wtorek, 28 lipca 2015

SONNY LANDRETH - "Bound By The Blues" - (2015) -



SONNY LANDRETH 
"Bound By The Blues" - (MASCOT MUSIC / PROVOGUE) -
***

Sonny Landreth jest sprawnym bluesowym gitarzystą, który swą sztukę uprawia grając techniką slide, będąc przy tym także wokalistą, choć w tej kwestii - lotów nie najwyższych. Śledzę w miarę uważnie jego karierę od płyty "Outward Bound" z 1992 roku, ale najbardziej lubię całkiem niedawną "From The Reach" z 2008 roku. Być może za sprawą sporej różnorodności wniesionej przez zacny pakiet gwiazd i osobowości, jaki Landreth tam zgromadził (m.in. Eric Clapton, Mark Knopfler, Dr. John i kilku innych....).
Trzeba powiedzieć sobie jasno, Landretha słucha się przyjemnie, pomimo iż ten arcydzieł nie płodzi. Dużo komponuje, lubi polegać na własnych możliwościach, i chwała mu za to, chociaż na najnowszej płycie także chętnie sięgnął po rzeczy obcego autorstwa, m.in. utwory Skipa Jamesa czy Roberta Johnsona. Landreth wyrobił sobie uznane nazwisko w światku bluesowym, a jednak popularności na miarę współczesnego asa Bonamassy, nigdy nie dostąpił.
Na najnowszym "Bound By The Blues" nie pojawiają się tym razem żadne wielkie nazwiska. Lider tego przedsięwzięcia w pełnił zaufał sobie, jak i parze kolegów, którzy z basem i perkusją dopełnili składu. Sam Landreth nie wdaje się tutaj w żadne pozastylistyczne ucieczki, serwując klasyczne bluesowe slide-gitarowe brzmienie, podane jak najbardziej z rockową mocą. Osobiście najchętniej przykładam ucha do tytułowego "Bound By The Blues" - prostego zgrabnego tematu, mocno opartego na brzmieniu akustycznym, z finezyjnym slidem, który jawi się niemal tanecznie. Piosenka to wręcz radiowa, można by rzec. Drugim zaś wyróżniającym się numerem stoi nastrojowa pieśń "Where They Will". Niby to kojący z pozoru temat, a jednak ma coś z klimatu kina Quentino Tarantino.
Wypada mi jeszcze wyróżnić zgrabny rytmiczny instrumentalny finałowy numer "Simcoe Street", jak i inny instrumentalny temat "Firebird Blues" - dedykowany niedawno zmarłemu Johnny'emu Winterowi. Nawet jeśli w tym ostatnim, nie dzieje się w zasadzie nic niesamowitego.
Poprawna płyta Landretha, choć bez fajerwerków kompozycyjnych.





Andrzej Masłowski 



Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce najpiękniejsze"



poniedziałek, 27 lipca 2015

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 26 lipca 2015 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM



"NAWIEDZONE STUDIO"  

niedziela 26 lipca 2015 r. 

 
Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl

realizacja: Krzysztof Piechota       
prowadzenie: Andrzej Masłowski





CAMEL - "Moonmadness" - (1976 / reedycja 2009) -
CD 2 - The London Hammersmith Odeon Concert - 14th April 1976
- Song Within A Song

COLIN BASS - "An Outcast Of The Islands" - (1998) - 
na płycie gościnnie m.in. ANDY LATIMER, WOJCIECH KAROLAK, muzycy zespołów ABRAXAS i QUIDAM, ....
- Macassar 
- Denpassar Moon

CAMEL - "music inspired by The Snow Goose" - (1975 / reedycja 2009) -
- Flight Of The Snow Goose (single edit)
- Rhayader (single edit)

DAVID MINASIAN - "Random Acts Of Beauty" - (2010) -
- Masquerade - {gościnnie śpiew i gitara ANDY LATIMER}

EARTH & FIRE - "Atlantic" - (1973) -
- Maybe Tomorrow, Maybe Tonight

EARTH & FIRE - "Earth And Fire" - (1970) -
- Memories - {utwór dodatkowy} - singiel 1972

