poniedziałek, 22 maja 2017

nie żyje ZBIGNIEW WODECKI (6.V.1950 - 22.V.2017)

Jeszcze wczoraj podczas Nawiedzonego Studia rozmawialiśmy z Tomkiem Ziółkowskim o Zbigniewie Wodeckim. Tomek nawet zabrał z domu do zaprezentowania trzy krajowych artystów kompakty, w tym jeden Pana Zbyszka - z jego największymi przebojami. Piosenka "Okno z Widokiem Na Przeszłość" uświetniła początkową fazę "Nocnika". Mój szanowny realizator był nawet przed niespełna dwoma miesiącami na jednym z dwóch poznańskich koncertów Zbigniewa Wodeckiego, który właśnie podczas obu wieczorów świętował artystyczne 40-lecie. Jeszcze dzisiaj z miejskiego autobusu dostrzegłem pod mostem kolejowym przy ul. Przepadek plakat reklamujący tamto wydarzenie. Dziwnie poczuć się można widząc na plakacie rześkiego i pełnego werwy Pana Zbyszka w towarzystwie Zdzisławy Sośnickiej, których promienne twarze właśnie zapraszają na niedawne wydarzenie.
Chyba wszyscy czujemy się dzisiaj jakoś nieswojo. Bo kto z nas nie polubił przynajmniej jednej piosenki tego Wielkiego Artysty. Dla mnie najważniejszymi pozostaną "Zacznij od Bacha" oraz "Izolda". To od nich zaczęła się moja przygoda z tym nietuzinkowym wokalistą oraz sprawnym trębaczem i skrzypkiem. Dopiero później usłyszałem wiele innych, i wcale nie gorszych piosenek, w tym pokaźną dawkę kolejnych przebojów.
Kilkanaście lat temu wymieniliśmy się z Panem Zbyszkiem uliczną uprzejmością. Do zdarzenia doszło na Rynku Jeżyckim, a konkretnie przy ul. Prusa. Właśnie podążałem do pewnego salonu po kolejny numer jednego z moich faworyzowanych muzycznych miesięczników ("Rock Hard" lub "Classic Rock"), gdy na chodnikowym pasie vis a vis pojawił się Pan Zbyszek. Bez wahania zarzuciłem: "dzień dobry, bardzo mi przyjemnie spotkać Pana na swej drodze", w odwecie otrzymałem ukłon po pas, plus: "dzień dobry, mnie również jest bardzo przyjemnie". Tygodniami przechwalałem się tym zdarzeniem. Podobno Artysta tamtego dnia gościł w Poznaniu kręcąc zdjęcia do jednego z telewizyjnych programów.
To dziwne, ale od zawsze darzyłem go ogromnym szacunkiem i uznaniem, choć jakoś nigdy nie kolekcjonowałem jego nagrań. Nie miałem takiej potrzeby, jednak w każdą piosenką wsłuchiwałem się z nieukrywaną przyjemnością.
Niczego niezwykłego już nie napiszę, czego byśmy wszyscy nie wiedzieli. Przykro, że to już kres. Odchodzi kolejna znacząca postać mego życia. Ktoś, kto był od zawsze. Zawsze pogodny, dowcipny, z piękną bujną fryzurą, potężnymi okularami, jeszcze potężniejszym głosem, do tego elegancki i dobrze wychowany. Stara dobra szkoła, choć w zasadzie Zbigniew Wodecki starości nie doczekał. Będzie mi go brakować. Nie tylko zresztą mnie.
Właśnie nastawiam płytę "Dusze Kobiet". Płytę zrealizowaną w moim Poznaniu, a wydaną równe 30 lat temu. Większość tu zawartych piosenek autorstwa Zbigniewa Wodeckiego, z nielicznymi nutami Aleksandra Maliszewskiego, a wszystkie do słów Jacka Cygana. Takie towarzystwo, więc nie mogło się nie udać. Polecam piosenkę "Powrót Do Źródeł" - bomba! To rzecz dla takich nostalgików, jak ja. Gdzieś na początku pada zapytanie: "...czy znasz do swoich wspomnień szyfr?"
Dziękuję Panie Zbyszku za wszystko, było mi bardzo przyjemnie podziwiać Pański talent.






