owsiaka. Nie pozwólmy, by hejt go pokonał. 
Poza tym, bardzo smutny dzień nadal trwa...





Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
 
  ==================================
 
 Grupa na Facebooku:
"Nawiedzone Studio - Słuchacze"


Prezydent Paweł Adamowicz nie żyje.

Nie mogłem tej nocy zasnąć. Leżałem i myślałem o Prezydencie Pawle Adamowiczu. Wczoraj też z powyższego powodu nie czułem się najlepiej przy mikrofonie. Audycja jakoś poszła, ale nie było mi komfortowo.
Po powrocie z radia ukroiłem dwie pajdy chleba. Położyłem na nie pastę jajeczną, konserwową szynkę i nieco majonezu - bowiem od lat używam jego zamiast masła. W międzyczasie uruchomiłem telewizor, by rzucić okiem na powtórkowe pasma informacyjne. Oprócz naszych przekazów, zerknąłem też na zagranicę. Sky News i BBC informowali o gdańskim zdarzeniu na paskach, ale CNN w tej kwestii milczało. Najbardziej zainteresowało mnie oświadczenie jednego z operujących chirurgów, który oznajmił, że pacjent żyje, jednak w jego głosie nie znalazłem choćby cienia optymizmu. Bo jakże dobitnie brzmi, gdy lekarz prosi o modlitwę. Cholerka, modlić to ja się nie potrafię, ale być może pozytywnymi myślami przysłużę się do przegonienia demonów - pomyślałem.
Co to się dzieje na tym świecie? Co też się porobiło z moją Polską. Eskalacja przemocy coraz bardziej wbija się w nasze szeregi. Musimy zacząć od siebie tamować w sobie złe emocje, bowiem te później przechodzą na innych, a od słów nienawiści do użycia noża niedaleko. Niech więc wczorajszy barbarzyński czyn opętanego 27-latka będzie dla nas wszystkich surową lekcją.
Nie może być też, że dzisiaj współczując Panu Prezydentowi Pawłowi Adamowiczowi wszyscy jednoczymy się, zakopujemy topory, a po tygodniu, bądź dwóch, ponownie rzucamy się sobie do gardeł.
Właśnie moja Mundi przesłała smsa o treści: "Paweł Adamowicz nie żyje". Wyć się chce. Z braku sił, z bezradności, ze smutku, z wściekłości.
Człowiek brał udział w pięknej WOŚP-owej inicjatywie. Cieszył się, że sam się spełnił jako wolontariusz, a przecież niedużo wcześniej cieszył się z kolejnej kadencji, jako Prezydent Gdańska. Dziś po tym wszystkim tylko pył pozostał. I nasza o Nim pamięć. Oby przez nas wszystkich tylko jak najlepsza. 






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
 
  ==================================
 
 Grupa na Facebooku:
"Nawiedzone Studio - Słuchacze"





"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 13 stycznia 2019 / Radio "Afera" - 98,6 FM Poznań






"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 13 stycznia 2019 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Szymon Dopierała
prowadzenie: Andrzej Masłowski









CARAVAN - "For Girls Who Grow Plump In The Night" - (1973) - V album w dorobku moich ulubionych przedstawicieli Sceny Canterbury. Na pewno nie tak mocny, co "dwójka" i "trójka" razem wzięte, lecz to nadal kawał świetnej muzyki.
- Memory Lain, Hugh / Headloss
- Be All Right / Chance Of A Lifetime

LEBOWSKI - "Galactica" - (2019) - wczoraj posłuchaliśmy Lebowskich dzięki Piotrkowi "nie tylko maszyny są naszą pasją", który nie dość, że uwielbia ich muzykę, to na dodatek jest z tą ekipą w przyjacielskiej komitywie. O tym niech również zaświadczą podziękowania, jakie Piotr ze swoją małżonką Renatą otrzymali w komnatach albumowej książeczki. A ode mnie krótko: świetnie się tego słucha.
- Mirage Avenue
- White Elephant

GLASSPOP - "Stranger In The Mirror" - (2017) - poznańska ekipa, którą wokalnie przewodzi Marcin Kujawa - znany nam już z prezentowanej przed kilkoma laty formacji UFly.
- A Strange Face Of Love
- Faithless

TADEUSZ NALEPA - "Śmierć Dziecioroba" / "Justyna" - (2018) - na tej instrumentalnej płycie trafiła się tylko jedna piosenka. Bardzo fajna, szkoda więc, że tylko jedna.
- Nie Można Kochać Na Rozkaz - {do filmu "Śmierć Dziecioroba", 1991}

JOOLS HOLLAND / MARC ALMOND with THE RHYTHM & BLUES ORCHESTRA - "A Lovely Life To Live" - (2018) - o płycie rozpisałem się wczoraj w osobnym tekście, którego treść polecam Państwa uwadze.
- Hymne A L'Amour - {Edith Piaf cover}
- On My Soul
- Tainted Love - {Soft Cell cover}

