czwartek, 29 września 2011

DREAM THEATER - "A Dramatic Turn Of Events" - (2011) -

 DREAM THEATER - "A Dramatic Turn Of Events" - (ROADRUNNER RECORDS) -



Zmienił się perkusista, co nie jest nawet specjalnie zauważalne. Za to, troszkę zmieniła się muzyka, a to już jest bardzo słyszalne. Śledzę karierę Dream Theater praktycznie od samego początku, kupuję regularnie ich płyty, pomimo iż nigdy nie byłem fanem zespołu, i nadal nie jestem. Przede wszystkim, nie mogę się nadziwić muzykom, jak długo można trzymać w swych szeregach tak przeciętnego wokalistę, jakim jest LaBrie. Jest tylu świetnych śpiewaków, a oni trzymają tego wyjca niczym jakiś skarb. Poza tym, ci naprawdę dobrzy grajkowie, mają odwieczny problem z pozbyciem się zbyt nadmiernego improwizowania i tłuczenia po garach, ile się da. Zapominając o samych kompozycjach, do których nawet mają częstokroć smykałkę. Tak więc, zamiast zabawiać się w strojenie instrumentów, lepiej pomyśleć o ciekawych i fajnych motywach czy melodiach, bo zdaje się, że za to pokochała ich publiczność przy "Images And Words", a później po latach wyróżniając ich kolejne dzieło "Metropolis Pt.2". Za co? No właśnie, za melodie, klimat, a nie za robienie instrumentalnego kotła i napieprzania bez sensu kilkuminutowych solówek, zrozumiałych i tak tylko przez instruktorów i konstruktorów gitar czy bębnów.
Z ulgą przyjąłem nowe dzieło Teatrzyków. I nie dlatego, że odszedł na pół-dyktator Mike Portnoy, a dlatego, że prawdopodobnie pozostali muzycy poczuli nieco więcej luzu i postawili na melodie, aranżacje i stworzenie ciekawego klimatu. Nie pamiętam płyty Dream Theater, ażeby było aż tyle ballad. Z kolei tam, gdzie panowie grzeją, dzieje się sporo świetnych rzeczy. Rozpalonych, tajemniczych, niepokojących, ale i paradoksalnie radosnych. Skąd taka lawina pomysłów i melodii raptem? Sam sobie zadaję to pytanie. Zmiana perkusisty? Nie!. A może...., licho wie. Czasem jedna nowa twarz, a za nią nowe pomysły, nowa energia...  Gdyby nie przekombinowana łupanka w stylu "Lost Not Forgotten", to reszta jest albo bardzo dobra ("Build Me Up, Break Me Down",  "Bridges In The Sky" czy ballada "Far From Heaven"), albo wręcz genialna ("Breaking All Illusions" i ballada "This Is The Life"). Panowie tak trzymać. Wymieńcie jeszcze tego wyjca, a będę waszym fanem.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

