poniedziałek, 28 grudnia 2015

nie żyje LEMMY (24.XII.1945 - 28.XII.2015)

Szokująca i ogromnie smutna wieść - Lemmy nie żyje !!! Jeszcze świat muzyki nie zdążył odżałować byłego perkusistę Motorhead, Phila "Zwierzaka" Taylora, a tu zaledwie w odstępie kilku tygodni przychodzi pożegnać Lemmy'iego Kilmistera.
Nie mogę w to uwierzyć. Wszyscy inni mogli umrzeć, ale nie Lemmy. On wydawał się niezniszczalny, nieśmiertelny. Choć wiem, że biedaczysko chorował. Ostatnimi czasy coraz częściej i intensywniej. Do tego stopnia, że nawet musiał ograniczyć koncertowanie, a jeden z występów zakończyć mocno przed czasem. Wciąż jednak miałem nadzieję, a i będąc przekonanym, że zaraz dojdzie do siebie i znowu zacznie występować, nagrywać.... Ach, nie ma więc nieśmiertelnych, skoro i o Lemmy'ego upomnieli się gdzieś tam na górze. A tyle dla mnie znaczył. Tak wielką rolę odegrał w mej muzycznej przygodzie.
Ileż to razy w życiu posłuchałem koncertówki "No Sleep 'Til Hammersmith", bądź studyjnej "Ace Of Spades" - nie policzę. Kochałem i kocham Motorhead miłością najszczerszą. Dlatego z wielkim smutkiem przychodzi mi przyjąć na klatę odejście tak Szacownej dla rocka Postaci.
W minioną Wigilię Lemmy ukończył jubileuszowe 70 lat.
Dzięki Ci piękne najcudowniejsza chrypko tego świata i najwspanialszy czadowy basisto wszech czasów. Za to, że byłeś i dałeś ludziom tyle radości. A teraz brnij do świata lepszego....










Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






ENYA - "Dark Sky Island" - (2015) -






ENYA 
"Dark Sky Island"
(AIGLE MUSIC / WARNER)
***2/3



Usłyszałem niedawno od pewnego młodego człowieka, że Enya jest nudna i zawsze przewidywalna. Że wciąż śpiewa to samo i tak samo, a jej twory da się jedynie odróżnić na podstawie odmiennych albumowych okładek i przeróżnych do nich tytułów. Sporo w tych stwierdzeniach goryczy i złośliwości, choć jednak racji jakby też i nieco. Nie zmienia to jednak mojej sympatii do tej irlandzkiej artystki. Mało tego, śmiem nawet twierdzić, iż gdyby w pobliskiej parafii ksiądz zatrudnił do śpiewania podczas niedzielnych ceremonii Enyę, to na pewno zacząłbym chodzić do kościoła.
Artystka wypracowała swój niepowtarzalny styl i trzyma się go od zawsze. Schematyczne partie instrumentów klawiszowych umiejętnie tworzą podkład do jej delikatnego śpiewu, który wydobywa się niczym spod anielskich pierzastych skrzydełek, zaś same piosenki jawią się prawie jak kolędo-pastorałki. Zresztą, niedaleko padło jabłko.... Enya nie stroni od swojego przywiązania do religii, do bycia osobą uduchowioną. Dlatego jej twórczość, choć mocno podszyta folkowym wyspiarskim klimatem, tworzy wrażenie niemal sakralnej. Prawdą jest, iż podczas tych blisko 55 minut (to czas dla wersji limitowanej - 14-utworowej) najnowszego dzieła, można zapomnieć o wszystkim, co w świecie złe. Nawet jeśli z pozoru płyta faktycznie gra jakby nieco jednolicie. No właśnie, tylko z pozoru, bo gdy przysłuchamy się jej uważniej, to nie da się nie dostrzec kilku prześlicznych fragmentów. Jak choćby poruszających pieśni "I Could Never Say Goodbye" czy "So I Could Find My Way". Ta druga została zadedykowana zmarłej Mamie Nicky'ego Ryana - przyjaciela i muzycznego współpracownika naszej bohaterki ("...dałaś mi tysiące snów, pozwól zatem, że i ja podaruję Ci choć jeden...").
Najbardziej przebojową piosenką jest singlowa i bez wątpienia uroczo-melodyjna (tu dobry traf ze strony wytwórni, trzeba to uczciwie oddać) "Echoes In Rain". Jak jej motto niesie - bo wszystko przemija, po czym nastaje nowy dzień. Przebój pełną gębą, niemal tak nośny, jak słynny "Orinoco Flow". Ze wszystkimi potrzebnymi składnikami - nagromadzeniem wielogłosów, fortepianu i radiowej melodyki. W piosence wyczuwa się nutkę tęsknoty za rodzinnym domem, a podniosłe "alleluja" objawia radość na myśl ze spotkania z bliskimi. Oj, pora kończyć, zaczynam używać tonu i słów, niczym mój wspaniały, nieodżałowany Wujek, którego w swoim czasie uratowała przesympatyczna Ciotka, w ostatniej chwili wyciągając z zakonu.
Wiele mamy na "Dark Sky Island" ładnych piosenek. Choćby i właśnie senno-leniwa tytułowa pieśń, albo wręcz kościelna "Sancta Maria" - której tekst składa się jedynie z powtarzalności słów "Sancta Maria".
Na wyróżnienie także zasługuje nieco rytualna "The Loxian Gates" - zaśpiewana w fikcyjnym języku Loxian - stworzonym niegdyś przez Romę Ryan - etatową współpracowniczkę Enyi.
Polecam jednak całość, gdyż ta stoi na równym wysokim poziomie. Poza tym, kto wie, kiedy doczekamy się kolejnej porcji nowych piosenek ze strony tej delikatnej osóbki. Pamiętajmy, iż nie licząc typowo świątecznej płyty "And Winter Came...." z 2008 r., to poprzedni premierowy materiał powstał na "Amarantine" - w odległym 2005 roku.
"Dark Sky Iskand" na pewno nie jest dziełem wybitnym, gdyż takich Enya raczej nie nagrywa, jednak przynajmniej tych kilka poleconych powyżej piosenek z pewnością ociera się o bramy raju.





Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"












BEACH HOUSE - "Depression Cherry" - (2015) - / "Thank Your Lucky Stars" - (2015) -





BEACH HOUSE
"Depression Cherry"
(BELLA UNION)
****1/2





BEACH HOUSE
"Thank Your Lucky Stars"
(BELLA UNION)
****



Dość późno odkryłem Beach House. Stało się to dopiero za sprawą ich trzeciego albumu "Teen Dream" (2010) - do tej pory zresztą nadal niedoścignionego. Nie o pośpiech tu jednak idzie, wszak twórczość tego duetu uprasza się o odbiorcę wrażliwego, umiejącego uważnie słuchać.
Jeśli ktokolwiek tęskni za dawnym czarem wytwórni 4 AD, w której to w złotym okresie cumowały łodzie Cocteau Twins, Dead Can Dance, This Mortal Coil czy Clan Of Xymox, uśmiechnie się na rozmarzone, melancholijne, a czasem wręcz oniryczne nuty śpiewającej instrumentalistki klawiszowej Victorii Legrand (siostrzenicy słynnego Michela Legranda) oraz oprawcy muzycznego całej pozostałej reszty (gitara, jak i także różnego rodzaju instrumenty klawiszowe) - Alexa Scally'ego. Oto dowód, jak w skromnym gronie można nagrać wielką muzykę. Nie wymagającą nadmiernej ilości instrumentów czy niepotrzebnych dźwięków. Do głosu dochodzi stara głoszona prawda, że siła tkwi w prostocie. Ta znajduje tutaj swoje uzasadnienie. Minimalizm, który przekształca się w potęgę. Bronią się zatem urocze melodie, niepowtarzalna atmosfera, subtelność i delikatność w jednym, plus trudna do zdefiniowania lekkość. Przy czym wielką zasługą jest bez wątpienia wciągający, wręcz hipnotyzujący śpiew Victorii.
Nie jest to muzyka do szybkiego zachłyśnięcia. W świat "Domku na Plaży" trzeba umieć wejść i chcieć w nim pobuszować. Ich albumy nie muszą przecież zachwycać od razu - osobiście jestem tego dobrym przykładem; płytę "Bloom" pokochałem chyba dopiero po dwudziestej wizycie. Z najnowszymi aż dwoma dziełami zdaje się będzie podobnie. Tak naprawdę, o smaku tej muzyki będzie można pogadać, gdy ta niczym wino przesiąknie beczkowym drewnem i nabierze smakowitego fermentu za sprawą lat.
Jako pierwsza światło dzienne ujrzała "Depression Cherry", by już po zaledwie dwóch miesiącach dobiła do niej kolejna pełnoprawna długogrająca "Thank Your Lucky Stars". I nie wiadomo, która lepsza. Choć może jednak kapkę wyżej sięga ta pierwsza.
Obie z początku nie zrobiły na mnie większego wrażenia, lecz z czasem..... Dużo tu ładnych piosenek i na swój sposób nawet niepowtarzalnych, jak: "Space Song", "Beyond Love", "Days Of Candy" czy "PPP" - te z albumu "Depression Cherry", bądź: "She's So Lovely", "All Your Yeahs", "Rough Song" czy "Somewhere Tonight" (ta ostatnia, to klejnot najwyższej próby!) - z już najświeższej "Thank Your Lucky Stars". By wymienić tylko kilka tych szczególnie udanych - w mojej opinii, gdyż każdy z nas ma prawo słyszeć inaczej.
Pielęgnujmy zatem wytwórnię Bella Union, która ma lekką rękę do wyławiania skarbów. A już jest ich nieco (m.in: Lanterns On The Lake, Jonathan Wilson, bądź Midlake). Beach House wydają się być w latach ostatnich jej znakiem rozpoznawczym, a i swego rodzaju chlubą.