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






O ja pytolę, co z tym Opolem?

Bardzo uważnie przyglądam się realiom, nie tracąc kontaktu z rzeczywistością, nawet jeśli z muzyką okazjonalnie wybiegam w kosmos. Proszę sobie nie myśleć, że Masłowski, to jakiś odrealniony typ. Nie należy mnie również pouczać, ni sugerować, co powinienem, a co nie, gdy zabieram głos w tematach pozamuzycznych.
Zastanówmy się więc, co oni z nami zrobili? Z naszą kulturą, tradycjami? Co sobie w ogóle wyobraża p.Kurski i te wszystkie jego sługusy? Z każdym kolejnym wydarzeniem skundlają nie tylko samych artystów, samą sztukę, lecz odbierają przy tym godność oraz wrażliwość ich sympatykom. Dlatego słusznie, że lista artystów bojkotujących czerwcowy opolski festiwal wydłuża się z każdą kolejną chwilą. A wszystko zaczęło się od próby zakneblowania ust Kayah - jednej z zaproszonych artystek przez Marylę Rodowicz - która miała zabawić na scenie podczas jubileuszu 50-lecia działalności Pani Maryli. Pan Kurski nie zgodził się jednak na występ Kayah - artystki, z którą nie po drodze całej pisowskiej propagandzie. Nie spodobał mu się udział Artystki w niedawnym pochodzie KOD-u, więc pomyślał: gębę zaknebluję. Na szczęście Maryla Rodowicz pokazała klasę, wkrótce także wyciągając środkowy palec. Nie ku nam, a politykom, którzy doprowadzili do tak paskudnej atmosfery, mieszając politykę z działem kultury. Siłą rozpędu również postawili się inni. W konsekwencji lista bojkotujących ewentualny już na chwilę obecną festiwal, robi się coraz pokaźniejsza. "Nie" powiedzieli: Piasek, Urszula, Kombii, Kasia Kowalska i wielu wielu wielu innych. Nie tylko artystów, ale i tradycyjnie konferansjerujący Artur Orzech czy producencki Walter Chełstowski.
Podobnie, co Kayah, pisowski los potraktował Arkadiusza Jakubika i jego band Dr. Misio, odbierając grupie możliwość występu - z uwagi na "nieemisyjny charakter" ich ostatniego teledysku, którego przecież niefilmową wersję mieliśmy posłuchać w opolskim amfiteatrze. Zabolały władzę w owym filmiku obnażeni chciwi księża, tak więc...
Nie będzie zatem świętowania 50-lecia artystycznego Maryli Rodowicz, nie będzie interpretacji piosenek Wojciecha Młynarskiego, nie będzie nawet przyzwoitego kabaretonu, albowiem na ten moment zadeklarowali się jedynie apolityczni, czytaj: zobojętniali, jak też pseudo kabareciarz Jan Pietrzak. Człowiek całkowicie przegrany w świecie rozrywki, przy tym skundlony nienawiścią do wszystkiego, co opozycyjne. Wstyd mi, że jako młodzieńca bawiły mnie niektóre dowcipy tego zgorzknialca. Obskurant Pietrzak dzisiaj może już tylko rozśmieszyć nienawistną lub najbardziej prymitywną część narodu. Wyostrzony dowcip tego pana stoi na intelektualnym poziomie Bazyliszka, a dla mnie bywa równie obojętny, co spływająca po drzewnej korze żywica. Panie Janie, przyjdzie czas, gdy nie uronię nawet łzy.
Podobno na scenie, bez względu na przebieg wydarzeń, pojawi się Zenek Martyniuk. Słyszałem, że pan Kurski jest fanem jego twórczości. No no no... Jednymi słowy: zanosi się na "zajefajny" show. 
Oczywiście po moim solidarnym trzymaniu sztamy z bojkotującymi pisowski festiwal artystami, wypisze się z Blogu Nawiedzonego kolejna jedna czy druga osoba. Cóż, uważam jednak, że nic za wszelką cenę popularności. O którą przecież i tak nigdy nie zabiegałem. Trzeba mieć na czym czapkę nosić.
Podobno Prezydent Opola jest za przełożeniem terminu, a także za przejęciem Krajowego Festiwalu Piosenki Opolskiej przez samo miasto Opole. Tym samym Prezydent pragnie, by Telewizja Rządowa zajmowała się jedynie sprawami technicznymi, nie tracąc przy tym rzecz jasna udziału z reklam, jednak kwestie artystyczne proponuje przydzielić przedstawicielom miasta, dziennikarzom oraz artystom. I to byłoby słuszne rozwiązanie. 






