wtorek, 22 lutego 2011

MARILLION - "Live From Cadoghan Hall" - (2011) -

 MARILLION - "Live From Cadoghan Hall"  - (RACKET RECORDS) -



Po ostatnich trzech wybornych studyjnych dziełach, ze szczególnym naciskiem na wręcz wybitny album "Marbles", apetyty fanów Marillion podążały w kierunku rozbudowanych dzieł, pełnych rozmachu i przepychu. Dlatego mogę zrozumieć, że wydany przed dwoma laty, bez szumnych zapowiedzi, album "Less Is More" mógł rozczarować, żeby nawet nie powiedzieć, podciąć skrzydła fanom zespołu. Płyta ta przyniosła, z jednym wyjątkiem, nagrania dobrze już znane z wcześniejszego dorobku a jedynie nagrane ponownie w studio, w bardzo oszczędnych, akustycznych wersjach. Niestety do bólu nudnych. I piszę to jako oddany fan zespołu. Nic więc dziwnego, że na wieść o planowanym wydawnictwie koncertowym, z trasy po owej płycie, nie rozbrzmiały fanfary i radosne okrzyki. Z drugiej jednak strony, wydawca albumu zadbał o jak najlepszą stronę promocyjną nowego wydawnictwa, włącznie z przedpremierowymi pokazami w niektórych kinach w Polsce, ale i w innych krajach także. Do tego wybrany koncert z tejże trasy pojawił się zarówno na podwójnym kompakcie, na DVD, a także i na Blue Rayu.
Jakże stratnymi okażą się ci, którzy mówiąc brzydko, odpuszczą sobie ten właśnie co wydany koncert, jaki odbył się w londyńskiej kameralno-audiofilskiej sali "Cadogan Hall",która pomieści ledwie 900 siedzących miejsc. Przedstawienie to odbyło się 7 grudnia 2009 r. Ale to właśnie w tej niezbyt pojemnej sali udało się wytworzyć niezwykłą atmosferę dla akustycznej oprawy klasycznych kompozycji Marillion. Zresztą, nie tylko akustycznej, o czym przekonuje nas kilka podelektryfikowanych fragmentów koncertu. Jakże korzystnie wypadają utwory, które do tej pory niezbyt broniły się na swoich regularnych albumach. Myślę tu o "Go!" , "Interior Lulu" czy szczególnie "Quartz". Z tego, z pozoru, przeciętnego utworu powstał tutaj diament. A to także dzięki przepięknej gitarowej (elektrycznej) partii Steve'a Rothery'ego. Wcale jednak nie upominam się tutaj o elektryczność, wręcz przeciwnie, takich koncertów była już cała masa, a taki jak ten, jest po raz pierwszy. Płyta jest zrealizowana wzorcowo. Nawet jeśli nie każdego poruszy muzyka Marillion, a posiada dobry sprzęt, i ma kręćka na punkcie audiofilstwa, niech koniecznie tego posłucha. Dawno nie słyszałem tak czysto zrealizowanych instrumentów w muzyce rockowej. Można napawać się akustykiem Rothery'ego, tak czytelnie snującym się leniwie basem Trewavasa czy przepięknymi płynnymi zagrywkami klawiszowymi Kelly'ego. Hogarth śpiewa na wielkim luzie, zupełnie tak jakby te 900 osób było grupką najbliższych kumpli, z którym zresztą ucina sobie czasem dowcipne pogawędki. Ale gdy po nich przechodzi do muzyki, wszystko jest absolutnie serio. 2-płytowy album CD przynosi 21 kompozycji (zresztą na DVD także tyle samo) i oddaje nam pełnowymiarowy koncert, ze wszystkimi jego doskonałościami i kilkoma drobniutkimi potknięciami głosowymi Hoggiego, kiedy to śpiewak próbuje zbyt wysoko poszybować, a powstająca rock'n'rollowa chrypka mówi dość. Posłuchajcie "This Is The 21st Century", "Beautiful", "You're Gone", "Estonia", "80 Days", "If My Heart Were A Ball", i wielu innych... Nie wierzę, by fan Marillion przeszedł obojętnie obok tak namiętnych wersji tych wybornych wszak kompozycji. Nie wierzę także, by prawdziwy fan nie dostrzegł uroku tego wspaniałego koncertu. Koncertu na jakim chciałoby się być.

Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!!
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00 

nawiedzonestudio.boo.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.