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"







"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 27 grudnia 2015 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM






"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 27 grudnia 2015 r.

RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Tomek Ziółkowski
prowadzenie: Andrzej Masłowski






THUNDER - "Wonder Days" - (2015) -
- When The Music Played

EUROPE - "War Of Kings" - (2015) -
- Angels (With Broken Hearts)
- Days Of Rock'N'Roll

SCORPIONS - "Return To Forever" - (2015) -
- Catch Your Luck And Play

TOTO - "XIV" - (2015) -
- Holy War
- Unknown Soldier (For Jeffrey)

BLACKMORE'S NIGHT - "All Our Yesterdays" - (2015) -
- Darker Shade Of Black

GAMMA RAY - "Heading For Tomorrow" - (1990 / reedycja 2015) -
- Heaven Can Wait

AXEL RUDI PELL - "Game Of Sins" - (premiera 15 stycznia 2016) -
- Lenta Fortuna (intro)
- Fire
- Lost In Love

SEVEN - "7" - (2014) -
- Inside Love
- Diana
- Still
- Never Too Late
- Don't Break My Heart

REVOLUTION SAINTS - "Revolution Saints" - (2015) -
- You're Not Alone - {feat. ARNEL PINEDA}
- To Mend A Broken Heart
- In The Name Of The Father (Fernando's Song)

JIMMY DAVIS & JUNCTION - "Kick The Wall" - (1987) -
- Labor Of Love

WIEKO - "Błękitny Dym" - (2015) -
- Pierwsza Miłość Jest Jak Przestraszony Ptak
- Jeden Dziwny Rok

SLADE - "Slade In Flame" - (1974 / reedycja 2015) -
- How Does It Feel ?
- Summer Song (Wishing You Were Here)

THE BEATLES - "Help!" - (1965) -
- You're GoingTo Lose That Girl

TEN - "Albion" - (2014) -
- Gioco D'Amore

UFO - "Lights Out" - (1977) -
- Try Me
- Alone Again Or
- Love To Love

QUIET RIOT - "Metal Health" - (1983) -
- Thunderbird

ERIC CLAPTON - "Slowhand At 70 - Live At The Royal Albert Hall" - (2015) -
- I Shot The Sheriff

BLACK STAR RIDERS - "The Killer Instinct" - (2015) -
- Soldierstown










Andrzej Masłowski
  
 

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"








sobota, 26 grudnia 2015

26 grudnia 2015 r. z wizytą w Radio "Merkury"

Sobota, 26 grudnia.... krótka wizyta tuż po 11 rano w Merkurym u Mariusza Kwaśniewskiego. Troszkę pogadaliśmy i wspólnie zagraliśmy trzy świąteczne kawałki Marillion. Ze specjalnej ub.rocznej płyty, którą można nabyć tylko za sprawą marillion.com. Niestety w normalnych sklepach o niej ni widu, ni słychu.


Oto co nastąpiło:


MARILLION - "A Collection Of Recycled Gifts - Happy Christmas From Marillion" - (2014) -
- Gabriel's Message - {oryginalnie na albumie "Marillion Christmas" - 1999}
- Stop The Cavalry - {oryginalnie na albumie "Say Cheese" - 2003}
- The Carol Of The Bells - {oryginalnie na albumie "Proggin' Around The Christmas Tree" - 2013}





Andrzej Masłowski
 
 
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",

w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"




Dzisiejszy zachód słońca
Nadchodzi zmrok....