Andrzej Masłowski



"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 21 maja 2017 - Radio "Afera", Poznań 98,6 FM





"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 21 maja 2017 - godz. 22.00 - 2.00
 
RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Tomek Ziółkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski







Program w dużej mierze poświęcony dwóm niedawno zmarłym Artystom: Chrisowi Cornellowi (zaprezentowani Soundgarden oraz Alice Cooper) oraz Jimmy'emu Copley'owi (z płyt Magnum, The Pretenders oraz Paula Rodgersa).



SOUNDGARDEN - "Superunknown" - (1994) -
- Limo Wreck

SOUNDGARDEN - "Badmotorfinger" - (1991) -
- Room A Thousand Years Wide

ALICE COOPER - "The Last Temptation" - (1994) -
- Stolen Prayer - {dodatkowe partie wokalne w wydaniu CHRISa CORNELLa}

ZZ TOP - "Eliminator" - (1983) -
- Gimme All Your Lovin'

CREAM - "Royal Albert Hall London May 2-3-5-6, 2005" - (2005) -
- Politician

MAGNUM - "Princess Alice And The Broken Arrow" - (2007) -
- Your Lies
- You'll Never Sleep

BROTHER FIRETRIBE - "Sunbound" - (2017) -
- Taste Of A Champion
- Big City Dream

ROYAL HUNT - "2016" - (2017) -
- One Minute Left To Live
- May You Never (Walk Alone)
- Until The Day

PROCOL HARUM - "Novum" - (2017) -
- Last Chance Motel
- The Only One

MAANAM - "Maanam" - (1981) -
- Szał Niebieskich Ciał

EXODUS - "Hazard" - (1983) - wydany na CD, zresztą w ogóle po raz pierwszy na płycie w 2006 r.
- Intro
- A To Planeta
- Praktyczny kolor - {utwór spoza albumu}
- Zawsze Przyjdzie Co Ma Przyjść - {utwór spoza albumu}

OMEGA - "Időrabló" - (1977) -
- Nélküled

CAMEL - "Moonmadness" - (1976) -
- Lunar Sea

PRETENDERS - "Last Of The Independents" - (1994) -
- I'm A Mother
- Tequila
- Every Mothers' Son
- Live Colours - {tutaj na perkusji zamiast Jimmy'ego Copleya, Martin Chambers}

PAUL RODGERS - "Now & Live" - (1997) -
z płyty "Now":
- All I Really Want Is You

PAUL RODGERS - "Electric" - (1999) -
- China Blue
- Conquistadora

THE BATTERED ORNAMENTS - "Mantle-Piece" - (1969) -
- My Love's Gone Far Away
- The Week Looked Good On Paper - {utwór dodatkowy pochodzący z pierwszego singla}

PINK FLOYD - "The Dark Side Of The Moon" - (1973) -
- Eclipse

==================================
==================================




"NOCNIK"

Pierwsze trzy nagrania, to propozycje realizującego Tomka, rzecz jasna z jego kompaktów:


WILKI - "Wilki" - (1992) - remaster z 2004 r.
- Aborygen

ZBIGNIEW WODECKI - "Kompozycje" - (2013) - kompilacja
- Okno z Widokiem Na Przeszłość

