poniedziałek, 29 lutego 2016

RESURRECTION KINGS - "Resurrection Kings" - (2016) -






RESURRECTION KINGS
"Resurrection Kings"
(FRONTIERS RECORDS)
***1/4



Historia Resurrection Kings sięga mniej więcej pięciu lat wstecz. To właśnie wówczas gitarzysta Craig Goldy (ten od Ronniego Jamesa Dio, ale i jeszcze niedawno temu zacumowany w Budgie) zainicjował pomysł powstania zespołu, w którym pojawiliby się również inni utytułowani muzycy. Najpierw skontaktował się z wokalistą Chasem Westem (m.in współpracownik Jasona Bonhama - syna słynnego Johna "Bonzo" z Led Zeps), i kiedy temu pomysł przypadł do gustu, pozostali dwaj muzycy, w osobach: Sean McNabb (basista m.in. grupy Dokken) oraz Vinnie Appice (ex-perkusista Dio, Black Sabbath, Heaven & Hell, a ostatnio Last In Line), byli już tylko kwestią niedługiego czasu. Wkrótce Craig Goldy zwrócił się do Alessandro Del Vecchio oraz szefa Frontiers Records - Serafino Perugino, by ci zajęli się stroną produkcyjną, no i można było przystąpić do pracy. I tu należy koniecznie dodać, iż Del Vecchio bardzo serio potraktował współpracę z Goldym, komponując, bądź współkomponując, niemal wszystkie kompozycje na wydanym przed chwilą albumie.
Resurrection Kings proponują nowocześnie brzmiącego hard rocka, lecz w dużej mierze czerpiącego z jak najbardziej klasycznych wzorców. Odnajdziemy tu odniesienia zarówno do grup typu Dio czy Dokken (skąd wzięło się notabene 3/4-te tego składu), ale i do klasyków w rodzaju: Whitesnake, Blue Murder, itp...
Nie jest to płyta, która zapisze się dla muzyki złotymi głoskami, niemniej przyjemnie jest posłuchać weteranów gatunku na wspólnym dziele, na którym idzie wyczuć, że całej czwórce muzykantów naprawdę się chce. Panowie mają werwę, często fajne pomysły, dobrze brzmią, choć z ciekawymi melodiami niestety już bywa różnie. Dla mnie zdecydowanie najlepiej wypadają dwa mocno a'la Whitesnake'owe numery: "Had Enough" oraz "Who Did You Run To",a do tego jeszcze okazała ballada "Never Say Goodbye". Troszkę zapachniało tu ejtisowymi Whitesnake, gdzieś tak z okresu albumów "1987" czy "Slip Of The Tongue". Do tej pary kaloszy dorzuciłbym jeszcze otwierający cały album "Distant Prayer". Nie jest to co prawda petarda na miarę "Still Of The Night" (odnosząc się po raz kolejny do drużyny "boskiego" Davida Coverdale'a), niemniej jednak dobrze spełnia misję porywającego wstępniaka. Goldy wstawia umiejętne pirotechniczne gitarowe solówki, Alessandro Del Vecchio dokłada majestatyczne klawisze (nie tylko zresztą tutaj!), Chas West mocno naciąga głosowe struny, a pozostali panowie nie muszą czuć się dłużni.
Bardzo profesjonalny i rzeczowy album, któremu jedynie zabrakło troszkę więcej porywających melodii. Resurrection Kings mają jednak duży potencjał, a więc wierzę, iż następnym razem powinno być dużo lepiej.





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"







in plus

Wczoraj odtwarzacz CD zaniemówił w połowie nagrania "Mortal Brow" - Holendrów z Knight Area. Złe duszki, bo dzisiaj sprawdzam płytę, a ta gra bez problemu. Czasem tak się dzieje. Choć zaskoczeniem jest fakt, że nawaliła w grajotku prawa szuflada, wszak dotąd szwankowała zawsze lewa. Dla odmiany, by było ciekawiej.
Niełatwo poprowadzić pięciogodzinny blog z nasilonym katarem i chrypą, ale jakoś poszło.
Dziś ostatki lutego. I dobrze. Pomału kończy się zima. Nie lubię. Już za chwilę więcej słońca, lepszego nastroju - każdy tego potrzebuje.
Zajrzałem na południe Stanów - do Alabamy. Lubię Randy'ego Owena i jego kolegów. Szczególnie za lata osiemdziesiąte. Ostatnio zresztą trochę ich mamy, głównie za sprawą rocznika 1986. Żywię nadzieję, że kącik "30-lecia" nie zanudza. Nie chciałbym już go zamykać, tym bardziej, że dopiero przed chwilą powstał. O ile na marzec przypadnie nam w jego ramach jedynie Van Halen, Pet Shop Boys, Ted Nugent, bądź Great White, o tyle od kwietnia do listopada istny wysyp. Można by takie wspominki urządzić z każdym rocznikiem, najlepiej z dekad 70/80's. Dużo się działo. To były genialne czasy dla muzyki. Najlepsze. 70-te dla rocka, 80-te dla szeroko pojętej muzyki rozrywkowej (w tym i dla samego rocka także). Chociaż znawcy uważają, że najlepsze piosenki, melodie, teksty.... powstawały w epoce 60/70's - i też trudno się z tym nie zgodzić. Dobrze, że jest tego tyle. Można sobie powybrzydzać. Najlepiej jednak z opcją na "in plus".

Piosenka na dziś: ALABAMA "Alabama Sky"
" ....  underneath that Alabama sky,
Grandpa told me 'bout the things he'd seen.
Underneath that Alabama sky
I listened to my grandpa's memories.... "






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"



"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 28 lutego 2016 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM + zastępstwo w "BLUES RANUS"







"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 28 lutego 2016 r. - godz.22.00 - 2.00

RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Tomek Ziółkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski







SUNSTORM - "Emotional Fire" - (2012) -
- Emotional Fire
- You Wouldn't Know Love

MICHAEL BOLTON - "The Hunger" - (1987) -
- Gina

ELTON JOHN - "Wonderful Crazy Night" - (2016) -
- Looking Up
- Free And Easy

MAGNUM - "Sacred Blood ''Divine'' Lies" - (2016) -
- Twelve Men Wise And Just
- Don't Cry Baby

SCREAM MAKER - "Back Against The World" - (2015) -
- Retribution

ROYAL HUNT - "1996" - (1996) -
- Epilogue
- Kingdom Dark

KNIGHT AREA - "Hyperlive" - (2015) -
- Mortal Brow - {Niestety tylko fragment, zaciął się odtwarzacz CD. W najbliższym czasie nagranie zostanie powtórzone}

ARENA - "XX" - (2016) -
- The Hanging Tree
- The Tinder Box

RIVERSIDE - "Love, Fear And The Time Machine" - (2015) -
- # Addicted
- Caterpillar And The Barbed Wire

THUNDER - "All You Can Eat" - (2016) -
- When The Music Played
- I'm Down - {The Beatles cover}

PHIL COLLINS - "Hello, I Must Be Going" - (1982 / reedycja 2016) - 
- I Don't Care Anymore
- Like China
- Don't Let Him Steal Your Heart Away

BOB SEGER - "The Distance" - (1982) -
- Love's The Last To Know
- Roll Me Away

HOOTIE & THE BLOWFISH - "Fairweather Johnson" - (1996) -
- Be The One
- Tootie

HOOTIE & THE BLOWFISH - "Let Her Cry" - (1994) - MAXI CD
- Let Her Cry - {LP Version}

THE CHURCH - "Heyday" - (1986) - 30-lecie albumu
- Myrrh
- Columbus
- As You Will - {tylko na CD}

ELECTRIC LIGHT ORCHESTRA - "Balance Of Power" - (1986) - 30-lecie albumu
- So Serious
- Getting To The Point
- Without Someone
- Calling America

ROLLING STONES - "Dirty Work" - (1986) - 30-lecie albumu
- One Hit (To The Body)
- Harlem Shuffle

SERENITY - "Codex Atlanticus" - (2016) -
- Forgive Me

======================================
======================================




"BLUES RANUS" - zastępstwo
niedziela 28 lutego 2016 r. - godz. 21.00 - 22.00

realizacja: Agnieszka Krzyżaniak
prowadzenie: Andrzej Masłowski






ZZ TOP - "Eliminator" - (1983) -
- I Need You Tonight

JOE LOUIS WALKER - "Everybody Wants A Piece" - (2015) -
- Black & Blue

MASON RUFFNER - "Gypsy Blood" - (1987) -
- Gypsy Blood
- Under Your Spell
- Red Hot Lover
- Ain't Gonna Get It

SMOKIE - "Solid Ground" - (1981) -
- My Woman Don't Like Rock'N'Roll

THE DELGADO BROTHERS - "The Delgado Brothers" - (1987) -
- Fair Warning
- Really Down

V/A - "B.B.King Tribute - W Hołdzie Królowie Bluesa" - (2015) -
- Everybody Lies A Little - {gościnnie na gitarze JERZY STYCZYŃSKI}

====================================
====================================

Na chwilę przed rozpoczęciem "Nawiedzonego Studia", a już po zastępstwie w "Blues Ranus" - gotowość do pracy.




Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"








niedziela, 28 lutego 2016

piętnaście tysięcy

Uważnie oglądałem wczorajszy przebieg marszu KOD-u w obronie demokracji oraz dobrego imienia bohatera Lecha Wałęsy. A więc, oprócz samego przemarszu, także zwracałem uwagę na transparenty, jak i na wystąpienia ludzi zgromadzonych na warszawskim Placu Piłsudskiego. Relację śledziłem w większym gronie, jednocześnie sprawdzając stację TVN oraz urządowione i wyzbyte obiektywizmu TVP Info.
W czasie, gdy TVN relacjonowało dosłownie wszystko, na TVP Info pokazywano jakieś pierdy, kompletnie marginalizując znaczenie tego marszu. Szczytem chamstwa było pasmo wieczornych "Wiadomości", w którym telewizja p.Kurskiego podała liczbę uczestników marszu jako 15 tys. To niby oficjalne dane Policji. Podczas, gdy de facto szacuje się udział ok. minimum 60 tys. osób. A nawet wiele źródeł podaje liczbę ok. 80 tysięcy. Zresztą, każdy kto oglądał, po prostu widział prawdziwe tłumy, których nie ma szans zatuszować żadne kłamstwo i propaganda.
Danuta Holecka prowadząca wczorajsze Wiadomości ("uznana" aparatczyk pisowska) bezczelnie z podniesionym czołem kłamała jak z nut.
Stacja TVN podała dane zarówno Policji oraz Ratusza, natomiast TVP Info zaoszczędziła swym widzom tych drugich - prawdziwych !
Jak można w dobie internetu i mnogości mediów, tak kłamać? !!! I czynią to ludzie, którzy uznają się za obrońców demokracji, a łżą niczym aparat PRLu.
Oczywiście ta propaganda działa, ponieważ wielu ludzi sprzyjającym władzy w ciemno kupi każde słowo sprofanowanych rządowych mediów.
Czekam już tylko na uznanie za Solidarnościowych bohaterów braci Kaczyńskich. Oczywiście z obowiązkową prelekcją niepoddańczych gryzipiórów w osobach  Rafała Ziemkiewicza i Cezarego Gmyza. To są prawdziwi "mistrzowie".
Zresztą czego się spodziewać po rządowej telewizji, z której usunięto całą przyzwoitość i dziennikarską etykę, zastępując ją jadem i nienawiścią, za sprawą transferów z TV Republika i TV Trwam. Wystarczy posłuchać mowy nienawiści względem Lecha Wałęsy. TVP zaprasza tylko wygodnych sobie dziennikarzy, a więc komentarze snują najczęściej pisowskie włazidupy z "Do Rzeczy", "W Sieci", itp. paskudztw.
Straszne co ten PiS z nami wyrabiają. Jak podzielili naród, jak wlali nienawiść i chamstwo. I jakże boli, gdy widzę, jak wielu ludziom jest to potrzebne do szczęścia. W całym swoim życiu nie spotkałem tyle obrzydliwości, co z ust ludzi tej frakcji.

P.S. Orzeczenie Komisji Weneckiej jasno pokazuje czym jest obóz obecnej władzy.



Andrzej Masłowski








czwartek, 25 lutego 2016

KNIGHT AREA - "Hyperlive" - (2015) - / ARENA - "XX" - (2016) -





KNIGHT AREA
"Hyperlive"
(METAL MIND PRODUCTIONS) 
****




ARENA
"XX"
(METAL MIND PRODUCTIONS) 
****




Lubimy rocka progresywnego. Polska jest jednym z największych życiodajnych źródeł dla tego typu uprawiania sztuki. Istotnymi dla nas konkurentami wydają się być jedynie: Holandia, Japonia, bądź Meksyk. To też pokazuje, dlaczego tak chętnie odwiedzają nas w miarę regularnie grupy pokroju: Pendragon, RPWL czy Arena. Niemal po każdej wydanej płycie przyjeżdżają w celu ich promowania, do stałych miejsc, do sprawdzonej i wiernej publiczności. Coraz częściej ich występy zostają utrwalane na płytach - zarówno audio-, jak i czysto wizualnych.
Całkiem niedawno, nakładem rodzimych Metal Mind Productions, ukazały się kolejne dwa polskie koncerty. Brytyjskiej Areny oraz Holendrów z Knight Area. Obie grupy mają u nas niemałą grupę fanów, choć Arena z racji dłuższego stażu, jak i "mocniejszych" nazwisk, może stanowić za znacząco większą atrakcję.
Te, co prawda osobno wydane albumy, mają ze sobą jednak wiele wspólnego. Otóż, zawierają koncerty zarejestrowane tego samego dnia, tj. 9 kwietnia 2015 r., w dodatku w tym samym Kinoteatrze "Rialto" w Katowicach. W ten oto sposób otrzymujemy kompletny show na dwóch niezależnych wydawnictwach.
Gwiazdą wieczoru była Arena, która przyjechała promować najnowsze dzieło "The Unquiet Sky", przy okazji świętując 20-lecie istnienia. Supportujący ją Knight Area postanowili przy tej okazji puścić oko i zaprezentować niemal w całości materiał ze świeżutkiej wówczas półrocznej płyty "Hyperdrive". Dopiero pod koniec występu serwując fragmenty wcześniejszych kompozycji, opatrzonych "wiązankowym" tytułem "Medley" (ok. 16 minut) - rewelacja!, finalizując cały występ wspaniałym nastrojowym "Mortal Brow" (znanym z pierwszego longplaya "The Sun Also Rises"z 2004). Ten 5-kwadransowy występ, można za sprawą tego wydawnictwa jednocześnie obejrzeć, jak i posłuchać z dołączonego CD. Bardzo fajny koncert grupy mającej podobne artystyczne ambicje, co pokrewni: Pallas, Arena, IQ lub Marillion. I wcale nie jest powiedziane, iż jakoś zauważalnie im ustępującą.
Drugim albumem jest 2-płytowy (a także wydane osobno pojedyncze DVD) album Areny, opatrzony tytułem "XX". Gwiazdy tamtego katowickiego wieczoru. Przy okazji warto podkreślić, iż następnego 10 kwietnia 2015 r., w tym samym zestawieniu (Knight Area i Arena), grupy pojawiły się także w Warszawie, natomiast mnie przypadła już tylko sama Arena, ponieważ do mojego Poznania dzień później Knight Area niestety nie byli już zakontraktowani.
Bez wątpienia "The Unquiet Sky" jest jedną z najpiękniejszych płyt grupy dowodzonej przez Micka Pointera - perkusistę znanego i uznanego za sprawą debiutanckiego albumu Marillion "Script For A Jester's Tear" (1983).
Na pewno ostatnie dzieło Areny nie tylko Pointer może sobie dopisać do listy zasług. Spora też w tym zasługa pozostałych instrumentalistów - świetny wokalista Paul Manzi, pięknie grający gitarzysta John Mitchell, a i klawiszowiec Clive Nolan, któremu w Arenie więcej wolno, niż w równoczesnym muzykowaniu w Pendragon, gdzie szefujący Nick Barrett nie bardzo pozwala sobie na nadmierną ingerencję w zapisane już nuty.
"XX" stanowi za dobrą wizytówkę portretu grupy. Przynajmniej jak na rok 2015. Z jednej strony mamy tutaj wybór z najnowszego albumu, jak przepełniony atmosferą grozy "The Demon Strikes", cudowną balladę "How Did It Come To This?" czy też podniosły i tytułowy zarazem "The Unquiet Sky" - poprzedzony ślicznym gitarowym popisem Johna Mitchella w króciutkim "Serenity" (wyjęty klejnot z "The Visitor"). Z drugiej zaś, całą lawinę Arenowych klasyków, jak niemal marillion'owskie "The Hanging Tree" lub "Double Vision", wielbioną powszechnie mini suitę "Solomon", przebojowe "Crack In The Ice", bądź blisko 20-minutową okazałą i pełną smakowitych kąsków suitę "Moviedrome". Oczywiście plus jeszcze wiele innych.... Pozwolę sobie przy tym zauważyć, iż taki 5-letni w sumie "The Tinder Box", perfekcyjnie wręcz wkomponował się w repertuar Areny i już brzmi niczym wiekowy klasyk.
Bardzo udany koncert, który najlepiej było rzecz jasna przeżyć osobiście, choć wydany przed chwilą album ewentualną absencję troszkę zrekompensuje. A jednak, i tak uważam, że w Poznaniu publiczność fajniej skandowała "... help me, help me...." z finałowego "Crying For Help 7".






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






środa, 24 lutego 2016

oby wyzdrowieć do niedzielnej 21-szej

W najbliższą niedzielę poprowadzę radio już od 21-szej. I obym do tego czasu wyzdrowiał. Być może butelczyna Jima Beama zdziała cuda. Bo w przeciwnym razie tylko pozostanie babcina wersja - mleko z miodem. Choćby się waliło/paliło muszę na bluesowe zastępstwo dotrzeć. Obiecałem już dwa tygodnie temu. Agencja Ranus w tym czasie będzie urządzać koncert SBB z Michałem Urbaniakiem. Podobno wszystkie bilety wyprzedane. Będzie pięknie, choć beze mnie. Nie można mieć wszystkiego. Poza tym, byłem już na SBB w ubiegłym roku. Choć żal, że teraz ominie mnie Michał Urbaniak.
Wczoraj dowiedziałem się, że pojadę na Davida Gilmoura. Kolega załatwił bilety. Niestety te najdroższe. Trudno, zbankrutuję, ale pojadę. Szykuje się ostry wrocławski weekend, najpierw koncert, a po nim imprezowanie, nocleg w hotelu i powrót dopiero w niedzielę. Kolega/przyjaciel jednak obiecał odstawić na czas. On wie, że Nawiedzone Studio musi się odbyć. Choćby nie wiem co.






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


szczujnia

Jest, nareszcie jest. Złapał mnie katar. A już się martwiłem. Każdego roku o tej porze, to i dlaczego teraz miało być inaczej. I dobrze, kiedyś przejdzie i już będzie z głowy.
Zresztą, proszę spojrzeć w niebo. Raz deszcz, raz grad, wietrzysko, a po chwili słońce. Pomieszanie z poplątaniem. Luty nie może się pogodzić, że już się kończy.
Uciekam w muzykę, lecz nie potrafię nie zauważać, co wyrabiają mali ludzie z Lechem Wałęsą. Jakiś czas temu obiecałem sobie, że nie będę na blogu o takich rzeczach rozpisywać, lecz się nie da. Nie podoba mi się to, co wyprawiają ci wszyscy niedowartościowani ludzie. Choć przyjaciele przestrzegają; nie wystawiaj się, bo narobisz sobie kłopotów. Spójrz tylko, jacy oni są - dodając.
Za chwilę narodowym bohaterem ochrzczą i nauczać będą, że to Lech Kaczyński. Przecież Jarosław walczy o to od lat. Wystawiając do ataku tę swoją szczujnię. Z Macierewiczem, oboma Morawieckimi, Brudzińskim i tym podobnymi, godnymi siebie samych. Plus pisowski IPN. A to zwyczajne Bolki przecież. Niczego nie osiągnęli, a chcieliby bohaterstwo sobie przypisać. Jarosław w dniu stanu wojennego wylegiwał się niemal do południa. Zresztą, za co go mieli internować? No właśnie, człowiek bez znaczenia, teraz próbuje je sobie po latach przypisywać.
Starsi i myślący ludzie nie dadzą sobie wyrwać narodowej dumy, jaką jest postać Lecha Wałęsy. Choć wybielanie kart historii przychodzi dziś bardzo lekko tym wszystkim łajzom. I niestety wielu młodych ludzi się na to nabierze. Szczególnie jeśli w ich domach śmierdzi prawactwem i katolstwem. Nie mylić z faktu bycia przykładnym katolikiem i przyzwoitym prawym człowiekiem, bo to zupełnie odrębne dziedziny.
Dobro zwycięży, a groby dzisiejszych podżegaczy, z tej całej pisowskiej szczujni, zasrywać będą gołębie.
Spójrzmy na 100 dni rządów PiSu. Z obietnic wyborczych spełni się jedynie "częściowo" 500 zł na dziecko. Tutaj zostało oszukanych 3 miliony dzieci - po korekcie na "od drugiego dziecka". Ale niech będzie, że częściowo zrealizowane. Za to 46 milionów wyrwane wielu innym potrzebującym na rzecz Rydzyka. Obiecany mu budżet, plus koszta ugody, to składa się na całokształt. Nie 26, a 46 milionów. Świątynia opatrzności, to kolejne 18 milionów, a sam fundusz kościelny otrzyma grubo ponad sto milionów!!! I wyobraźcie sobie Państwo, że to, co do niedawna bywało obiektem żartów, stanie się za chwilę faktem - religia na maturze. Już za chwilę....
O Trybunale Konstytucyjnym i "rzezi" w mediach publicznych, chyba przypominać nie muszę.
Narasta obłęd smoleński i izolacja Polski na Zachodzie. Rząd optuje za podejrzanym sojuszem z Orbanem, a poprzez to osiągnięcie i tak iluzorycznego załagodzenia konfliktu z Rosją.
Żal patrzeć.