środa, 23 grudnia 2015

święta za progiem....

Jeszcze się na dobre nie zakończył stary rok, a tu dzisiaj dostałem już pierwszą nowość na 2016 !!! (dzięki Panie Darku !). Najnowsze dzieło Axel Rudi Pella. Jeszcze gorące, zapieczętowane, ach.... Posłuchamy sobie w niedzielę. Czuję podskórnie, że to będzie mocna rzecz. Przygotuję do tego jeszcze coś smakowitego, także....
Wcześniej jednak, bowiem w najbliższą świąteczną sobotę, zapraszam do "Radio Yesterday" - w Radio Merkurym. W okolicach godziny circa 11-tej, choć jeszcze dokładnie nie sprecyzuję, może tyciu wcześniej, albo troszkę później, pojawię się w programie Mariusza Kwaśniewskiego na żywo. Ze świątecznymi Marillion. Kto się nie załapał na ostatnie Nawiedzone Studio, teraz niech nie przegapi. Polecamy się serdecznie Państwa uwadze.

Jako, że dzisiaj przeddzień Wigilii, pragnę Państwu życzyć Pięknych Świąt! - w zdrowiu, uśmiechu i miłości. Bratajcie się, kochajcie, a zarazem objadajcie i opijajcie, niczego sobie nie żałując. Wszak po to dostaliśmy wszystkie dobra tego świata.








Andrzej Masłowski
 
 
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",

w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"





poniedziałek, 21 grudnia 2015

kartki

Pochwalę się. W dobie totalnej cyfryzacji jednak niektórzy ludzie używają jeszcze długopisów, kupują na Poczcie znaczki i kartki, piszą ładne życzenia, po czym adresują je na adres Nawiedzonego Studia. Bardzo za nie dziękuję. Wszystkie pozostawię na pamiątkę.


Od Słuchaczki Violi



Tak mi ładnie Pani Viola napisała,
.... a jeszcze ładniej na kopercie :-)



To od Słuchacza Pana Przemka, który każdego roku pamięta....
....na Święta i Nowy Rok.   
Kartka z walijskiego Cardiff. Tam, skąd Budgie.... Ale mają stadion. Millennium Stadium.
Walijskie pozdrowienia od Przemka - drugiego Przemka - mojego dobrego znajomego. O tej kartce wspomniałem niedawno podczas Nawiedzonego.





Andrzej Masłowski
 
 
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",

w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"







