wtorek, 11 grudnia 2012

z cyklu "Królestwo Rarytasów" - cz.9 - PINK FLOYD - "Pulse" - (1995) - BOX 4 LP's

z cyklu "Królestwo Rarytasów" - część 9:


PINK FLOYD - "Pulse" - (1995) -
4 LP's
nr katalogowy: 7243 8 32700 1 9
Made in UK






Ten "skromny" box, wart jest dzisiaj ok 400 skromnych euro, a kiedy go kupowałem jeszcze jako nowość, kosztował mnie około 200, może góra 250 złotych. A zatem, są jednak płyty warte inwestycji. Tylko jest jeden mały problem, w chwili gdy się one ukazują, rzadko mamy świadomość, które z nich staną się wraz z upływem lat białymi krukami, a które zagoszczą w miejscach przecen i zapomnienia.

Jest jedna rzecz, która na pierwszy rzut oka różni wydawnictwo winylowe "Pulse", od kompaktowego. Nie ma tutaj zainstalowanej pulsującej diody. Jak to było w przypadku limitowanej edycji kompaktowej. Choć uważałbym z tym sformułowaniem słowa "limitowanej", skoro wypuszczony wówczas nakład, sprzedawany był "raptem" przez kilka lat.
Pamiętam, że już dawno diody na kartonikach nie pulsowały, a płyty jeszcze stały na sklepowych półkach. Moja dioda, która miała pulsować podobno przez rok, pulsowała przez prawie dwa. A mogłaby przecież pulsować jeszcze dłużej, nawet do dzisiaj, gdybym tylko sukcesywnie wymieniał w kartoniku bateryjkę. Taką typową jak do zegarka.
Tytuł albumu nawoływał do czegoś oryginalnego. No a że zespół to nie byle jaki, i chcący uczcić swe nowe dzieło z wielką pompą, to pulsująca dioda był czymś idealnym marketingowo i efektownym zarazem. Zainstalowano zatem to świecidełko do "pierwszego niekończącego się nakładu" - i robiło wrażenie. W domu może niezbyt wielkie, gdyż chyba każdego wkurzała ta wiecznie migająca lampka, niczym kogut wozu strażackiego, ale gdy już było do siebie przylgniętych z pięćdziesiąt takich okładek na jakiejś sklepowej półce, to tworzył się z tego okazały neon lub choinka. Niektórych jednak ta lampka doprowadzała do furii, a ci po prostu przedwcześnie demontowali bateryjkę z wnętrza tekturki. Tutaj należy dodać, że cały czas mówimy o lampce diodzie z pierwszego wydawnictwa CD, gdyż w późniejszych reedycjach okrojono opakowanie z tekturki z diodą, czyniąc je szczuplejszym i o wiele skromniejszym.



W tamtym czasie miałem nieograniczony dostęp do winylowego "pulsowego" wydawnictwa. Oczywiście tylko przez pewien czas. Krótki czas. Pytałem dookoła ludzi niemal garściami: "kto chce?", "komu załatwić?". Zapisała się oprócz mnie, tylko jeszcze jedna osoba. Reszta wybrała piękny podwójny kompakcik, z pulsującą diodą. Również prawie na nikim nie robiła większego wrażenia ta winylowa bomboniera. Dzisiaj, gdy podczas rozmowy o Floydach, wymsknie mi się przechwalstwo, że mam w domu czteropłytowego "Pulsa", niemal za każdym razem pada pytanie: "chcesz to sprzedać?". Oczywiście rozumiem takie reakcje, gdyż gdybym stał teraz właśnie o tam, po drugiej stronie, zapewne czyniłbym podobnie.
Najlepsze jest to, że w latach 90-tych, kupowałem także winyle bez specjalnego przekonania, będąc pod ogromnym wpływem płyty kompaktowej. Wygodnej, małej, nietrzeszczącej. Jedyne tylko do czego tęskniłem, to do dużej okładki, i do gapienia się na label i kręcącą czarną masę podczas słuchania muzyki. Lubiłem to, i lubię do dziś. Zapis jasnych i ciemnych rowków na LP, zawsze mnie fascynowały. A szczególnie, kiedy stanowiły dla mnie tajemnicę przed pierwszym przesłuchaniem. Ciemne rowki oznaczały zazwyczaj nagrane ciche fragmenty , a wszystkie pozostałe te jaśniejsze, były już tylko od tych dynamiczniejszych momentów. Dlatego przychodząc do domu z nową płytą, kładąc ją na talerzu gramofonu, zanim jeszcze ją nastawiłem, już wiedziałem , gdzie będzie ballada, albo utwór z dwoma wolnymi zwrotkami, trzema refrenami, i jeszcze odpowiedni cienki paseczek sugerował , w którym to momencie wejdzie jakieś solo, w domyśle: na gitarze, lub dajmy na to - na saksofonie. Tak więc, płytę poza kopertą i okładką, także można było przed przesłuchaniem na swój sposób "przeczytać".
Ale zaraz, zaraz, bo po raz kolejny zboczyłem z drogi właściwego tematu.  Stanąłem na tym, że prawie nikogo nie interesował zakup tego boxu tych 17 lat temu, kiedy to pojawił się on w ograniczonym nakładzie w Anglii, a za jej pośrednictwem jeszcze w kilku innych krajach świata.






Co do zawartości muzycznej, to wypada napisać mi przynajmniej tyle, iż było to wydawnictwo będące zapisem z ostatniej trasy zespołu, promującej album "The Division Bell". Który jak pamiętamy, ukazał się rok wcześniej. Było na nim kilka nowych utworów, jak m.in: "Keep Talking", "Coming Back To Life" czy "High Hopes", a także wiele klasyków, jak choćby: "Shine On You Crazy Diamond" czy "Astronomy Domine".
I oczywiście jeszcze sporo innych nagrań, w tym na przykład kompletne wykonanie "Dark Side Of The Moon".
Nie zabrakło też niespodzianki dla tych, którzy wybrali pozostałe nośniki oprócz CD. Otóż,  proszę sobie wyobrazić, że na kasecie magnetofonowej oraz właśnie także i na tym poczwórnym LP, dołożono jeden utwór więcej, mianowicie "One Of These Days". Kompozycję, która w oryginale otwierała album "Meddle", ponadto bywała jednym ze sztandarowych punktów koncertów grupy, a dodatkowo jeszcze, co powinni pamiętać wszyscy starsi Poznaniacy, w dawnych czasach fragment tej kompozycji, stanowił za czołówkę lokalnych wiadomości "Teleskop".





Na koniec pragnę jeszcze napisać, iż ukazanie się albumu "Pulse" było jednym z największych kulturowych wydarzeń wolnej Polski. O płycie stale mówiono, pisano, a nawet jej fragmenty potrafiły zagrać komercyjne stacje radiowe. Czego bywałem niejednokrotnie świadkiem, jeżdżąc dość często taksówkami, lub bywając w różnych miejscach (u znajomych lub np.w sklepach), w których radio grało. I pomyśleć, że niemal wszyscy odbiorcy-koneserzy radiowi, opluwali wówczas te "radyjka dla idiotów", w których 90% repertuaru stanowił niestrawny pop lub jakaś inna sieka w złym guście, ale mimo wszystko stać był nawet tamtych "bezduszników" na chwile słabości, co w czasach dzisiejszych wydaje się już kompletnie nie do pomyślenia




Wydawnictwo to jest przykładem perfekcyjnie zrealizowanego winyla. Mam tutaj na myśli oprócz pięknego edytorstwa, znakomitą jakość techniczną samego surowca - po kilku emisjach zero trzasków - niespotykane na żadnym dzisiejszym winylu !!!  Natomiast sama jakość nagrania, realizacji, wytłoczenia - czapki z głów !!!



===================================================================



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)
nawiedzonestudio.boo.pl 






4 komentarze:

  1. Pamiętam, jak w (nieistniejącym już w moim miescie) sklepie muzycznym MusicFan po raz pierwszy wyłożyli te ,,świecące" pudełka.
    Waliło to po oczach i przyciągało uwagę. Już jedno opakowanie robiło wrażenie - ta dioda to był super pomysł, ludzie zaciekawieni brali te pudełka w rękę i oglądali.

    O ile dobrze pamiętam, na pudełku, lub wewnątrz była notka od Pink Floyd, coś w sensie ,,jeżeli kupujesz tą płytę nie dla muzyki, lecz dla samej diody (bo tak fajnie świeci) to jesteś chyba szalony" :)

    ROb

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że brak komentarzy pod taaaką płytą oznacza "brak komentarzy", "no comments" i "brak słów". Piękna rzecz - no comments. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam. Kupiłem 10 lat temu na Allegro za 350zł. Gra do dziś przewyśmienicie. Też nie chcę sprzedać.
    Natomiast z czasów gdy Pan Andrzej sprowadzał P.u.l.s.a. dla ludzi, pamiętam, że byłem świadkiem w sklepie koło rynku jeżyckiego, jak jeden z klientów przyszedł z reklamacją ponieważ bodaj drugi, bądź trzeci krążek był zdeformowany. Nie pamiętam kiedy to było, ale stawiam na 96 lub 97 rok.
    p.s. moja czerwona lampka świeciła prawie 3 lata.

    OdpowiedzUsuń