poniedziałek, 12 listopada 2012

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 11 listopada 2012 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 11 listopada 2012
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"BLUES RANUS" - zastępstwo za Krzysztofa Ranusa



TEN YEARS AFTER - "Live At The Fillmore East" - (2001) -
recorded at the Fillmore East on 27 & 28 February 1970
- Love Like A Man

URIAH HEEP - "Celebration" - (2009) -
- Sunrise
- Look At Yourself

CANNED HEAT / HENRY VESTINE - "I Used To Be Mad (But Now I'm Half Crazy)" - (1981) -
- On The Road Again

BLOODROCK - "U.S.A." - (1971) -
- Crazy 'Bout You Babe

HUMBLE PIE - "Humble Pie" - (1970) -
- One Eyed Trouser Snake Rumba

AEROSMITH - "Get Your Wings" - (1974) -
- Spaced

LED ZEPPELIN - "BBC Sessions" - (1997) -
- Black Dog - {Paris Theatre, London, 1.04.1971}

GARY MOORE - "Blues For Jimi" - (2012) -
recorded live at the London Hippodrome, 25.10.2007
- Foxey Lady

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"NAWIEDZONE STUDIO"










ZZ TOP - "La Futura" - (2012) -
- I Don't Wanna Lose, Lose,, You

ALVIN LEE - "Still On The Road To Freedom" - (2012) -
- Still On The Road To Freedom
- Listen To Tour Radio Station
- Love Like A Man 2

KEITH RICHARDS - "Talk Is Cheap" - (1988) -
- Take It So Hard

RICK SPRINGFIELD - "Songs For The End Of The World" - (2012) -
- I Hate Myself
- You & Me

RICHIE SAMBORA - "Aftermath Of The Lowdown" - (2012) -
- I'll Always Walk Beside You

MANOWAR - "The Lord Of Steel" - (2012) -
- Manowarriors

TEN - "Heresy And Creed" - (2012) -
- Raven's Eye

DARE - "Calm Before The Storm 2" - (2012) -
- Deliverance

TASTE - "Taste" - (1969) -
- Blister On The Moon
- Born On The Wrong Of Time

CREAM - "Disraeli Gears" - (1967) -
- Strange Brew

ROBIN TROWER - "Caravan To Midnight" - (1978) -
- My Love (Burning Love)
- Caravan To Midnight
- I'm Out To Get You
- Sail On

KROKODIL - "An Invisible World Revealed" - (1971) -
- Lady Of Attraction

RAY CHARLES - "The Very Best Of - Georgia On My Mind" - (1994) - kompilacja
- Lonely Avenue - {kompozycja Doc Pomus, 1956}

MICK HUCKNALL - "American Soul" - (2012) -
- I'd Rather Go Blind
- Lonely Avenue
- Don't Let Me Be Misunderstood
- Hope There's Someone

ARRAKEEN - "Patchwork" - (1990) -
- Le Monde Du Quoi

THE PINEAPPLE THIEF - "All The Wars" - (2012) -
- Last Man Standing
- All The Wars
- Build A World

ANANKE - "Shangri-La" - (2012) -
- Lustra

JADIS - "See Right Through You" - (2012) -
- More Than Ever
- Learning Curve

IQ - "Frequency" - (2009) -
- Closer

ELOY - "Silent Cries And Mighty Echoes" - (1979) -
- The Apocalypse
a) Silent Cries Divide The Nights
b) The Vision - Burning
c) Force Majeure

KANSAS - "Audio-Visions" - (1980) -
- Hold On

MUMFORD & SONS - "Babel" - (2012) -
- Below My Feet

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------









Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl


16 komentarzy:

