wtorek, 29 lipca 2014

ECHO AND THE BUNNYMEN - "Meteorites" - (2014)

ECHO AND THE BUNNYMEN
"Meteorites"
(429 RECORDS)
***


Och, gdyby tak cała ta płyta była równie poruszająca jak jej pierwsze dwie minuty...  Z otwierającego całość tytułowego "Meteorites".....  I gdyby tak jeszcze Ian McCulloch dotrzymał słowa z niedawną deklaracją, że "ta" będzie powrotem do czasów "Porcupine" i "Ocean Rain"..... 
Bardzo lubię tego smutno-gorzkiego i zarazem nostalgicznego Pana. Jest mi bliski w postrzeganiu świata, w dodatku (co ważne!) śpiewa ze sporych rozmiarów uczuciem i posiada do tego bardzo przyjemny głos. Ponadto jeszcze, ciekawie i swobodnie nim operuje. Zawsze bywa wiarygodny, prawdziwy, a to już dzisiaj wymierający gatunek.
Jego piosenki zazwyczaj zmuszają do refleksji, przy okazji niejednokrotnie lecząc życiowego kaca, no i przewrotnie bywają bardzo chwytliwe. Oczywiście mówimy tutaj o specyficznym stylu zespołu i melodyce nie przekraczającej granic dobrego smaku.
W bogatym dorobku McCullocha widnieje wiele dzieł, które należałoby z pełną powagą potraktować jako lektury obowiązkowe, o czym tak przy okazji warto poinformować wszelakiej maści fanów alternatywnego rocka, którzy niezależnej sztuki niebezpiecznie poszukują dzisiaj poprzez listy przebojów. I choć Echo And The Bunnymen są zespołem kultywowanym przez wszystkie muzyczne pokolenia, to oni sami o różnego rodzaju "topy" jakoś nigdy specjalnie nie zabiegali. Obecnie także na nich nie występują, choć przecież istnieją, grają, koncertują,...., a na Wyspach po dziś dzień wszyscy kłaniają im się w pas. Bardzo się z tego cieszę i ja, choć przy okazji niestety żałuję trochę, iż najnowsze dzieło McCullocha i jego kompanów, delikatnie mówiąc, jakoś mną nie potrząsnęło. Być może niepotrzebnie nastawiłem się na coś mocniej archaizującego, przy tym z lekka surowszego, przywołującego klimat dawnych klubów, bardziej porypanych murów starych zaniedbanych, bądź opustoszałych kamienic, głównie tych z uboższych dzielnic, jak i zimniejszych krajobrazów.... Zresztą, w ogóle jakiejkolwiek ucieczki od tego dzisiejszego wypudrowanego świata. Nie sugeruję przez to, że najnowsi Echo And The Bunnymen, poddali się beznamiętnej komercji - absolutnie, ale coś nazbyt wesoło brzmi przynajmniej połowa tego dzieła. A taki wizerunek nie bardzo pasuje mi do natury Iana McCullocha, czy świetnego zespołowego gitarzysty Willa Sergenta.
Oprócz pięknego "Meteorites", kłaniam się nisko jedynie klejnotowi, jakim jest "Burn It Down". Dla tych dwóch piosenek warto wyłożyć każde pieniądze - naprawdę.
Bardzo przyjemne wrażenie pozostawiają po sobie jeszcze: "Explosions" (zupełnie jakby czas zatrzymał się w 1984 roku), "Holy Moses" (chyba najbardziej przebojowa pieśń, w pozytywnym tego świetle) i finalizująca całość nieskomplikowana, choć podniosła ballada "New Horizons". Jednak już za tymi w ogień bym nie poszedł.
No i proszę, uzbierała się nam w miarę dobra połowa albumu, a to względem wielu współczesnych płyt przecież całkiem sporo - jednak jak na kompozytorskie możliwości McCullocha - niewiele. Och, gdyby tak ....