piórko na wietrze

Jak to określił "Wyspiarski" Andrzej, wczorajsza audycja była z przygodami. To dobrze, przynajmniej się czymś zaznaczyła. Będziemy być może o niej pamiętać.
Na szczęście informacja o śmierci Karela Gotta okazała się zwyczajną plotką, którą ktoś rozpuścił, a mój znajomy naiwnie podchwycił, próbując zarazem Nawiedzonemu odsprzedać. Z początku zasmuciłem się ogromnie, bo mam sentyment do tego piosenkarza. Karel Gott podobno mocno choruje, lecz nie uśmiercajmy go za życia. Życzmy mu raczej dużo zdrowia i weny twórczej. Ten informacyjny kapiszon namawia mnie przy okazji, by o artyście wkrótce coś napisać. Lecz może jeszcze nie teraz. Muszę posłuchać trochę już zapomnianych piosenek.
I to była ta pierwsza przygoda, zwieńczona happy endem. Drugą zaś było zacięcie odtwarzacza kompaktowego w okolicach nocnej wpół do drugiej. Ten zbuntował się po pierwszym nagraniu prezentowanych Beach House, i ni w ząb nie chciał brnąć dalej. Nic nie pomagało. Przez chwilę miałem w oczach widmo przedwcześnie zakończonego z Państwem spotkania, lecz kompakcior dostał kopniaka w chwili, gdy przez moment przymusowo z komputera (ble!!! afe!!!) musięliśmy zaserwować na kilkadziesiąt sekund The Cure. Na szczęście i tutaj dobre duszki sprzyjały. Oby już za tydzień wszystko było w całości jak należy. Takie historie pokazują, że radio jest żywym instrumentem, bywa w nim, iż grajek niewłaściwie pociągnie po strunie, no i.... Na koncertach przeważnie publiczność z sympatią akceptuje tego typu wtopy. Żywię nadzieję, że te wczorajsze były równie atrakcyjne.
Obraziło się na mnie "kilka" osób za nieco szczerych słów pod adresem instytucji kościelnej. Ostentacyjne wypisali się z Blogu Nawiedzonego, dając wyraz swej nietolerancji. Przykro mi bardzo, ponieważ byli ze mną spory kawał czasu. Szkoda, że tak łatwo można wszystko przekreślić. Że tak w niewyszukanym stylu się obrażamy, dbając przy tym tylko o własne uczucia, nie myśląc choć przez chwilę o innych. Dlaczego tylko ja muszę zawsze wszystkich wysłuchiwać, rozumieć i nigdy się nie obrazać. Mnie nie wolno, innym tak. Pomyślmy nad tym. Tacy ludzie wywierają nacisk na wolność słowa, myśli, przekonań. To się nazywa nietolerancja. A ja myślałem, że w tej naszej garstce Nawiedzonych, są tylko i wyłącznie ludzie kumaci. No i chyba są - wszyscy, którzy po tamtym wpisie (po dokonanej jednak autocenzurze) ze mną pozostali. Bardzo Wam za to dziękuję. Tym, którzy mnie opuścili dziękuję także, za czas poświęcony dotąd, lecz o powrót nie proszę. Nic na siłę.
Kiedy powiedziałem wczoraj o tym zdarzeniu na antenie, otrzymałem sms/y i maile z wyrazami zdegustowania. Państwu też się to nie spodobało. Co ja na to poradzę; Bozinka mnie tak skonstruowała, że nie chodzę do kościoła, nie wierzę w jakiegokolwiek Stwórcę, choć wierzę w ludzi, w ich dobro, w miłość... Jestem zwyczajnym śmiertelnikiem, z mnóstwem wad, ale też i z kilkoma zaletami. Jedną z nich jest tolerancja do wszelakich odmienności. I jeśli kogoś darzę dobrym uczuciem, to nie jest tym jakieś tam piórko na wietrze.






Andrzej Masłowski
 
 
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"







"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 20 grudnia 2015 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM




"NAWIEDZONE STUDIO"
niedziela 20 grudnia 2015 r.

RADIO "AFERA", 98,6 FM (Poznań)
www.afera.com.pl 


realizacja: Szymon Dopierała
prowadzenie: Andrzej Masłowski







MAGNUM - "On Christmas Day" - (2014) -
- On Christmas Day

AVATARIUM - "The Girl With The Raven Mask" - (2015) -
- Pearls And Coffins

LANA LANE - "El Dorado Hotel" - (2012) -
- Maybe We'll Meet Again

FIND ME - "Dark Angel" - (2015) -
- I'm Free - {Kenny Loggins cover}

FIND ME - "Wings Of Love" - (2013) -
- One Soul

MAIDEN UNITED - "Across The Seventh Sea" - (2012) -
- Infinite Dreams

GAMMA RAY - "Heading For Tomorrow" - (1990 / reedycja 2015) -
- The Silence
- Look At Yourself - {Uriah Heep cover}
- Lonesome Stranger - {B'Side from "Heaven Can Wait" EP}

KHYMERA - "The Grand Design" - (2015) -
- Streetlights
- Who's Foolin' Who?

BLACKMORE'S NIGHT - "Winter Carols" - (2013) -
- Wish You Were Here

ENYA - "And Winter Came...." - (2008) -
- White Is In The Winter Night

MOSTLY AUTUMN - "Spirits Of Christmaws Past" - (2005) -
- Spirits Of Christmas Past

SLADE - "Rogues Gallery" - (1985) -
- All Join Hands

COLDPLAY - "A Head Full Of Dreams" - (2015) -
- Amazing Day

JIMMY DAVIS & JUNCTION - "Kick The Wall" - (1987) -
- Catch My Heart
- Kick The Wall
- Don't Hold Back The Night

JACKSON BROWNE - "Lives In The Balance" - (1986) -
- In The Shape Of A Heart
- Lives In The Balance

VAN STEPHENSON - "Righteous Anger" - (1984) -
- I Know Who You Are (And I Saw What You Did)

NORAH JONES - "Come Away With Me" - (2002) -
- Painter Song

V/A - "Something Swingin' " - (2003) -
DORIS DAY - Move Over Darling - {piosenka z 1963 r.}

COCTEAU TWINS - "Treasure" - (1984) -
- Amelia

BEACH HOUSE - "Thank Your Lucky Stars" - (2015) -
- She's So Lovely
- All Your Yeahs
- Somewhere Tonight

MARILLION - "A Collection Of Recycled Gifts - Happy Christmas From Marillion" - (2014) -
- Gabriel's Message
- Stop The Cavalry
- The Carol Of The Bells

LOREENA McKENNITT - "A Midwinter Night's Dream" - (2008) -
- God Rest Ye Merry, Gentlemen (Abdelli version)





Andrzej Masłowski
  
 

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"






piątek, 18 grudnia 2015

rozmarzenie...

Myślę trochę o świętach. I jak co roku mam nadzieję, że sobie poleniuchuję, posłucham muzyki, zresetuję wszystkie napięcia dnia codziennego....., a jak zwykle stanie na kilku podwieczorkach i kolacjach rodzinnych, po czym przyjdzie 27 grudnia, i wszystko powróci do normy. Podobnie będzie za rok, za dwa..... Właśnie o tym rozmawialiśmy sobie dzisiaj z pewną znajomą w tramwaju. Tak swoją drogą, ciekawe ile jeszcze człowiekowi takich świąt pozostało?
Jako dziecko uwielbiałem "ten czas", bo w telewizji pojawiały się lepsze filmy, na stole niecodzienne jedzenie, a i gwiazdor.... - wiadomo, dla dziecka najważniejszy. Dzisiaj mam wszystko, niczego nie potrzebuję. No, może nieco dobrych uczuć - tego nigdy nie za wiele.
Pogoda nie przypomina grudnia. Wysokie temperatury - i to stawiam za duży plus, jednak klimatu świąt zdecydowanie nie czuć.
Zacząłem przesłuchiwanie kolęd i pastorałek w wydaniu Enyi, Maire Brennan czy Blackmore's Night.
W najbliższą niedzielę czeka nas przedostatnie w tym roku spotkanie. Coś ładnego przygotuję, lecz nie ma mowy o żadnym nudziarstwie. Kolędowania proszę wypatrywać na TVP Kultura, u mnie raczej pisków i wrzasków.
Wczoraj kupiłem CD Norah Jones "Come Away With Me". Nie wiedziałem, że to już tyle lat od tego debiutu. Pamiętam jak było o nim głośno. Wówczas się wściekałem, że robi się z tej dziewczyny gwiazdę. Taką muzykę i takie śpiewanie uważałem za przejaw nudy, dostarczany bezgustownym snobom. Było w tym zresztą nieco prawdy, choć nigdy nie należy wszystkich wrzucać do jednego wora - to krzywdzące.
Do posłuchania Norah Jones natchnął mnie Keith Richards. Rolling Stones'owiec poprosił tę dojrzałą już dziewczynę, by ta zaśpiewała w jednym kawałku na jego ostatnim solowym dziele - i wyszło fantastycznie. Tak polubiłem rozleniwiony śpiew Nory, że musiałem posłuchać jakiejkolwiek całej płyty. Najnowszej nie chciałem, bo tam Norah wdała się w przeróżne duety-kolaboracje, a mnie już trochę tego typu gigantomanie męczą, więc postawiłem na "jedynkę". Skromnie oprawioną, jazzująco-country'ującą. Z naciskiem na jazz. Z wszechobecnymi pianinem, basem, wyciszoną gitarą (nawet jeśli ta czasem bywa elektryczna), gdzieniegdzie z podszytymi smyczkami, bądź mocno "francuskim" akordeonem - jak w nagraniu "Painter Song". To płyta do miłego zasypiania, do lenistwa przy popołudniowej sjeście, poczytania nienapiętej książki, do wtulenia się w kogoś bliskiego. Do rozmarzenia....






