piątek, 1 kwietnia 2011

Ukradli Zamek

Założono na moim osiedlu takie profesjonalne budy na śmietniki. Duże bardzo. Do ich środka wchodzi 7-8 kontenerów. Całość okratowana na zamek. Każdy z mieszkańców dostał swój klucz. Wszystko po to, by cwaniaczki z domków jednorodzinnych nie podrzucały swoich tygodniowych zbiorów w stu-litrowych workach. Pomysł wypalił. Z krajobrazu osiedlowego poznikały podejrzane auta, których było co niemiara. Ach, gdyby coś jeszcze wymyślono na "inteligentów" przyjeżdżających codziennie na siłownię, która wynajmuje piwnicę w osiedlowej szkole. Byłoby idealnie. Zwolniło by się sporo miejsc parkingowych, a przy okazji na moim osiedlu poprawiła by się statystyka w polskiej czystej mowie.
Ale wróćmy do śmietnika. Wczoraj wieczorem, co zresztą jest już rytuałem, tradycyjnie z żoną poszliśmy z workami, pozbyć się odpadków, aż tu raptem! - jak mną walnęło! Wkładam klucz do zamka, a ten mi przelatuje bez oporu na drugą stronę. Zamek ukradli !!! Polska, mój piękny kraju. Jakże ja mogłem o tym zapomnieć? Od razu dodam, że nie przypilnowałem zamka, bowiem dzień wcześniej, właśnie wieczorem, byłem na Fishu, tak więc, zaszczyt wyniesienia śmieci przypadł mojej Mundi. Żoncia zdziwiona powiada: "wczoraj, gdy wynosiłam śmieci, zamek jeszcze był". Od razu wskoczył mi do głowy cytat z Barejowskiego "Misia" : "Kiedy wczoraj tędy jechałem tego domu jeszcze nie było" - a dziś już jest. Wczoraj był zamek, dzisiaj go nie ma. Czy to takie trudne?
Szkoda, że nikt nie chce ukraść zamka w drzwiach od moich głównych drzwi do bloku. Powymyślali te cholerne domofony i za każdym razem szlag mnie trafia, bo zamiast spokojnie wejść na klatkę schodową, muszę mocować się z odnalezieniem klucza. A kluczy mam chyba z tuzin. Największa złość mnie ogarnia, gdy wracam z zakupami. W każdej z rąk po dwie siatki i szukaj jeszcze bracie tego cholernego klucza. Siatki na chodnik, otwieranie drzwi, ponownie siatki do rąk i zasuwanko na górę, a tam ponowna rozkosz, siatki na glebę i szukaj kolejnych kluczy do trzech zamków. Uff! Wreszcie w domu.
Domofony czy monitorowane osiedla, co za dobrodziejstwo! Porozjeżdżało się bractwo po świecie, przypatrzyło jak żyją pedantyczni Niemcy czy Austriacy i tę kulturkę zainstalowano i u nas. Ale po co? Przecież u nas 90 procent to dobrzy ludzie. Co niedzielkę w ładnym płaszczyku zasuwają do kościółka, z dwuzłotówką na tacę. Ciekaw jestem czy tacy złomiarze chodzą do spowiedzi, i: "proszę księdza, dmuchnąłem kratkę kanalizacyjną, ale tylko jedną w tym miesiącu! , a także kilka zamków od boksów śmietnikowych, dwieście metrów płotu i cały wózek dziecięcy torów kolejowych". Dla takich chwil to pewnie by warto zostać spowiednikiem.

6 komentarzy:

  1. Już się przestraszyłem, że ten cesarski ze Świętego Marcina! Wszystko możliwe. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Żadne prima aprillis. Zapomniałem nawet, że to ten dzień.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak.. prawie wszystko się zgadza poza tym,że u mnie w parafii nikt nie wrzuca już monet na tacę bo straszny był hałas podczas mszy. Każdy dzierży w ręce a dokładniej w dwóch palcach bankton od 10 zł do 100 tak by sąsiad z ławki widział ile daje... Tak się złożyło, że zachciało mi się mieszkać w okolicy gdzie zaroiło się od ludzi którzy (nazwę bardzo kulturalnie by nie wyszło, że im zazdroszę) odnieśli w życiu nagły sukces finansowy. A że zazdroszę to już inna sprawa... Gdybym poddał się tej atmosferze okolicznych dyrektorów marketów, właścicieli stacji benzynowych czy sieci aptek lub też prawników i lekarzy to zapewne swój samochód musiałbym myć tylko nocami a na dzień powinienem przykrywac plandeką.By nie razić powinienem również przestać remontować stare rury instalacyjne i lepić co miesiąc dach by mi nie kapało do łóżka a forsę przeznaczyć na kutą bramę z automatyką oraz granitową kostkę brukową....no bo zwykły pozbruk nijak ma się do standardów narzuconych przez łatwą kasę z kredytów.... chciałoby się tak mysleć... niestety moje podejrzenia jednak każą mi twierdzić, że te pienądze na to wszystko nie z kredytów a z pracy. Bo to w końcu bardzo zaradni ludzie są i doskonali fachowcy. Oni dla swoich korporacji potrafią zarobić masę pieniążków i przez to posiadają prestiż i uznanie. A ja co ? Czym mogę się pochwalić - w obecnym świecie niczym.No bo czym jest uratowanie zycia lub zdrowia licznej grupie ludzi ? Humanizm obecnie w świecie zakłada, że tacy jak ja to powinni robić to za darmo z powołania, z miłości do ludzi i w ogóle wszystkich bliźniźnich. I ja to robię czując jeszcze w sobie to drobne poczucie dobrze pełnionej misji. Tylko za każdym razem rano, czy w sylwestra czy w wieczór wigilijny jednym zdaniem czyli jak wypadnie mi dyzur, ja wychodzę do pracy to się zastanawiam czy auto mi jeszcze odpali... Bo jeśli ktoś coś umie to zarabia duże pieniądze a jeżeli ktoś ratuje ludzkie życie temu nalęży się wielki szacunek, który po przeliczeniu na pieniądze wynosi niecałe 2000zł.(Zebrało tak mi się jakoś a że nie prowadzę swojego bloga do celów wyznaniowych to czasami tu coś poprzemycam.. a skojarzyło mi sięto wszystko z owymi dwoma złotymi na tacę o których wspomniał Andrzej co pozwoliło mi mieć porównanie z tym co widuję w swojej okolicy)Proszę też nie komentwać, że są zawody gdzie ktoś zarabia jeszcze mniej. Bo w tamtych zawodach nie ma wymaganego wyższego wykształcenia, ciągłych szkoleń, pracy wielozmianowej oraz ciągłej odpowiedzialności przed prokuratorem za tzw błąd w sztuce.Zdarzyło się wam podziękować kiedyś za jakąś usługę płatną także słownie ? Zapewne tak bo to normalne chyba jest. Ta norma nie obowiązuje w ratownictwoe medycznym.Jeżeli się nie uda uratować człowieka którego w połowie nie ma lub się z niego wylało kilka litrów krwi to się zdarzają okrzyki konowały, dlaczego nic nie robicie.. a jak się kogoś uratuje to jedynie sami sobie możemy spojzeć w oczy wiedząc że się odwaliło kawał dobrej roboty... bo dziękuję na dwadzieścia lat usłyszałem może z kilkanaście razy.
    Jeszcze raz przepraszam za sporej ilości osobistych wywodów... wiecie jak jest - depresja wczesno - wiosenna z powodu zbyt małej ilości słońca

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Jadisie!
    Może niewiele będzie to dla Ciebie znaczyć, ale ja ciągle uważam, że lekarz traktujący swoją pracę jako służbę człowiekowi, zasługuje na dużo większy szacunek, niż menager w korporacji. Co więcej, choć to tylko durne uprzedzenia, ale ten ostatni jest dla mnie synonimem sukinsyna, który jeśli komukolwiek służy, to jedynie mamonie. Oczywiście gdy postawimy na jednej szali ludzkie życie i interesy firmy, to okaże się, że czyjeś zyski są dużo więcej warte od zdrowia przęciętnego obywatela, stąd też różnice w wynagrodzeniach. Mam w rodzinie dwóje młodych nefrologów i choć nie mogę powiedzieć by im się źle powodziło, to z drugiej strony mogliby śmiało zamieszkać w przyczepie campingowej, bo i tak nigdy ich nie ma w domu. Dużo pracy, ogromna odpowiedzialność - nie sposób za to zapłacić i dlatego szczególnego znaczenia nabiera zwykłe "dziękuję". I choć Jadisie się nie znamy (teoretycznie, bo może nawet kiedyś spotkaliśmy się we wiadomym miejscu ;-)) to cieszę się, że są jeszcze ludzie, którzy robią co należy, nawet wtedy gdy nikt nie zauważa ich trudu, łącznie z osobami, z niego korzystającymi.
    Pozdrawiam
    Andrzej z Zielonej Wyspy

    OdpowiedzUsuń