poniedziałek, 20 kwietnia 2015

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 19 kwietnia 2015 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM

"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce najpiękniejsze"



"NAWIEDZONE STUDIO" 
program z 19 kwietnia 2015 r. 

 
Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl

realizacja: Krzysztof Piechota      
prowadzenie: Andrzej Masłowski


============================= 

THE JEFF HEALEY BAND - "Hell To Pay" - (1990) -
- I Think I Love You Too Much - {kompozycja oraz gościnnie na gitarze MARK KNOPFLER}


MARK KNOPFLER - "Tracker" - (2015) -
- Broken Bones


VAN MORRISON - "Duets: Re-Working The Catalogue" - (2015) -
- Some Peace Of Mind - {feat. BOBBY WOMACK}

BLACKBERRY SMOKE - "Holding All The Roses" - (2015) -
- Let Me Help You (Find The Door)
- Holding All The Roses
- Living In The Song


REVOLUTION SAINTS - "Revolution Saints" - (2015) -
- Strangers To This Life

JIM PETERIK & MARC SCHERER - "Risk Everything" - (2015) -
- Cold Blooded

LAST AUTUMN'S DREAM - "Level Eleven" - (2014) -
- Follow Your Heart


TOTO - "XIV" - (2015) -
- Holy War


VAN HALEN - "Tokyo Dome Live In Concert" - (2015) -
koncert z Tokyo, dnia 21.06.2013
- Hot For Teacher 

ROB MORATTI - "Rob Moratti's Tribute To Journey" - (2015) -
- Why Can't This Night Go On Forever


ARENA - "The Unquiet Sky" - (2015) -
- Traveller Beware


STEVE HACKETT - "Wolflight" - (2015) -
- Dust And Dreams
- Heart Song

JOHN ILLSLEY - "Live In London" - (2014) -
koncert z września 2012 r. w The Half Moon Putney, w Londynie
- First We Take Manhattan

DEPECHE MODE - "Music For The Masses" - (1987) -
- Nothing

HANDFUL OF SNOWDROPS - "III" - (2015) -
- Dead City
- The Man I Show The World
- Forever It Goes
- It Can Only Mean One Thing - {gościnnie PASCAL MERCIER z MATEMATIQUE}

HANDFUL OF SNOWDROPS - "Better Later Than Never" - (2015) - MAXI CD
- Better Later Than Never - {gościnnie PASCAL MERCIER z MATEMATIQUE} - Colin Newman cover

DEPECHE MODE - "Black Celebration" - (1986) -
- Black Celebration

RATIONAL YOUTH - "Cold War Night Life" - (1982) -
- Close To Nature
- Beware To Fly
- Saturdays In Silesia
- Dancing On The Berlin Wall

SLOWDIVE - "Souvlaki" - (1993) - w USA 1994 r.
- Alison
- When The Sun Hits

MUSEE MECANIQUE - "From Shores Of Sleep" - (2014) -
- The Man Who Sleeps


THE WATERBOYS - "Puck's Blues" - (2015) -
- November Tale
- I Can See Elvis 

TINA TURNER - "Break Every Rule" - (1986) -
- Paradise Is Here - {na gitarze MARK KNOPFLER}

JOHN ILLSLEY - "Glass" - (1988) -
- All I Want Is You - {na gitarze MARK KNOPFLER}

=========================================
=========================================






Andrzej Masłowski


Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00





niedziela, 19 kwietnia 2015

THE WATERBOYS - "Puck's Blues" - (2015) - wydawnictwo z okazji RECORD STORE DAY



THE WATERBOYS
"Puck's Blues" - (PUCK) -
****


Wraz z początkiem roku The Waterboys wydali całkiem niezły nowy album "Modern Blues". Płyta spotkała się z ciepłym przyjęciem fanów jak i krytyki, a dla mnie poza fajną całością, pozostawiła jeden niezwykłej urody utwór - "Long Strange Golden Road". Ale po kolei....
Oto na rynek trafiła niezwykła i zarazem ściśle limitowana winylowa płyta (edycja USA), o rozmiarze dziesięciu cali (to ten pośredni, pomiędzy singlem a longplayem), wydana z okazji Record Store Day, czyli święta niezależnych sklepów płytowych. Święta obchodzonego corocznie w trzecią sobotę kwietnia, począwszy od 2007 roku. Inicjatorem tegoż, był niejaki Chris Brown - pracownik pewnego sklepu, który zaproponował, by tego jednego dnia czcić małe płytowe sklepiki, prowadzone przez prawdziwych pasjonatów, żyjących z dala od wyzwań sieciowych koncernów. Śladem poparcia poszło wielu artystów, którzy każdego roku przygotowują specjalne wydawnictwa płytowe, jakich nie można kupić w fonograficznych molochach, a jedynie w owych sklepikach, do których kolekcjonerów w taki oto sposób nakłania się.... Cel jeden - utrzymanie tych bardzo pożytecznych i pięknych miejsc.
I tak, jako jedno z niespodzianek, przygotowanych specjalnie na tegoroczne obchody Record Store Day jest ten oto mini album "Puck's Blues". To 23-minutowe i efektownie opakowane cacko, zawiera cztery dobrze nam już znane kompozycje ze wspomnianego powyżej "Modern Blues". Z tym, że teraz otrzymujemy ich akustyczne i skromniej zaaranżowane wersje (czasem lekko przybrudzone rockiem), nagrane w domowym zaciszu, podczas gdy całe albumowe dzieło jeszcze się tworzyło.
Mike Scott na "Puck's Blues" zamieścił cztery najpiękniejsze piosenki wyciągnięte z "Modern Blues" (nie licząc samej "Long Strange Golden Road" - którą zresztą trudno by sobie wyobrazić w 10-minutowej akustycznej wersji). Są to: "November Tale", "I Can See Elvis", (najdelikatniejsza w całym zestawie) "The Girl Who Slept For Scotland" oraz "Destinies Entwined". Trudno o lepszy wybór. Właśnie takiego bym również dokonał, będąc na miejscu samego artysty. Cóż to za wspaniały prezent. Chyba każdy wielki fan Mike'a Scotta o czymś takim dawno marzył. Okazuje się, że znane już piosenki, nabierają zupełnie innego wymiaru, cofając twórczość grupy do jej muzycznych korzeni. Słuchacz szybko orientuje się, jak właśnie wszystko to powinno zabrzmieć od samego początku. Cała ta dotychczasowa "podelektryfikowana" otoczka przy tym, wydaje się zupełnie niepotrzebna. Gdyby "Modern Blues" (no poza słusznie mocniejszym finałowym "Long Strange Golden Road") zabrzmiał jak ta 4-utworowa "ciekawostka", to zapewne mielibyśmy do czynienia z jedną z najpiękniejszych płyt The Waterboys. A już w ostatnim czasie, na pewno.



Andrzej Masłowski


Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00





HANDFUL OF SNOWDROPS - "III" - (2015) - oraz maxi singiel "Better Later Than Never" - (2015) -



HANDFUL OF SNOWDROPS
"III" - (NanoGenesie) -
****

HANDFUL OF SNOWDROPS
"Better Later Than Never" - (NanoGenesie) - MAXI
****

Historia Handful Of Snowdrops jest dość ciekawa i trwa od ponad trzech dekad, choć dopiero przed chwilą na rynek trafiła ich trzecia płyta - nagrana po blisko ćwierć wieku.
Zaczynali ciężko, początkowo zespołowe próby organizowali w swoich mieszkaniach, bowiem co znaleźli salki do prób, to z różnych powodów szybko je tracili. Z kolei koncerty, często przychodziło im grać w obskurnych miejscach, którym daleko było do atmosfery proponowanej muzyki. W końcu, gdy ich sytuacja się przyzwoicie ustabilizowała, w 1988 roku nagrali znakomitą płytę "Land Of The Damned" - z mocnymi wpływami elektronicznej mrocznej fali, takiej w stylu holenderskich Clan Of Xymox. Płyta nie odniosła żadnego poważnego sukcesu, stając się jedynie wraz z upływem lat łakomym kąskiem dla fanów gatunku. Wydany trzy lata później album "Dans L'oeil De La Tempete" spotkał podobny los. Wkrótce grupa przestała istnieć na długie lata - do teraz. Przy okazji, z kwartetu przeobrażając się w braterski duet: Jean-Pierre Mercier (śpiew, gitara, instrumenty klawiszowe, programowanie) oraz Michel Mercier (bas, instrumenty klawiszowe, gitara, programowanie).
Najnowszy "III" mocno trzyma się estetyki elektroniczno-pop/rock-gotyckiej rodem lat 80-tych, nawiązując nie tylko do samych Clan Of Xymox, ale i ocierając się z lekka o twórczość wczesnych Ultravox, samego Johna Foxxa także, Gary'ego Numana, niektórych poczynań New Order, bądź nawet Depeche Mode - z okresu "Black Celebration" czy "Music For The Masses". Zresztą, nie o porównania w całej tej sprawie się rozchodzi, a o piękną płytę, którą zapewne łykną bez popitki wszelkiej maści fani archeo-elektroniki i zmysłowego rock-gotyckiego grania , spod znaku The Church, Gene Loves Jezebel, Fields Of The Nephilim, itp....
Trzeci longplay Garści Przebiśniegów, może nawet posłużyć jako przyjemne tło dla unoszących się oparów starych zamkowych ruin, do których chętnie lgną coroczne pielgrzymki Gothów, jak choćby w naszym Bolkowie.
Całość została przyrządzona finezyjnie i z wielkim smakiem, a i z całą masą subtelnych zapamiętywalnych melodii. Kanadyjczycy grają gothic/dark wave ze swobodą i lekkością list przebojów - gdyby tylko ktoś zapragnął ich tam wprowadzić. Proszę posłuchać choćby "Dead City", "The Man I Show The World", "Forever It Goes", "Everything Is Number", bądź ponad 7-minutowych "Wreckage" oraz finałowego "It Can Only Mean One Thing" - z gościnnie śpiewającą Pascal Mercier - wokalistką i pianistką mało znanej grupy Matematique.
Jeśli komuś będzie mało, niech koniecznie poszuka suplementu w postaci ściśle limitowanego maxi singla "Better Later Than Never". W bardzo pięknym nagraniu tytułowym (przeróbka kompozycji Colina Newmana - gitarzysty punkowej grupy Wire), ponownie usłyszymy obok Jean-Pierre'a Merciera, Pascal Mercier. Z tym, że proszę sobie podarować zremiksowane tortury uplasowane jako dodatek na samiutkim końcu tego króciutkiego wydawnictwa. Równie sporo radości dostarczy cały środek tej płytki, spleciony z dwóch zgrabnych kompozycji: "Amatteur Of Time" oraz "Leave On All The Lights".
Dobrze, że powrócili. Oby na dłużej.


Andrzej Masłowski


Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00









wtorek, 14 kwietnia 2015

MARK KNOPFLER - "Tracker" - (2015) -



MARK KNOPFLER
"Tracker" - (MERCURY) -
*****


Gdyby Dire Straits wciąż istnieli, zapewne nie usłyszelibyśmy przynajmniej połowy piosenek z tej płyty.
Mark Knopfler odrzucił wielkie pieniądze i stadionową sławę, by tworzyć w spokoju i w zgodzie z samym sobą, a nie żądaniami fanów. Dzięki temu jego twórczość stawała się z każdą chwilą bardziej osobista, a kolejne płyty dodawały nowe autobiograficzne karty.
Knopfler chętnie wspomina bliskie sobie miejsca, jak i ludzi, którzy w jego życiu odegrali role szczególne.
"Tracker", w zasadzie poza kilkoma fragmentami, jest niemal całkowicie wyzbyte przebojowości, choć paradoksalnie, zostało przecież nasączone ładnymi melodiami. Całość mieni się różnymi barwami, od country, poprzez folk, do ballady, a niepowtarzalnemu jego narracyjnemu śpiewowi i równie niezwykłej gitarze, towarzyszy jeszcze kilka gustownie wplecionych instrumentów, jak flet, saksofon czy skrzypce.
Bardzo się zżyłem z tą płytą, choć na samym początku daleki byłem od zachwytu. Trzeba ją dobrze poznać, a to wymaga czasu, wielu przesłuchań i nieco przyjemnych poświęceń. Dlatego z recenzją czekałem tak długo, aż nadejdzie ta właściwa chwila, chociaż płytę kupiłem od razu w dniu światowej premiery.
Być może nie jest to najlepszy produkt podpisany zacnym "Mark Knopfler" - nie wiem, nie znam się i nie potrafię go ocenić w kategoriach warsztatowych, natomiast wiem co czuję, gdy go słucham, i myślę, że to najwspanialsze solowe dokonanie artysty - tuż obok całkiem jeszcze niedawnego "Get Lucky". W zasadzie, każda z zawartych tu 11 kompozycji przykuwa uwagę. Jakąś osobliwą historią i klimatem jej podania. Najciekawsze jest to, że Knopfler całe życie wzorując się na "leniwym" stylu J.J.Cale'a, osiągnął w tym niebywałą perfekcyjność, tworząc piosenki będące doskonalszą wersją swego nauczyciela, nawet jeśli słuchacz odnosi nieodparte wrażenie, iż wszystko w nich dzieje się jakby od niechcenia.
Już sam wstęp w postaci "Laughs And Jokes And Drinks And Smokes" wiele obiecuje. Ta blisko 7-minutowa opowieść o młodości i beztroskim życiu naszego bohatera, została podana w wyspiarsko-folkowym tonie, choć cały podkład brnie jazz/bluesowo, zahaczając przy tym o szantę lub nawet prostą piosenkę barową.
Następna kompozycja "Basil" stanowi za hołd dla angielskiego poety Basila Buntinga, którego Mark Knopfler poznał osobiście. Ten zmarły przed ponad 30 laty autor, podobno bardzo lubił muzykę, a własne wiersze często traktował jako podkład pod napisanie do nich nut. Ta blisko 6-minutowa ballada, brzmi niczym narracja do filmu o nim.
Kolejna równie długa piosenka "River Towns" jest autobiograficzną notką, nawiązującą do dawnych lat, kiedy to Mark mieszkał nieopodal portu na rzece. Proszę zwrócić uwagę na obłędny natchniony saksofon Nigela Hitchcocka, który imituje ryk statkowych syren. Przy okazji warto wspomnieć czasy płyty "Brothers In Arms". Tam z podobną elegancją na saksofonach zagrali Michael Brecker oraz Malcolm Duncan. A zatem trzy utwory i trzy ballady. Te zdecydowanie tu dominują. Weźmy jeszcze inne dwie, snujące się leniwe "Long Cool Girl" z bardzo Dire Straitsową gitarą, a także następną w albumowej kolejności "Lights Of Taormina" - rzecz osadzona w sycylijskim mieście, w którym życie toczy się bez pośpiechu dzisiejszego świata. Tak również słucha się tej piosenki.
Nie sposób pominąć delikatnej "Silver Eagle" - opartej na brzmieniu gitary akustycznej, tylko z lekka przyprawionej brzmieniami elektrycznymi. Niesamowite wrażenie robią dźwięki pianina, które spadają niczym pojedyncze krople deszczu z niemrawo zachmurzonego nieba. Niewiele się tutaj dzieje, a jednak nawet przez moment nie spojrzymy na zegarek.
Do kolekcji ballad należy dorzucić jeszcze finałową "Wherever I Go" - zaśpiewaną w duecie z Ruth Moody, którą na tej płycie usłyszymy w aż czterech utworach (a w wersji limitowanej w jeszcze jednym dodatkowo), jednak tutaj Ruth pojawia się w znaczącej roli, nieograniczonej tylko do samych partii chóralnych ("...jest takie miejsce w moim sercu, w którym płomień pali się tylko dla Ciebie, bez względu na czas i odległość jakie nas dzielą...").
Znajdziemy na "Tracker" także cudowne "Beryl". Ta ledwie 3-minutowa piosenka powinna przysporzyć uśmiechu wszystkim dawnym fanom Dire Straits. Ach, ta gitara, organy i "swingujący" czar nad całością - gdzieś z dawnej epoki. Tę piosenkę maestro Knopfler zadedykował angielskiej pisarce Beryl Bainbridge, bardzo niedocenionej za życia ("...Beryl była już gdzie indziej, gdy przyznano jej medal Bookera....").
Nieco powyżej wspomniałem J.J.Cale'a - wokalistę i gitarzystę, a zarazem jednego z największych artystycznych natchnień Knopflera. Jest tutaj taka prosta, by nie rzec prymitywna piosenka "Broken Bones", ewidentnie nawiązująca do twórczości tego niedawno zmarłego artysty. Trudno się oprzeć jej urokowi.
Dużo tu emocji, refleksji i ładnego grania. Również w nieopisanych przeze mnie "Skydiver", "Mighty Man", jak i czterech dodatkowych kompozycjach - dołączonych tylko do edycji deluxe. Bo o dwóch jeszcze innych, ze specjalnego boxu, na razie muszę pomarzyć.
Wspaniała płyta. Jedna z dwóch solowych - obok "Get Lucky" - doskonałych.



