czwartek, 19 maja 2011

kilka słów na garb awanturnictwa, a także do Pana Premiera

Do wyborów coraz bliżej, nic więc dziwnego, że ugrupowania zaczynają walkę podjazdową w celu wykoszenia konkurencji. Szkoda, że to wszystko dzieje się kosztem nas. Zamiast jedni zajmować się czym należy, a drudzy nie przeszkadzaniem, to gryzą się wzajemnie jak osy.  Temat kiboli jest jednym z asów w rękawie wodza jarosława i jego awanturników. Premier wziął się jako pierwszy za kiboli, ruszył do roboty i musi ponieść tego wszelkie konsekwencje. Bo nikt mu nie pomoże, a trochę się w tym nasz Pan Premier przy okazji pogubił. Przede wszystkim uruchomił machinę paniki, która za byle drobiazg zamyka stadiony, bądź ich znaczną część. Niczego to nie załatwi. Zwolenników mu nie przysporzy, a obrażonych na stronę watahy jarosława przerzuci. Nikt na tym nie zyska. A przede wszystkim Polska. Z jednej strony brawo za odwagę i konsekwencję w działaniu, ale Panie Premierze, z kibicami Pan nie wygrasz. Z kibolami przede wszystkim. Tym bardziej, że transparenty na stadionach wieszane są na przekór każdemu rządowi, a nieliczne nielegalne demonstracje, jak ta w Białymstoku są po prostu ustawką PiS-owską. Te ziarna nienawiści są przecież wszędzie. Wdzierają się niczym gangrena i zabijają zdrowe komórki. Daj Pan Panie Premierze spokój z tymi stadionami, egzekwuj Pan zapisane prawo, a będzie dobrze. Kończ Pan pokazówkę. Zmuś kluby do reorganizacji i do poniesienia odpowiednich kosztów, a bezpieczeństwem na stadionach będzie lśnić. O kiboli się Pan nie martw, niech się sami wytłuką idioci. Trzeba dać im szansę. Sam bym udostępnił chętnie kilka terenów na ustawki. Dałbym maczugi, karabiny, kastety, niech się nimi pobawią między sobą na okratowanym terenie. A później na mecze zaczną przychodzić już tylko prawdziwi kibice. Jak świeża podeszczowa roślinność. Tacy, jacy zasiadają na meczach tenisa, piłki siatkowej, jazdy figurowej czy szczypiorniaka. Choć paradoksalnie nie wiem czy dobrze czułbym się na meczu, na którym jest nazbyt grzecznie. Pierwsze brzydkie wyrazy usłyszałem właśnie będąc jeszcze maleństwem w wózeczku, na stadionie Warty (dawny stadion im. 22 Lipca). To była pierwsza twarda szkoła - wojsko to pryszcz! Jak któryś z naszych źle zagrał, to wulgarnym mięsiwem pół stadionu przywoływało danego "asiorka" do porządku. Brzydkie słowa, brzydkie napisy, itp... zawsze były i będą. Wystarczy się nie obrażać Panie Premierze. A tym bardziej od razu na wszystkich.

P.S. A naród niech sam zdecyduje co woli , czy ubogą wersję Irlandii , czy wszechwładcę o charyzmie i manierach a'la Kim Ir Sen

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.