DAVID BOWIE - "Aladdin Sane" - (1973) - 8 stycznia obchodziłby 72-urodziny, a z drugiej strony 10 stycznia kalendarz poinformował o trzeciej rocznicy jego śmierci. "Aladdin Sane" jest klasową płytą Bowiego, choć nie tak powszechnie czczoną, co "Ziggy Stardust", "Space Oddity" czy "The Man Who Sold The World".
- Time
- The Prettiest Star
- Let's Spend The Night Together - {Rolling Stones cover}

STEVE PERRY - "Traces" - (2018) - US Edition with 5 bonus tracks - otrzymany już po świętach gwiazdkowy upominek od Słuchacza Stefka Rwantego. Z Ameryki przesyłki pokonują wiele proceduralnych przeszkód, więc nie ma lekko. Ale, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bowiem dzięki zaistniałej sytuacji trafiło mi się miłe otwarcie nowego roku. Serdecznie darczyńcy dziękuję!
- October In New York - {with THE PATRICK WILLIAMS ORCHESTRA}

RORY GALLAGHER - "BBC Sessions" - (1999) - w nawiązaniu do ub.tygodnia. Tak przyjemnie emitowało mi się fragmenty z LP "Deuce", że postanowiłem temat pociągnąć. I na tym nie koniec, obiecuję.
- Daughter Of The Everglades

RORY GALLAGHER - "Top Priority" - (1979) - jeden z pierwszych numerów Rory'ego, jaki poznałem. W 1980 roku nasz Tonpress wydał trójkę, czyli już nie singla, ale jeszcze nie EPkę. Na stronie A zasiadła kompozycja "Philby". Super gitarowe doładowanie, z chwytliwą melodią. Rzecz o brytyjskim agencie Kimie Philbym, który pracował na rzecz Sowietów, a który to także był zagorzałym komunistą i nawet z czasem zamieszkał w Moskwie, gdzie tyrał dla KGB. Tam zmarł, tam też go pochowano, i tam również postawiono mu pomnik.
- Philby

ANDWELLAS DREAM - "Love And Poetry" - (1969) - świetna, niemal kompletnie nieznana formacja z Irlandii Północnej. W ich muzyce sporo się działo, psychodelia mieszała się z rockiem progresywnym, popową melodyką, a niekiedy również bywało nostalgicznie. Organy, pianino, flet + rockowa sekcja. Każdy wielbiciel starego grania musi tego posłuchać.
- The Days Grew Longer For Love
- Just A Number Found A King
- Man Without A Name

URIAH HEEP - "Demons And Wizards" - (1972 / reedycja 2018) - ten konkretny egzemplarz należy kupić nie tylko dla genialnej muzyki, ale przede wszystkim dla nowej okładki. Dlaczego? Już niebawem wszystko opiszę w osobnym tekście.
- Traveller In Time
- Easy Livin'
- Circle Of Hands
- Rainbow Demon

APRIL WINE - "First Glance" - (1978) - uwielbiam tych Kanadyjczyków. Słucham ich od blisko czterdziestu lat, choć na polu radiowym jakoś specjalnie tego nie udowadniam.
- Hot On The Wheels Of Love
- Rock N'Roll Is A Visious Game

BLUE CHEER - "Outside Inside" - (1968) - drugi album grupy, która swą nazwę wzięła od jednej z odmian LSD. Proszę sobie wyobrazić, że podczas nagrywania tej płyty muzycy w studio dali takiego czadu, że dosłownie roznieśli je w drobny mak, przez co prace musieli kończyć na wolnym powietrzu.
- The Hunter - {Albert King cover}

CHICAGO - "Chicago" - (1970) - nie mam problemu z Chicago. Lubię zarówno ich ambitne, jak też popowe granie, i z tego powodu nie czuję się w żaden sposób upośledzony. Drugi (a na winylu jako 2-płytowy) longplay z ich bogatego dorobku jest fantastyczny. Zmienny i nieprzewidywalny, melodyjny i improwizowany, a do tego bogaty w instrumenty oraz aranżacje. Zamiast więc słuchać niezrozumiałych wypocin jazzowych onanistów, którzy z reguły uprawiają istne orgie ze swymi saksofonami, naprawdę nieporównywalnie lepiej jest posłuchać klasowego jazz-rockowego wymiatania Chicago. Muzyka, która nie ulega przedawnieniu.
- 25 Or 6 To 4
- Is Better And Soon
a) 1st Movement
b) 2nd Movement
c) 3rd Movement
d) 4th Movement
- Where Do We Go From Here

BARCLAY JAMES HARVEST - "Turn Of The Tide" - (1981) - z reguły wszystkie stare płyty tej formacji bywają tylko bardzo dobre lub jeszcze lepsze, lecz tym razem akurat trochę nierówna płyta, choć przynajmniej jej połowa to i tak chapeau bas.
- Waiting On The Borderline
- How Do You Feel Now?
- Back To The Wall
- Echoes And Shadows