EGDON HEATH - "Him, The Snake And I" - (1993) -
- Slightly In Despair

KAYAK - "Starlight Dancer" - (1977) -
- Irene
- May

TIM BOWNESS - "Stupid Things That Mean The World" - (2015) -
- Where You've Always Been
- Press Reset

ROXY MUSIC - "Flesh + Blood" - (1980) -
- Same Old Scene

DAVID BOWIE - "Nothing Has Changed" - (2014) -
- Hallo Spaceboy (PSB remix) - with The PET SHOP BOYS
- Shadow Man
- This Is Not America - with The PAT METHENY GROUP

JÓZEF SKRZEK - "Ojciec Chrzestny Dominika" - (1980 / reedycja 2009) -
- Szczęśliwi z Miasta N. - {oryginalnie na singlu w 1979 r.}

CRESSIDA - "Cressida" - (1970) -
- Tomorrow Is A Whole New Day

CAMPO DI MARTE - "Campo Di Marte" - (1973) -
- Terzo Tempo

CHANDELIER - "FacinGravity" - (1992) -
- Itai

CLEPSYDRA - "Fears" - (1997) -
- Into My Cartoon

BRYAN FERRY - "Avonmore" - (2014) -
- Soldier Of Fortune

JOE COCKER - "Night Calls" - (1992) -
- You've Got To Hide Your Love Away

===================================
===================================

6 sierpnia 1965 r. ukazał się album THE BEATLES "Help"
"Nawiedzone Studio" obchodziło 50-lecie "Help" nieco wcześniej. Pozostalikomputer będzie musiał przypomnieć w stosownym czasie

THE BEATLES - "Help!" - (1965) -
- Help!
- The Night Before
- You've Got To Hide Your Love Away
- I Need You
- Ticket To Ride
- Yesterday
- Dizzy Miss Lizzy

====================================
====================================

AFFINITY - "Affinity" - (1970) -
- All Along The Watchtower

CARAVAN - "If I Could Do It All Over Again I'd Do It All Over You" - (1970) -
- Can't Be Long Now / Francoise / For Richard / Warlock






Andrzej Masłowski 



Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce najpiękniejsze"








sobota, 25 lipca 2015

Radio Merkury - audycja Radio Yesterday - lato z płytą koncertową - BRYAN ADAMS "BBC In Concert" (1985)





Lato z płytą koncertową w audycji "Radio Yesterday" - RADIO MERKURY
18 lipca 2015, godz. 12.00 - 13.00






prowadzenie:

Mariusz Kwaśniewski - gospodarz programu

Andrzej Masłowski - gościnnie



BRYAN ADAMS - "Reckless" - DELUXE EDITION - (1984 / reedycja 2014) -
CD 2 - "BBC In Concert"
Concert recorded at the Hammersmith Odeon For BBC Radio 1 - First Broadcast on 20th April 1985
Koncert promujący czwarty album "Reckless" wydany w 1984 roku

zagraliśmy:

1. IT'S ONLY LOVE
2. KIDS WANNA ROCK
3. HEAVEN
4. RUN TO YOU
5. SOMEBODY
6. STRAIGHT FROM THE HEART
7. SUMMER OF '69
8. CUTS LIKE A KNIFE
9. LONELY NIGHTS




Andrzej Masłowski


Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce 

najpiękniejsze"






