niedziela, 22 maja 2011

Punkty Apgara - czyli jak się dowartościować?

Zastanawiałem się, poruszać na blogu tak drażliwy temat , czy nie? Mój blog służy temu, bym pisał co leży mi na wątrobie (czytaj: sercu). Dlatego nie będę zwlekać, by z gorącym tematem czekać do kolejnej okazji, gdyż ta może się już nie trafić, albo za lat kilka także i nie drażnić. Na czym polega dowartościowanie się w świecie współczesnym? Przede wszystkim na tym, że coraz rzadziej nas chwalą , więc musimy sami.
Zaobserwowałem to już dawno temu na przykładzie niektórych słuchaczy. Szczególnie tych, którzy swą wielkość postrzegają na szybkim internecie. Polega to mniej więcej na tym, że ja nawiedzony przycinam troszkę głupkowatego i niby specjalnie niedoinformowanego. Mówię więc, że oto prezentuję jakąś tam płytę, o której niczego niby nie wiem. Bo albo wiem, ale tak mi się lepiej ją prezentuje, by nie sypać nudnymi faktami, albo naprawdę nie wiem, ponieważ na początku znajomości z taką świeżutką płytą często nie chcę od razu wiedzieć wszystkiego. Często pewne niedomówienie i niepełna wiedza mają pewien "smak". W takiej sytuacji mogę być pewien, że od razu otrzymam kilka sms-ów lub maili z przepisanymi informacyjkami z Wikipedii lub official website. I tu mój podziw, za jakiego ciemniaka w oczach co niektórych uchodzę. Uspokajam, gdybym miał ochotę znajdę sam. Ale po co? Od tego są książki, encyklopedie, płyty i ich książeczki, itp... Proszę uwierzyć, przebijają one pod każdym względem te wpisy od niedouczonych internautów i wielkości empetrójkowego pokolenia autorów owych niedokładnych opracowań.
Kolejna sprawa z jaką spotykam się od kilku krótkich lat, irytująca, przynajmniej mnie. Niestety najczęściej spotykana , a raczej otrzymywana od ludzi, których lubię lub szanuję. Proszę sobie wyobrazić, że w ostatnich 5 latach poinformowało mnie o narodzinach swojego dziecka siedem osób. Chyba, że kogoś pominąłem? To piękna chwila w życiu każdego człowieka. Zarówno tego przychodzącego na świat, jak i jego rodziców. Jako, że niewiele kobiet mnie lubi, zazwyczaj o tego typu pięknych chwilach informują mnie ojcowie. Niestety, coraz rzadziej osobiście, ale cóż... Zatem otrzymuję wykładnię prawdy w sms-ach. Każdy sms jest idedntyczny. Dowiaduję się z niego o imieniu (bądź imionach), wadze i "koniecznie" liczbie punktów w skali Apgara!!! Oczywiście, tylko 10 punktów!!! Tak, aby było jasne, że dziecko jest pełnowartościowe, no i ojciec jako reproduktor także niczym nie popsuty.  Ponieważ w tym roku otrzymałem 3 takie sms-y postanowiłem zabrać głos. Nie wskazując palcami, bo w sumie jest wesoło, a nie ma być smutno. Zastanawiałem się tylko, co by było, gdyby któryś z bobasków dostał np. 9 punktów od Apgara. Bo np. byłby niedotleniony, co jest częstym zjawiskiem i z reguły nie grozi złymi konsekwencjami na przyszłość. Ale taki łobuziak już nie dostanie pełnej skali punktów. A będzie zdrowy, normalny i nie ma przeszkód, by we wszystkim był lepszy od takiego dziesięciopunktowca. Daję głowę, że sms-y, które do mnie docierały bez skali punktowej, świadczyły o jej niepełności. Jaka to musi być porażka dla takiego współczesnego rodzica, żyjącego pod presją tylko pełnej dziesiątki. Jestem człowiekiem z innych czasów. Nigdy mi takie rzeczy nie były potrzebne do szczęścia. Uważam, że wielkością jest przyznać się, że ma się dziecko z 8-ką czy tam 9-tką i kochać ponad wszystko, niż kochać stuprocentowo za punktów 10. Warto nad tym pomyśleć drodzy rodzice, a te punkciki Apgara zostawić tylko w szpitalnej kartotece
Słowo, nawet nie wiem ile mój syn dostał 18 lat temu tych Apgarów. Nie muszę i nie chcę wiedzieć, bo dla mnie i bez tego jest najcenniejszym klejnotem. I tyle!