PELL MELL - "Marburg" - (1972) - zabrakło czasu na bardziej wnikliwe posłuchanie tej marburskiej fiormacji, ale i tak cieszę się, że przynajmniej starczyło sił na przecudowne "Moldau".
- Moldau






Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
 
  ==================================
 
 Grupa na Facebooku:
"Nawiedzone Studio - Słuchacze"






niedziela, 13 stycznia 2019

JOOLS HOLLAND / MARC ALMOND - "A Lovely Life To Live" - (2018)









JOOLS HOLLAND / MARC ALMOND
"A Lovely Life To Live"
(WARNER MUSIC)

***2/3






Należy się pewne wprowadzenie, by nam lepiej smakowało.
Jools Holland - wieloinstrumentalista (choć najczęściej pianista i gitarzysta), kompozytor, od lat ceniony propagator muzyki, często występujący w roli telewizyjnego prezentera (w stacji BBC), niegdyś filar popularnych - głównie na Wyspach - Squeeze, ale przede wszystkim spoglądający szerokoobiektywnie na muzykę jegomość, który kocha tak samo retro, co nowe trendy. W swoim czasie także znacząco wspomagał niemal całą scenę brit-popu, a zatem Artysta zahartowany, nie do obalenia.
Marc Almond - piosenkarz podobnie otwarty na muzykę, co też zasięg wzroku kameleona. W erze noworomantycznych już dziś dinozaurów stanowił połowę duetu Soft Cell, by wyjść z niego jako klasowy artysta, któremu niestraszny wodewil, kabaret, syntetyczny pop, piosenka francuska, hiszpańska, a nawet rosyjska. Jego songi częstokroć pokrywają się patyną już w dniu poczęcia, a jednocześnie też lśnią niczym perfekcyjnie zachowane kolty epoki Wojny Secesyjnej, często potrafiąc wzbudzać równy podziw, co dzieła Salvadora Daliego oraz wyzwalać woń ścian paryskiej Opery Garnier. Prędzej piekło zamarznie, nim odciągniemy go od mikrofonu.
Jools Holland od dawna podziwia Almonda, przede wszystkim deklarując się wielbicielem wspomnianych Soft Cell. Poza tym, obaj panowie na Wyspach otoczeni są podobną czcią, więc ich ujawnione wspólne dzieło wydaje się zakrawać o żywy pomnik i wpisywać na listę narodowych dóbr kultury. 
Płyta "A Lovely Life To Live" wydaje się więc powyższego wywodu spodziewaną konsekwencją. Zawiera kolekcję nowych piosenek, jak też wiekowych coverów, o których najtrafniej wyraził się właśnie sam Jools Holland. Stwierdził on, iż jest to melodyjny czarno-biały film epoki 50/60's, z udziałem jego idola Dirka Bogarde'a, któremu filmowego obrazu dopełniają zabytkowe auta londyńskich ulic, herbatka five o'clock oraz towarzyszący wszystkiemu modny wówczas rhythm'n'blues. I wszystko to, święta racja. Każdy więc, kto postanowi podnieść na tę płytę rękę, powinien pójść siedzieć.
Na "A Lovely Life To Live" bywa retro, big bandowo, jazzowo, blues- oraz rhythm'n'bluesowo, a nawet boogie woogie. Otrzymujemy czternaście kawałków, przez które przebrniemy równie szybko, co przez najszczęśliwsze chwile naszego życia. Oczarują nas interpretacje przebojów Edith Piaf "Hymne A L'Amour", fuzji legendarnych rhythm'n'bluesowowych twórców Dona Robeya i Ferdinanda Washingtona w "It's My Life Baby", bądź w niekiedy doprawionym marszowym tempem klasykiem Brocka Bentona "I'll Take Care Of You" czy innym classic songiem "How Deep Is The Ocean" - autorstwa Irvinga Berlina. Lecz tym wszystkim evergreenom bezczelnie w oczy spogląda przefajna big-bandowa wersja Soft Cell'owskiego "Tainted Love" oraz pozostałe, a specjalnie sporządzone na ten album kawałki. Jak m.in. pełen werwy, z organami, pianinem i dęciakami "On My Soul", rock'n'rollowy "Big Black Mercedes 600", czy też zaśpiewany przez Almonda, Louise Marshall oraz Mabel Ray tradycyjny i finalizujący album numer "When The Saints Go Marching In".
Jools Holland nagrywał już podobną muzykę niejednokrotnie, więc w jego przypadku o zaskoczeniu mowy nie ma, jednak Marc Almond właśnie objawił swą kolejną art-twarz. Ale i tak wkład obu panów w to przedsięwzięcie wydaje się absolutnie interakcyjne.







Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"
 
  ==================================
 
Grupa na Facebooku:
"Nawiedzone Studio - Słuchacze"