wtorek, 21 października 2014

JETHRO TULL's IAN ANDERSON - "Thick As A Brick - Live in Iceland" - (2014) -

















JETHRO TULL's IAN ANDERSON
"Thick As A Brick - Live in Iceland"
(EAGLE RECORDS)
***1/2

Wyprawa Andersona na Islandię była tylko jednym z etapów długiej i morderczej trasy koncertowej (w książeczce albumowej podano, że koncertów było aż 176 w okresie 2012/13), a zarazem ciekawym miejscem na mapie Europy, z którego w zasadzie nie powstają na co dzień albumy z udziałem publiczności.
Kilka miesięcy temu artysta wystąpił także u nas w Dolinie Charlotty, jednak było to już w ramach promowania najnowszego albumu "Homo Erraticus", a więc repertuar zdecydowanie różnił się od zawartości tegoż wydawnictwa, które zdominowane zostało zagraniem w całości dzieł fikcyjnego ich bohatera Geralda Bostocka, tj. "Thick As A Brick" - w części pierwszej powstałej w 1972 roku oraz jej kontynuacji o cztery dekady późniejszej.
Tak po prawdzie "Live in Iceland" można w zasadzie potraktować jako ciekawostkę, która poza kilkoma smaczkami raczej niczym nas nie zaskakuje. Choć dla fanów Andersona i tak będzie to rzecz absolutnie przymusowa.
Osobiście znam ten materiał jedynie dzięki nośnikom audio, słyszałem wszak różne opinie, iż ponoć wartym grzechu jest również jego obejrzenie na DVD lub Blu-ray. I prawdopodobnie tak właśnie jest, ja mimo wszystko zdecydowanie hołduję samemu słuchaniu - według mnie nieporównywalnie bardziej fascynującemu od "naocznego" zabijania wyobraźni.
Pierwotnie byłem nieźle zaskoczony słysząc tu jeszcze jednego wokalistę (niejakiego Ryana O'Donnella) obok jedynego słusznego Iana Andersona, w dodatku o dość podobnym do niego głosie, jak i samym stylu śpiewania. Szybko jednak sprawa się wyjaśniła, otóż to co w studio można było na siebie nałożyć, podczas koncertu stawało się wręcz niemożliwym do osiągnięcia. Chodzi tu oczywiście o partie wokalne, które często zbiegają się w czasie z grą Andersona na flecie. Tak więc, na przemian śpiewają tu obaj panowie, a ogólne tego wrażenie jest naprawdę całkiem niezłe. Szacunek dla samego Andersona, któremu lekarze już dawno temu zabronili zdzierać gardło, ale jak wiemy rock'n'rollowi artyści nie wykupują wszystkich wypisywanych recept.
Pierwszy "Thick As A Brick" choć jest de facto jednym utworem, który tylko z uwagi na ograniczony czas nośnika - jakim niegdyś była tylko płyta winylowa, został przez to podzielony na dwie przymusowe części, lecz także i przy tej islandzkiej przygodzie Jethro Tull nie został wykonany jednym ciągiem, a podzielony na dwa akty..
Tuż po zakończeniu starszej suity, Anderson pięknie dziękuje zgromadzonej publiczności za część pierwszą przedstawienia, po czym zaprasza na 20-minutową przerwę, po której obiecuje wykonać całą współczesną już "dwójkę" - czyli "TAAB 2". Jak się okazuje, również w bardzo przybliżonej do oryginału wersji.
Całości słucha się z dużą przyjemnością, i choć brakuje mi nieco dawnej magii oraz "tamtego" brzmienia - co dotyczy głównie rekonstrukcji części pierwszej "Głupiego jak Cep", to trzeba przyznać, że muzycy zagrali z dużym polotem i w dobrze nam znanym barok-rockowym stylu - w którym Jethro Tull nigdy przecież nie mieli sobie równych.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP





nie dać się ocipieć

Najnowszy album Pendragon został wydany jako podwójny CD. Na pierwszym dysku zawarto nowy materiał, na drugim z kolei pojawił się akustyczny set samego Nicka Barretta. Nie spotkałem jak dotąd edycji 1-płytowej, bo chyba nawet takowa nie istnieje, więc jeśli słyszę, że ktoś nie kupi tylko z powodu niepotrzebnej mu drugiej płyty, to jestem przekonany, iż nie mam do czynienia z prawdziwym fanem tego zespołu. Bo dupy mu nie urwie nadpłacenie dziesięciu czy piętnastu złotych. Tym bardziej, że Pendragon wydają swoje dzieła średnio raz na trzy lata. Inną sprawą jest sama cena. Nie dość, że na całym świecie można płytę nabyć już od dwóch tygodni, to jeszcze jej wartość rynkowa waha się
w okolicach 14-15 euro. A u nas? No właśnie....., na koncercie Pendragon przy stoisku firmowym sprzedawano ją za 65 złotych, z kolei oficjalny nasz polski dystrybutor, firma Metal Mind Productions, poprzez swój sklep Metalopolis, próbuje wyegzekwować już złotych 85. Stawiając za atrakcję - autografy (czytaj: bazgranina na okładce). I to jedynie tylko w ich internetowym sklepie, albowiem jeśli ktoś zapragnie ją zakupić w normalnym fizycznym, nie internetowym sklepie, w dodatku bez bazgrołów, to musi sobie grzecznie poczekać aż do listopada.
Na tym nie koniec, wczoraj wszedłem z ciekawości do działu płytowych zapowiedzi na stronę merlin.pl, celem sprawdzenia ich ceny, przy okazji doznając szoku - 115,99 zł !!! Pamiętacie Państwo spotkanie po latach Bohdana Smolenia z Zenonem Laskowikiem, czyli redaktora przeprowadzającego najsłynniejszy wówczas wywiad z Pelagią? "Pani Pelagio widzę, że pani posiwiała", na co Pelagia: "a co, miałam ocipieć". No właśnie, ktoś tu zdaje się ocipiał.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP 





poniedziałek, 20 października 2014

YOU + ME - "Rose Ave." - (2014) -


















YOU + ME - "Rose Ave." - (RCA RECORDS / SONY) -
***1/2

Już tak to jest, że zawsze coś jest modne, i choć ja sam modny nie bywam, to niektórym aktualnym nurtom ulegam. Poniższa płyta jest tego idealnym przykładem.
Ostatnio dobrze się mają duety - z cyklu: ona i on. W wielu miejscach naszego globu alternatywne serca podbijają od niedawna choćby Australijczycy Angus & Julia Stone, a ich śladem (choć w nieco innym przedziale stylistycznym) do głosu właśnie doszedł niewyszukanie się zwący tandem You+Me.
On - Dallas Green - śpiewa, gra na gitarze, na perkusji, ponadto także komponuje. Ona - Alecia Moore, to z kolei popularna Pink, która śpiewa i współ komponuje tu wraz ze swoim kolegą. I choć oboje biorą na barki odpowiedzialność za swą twórczość, to do pomocy mają jeszcze kilku "grajków" (m.in: bas, organy, pianino).
Album "Rose Ave." trwa zaledwie 37 minut. Niewiele to jak na dzisiejsze możliwości, choć osobiście uważam, że to dobrze. Po co przedobrzyć, zamęczyć lub dopisać kilka nikomu niechcianych nut. Sztuką jest się wypowiedzieć nawet jeśli pozostanie pewien niedosyt. Pod tym względem trochę powróciliśmy w ostatnim czasie do myślenia z lat dawno minionych, w których jasnym stawało się po dwóch, góra trzech kwadransach, czy muzyka broni się, czy przysłowiowo do pieca. Nikt na siłę nie próbował nikogo uszczęśliwiać 1,5-godzinnymi elaboratami, co jeszcze do niedawna bywało nagminnym standardem.
Otrzymujemy zatem dziesięć emocjonalnych, pełnych namiętności piosenek, choć właściwszym określeniem winno być - pieśni - zaśpiewanych na dwa głosy, przy skromnym akompaniamencie gitary, bądź pianina. Okazuje się, że Pink dzięki swojemu zespołowemu partnerowi, to zupełnie inna kobieta. Jej głos bywa mocno "czarny", ale i popada w "białą" wrażliwość - gdy przychodzi jej zmierzyć się z tradycyjnymi balladowymi strofami.
"Rose Ave." zapewne spodoba się sympatykom akustycznych brzmień, które tutaj mienią się folk-alternatywnymi barwami. Siłą tego albumu jest jego aranżacyjna skromność i wyeksponowanie samego śpiewu.
Gdyby Dallas i Alecia zechcieli, mogliby zaryzykować album "a cappella" - na pewno wyszliby z takiej próby zwycięsko, choć oczywiście za sprawą instrumentalnej oprawy jest ciekawiej.
Słychać, że muzycy bywają pod wpływem cudownej, choć może już dzisiaj z lekka anachronicznie brzmiącej twórczości Paula Simona i Art Garfunkela, ale i odrobili lekcje ze współczesnymi ich kontynuatorami z Mumford & Sons czy Fleet Foxes. 
W zasadzie wszystkich piosenek słucha się świetnie, choć w moim pokoju najczęściej goszczą "Capsized", "Love Gone Wrong", "Break The Cycle" (Pink tu śpiewa jak Sade) i pozostawiona na finał doskonała przeróbka piosenki już samej Sade "No Ordinary Love".
Kto by pomyślał, jeszcze do niedawna na hasło "Pink", dostałbym czkawki, a tu teraz taka niespodzianka.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP






"syfotromy" a dzisiejsza dziennikarska bylejakość

Nie zabieram się jeszcze za recenzowanie najnowszych U2. Na to dopiero przyjdzie pora. Myślę, że już za kilka dni. W każdym razie zaatakowaliście mnie Państwo po wczorajszym "Nawiedzonym" swoimi komentarzami. A że łatwiej mi się do tego wszystkiego odnieść na blogu, niż do każdego z was odpisywać z osobna, stąd moje tu i teraz postanowienie.
W Polsce mało kto korzysta z iTunesa. O tym świadczą oficjalne dane, które nawet nie dają pięciu procent w skali całego kraju, więc to, że prawie każdy znał przed premierą nowy album U2, daje odpowiedź nie tylko mnie dobrze znaną.  I nazywajmy rzeczy po imieniu. Ciekaw jestem ilu tych pseudo "katoli" się wyspowiada z zerżnięcia muzyki z sieci "całkiem za free". Przepraszam za mój żargonowy język, ale nie mam za grosz szacunku dla złodziejstwa. Każdy chce za pracę otrzymywać sowite wynagrodzenie - i choć to "dziwnie" zabrzmi - muzycy także. Bo to , że Bono i jego koledzy dali dupy podlizując się Apple, tym samym olewając prawdziwych fanów czekających na ich muzykę w "opakowaniu", to kolejny dowód na parszywienie obyczajów. Fani U2 musieli uzbroić się w cierpliwość o ponad miesiąc w stosunku do strumieniowców. A ci i tak olali zespół, bo jak się okazuje, ledwie jedna szósta uprawnionych, zapragnęła ściągnąć na te swoje "syfotromy" całą płytę. Na próżno zatem skrucha i słowa przeprosin od samego Bono, albowiem mleko się rozlało, a fani to zapamiętają. I choć kolejną płytę kupią rzecz jasna w ciemno (bo tak robi prawdziwy fan!), to ktoś ten fakt już zanotował i co pewien czas będzie go muzykom wypominać. Warto było? Moim zdaniem nie, ale świat się blazuje, podli, kurwi - i dla pieniędzy wpada na co raz to głupsze pomysły, które z początku wydają się "fajne", lecz szybko wpadają w wir prozaicznej weryfikacji.
Dlatego nie interesuje mnie żadna opinia na temat najnowszej "Songs Of Innocence" od ludzi, którzy płyty nie kupili w namacalnej formie. Ponieważ nie liznęli okładki, wewnętrznych kopert, nie posłuchali na prawdziwym stereo, krótko mówiąc - posłuchali na kolanie bardzo ważnego zespołu, tylko po to, by móc się na ich temat wypowiadać - nie mając do tego żadnego prawa! Bo jeśli mi ktoś wciska kit, że bardzo lubi, szanuje, a ściąga swojego "ulubieńca" na darmowych plikach, to niech spier..... Niech siedzi cicho i się nie wypowiada, bo nie ma do tego prawa. Wstyd i poruta. Jak można komuś patrząc w oczy powiedzieć , że się go kocha, a tyłek mu rąbać dookoła. Ściąganie darmowej muzy , to to samo, nawet jeśli takie "Ju Tu" na moment zgłupieje i za friko podeśle cały album.
Już taki jestem, tak myślę i kompletnie mnie nie obchodzi, że jakiś sęp czy inny pseudo "fan" muzyki się ze mną nie zgadza.
Żałosnym ponadto wydaje się fakt, iż w tak krótkim czasie niemal każdy muzyczny magazyn w pośpiechu zrecenzował tę płytę. Każdy chciał być pierwszy, najlepszy, .... Dlatego przy owych recenzjach nie ma jeszcze nawet oryginalnej albumowej koperty, bo na ich miejscu straszy okładka "demo" - stworzona w pośpiechu dla smartfonowców. O pardon - syfotromowców z krainy bylejakości. A ja się pytam - co oni recenzowali? Jakość mp3? Przecież tam nie było słychać połowy brzmień tego albumu !!! Ot dzisiejsze polskie (i nie tylko) dziennikarstwo. Jak można polegać na piórze kogoś, kto nawet nie zdąży się z muzyką porządnie obyć - że nawet nie powiem zżyć, a już smaruje (bądź smartfonuje - całe to cholerstwo jedno siebie warte), by być już teraz "najpierwszym". Wstyd pismaki. Takie płyty, jak właśnie ta najnowsza U2, wręcz dobitnie pokazują ile jest warta ta wasza autentyczność. To choć jeden pozytyw jaki można wyciągnąć dla własnej wiedzy z tego całego zamieszania.


Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP








"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 19 października 2014 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM



"NAWIEDZONE STUDIO" 
program z 19 października 2014 r. 

 
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
www.afera.com.pl

realizacja: Krzysztof Piechota      
prowadzenie: Andrzej Masłowski


==========================


PENDRAGON - "Not Of This World" - (2001) -
- If I Were The Wind (And You Were The Rain)

JADIS - "Across The Water" - (1994) -
- A Life Is All You Need

JADIS - "Medium Rare" - (2001) -
- Old & Wise - {utwór zarejestrowany w sierpniu 1998 r.)

ARENA - "The Seventh Degree Of Separation" - (2011) -
- The Great Escape
- The Tinder Box

STEVE ROTHERY - "The Ghosts Of Pripyat" - (2014) -
- Morpheus - {gościnnie STEVE HACKETT}

U2 - "Songs Of Innocence" - (2014) -
- Sleep Like A Baby Tonight
- Every Breaking Wave

THE BLACK KEYS - ":Turn Blue" - (2014) -
- In Our Prime
- Gotta Get Away

YOU + ME - "Rose Ave." - (2014) -
- Love Gone Wrong
- No Ordinary Love

BIFFY CLYRO - "Only Revolutions" - (2009) -
- God & Satan
- Many Of Horror

COLDPLAY - "Ghost Stories" - (2014) -
- True Love

PENDRAGON - "Man Who Climb Mountains" - (2014) -
- In Bardo
- Faces Of Light
- Explorers Of The Infinite

SUPERTRAMP - "Crime Of The Century" - (1974) -
- Hide In Your Shell
- Crime Of The Century

FRANKIE MILLER - "Falling In Love" - (1979) -
- When I'm Away From You
- If I Can Love Somebody
- Darlin'

SUTHERLAND BROTHERS & QUIVER - "Reach For The Sky" - (1975) - w USA dopiero 1976
- Arms Of Mary

PETER FRAMPTON - "Breaking All The Rules" - (1981) -
- Going To L.A.
- You Kill Me
- Friday On My Mind
- Breaking All The Rules

GARY MOORE - "Wild Frontier" - (1987) -
- Friday On My Mind (12" Version) - utwór dodatkowy

BRYAN ADAMS - "Tracks Of My Years" - (2014) -
- Down On The Corner - {CREEDENCE CLEARWATER REVIVAL cover}
- Sunny - {BOBBY HEBB cover}

YES - "Songs From Tsongas - Yes 35th Anniversary Concert" - (2014) -
recorded in 15 May 2004, Tsongas Arena in Lowell, Massachusetts, USA
- And You And I


==============================




 
Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP


 