wtorek, 27 września 2011

Toto Lotek gra szczęśliwa, a kto nie gra nie wygrywa

Szaleństwo totolotkowe (od dawne już zwane jako lotto) ogarnęło całą Polskę. Kwota niebagatelna, 50 milionów. A to kawał grosza i chętnych sporo. To też, gdy wszedłem w poniedziałek do mojego saloniku prasowego, komputerek do lotto się zawiesił. Przed sobą ujrzałem ogonek blisko dziesięciu ludzi, aby po chwili mieć drugie tyle za plecami. Pani w saloniku znając mnie, od razu rzuciła w moją stronę zapytanie: co podać? Niestety musiałem ją rozczarować (i siebie także) odpowiadając, że ja dzisiaj także poczekam na kupon totka. A pomimo to także poproszę trzy bilety tramwajowe i dropsa miętowego Winterfresh (mego ulubionego zresztą). Postanowiłem dawno temu, że już nie będę grać. Dość hazardu! Jednak widmo takiej sumy, dzięki której mógłbym odmienić los kilkudziesięciu ukochanych ludzi, był pokusą nie do odparcia. Skończyło się jak zawsze, na nadziejach i świetnej zabawie, w której od niepamiętnych czasów zawsze przegrywam. Chociaż dzisiaj nie do zera, a przynajmniej z jednym trafnym na sześć. Lotto kojarzy mi się z zabawą dziadka z wnukiem, w której dziadek zawsze obowiązkowo musi przegrać, aby wnuczkowi nie było przykro. A że jam człowiek litościwy i chyba niezachłanny , to cieszę się, że dołożyłem cegiełkę tym dwóm dzisiejszym szczęśliwcom. Teraz Lotto, to już tylko dla mnie zabawa, ale tak dwadzieścia lat temu i nieco wcześniej, podchodziłem do sprawy bardzo poważnie - grając hazardowo!  Dosłownie!!!  Lecz kiedy zorientowałem się, że sukcesywnie z tego tytułu topnieje moja kolekcja winyli, dałem sobie spokój. Wyleczyłem się sam z nałogu hazardu, tak samo jak z palenia papierosów, jedynie nie potrafię rzucić moich najbliższych oraz muzyki. I w tych dwóch nałogach chętnie pozostanę zatopiony do końca mych dni. Wracając do dawnego toto lotka, tylko moi najlepsi kumple z tamtych lat, mogliby zaswiadczyć jakim byłem obsesyjnym maniakiem. Pamiętałem wszystkie numery z Dużego Lotka, Małego Lotka i Express Lotka, do kilku losowań wstecz. Poza tym, prowadziłem zeszyt, w którym notowałem wszystko. Kompletnie wszystko! Wylosowane numery, sumy wygranych, a także nazwiska członków z Komisji Gier i Zakładów. Dzisiaj sam uznałbym takiego typa jak ja, za idiotę, jednak wtedy podchodziłem do sprawy śmiertelnie poważnie. Kupiłem nawet kiedyś w kolekturze książeczkę z wszystkimi numerami wylosowanymi w historii polskiego totka. Czyli, od mniej więcej, połowy lat 50-tych. Siedziałem, analizowałem i sam zestawiałem na tej podstawie różne prawdopodobieństwa. Szaleństwo. Wiem. Do tego, uczyłem się wszystkich wierszyków reklamujących lotka, a także wycinałem z gazet wszystkie wywiady ze szczęśliwcami (niegdyś się jeszcze takowi ujawniali, nie żyli widać w obawie o swoje zdrowie i życie , jak dziś),  itp. wydarzenia....
Jednym z haseł reklamowych było: "totolotek gra szczęśliwa, a kto nie gra nie wygrywa", albo "bez zapisów i bez rat, w totolotku mały fiat" - co zrozumieją już tylko ludzie starszego pokolenia. Propaganda legalnego sukcesu była nieźle napakowana, tym bardziej , że socjalistyczna ojczyzna przyznawała się oficjalnie do swojej rozbudowy dzięki portfelom ludu.  I tak , Totalizator zabierał 50% wpływów na budowę stadionów i innych obiektów sportowych, a dopiero drugą połowę dzielił na wygrane. Przez to, nie było wygranych gwarantowanych, a zatem było ciekawiej. Bo nawet za trójkę w Dużym Lotku można było dostać dobrą kasę, choć najczęściej jednak nędzną. Pomimo wydania fortuny na to paskudztwo, nigdy nie miałem do niego szczęścia. Kilka razy trafiłem czwórki w Dużym Lotku oraz także czwórki w Express Lotku, które były dużo lepiej płatne (losowano 5 liczb z 42), ale na tym się skończyło. W zakładach piłkarskich kończyłem góra na jedenastkach, a to na trzynaście typowań było sukcesem na miarę czwórki w totku. Ze szczęściarzy lotkowych, poznałem w swoim życiu jedynie mojego szwagra, który wiele lat temu trzasnął piątkę w Dużym Lotku, i zabrakło mu jednego przesunięcia do wymarzonej szóstki. No ale, często przecież tak bywa. A największych szczęściarzy poznałem w dawnej mojej pracy.  Było to starsze małżeństwo z południa Polski, które w nieistniejącym już dzisiaj Super Lotku trafiło "siódemkę" z 49 liczb. Było to najwyższe trafienie. Niestety, owe małżeństwo, było "zaledwie" jedną z dwóch par szczęściarzy, przez co, jak stwierdziło później w rozmowie ze mną, starczyło tylko na piękny dom z ogrodem w górach, nowy samochód oraz skromne kopertówki dla najbliższych.
Z moim szczęściem do totka najbliższe jednak pozostanie mi hasło "graj w toto idioto".