P.S. Warto nadmienić, iż produkcją albumu zajął się niejaki Youth (ten od chwalebnego projektu Fireman z Paulem McCartneyem), który przy okazji również wspomógł grupę swą grą na basie. Albowiem dzisiejszi Echo And The Bunnymen są de facto już tylko duetem (McCulloch + Sergent).



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP






PRL-owskie skanseny mają się dobrze

Muszę to Państwu napisać, bo jeszcze się z czymś takim nie spotkałem. Moja Pepsi w robocie zrobiła się obrzydliwie ciepła, wyskoczyłem więc do pobliskiej Żabki, a konkretnie do jej lodówki. Ale co tam tylko Pepsi, myślę sobie, dokupię jeszcze Prince Polo. Ostatnio przepadam za wersją niebieską w mlecznej czekoladzie - jak szaleć, to szaleć. Postawiłem butelkę najlepszego napoju na świecie na ladzie, a Pani zapytała: "coś jeszcze?", na co ja: "tak, wezmę jedno Prince Polo". W tym momencie kobietka grzecznie doradziła: "nie radzę", a ja na to: "a co tam, zaryzykuję", myśląc sobie wewnątrz, że papierek od środka i tak później przecież jak zawsze wyliżę. Pani poruszona moim podjętym ryzykiem dorzuciła: "nie sprzedam panu". "A czemuż to?" - zapytałem. "Szef mnie zabije, nie pozwolił mi sprzedawać niczego czekoladowego" - wykrztusiła z siebie, doklejając jeszcze miły, lecz bardzo niepewny uśmiech. Pomyślałem, a gdybym tak lubił rozbadźganą czekoladę, to ciekaw jestem czy bym panu szefowi mógł to jakoś wytłumaczyć?
Tydzień temu pani nad jeziorkiem nie miała żadnych skrupułów, gdy poprosiłem o loda jagodowego, a ta próbowała mi wmówić śmietankowego. Grzecznie jej zwróciłem uwagę, że zamawiałem jagodowego, to wiecie Państwo co zrobiła? Otworzyła pokrywę od lodowego automatu i z wafla wszystko opróżniła ponownie do mielenia się w środku, po czym ze wściekłą miną nałożyła mi to co zamówiłem. W tej samej budzie moja żonka zapytała tę samą damulkę o placki ziemniaczane, a ta odrzekła: "nie mamy", i w tym momencie doszedł do głosu przypadkowo przechodzący kucharz: "jak to nie mamy? - są!". Po tych plackach przyszła nam jeszcze ochota na naleśniki z serem i bitą śmietaną. Zapytana ta sama pani "profesjonalistka": "czy do naleśników można śmietanę?" , 
odpowiedziała: "jeśli będzie, to tak?". Okazało się, że bitej śmietany tak na oko starczyło na pół naleśnika, przy czym w ramach porcji były dwa naleśniki, które trza było już wciągnąć nieco na sucho. Jak widać w małych ośrodkach, gdzie panuje monopol gastronomiczny , wciąż widnieje PRL-owski klimat.  Tak więc, jeśli ktoś gloryfikuje, że za PRL-u było lepiej, to polecam przejechać się do takich skansenów. Satysfakcja gwarantowana.




Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP




poniedziałek, 28 lipca 2014

URIAH HEEP - "Outsider" - (2014)



URIAH HEEP
"Outsider"
(FRONTIERS RECORDS)
***

W 2013 roku zmarł basista Uriah Heep - Trevor Bolder. Świetny muzyk, a i od dawien dawna dobry duch zespołu. Jeszcze pół roku przed śmiercią występował przecież w naszym kraju, nie zdając sobie sprawy z ciężkiej noszonej w sobie choroby. Wciąż mam w pamięci tamten występ - podziwiając wówczas Boldera kapitalną dyspozycję w życiu bym nie przypuszczał, że na następnej płycie jego zespołowi koledzy w albumowej książeczce, w dziale podziękowań, napiszą: "tęsknimy za Tobą", dodając, że był on (niestety już tylko) dobrym duchem przy powstawaniu całego dzieła "Outsider".
W konsekwencji do składu Shaw/Box/Lanzon/Gilbrook, przystąpił nowy basista Dave Rimmer. Jego obecność nie wpłynęła jednak na żadną stylistyczną zmianę zespołowego wizerunku. Nowy nabytek, ot po prostu, solidnie wywiązał się z powierzonego mu zadania. Tym samym, Uriah Heep nagrali płytę w dawnym duchu, chociaż zapewne zapragnęli uczynić ją przecież z wiadomych powodów nieco lepszą, czy nawet bardziej szczególną, w stosunku do trzech poprzednich, nagranych już po tej dłuższej przerwie (chodzi o lata 1998-2008).
Mamy tutaj tego samego producenta Mike'a Paxmana, to samo zdarte gardło Shawa, wszech mocne organy Lanzona, a i też jedyną w swoim rodzaju gitarę Micka Boxa (jedynego suma sumarum muzyka z czasów pierwszego składu). Wszystko na swój sposób się zgadza, wszystko jest na swoim miejscu, kompozycje także podlano masywnym brzmieniem oraz głównie średnio-szybkimi tempami. Czyli tak jak być powinno. Jedyne tylko co nie do końca cieszy, to brak w tym wszystkim jakichkolwiek szczególniej porywających melodii. Być może na starość zrobiłem się nazbyt wymagający, a być może po prostu należę do grona szczęściarzy dobrze pamiętających czasy powstawania kapitalnych płyt podpisywanych tą szlachetną nazwą - Uriah Heep. Czasów, w których nie trzeba było albumu przesłuchiwać dobrych tuzin razy, by później na siłę pochwalić ledwie kilka średnich nagrań. Takich, które gdyby zamieścić na złotych dziełach, stanowiłyby co najwyżej za mocno nadwyrężoną przeciętność. W tak zwanych "moich czasach", mawiano o takich kompozycjach: "wypełniacze". I tutaj dochodzimy do sedna sprawy, otóż większość zawartości "Outsider", stanowią mniej lub bardziej udane wypełniacze. Nie mające żadnych szans na konfrontacje ze szlagierami typu: "Easy Livin' ", "Gypsy", "Sunrise", "Pilgrim", "Return To Fantasy", "Look At Yourself", "Love Machine" , że też i o kultowym "July Morning" nawet nie wspomnę.
 Częstokroć przy tego typu dziełach słyszę z lewa i prawa, że się czepiam, bo przecież tempo gry jest dobre, a i muzycy pomimo upływu lat nadal nieźle grzeją, i tak dalej, i tak dalej...  Co ja na to drodzy Państwo poradzę, że poza takimi oczywistościami, lubię jeszcze dodatkowo w kompozycjach ponad przeciętność. Troszkę magii, jakiś ciekawych zapamiętywalnych motywów, ładnych melodii czy niecodziennych zwrotów akcji. No cóż..., widać dziwak ze mnie.
Nie przeszkadzało mi to jednak polubić kilka numerów z najnowszego "jurajkowego" długograja. Poza udanym singlem "One Minute" (och, jak ja lubię właśnie takie stopniowanie napięcia!), szczególnie efektownie wypadły tutaj niemal wszystkie te melodyjne galopady, tj. utwory: "Looking At You", "Can't Take That Away", "Jessie" (to mój faworyt na ewentualnego kolejnego singla), "The Outsider", czy "The Law".
Cała płyta zdecydowanie zyskuje po kilku głębszych kontaktach. Przyznać się zarazem muszę, iż na samym początku miałem najzwyczajniej ochotę podrzucić to okrągłe grające sreberko do pierwszego napotkanego biura rzeczy znalezionych, na zasadzie - nie moje i niczego nie pamiętam.
Reasumując, "Outsider" nie wznosi odbiorcy ponad chmury, jednak i też nie podkopuje grobu. Ponadto, wstydu również grupie nie przynosi. Można jedynie żałować, że muzycy przy takiej "okazji" troszkę bardziej się nie przyłożyli.
Ot, solidny album, niczym szczególnym nie zachwycający i na pewno mniej porywający od wcześniejszych "Into The Wild" czy "Wake The Sleeper". Za to - z najpiękniejszą okładką od czasów niepamiętnych.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP






"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 27 lipca 2014 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM




"NAWIEDZONE STUDIO" 
program z 27 lipca 2014 r. 