 

piątek, 17 października 2014

GARY MOORE - "Live At Bush Hall 2007" - (2014) -


















GARY MOORE 
- "Live At Bush Hall 2007" - (ORIONSTAR / EAGLE) -
****

Po wydaniu w 2008 roku ostatniego studyjnego albumu "Bad For You Baby", Gary Moore zapragnął na chwilkę odstawić bluesa i powrócić do hard rocka. Ponownie nawet się zbratał z Neilem Carterem - kapitalnym klawiszowcem, tym z czasów choćby tak wybornych płyt jak "Wild Frontier" czy "After The War". Wkrótce zaczęły krążyć pogłoski o realizacji nowych kompozycji, jak i o całym nowym albumie. Niestety śmierć Gary'ego na początku 2011 roku przecięła nić planów i nadziei. Co prawda, kilka później pojawiły się 3 nowe nagrania zarejestrowane na żywo - podczas festiwalu w Montreux, i choć bardzo piękne, jednak to już nie to samo co spodziewane upragnione pełne dzieło studyjne.
Po upływie kilku lat już sam nie wiem czy pozostały po artyście jeszcze jakieś utwory, bowiem cała sprawa niebezpiecznie ucichła, a ostatnimi czasy ukazują się już tylko "spodkobiercze" nagrania koncertowe. Po festiwalu w Montreux, nieco później wydano występ ku czci Jimiego Hendrixa, a teraz koncert z londyńskiego Bush Hall - z dokładnie 17 maja 2007 roku. Czyli z czasów trasy, na której muzyk promował przedostatni album "Close As You Get". Jak nietrudno się domyślić, w tym okresie maestro objeżdżał świat głównie z repertuarem bluesowym, choć bywało, że grywał również kompozycje z okresu pre-bluesowego, choć zazwyczaj i tak na bluesową nutę. Tak jak to miało miejsce podczas tego występu, na którym pojawiła się kapitalna wersja klasyka Thin Lizzy "Don't Believe A Word". Najpierw powolna, leniwa, wręcz senna, by w drugiej części dosłownie eksplodować. Gary Moore zresztą zawsze był naładowany niezwykłą energią, tak więc nawet grając ballady, ciął gitarą finezyjność, niczym ufoludy kręgi w zbożu.
Na kompakcie znajdziemy aż 7 kompozycji znanych z LP "Close As You Get", a to jest nieco ponad połowa nagrań na tym nośniku (m.in. kapitalne wersje dynamicznych: "Thirty Days", "Hard Times", czy wręcz barowych, powolnych bluesów "Trouble At Home", bądź "I Had A Dream").
Poza nowymi jak na tamten czas kawałkami, maestro nie zapomniał o klasykach w rodzaju: "Too Tired", "Walking By Myself" czy też o jednej z najpiękniejszych ballad wszech czasów, jaką jest "Still Got The Blues" (wszystkie te trzy kompozycje pochodzące notabene z genialnej !!! płyty "Still Got The Blues").
Ponadto, całość koloryzuje jeszcze wyśmienita 9-minutowa wersja "The Blues Is Alright" - utworu zdobiącego niegdyś następną po "Still Got The Blues" - płytę "After Hours". Może już nie tak całościowo powalającą, ale jednak wciąż bardzo dobrą.
Mnie do gustu przypadł jeszcze wirtuozerski popis mistrzunia w "Gary's Blues 1". Jak ze starych dobrych hard rockowych czasów, gdzie podobnie na koncertach wymiatali Jimmy Page, Michael Schenker, bądź koledzy G.Moore'a - Brian Robertson czy Scott Gorham.
"Bush Hall" to dość elegancki, lecz niewielkich rozmiarów klub, przez co na albumie nie słychać wielkiej wrzawy publiczności, ale też jak wiemy Gary Moore świetnie czuł się w takiej nieco przyciasnej atmosferze, w bliskim kontakcie z fanami.
Znakomity koncert. Ktoś powie, że znowu i że kolejny. Nie - nigdy za wiele.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP







czwartek, 16 października 2014

ADRENALINE RUSH - "Adrenaline Rush" - (2014) - / THE PRETTY RECKLESS - "Going To Hell" - (2014) -