BUDKA SUFLERA - "Cień Wielkiej Góry" - (1975) - z edycji CD wydanej w 1993 r.
- Lubię Ten Stary Obraz






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"




Gdy tylko pojawiło się słońce, wiosna nabrała barw - the colour of spring


sobotni grill przypominający przedwojenną lokomotywę kolejki grójeckiej

niedziela, 21 maja 2017

THE STEEPWATER BAND + support IZOTOP - Poznań, "Blue Note", piątek 19.V.2017

Przedwczoraj zawitałem do Blue Note na koncert Amerykanów The Steepwater Band. Ten niespecjalnie znany zespół zgromadził nawet niemałą liczbę blues rockowych wyznawców. Troszkę się zdziwiłem, albowiem wcale nie gorsi Brother Hawk, na których byłem w tym samym miejscu kilka miesięcy wcześniej, świecili wówczas po widowni bezlitosnymi i niezasłużonymi pustkami. Kto wie, być może tym razem magnesem okazali się supportujący Steepwaterów rodzimi specjaliści od grania pod ZZ Top, inteligentnie zwący się Izotop. Nigdy ich nie słuchałem, pomimo iż o grupie wiem od dawien dawna. Nareszcie przyjrzałem się panom z bliska, choć paradoksalnie siedząc przy ostatnim parterowym stoliku. Izotop świętowali 20-lecie istnienia. Przynajmniej tak można było wywnioskować po jednym z komentarzy Przema Łukasiewicza - bo tak nakazuje się zwać wokalista i gitarzysta tego bandu. W kwartecie rżną dwa utytułowane dla krajowego rocka nazwiska, a mianowicie na gitarze legenda Turbo - Andrzej Łysów , a na basie Henryk Tomczak, vide Heniu Tomczak - muzyk Stress, Non Iron, a także już wspomnianych Turbo. Ich wokalista/gitarzysta Przemo Łukasiewicz śpiewa mocno pod Billy'ego Gibbonsa, choć teksański brodacz może być spokojny o swój los. Nawet nie z racji ewentualnego złego śpiewu Łukasiewicza (wszak chłopina daje radę), co raczej ze sporo mniej chwytliwego repertuaru naszych poznańskich atomo-pierwiastków. Poza tym, lirycznie mało przekonująco. Wiem, że luz blues, ale na dłuższą metę teksty w rodzaju: "...nie masz forsy, czujesz, że jest bardzo źle..." trochę grafomańskie i męczące. Nikt nie zmusza hipisów do zapędów w rejony filozoficzne, ale... No właśnie, przecież ZZ Top bywają(li) podobni.
THE STEEPWATER BAND
Rozbawił mnie (i nie tylko mnie) Przemo Łukaszewicz, gdy po kilku kawałkach, gdzieś pomiędzy zarzucił: "jesteście najlepszą publicznością, nigdy nie widziałem lepszej" :-) Uwielbiam tego typu podpubliczki. I tym mnie kupił. Nie tylko zresztą tym, bowiem jeszcze finałowy cover ZZ Top "Gimme All You Lovin' ", też całkiem całkiem.
Było już wpół do dziesiątej, normalnie o tej porze w Blue Note muzycy zazwyczaj kończą swe występy, więc należy raczej podnosić cztery litery i do domu, a tu dopiero rozgrzewka. Po chwili na scenę skromniutko wdrapali się muzycy Steepwater Band - celem zainstalowania sprzętu. Ustawienia gitar, mikrofonów poszły szybko, choć publiczność ręce przy sobie udając, że nikt nic nie wie, kim są owi dżentelmeni. Kilka minut później równie po cichutku Amerykanie zeszli do szatni, i dopiero, gdy zakonferansjerował ich Krzysztof Ranus, to po oficjalnym już powtórnym pojawieniu, zebrali na powitanie gromkie owacje. Gdy tylko zagrali pierwszy numer, od razu dało się zauważyć różnicę, kto tu Amerykaninem, a kto przed chwilą próbował wejść w ich skórę. Steepwater Band, zupełnie jak Heniu Tomczak, też wbili się w starych hipisów. Zupełne, jakby wehikułem czasu ktoś ich przywołał z dawnej Woodstockowej sceny. Włosy, koszule, kurtki, spodnie, brody, itd... Jakby w ogóle nic się nie wydarzyło przez ostatnich blisko pięćdziesiąt lat. Panowie w okolicach czterdziestki widać, że w małym palcu mają płyty Led Zeppelin, Cream, Mayalla, Roberta Johnsona, Free, Rolling Stonesów, Lynyrdów czy Allmanów. Nawet z repertuaru Cream nieźle im wyszła interpretacja "Politician".
To był miły blues-rockowy długi wieczór. Po powrocie do domu zorientowałem się, że to już w zasadzie noc. Moja Zuleczka powitała mnie radośnie rozmerdanym ogonkiem, tak więc jeszcze spacerek - jej ulubiony rytuał.
Fajny koncert, choć przywołani wspomnieniem Brother Hawk, podobali mi się dużo bardziej. Wkrótce poznam Steepwaterów ze studyjnej płyty, być może dzięki niej grupa spodoba mi się należycie.  

