środa, 5 grudnia 2012

z cyklu "Królestwo Rarytasów" - cz.3 - BRUCE DICKINSON "Accident Of Birth" LP 1997 Made in England

z cyklu "Królestwo Rarytasów" - część 3:

BRUCE DICKINSON - "Accident Of Birth" - (1997) - DUELLIST ENTERPRISES LTD - (LP) -
Under Exclusive License To CASTLE COMMUNICATIONS PLC
nr katalogowy RAWLP124 - Made in England 




Tak się złożyło, ze na początek królewskiej serii, poszły dzieła firmowane nazwą Iron Maiden. A teraz doklejam jeszcze tematycznie winylową wersję czwartego solowego dzieła wokalisty zespołu - Bruce'a Dickinsona.
I tak samo jak w przypadku poprzednich dwóch wpisów, ten LP także pochodzi z czasów marginalnego zainteresowania czarnymi płytami. Przyznam, że i ja wahałem się wówczas, czy aby nie wystarczy mi to dziełko tylko w wersji CD. Tym bardziej, że było  ono równie pięknie wydane co LP. A mianowicie, na standardowe pudełko zarzucono tekturkę z pełnym lewym grzbietem, a i jeszcze w środku opakowania był dołączony efektowny składany plakacik, który po rozłożeniu, wyglądał niczym okładka do winylowej płyty. Pokusa winylowa niemniej jednak zwyciężyła. A poza tym, w tamtych czasach nieźle zarabiałem, także mogłem sobie pozwolić. To solowe dzieło Dickinsona podobało mi się najbardziej z jego autorskich płyt, i do dzisiaj uważam, że oczywiście nie licząc płyt Iron Maiden (bo te są poza konkurencją), "Accident Of Birth" jest najbardziej udanym tworem Bruce'a Dickinsona. Co prawda, obiecywałem w tym dziale nie przynudzać recenzjami, tak więc słowa dotrzymam, lecz kusi mnie, by przynajmniej podkreślić jakaż tu świetna była muzyka. Szczególnie mogła podobać się druga strona, z utworami typu: "Man Of Sorrows" (co za hymn! o Jezu, perła nad perłami!!!), dynamitami: "Accident Of Birth" ,"The Magician" i "Road To Hell" (ten szczególnie prezentuje się dostojnie), a także zamykającą całość akustyczną balladą "Arc Of Space" - z pięknie wykrzyczaną partią wokalną Bruce'a, i smyczkami w tle. Nie zapominam wszak jeszcze o przepięknej balladzie "Taking The Queen" - ze strony pierwszej, a także i o bardzo maidenowsko brzmiącym "Darkside Of Aquarius" - z kapitalnymi partiami gitar Adriana Smitha i Roya Z.  Na dokładkę dodam, że również zamykająca część pierwszą ballada "Omega", przefiltrowywała przez me żyły hektolitry przyjemnych ciarek. Choć to nie do końca taka typowa ballada, albowiem w drugiej jej części, panowie nieźle przyłożyli po gitarach i pozostałych garach.

Należy także podkreślić, iż Dickinson miał w swych szeregach 2 gitarzystów, z których na trzon wybijał się maidenowy kumpel Adrian Smith. Pamiętać należy, że gdy zaproponowano Dickinsonowi powrót do Iron Maiden, ten postawił warunek, że i owszem, ale zabieram ze sobą do drużyny dawnego  kompana - właśnie Adriana Smitha. Tak oto, Mejdenki stały się sekstetem, co przy okazji wkrótce zaowocowało kapitalną płytą "Brave New World", a także ustabilizowało skład na kolejne lata.

Ten LP jest idealnym przykładem , że nie zawsze winyl wygrywa z kompaktem. Jakość wcale nie rzuca na kolana. Co prawda CD także nie był zrealizowany po mistrzowsku, ale gra na pewno "sprawniej i lżej", w stosunku do mało "soczystego" longa.
Nie przekreśla to mimo wszystko atrakcyjności dużej płyty. Jej fajnej okładki, i oczywiście niemałej wartości kolekcjonerskiej.

===================================================================


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)
nawiedzonestudio.boo.pl











3 komentarze:

  1. Andrzeju,kapitalny pomysł!!Ten box przecudny ale i płyta wydana prze mjm przepiękna.No i ten label.Tym bardziej sie ciesze, bo w lipcu wybieram się do Łodzi na "Maiden England" który jest odtworzeniem trasy "Seven Son Tour".Bilety juz zamówione,zapowiada się to wszystko fantastycznie.
    )hubert)

    OdpowiedzUsuń
  2. To poprosimy Hubercie o jakiś komentarz/recenzję po koncercie, ja bym się chętnie wybrał ale nie wiem czy dam radę. Z heavy-metalowymi pozdr Kuba S

    OdpowiedzUsuń
  3. I czym ja się mogę pochwalić Panie Andrzeju? Mogę napisać, że omawiane dzieła Ironów, czy Bruce'a mam na kasetach. To tak jakby pod tekstem o czarnym Ferrari dodać komentarz, że ma się czarną Syrenkę. Za to powiem, że uwielbiam tą solową płytę lidera Iron Maiden. Dokładnie pamiętam kiedy wyszła, pamiętam jak jej słuchałem w wakacje 1997 i jakiego kopa mi dawała. Rewelacyjny album!

    A kolekcja super! Nie wiem ile te naście lat temu kosztowały te płyty, ale teraz samo "The Best" Iron Maiden to z 300 euro. Nie mówiąć już o wartości artystycznej i sentymentalnej.

    Prosimy o więcej! ;-)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.