niedziela, 8 stycznia 2017

BRITTA PHILLIPS - "Luck Or Magic" - (2016) -







BRITTA PHILLIPS
"Luck Or Magic"

(DOUBLE FEATURE)
*****




Tę niemłodą, aczkolwiek niezwykłej urody Amerykankę - Brittę Phillips, śmiało mogę uznać za postać zjawiskową za miniony rok 2016. I nie ma przy tym najmniejszego znaczenia opóźnienie, z jakim podchodzę do opisania jej debiutanckiego longplaya "Luck Or Magic" - wydanego w kwietniu. Wszak to w ogóle cud, takie odkrycie. Zupełnie przypadkowe, podczas ubiegłorocznego pobytu w Berlinie i przetrząsaniu płyt na pólkach jednego z tamtejszych sieciowych sklepów. Płytę dla siebie wyłowił kolega, a niestety na składzie widniał tylko jeden egzemplarz. Późniejsze poszukiwania, tej wydanej jedynie na terytorium USA płyty, także nie okazały się łatwe, lecz w końcu się udało. Na wysokości zadania stanął wspomniany kompan, i oto jest!
Britta Phillips debiutuje solo, choć ona sama liczy ponad pięćdziesiąt wiosen, a jej muzyczny staż też jakby nie najmniejszy. Tyle, że dotychczas dziewczyna działała raczej w mało znanych formacjach. Bardziej mogłaby się poszczycić dawnymi filmowymi epizodami, jak choćby pewnym z lat młodzieńczych, z lubianego u nas serialu "Crime Story". Ale nie tylko, albowiem jej umuzykalniony ojciec, przy tym nauczyciel, ma na sumieniu wpajanie muzycznej wiedzy Paulowi Simonowi.
Artystka śpiewa, gra na gitarze, komponuje, aranżuje i zajmuje się produkcją. Choć nie pogardzi pomocą innych, w tym własnego męża Deana Warehama - odpowiedzialnego za drugą gitarę.
Płyta "Luck Or Magic" jest niespełna 40-minutowym zbiorem dziesięciu piosenek, podanym w leniwym, niespiesznym tonie. Piosenek zaśpiewanych z wdziękiem, a zarysowanych już choćby tylko na jej delikatnych policzkach.
Dziewczyna ma rękę do pięknych kompozycji, vide: "Daydream", "Do It Last", "Million Dollar Doll" czy szczególnie wyśmienitej "One Fine Summer Morning". Ta ostatnia przyrządzona w stylu dobrze nam znanych: Heather Novy, Sophie Ellis Bextor czy Katie Melua. Zresztą Mike Batt, sprawca "Nine Million Bicycles", nie powstydziłby się przypływu takiej weny. Moim zdaniem, drogi Britty i Mike'a Batta też powinni się kiedyś dla dobra sprawy zejść.
Britta również bywa ekscytująca w piosenkach obcego autorstwa. To, że jej interpretacja "Drive" (podlana delikatną elektroniką) - a wielkiego szlagieru The Cars - do tej pory nie podbiła list przebojów, niech pozostanie słodką tajemnicą durnego i niesprawiedliwego showbusinessu.
W podobnym tonie mógłbym się odnieść do coverów: "Landslide" (Fleetwood Mac), "Wrap Your Arms Around Me" (Agnethy Faltskog) czy "Fallin' In Love" (Dennisa Wilsona - współzałożyciela The Beach Boys, a brata słynniejszego Briana). Każda z tych piosenek dostała drugie życie, pomimo iż obyło się bez nadmiaru efektów i hucznych fajerwerków. W przypadku interpretacji Britty chodziło raczej o zamianę wielkich koncertowych sal na pełne ciepła niewielkie gniazdko.
Album "Luck Or Magic" zapewne przepadnie w gąszczu wielu innych. Pomimo swojej nietuzinkowości nikt dzisiaj nie postawi na Artystkę już dojrzałą - a szkoda. Po raz kolejny miejsce wykwintnej damy zajmie jakaś siusiumajtka.

P.S. Ukłony dla Piotrka "nie tylko maszyny są naszą pasją" za tę płytę. Za odkrycie, za pamiętny wypad, wreszcie za upominkowy dar.

P.S.2. Ktoś powie, przecież to muzyka dla Marka Niedźwieckiego. Spokojnie, szanowny Trójkowy redaktor także posiada tę płytę - z rąk tego samego nieocenionego darczyńcy





Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.