na scenie obie kapele po zakończeniu całego koncertu
IZOTOP
IZOTOP
IZOTOP



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





czwartek, 18 maja 2017

Gaba Kulka i niestety zmarły w nocy Chris Cornell (20.VII.1964 - 17.V.2017)

Wypatrzyłem gdzieś w Centrum miasta spokojnie przemierzającą (ze swą dzieciną) Gabę Kulkę. Zagadałem, przemiła osoba. Wieczorem u nas wystąpi. Właśnie jest w trasie. Gości w naszym cyplu, a dzisiaj właśnie stanęło na Poznaniu. Uśmiechnęła się, gdy wyraziłem szacunek do jej płyty sprzed sześciu lat z coverami Iron Maiden. Zapytałem, czy śliczna 2-letnia maluda (o czym mnie Gaba poinformowała) pójdzie w muzyczne ślady swego dziadka i mamy? Usłyszałem logiczne: sama niech kiedyś zadecyduje.
Na starość robię się bardziej śmiały. Czaiłem się, czaiłem, a raz kozie śmierć - podszedłem, i warto było. Gaba Kulka jest bardzo naturalną i przemiłą osobą.
Najnowsi Procol Harum dotarli na czas. Szkoda, że internetowy sklep musiał pokonać wszystkie stacjonarne. Słucham płyty już trzeci dzień, ale dopóki na antenie nie zaprezentuję, słówkiem nie pisnę. A niesłuchaczom najlepszej poznańskiej audycji (nieskromnie, ale to przecież fakt) po prostu powiem, że jeszcze nie mam, nie znam.... Niech posłuchają w niedzielę i już. Co mnie obchodzą ludzie słuchający innych audycji, zamiast mojej, a mnie tylko marudzących, co ten, co tamten. Nie obchodzą mnie inne audycje, nigdy nie obchodziły, obchodzi mnie moja.
Właśnie się dowiaduję o nagłej śmierci Chrisa Cornella. Szokująca wieść. Ojej, co to się stało, dlaczego....? Wspaniały wokalista. Może nie do końca tworzący w kręgu moich zainteresowań, ale ogólnie lubiłem gościa. Nie za Audioslave, bowiem ich muzyka zupełnie obok mnie, niespecjalnie też przepadałem za bardzo cenionymi Temple Of The Dog, ale wcześni Soundgarden naprawdę świetni. Nie znoszę grunge'u, do których się ich zalicza, ale dla mnie to nie był żaden grunge. Mam w chałupie na srebrzystych kompaktach "Badmotorfinger" oraz "Superunknown". Oba zakupione w tamtych czasach. Na gorąco, gdy jeszcze były nowościami. Kosztowały sporo, ale chciałem mieć od razu. Lubiłem te albumy w ich epoce, słuchałem często, choć w radio nie prezentowałem. Od tego byli inni.
Cornell miał też genialną wspomagającą wokalizę u Alice Coopera w świetnym kawałku "Stolen Prayer" - na bardzo niedocenianej płycie "The Last Temptation". Tam jeszcze Chris podśpiewywał w innej piosence, ale to właśnie ten jego wygar w "Stolen Prayer", był (i jest!) obłędny. Kilka razy prezentowałem tę kompozycję, ale ostatni raz wieki temu. Może pora przypomnieć?
Dzięki Chris za wszystko, a teraz brnij do świata lepszego...