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

"My jesteśmy tanie dranie, tanie dranie niesłychanie ...."

"My jesteśmy tanie dranie, tanie dranie niesłychanie...."







Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

THE KOOKS - "Junk Of The Heart" - (2011) -

 THE KOOKS - "Junk Of The Heart" - (VIRGIN RECORDS) -



To bardzo pogodna i lekka muzyka. Pomimo, iż w sumie rockowa. A nawet ponoć alternatywna. Przynajmniej do takiego worka wrzuca się Wyspiarzy z The Kooks. A według mnie, to po prostu kopalnia chwytliwych piosenek, pomysłowo i efektownie opracowanych. Z prostymi zwrotkami i refrenami idealnymi do stadionowego śpiewania. "Junk Of The Heart" jest trzecią płytą w ich szczupłej dyskografii, ale mają się ci młodzi dżentelmeni czym pochwalić, otóż za pierwszy "Inside In / Inside Out" sprzed 5 lat, zgarnęli multiplatynę, a za następny i także niezły "Konk" z 2008 roku, podwójne złoto. Jak los obdaruje dzieło najnowsze, wciąż pozostaje to jeszcze tajemnicą, aczkolwiek notowania na listach przebojów mocno ustępują wynikom dwóch poprzedniczek. Listy przebojów absolutnie nie są wskaźnikiem artystycznej wartości, bowiem gdyby się nimi sugerować, to na naszych półkach płytowych nie stałoby wiele arcydzieł. Nie twierdzę, że "Junk Of The Heart" jest dziełem jakimś szczególnie niezwykłym. Wręcz przeciwnie. Takich piosenek na Wyspach powstają tuziny każdego roku, lecz jednak tylko niektórzy wykonawcy tworzą je przekonująco. The Kooks to właśnie taki zespół. Zupełnie inny od Coldplay, Travis czy Keane, ale jednak z tej samej rodziny.
"Junk Of The Heart" jest płytą bardzo krótką. To zaledwie 36 minut muzyki na 12 kompozycji w niej zawartych. Średnią czasu łatwo obliczyć. Każda z nich zamyka się w maksymalnym antenowym czasie radiowym. I o to chyba Kooksom chodzi. Aby ich piosenki grało radio. Do tego nawet w całości. Przy okazji dodać należy, że ich piosenki są  melodyjne aż do bólu, a nazywając je rockowymi, musimy uważać z kim rozmawiamy, gdyż po rozmowie z ortodoksyjnymi fanami prawdziwego rocka, potrzebna może być wizyta u stomatologa. Mimo to zaryzykuję twierdzeniem, że to dobra płyta, a nawet chwilami bardzo dobra. Najlżejsza i najsłodsza ze wszystkich dotychczasowych, ale głuchym musiałbym być, by nie dostrzec witalności i uroku takich melodii jak np. w "Junk Of The Heart (Happy)" (mój kandydat do przeboju roku), "Mr.Nice Guy" (mój drugi faworyt) czy ładniutkich "Rosie" oraz króciutkiej smyczkowej balladzie "Time Above The Earth". Siłą przebojowości jawią się tutaj jeszcze "Is It Me" oraz "Killing Me". Niestety nie zabrakło także i kilku koszmarków, jak oparty na nudnym akustyczno-gitarowym podkładzie "F**k The World Off" oraz jeszcze gorszy "Runaway", któremu do dub-reggae niewiele brakuje. No i ten okrobny bełkotliwy refren. Kto to wpuścił do studia? Jeśli te małe zgrzyty wytniemy z tej krótkiej płyty, to pozostanie nam już w ogóle krócizna, ale przynajmniej bardzo fajna.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