Andrzej Masłowski


Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00






Dzisiaj, tj.14 kwietnia 2015 r., 70-tka Ritchiego Blackmore'a

"Nawiedzone Studio" pragnie życzyć wszystkiego najlepszego Ritchiemu Blackmore'owi z okazji dzisiejszych 70 urodzin. Przede wszystkim zdrowia, a także dalszej miłości do muzyki i wybranki serca - Candice, z którą to od 1997 roku tworzy renesansowy Blackmore's Night. I choć ja osobiście tęsknię za czasami, które artysta spędził w Deep Purple czy Rainbow, to jednak szanuję i lubię jego "ostatnie" dokonania.
Przy tej okazji pragnę nowym pokoleniom polecić pokochanie niesamowitej gry Ritchiego, jak i samego brzmienia jego gitary. To coś niepowtarzalnego.



Andrzej Masłowski


Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


myśl

Wczoraj u Moniki Olejnik w "Kropce nad i" kilka jak zawsze świetnych myśli zarzucił Władysław Frasyniuk. Oto jedna z nich: "...gusta muzyczne i estetyczne Polaków mocno odbiegają od standardów europejskich".









Andrzej Masłowski


Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


 

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

polisz rekord stor dej

Ktoś dziś podpowiedział, że 11 kwietnia było dniem radia. Jak żyje, nie wiedziałem. Zresztą, nie ma dnia bez świąt. Gdyby się nimi przejąć tak na serio, trzeba by codziennie zalewać robaka. A kiedyś jak facetowi ulica nie starczała, to wiadomo, że albo kumpla imieniny, albo wypłata. Dziś okazje są na wyciągnięcie ręki, a nie pije nikt. Wszyscy jacyś zmotoryzowani, a w robocie się nie odważą, no i na cóż nam była ta demokracja? Nic nie wolno, robić trzeba, a jeszcze wszyscy tylko narzekają, że wszystko źle. Znajomy niedawno stwierdził, że tak jak dziś jest dobrze, to nie żyło się w Polsce jeszcze chyba nigdy. Przybiłem piątkę, od razu zastrzegając, by nie mówił tego głośno, jeśli chce pożyć. Bo wiadomo, że "źle" jest ulubionym hasłem na każdy czas. Już tak mamy.
Na moim osiedlu nie ma gdzie wcisnąć auta, choć jeszcze przed kilkoma laty panował nadmetraż parkingowy. No tak, bo teraz auto ma każdy lokator pojedynczej izby - nie całej mieszkaniowej wspólnoty. Tylko ja wiernie jeżdżę tramwajem. Czasem bez biletu, bo lubię poczuć adrenalinę. Poza tym, kanarstwo śmierdzi, a ja je wyczuwam z wyprzedzeniem dwóch przystanków - niczym szachowy Kasparow. To ten, który zagrał na nosie temu bandycie Putinowi. Choć mimo wszystko wolałbym go wspominać za mistrzowskie pojedynki na linii Karpow-Kasparow. To były czasy, gdy od nich rozpoczynano wiadomości sportowe. O pardon!- nie, zaczynano przecież od piłki - wszak królowa sportów zawsze dopinała swego. Jedynie teraz w ti-wi publicznej o piłce jest w trzecim lub czwartym koszyku. Ta, swą ważność straciła, gdy Canal+ wyszarpnął specom z Woronicza polski futbol na lata świetlne. Wszystko dopasowało się do wzajemnych interesów. I dobrze, niech każdy pilnuje swego, a za cudze nie chwyta - bo po łapach.
W krajobraz istniejących już świąt, wkomponowała się także trzecia sobota kwietnia. I tak już od 2007 roku, kiedy to niejaki Chris Brown nudząc się w robocie wymyślił, by choć jednego dnia w roku odwiedzili jego mały sklepik ci, którzy przez jego resztę dni biegają z koszykami po hipero-spermo-marketach, onanizując się przecenionymi zdobyczami, zanim te trafią pod zasłużony walcowy przemiał. I ten Chris Brown zapragnął, by pasjonaci prowadzący sklepy ze starymi płytami, mogli tego jednego dnia w roku poczuć się królami. W wielu krajach chwyciło, u nas jak łatwo się domyślić - nie. Trza by dać każdemu za totalną darmochę kiełbachę z musztardą na zachętę i zaprosić Bajm.
Fajnie, że jest takie święto. Choć ja jednak płyty kupuję przez cały rok, co każdy czynić powinien.

Andrzej Masłowski


Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00