piątek, 24 lipca 2015

zapraszam do słuchania

Pragnę się przypomnieć z "letnią koncertową płytą" w Radio Merkury. W sobotę o godzinie 12-tej przedstawimy z Mariuszem Kwaśniewskim fragment pewnego świetnego koncertu z 1985 roku. Jakiego? A to niech będzie tajemnicą do czasu samej emisji. Po szałowych płytach Bruce'a Springsteena, Marillion oraz Dire Straits, absolutnie nie zaniżamy lotów.
W niedzielę tradycyjnie zapraszam do Afery na "Nawiedzone Studio". Dużo fantastycznej muzyki. Właśnie siedzę i zapisuję do kajetu propozycje - będzie dużo ślicznego grania.
Kolega Waldek namawiał mnie na dzisiejszy koncert Raya Wilsona nad Maltą, ale niestety nic z tego, zamiast dobrej zabawy - dentysta! A doprecyzowując - sympatyczna Pani Dentystka. Zamiast świetnego śpiewania Raya, było wiercenie i plombowanie. Moja psinka Zulcia nie mogła się mnie nawąchać, dla niej to dziwne i nienaturalne zapaszki.
Jeśli ktoś z Państwa spędził dzisiaj wieczór z Rayem Wilsonem, a chciałby(łaby) napisać mi o tym kilka słów, to ciekaw jestem bardzo.... Państwa recenzje chętnie przeczytam, bo te z gazet wysmarowane przez nędznych gryzipiórów, w ogóle mnie nie interesują. Szczególnie z tej bryndzy Głosu Wlkp. To jest dopiero prawdziwa sterta makulatury, jeszcze zanim trafi do obiegu.
Zapraszam przed odbiorniki:
sobota, godz. 12.00 - 13.00 w Radio "Merkury"
niedziela, godz. 22.00 - 2.00 w Radio "Afera"




Andrzej Masłowski 


Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce 

najpiękniejsze"




czwartek, 23 lipca 2015

TINA TURNER - "Private Dancer" - 30th Anniversary Edition - (1984 / reedycja 2015) -




TINA TURNER
"Private Dancer" - 30th Anniversary Edition - (PARLOPHONE RECORDS) -
*****


Wiosną 1984 roku do sprzedaży trafiła jedna z najważniejszych piosenkowych płyt tamtej dekady. Zanim jednak do tego doszło, pilotowały ją dwa single. Oba będące przeróbkami znanych klasyków, tj. "Let's Stay Together" - Al Greena oraz Beatlesowskie "Help". I choć te zdobyły znaczną popularność, plasując się nawet na samym szczycie Billboardu, to jednak najlepsze chwile dla Tiny Turner miały dopiero nadejść. Otóż, w kilka dni po premierze albumu na singiel trafiła piosenka "What's Love Got To Do With It", która odczarowała jej karierę. Nie dość, że jako mała płytka sprzedawała się znakomicie, to jeszcze pociągnęła za sobą los całego albumu. Poza tym, piosenkę obsypano licznymi nagrodami (m.in. Grammy, a także uznanie za jedną z pięciuset najlepszych w historii muzyki). W bardzo krótkim czasie na jej punkcie oszalały niemal wszystkie radiowe rozgłośnie, a sam wideoklip nie schodził z ekranów MTV. Nie było to jednak ostatnie słowo, albowiem ogromnym powodzeniem jawiła się na całym świecie również tytułowa piosenka "Private Dancer", która na singla trafiła dopiero pół roku po wydaniu pełnometrażowej płyty. I choć na listach przebojów nie była "królową balu", to jednak do dzisiaj uchodzi za albumową wizytówkę i zarazem najpiękniejszy 7-minutowy fragment skądinąd fantastycznego dzieła. Był to kompozytorski majstersztyk i zarazem prezent od samego Marka Knopflera, który nie znalazł dla niej miejsca w repertuarze swojego Dire Straits, z kolei dla samej Tiny piosenka okazała się wręcz zbawienna po wsze czasy.
Proszę sobie wyobrazić, że z tego 10-utworowego dzieła wykrojono aż 7 singli, dorównując tym samym osiągnięciu Michaela Jacksona na wydanym dwa lata wcześniej "Thriller"-rze. Choć gwoli sprawiedliwości należy dodać, iż Mako Dżako miał trudniejsze zadanie, bowiem na jego płycie znajdowało się wówczas tylko 9 piosenek.
Można by napisać epopeję o historii "Private Dancer", ale po co, skoro w ciągu trzech dekad uczyniono już to wielokroć. Mówimy tu wszak o jednej z najbardziej znaczących płyt w historii muzyki, dlatego trudno się zarazem dziwić, iż ta, co pewien czas będzie narażona na kolejne i coraz to doskonalsze reedycje. I pomyśleć tylko przy okazji, że w listopadzie 1981 roku podczas koncertu na warszawskim Torwarze świeciło pustkami. No, ale to było na trzy lata przed ochrzczeniem artystki jako "babcia Tina".
Wydana właśnie podwójna edycja deluxe pojawiła się w związku z 30-leciem albumu, choć nie wiedzieć dlaczego - ukazała się niemal w równą 31-rocznicę! I nikt nikomu za to głowy nie urwie.
Efektowny digipack mieści w sobie wiele smakołyków. Przede wszystkim zremasterowany i autentycznie wspaniale brzmiący podstawowy album, a także aż 15 dodatków na drugiej płycie. Jedynie wzdrygną ramionami dotychczasowi posiadacze wszystkich singli i maxi singli artystki, którzy mają to wszystko na półce od lat, lecz wszyscy pozostali....
Otrzymujemy tu wydłużone maxi-singlowe wersje piosenek: "What's Love Got To Do With It", "Better Be Good To Me", "I Can't Stand The Rain" i "Show Some Respect", ponadto strony B singli, w postaci poza albumowych: "I Wrote A Letter", "Rock'n'Roll Widow", "Keep Your Hands Off My Baby" czy kapitalnej przeróbki "When I Was Young" - z rep. Erica Burdona i jego Animals.  Do tego dochodzą koncertowe "Let's Pretend We're Married" czy "Tonight" z Davidem Bowie, a i kilka innych ciekawostek, a pośród nich dwa fantastyczne numery z kinowego hitu "Mad Max", tj: "One Of The Living" i bardziej znany "We Don't Need Another Hero".
Albumowa książeczka być może nie poraża szczególną objętością, a mimo to zawiera podstawową garść ciekawych informacji, jak i na dwóch stronach zminiaturyzowane reprodukcje albumowych singli oraz maxi singli.
Jak do tej pory jest to najbogatsza edycja tego szlachetnego albumu i trudno wyobrazić sobie nawet doskonalszą, no chyba, że za kolejnych trzydzieści lat dojdą do głosu różnego rodzaju demówki lub studyjne paproszki ciekawostki.
Jest na tym świecie "kilka" istotnych pop kulturowo płyt, którym się tak bogate edycje po prostu należą. Można jedynie żałować, że dla wielu z nich obecne świętowania przypadają na mało atrakcyjne lata względem kondycji przemysłu fonograficznego. I niech żałują wszyscy ci, którym Matka Natura nie zaszczepiła uroków płytowego kolekcjonerstwa.







Andrzej Masłowski 


Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce 

najpiękniejsze"





SLASH featuring MYLES KENNEDY & THE CONSPIRATORS - "Live at the Roxy 25.9.14" - (2015) -




SLASH featuring MYLES KENNEDY & THE CONSPIRATORS
"Live at the Roxy 25.9.14" - (ARMOURY RECORDS / UNIVERSAL) -
***