 
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
www.afera.com.pl


realizacja: Krzysztof Piechota      
prowadzenie: Andrzej Masłowski




ALLEN - LANDE
"The Revenge"
(2007)
- Master Of Sorrow

TIMO TOLKKI's AVALON
"Angels Of The Apocalypse"
(2014)
- Design The Century - {śpiew FLOOR JANSEN}
- You'll Bleed For Ever - {śpiew FLOOR JANSEN}

GAMMA RAY
"Empire Of The Undead"
(2014)
- Empire Of The Undead
- Time For Deliverance

SIRENIA
"The 13th Floor"
(2009)
- Sirens Of The Seven Seas

SIRENIA
"The Enigma Of Life"
(2011)
- A Seaside Serenade

RHAPSODY feat. CHRISTOPHER LEE
"The Magic Of The Wizard's Dream"
(2005) - EPka
- The Magic Of The Wizard's Dream {italian version}

JUDAS PRIEST
"Redeemer Of Souls"
(2014)
- Halls Of Valhalla
- Down In Flames
- Beginning Of The End

SLADE
"You Boyz Make Big Noize"
(1987)
- Still The Same (12" Version) - utwór dodatkowy
- You Boyz Make Big Noize - utwór dodatkowy
- Let's Dance ('88 Remix) - utwór dodatkowy

SLADE
"Rogues Gallery"
(1985)
- Hey Ho Wish You Well
- Walking On Water, Running On Alcohol
- All Join Hands

SLADE
"The Slade Box - A 4 CD Anthology 1969-1991"
(2006)
- Universe - {singiel 1991}

STATUS QUO
"If You Can't Stand The Heat ... "
(1978)
- Someone Show Me Home
- Stones

GARY BROOKER
"No More Fear Of Flying"
(1979)
- (No More)n Fear Of Flying
- Say It Ain't So Joe
- Pilot

SAGA
"Sagacity"
(2014)
CD 2 - Live At SWR1 Rockarena 2013 (Saga Hits)
- Don't Be Late (Chapter 2)

YES
"Heaven & Earth"
(2014)
- To Ascend
- Believe Again

CHICAGO
"Chicago XXXVI: Now"
(2014)
- Love Lives On

JAMES
"La Petite Mort"
(2014)
- Interrogation
- All In My Mind

MARILLION
"A Sunday Night Above The Rain"
(2014)
- Sounds That Can't Be Made










Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP



niedziela, 27 lipca 2014

Dawnośmy się nie słyszeli

Nie słyszeliśmy się od dwóch tygodni. Mam dla Państwa dużo fantastycznej muzyki. Sporo nowości! i tyleż samo wspominek. Torba już załadowana, słuchawki w siatce, napoje w lodówce, nic tylko do 22-giej !
Zapraszam!
Do usłyszenia !


Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP 




środa, 23 lipca 2014

dawno dawno temu...., w czasach propagandy sukcesu

Jako 13/15-letni młodzieniec nie znałem podziałów na gatunki muzyczne, a jedynie odróżniałem co dobre, a co nie. Zupełnie nie przeszkadzało mi łączenie ze sobą potraw Queen, Deep Purple czy Pink Floyd, z piosenkami w rodzaju "Tornero" (I Santo California), "Ti Amo" (Umberto Tozzi), bądź "So You Win Again" (Hot Chocolate). Wszystko to uwielbiałem, zasłuchując się w błogostan. Zresztą, w tamtych czasach nikomu nie przeszkadzało mieszanie disco, rocka czy elektroniki. Nikt za to na nikogo krzywo nie spojrzał. Słuchało się co podpowiadała dusza. Mieszały się zatem na mym gramofonie pocztówki, single i longi Smokie, Boney M., Emerson Lake & Palmer, King Crimson czy Ireny Jarockiej. W dzisiejszych realiach na pewno oberwałbym od metali za słuchanie dicho, a od klubowiczo-didżejów za jaranie się syntezatorowym popem 80's. Zawsze byłoby źle. Bo niewiarygodnym wydaje się zwyczajna miłość do muzyki (oczywiście poza rapo/hip hopowym syfem, bo trudno to nazwać muzyką, a co dopiero sztuką). Miłość ogólna.
Jak zauważam, bycie metalem nakazuje "ble" na ładne i zgrabne piosenki, i działa to później we wszystkich możliwych kierunkach.
Przyznam się Państwu do czegoś, ponieważ jesteśmy sami, otóż w tamtych latach robiłem na płytowych giełdach takie interesy, że albo hurrra, albo wstyd. Ale wówczas zawsze byłem przekonany o słusznie podejmowanych decyzjach. Jako że byłem żądnym poznawania, chwytałem się niemal wszystkiego. Po pewnym czasie nauczyłem się nie popełniać zbyt dużych błędów, albowiem do melomanii doszedł jeszcze aspekt zarobkowo-cwaniacki, czyli na zasadzie; dobrze się wymienić, a najlepiej to wymienić gorszą płytę na lepszą i jeszcze bezczelnie zażądać dopłaty. Skutkowało. Naprawdę. I to jak. Płyty rosły w tempie zawrotnym, dopóki pociąg do hazardu (lata 83-87) nie przetrzepał moich półek. Zanim jednak do tego doszło, pamiętam jak potrafiłem jedynkę Zeppów wymienić na "Souvenirs" Demisa Roussosa. Dzisiaj bym do tego nie dopuścił, choć oba tytuły obecnie zaszczytnie spoglądają na mnie ze wschodniej strony pokoju.
W 1979 roku dostałem ostrego kręćka na punkcie Bee Gees, a więc zdobyłem longa "Spirits Having Flown" (tego od "Tragedy" czy "Too Much Heaven"). Płytę dosłownie zarżnąłem. Słuchałem jej po kilka razy dziennie, a gramofon nędzny, przez co igła niczym dłuto, ryła po rowkach. Trudno później było się jej pozbyć. Na giełdzie spece komentowali "chłopak, nie dość, że tak syfiarska muza, to jeszcze płyta zrypana, że hej". Fakt, zamiast czarna, była już niemal popielata. Wytrwale chodziłem co niedzielę do Wawrzynka, aż w końcu przyprawiłem komuś rogi. Bez wyrzutów sumienia. Tam nie wolno było wykazywać tej zacnej cechy charakteru, ponieważ można było wyjść z niczym. A i nawet mnie, takiemu cwaniakowi, rąbnięto niegdyś UFO "Strangers In The Night" - na podwójnym winylu. Bom naiwny pozwolił gościowi pójść w tłumie na środek sali, gdzie stacjonował deck Fonomaster. Niczego nie podejrzewając, siedziałem przy stoliczku z moimi skarbami i tylko czekałem aż popłyną pierwsze takty "Natural Thing". A tu nic. Mija kwadrans, dwa kwadranse .... Tylko dla przyzwoitości podszedłem w końcu do owego jedynego gramofonu odsłuchowego, by upewnić się, żem osioł straszny.
Po niedługim czasie, w podobnych okolicznościach, podwędziła mi jakaś świnia King Crimson "Earthbound", ale nie kochałem tej płyty tak jak tamtego UFO, więc żal był mniejszy, a płaczu w ogóle. Po UFO długo nie mogłem dojść do równowagi. Co gorsza, wydaje mi się, że do dzisiaj pamiętam cwaniaczko-złodzieja i z przyjemnością wymierzyłbym mu sprawiedliwość - nawet po latach. Niczym Charles Bronson. Ach, to był spec od zapinania guzików.
Próbował mi jeszcze pewien jegomość wyprowadzić z giełdy AC/DC "Back in Black", jednak zorientowałem się w porę i przyskrzyniłem gadzinę w drzwiach wyjściowych. Przyczyniając się zarazem do jego dożywotniego "zakazu stadionowego" w Wawrzynku lub rezerwowej Aspirynce.
Fajne to były czasy, miło wspominam. Więcej tam jednak bywało dobrego, choć patologie człowiek zapamiętuje lepiej.
Pragnąłem to Państwu napisać już dawno temu, ale coś nie mogłem spoić okazji. Dzisiaj też żadna przecież, ale kiedyś trza było.


Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP







wtorek, 22 lipca 2014

Ukrainą w Smoleńsk

Widzieliście Państwo? I co Wy na to? Macierewicz i Kaczyński już łączą mord na Ukrainie ze Smoleńskiem. Byłem pewien, że tak będzie. Dwa/trzy dni temu komuś o tym powiedziałem, że znajdą się tacy idioci. Nie trzeba było długo czekać, nie trzeba było się rozglądać, sami przylecieli, jak ćmy do światła. Mało tego, Kaczyński stwierdził, że tylko mało intelektualny człowiek nie połączy tych obu faktów.
Współczuję mu, życie tej kreatury musi być piekłem. Facet tkwi w bagnie nienawiści i oszczerstw po uszy. Chyba od zawsze, choć wyznawcy jego ideologii wmówią Państwu, że to wy siejecie nienawiść.
Ten kompletnie wyzbyty empatii stwór znowu rozpoczyna swoją grę, w którą wciągnie podobnych do siebie psychopatów. Ten kryminalny umysł powinien zostać odizolowany, bo źle działa na otoczenie. Niestety znam wyznawców tego chorego człowieka, którzy ufając mu bezgranicznie stają się bardzo niebezpiecznymi wyznawcami teorii tej immanentnej postaci. A wszystko tylko po to, by dokopać znienawidzonemu Tuskowi, Palikotowi, Gazecie Wyborczej czy TVN-owi. Oczywiście, między innymi. Wolą słuchać popierdolonych braci Karnowskich, tego pseudo klechy Rydzyka czy nastawionej wrogo Gazety Polskiej do wszystkich myślących poprzez mózg. Koszmary powracają i powracać będą przy każdej okazji, ja też z każdego takiego wpisu muszę się później tłumaczyć, ponieważ bywam obiektem pisowskich nalotów. Jednak mam to w dupie. Nie mam empatii do tego pisowskiego syfu. Nie mam także ochoty tłumaczyć się za to, że myślę normalnie. Brzydzę się ludźmi pokroju Kaczyński, Macierewicz, Pawłowska, Hofman, Brudziński, i mógłbym tak jeszcze wymieniać .... Ich należy izolować. Drodzy Państwo, dopóki nie było pisu, nie było nienawiści w polityce, także pomiędzy nami zwyczajnymi ludźmi. Niestety Kaczyński plus rozsiane bakterie, doprowadziły do bardzo wielkiego zła. Zabijając wiele godnych cech, jak moralność, praworządność, lojalność, przyzwoitość, także wznosząc pod swoim patronatem kościół na sztandary, podważyli jego znaczenie i wszystkie dobrze kojarzące się z nim cechy.
Walka polityczna jaką pis stosuje od lat, bywa haniebna, jednak w ostatnim czasie retoryka przez nią stosowana staje się wręcz obrzydliwa. A ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego.
Wielu znajomych powiedziało mi - daj spokój, nie wystawiaj się przed szereg, nie wygrasz z idiotami, ale ja nie mam zamiaru tłamsić tego w sobie. Zbyt stary i mądry jestem, bym pozwolił sobie szambo za kołnierz wylewać.
Dzisiaj jeszcze okazało się, że pan prezes na naszym Śląsku widzi sporo patologii. Szkoda, że nie zauważa jej w swojej głowie.


Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP