czwartek, 22 listopada 2012

kto mi wyciął ten numer? - czyli "niewidzialna ręka"

Niedawno w pewnym wpisie wspomniałem o "niewidzialnej ręce". Zjawisku rozpropagowanemu młodzieży doby socjalizmu, którą to młodzież uczono w "Teleranku" bezinteresownych dobrych uczynków względem ludzi starszych i często zniedołężniałych. Jako młody człowiek, słuchając co niedzielę tych mrożących krew w żyłach opowieści,  miałem także ambicję dokonać w swym życiu kilku równie porywających wyczynów, jak posprzątanie komuś ogródka, narąbanie drewna na opał, czy wymalowanie płotu. Po czym szybko dać nogę z miejsca zdarzenia, pozostawiając osobę obdarowaną wspomnieniem o ludzkiej szlachetności, z którą to ta musiałaby żyć w tej pięknej niewiedzy do końca swych dni. Niestety, moje raczej leniwe życie potoczyło się zgoła odmiennie, i zamiast być przykładnym chodzącym niebiaństwem, wyrosłem na kawał gnojka, który dla przykładu siadając w tramwaju na krzesełku, modli się, by mu obok nie stanęła sapiąca babcinka, która w taki przecież "delikatny" sposób, upomina się o ustąpienie ciężko zdobycznego wolnego miejsca. Dlatego, jako typ perfidny, siadam zawsze z dala od drzwi wejściowych, tak aby wcześniej ubiegli mnie z przykrym obowiązkiem ustąpienia wolnego ludzie młodszej daty, i co gorsza, często dobrze na tym wychodzę.
Pomimo całego skrywanego w sobie chamstwa, niestety brak mi asertywności. Bo na przykład, zdarzyło mi się niedawno, że w jednym z megasamów stałem grzecznie w kolejce do kasy, z solidnie załadowanym koszykiem sprawunków. W pewnej chwili stanęła za mną niewiasta, której mocno się spieszyło, a w jej małym koszyczku walały się dwa, może trzy drobne artykuły. Widząc jej niecierpliwe wiercenie, spoglądanie do tyłu, na bok, pomyślałem, że na pewno zaraz będzie próbowała się wedrzeć przede mnie. W środku duszy zacząłem nawet szeptem układać myśli, typu: "kurde nie daj się!". Nie wpuszczaj babsztyla choćby nie wiem co. Im to się zawsze wszędzie spieszy. A ty baranie (mówiąc już do siebie) będziesz stać upocony, bo "pinknej kobitce" ulegniesz jak cię znam. Ale nie, oj nie znasz mnie bratku. Skończyły się te czasy. Nie wpuszczę, choćby mnie prosiła na kolanach. Przede mną stojący ludzie właśnie skończyli zakupy, i regulowali należność. Zaczynają zatem ostro upychać zakupy po siatkach, no i przychodzi moja kolej. Już mam wyciągać swe zdobycze na jeżdżącą ladę, a tu zza pleców dobiega mnie delikatny głosik: "przepraszam kochaniutki, mogę? Mam tylko te drobiażdżki, a już jestem spóźniona....". Nie zdążyłem nawet pomyśleć, a mój bio-automat rzucił za mnie: "oczywiście, nie ma problemu, proszę bardzo". Poczułem się taki fajny, że niby dobry to uczynek. Rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem raptem skupiony wzrok pewnej kobiety na mnie. Bynajmniej wcale serdecznością mnie za to nie oklaskiwał. Pomyślałem: "widzisz, śmieją się z ciebie, żeś frajer, bo nikt tak dzisiaj nie postępuje, o czym sam teoretycznie nawet niby dobrze wiesz. A  teraz dałeś się nabrać, pomimo obietnic, że niby absolutnie nie , boś ty twardziel bez znieczulenia".
Ale po co ja to wszystko napisałem? Ach tak, już wiem. Bo wiecie co moi Drodzy, otóż wczoraj spotkało mnie coś, co w takiej formie (o  której właśnie poniżej) nie spotkało mnie jeszcze nigdy, a w skali miłych uczynków spotyka także rzadko - pomimo iż jednak spotyka!  Podaruję sobie w tym momencie jednak przykładów opartych na konkretnych personaliach, by nie wyjść na lizusa, lub ewentualnego żebraka, a ponadto nie wyzwolić złych myśli u zazdrośników - albowiem tych jakoś bywa najwięcej.
Przychodzę wczoraj po robocie do domu, myślami jestem już przy gorącej misce jadła, no ale najpierw trzeba zrzucić z siebie ciężką katanę, szal, rozsznurować obuwie, a jeszcze torbę rżnąć w kąt. Już chciałem do łazienki , by obmyć łapska, ale patrzę, na kanapie leży zaklajstrowana biała koperta. Gładka, bez naklejonego znaczka, bez stempla, bez żadnej nalepki, ot po prostu śnieżno biała, i tylko napisane: "Sz.P. Andrzej Masłowski.....". Zapytałem jeszcze przed jej otwarciem żonki: "a cóż to?". "Nie wiem" - padło z jej ust. "Była w skrzynce" - dodała po chwili. Myślę, nie otwieraj - może jaka bomba! Filmy sensacyjne nauczyły mnie , by nie otwierać podejrzanych pakunków. Jedynie w asyście brygady antyterrorystycznej, a raczej saperskiej. Ale myślę, zaryzykuj, raz kozie śmierć. W końcu i tak co najpiękniejsze w życiu, to już masz za sobą. Otwieram kopertę, zamykam oczy, słyszę: "ciszę", a więc nie wybuchło! Rany Julek - przeżyłem. Z lekkim dreszczykiem emocji zaglądam do środka, a tam... No właśnie, zobaczcie na zdjęciu sami. To jest "real photo". Niewidzialna Ręka podrzuciła mi najnowszy Coldplay (CD+DVD). Nowiuśki Coldplay, który premierę swą miał raptem kilka dni temu!!! Ktoś mi to podarował. Na odwrocie koperty ów Anonim (vide "niewidzialna ręka") podpisał się: ":)" .  I tyle.  A teraz się bracie głów do końca swych dni, kto ci "ten numer" wyciął. !!! Prezent, no bosko, a jeszcze lepiej , że wymarzony. Z tym, że nikomu o tym marzeniu przecież nie mówiłem. "Niewidzialna Ręka" wzięła to ryzyko na siebie.
Serce waliło mi z podniecenia jeszcze długo. A później na wieczornym spacerze dochodziliśmy z żoncią, niczym porucznik Columbo, kto by tak mógł, a kto raczej nie. I nic nie wymyśliliśmy. Zapewne mógł to być prezent akonto imienin, ale do tych jeszcze trochę czasu. Z tego wszystkiego, zostałem z tym upominkiem sam na sam. I z myślami , od kogo to? Żoncia powiedziała mi jeszcze: "widzisz, ktoś cię musi bardzo lubić". No właśnie, jak to możliwe? Ktoś mnie aż tak lubi? Oprócz wydania niemałej forsy, "niewidzialna ręka" musiała przecież jeszcze zainwestować w czas, a ponadto w bąbelkową zaklejaną kopertę, i jeszcze dostać się do mojej skrzynki pocztowej. No a wcześniej zapewne wciskając guzik od domofonu, nakłamać jakiemuś sąsiadowi, że jest pocztylionem lub roznosicielem ulotek. Bo inaczej pewnie by nie wszedł na klatkę schodową. A tak, to proszę, można być "niewidzialną ręką" w dosłownym słowa tego znaczeniu. Najgorsze jest co innego. Teraz będę musiał uważać na każdego w gronie swych znajomych i przyjaciół, gdyż każdy z nich przecież mógł mi wyciąć "ten numer". A może jeszcze ktoś inny?. Ktoś, kogo mogę koniec końców w ogóle nawet nie brać pod uwagę.
Jeśli "ten ktoś" czyta tego bloga, to chciałbym mu po prostu pięknie podziękować!



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 



3 komentarze:

  1. Po prostu to znaczy, że gwiazdory już ruszyły w świat!!!
    (hubert)

    OdpowiedzUsuń
  2. A propos kolejek do kas w supermarketach. Nigdy w Irlandii nie spotkała mnie powyższa sytuacja, za to wielokrotnie bywało tak, że osoba stojąca przede mną, widząc że w koszyczku mam ze trzy produkty, sama proponowała bym stanął przed nią. No ale Irlandia to dziwny kraj. Słyszałem tu na przykład o prawniku, który za darmo reprezentował grupkę Polaków w drobnym sporze z pracodawcą, bo "wierzył, że prawo coś jeszcze znaczy w tym kraju".

    A niespodzianka super. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że odkąd wyjechałem z Polski, wielu moich przyjaciół, jako że już nie nażera się za darmo na moich imieninach, również o nich nie pamięta. Nie ważne, że bywali na nich co roku przez lat 15. No, ale to stara prawda - do 40stki przyjaciół traci się przez ich żony, a po 40stce z powodu chorób i wypadków (zastanawiam się tylko, czy w związku z tym można postawić znak równości pomiędzy żoną kolegi, a zawałem serca?)

    OdpowiedzUsuń
  3. Święta prawda Panie Andrzeju. Myślę tu szczególnie o drugiej części Pańskiego komentarza. Widzę, że pod pewnymi względami nasze życia jawią się podobnymi "barwami szczęścia".

    OdpowiedzUsuń