  1. Witam,moze troche nie na temat ale poruszyło mnie jedno zdarzenie dzisiaj.Mianowicie załatwiając rodzinne sprawy w Poznaniu postanowiłem zajrzec do Saturna w celu nabycia kilku pozycji ze swiata muzyki.Po raz któryś ze zdziweniem usłyszałem lub wyczytałem jak to Andrzej chwali sobie tamtejszą obsługę.Mam zupełnie inne odczucia.Kompletny zlew na klienta,zero pozytywnego podejscia jakby sprzedawali kartofle a nie tak wspaniałą dziedzine jaką muzyka.Na półkach duzy wybór po fajnych cenach ale niestety tez straszny bałagan,cięzko sie połapac szukając interesujących nas tytułów.Kompletnie odhumanizowane miejsce na zasadzie weż tytuł który Cie intersuje i nie zawracaj dupy. I dokładnie tak zrobiłem,spiesznie sie oddalając z tego nieprzyjaznego wrazliwemu człowiekowi miejsca,haha.Zaopatrzyłem sie w piękny box,dwie nowości i kilka tytułów w słusznej cenie 19.99zł.Pomyslałem skoro tam nie mogłem porozmawiac sobie chcociaż zdawkowo o muzyce to napewno bedę mógł to uczynic u niezawodnego gościa który ma swój mały sklepik na ul.Taczaka.Oczywiscie pochwaliłem sie owym boxem Andrzejowi co przyznaje wzbudziło jego zainteresowanie ;-)Dobrze sie nie rozgadaliśmy a w pewnym momencie weszła do sklepu Pani,która jak twierdziła była wczesniej klientką sklepu Modit jeszcze przy Dąbrowskiego.Niestety dzisiaj nie przyszła kupic płyt a raczej sie ich pozbyc, bo zmusza ją do tego sytuacja życiowa.Po tytułach ów płyt mozna było zauwazyć że ta kobieta naprawdę słuchała rockowej,świetnej muzyki.Większosc tytułów zakupił Andrzej a mnie ostały się jeno dwa:srednio przeze mnie lubiany CETI ale cena 5 zł mnie przekonała i zupełnie nieznany mi teksanczyk Ian Moore z płytą Modernday Folklore za złoty dziesięc.Andrzej zapodał Iana do cd i nawet mi sie spodobał więc kupiłem go w ciemno nie ryzykując majątkiem.Powiem Wam szczerze ze jakoś zrobiło mi się przykro że ta Pani pozbywa się swoich płyt po takich cenach.Pewnie do kazdej z nich była na swój sposób przywiązana a tu los sprawił ze była zmuszona się ich pozbyć.Mam nadzieje ze nigdy nie spotka mnie w zyciu taka chwila,że będe zmuszony pozbyć się swoich płyt.Na samą myśl robi mi się zimno.Gdy wróciłem do domu jakoś nie cieszył mnie już ten box,te dwie nowości i kilka innych tytułów ale nastawiłem sobie płyte którą zakupiłem od tej Pani i wiecie co, słucham tej płyty cały wieczór bo jest naprawde piękna,od serca zaspiewany i zagrany rock na przemian z bluesem.Chciałbym zadedykować w tym miejscu tej nieznanej mi Pani już ukochany przeze mnie utwór z tej płyty z nadzieją ze odmieni się jej los i na nowo bedzie mogła oddać się słuchaniu muzyki.Wszystkiego dobrego Droga Pani,nastawiając Iana Moora będe o Pani pamietał.
    http://www.youtube.com/watch?v=gHHeVpu1Gcg
    (hubert)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,może trochę nie na temat ale poruszyło mnie jedno zdarzenie dzisiaj.
    Mianowicie załatwiając rodzinne sprawy w Poznaniu postanowiłem zajrzeć do
