wtorek, 16 września 2014

Zdzisława Sośnicka i była żona Mike'a Oldfielda niegdyś na jednej płycie

Moje pokolenie doskonale pamięta nazwy niektórych międzynarodowych festiwali piosenki. Co prawda, Telewizja Polska pokazywała na żywo tylko ten Sopocki, jednak każdy wiedział o czechosłowackiej Bratysławskiej Lirze, bułgarskim Złotym Orfeuszu, maltańskim Pop Song Festival, włoskim San Remo, japońskim Yamaha Pop Song Festival czy festiwalu w Dreźnie, którego dzisiaj już nazwy nie pomnę. To tylko niektóre, te ważniejsze, bo funkcjonowało ich więcej. Były to wielkie wydarzenia, szczególnie te w Bloku Wschodnim, który to przyjazny wszystkim Blok mocno na co dzień ograniczał szeroko pojętą rozrywkę.
W tego typu imprezach zazwyczaj występowały znaczące gwiazdy z krajów socjalistycznych oraz kompletnie , bądź co najwyżej mniej znane z krajów zgniłego kapitalizmu. Dlatego podnoszono ich atrakcyjność poprzez zapraszanie tzw. gwiazd wieczoru, co zawsze gwarantowało pełne zainteresowanie publiczności, zarówno tej na żywo jak i przed odbiornikami.
Proszę wierzyć, że zaproszeni do Sopotu Demis Roussos, Boney M. czy Drupi, wzbudzali tak wiele emocji, iż o danym festiwalu rozmawiano wiele tygodni przed, jak i po całym wydarzeniu. Wiem, że trudno to będzie zrozumieć każdemu współczesnemu młodemu człowiekowi, wychowanemu na mnogości atrakcyjnych imprez, koncertów, ... , ale w tamtych czasach tak wyglądała rzeczywistość.
Czasem szperam po szafach szukając czegoś konkretnego i niemal zawsze napotykam na jakieś ciekawostki, o których myślę, że warto przypominać. W większości jednak odkładam je ponownie do szafy i mówię sobie - dziś już nie, może później. Jednak nigdy nie ma tego "później", bo zawsze później, to po prostu brakuje czasu. Lecz jednak dzisiaj ...
Gdybym zadał Państwu takie pytanie - co łączy Zdzisławę Sośnicką i Mike'a Oldfielda? Prawdopodobnie nic. Mało tego, jestem nawet przekonany, że artyści nigdy się osobiście nie spotkali, ale za to Pani Zdzisława z przyszłą żoną i matką dwojga dzieci Mike'a Oldfielda, Anitą Hegerland, w pewnym sensie tak. Na jednej płycie. Co prawda kompilacyjnej, ale zawsze.
Młodziutka Anita Hegerland wystąpiła, na tym w sumie dość popularnym festiwalu w 1970 roku - mając zaledwie 9 lat, z kolei Zdzisława Sośnicka zaśpiewała na tych samych deskach - w 1972 roku, będąc już 27-letnią dorosłą dziewczyną, a wykonując tam piosenkę pt. "Nocturne" - autorstwa bułgarskiego kompozytora Aleksandra Yossifova. Piosenka rarytas, bo zdaje się do dzisiaj niepublikowana nigdzie poza tą bułgarską podwójną kompilacją, jedynej zdaje się oficyny wydawniczej jaką tam mieli, czyli Balkantonu.
Anita Hegerland zaśpiewała piosenkę "Birds Of The Blue South" - kompletnie nieznanego kompozytora B.Ellesera. Także i ta piosenka poza tym albumem nigdzie nie była opublikowana.
Pośród ponad dwudziestu wykonawców tutaj zamieszczonych , było jeszcze kilka znanych nazwisk, chociażby: Tony Christie, Kati Kovacs czy też Ben Kramer, i proszę mi wierzyć, że wielu z pozostałych niewymienionych przeze mnie artystów, naprawdę wciąż da się jeszcze posłuchać. Kto wie, może nawet z większą uwagą, niż te ponad cztery dekady temu, kiedy niewielu z nas
interesowała tego typu twórczość. Każdy wtedy szukał wymarzonych Pink Floyd, Led Zeppelin czy Queen, a nie jakiś tam nikomu nieznanych i "niepotrzebnych wyjców estradowych". Mam trochę takich "skarbów" z przeszłości, tak więc w wolnych chwilach chętnie się z Państwem nimi podzielę na łamach Blogu Nawiedzonego. A być może niegdyś je wszystkie zbiorę do jednego worka i poświęcimy im sporą część Nawiedzonego Studia?




Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP




Powrót Damiena Rice'a

Niedawno na moim drugim blogu wkleiłem oficjalną notkę + okładkę do zbliżającej się premiery albumu Damiena Rice'a. Artysta zamilkł na długo, ale jak się okazuje wciąż wzbudza pozytywne emocje.
Oto co głosi kolejna oficjalna informacja jaką otrzymałem z Warner Music :

" „Jest tylko jeden muzyczny powrót, którym warto się ekscytować w tym 
tygodniu. Nie, to nie jest U2…”
Prasa i media z dużą dozą entuzjazmu przyjęły informację o premierze 
nowego albumu Damiena Rice’a. Wyczekiwana przez fanów płyta „My Favourite 
Faded Fantasy” ukaże się 3 listopada. 
 
 
„Jest tylko jeden muzyczny powrót, którym warto się ekscytować w tym 
tygodniu. Nie, to nie jest U2…” - napisał „London Evening Standard i 
dodaje: 
„bez wątpienia będzie to jeden z najlepszych albumów tego roku”.
„My Favourite Faded Fantasy” to trzeci studyjny album Damiena Rice’a 
wydany po trwającej aż osiem lat przerwie. „Czasami coś, co lubisz musisz 
na pewien czas odłożyć na bok, aby móc później odkryć to na nowo” -
– tłumaczy Irlandczyk. 
Płytę wyprodukował przy współudziale Ricka Rubina (m.in. Slayer, 
Johnny Cash, Metallica, Slipknot, Red Hot Chili Peppers, ZZ Top). Prace 
odbyły się w Los Angeles i na Islandii.
Materiał promuje przecudna, śpiewana delikatnie przez Irlandczyka 
króciutka piosenka tytułowa, do której zrealizowano wideoklip. Obraz 
jest do obejrzenia na tej stronie:
http://youtu.be/xGIIfNxfUAE
Piosenki w całości można posłuchać w serwisie Deezer:
http://www.deezer.com/album/8560671.
Na oficjalnego singla promującego wydawnictwo „My Favourite Faded 
Fanatsy” wybrano inne nagranie, „I Don't Want To Change You”, które 
trafi do stacji radiowych pod koniec września."
 
 
 
 
 