Andrzej Masłowski





poniedziałek, 22 lutego 2016

jeszcze słówko o Piotrze Grudzińskim

Od rana słucham tylko gitary Piotra Grudzińskiego. Pomału dociera do mnie fakt Jego odejścia. Smutnymi nutami rozchodzi się muzyka Riverside po ścianach pokoju. Zapętliłem całą "Love, Fear And The Time Machine". Biegnie już trzecie okrążenie. Cudowna muzyka. Dlaczego tak jest, że po śmierci artystów ich dzieła wydają się z reguły jeszcze dużo lepsze.
I pomyśleć tylko, że od kwietnia Rywersajdzi mieli promować najnowszego longa u nas - w Polsce. Pomyśleć, że mogłem być po raz czwarty - w "tamtym" line-up'ie. Pomyśleć wreszcie, że następny ewentualny występ odbędzie się już bez Niego. Bez człowieka, który tak pięknie grał. Z duszą, pasją, z całą paletą uczuć. Kto wie, być może pośród dzisiejszych polskich ziomali Piotr grał nawet najpiękniej. I jakże byłem niesprawiedliwy zawsze przy okazji wtrąceń o Riverside, gdy wymieniałem najczęściej nazwisko Mariusza Dudy. Dodając tuż po nim: "oraz jego kompanii". Już nigdy tak nie zrobię. Niestety, częstym bywa zapisywane wszelkich zasług frontmanom. A przecież bez gitary Piotra Grudzińskiego nie byłoby ogromnej części tego zespołu. Wiem, panowie rywersajdzi za czas jakiś znajdą kogoś, kto dzielnie Piotra zastąpi. I zapewne nadal będzie fajnej przygody ciąg dalszy. Niemniej, ten cudowny epizod - do "Love, Fear And The Time Machine" - pozostanie wyjątkowym i oderwanym od całości. Swoisty i niepodległy.
Pragnąłbym zachować w sercu gitarę, jak i artystycznej Jego duszy kawałek. Dumny zarazem jestem, iż Piotr Grudziński wyrósł na naszej ziemi. By nie było, że tylko gdzieś tam....daleko...., że tylko tam rodzą się wielkie talenty, a my im z pokorą jedynie czyścimy buty. Piotr Grudziński grał tak, że niech wszystkie nacje klękają.






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"


"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 21 lutego 2016 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM



"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 21 lutego 2016 r. - godz.22.00 - 2.00

RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Tomek Ziółkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski







SCREAM MAKER - "Back Against The World" - (2015) -
- Far Away
- Walk With Me

RESURRECTION KINGS - "Resurrection Kings" - (2016) -
- Never Say Goodbye
- Had Enough

APRIL WINE - "Walking Through Fire" - (1985 Kanada / 1986 reszta świata) - 30-lecie albumu
- Wanted Dead Or Alive
- Lave Has Remembered Me

===================================
===================================



PIOTR GRUDZIŃSKI - gitarzysta RIVERSIDE
(15.III.1975 - 21.II.2016)
kącik poświęcony Artyście 


RIVERSIDE - "Love, Fear And The Time Machine" - (2015) -
- Afloat
- Time Travellers

====================================
====================================


ARENA - "XX" - (2016) -
koncert z Kinoteatru "Rialto", Katowice, 9.IV.2015
- How Did It Come To This?
- Serenity
- The Unquiet Sky

RYSZARD SYGITOWICZ - "Bez Grawitacji" - (1985) -
- Cavalcado
- Bez Grawitacji

NAZARETH - "Cinema" - (1986) - 30-lecie albumu
- Just Another Heartache
- One From The Heart

SANTANA - "Santana 3" - (1971) -
- Toussaint L'Overture

ELTON JOHN - "Wonderful Crazy Night" - (2016) -
- Claw Hammer

JOHN NORUM - "Total Control" - (1987) -
- Let Me Love You
- Love Is Meant To Last Forever
- Too Many Hearts
- Back On The Streets

EUROPE - "The Final Countdown" - (1986) - okładka wersja UK
- Love Chaser

DEEP PURPLE - "Deep Purple" - (1969) -
- Lalena

REBEL HEELS - "One By One By One" - (1988) -
- World Of Mirrors
- Empty Love
- Rise

'TIL TUESDAY - "Everything's Different Now" - (1988) -
- Why Must I

CHICK CHURCHILL - "You & Me" - (1973) -
- Reality In Arrears

ROGER DALTREY - "Under A Raging Moon" - (1985) -
- After The Fire
- Don't Talk Strangers
- Breaking Down Paradise
- Under A Raging Moon

JIM CAPALDI - "Fierce Heart" - (1983) -
- Tonight You're Mine
- Living On The Edge

DAVID KNOPFLER - "Grace" - (2015) -
- So Was I

TINDERSTICKS - "The Waiting Room" - (2016) -
- Hey Lucinda - {duet STUART STAPLES & LHASA DE SELA}

SUEDE - "Night Thoughts" - (2016) -
- When You Were Young






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"









niedziela, 21 lutego 2016

Nie żyje gitarzysta Riverside PIOTR GRUDZIŃSKI

Przygniatającą wieść podali ok. godz. 15-tej na swoim facebookowym profilu muzycy grupy Riverside. Zmarł ich kolega, a zarazem świetny gitarzysta Piotr Grudziński.
Na razie nie podano przyczyny śmierci.








Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"



sobota, 20 lutego 2016

siątki pięćdziesiątki

Znawcy powiadają, że najlepsze płyty Chicago, to te najwcześniejsze. Gdzie sporo dęciaków, no i w ogóle - jazzu. Ja się nie znam, dlatego moje szczęśliwe numerki, to tak najlepiej od 16 do 21. Choć kilka wcześniejszych też fragmentarycznie. Ostatnio często powracam do wielu tamtych piosenek. Szkoda, że niedawno zagrałem ich kilka. Nie wypada się wciąż powtarzać, tak więc....
Dzisiaj w Jesterdeju pograliśmy z Mariuszem najnowszego Eltona Johna. Też mu się spodobał. Obiecał nawet pograć go więcej. Jeszcze przed naszym wspólnym wejściem miało pójść "England And America", a później już wspólne "Wonderful Crazy Night" oraz "A Good Heart". Mariusz podczas spotkania zarzucił: "a ty lubisz ballady?". Rozpracował. Przy każdym spotkaniu zawsze przynoszę jakiegoś smutaska, a Mariusz to dobry obserwator.
Nie mogę się doczekać naszego jutrzejszego spotkania. Obym miał tylko lekką głowę, bo dzisiaj idę na pięćdziesiątkę. Ta me grono dopada seryjnie. Na szczęście ja już mam to za sobą.
Do usłyszenia!





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"



Panie Lechu....

Panie Lechu, dla mnie jest Pan bohaterem i bardzo przyzwoitym człowiekiem. Proszę się nie przejmować tą całą szczujnią. To zwyczajne bolki.




Andrzej Masłowski





piątek, 19 lutego 2016

Spotlight

Wczoraj w skromnym przyjacielskim gronie (Tomek Ziółkowski i nasze urocze Panie) dotarliśmy do Rialto na "Spotlight". Ten nominowany do kilku Oscarów obraz przedstawia w sposób dobitny i poruszający zarazem problem pedofilskiego kleru w Bostonie. Rzecz, która ciągnęła się ślamazarnie na przestrzeni trzech dekad w końcu nabiera tempa za sprawą gazety "Boston Globe".
Film wciąga, lecz jego strategia rozgrywa się w niespiesznym tempie. Owa redakcja pokonuje wiele przeszkód, docierając do źródeł, czyli konkretnie do wielu poszkodowanych, jak i do 90 nazwisk seksualnych zwyrodnialców w koloratkach. Pomału wyciągając na powierzchnię umiejętnie skrywany syf. Kamuflowany przez ludzi obrońców kleru, jak i niewygodne prawo. Dziennikarze ujawniają szambo, w które początkowo zamoczonych jest 6 procent lokalnego duchowieństwa, tym samym otwierając drzwi do późniejszego ogólnoświatowego zjawiska. Film został oparty na faktach, a jego przebieg stanowi mozolne dochodzenie prawdy. Relacji ludzi bezpośrednio dotkniętych obrzydliwościami ludzi kościoła, które po prostu wstrząsają. I są to relacje tych, którzy byli w stanie kontynuować życie, albowiem wielu z nich nie dało rady.
Akta, które próbowano zataić, wyczyścić, w końcu po wielu próbach zaczynają za sprawą bystrego zespołu "Globe'a" nabierać wielkiego znaczenia. Cała sprawa rypie się tuż po tragedii na World Trade Center. Wówczas skala problemu rozprzestrzenia się na całym świecie, w tym jak pamiętamy także w Polsce. Choćby bulwersująca sprawa tego obrzydliwego typa Paetza z Poznania.
Film pokazuje także nasilającą się niechęć ludzi zaznajomionych w temacie do instytucji kościelnej. Amerykanie z tradycjami katolickimi, wychowani w poczuciu dobra i bezpieczeństwa, nie mogą pogodzić się z obrzydliwościami czegoś, co przez całą ich młodość było wzorem cnót.
Wspaniałe, choć trudne kino. Na pewno nie na rozrywkową sobotę. Dla ludzi wrażliwych i myślących. Dla tych, którzy przede wszystkim chcą wielki problem kościoła dostrzec. Polecam zobaczyć w kinie, nie czekać na telewizję, burzącą klimat każdego filmu galopadą reklam. Na pełną cenzury stację pana Kurskiego nie ma co liczyć, bowiem rządowo-pseudo katolickie media zamiotą film pod dywan. Jako niewygodny w wykonywaniu ustalonej pierzastej misji. Polecam!


















Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"








czwartek, 18 lutego 2016

bez grawitacji

Wczorajszy śnieg zaskoczył. Dzisiaj już po nim śladu, ale to oznacza, że zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Często zaglądam do kalendarza, liczę dni, wypatruję pierwszych oznak wiosny, choć to zbyt wcześnie.
Na talerzu gramofonu zagościło "Bez Grawitacji" Ryszarda Sygitowicza. Fajna płyta. Z serca lat 80-tych. Instrumentalna. W słowie wstępnym napisano: "...Posłuchajcie Państwo jego pierwszej płyty, nie zrażając się tym, że nie ma tu piosenek do śpiewania". Słynne "Cavalcado" - pamiętacie Państwo? Trzy minuty, a ile się tam dzieje. Niektórzy artyści, chcący się tak wyrazić, potrzebują wielkich suitowych konstrukcji. Brawurowe granie. No i jaka melodia. Musimy sobie tego kiedyś wspólnie posłuchać.
Ostatnie wieczory intensywnie spędzam przy gramofonie. Przegrywam winyle na kilka najbliższych niedziel. Choć chętnie skorzystam także z tych już od dawna przygotowanych.
Świetną płytę wydał Elton John. Kto by pomyślał. Ostatnio bywało z nim różnie. Jego niedawne albumy przykuwały tylko fragmentarycznie, w dodatku bez entuzjazmu. Na "Wonderful Crazy Night" sir Elton jest po prostu boski. Odżył szalony fortepian, głos jakby odmłodniał, pojawiły się kolory, lekkość.... - zresztą proszę tylko spojrzeć na okładkę. Ile takich albumów pojawia się każdego roku, gdzie podobają nam się wszystkie piosenki? No właśnie, a tutaj zachwyca całość.
Umówiliśmy się z Mariuszem Kwaśniewskim na piątek do studia, by pogadać nieco o tej płycie i przedstawić z niej ze dwie/trzy piosenki. Na tyle mamy czasu. Zapraszam zatem na sobotę do Merkurego, gdzieś w okolicach przedpołudniowych (pomiędzy 11-tą a 12-tą). W niedzielę w Aferze Elton także - a co!
Na moment powróćmy jeszcze do Ryszarda Sygitowicza... Na bazie skojarzeń przypomniałem sobie, że MTJ wznowili płytę Perfectu "Jestem". Ładnie, w digipaku. I ponownie za normalne pieniądze. Album wydany pierwotnie przez austriacki label Koch w 1994 roku od dawna był niedostępny. Na czarnym rynku jego ceny sięgały zenitu. Osobiście nie kocham Perfectu po odejściu Zbyszka Hołdysa, ale to jednak bądź co bądź powszechnie ceniony album. W tym samym sklepie spostrzegłem na winylu reedycję jedynki Wilków. A to akurat uwielbiam. Niestety już mam od zawsze, więc drugiej nie kupię.
Niedawno wszedłem do Media Markt w King Crossie i zaskoczyła mnie ogromna podaż winyli. Mają chyba najwięcej "pieczątek" w Poznaniu. Dobrze, tak trzymać.
Jeszcze pod koniec stycznia byliśmy z Żonką na przedpremierowym pokazie filmu "Planeta Singli" (oficjalnie w kinach od 5 lutego). Nawet do tego typu komedyjek wplata się dzisiaj winylowe lokowania produktów. Maciek Stuhr w pewnej chwili wyciąga z półki i kładzie na talerzu "Korowód" Marka Grechuty. Rzecz jasna współczesne wydanie. Znak czasów. Będzie pamiątka dla kolejnych pokoleń. Okazuje się, że uwodzenie niewiast przy twórczości Marka Grechuty sprawdza się dzisiaj tak samo dobrze jak kilka muzycznych pokoleń temu. Trzeba przyznać, że starannie Polskie Nagrania, o pardon!, dzisiaj to już Warner Music Poland, wydały ten "Korowód". Wraz z repliką dawnego plakatu. A plakaty w tamtejszej polskiej fonografii bywały rzadkością. I tylko nieliczni sobie na nie zasługiwali, jak: Marek Grechuta, Maryla Rodowicz, bądź Lombard. Choć tych ostatnich wspomagał już jednak polonijny Savitor - z kapitałem czerpanym od imperialistów.
Szkoda tylko, że jak tak rozmawiam z entuzjastami muzyki, większość z nich poszukuje na czarnych płytach tylko gigantów. Mało kogo uraduje trójka Humble Pie, najlepszy Peter Frampton, bądź środkowy John Mellencamp. Nic, tylko Black Sabbath, Pink Floyd, Dżem, Kult, Komeda, Polish Jazz nr.... i jeszcze z dziesięć tym podobnych oczywistości. Czyżby oryginalność była dzisiaj poddana reglamentacji? Czy wszyscy muszą mieć w swoich zbiorach tylko te same tytuły?






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






wtorek, 16 lutego 2016

DAVID KNOPFLER - "Grace" - (2015) -






DAVID KNOPFLER
"Grace"
(PARIS RECORDS) 
***1/2



David, młodszy brat Marka Knopflera, i być może nie aż tak uzdolniony jak lider Dire Straits, a jednak warto śledzić jego artystyczne poczynania. Bo i głos jakby z lekka podobny, a i muzyczna wrażliwość... To, że ich artystyczne drogi rozeszły się po albumie "Communique", dobrze zrobiło obu panom. Każdy mógł się od tamtego czasu spełniać, nie ulegając jakiejkolwiek ewentualnej bratczynej presji.
Muzyk przez ponad trzydzieści lat solowej działalności opublikował kilkanaście płyt, w tym kilka naprawdę bardzo pięknych, jak "Lifelines", "The Giver" czy "Ship Of Dreams". Najnowszą "Grace" zrealizował za wcześniej uzbierane fundusze dzięki swym fanom. Przez co płyta także nie znajdzie jakiejś szerszej dystrybucji, a trafi do rąk najzagorzalszych sympatyków jego talentu.
I choć David Knopfler najnowsze dzieło zrealizował w domowym studio (w angielskim Somerset), to inspiracją do jego powstania, było pewne niewielkie miasteczko Geneseo, położone nieopodal Nowego Jorku, gdzie w ostatnim czasie nasz sprawca całości zamieszkiwał.
Piosenki z niego płynące mają charakter kameralny, a bywa, że czasem nawet mistyczny. David śpiewa i przeważnie gra na gitarze akustycznej, jednak czasem zasiada do pianina, jak i chwyta za harmonijkę. Z kolei jego trzej partnerzy uzupełniają podstawową sekcję rytmiczną (bas, perkusja), czasem także wzbogacając brzmienie organami Hammonda, mandoliną czy bandżo. Warto dostrzec udzielających się również kilku gości (pianino, altówka, dodatkowe partie wokalne, itd...). Pomimo wielu nagromadzonych tu nazwisk, całość nosi w sobie skromną oprawę. I tak chyba być miało. No, może za wyjątkiem niemal rockowego "So Was I". Zupełnie jakby maestro zatęsknił do czasów Dire Straits.
"Grace" jest kolekcją piosenek o miłości. O jej utracie, o odzyskaniu, a także o nadziei, którą trzeba zawsze w sobie mieć. Repertuar albumu układa się w zgrabny cykl krótkich opowiastek, stanowiących za nierozerwalną całość. A co najładniejsze? Chociażby country-folkująca ballada "Hard Times In Idaho" - prosto z północno-zachodniego zakątka Stanów Zjednoczonych, jak i nieco żywsza, utrzymana w klimacie Dire Straits "The Last Goodbyes", no i zdecydowanie najpiękniejszy klejnot w postaci "This Ship Has Sailed". Jest w nim jakiś patos, nostalgia i poetycki nastrój całości. David śpiewa nad wyraz dostojnie, a jego refleksyjnemu przewodnictwu idealnie w rytm "biją" pianino, perkusja, smyczki.... Piękne.
Płyta, której nie znajdziecie Państwo w tzw. dobrych sklepach muzycznych, a jedynie w bardzo dobrych.






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"








ELTON JOHN - "Wonderful Crazy Night" - (2016) -






ELTON JOHN
"Wonderful Crazy Night"
(MERCURY RECORDS)
***** 
 


Jak miło usłyszeć Eltona Johna tak radosnego, że aż ziemia drży. Dość nostalgii i niepotrzebnych w tym tonie rozważań, bo oto najnowsze dzieło "Wonderful Crazy Night" zostało nafaszerowane tylko pozytywną mocą. Pełnią radości i optymizmu w jednym. I choć sam Elton John wyjawił niedawno, że już niczego nie musi, a walkę o listy przebojów pozostawia młodszemu pokoleniu, to jednak zaserwował jedną z najbardziej przebojowych płyt w swojej karierze. A tych spłodził do tej pory w okolicach trzydziestu.
Muzyk nie ukrywa szczęścia, podkreślając w ostatnich wywiadach zadowolenie z życia partnerskiego, jak i z faktu bycia ojcem. Daje się to usłyszeć w zasadzie na całej jego najnowszej płycie. Jeśli ktoś stęsknił się za dynamicznym, wręcz rock'n'rollowym Eltonem, przeplatającym wirtuozersko po biało-czarnej klawiaturze, to proszę bardzo, choćby otwierający album i tytułowy zarazem "Wonderful Crazy Night" ("....bywają rzeczy, o których zapominamy, ale i takie, jak ta cudowna szalona noc....") , czy równie szaleńczy "Looking Up", bądź "Guilty Pleasure" lub "Claw Hammer". W tym ostatnim, już nieco spokojniejszym, w dialog z fortepianem wdają się zgrabne organy, gitara, a i gdzieś pod jego koniec nawet dęciaki. Są też i ballady, i tutaj szczególny nacisk położyłbym na dwie wyjątkowo piękne: "A Good Heart" (bo miłość wyrażamy mając wszystkich ludzi w sercu i duszy)   - z asystującymi saksofonem i puzonem, oraz "Blue Wonderful" ("....zanurkuję w twych oczach i będę w nich pływać..."). Nie lekceważąc przy tym nieco "radośniejszej" i zamieszczonej niemal pod koniec edycji deluxe piosenki "Free And Easy". Skoro już zabrnąłem do tego fragmentu płyty, to trudno wyobrazić sobie ten album bez owego wspomnianego dodatku, jak i fantastycznego finałowego "England And America". To piosenka dla wszystkich , którzy zatęsknili do czegoś w rodzaju "I'm Still Standing".
Produkcji płyty podjął się (przy współudziale Eltona Johna) sam T-Bone Burnett, który był już odpowiedzialny za dwa jego poprzednie dzieła: "The Diving Board" oraz "Union" - nieco rozczarowujący niestety wspólny owoc współpracy z innym zasłużonym dla świata muzyki Leonem Russellem.
Jakie to niezwykłe, że ten sam (odwieczny) duet kompozytorski Elton John/Bernie Taupin, który na "The Diving Board" nie w pełni przekonywał, teraz po niespełna trzech latach sięgnął zenitu. Widać tym razem obu panom jeszcze dodatkowo sprzyjały dobre duszki.
W czerwcu na oświęcimskim stadionie na pewno będzie pięknie.

P.S. Album wydano w wielu formatach. Obok wersji podstawowej istnieje powyższa wersja deluxe, ponadto super deluxe edition, jak i "oczywisty" w dzisiejszych czasach winyl.






Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"