    Saturna w celu nabycia kilku pozycji ze świata muzyki. Po raz któryś ze
    zdziwieniem usłyszałem lub wyczytałem jak to Andrzej chwali sobie
    tamtejszą obsługę. Mam zupełnie inne odczucia.Kompletny zlew na
    klienta,zero pozytywnego podejścia jakby sprzedawali kartofle a nie tak
    wspaniałą dziedzinę jaką jest muzyka. Na półkach duży wybór po fajnych cenach
    ale niestety tez straszny bałagan,ciężko się połapać szukając
    interesujących nas tytułów.Kompletnie odhumanizowane miejsce na zasadzie
    weź tytuł, który Cię interesuje i nie zawracaj dupy. I dokładnie tak
    zrobiłem,spiesznie się oddalając z tego nieprzyjaznego wrażliwemu
    człowiekowi miejsca, haha. Zaopatrzyłem się w piękny box, dwie nowości i
    kilka tytułów w słusznej cenie 19.99zł. Pomyślałem skoro tam nie mogłem
    porozmawiać sobie chociaż zdawkowo o muzyce to na pewno będę mógł to
    uczynić u niezawodnego gościa który ma swój mały sklepik z muzyką na mniejszą skale ale z podejsciem do niej i klienta bije kilka Saturnów razem wziętych na głowe.
    Oczywiście pochwaliłem się owym boxem właścicielowi sklepu co przyznaje wzbudziło
    jego zainteresowanie ;-)Dobrze się nie rozgadaliśmy a w pewnym momencie
    weszła do sklepu Pani,która jak twierdziła była wcześniej klientką sklepu
    Modit jeszcze przy Dąbrowskiego.Niestety dzisiaj nie przyszła kupić płyt a
    raczej się ich pozbyć, bo zmusza ją do tego sytuacja życiowa.Po tytułach
    ów płyt można było zauważyć że ta kobieta naprawdę słuchała
    rockowej,świetnej muzyki. Większość tytułów zakupił własciciel sklepu a mnie ostały
    się jeno dwa: średnio przeze mnie lubiany CETI ale cena 5 zł mnie
    przekonała i zupełnie nieznany mi Teksańczyk Ian Moore z płytą "Modernday
    Folklore" za złoty dziesięć.Zapodaliśmy Iana do cd i nawet mi sie
    spodobał więc kupiłem go w ciemno nie ryzykując majątkiem.Powiem Wam
    szczerze, ze jakoś zrobiło mi się przykro że ta Pani pozbywa się swoich
    płyt po takich cenach.Pewnie do każdej z nich była na swój sposób
    przywiązana a tu los sprawił ze była zmuszona się ich pozbyć.Mam nadzieje
    ze nigdy nie spotka mnie w życiu taka chwila,że będę zmuszony odsprzedawać swoje płyty.Z każdą wiążą się jakieś wspomnienia,emocje,wzruszenia i wiele radości. Na samą taką myśl robi mi się zimno.Gdy wróciłem do domu jakoś nie
    cieszył mnie już ten box,te dwie nowości i kilka innych tytułów ale
    nastawiłem sobie płytę którą zakupiłem od tej Pani i wiecie co, słucham
    tej płyty cały wieczór bo jest naprawdę piękna,od serca zaśpiewany i
    zagrany rock na przemian z bluesem. Chciałbym zadedykować w tym miejscu
    tej nieznanej mi Pani już ukochany przeze mnie utwór z tej płyty z
    nadzieją ze odmieni się jej los i na nowo będzie mogła oddać się słuchaniu
    muzyki.Wszystkiego dobrego Droga Pani,nastawiając Iana Moora będe o Pani
    pamiętał.
    http://www.youtube.com/watch?v=gHHeVpu1Gcg
    (hubert)