poniedziałek, 15 września 2014

nowe U2 a iPhone'owy klient

Okazuje się, że premiera najnowszego albumu U2 ("Songs Of Innocence") nawet za darmo ponosi klapę komercyjną. Spośród 500 milionów użytkowników iPhone'a (Apple'a) , tylko niespełna jeden procent ściągnęło najnowsze dzieło Irlandczyków. Zapewne z czasem statystyka się nieco podniesie, ale nie ma mowy o sukcesie na jaki liczyło Apple i U2. Widać ludzie mądrzeją i nie rajcuje ich na dłuższy dystans strumieniowe słuchanie. I słusznie. Prawdziwi fani i tak kupią płytę, a ewentualnych dodatkowych właśnie grupa straciła. Nie tędy droga. Nie da się na siłę pozyskać kogoś kogo nie ma. Bo nawet fani hip hopu czy innych diabelstw, mający darmową możliwość posłuchania takiego U2, nie rzucą wszystkiego w kąt tylko dlatego, że coś mainstreamowego im podsunięto za darmochę. Mnie nawet gdyby dopłacono, to nie poświęciłbym czasu na coś co mnie na co dzień nie kręci - i już. 
I zobaczcie Państwo, prawdziwym fanom, którzy pójdą z plikiem banknotów do kasy 13 października, wykręca się taki numer, a oczko puszcza się do typowych darmozjadów i sępów, by ci sobie mogli od 9 września od łaski posłuchać nowych kawałków "ju tu". Może jak teraz wszyscy wtopią na tym eksperymencie , to następnym razem zapukają już do właściwych drzwi. Komuś tu się chyba coś pofajdało, to właśnie iPhone'owcy powinni się bujać, a nie prawdziwi kolekcjonerzy płyt, którzy sobie od ust odejmują, by Irlandczykom dupska zapchać w osiąganiu szczęścia. Tak Panowie Edge, Bono, Larry i Adamie szanowni, prawdziwymi waszymi fanami są ci, którzy kupują płytę, a potem miętolą książeczkę z drżącymi i spoconymi dłońmi, zapętlając kompakt w odtwarzaczu od rana do wieczora przez dni niepoliczalnych mnóstwo, a gdy pierwszy egzemplarz się zużyje, kupują drugi. A jeszcze za jakiś czas łykną kolejny, bo kolekcjonerski, itp ... I to są wasi fani, a nie ci ajfono-popierdoleni spotyfajfuse, którzy myślą, że jak zapłacą miesięczny abonament sześciu dolców i kilkudziesięciu centów za użytkowanie całej muzy, to już są tacy uczciwi, bo teraz mogą przesłuchać wszystkie płyty tego świata za jednym pierdnięciem kilku groszaków. I jeszcze mieć poczucie uczciwości, że niby zapłacili. Też bym im zaczął tyle płacić - jednego centa za godzinę harówy w przelewaniu szamba z bani do banieczek, aby zobaczyli jak to jest. Pamiętacie jak Kwinto przystawił spluwę Kramerowi do skroni, dodając przy tym: "... ach ty uczciwy człowieku", bo tamten też myślał, że za nędzne grosze odkupi swe złe dawne uczynki. A konkretnie, wkopanie przyjaciela do pierdla. To się zawsze w życiu odwraca. Ty ukradniesz, okradną ciebie, więc płać za muzykę i nie bierz za darmo, nawet gdy sam artysta "diabeł" kusi.
Szczerze Państwu powiem, że jak lubię i szanuję Ju Tu, tak trzymam kciuki za komercyjną wtopę całego tego durnego przedsięwzięcia. Ja też mam tę płytę i nawet teraz pisząc dla Państwa tych kilka słów, właśnie jej sobie słucham. Dostałem "wypałkę" od znajomego, właśnie jednego z tych półmiliardowych "szczęściarzy". Tyle, że na mnie Bono nie straci, bo ja płytę i tak kupię - jak zawsze zresztą! Nawet taką. Takie średniactwo. Bo nie ma już tego zajebistego U2. Ono poszło się dawno temu gdzieś przejść i błądzi, nie mogąc znaleźć drogi powrotnej. Może właśnie dlatego i ci, i tamci, wpadają na tak mało oryginalne zabiegi marketingowe, by tym średniactwem jakoś w ogóle przykuć uwagę. Jakoś to opakować i znaleźć frajera. Myśląc, że ju tu, to ju tu, a więc musi zrobić wrażenie już samą nazwą.
Jest jedna fajna piosenka, w drugiej części tego longa, zwie się "Sleep Like a Baby Tonight". Przynajmniej tej mam ochotę posłuchać więcej niż jeden raz. Reszta to już dla tych, którzy na co dzień biegają w rurkach, pomarańczowych trampkach i z białymi słuchawkami.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP 



"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 14 września - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM




"NAWIEDZONE STUDIO" 
program z 14 września 2014 r. 

 
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
www.afera.com.pl

realizacja: Krzysztof Piechota      
prowadzenie: Andrzej Masłowski


 ===============================

GREGORY LYNN HALL
"Heaven To Earth"
(2014)
- Cryin'

ANIA RUSOWICZ
"Mój Big-Bit"
(2011 / reedycja 2012)
- Czekałam Na Ciebie Tysiąc Lat
- Ja i Ty

ANIA RUSOWICZ
"Genesis"
(2013)
- To Co Było

LED ZEPPELIN
"Led Zeppelin II"
(1969)
- Whole Lotta Love

DEEP PURPLE
"Shades Of Deep Purple"
(1968)
- Hush

SURVIVOR
"Reach"
(2006)
- Reach
- Fire Makes Steel

THE PRETTY RECKLESS
"Going To Hell"
(2014)
- House On A Hill

HAMMERFALL
"(r)Evolution"
(2014)
- Live Life Loud
- Origins

HAMMERFALL
"Glory To The Brave"
(1997)
- HammerFall

DIVLJE JAGODE
"Vatra"
(1985)
- Ciganka
- Touch Me Little Girl

LIVING COLOUR
"Vivid"
(1988)
- Glamour Boys
- What's Your Favorite Color?
- Which Way To America

FOCUS
"Focus Con Proby"
(1978)
- Brother

RENAISSANCE
"Symphony Of Light"
(2014)
- Grandine Il Vento
- Immortal Beloved

MIDGE URE
"Fragile"
(2014)
- Dark, Dark Night

KATE BUSH
"Hounds Of Love"
(1985)
- Running Up That Hill (A Deal With God)
- Mother Stands For Comfort