Andrzej Masłowski
  
 

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"







czwartek, 17 grudnia 2015

VOODOO HILL - "Waterfall" - (2015) -




VOODOO HILL
"Waterfall"
(FRONTIERS RECORDS)

**1/2




Nigdy nie zaliczałem się do zagorzałych fanów Glenna Hughesa. Niespecjalnie przepadam za tą jego histeryczną manierą wokalną. Zawsze wyczuwam w nim pewne nadęcie i chęć udowodnienia wszystkim swej wielkości. Na dłuższy dystans wydaje się to bardzo męczące. W ostatnich latach szczególnie dawało się to we znaki w grupie Black Country Communion. Gdyby tam więcej pośpiewał Joe Bonamassa, byłoby zapewne dużo ciekawiej.
Skoro już tak narzekam dodam jeszcze, ze wręcz niczym diabeł święconej wody nie cierpię tych jego wszystkich solowych albumów, na których przeważnie muzyk łączy hard rocka z ukochanym przez siebie soulem. Znam entuzjastów tej twarzy Hughesa, dla mnie to jednak coś nie do zniesienia. I aby nie było, że jest tylko aż tak źle dodam, iż bardzo doceniam go za kilka rzeczy, które stworzył za czasów swego funkcjonowania w Deep Purple. Ze szczególnym naciskiem na genialny utwór "You Keep On Moving" - gdzie maestro faktycznie przeszedł samego siebie. Widać czuwała nad nim dobra muza. Poza tym, a może przede wszystkim, jego osobowość doskonale sprawdziła się na płycie "Seventh Star" - solowym dziele Tony'ego Iommiego, który to pod pejczem wytwórni przymusowo ochrzczono jako Black Sabbath. No i koniecznie dorzućmy jeszcze projekt Toma Galleya - Phenomena. Doskonały debiut, a i kilka utworów zaśpiewanych jeszcze na następnym "Dream Runner" - równie fantastycznym, choć być może nieco bardziej komercyjnym. Jeśli komukolwiek to przeszkadza - mnie nie!
Hughes uwielbia być wszechobecny i co pewien czas stawia przed sobą nowe wyzwania. Stale otwiera nowe drzwi, po czym ich nie domykając staje już w obliczu kolejnych obowiązków. Tak też sprawy się mają z omawianą właśnie grupą Voodoo Hill, która to nieco ponad dekadę temu zrealizowała dwa albumy, by teraz wskrzesić się ponownie. Pewnie z uwagi na nieco wolnego czasu ze strony Hughesa.
Zespołowi przewodniczy utalentowany Dario Mollo - w jednej osobie sprawny włoski gitarzysta, producent i kompozytor. Choć przy okazji muszę wtrącić, iż nieporównywalnie bardziej wolę jego inną grupę The Cage - ze śpiewającym Tonym Martinem (ex-wokalistą Black Sabbath, tym od m.in. genialnej płyty "Headless Cross").
Niestety w Voodoo Hill wręcz niepodzielnie rządzi Glenn Hughes. Wszystkie utwory zostały napisane tak, by ten mógł sobie "pośpiewać". Trudno na tej płycie dostrzec cokolwiek innego - wszak Hughes zakrzyczy każdy instrument.
Nie liczą się tu w zasadzie jakiekolwiek innego ekspresje czy impresje, oprócz tych wydobywających się z "boskiego" gardła niezniszczalnego Glenna. Gitarowe popisy Dario Mollo zostały zredukowane do minimum, co nie oznacza ich całkowitego zaćmienia. Można docenić jego klasę niemal w każdej kompozycji, choć osobiście żałuję, że proporcje obu panów nie są odwrócone.
Repertuarowo więcej tu cieni, niż blasków, no ale (o czym powyżej) inaczej być nie mogło. Po bardzo fajnym inicjującym całość nagraniu "All That Remains", na pozostałych trudniej już z przyjemnością zawiesić ucho. To chyba jedyne cztery minuty wyrwane z tego albumu, gdzie Hughes śpiewa bez napinania się na własne mocno podrasowane ego.
Brakuje na "Waterfall" kompozycji na dłużej zatrzymujących się w pamięci. Można wyróżnić fragmenty, jednak trudno o zachwyty nad ich pełnym kształtem. No, może z jeszcze jednym wyjątkiem, w postaci dramatycznej i mocnej ballady tytułowej "Waterfall". Tutaj nareszcie Hughes pozwolił pograć Mollo - cóż za piękne gitarowe purpurowo-sabbathowskie solo. Okazuje się, że nasz śpiewający bohater potrafił tu także fajnie i zwyczajnie zaśpiewać.
Spodobała mi się jeszcze ciekawa "orientalizująca" gra Dario Mollo w finalizującym całość "Last Door" oraz mistyczny nastrój w "Underneath And Down Below". Ale to już naprawdę wszystko.
Resztę pozostawiam dla najbardziej zatwardziałych sympatyków "barwnego" Hughesa.






Andrzej Masłowski
  
 

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"