    OdpowiedzUsuń
  3. Święte słowa Hubercie. Obyśmy nigdy nie musieli wyprzedawać swoich muzycznych skarbów, jakie by one nie były ...

    Z pozdrowieniami

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście, bardzo smutna historia. Pozostaje mieć nadzieję, że radość zagości jeszcze w życiu tej Pani a nam nigdy nie będzie dane pozbywać się tych rzeczy, które tak wiele dla nas znaczą. Niezależnie od tego czy są to płyty, książki, znaczki czy co tam jeszcze zbieramy lub zbieraliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Smutne w tym jest nie to, że ktoś pozbywa się płyt, ale to że dla niego 200-500 złoty stanowi o być lub nie być. Może się mylę, ale nie wydaje mi się, by ta Pani zarobiła na sprzedaży swojej kolekcji 10, czy 20 tysięcy złotych. Obawiam się, że ewentualnie zyskała kilka stówek, o których za kilka tygodni zapomni. I to jest potwornie dołujące. XXI wiek, centrum Europy, ponoć gospodarka w rozkwicie, a ludzi nie stać na coś tak banalnego, jak kolekcjonowanie nie Rolls Royce'ów, czy antycznych mebli, ale płyt CD. Mam nadzieją, że wyjdzie ta Pani na prostą.


    A tak na marginesie - konieczność wpisywania tych kodów przed zamieszczeniem komantarza doprowadza mnie do szału. Rzadko kiedy udaje mi się za pierwszym razem odczytać te bazgroły. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Korci mnie, by skomentować wpis Huberta, lecz nie mogę tego uczynić niestety z wielu powodów. Czego bardzo żałuję. Blog miał być dla mnie miejscem szczerości, a nawet wylewności do bólu, niestety ponieważ zależy mi na wielu ludziach odwiedzających to miejsce, muszę zatkać buzię. Niemniej, komentujcie dalej. Jestem ciekaw waszych opinii.

    Pozdrawiam
    A.M.

    OdpowiedzUsuń
  7. w zasadzie komentarz powinien ukazać się pod wpisem "podejrzane z ukrycia"
    Tekst prawie tak samo wzruszający jak ten o kobecie wyprzedającej swe płyty.Nie potrafię doradzić nawet takiemu sprzedawcy bo znam problem i jego złożoność.Jako przeciwwagę napiszę kilka słów o pewnym miłosniku muzyki, który należy jeszcze do tych ludzi co płyty kupują.Otóż ten facet próbuje pogodzić ze sobą aż trzy sytuacje. Pierwsza to chęć pozyskania klasycznych albumów rockowych, które świat usadowił na świeczniku historii.Próbował nabyć je w miłym sklepiku z fachową i oddaną obsługą. Niestety od czterch lat nie udało mu się trafić tam na żadną płytę z listy 100 poszukiwanych przez niego najsłynniejszych płyt rocka.W to miejsce realizuje za to coś co ukrywam pod określeniem "druga sytuacja". Trafia tam na płyty zapomniane, niechciane a dobre. Na pozycję które tylko nieliczni potrafią docenić. Kupuje je powiększając swoją kolekcję.Niestety kolekcja mimo,że rośnie to robi wrażenie tylko na nim. Powoli zbiory jego zaczynają przypominać formę adopcji tego co niektórzy wywalili by od razu na śmietnik.Ma to swój urok posiadać płyty które mało kto ma w domu.Niemniej w kolekcji kosztem tych "niechcianych choć doskonałych" brakuje tych najwspanialszych co każdy by chciał mieć, również on. Te niestety chcąc mieć to albo trzeba kupić na Allegro lub czekać może kolejne kilka lat by przez przypadek kupić je w miejscu w którym by się chciało kupić.Trzeci problem jaki ma ten miłośnik muzyki to zakup nowych płyt. Dawniej jak coś usłyszał fajnego w radiu to na drugi dzień wędrował sobie do sklepu. Mówił sprzedawcy,żę wczoraj coś fajnego usłyszał o godz. 22 minut 30 a ten od razu sięgał z półki. Człowiek kupował i miał. Disiaj jak coś się spodoba to jedyne co potrafi mi sprzedawca w sklepie zaproponować to pójście do Saturna ewentualnie skorzystanie z serwisu w internecie.W ciągu ostatnich trzech lat przynajmniej z 10 płyt spodobało mi się bardzo. W moim ulubionym sklepie kupiłem z nich tylko trzy.Reszta była niedostepna.Znam powód tej niedostępności pewnych pozycji jednak słuchacz muzyki to taki dziwny stwór, że kupuje zazwyczaj płyty które w danym momencie ma ochotę posłuchać. Jeśli będzie chcał nabyć najnowszy album Mostly Autumn to nawet przepiękne wydanie płyty zespołu Queen w super cenie nie zrobi na nim wrażenia.Kiedyś w sklepach tzw. "żelazne pozycje" zawsze były dostępne. Nie wyobrażam sobie bym w obecnym czasach chcąc kupić kilka płyt zespołu The Beatles mógł ich nie dostać.. Bywają sklepy które nawet takie pozycje nie zamawiają z uwagi na strach przed nie sprzedaniem.Obecnie na rynku ukazały się wznowienia winylowe płyt Beatlesów.Szkoda, że nie będę mógł kupować ich w miejscu gdzie kiedyś zawsze mozna było kupić wszystko.. Jak więc to pogodzić ? Może po prostu nie kupić tych płyt a w to miejsce pójść do swojego ulubionego sklepu i wybrać zamiast tej jednej wymarzonej trzy inne z lat 70tych lub 80tych co do których tylko ja i ów sprzedawca podzielać będzie zachwyt ? A Beatlesów swoich ukochanych kupić jak sie trafią może za kilka lat.. o ile w ogóle się trafią

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz sporo racji Jadisie. W tych ciężkich dla muzyki czasach, chcąc się utrzymywać ze sprzedaży płyt, trzeba wsłuchiwać się w potrzeby klientów, a nie własnego gustu. Owszem, fajnie by było sprzedawać codziennie po kilkanaście egzemplarzy muzyki spod znaku Marillion, Yes, ELO, ale dobrze wiemy, jak jest. Sam obserwuję wybory klientów i widzę co ląduje w ich koszykach. Nie oszukujmy się, większość ludzi nie ma zbyt wyszukanego gustu muzycznego. Czasem i nawet własnego gustu nie mają, bo słuchają co im tam wpadnie w ucho. Dziś Gotye, jutro Stachurski. Takie czasy. Jeśli dodamy do tego młodzież, która po płyty już nie sięga, to obszar działania zawęża się nam drastycznie. Dlatego warto mieć w sklepie ten żelazny kanon oraz nowości, bo bez tego ani rusz. Jestem cały sercem za małymi sklepami muzycznymi, lecz bez dobrego zatowarowania, nie mają one co liczyć na klientów. Im nie będzie się chciało szukać czegoś co brzmi jak Pink Floyd. Oni chcą Pink Floyd i już. Inaczej adieu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Negative sugeruje, że dobre zatowarowanie, to tylko nowości i komercja. Nie chcę rozwijać tematu, bo i tak wiadomo w czym rzecz, dlatego dodam krótko, jak ktoś kocha muzykę i jej poszukuje, to zabraknie mu miejsca w domu na półce od zdobytych "skarbów", a jak ktoś słucha tylko oczywistych oczywistości, to nawet w gąszczu płyt nie znajdzie niczego. I tyle - proste. A zatem , warto poszerzać horyzonty. Mówiąc za siebie, ja w każdym sklepie znajdę coś dla siebie. Być może zbyt dużo mi się podoba, ale nie uznaję tego za wadę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie chcę mi się za bardzo wtrącać w tą dyskusję, ale jako powiedzmy współwłaściciel sklepu muszę zauważyć, że nie ma chyba na świecie sklepikarza, który by z rozmysłem zamawiał towar, który nie schodzi. Za to problemem są duże i konkurencyjne sieci handlowe, przyzwyczajenia potencjalnych klientów, kryzys, a często i polityka władz miejskich, niszczących cały drobny handel. No i moda! Gdyby na przykład w Starym Browarze otworzyć sklep oferujący tylko muzykę dajmy na to Klausa Schulze i uczynić to miejsce modnym to zaraz znajdą się klienci. Dodajmy jeszcze świadomość społeczeństwa, a raczej jej brak i mamy efekty takie jakie mamy. Od lat wszyscy wydawcy komiksów, właściciele małych księgarni itd. mówią, że Empik zarzynają rynek wydawniczy, a i tak wszyscy kupują w tym cholernym Empiku.
    W ostatnich latach - latach kryzysu - obserwuję ogromny wzrost świadomości Irlanczyków. Obecnie cały handel opiera się na zasadzie "shop local" - czyli kupuj irlandzkie produkty w irlandzkich sklepach (u nas nazwanoby to głoszeniem faszystowskich haseł). Do hrabstwa, w którym mieszkam władze nie wpuściłu Tesco, by chronić lokalny biznes. Wczoraj moja żona uczestniczyła w spotkaniu dla kobiet prowadzących różne firmy - od 18 miesięcy wymieniają się informacjami o potencjalnych klientach. Na przykład - właścicielka przedszkola słyszy, że ktoś szuka stolarza i poleca miejscowego fachowca, którego zna itd. Oczywiście nikt nie płaci procentów, ani czekoladek w zamian nie posyła. W ten sposób przez ostatnie półtora roku zainteresowani zyskali 400 000 euro!!! Prosta zasada - zyskuje sklep za ścianą, stolarz, fryzjerka, piekarz, aptekarz itd. zyskuje cała ulica i miasto. W Poznaniu ulice pustoszeją ze sklepów - same banki, urzędy, knajpy. Święty Marcin w ciągu dnia jest wymarły. Ciężko walczyć z urzędniczą głupotą i bezmyślnością potencjalnych nabywców. W miasteczku, w którym mieszkam (ok. 25 tys. mieszkańców) w ciągu dnia, a zwłaszcza w sobotę nie sposób poruszać się po głównej ulicy, tyle ludzi robi na niej zakupy. Dodam, że mieszczą się na niej tylko i wyłącznie małe, ewentualnie średnie sklepy.
    A co do nowości to ciężko konkurować z tym nieszczęsnym Empikiem, który nawet z hurtowni bierze produkty po niższych cenach niż inne księgarnie. Druga rzecz, jeśliby zamówić top 10 najczęściej sprzedawanych płyt to po kilku miesiącach mały sklepik pęknie w szwach, lub przestanie być mały.
    Prawda leży gdzieś pośrodku - no może bliżej stwierdzenia, że zupełnie zanikła kultura słuchania muzyki (podobnie jak kultura czytania, rozmawiania, oglądania filmów...), a ludziska się bardzo zmienili i mają w tyłku co im tam z MP3 brzęczy do ucha i nie kupią płyty nawet za dychę, a raczej wywalą kilka stówek na box z jakimś odgrzewanym kotletem w 13 wersjach, byle na półce fajnie wyglądał. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie, nie panie Andrzeju. Nic takiego nie sugeruję. Pisząc o posiadaniu nowości i żelaznego kanonu, niekoniecznie miałem na myśli komerchę, choć i ją warto mieć by podreperować budżet sklepu. Chodziło raczej o nowości różnych gatunków i żelazny kanon rocka typu Queen, Led Zeppelin, Black Sabbath itp. Oczywiście, można prowadzić sklep dla siebie samego, tylko skąd na to brać pieniądze?
    Byłbym też ostrożny w dyskredytowaniu masowego słuchacza, bo to właśnie on stanowi siłę napędową rynku płytowego, czy to się komuś podoba czy nie. Wystarczy spojrzeć na zestawienie sprzedaży OLIS, by przekonać się po co najchętniej sięgają Polacy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Szanowny Negativie, nie wiem czy zauważyłeś, że mój wpis posiadał nieco inny charakter. Mocno zmieniłeś temat. Szczególnie z tym wątkiem repertuarowym. Tam w ogóle o to nie chodziło przecież. A ty już od razu zarządzasz półkami i repertuarem tamtego sklepiku. A ja napisałem tylko o pewnym człowieku, którego ty ku memu zaskoczeniu już na pewno znasz, i od razu miałbyś ochotę mu zagospodarować półki, czyniąc z jego niezależności na przykład kolejny empiczek.
    Tak na marginesie, to wszelkiego rodzaju rankingi czy zestawienia dotyczą powszechnej siły komercji, a ja napisałem o sklepiku, czyli czymś niezależnym. Ponadto napisałem o znajomych tamtego właściciela, o pewnym klimacie jego sklepu, a raczej jego braku, który jest zasługą wąskiego gustu przy dużej podaży dla szeroko spoglądających na muzykę. Ponadto chodziło mi o szacunek do niego, a także o jeszcze kilka innych rzeczy, które automatycznie się tam nasuwają. Być może ten tekst dotknął Cię osobiście. Zapewne niepotrzebnie. Przeczytaj ten tekst proszę raz jeszcze, bo nie o to w nim chodziło co chciałeś zobaczyć. Bądź co chciałeś przeczytać. Wielki Szu niegdyś powiedział: "widzisz przedstawienie, a nie wiesz jak się ono ma do samej rzeczy".

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz rację Andrzeju, polski drobny handel zabiły sieci handlowe i prawo, które na to pozwoliło. Małe sklepy nie mają jak konkurować z tymi gigantami. Sam robiąc zakupy o wiele chętniej wybieram małego warzywniaka niż supermarket. I gdyby świadomość wspierania drobnego handlu byłaby w narodzie większa, wtedy małe sklepy nie zwijałyby żagli. Niestety póki co wciąż wolimy chodzić po marketach i stać w długich kolejkach, zamiast załatwić sprawę szybko w lokalnym sklepiku.

    OdpowiedzUsuń
  14. No to ja krótko, bo widzę, że nie do końca się zrozumieliśmy. Pisząc o doborze płyt do sklepu pisałem nie o jakimś konkretnym sklepie, ale ogólnie. Coś na zasadzie, że gdybym miał otwierać sklep płytowy to zatroszczyłbym się o szeroki repertuar muzyki, tak by klienci mieli w czym wybierać. Co do zarządzania półkami to pozostawiam to właścicielom. To oni wiedzą najlepiej co się sprzedaje a co nie.
    Urazy żadnej nie chowam, bo i niby czemu, a to co pisałem to tylko z troski o świat małych sklepów płytowych. Całokształt tekstu rozumiem, ale odniosłem się tylko do tej sprawy, którą uznałem za najważniejszą. Bądź co bądź gdyby interes kręcił się świetnie, ten tekst zapewne by nie powstał.

    OdpowiedzUsuń
  15. a ja pozostanę przy swoim. Tamten tekst powstał jako stwierdzenie pewnych faktów, dotycząc relacji międzyludzkich - przede wszystkim. Chodziło w nim głównie o to. Jako autor tego wpisu nie miałem na celu wtykać nosa do kasy, bo to zawsze jest słodką tajemnicą jej właściciela. Myślę, że ludzi których ten tekst dotyczył, są pewnie świadomi pewnych rzeczy - i tyle. Przynajmniej ja bym był. Tak mi się wydaje. Zatem drogi Negatyvie nie brnijmy w inne kwestie, gdyż nie o nie autorowi w tekście swym chodziło.

    OdpowiedzUsuń
  16. ...A teraz coś z zupełnie innej beczki...
    Właśnie widziałem w ilu wersjach wyszła koncertowa płyta Zeppelinów. O jasna cholera! To pomału śmieszne się robi. Brak jeszcze tylko "super hiper kolekcjonerskiej edycji dla fanatyków" zawierającej zapis koncertu na kastach video i magnetofonowych oczywiście też, woskowych walcach i komplecie 40 pocztówek dźwiękowych ze zdjęciami członków zespołu, uchwyconych podczas wykonywania codziennych czynności, oraz czapką "uszatką" z lisa syberyjskiego z logo zespołu, wyszytym własnoręcznie przez Jimmy'ego Page'a.
    Nie powiem - fajne wydawnictwa, ale w końcu w tym wszystkim i tak chodzi o przeżywanie muzyki.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.