Pamiętam jak fani Guns N'Roses oczekiwali "Chinese Democracy", a Axl Rose wymyślił najpierw albumowy tytuł, a później się bezczelnie latami lenił. Trwało to tak długo, że w końcu wszyscy zdążyli o całej sprawie zapomnieć, bądź w najlepszym razie na nią zobojętnieć. Gdy już wreszcie jaśnie pańskie dzieło trafiło do sprzedaży okazało się, ze jest jednym ogólnym gniotem. Na tym tle, różne projekty z udziałem Slasha prezentowały się sporo ciekawiej, choć nie do końca podzielam zachwyt nad śpiewającym u jego boku Mylesem Kennedym.
Wydany niedawno 2-płytowy "Live at the Roxy 25.9.14" jest zapisem występu z niewielkiego gabarytowo, ale kultowego jednak klubu Roxy (grali tam w swoim czasie choćby Peter Gabriel czy U2), mieszczącego się na Sunset Strip - West Hollywood, w zachodniej części Los Angeles.
Tak jak należałoby się spodziewać, na repertuar występu złożyły się kompozycje z przekroju całego dorobku Slasha, a więc klasyki Guns N'Roses: "Nightrain", "You Could Be Mine", "You're Crazy", "Rocket Queen", "Sweet Child O'Mine" czy "Paradise City", jak i kompozycje z ostatnich kilku lat, popełnione już z Mylesem Kennedym, jak choćby: "Bent To Fly", "You're A Lie", "World On Fire", plus kilka innych.... Do kompletu dochodzi tu jeden smaczek z repertuaru Velvet Revolver "Slither", a także nagrania wykonywane niegdyś w towarzystwie doborowych gości, jak Ianem Asturym (wokalistą The Cult) "Ghost", bądź Lemmym (z Motorhead) "Doctor Alibi".
Szkoda, że tych ostatnich dwóch nie udało się w Roxy Theatre zaprezentować przy udziale obu tamtych znamienitych dżentelmenów. Byłoby nieco urozmaicenie i mocno ciekawiej. Bo niestety na dłuższą metę śpiew Kennedy'ego wydaje się być męczący. Pomimo brawurowej gry Slasha i kolegów z The Conspirators, słuchacz odczuwa znużenie jego monotonną krzykliwą manierą. Dopiero przyjemnie uszy rozpieszcza ponad 17-minutowa wersja "Rocket Queen", w której Slash panuje wręcz niepodzielnie, pastwiąc się nad swymi sześcioma strunami z dziką rozkoszą.
Repertuarowo solowe dokonania Slasha są dużo ciekawsze od nudziarstw jego byłego zespołowego kumpla Axla Rose'a, i gdybym tylko potrafił zaakceptować trochę nijaki i mocno "napięty" śpiew Kennedy'ego, to przyklasnąłbym chwytliwości numerom, w których on sam kompozytorsko maczał przecież swe łapska, jak choćby: "Starlight", "Bent To Fly", "World On Fire" czy "Anastasia". Należy podkreślić, iż wszystkie one w zetknięciu z żywiołowo reagującą publicznością potęgują odpowiednią mocą.
Pełen wigoru żywiołowy występ. Odstawiając na bok moje uprzedzenia do Kennedy'ego, w którego ustach wszystkie kawałki brzmią tak samo, można ten koncert nawet uznać za bardzo udany.





Andrzej Masłowski 



Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00




"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce 

najpiękniejsze"






poniedziałek, 20 lipca 2015

Wczoraj w Poznaniu, dzisiaj w Krakowie .....

Gdy tylko Piotr Kosiński i jego Rock Serwis zamieścili na Facebooku wydarzenie "Camel w Poznaniu", od razu porozsyłałem tę wieść do różnych znajomych. Wielu z nich zwlekało z opcją "dołącz", a jeszcze inni odrzucili propozycję niemal natychmiast. Często byli to ludzie lubiący nawet taką muzykę, ale powodów rezygnacji mogły być tuziny. Ja sam przecież bardzo często muszę się oblizać smakiem. Wczoraj jednak, na tuż przed zaplanowanym "wydarzeniem", kilka osób skorzystało z opcji "odrzuć". Po zakończonym koncercie pomyślałem sobie o nich, co ci muszą teraz czuć, mając świadomość, że sytuacja życiowa pozbawiła ich tak cudownego spektaklu. Bo gdyby przyszli, to być może przekazywaliby dzieciom, wnukom..., że kiedyś w Poznaniu, w hali targowej nr 2 odbył się jeden z takich koncertów, po którym buty pospadały. Właśnie dlatego wczoraj nie mogłem poprowadzić Nawiedzonego Studia. Nie było sensu, myślami i tak byłbym na Targach. Poprowadził je Krzysztof Ranus, za co mu pięknie dziękuję. Przed chwilą z nim rozmawiałem, powiedział, że zagrał "Lady Fantasy".
W okolicach połowy koncertu wysłałem do Andrzeja z Zielonej Wyspy najbardziej aktualne zdjęcie Camel, na co wyspiarski Andrzej odpisał: "ja dziś w intencji tego koncertu wysłuchałem "The Hour Candle", siedząc w samochodzie na plaży i patrząc na Atlantyk".
Pisząc wczorajszą gorącą pokoncertową relację zapuściłem w nocy video "Pressure Points". Tak szybko przeleciało, że skorzystałem z opcji "powtórz". Tam w Hammersmith Odeon też się działo. Zresztą 3 bohaterów z tamtego wieczoru wystąpiło wczoraj u nas w Poznaniu - Andy Latimer, Colin Bass oraz Ton Scherpenzeel.
Tyle, że było to o trzy dekady ciemniejszych włosów temu. Za bębnami jeszcze Paul Burgees, a na instrumentach klawiszowych śpiewający Chris Rainbow. Niedawno go pożegnaliśmy, a wczoraj dla niego było zagrane finałowe "Long Goodbyes". Jedna z najpiękniejszych pieśni tego świata, w której w 1984 roku główną linię wokalną prowadził przecież on sam. Pięknie sfilmowany ten "Pressure Points". Koncert przeplatany specjalnym filmem a'la dokument czasu zimnej wojny, akcji toczącej się w powojennym Berlinie. Opowieść o parze kochanków podzielonych murem. To był przyczynek do płyty "Stationary Traveller". Najpiękniejszej i najsmutniejszej zarazem w dziejach tej niezwykłej grupy. Ale w Hammersmith Odeon nie tylko poleciały utwory ze świeżo co wówczas wydanego dzieła, jak: "Pressure Points", "Vopos", "Stationary Traveller", "West Berlin", "Fingertips", "Cloak And Dagger Man" i "Long Goodbyes" (czyli siedem z albumowych dziesięciu), ale i "Lady Fantasy", "Wait", "Sasquatch" oraz wyciąg ze Śnieżnej Gęsi, tj: "Rhayader" oraz "Rhayader Goes To Town". No i jeszcze ten smutny walczyk "In The Arms Of Waltzing Frauleins", który przecież wszystko spina klamrą, a którego zabrakło na studyjnym "Stationary Traveller". Ten, przybył dopiero po latach, kiedy to Andy Latimer wznowił płytę w swoim Camel Productions, troszkę wprowadzając w zakłopotanie fanów mocno przyzwyczajonych do wersji pierwotnej. Dla nich najlepsza będzie stosunkowo niedawna reedycja albumu, na której owego walca zamieszczono w poza-albumowych dodatkach.
Wiem, że nie powinienem takich rzeczy pisać, ale spodobała mi się pewna "ludzka sytuacja", przez co postanowiłem wkleić Państwu sms-a od naszego Słuchacza Huberta: "Rock Serwis zachował się w porządku, bo mój kumpel, który na ostatnią chwilę wracał znad morza, spóźnił się godzinę na koncert, a organizatorzy wpuścili mnie na słowo. Miły gest.". To daje wiarę w ludzi. Brawo!
Zabrałem do roboty kilka winyli. Mam tam gramofon, więc czemu nie. Już przesłuchałem "jedynkę", w kolejce czekają "Mirage" i "Stationary Traveller", bowiem teraz kręci się kompaktowy David Minasian. Mało u nas znany artysta, który w 2010 roku popełnił pełen uroku album "Random Acts Of Beauty". W otwierającym go 12,5-minutowym nagraniu "Masquerade" na gitarze zagrał sam maestro Andy Latimer. Numer to obłędny, niemniej całej płyty słucha się cudnie. Polecam choćby "Blue Rain". Jakież ten Minasian miał szczęście, gdy świetlista muza sypała nutami. Chyba to zapodam w najbliższą niedzielę w Nawiedzonym.
Chwała Bogu Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, i Piotrowi Kosińskiemu za ten wczorajszy koncert. To się nazywa pozamiatać konkurencję. Na pewno koncert roku!, a może.....






Andrzej Masłowski

Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce 

najpiękniejsze"