KATE BUSH
"Aerial"
(2005)
- Somewhere In Between

PIOTR KACZKOWSKI
przedstawia MINIMAX
(1998)
RED BOX - Chenko - (1983) - wersja z MAXI 12"
FASHION - You In The Night - (1984) - wersja z MAXI 12"

ROBERT PLANT
"Lullaby And... The Ceaseless Roar"
(2014)
- Embrace Another Fall
- Somebody There

JUSTIN HAYWARD
"Spirits... Live"
(2014)
- New Horizons
- Forever Autumn
- Question

STEVE HACKETT
"Feedback '86"
(2000)
- Cassandra
- Oh How I Love You

STRAWBS
"Bursting At The Seams"
(1973)
- Lay Down



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP








sobota, 13 września 2014

ANIA RUSOWICZ - 13.09.2014, Poznań, Klub "Blue Note"

To był mój drugi raz z Anią Rusowicz w Blue Note. Poprzedni koncert odbył się pół roku temu, lecz niestety wówczas była to niedziela, a ja musiałem niestety w połowie przerwać zabawę, by po pół godzinie zasiąść w Nawiedzonym Studio dla moich Szanownych i Najwspanialszych na Świecie Słuchaczy. Już wówczas postanowiłem to jakoś sobie odbić, no i właśnie dzisiaj się udało.
Koncert zaplanowano na dość późną godzinę 21-szą,  a jeszcze ten się z lekka przestawił o tych "kilka" minut.
Na scenie czterech facetów (w większości mocno długowłosych, niczym z epoki hippies) obsługujących przesterowaną gitarę, bas, perkusję oraz Hammondy, a pomiędzy nimi złocisto-włosa (i także bardzo hippie) Ania, która bywała zarówno psychodeliczna jak i big-beatowa. Czyli tak jak mają się jej obie do tej pory wydane płyty. Zresztą, już na samym początku występu Ania zapowiedziała, że najwięcej z zespołem pograją z ostatniej płyty "Genesis", ale i nie zapomną o entuzjastach pierwszego longa "Mój Big-Bit". Jak powiedziała, tak się stało. Można powiedzieć , że pod względem doboru repertuaru, było bardzo blisko w stosunku do marcowego koncertu, choć wówczas chyba nieco mocniej dominował repertuar z "Genesis", a odskocznią od niego były ciekawe przeróbki rockowych klasyków.
Dzisiaj też ich nie zabrakło. Ania ze swoimi przyjaciółmi (jak zresztą sama nazywa zespołowych kompanów) zaprezentowała "Whole Lotta Love" (Led Zeppelin), "Hush" (hit Deep Purple , choć oryginalnie to przecież numer Joe Southa), "Somebody To Love" (Jefferson Airplane) czy "Riders On The Storm" (The Doors).
Ma w sobie ta dziewczyna jakąś niesłychaną moc w docieraniu do ludzi - i to w każdej grupie wiekowej - co także dało się dzisiaj zauważyć. Miło było popatrzeć na oklaskujących artystkę ludzi bardzo młodych ciałem, jak i tych starszych ciałem, lecz bardzo młodych duchem.
Komuś się w pewnej chwili z publiczności wyrwało: "Ada" (imię jej Mamy - przyp. A.M.), na co od razu Ania zripostowała: "chyba ci się pomyliło, ja nie jestem Ada", po czym momentalnie ktoś z tłumu niewinnie wyskandował: "Ania!", no a potem to już cały klub: "Ania, Ania,...!!!". A było gromko, bo choć ścisku jako takiego być może i nawet nie było, to jednak "Blue Note" zapełnił się jak należy - i to na obu kondygnacjach.
Gospodyni dzisiejszego wieczoru była wzruszona kolejną wizytą w swoim (o czym stanowczo zapewniła) mieście, bo jak zresztą stwierdziła - ciężko jej jakoś było do tej pory (z przyczyn niezależnych) zakontraktować koncert w Poznaniu.
Lubię tę dziewczynę. Jest ambitna, wie czego chce, ma bardzo fajny głos, czuje rocka, jest psychodeliczna, pozytywnie zakręcona, do tego bardzo ładna i urocza w jednym. Proszę ile to pozytywnych cech można znaleźć u jednego człowieka - i to bez żadnego przymusu czy jakiegoś nadwyrężenia z mojej strony. Dodam jeszcze, że choć Ania hołduje starej muzyce, a jej koledzy naprawdę świetnie rzeźbią na swych instrumentach (klasycznie rockowo!), to jest to grupa bardzo przyszłościowych ludzi, których na pewno jeszcze stać na wiele niespodzianek względem nas - ich odbiorców. No i co najważniejsze - cały skład: Ania Rusowicz Band, to artyści z krwi i kości, bez krzty jakiegokolwiek pozerstwa czy supremacji fałszu. Dlatego na następny koncert też się przejdę, a za dzisiejszą możliwość pragnę pięknie podziękować Pani Ewie z Klubu "Blue Note".

















Andrzej Masłowski


RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP 



środa, 10 września 2014

MIDGE URE - "Fragile" - (2014) -

MIDGE URE
"Fragile"
(HYPERTENSION)
*****

W 2012 roku reaktywowani w najsilniejszym składzie Ultravox wydali nad wyraz udaną płytę "Brilliant", pokazując przy okazji niedowiarkom, że nic sobie nie robią z upływającego czasu. Zresztą, nie musieli przecież niczego udowadniać, zrobili to już dawno temu, niech zatem owi powątpiewający oraz różnoracy chwilowi modnisie, teraz pokażą na co ich stać. No i ciekawe czy ktoś takowych, będzie chciał jeszcze posłuchać za tych trzydzieści lat.
Midge Ure za sprawą najnowszego longplaya pokazuje ile jest naprawdę wart, szczególnie gdy u jego boku nie ma kompozytorskiego talentu Billiego Currie oraz entuzjazmu pozostałych dwóch kompanów z zespołowej Ultry.
Pozostają w takim układzie tylko dwa wyjścia, albo się od razu wyłożyć na pierwszym płotku, albo rozerwać łachy na strzępy i z uniesionym czołem stanąć przed gradobiciem oczekiwań.
"Fragile" jest płytą jakiej się spodziewałem - przemyślaną, nastrojową, bogatą i dojrzałą. I jeszcze bardzo melodyjną, ponieważ artysta pochodzi z czasów, w których bez melodii nikt nie śmiał wejść na scenę. Rzecz jasna, nie ma tu łatwych pioseneczek na mało wymagające listy przebojów, za to są dostojne melodie, poruszające jeszcze nie wyrwanymi przez jesień liśćmi. Otrzymujemy album na coraz to dłuższe wieczory, od którego trudno się będzie wszelakim klimaciarzom oderwać.
Mało tego, nie ma na nim żadnych popisów czy wirtuozerskich zagrywek, nie o to się tutaj sprawa rozbija. To raczej piosenki (oraz tematy instrumentalne) do rozmarzeń, przemyśleń, ale i do subtelnych zanuceń przez każdego dającego się wciągnąć.
Midge Ure przetasował komputery z instrumentami "prawdziwymi", nie przekraczając przy tym granicy, za którą wszech panuje już tylko zdehumanizowany łomot. Okazało się, że jeśli się jest prawdziwym artystą, to poczucie smaku ma się we krwi. Może właśnie dlatego tak wielu jego dawnych konkurentów może dzisiaj szorować buty Ultravoxom, bo ci nie zestarzeli się ani trochę. I ta płyta także się nie zdewaluuje - bo jest artystyczna, prawdziwa i piękna.
Nowa wersja "Let It Rise" jest jeszcze bardziej okazała od tej starej nagranej z Schillerem, a przecież już tamta wydawała się być nie do pobicia.
Midge Ure dobrze się czuje w otoczeniu młodszej generacji "komputerowców" i dał temu wyraz także na "Fragile", zapraszając Moby'ego do wspólnego arcydziełka jakim jest "Dark, Dark Night". Ten utwór otwiera się bardzo niewinnie i niewiele z początku wróży, lecz później... ! Gdybym się zagalopował rzekłbym, iż to najwspanialszy numer na płycie, i pewnie by tak było, gdyby jeszcze nie ballada "For All You Know", albo obłędny finał w postaci tytułowego "Fragile" - zupełnie jakby na jednej drodze spotkali się Genesis, The Moody Blues i stare poczciwe Ultravox. Niewiarygodne? Wiem, bo chyba też bym w to nie uwierzył, ale ja tego naprawdę miałem okazję posłuchać.
Na tej "nietanecznej" płycie znalazł się jednak i taki "Become", który na ewentualnym Ultravox Party, mógłby poderwać na parkiet niejednego takiego starucha jak ja. Zresztą, instrumenty klawiszowe, bas i przebiegająca niczym na czerwonym świetle przez pasy gitara, gnają jakby przywędrowały przez omyłkę z dawnej epoki.
Dużo tu wspaniałości, koniec końców, to aż dziesięć utworów, które zestawiono ze sobą z wielkim gustem i poczuciem smaku. Tak właśnie tworzy się dzieła ukończone, pełne - doskonałe!



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP







wtorek, 9 września 2014

RENAISSANCE - "Symphony Of Light" - (2014) -




RENAISSANCE
"Symphony Of Light"
(SYMPHONIC ROCK RECORDINGS / RED RIVER)
***1/2


Renaissance byli niegdyś jedną z najpiękniej grających grup w krainie rocka progresywnego. Z  anielskim i na pół operowym głosem Annie Haslam, z wybornymi partiami fortepianu Johna Touta (teraz zastąpił go Rave Tesar) + klasycyzująco-folkową grą gitarzysty Michaela Dunforda. To wszystko razem dawało niepowtarzalny efekt. Nikt tak nie grał i nikt tak nie brzmiał, choć wielu próbowało. Grupa umiejętnie nawiązywała do muzyki czy też literatury dawnej, przenosząc ich moc na grunt rocka. Przynajmniej pierwszych pięć/siedem albumów należy znać obowiązkowo niczym amen w pacierzu i trzymać na płytowej półce obok najdoskonalszych dokonań Yes, Genesis, Strawbs, itp...
Dzisiejszy skład zespołu daleki jest już od tamtego z tzw. złotego okresu, a jeszcze gdy spojrzymy na albumowe zdjęcie z rewersu okładki do "Symphony Of Light", to musimy w ramkę ująć pierwszego Pana od prawej - Michaela Dunforda, który zmarł w 2012 roku. Będzie brakować tej jego charyzmy i trudno wyobrazić sobie jakiegokolwiek następcę w miejsce tego wybornego gitarzysty (akustycznego - co należy podkreślić).
Na aktywnym "renesansowym" gruncie ostała się już tylko Annie Haslam, której obecnie towarzyszą zdolni muzycy - pozyskani w latach ostatnich. Czy Renaissance w takiej formie przetrwa, to już czas pokaże.
"Symphony Of Light" tworzyła się kilka lat i zanim się pojawiła pod tym tytułem, najpierw wydano ją w 2013 roku - jako "Grandine Il Vento". Teraz za to jest bogatsza o trzy kompozycje ("Tonight", "Immortal Beloved" oraz "Renaissance Man" - ten ostatni został zadedykowany Michaelowi Dunfordowi).
Dobra to płyta, choć na pewno nie tak wielka jak "Scheherazade And Other Stories" czy "Turn Of The Cards". Nie brakuje jej jednak "tego brzmienia" fortepianu, subtelnych gitarowych partii Dunforda, podniosłych orkiestracji, nieziemskiego głosu Annie, a i co ważne - wielu bardzo ładnych melodii, jak choćby w tytułowej "Symphony Of Light", bądź także w tytułowym (do poprzedniej wersji albumu) "Grandine Il Vento" - cóż za potęga i moc!, czy absolutnym klejnocie "Immortal Beloved", który dopiero w tej edycji dołączył do całego dzieła.
To bardzo nastrojowa i zarazem podniosła muzyka. I choć ta, mieści się w rockowych ramach, daleko jej do twórczości spoconych facetów - walących co tchu po bębnach i onanistycznie rzeźbiących na gitarach. Muzyka Renaissance jest przesiąknięta melancholią i subtelnością, i zapewne nie każdemu od razu przypadnie do gustu, lecz gdy się to już stanie, pozostanie z nami na zawsze.
Warto jeszcze słówko o gościach, otóż w "Cry To The World" na flecie zagrał Ian Anderson - muzyk Jethro Tull, z kolei w "Blood Silver Like Moonlight" zaśpiewał z Annie w duecie John Wetton (m.in. King Crimson, Asia, UK, Uriah Heep, Wishbone Ash, ....).
Polecam posłuchanie tego albumu, to dobra odtrutka na wiele brudów otaczającej nas rzeczywistości.






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP