niedziela, 2 grudnia 2012

kilka słów o Modern Talking, a także o wczorajszym koncercie Thomasa Andersa w poznańskiej Arenie , 1.XII.2012

O czym to mi ostatnio przychodzi pisać. Zaczynam mieć obawy, że bractwo rockowe odwróci się ode mnie w uczuciu gniewu. I co tu dużo gadać - wcale tym nie będę jakoś specjalnie zdziwiony. Dopiero co pozwoliłem sobie omówić koncert Andrzejkowy sprzed nieco ponad tygodnia (z udziałem m.in. Sandry i Samanthy Fox), a dzisiaj pragnę rzucić kilka słów o wczorajszym (także Andrzejkowym) koncercie Thomasa Andersa, z jego zespołem. Firmowanym jako The Modern Talking Band - w składzie z klawiszowcem, perkusistą, gitarzystą oraz basistą, i oczywiście bez legendy u boku, czyli samego Dietera Bohlena - głównego sprawcy czynu, rzecz jasna głównego kompozytora i oprawcy muzyczno-aranżacyjnego.
Modern Talking bili niegdyś rekordy powodzenia w całej Europie - w tym także i u nas. Z pierwszych sześciu najsłynniejszych płyt - pierwsze cztery obstawiały niemal w całości dawne dyskoteki, imprezki domowe, spotkania, ... Tak, tak - tak było. Sam przez pewien czas ulegałem nastrojowi ich twórczości. Myślę, że jestem jednym z nielicznych już dziś , którzy się przyznają do sympatii tego "szmelc dueciku", jak o nich mawiano.
Z muzyczką Modernów mam piękne wspomnienia - i nikt mi ich nie zabierze. Nawet jeśli te słowa wypowiada obrońca rocka, który stanąłby piersią w obronie Led Zeppelin, Black Sabbath, AC/DC, Meat Loafa, Budgie czy Pink Floyd. "Młode Tłoczki" pięknie wkomponowywały się w urocze lata 80-te, i nawet jeśli drażnił kogoś słodki głosik Thomasa Andersa, piszczące chórki z Dieterem Bohlenem w tle, a także prosty syntezatorowy podkład, trudno było odmówić tej konfekcji swoistego uroku. Jestem pewien, iż wielu obłudników dobrze bawiło się niegdyś przy ich piosenkach, i także ma z nimi równie wartościowe wspomnienia, choć głupio im się do tego przyznać, by nie wytykano ich palcami, że jak to, taki niby fan King Crimson, Van Der Graaf Generator czy Genesis, a słucha takiej młócki. Uważam, że trzeba być szczerym wobec nie tylko innych, ale przede wszystkim wobec siebie, dlatego pragnę przyznać się, że zawsze lubiłem "You Can Win If You Want", "Atlantis Is Calling (S.O.S. For Love) czy szczególnie "Brother Louie", no i jeszcze "niestety" tuziny pozostałych. Pomimo iż mój radiowy idol Tomek Beksiński, na pewno teraz przewraca się w grobie. Sorry Nosferatu! Podaruję zatem nam wszystkim przez delikatność opisywania kulis wielu tamtych że piosenek, gdyż wiem jak bardzo zraniłbym serca co poniektórych. Ale pierwszej emisji "Brother Louie", pewnej nocy na Dworcu Kolejowym, podczas odprowadzki kolegi jadącego do wojska, nie zapomnę nigdy. Jak pewien gość trzymał radiomagnetofon na ramieniu, i na cały głos zaserwował wówczas premierową "Brother Louie" - na jednym z peronów. Pamiętam jak pomyślałem sobie: "o Jezu, jaka kapitalna piosenka!". Miałem 21 lat, a także bardzo pozytywne życie, fajnych kumpli oraz jedną panią na oku. Wszystko to nieźle pasowało do siebie. Nie namyślając się czy mi wypada, czy też nie, do jednego wora wrzucałem Depeche Mode, Human League, Ultravox i właśnie Modern Talking. Zresztą były to takie czasy, w których prawie nikt nie szufladkował muzyki. Mało kto się zastanawiał co mu wypada słuchać, a czego unikać. Nie to co teraz, gdzie wszystkie gatunki muzyki podzielono i poszatkowano tak, by odgałęzienia od nich utworzyły kolejne podgrupy, itd...., a co za tym idzie, doprowadziły w ślepy zaułek.
trzy powyższe fotki z wczorajszego koncertu
bilet z imprezy

Ale zostawmy to, bo jak zwykle się niepotrzebnie rozgadałem (czytaj: rozpisałem), a miało być tylko kilka słów o wczorajszym Thomasie Andersie w poznańskiej Arenie.
Cóż...., ponownie Arena się zapełniła ludźmi, którzy przyszli się pobawić. Wszyscy odpierniczeni - szczególnie "dziewczęta", które śpiewały, krzyczały, a nawet piszczały, jak te choćby stojące za całą naszą paczką znajomych, której przewodził dobroczyńca DJ Sebcia, który to po raz kolejny obdarował sępiarskie bractwo biletowymi zaproszeniami. W tym miejscu - dzięki Ci wielkie składam mój ty o Panie! :-)
Thomas Anders, niewysoki, szczuplutki, z ładnie przystrzyżonymi lecz bujnymi włosami, ubrany w wiśniową marynarkę z materiału a'la aksamit (nie wiem - nie znam się), czarował rozbawione towarzystwo przebojami starszymi i nowszymi. Nie wszystkie znałem, bowiem moja edukacja z Młodymi Tłoczkami kończy się na "szóstym" albumie z 1987 roku. Acha, z racji zawodu miałem niegdyś jeszcze okazję posłuchać "na kolanie" pierwszych trzech płyt po powrocie w końcówce lat 90-tych, ale zupełnie już tych płytek nie pamiętam.
Niosę podejrzenie, że Thomas Anders zaserwował wczoraj półplayback, lecz głowy pod topór za te słowa nie podstawię. Zbyt wiele rzeczy mi podpadało, jak choćby inna głośność podczas przemawiania, a od razu inna podczas śpiewania. Stałem zbyt daleko jednak, także nie byłem w stanie zweryfikować ruchów ust z lecącą muzyką. Do tego chórki były zbyt idealnie falsetowe, podczas gdy przy kilku innych zaśpiewach słychać było, że muzycy towarzyszący Andersowi, mają raczej chropowate i wręcz okropne głosidła. Ale cóż,...to tylko takie moje podejrzenia, które i tak nie zburzą fajnego koncertu. Koncertu, który miał być 1,5-godzinną zabawą - i był!  Nie widziałem w całej Arenie fanów z koszulkami Dream Theater czy Metalliki, tak więc jestem pewien, iż żaden z nich nie polewał z Masłowskiego, który przez cały koncert sobie tupał i podskakiwał.
Nie wypiszę pełnej setlisty, gdyż nie znam wszystkich tytułów piosenek, ale były wczoraj na pewno, w całości, bądź we fragmentach w poszczególnych setach, następujące piosenki: "You Can Win If You Want", "You Are Not Alone", "Give Me Peace On Earth", była także piosenka Christmasowa, a i jeszcze: "Geronimo's Cadillac", "Diamonds Never Made A Lady", "Just We Two (Mona Lisa)", "With A Little Love", "Heaven Will Know", "Do You Wanna", "Jet Airliner", "Atlantis Is Calling (S.O.S. For Love)", "Brother Louie", a na bisy: "You're My Heart, You're My Soul" oraz "Cheri Cheri Lady". Powtarzam, wypisałem większość piosenek, lecz nie wszystkie.
Muszę jeszcze podkreślić, iż dawno nie byłem na takich leciutkich, wesołych koncertach, i przyznam, że były mi one nawet bardzo potrzebne. Fajnie było stanąć obok zwyczajnych ludzi, dla których muzyka nie jest czymś najważniejszym w życiu - jak dla mnie, a także dla innych wyznawców rocka, których widuję na "ambitniejszych" spektaklach, i którzy to przeżywają każdą solówkę, każde zawycie - z ciarkami na całym ciele. Choć czy ja wiem..., bądź co bądź, gdy perkusista Modern Talking Band rzucił w tłum pięcioma lub sześcioma pałeczkami, to bractwo biło się o nie jakby uczynił to sam Phil Collins.
Na koniec dodam jeszcze, iż przed występem Thomasa Andersa, zagrzewał do zabawy tłum ze sceny  DJ Marek Sierocki, serwując np. "Self Control" - Laury Branigan lub "Only You" - Savage'a. A za jego plecami na ekranie, pojawiały się reklamy najbliższych koncertów z muzyką lekką, łatwą i przyjemną. I tak oto dowiedziałem się, że w lutym w Arenie wystąpi Shakin' Stevens, a w innych miastach w najbliższym czasie: Drupi, Toto Cotugno, Ricchi e Poveri, Gazebo, Savage, and many many more...

jako, że kiepski ze mnie fan Modern Talking, moja kolekcja ich płyt, jest bardzo niepełna


===================================================================                                   

Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl











3 komentarze:

  1. A ja się przyznaję-jako fan starego rocka uwielbiam Shakina Stevensa więc pójdę !

    OdpowiedzUsuń
  2. o !, i taka szczera postawa, godna jest najwyższych słów uznania :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyłączam się do tych szczerych wyznań. Nie byłem na tym koncercie bo z pewnych względów nie mogłem, ale jeśli jeszcze kiedyś przyjadą to na pewno pójdę.
    Z dyskotekowymi pozdrowieniami Kuba Sikorski

    OdpowiedzUsuń