ROB MORATTI - "Victory" - (2011) -

ROB MORATTI
"Victory" - (ESCAPE MUSIC) -



Bardzo lubię głos Roba Morattiego i zawsze kibicowałem jego grupie Final Frontier. Jednak trudno było jeszcze do niedawna wierzyć w jego sukces, tym bardziej, że zespołów podobnych do Final Frontier jednak trochę jest, a i dobrych w nich wokalistów także nie brakuje. Los się jednak uśmiechnął do Morattiego w 2008 roku, kiedy to z fotela wokalisty w grupie Saga, zrezygnował po trzydziestu latach Michael Sadler. Okazało się , że Moratti pomimo bardzo wysokiego rejestru w głosie, najbardziej pasował do wizerunku i charakteru zespołu. Wydana w następnym roku płyta "The Human Condition", gór co prawda nie przeniosła, ale pokazała, że ta legendarna grupa może sobie całkiem dobrze radzić, z wokalistą innego formatu. Późniejsze koncerty w różnych miejscach globu rozsławiły dobre imię Morattiego. I choć po trasie "Heads Or Tales Tour", udokumentowanej zresztą płytą, podziękowano mu za króciutką współpracę, z uwagi na powrót Sadlera, to jednak karty historii zostały zapisane na jego plus. Tak więc, ukazanie się jego solowego dzieła, było już nie tylko wyczekiwane przez dawnych fanów, ale i także przez tych nabytych w ostatnich dwóch/trzech latach. Dzisiaj na okładce płyty "Victory" można umieścić (co też zrobiono) naklejkę z dopiskiem: Rob Moratti  The Former Voice Of Saga, co brzmi dumniej, niż gdyby zamiast nazwy Saga, umieścić tam mało komu znany (aczkolwiek znakomity) Final Frontier. Jakże wiele się zmieniło w tak krótkim czasie. Akcje Morattiego poszły mocno w górę, i realizując swoje najnowsze przedsięwzięcie, stać go było na pozyskanie bardzo znanych muzyków, jak choćby: Tony Franklin - basista znany z takich grup jak: The Firm (współtworzonej niegdyś wraz Jimmy'ym Page'em czy Paulem Rodgersem), Reb Beach - gitarzysta takich grup, jak: Winger czy Whitesnake, a także perkusista Brian Doerner - muzyk z grupy Saga. I choć Moratti, pozostaje tutaj głównym kompozytorem, a nawet i producentem, to wpływ jego kolegów z zespołu na całościowy efekt "Victory", jest niebagatelny.  To jest płyta, której chce się słuchać i słuchać. Każda z 11 piosenek na niej zawartych, mogłaby stać się singlowym hitem.  Zresztą, tytuł albumu w pełni odzwierciedla stan ducha i samej rzeczy.  Niestety światem rządzi zbyt wiele porażek , by dostrzegać w nim wszystkie triumfy. I dlatego płyta ta jest pozycją tylko dla potrafiących ujrzeć jej piękno. A to, że tak na marginesie, jest to najprawdopodobniej najlepsza rzecz, jaka wyszła spod strun głosowych Morattiego, to już zupełnie inna kwestia.

P.S. W tym miejscu chciałbym złożyć piękne podziękowania dla Rafała Sierżanta z Rokietnicy za ten wspaniały prezent! Thanks Dear Seargant :-)


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

poniedziałek, 26 września 2011

WORK OF ART - "In Progress" - (2011) -

 WORK OF ART - "In Progress" - (FRONTIERS RECORDS) -



Muzyka zawarta na albumie "In Progress" uroczo przenosi słuchacza o dwie i pół dekady wstecz. Do czasów, w których odgrywała rolę szczególną.  I to głównie w Ameryce Północnej, gdzie niepodzielnie rządziły tego typu grupy, jak: Toto, Journey, Foreigner czy Chicago. Te zespoły, jak i jeszcze kilka innych, wywarły tak wielki wpływ na wielu twórców młodszego pokolenia, że po dziś dzień, mnożą się spadkobiercy tej melodyjnej i lekkiej odmiany rocka. Szwedzka grupa Work Of Art jest jedną z nich. A wydana właśnie "In Progress" jest dopiero ich drugą płytą, która tak przy okazji, ukazała się po okresie trzech lat od debiutanckiej płyty "Artwork". Grupa nie ma ambicji szokować jakimś rewolucyjnym brzmieniem czy wizerunkiem. Jej misją jest tworzenie zgrabnych piosenek , opartych głównie na klawiszowo-gitarowych motywach i pobrzmiewających z lekka metalizująco. Oczywiście, żaden to metal.  Pomimo, iż mamy tutaj do czynienia z kompozycjami dynamicznymi, i z typowo rockową sekcją, to w dzisiejszych realiach, muzyka panów z Work Of Art, to nawet nie "rock", a co najwyżej "roczek". A jednak, to bardzo ładna płyta. Lekka, swobodna, śpiewna i bardzo optymistyczna. Medycy powinni zapisywać ją na receptach ludziom o skłonnościach do depresji. Bo ta muzyka działa leczniczo, niczym balsam na obolałe uszy , które każdego dnia atakowane są rapowaną sieką ,albo beznamiętną lurą spod znaku r'n'b & soul. Niestety, problemem takich zespołów jak Work Of Art, jest to, że z góry skazują się na popularność marginalną. Taka muzyka w dzisiejszych czasach robi już tylko wrażenie na starszej generacji miłośników od tzw. eleganckiego rocka. O którym dzisiaj z rzadka się już pisuje, a jeszcze rzadziej gdziekolwiek gra. Zakładam jednak, że skoro muzycy tejże grupy, tak ambitnie przez prawie 15 lat, dążyli do zrealizowania albumu debiutanckiego, a na najnowszym jeszcze bardziej podszlifowali brzmienie, to wiedzą czego chcą i do czego dążą. I chwała im za to !

Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

JOHN DU CANN - wokalista i gitarzysta (m.in: ATOMIC ROOSTER i ANDROMEDA) nie żyje (1945-2011)



W minioną środę, tj. 21 września 2011 r., świat muzyki opuścił wokalista i gitarzysta John Du Cann, znany przede wszystkim ze znakomitej grupy Atomic Rooster, ale i także z wcześniejszych grup, jak: Andromeda oraz The Five Day Week Straw People. Fantastycznie odnajdywał się w muzyce psychodelicznej, progresywnej oraz hard rockowej. Z grupą Atomic Rooster zrealizował dwa wybitne albumy, a były to: drugi oraz trzeci w dyskografii "Death Walks Behind You" (1971) i "In Hearing Of Atomic Rooster" (1971). Obie płyty w swoim czasie zagościły na brytyjskiej Top20-tce i przyniosły m.in. takie klasyki jak: "Tomorrow Night", "Breakthrough" czy singlowy "Devil's Answer". Sympatykom starego rocka polecać grupy nie trzeba, jednak młodszemu pokoleniu, które szuka niesamowitych dawnych brzmień, a i także nieuchwytnego już dzisiaj klimatu, polecam także wcześniejsze dwie grupy, w których udzielał się John Du Cann, a których nazwy wymieniłem powyżej. Artysta tworzył sporadycznie także i w latach późniejszych, jednak nigdy nie udało mu się zbliżyć do najlepszych dokonań swojej twórczości z przełomu 60/70. 
Zmarł na atak serca. Przeżył 66 lat. Świat muzyki znowu poniósł dotkliwą stratę.
Wielkie dzięki za wspaniałe utwory, jakich miałem zaszczyt przez te wszystkie lata nausznie doświadczyć!











Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl





"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 25 września 2011 /Radio "Afera" Poznań/

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 25 września 2011
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl


HOUSE OF LORDS - "Cartesian Dreams" - (2009) -
- The Bigger They Come



HOUSE OF LORDS - "Demons Down" - (1992) -
- What's Forever For



JUDAS PRIEST - "Ram It Down" - (1988) -
- Johnny B.Goode



EUROPE - "Live! At Shepherd's Bush, London" - (2011) -
- The Beast
- Rock The Night



DREAM THEATER - "A Dramatic Turn Of Events" - (2011) -
- Build Me Up, Break Me Down



ROB MORATTI - "Victory" - (2011) -
- Everything But Goodbye
- Standing On Top Of The World



KROKUS - "Round 13" - (1999) -
- Heya



HOUSE OF LORDS - "Big Money" - (2011) -
- First To Cry
- Someday When



FOREIGNER - "Acoustique And More" - (2011) -
CD 2 - "Juke Box Heroes" - brand new rock recordings
of Foreigner's greatest hits
- Save Me (NEW SONG)
- Double Vision
- Head Games
- Urgent



MOSTLY AUTUMN - "That Night In Leamington" - (2011) -
koncert z 2.04.2010, pożegnalny występ Heather Findlay
- Half The Mountain
- Heroes Never Die
- Evergreen
- a farewell from Heather



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------


kącik poświęcony dziennikarzowi Radia Konin, Robertowi Roszakowi,
zmarłemu 4 lipca 2011


PINK FLOYD - "Delicate Sound Of Thunder" - (1988) -
- Shine On You Crazy Diamond



STRAWBS - "Hero And Heroine" - (1973) -
- Autumn
I) Heroine's Theme
II) Deep Summer's Sleep
III) The Winter Long



MARILLION - "Marbles" - (2004) -
- Fantastic Place



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------


OSIRIS - "Myths & Legends" - (1984) -
- Myths And Legends
- Dreams Of A Jester



BLACK SABBATH - "Headless Cross" - (1989) -
- The Gates Of Hell
- Headless Cross
- Devil & Daughter
- Black Moon
- Nightwing



AMERICA - "Silent Letter" - (1979) -
- All My Life



AMERICA - "Alibi" - (1980) -
- Survival



CHRIS REA - "Santo Spirito Blues" - (2011) -
- Dancing My Blues Away





Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

sobota, 24 września 2011

ROBERT ROSZAK - o dziennikarzu z Radia Konin i o dzisiejszym koncercie dla Niego

Zasmuciłem się. Zupełny przypadek zrządził, że dowiedziałem się dzisiaj (dopiero!!!) o śmierci konińskiego dziennikarza muzycznego Roberta Roszaka. Pan Robert odszedł 4 lipca br., po ciężkiej chorobie nowotworowej. Był to mój kolega po fachu, którego zbyt dobrze nie znałem, ale budził we mnie pozytywne emocje. Jego twarz znałem od około piętnastu lat. Często kłanialiśmy się sobie na przeróżnych koncertach, czasem zamieniliśmy słówko, bądź dwa. Tyle. Wiedziałem, że jest cenionym radiowcem, choć nigdy nie było mi dane posłuchać jego audycji (w ogóle ,o czym wiecie, nie słucham radia). Jakaż szkoda! Dzisiaj rozmawiałem z pewnym młodym człowiekiem o nadchodzącym koncercie Fisha w Poznaniu. Ów młody człowiek poprosił mnie, bym sprawdził w internecie rozpiskę trasy koncertowej Fisha na czas najbliższy. I na pewnej stronie natknąłem się na tę właśnie smutną informację. Dlaczego nikt mi o tym nie powiedział do tej pory? Jakie to smutne. Facet tyle zrobił dobrego dla propagowania muzyki i nikt mi o tym nie powiedział. O tylu rzeczach niepotrzebnych się dowiedziałem ostatnio. Stale ludzie suszą mi głowę tematami zupełnie mnie nie wciągającymi, a o takim fajnym człowieku (a raczej o jego odejściu) dowiedziałem się zupełnym przypadkiem. Dzięki temu pieprzonemu internetowi, który po raz kolejny pokazał swoją moc, zakopując do piachu piękno ludzkiej rozmowy i komunikacji. Pewnie zastanawiałbym się, dlaczego człowieka nie ma na najbliższym Fishu, albo na późniejszej Arenie. Głowiłbym się, dlaczego nie dotarł na najbliższy Dream Theater do Poznania, w styczniu roku przyszłego,.... I w życiu by mi do głowy nie przyszło, że pomimo tak młodego wieku (45 lat), nie ma go już w naszej muzycznej rodzinie. Cholerka, smutno mi będzie 10 października w Blue Nocie na Fishu. Będę się rozglądać za Panem Robertem, choć wiem , że Go nie ujrzę w towarzystwie paczki jego znajomych. Tak mi przykro.
Ten zupełny przypadek pozwolił mi odnaleźć w internecie plakat reklamujący koncert poświęcony jego osobie. O ironio, koncert ten odbędzie się dzisiaj.







Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

piątek, 23 września 2011

Tylko RUCH POPARCIA PALIKOTA

Ja już zdecydowałem. Swój głos oddaję na Ruch Poparcia Palikota. RPP jest najbliższy temu co czuję i myślę. Uczynię to z własnego przekonania i jest mi z tym dobrze.
Polecam lekturze "Program Nowoczesne Państwo" na stronie: 
www.ruchpalikota.org.pl



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

czwartek, 22 września 2011

wPISdu



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

Głos kiboli tyle wart co sami oni

Tak wyglądają entuzjaści Kaczyńskiego.
Zdecyduj sam na kogo oddasz głos 9 października


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

środa, 21 września 2011

STEVEN WILSON (lider PORCUPINE TREE) wystąpi w poznańskim klubie "Eskulap", 20 października 2011 r.

 STEVEN WILSON (lider PORCUPINE TREE) wystąpi w poznańskim klubie "ESKULAP", w dniu 20 października 2011 roku.
Koncert będzie promocją najnowszego solowego albumu Wilsona "Grace For Drowning". Całe tournee odbywa się pod hasłem "An evening with Steven Wilson".
Podczas tej trasy towarzyszyć Stevenowi Wilsonowi będą następujący muzycy: Marco Minnemann - na perkusji (który już gościł w Polsce wraz z grupą UZ Eddiego Jobsona), Nick Beggs - na basie (gościł z zespołem Steve'a Hacketta na festiwalu "Ino-Rock 2010" , przy okazji ex-muzyk grupy Kajagoogoo), Aziz Ibrahim - na gitarze, Gary Husband - na instrumentach klawiszowych oraz Theo Travis - na fletach i saksofonach.
Bilety do 19 października będą kosztować 120 zł, a później 135 zł


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

KONCERT PAMIĘCI ANDRZEJA SOBCZAKA, Poznań, Klub "Blue Note" 27.IX.2011, godz.19.00

KONCERT PAMIĘCI ANDRZEJA SOBCZAKA



27 września 2011 (wtorek)
godzina: 19:00

Klub "Blue Note"