-------------------------------------

ADRENALINE RUSH - "Adrenaline Rush" - (FRONTIERS) -
*** 

















THE PRETTY RECKLESS - "Going To Hell" - (COOKING VINYL) -
***1/2

















Ładne dziewczyny w rock'n'rollu? - jak najbardziej tak. Coś takiego, to nie żadne novum, wszystko dobrze znamy, jednak fajnie, że płeć piękna nie tylko musi się pchać do szeroko pojętej alternatywy lub przyodziewać metalowo-gotyckie szaty.
Niedawno pisałem o znakomitej płycie nowej grupy Moonland - dowodzonej przez Lennę Kuurmeę - wokalistkę estońskiej i niegdyś szalenie popularnej grupy Vanilla Ninja. Dziewczyna zdjęła z siebie puder i lakier, w to miejsce rozczochrała włosy, zarzucając je na dżinsowo przetarte odzienie. Muzyka również poszła tym śladem, co w konsekwencji dało jedną z najlepiej zaśpiewanych "babskich" płyt w r'n'rollowym trybie ostatnich dwunastu miesięcy.
W sumie, debiut grupy Moonland, można uznać za jeden z ciekawszych w pomału kończącym się 2014 roku.
Mniej więcej w tym samym czasie na scenę wdarła się debiutująca właśnie szwedzka grupa Adrenaline Rush - z sexy blondynką Tave Wanning - pełniącą rolę wokalistki i wraz z gitarzystą Ludvigiem Turnerem "współliderki" bandu.
Produkcji albumu podjął się dobrze nam znany Erik Martensson (muzyk W.E.T. oraz Eclipse). Pod jego wodzą powstała kolejna bardzo melodyjna płyta, która sentymentalnie przywołuje do głosu lata osiemdziesiąte. Tave Wanning i jej koledzy słychać, że nasłuchali się starych płyt Poison, Motley Crue, Ratt, Winger, itp. grup, ale i pozazdrościli także współczesnym ich epigonom z De La Cruz, Rebellious Spirit czy Crazy Lixx.
Płytę otwiera piekielnie melodyjny i autentycznie świetny numer "Black N'Blue". Proszę zwrócić uwagę jak w pewnej chwili gitarowa partia zbliża się do klasycznego już dziś "Sometimes I Feel Like Screaming" - Deep Purple.
Być może Tave Wanning nie ma gardła na miarę Lity Ford czy Ann Wilson, za to budzi szacunek jej pewna r'n'rollowa niechlujność, idąca w parze z męskim odpowiednikiem Vince'a Neila.
Nie znajdziemy w dalszej części tego longplaya już tak chwytliwej kompozycji, mimo to płyty słucha się bardzo przyjemnie.
Gra na dwie gitary, w żwawym tempie i z dobrymi melodiami (m.in. bardzo fajny singlowy "Change", "Want It All" czy "Girls Gone Wild") owocuje na całej tej płycie. Jest więc czego posłuchać, a i w "jednej piątej" na czym zawiesić oko.
Kolejną godną zapamiętania nazwą jest The Pretty Reckless. Ta amerykańska grupa niedawno wydała drugi album i pewnie byłaby jedną z tuzinów podobnie grających w dzisiejszym nieco zatłoczonym muzycznym świecie, gdyby nie postać kolejnej sexy blondyneczki - Taylor Momsen. Ale Taylor wcale nie ma zamiaru stać się słodką landrynką, o której szybko zapomnimy, a raczej stara się połączyć wdzięk młodej Debbie Harry z zadziornością Axla Rose'a.
Niestety za sprawą efektownego image'u Taylor, jej koledzy mogą jedynie pocieszyć się rolą niezłych akompaniatorów.
"Going To Hell" jest płytą niezwykle urozmaiconą, która zawiera choćby tak eksplodujące kawałki jak: "Going To Hell", "Sweet Things" czy "Why'd You Bring A Shotgun To The Party" - podszyte mocnymi i zabrudzonymi riffami, ale też dla kontrastu super przebojowe melodie, jak choćby ta z "Absolution" czy ze znakomitej "Heaven Knows" - z fajnie wyskandowanym chóralno-dziecięcym refrenem. A raczej "dzieciakowym" - to byłoby właściwsze określenie dla tej zgrai nieuków. Nie jest to być może klasyk na miarę "School's Out" Alice Coopera, ale słucha się go pierwszorzędnie.
Mamy tu także niezłe ballady. Polecam "House On A Hill" oraz finałową "Waiting For A Friend" - z taką a'la Dylanowską harmonijką i akompaniamentem gitary akustycznej.
Dwie płyty, które nie zrewolucjonizują muzyki, ale naprawdę warte są grzechu.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP