niedziela, 19 lipca 2015

CAMEL, 19.07.2015 - Poznań, Hala MTP 2, godz. 20.00

Cóż za koncert! Spełnione oczekiwania, spełnione marzenia.... A wszystko to w jednym miejscu, w sporej i szczelnie wypełnionej hali nr 2 na Międzynarodowych Targach Poznańskich.
Aby się dostać do środka trzeba było swoje odstać w ogonku. Zaczepił nas pewien jegomość i zapytał: "za czym ta kolejka, co tu dają?". Ktoś odrzekł: "za koncertem". Było widać zaskoczenie na twarzy człowieka. Na naszych zaś radość - wywołana emocjami przed czymś niezwykłym.
Niewiele po dwudziestej wyszli na scenę. Andy Latimer, Colin Bass, Jason Hart, Denis Clement i Ton Scherpenzeel. Tego ostatniego nie widziałem do momentu zakończenia podstawowej części koncertu. Stał po mojej prawej, zupełnie zasłonięty scenicznym parawanem, a przepychać się ku lewej już nie było szans. Szkoda, bo bardzo chciałem go sobie poobserwować. Szalenie lubię Scherpenzeela. Niedawno wrócił do Camel za sprawą śmierci Guya LeBlanca. Właśnie pisząc ten tekst włączyłem sobie video "Pressure Points" z trasy po płycie "Stationary Traveller". Tam Scherpenzeel właśnie zagrał. Zarówno na tym koncercie, jak i na wcześniejszej studyjnej płycie. Ale nie dla niego stawiło się w MPT 2 tylu ludzi. Zapewne również nie dla bardzo u nas lubianego basisty Colina Bassa, jak i dla drugiego klawiszowca, bądź sympatycznego perkusisty. A dla Andy'ego Latimera. Człowieka, który należy do najbardziej
wrażliwych twórców w świecie rocka. Bowiem nikt tak na gitarze nie gra jak on, nikt tak nie brzmi i mało kto tak się w muzykę wczuwa. Nawet jeśli zdamy sobie sprawę, że w samej wokalistyce Andy Latimer wcale nie bije na głowę raz po raz śpiewającego Colina Bassa.
Zaczęli od "Never Let Go". Jak pięknie wszystko zabrzmiało, aż serce podskoczyło do gardła. A tylu ludzi narzeka, że w tej hali beznadziejnie nagłaśnia się koncerty. Być może tych byle artystów tak, ale Camel potraktowano po królewsku. Ależ ślicznie chodziły oba klawisze, wytrawne muskularne bębny, basik Colina, no i TA gitara !!!
Po chorobie Latimera nie ma już śladu. Muzyk świetnie wygląda, głosowo także bez najmniejszego zarzutu, no i jak gra !!!
Ktoś po zaraz zakończonym koncercie wyraził rozczarowanie, że nie zagrali "Stationary Traveller". No cóż..., nie zagrali jeszcze wielu innych klejnotów, jak choćby: "Hymn To Her", "Pressure Points" czy "Heroes". Nie da się w ciągu dwóch godzin zaprezentować na scenie nawet w skrócie tak bogatego dorobku. Zamiast narzekać lepiej pomyślmy co się jeszcze chwilę wcześniej wydarzyło. Przecież w naszym mieście ta cudowna grupa zagrała takie "petardy" jak: "Airborn", "Spirit Of The Water" - z wokalem Bassa, "Ice" (obłędna wersja !!!!), "Drafted" - ponownie zaśpiewany tylko przez Bassa, czy "Mother Road" - zgrabnie zresztą połączone z dalszą częścią dzieła "Dust And Dreams", tj. utworami: "Hopeless Anger" i "Whispers In The Rain". Z kolei na bis, popłynęło "Lady Fantasy" i wzruszający moment, kiedy to Andy Latimer dedykuje ostatni utwór wieczoru "Long Goodbyes" (wspólnie zaśpiewany przez Latimera i Bassa) zmarłemu niedawno Chrisowi Rainbow - wokaliście, który przecież śpiewał go w oryginale na LP "Stationary Traveller" w 1984 roku. To  było też dla Guya LeBlanca - niedawno zmarłego instrumentalisty klawiszowego grupy. Bo tak los chciał, że w tak krótkim czasie zabrał ich obu.
To był mój drugi raz. Miałem już okazję w kwietniu 1997 roku widzieć grupę na żywo w krakowskiej Hali Wisły. Ktoś zapyta zaraz, który koncert lepszy? Nie ma na to odpowiedzi. Z tamtego występu teraz po latach w pamięci ostały się jedynie pojedyncze kadry, ale wówczas była to dla mnie największa "przeżywka". Tak jak ta dzisiejsza.



P.S. Specjalne podziękowania dla organizatora Piotra Kosińskiego, a także dla Piotra Grauscha.

P.S. 2. Bilet w prezencie od kolegi/przyjaciela Petera, bo akredytowani (jak ja) papierowych pamiątek nie dostają.






prywatne, obcym wstęp wzbroniony


Andrzej Masłowski


Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce 

najpiękniejsze"