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

5 komentarzy:

  1. To nie do końca jest tak jak pisze Nawiedzony.Skala Apgara została nie po to stworzona a raczej zaczęto ją wykorzystywać by coś tam dowartościować czy ocenić.
    Potrzebna jest do tworzenia statystyki którą to najbardziej w świecie zainteresowana jest organizacja WHO (Światowa Organizacja Zdrowia). Ona to sobie bowiem kilkanaście lat temu wymysliła sposób na to, jakich uzyć narzędzi by móc okreslić poziom jakości świadczonych usług medycznych w danym kraju a zarazem ustalić jaki jest poziom słuzby zdowia.Do tego celu posluzyły jej głównie dwa mierniki. Jednym z nich jest średnia życia ludzkiego w danej populacji a drugim miernikiem jest ilość zgonów dzieci w okresie okołoporodowym. Oczywiście te dane uszczegółowiono jeszcze o stopień zdrowia (między innymi Apgara skala) itp..Tworzac to ktoś tam w WHO pomyslał logicznie, że gdzie ludzie zyją dłużej i mniej jest zgonów w okresie porodowym to siłą rzeczy musi byc tam ze zdrowiem wszystko ok. Od tego czasu wszystkie państwa chcące błysnąć w tym rankingu kładą olbrzymie pieniądze na podtrzymaywanie przy zyciu dzieci które i tak nie przezyją 10 lat by mieć wynik godny wspołczesnosci.Jest to niewątpliwie idea szczytna i godna wszechotaczającego nas humanizmu i kultu życia etc...Nikogo nawet nie razi, że mniej kasy przez to idzie na leczenie ludzi czy rehabilitację. W końcu dziecko - cel najbardziej święty.Tylko czy takie działanie nie jest w sprzeczności z naturą ? Ludzie wyciągnięci ze śmierci i powołani do zycia przez współczesną medycynę w większości posiadają wady genetyczne którymi obdarują kolejne pokolenia.Do niedawna niektóre choroby dziecięce posiadały umieralność na poziomie 100 % przed osiągnięciem dojrzałości płciowej. Dzisiaj medycyna potrafi zapewnić potomstwo osobom z tak ciężkimi obciążeniami genetycznymi, że aż miło poczytać.Serce rośnie jak się dowiadujemy, że para nieszczęśników chorych nieuleczalnie z winy swoich genów doczekało się potomstwa i to dzięki wybitnym naukowcom mogą się cieszyć narodzonym swoim genetycznie upośledznym dzieckiem.
    Więcej nie będę pisał bo jeszcze ktoś mnie przyrówna do Hitlera... ale pomyślmy choć przez chwilę czy w tym naszym dążeniu poprawnym do ideii i co rusz udawadnianiu naturze że jest w błędzie robimy przysługę faktyczną ? Czy kierujemy powolutku wszystko w kierunku gdzie cenę zaczynamy płacić wszyscy w imię ludzkości.
    Oczywiście tatusiom wszystkim gratulujętej 10 w skali Apgara... choć tak po prawdzie to ta dycha to naprawdę niewiele...Apgara robi się na oko i jest to często opinia subiektywna... niewydolność serca , wady serca, slepota, głuchota to dopiero tragedie a one mogą być i przy 10 punktach apgara...a zdiagnozowane dopiero później..

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie do końca Jadisie pochłonąłeś mój tekst. Do czego powołano tę skalę to akurat wiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację, trochę inaczej go odebrałem ale z drugiej strony już tej właściwej czy aby to nie my sami i nasza (uogólniam)wiedza nie prowadzi do tego, że mylnie interpretujemy różne mierniki i przywiązujemy do nich wagę nie do końca wiedząc o co w tym chodzi. Po co jest podawanie informacji o punktacji w tej skali skoro 10 okresla tylko i wyłącznie to czy dziecko przyszło na świat żywe ? (upraszczam - skale i mierniki w ochronie zdrowotnej to z musu muszę znać i stosować nawet niektóre na codzień)... prościej zamiast skali napisać po ludzku od serca, że dziecko zdrowe a mama czuje się fantastycznie - o ile przyjemniej coś takiego przeczytać zamiast podawanie czegoś co tak do końca nie jest odzwierciedleniem wszystkiego.Co do dowartościowania się to mi przynajmniej wystarczy świadomość, że kiedyś okazałem się najsilniejszym i najszybszym plemnikiem z milionów !!!

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja nie napisałem ile Piotr dostał punktów, bo nie zapytałem, albo puściłem tą informację koło uszu - w każdym razie nie wiem. Za to świetnie pamiętam, że chwile przed jego przyjściem na świat z umieszczonego na sali radia dał się słyszeć nieśmiertelny klasyk "Born To Be Wild". I o tym właśnie wspomniałem w swym SMSie... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. :), a ja napisałem Ci, ile mój malutki synek miał punktów, ale zapewniam Cię, że gdyby nie było t 10 punktów, też bym Ci o tym napisał:)

    OdpowiedzUsuń