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





środa, 17 maja 2017

zmarł JIMMY COPLEY (1953 - 2017)

W minioną sobotę, 13 maja, świat muzyki pożegnał perkusistę Jimmy'ego Copleya. Być może jego nazwisko nie było dla wszystkich rozpoznawalne na miarę Johna Bonhama, Iana Paice'a, Carmine'a Appice'a, Neila Pearta, Phila Collinsa czy dajmy na to Charliego Wattsa, niemniej był to muzyk niezwykle ceniony, choćby przez Tony'ego Iommiego. To właśnie Tony jako jeden z pierwszych wyraził smutek z powodu jego śmierci. Gitarzysta Black Sabbath współpracował w dalszej przeszłości z Jimmym, a efektów tego można posłuchać na dwóch solowych płytach Iommiego. I tak, na wydanym w 2000 r. w gwiazdorskiej obsadzie albumie "Iommi", gdzie zmarłego perkusistę usłyszymy w otwierającej całość kompozycji "Laughing Man (In The Devil Mask)" - z wokalem hardcore'owego Henry'ego Rollinsa, a także w numerze "Patterns" - ze śpiewającym Serjem Tankianem z System Of A Down. Nie były to moje ulubione kompozycje tamtej całkiem miłej płyty, ale na pewno potwierdzały klasę jej uczestników. To jednak nie wszystko, albowiem Copley został poproszony jeszcze do perkusyjnych poprawek zarejestrowanych pierwotnie w 1996 roku w studiach DEP International, mieszczących się w Digbeth - w angielskim Birmingham. Pierwotne bębniarskich partii dokonał perkusista Judas Priest - Dave Holland, ale płyta jednak poszła do szuflady. Kilka lat później Holland dostał wyrok za próbę gwałtu, tak więc Iommi nie chciał mieć z nim niczego wspólnego, a gdy jeszcze nieco później przyszła mu chęć opublikowania dzieła, postanowił powierzyć wszystkie partie perkusyjne właśnie Copley'owi. W zasadzie nawet nie do końca wszystkie, ponieważ Copley miał już kilka z nich przygotowanych sporo wcześniej. Można by rzec, że album "The 1996 DEP Sessions", był poniekąd line-up'owym dziełem Black Sabbath, tak z okresu "Seventh Star". Również zaśpiewał na nim Glenn Hughes, a i też wiele partii instrumentów klawiszowych przyprawił zmarły niedawno Geoff Nicholls. 
Nazwisko Copleya znajdziemy jeszcze na przynajmniej kilku innych wartościowych albumach, jak np. na mojej ulubionej płycie Pretenders "Last Of The Independents", bądź jednej z najlepszych płyt Magnum ostatnich lat "Princess Alice And The Broken Arrow" czy kilku albumach Paula Rodgersa ("Electric", "Now" oraz "Live"), ale także na podwójnym kompaktowym wyciągu z festiwalu w Knebworth 1990. Copley zagrał tam w towarzystwie grupy Tears For Fears.
Muzyk cierpiał na białaczkę, którą wykryto u niego przed dwoma laty. Niestety skutki leczenia nie przyniosły pozytywnego efektu.
Dzięki Jimmy za wszystkie muzyczne uciechy, których nam dostarczyłeś, a teraz brnij do świata lepszego...





Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





wtorek, 16 maja 2017

odlecieć

Uradował mnie słuchacz Hubert z Kościana, któremu zauważalnie udzielił się kosmiczny nastrój z ostatniego "Nawiedzonego Studia". Budujące to bardzo. Dla takich chwil jest przyjemnie kompilować cotygodniowe radiowe spotkania. Nie nie, wcale nie podmawiam się o żadne lizusostwo, ale dobre słowo zawsze wzmacnia. A tak o nie na co dzień trudno. Łatwiej przychodzą zrugania. Wystarczy w przypływie szczerości wylać wiadro pomyj na nielubianą frakcję polityczną, a od razu odezwie się jeden z drugim. Niby takowi też od muzyki, ale jakoś widać mniej przywiązujący do niej znaczenie. Ceniony przeze mnie kościański Hubert odleciał wcale nie mniej, niż Beatlesi w 1967 r. w instrumentalnym "Flying". Wszak wokaliz z tej kompozycji (całej liverpoolskiej czwórki) nie zalicza się do utworu śpiewanego. Do takowych pretendują jedynie tekstowe, a "beztekstowe" traktuje się jako instrumentalne. Wówczas głosy czynią jedynie za kolejny instrument. Nawet jeśli powszechnie wiadomo, że głos to przecież właśnie instrument. Rozwlekłe to zagadnienie i nie o nim być miało. Poza tym, nie ja to wymyśliłem.
Zapytał anonimowy Słuchacz, skąd u mnie kosmiczna pasja? Żadna pasja, po prostu lubię - od zawsze. Tylko do tej pory nigdy sobie z Państwem Szanownym o gwiazdach czy planetach nie pozwoliłem. Jednak mój niedawny wywód o upragnionym słońcu doprowadził do kilku słów w temacie.
Lubię posłuchać rockowego kosmosu (z udziałem m.in. Eloy, Pink Floyd, Hawkwind, Camel, Nektar, ...), a także troszkę pofilozofować. Fantasy i science fiction też lubię, acz jedynie w literaturze słuchanej. Przez filmy, komiksy, bądź powieści nie jestem w stanie przejść.
ELOY na scenie w 2014 r.
Muszę Szanownym Państwu wyjawić, iż troszkę czuję rozczarowanie nadchodzącymi premierowymi Eloy. Płyta, która miała pojawić się w kwietniu, ponoć ostatecznie ujrzy światło w lipcu, niestety nie będzie kosmiczna, a potraktuje o losach krótko żyjącej Joanny D'Arc. Co prawda przeszłość, to też kosmos, jednak oparty na zdarzeniach dokonanych, co fascynuje trochę mniej. Tutaj nawet zaprzeczam sam sobie, albowiem niegdyś powiedziałem w jednej z audycji, że przeszłość fascynuje mnie bardziej od przyszłości, jednak miałem na myśli sferę ziemską, natomiast wszechświat rządzi się innymi prawami. Zakładam jednak, że Frank Bornemann z dobrze nam znanym wdziękiem odpowiednio zilustruje losy najbardziej znanej heretyczki.
Przy tej okazji zachęcam Szanownych Państwa do odwiedzin Eloy'owskich dzieł już dokonanych. Chyba każdy ma ich nieco w płytowym zbiorze. Oprócz red. Masłowskiego, ponieważ ten ma wszystko - ha ha ha.
Można sobie na pierwszy rzut odpuścić świetny hard rockowy debiut, pt. "Eloy", na którym grupa bardziej przypomina konkurentów Uriah Heep czy Deep Purple, jednak później... Później trzeba już posłuchać wszystkiego. Nawet z pozoru niektórych teoretycznie słabszych płyt, albowiem i na nich znajdziemy niemało wybornej, kosmicznej i symfoniczno-progrockowej muzyki. Praktycznie każdy album tej niemieckiej formacji jest o czymś. Albo o podróżach do przyszłości, albo o fantazjach opartych o dzieje minione. Od serca najbliżej mi do wszystkich albumów, jakie Eloy spłodzili pomiędzy 1973 a 1982 r. W żaden sposób nie dyskredytując wielu późniejszych, ze szczególnym naciskiem na kapitalne "The Tides Return Forever". Gdyby jednak ktoś zapragnął coś w pigułce na początek, to polecam w pełni zasłużenie osławiony "Ocean" - opowiadający historię Atlantydy. Ta pełni rozmachu płyta charakteryzowała się bogactwem melodycznym, momentami potężnym brzmieniem, choć też gdy trzeba, będąca dziełem subtelnie nastrojowym. Wszystkie cztery utwory tworzą tutaj zgrabną całość, choć największą sławę zyskał otwierający "Poseidon's Creation", który w wersji winylowej pochłaniał nieco ponad połowę pierwszej albumowej strony.
ELOY z "Reinarnation On Stage"
Fani Eloy przepadają również za bardzo PinkFloydowsko brzmiącą płytą "Silent Cries And Mighty Echoes" - zawierającą m.in. odtworzony w minioną niedzielę "The Apocalypse". To w nim pada zapytanie: "czy kiedykolwiek dowiemy się, co oznacza BYĆ?". Kosmiczny klimat albumu dobitnie podkreśla wyborna współpraca delikatnej gitary Franka Bornemanna z potężną dawką różnorodności Hammondów, syntezatorów i komputerów - w objęciach Detleva Schmidtchena. Ależ tam grała ekipa. Na tej następczyni "Ocean", obok dwójki wspomnianych protagonistów, zagrali jeszcze perkusista Jürgen Rosenthal (znamy go również z drugiego longplaya Scorpions "Fly To The Rainbow") oraz odwieczny zespołowy basista Klaus-Peter Matziol.
Z kosmicznych Eloy proszę się także pochylić nad płytami "Planets" oraz "Time To Turn" - tworzącymi wspólną opowieść o ocaleniu upadającej moralnie cywilizacji na planecie "Salta".
Warto jednak przy tym nie lekceważyć najwcześniejszych zespołowych propozycji, jak albumów nr 2, 3 i 4, tj. "Inside", "Floating" oraz "Power And The Passion". Zdecydowanie ten ostatni wydaje się szczególnie świetny. I zawiera przynajmniej dwa obłędne nagrania: "Mutiny" oraz "The Bells Of Notre Dame". Proszę sobie wyobrazić, że owe "Dzwony Notre Dame" są do dzisiaj w koncertowym żelaznym repertuarze grupy. Grupy, która poza szerokim zakresem wiedzy jej fanów, w Polsce znana jest jedynie z nagrania "Time To Turn". I to też tylko z uwagi na jego przeróbkę naszej Budki Suflera pod, jak by nie było, kosmicznym tytułem "Noc Komety". Zaśpiewał ją w swoim czasie Felicjan Andrzejczak - ten od najbardziej koszmarnego przeboju "Jolka Jolka, Pamiętasz" - Boże, co za okropieństwo!. W każdym razie, album "Power And The Passion" jest także ciekawy literacko. Opowiada o człowieku, który odbywa podróż w czasie, konkretnie do roku 1358, nie spodziewając się czyhającego na niego podstępu. Otóż, nasz bohater zakochuje się córce pewnego władcy tyrana, za co zostaje uwięziony. To uniemożliwia mu powrót do teraźniejszości. Na szczęście na jego drodze pojawia się pewien czarnoksiężnik, któremu udaje się go uwolnić.
Eloy uważam za bardzo niedocenianą grupę wśród sympatyków szeroko pojętego art rocka w naszym kraju. Stale tylko słyszę u fanów gatunku nazwy Pink Floyd, Porcupine Tree, Genesis, Marillion, King Crimson czy Yes. W zasadzie chciałoby się nawet przyklasnąć dobrym gustom rodaków, ale dobrze by było, gdyby do tego grona dołączyli jeszcze Eloy. Być może najnowsza płyta się do tego przyczyni. Nic, tylko wypada poczekać cierpliwie do lipca, choć spieszyć się też nie ma co, niech jeszcze trochę wiosna sobą nacieszy. Tymczasem w mym pokoju rozbrzmiewa świetny 2-płytowy koncert "Reincarnation On Stage". Jak na razie ostatnia pozycja z bogatego katalogu Eloy. Jest tu niemal wszystko, czego dusza pragnie. Polecam ten show także Państwa uwadze.





Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"