ANDRZEJ SOBCZAK napisał teksty do około tysiąca piosenek. M.in. "Dorosłe Dzieci" (TURBO), "Pozorne Życie" (TURBO) czy "Przeżyj To Sam" (LOMBARD)
Zmarł niedawno na skutek choroby nowotworowej.
Podczas tego wieczoru  pamięci Andrzeja Sobczaka, będzie można usłyszeć piosenki , które były jego autorstwa, w wykonaniu przyjaciół maestra. Swój udział już zapowiedzieli m.in.: Andrzej Ellmann, Krystyna Giżowska, Piotr Kuźniak, Iwona Maciejewska - Szram, Andrzej Mikołajczak, Danuta Mizgalska, Janusz Piątkowski, Anna Polowczyk, Jerzy Rajczyk, Piotr Schulz, Jan Zieliński, Piotr Żurowski oraz Headline, Infekcja Blues Rock Band, Muchos Cojones, NON IRON (Grzegorz Kupczyk), KORDA Band, LOMBARD, TURBO.
Koncert poprowadzą: Mariusz Kwaśniewski i Piotr Przybylski
A produkcją i organizacją zajmą się: Wojciech Hoffmann i Piotr Przybylski


Bilety w cenie 20 złotych można nabywać w Centrum Informacji Miejskiej "CIM", obok głównego Empiku.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

FISH - koncert 10.X.2011, klub "Blue Note", Poznań

W poniedziałek 10 października 2011 r. w poznańskim klubie "Blue Note" wystąpi FISH (ex-wokalista Marillion).
Będzie to koncert akustyczny, a więc podobny do tegorocznego marcowego, który także odbył się w "Blue Note", przy komplecie publiczności. 
Zachęcam wszystkich, którzy nie byli na poprzednim koncercie, do wzięcia udziału w tym właśnie nadchodzącym. Satisfaction guaranteed !!!

 

Bilety w cenie promocyjnej:
90 zł (stojące)
110 zł (siedzące)
do dnia 30.09.2011 

Bilety w cenie normalnej:
110 zł (stojące)

130 zł (siedzące)
od dnia 01.10.2011 

Bilety kolekcjonerskie do nabycia:
CIM (obok głównego Empiku), ROCK LONG LUCK (ul.Półwiejska), ART ROCK (ul.Szewska),  Agencja Ranus, Acid Shop (ul.Ogrodowa)







Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

wtorek, 20 września 2011

Kilka zapowiedzi płytowych

Oto kilka płytowych zapowiedzi na najbliższe tygodnie:

MAGNUM "Evolution" - kompilacja z okazji 30-lecia grupy (dziwne, bo powinno być z okazji 35-lecia !!!), będzie zawierać m.in. kilka nowych remiksów, a także dwa całkiem nowe utwory




CHRIS OUSEY "Rhyme & Passion" (premiera listopad 2011) - nowy studyjny album wokalisty HEARTLAND
(na zdjęciu poniżej okładka singla promującego album)



FERGIE FREDERIKSEN "Happiness Is The Road" (premiera październik 2011) - nowy studyjny album byłego wokalisty TOTO, znanego z płyty "Isolation"(1984)
KAYAK "Anywhere But Here" - nowy album holenderskiej legendy progresywnego rocka (premiera 19 września)







THE WATERBOYS "An Appointment With Mr Yeats" (premiera 19 września) - całkowicie premierowy materiał studyjny Mike'a Scotta i jego kolegów

HOUSE OF LORDS "Big Money" (premiera 23 września) - nowy, mocno przeze mnie wyczekiwany studyjny album jednego z najlepszych hard rockowych zespołów ostatnich lat. Choć oczywiście grającego od niemal ćwierć wieku. Jednak to ostatnie ich płyty zasługują na szczególną uwagę. Oby to muzycy potwierdzili i tym razem.



AXEL RUDI PELL "The Ballads IV" (już w sprzedaży)





HAMMERS OF MISFORTUNE "17th Street" (premiera 25 października) - bardzo wyczekiwany nowy album amerykańskiego zespołu, grającego w klimacie z przełomu lat 60/70. Wspaniały muzyczny bukiet spleciony z doom metalu, hard rocka, rocka progresywnego czy psychodelii.


Tyle na dziś.
A zatem do następnego razu.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl