wtorek, 9 grudnia 2014

X-DRIVE "Get Your Rock On" / DALTON "Pit Stop" / "CRAZY LIXX "Crazy Lixx" - (2014) -



X-DRIVE - "Get Your Rock On" - (FRONTIERS RECORDS) -
****
















DALTON - "Pit Stop" - (FRONTIERS RECORDS) -
***1/2

















CRAZY LIXX - "Crazy Lixx" - (FRONTIERS RECORDS) -
****1/2

















Lubicie Państwo Guns N'Roses, Tesla, Motley Crue, Keel, Poison, Warrant, Quiet Riot, i tym podobne grupy? A być może myślicie sobie, że już dzisiaj nikt tak nie gra? Proszę nie tracić wiary, tylko dobrze się rozejrzeć, a ujrzycie słowa "rock'n'roll will never die!".
Niemal równocześnie trafiły do sprzedaży trzy płyty z prężnie działającej włoskiej wytwórni Frontiers Records, i wszystkie adresowane do tego samego rock'n'rollowego odbiorcy.

Na początek amerykańska grupa X-Drive. Ten świeżo co powstały kwartet założył niemal kompletnie dotąd nieznany gitarzysta Jeremy Brunner, który pozyskał do współpracy perkusistę Freda Fischera, ponadto uznanego wokalistę Keitha St.Johna (znanego choćby z Burning Rain) oraz sprawnego basistę (w sumie tutaj o statusie gościa) Jamesa Lomenzo, który w przeszłości miał przyjemność wspomagać choćby Megadeth czy nawet samego Ozzy'ego Osbourne'a.
Warto nadmienić, iż producentem albumu zdążył być na krótko przed śmiercią szacowny Andy Johns, który w swojej bogatej karierze był wielokrotnie inżynierem dźwięku na płytach Led Zeppelin czy The Rolling Stones.
"Get Your Rock On" trwa bite trzy kwadranse i składa się z dwunastu bardzo soczystych podmetalizowanych r'n'rolli oraz chwytliwych ballad.
X-Drive brzmią bardzo świeżo i radośnie, niczym dopiero co upieczeni debiutanci, jedynie ich profesjonalny warsztat w pełni zdradza, iż nie mamy do czynienia z żadnymi żółtodziobami.
Całość wręcz kipi energią i chwytliwymi melodiami, o czym najlepiej niech zaświadczą takie numery, jak otwierający całość trzyminutowy i autentycznie porywający "Love's A Bitch", przebojowe "California" i "Lay Me Down", zadziorny "Rattlesnake Eyes" czy pierwszej wielkości ballady "Baby Bye Bye" oraz "Fly Beyond The Angels". To samo dotyczy także pozostałych kompozycji, na tej bardzo udanej i nad wyraz równej płycie.
Sporym atutem są niezwykłej urody smakowite gitarowe zagrywki Jeremy'ego Brunnera, którego nazwisko warto od tej pory mocno trzymać przy sobie.

Z dalekiej Ameryki przenieśmy się do naszych północnych sąsiadów, bowiem dwie następne płyty nagrały zespoły pochodzące ze Szwecji. I nie są to także żadni nowicjusze.

Dalton, to grupa, która właśnie się reaktywowała po blisko ćwierć wieku, wydając trzeci album w swej szczupłej dyskografii. Jej założycielem jest perkusista Mats "Dalton" Dahlberg, były muzyk Treat.
Ta mocno już dziś zapomniana formacja zdobyła niegdyś krótkotrwałą popularność dzięki nagraniu "You're Not My Lover (But You Were Last Night)", której kompozytorami byli Desmond Child, Richie Sambora oraz Jon Bon Jovi. Był on ozdobą ich debiutanckiego longplaya "The Race Is On" - wydanego w 1987 roku przez koncern EMI. Były to dobre czasy dla takiego grania, w których wielkie wytwórnie chętnie wykładały sporo pieniędzy na promocję takiej muzyki. Następny album Dalton także wydali dla EMI, a że ten nie odniósł już żadnego sukcesu, to firma szybko zerwała kontrakt (a raczej go nie przedłużyła), w konsekwencji czego muzycy sami ze sobą także się rozstali.
Najnowszy "Pit Stop", prezentuje nieco melodyjniesze i delikatniejsze oblicze rock'n'rollowego "metalizowania", i co tu dużo mówić, powinno ono przypaść do gustu entuzjastom takiego "refrenowego" grania w stylu Bon Jovi, wczesnego Bonfire lub obecnego wcielenia Niemców z Edguy czy Avantasii. Tym bardziej, że wokalista Bo Lindmark, porusza się bardzo zbliżoną manierą i stylem śpiewania do młodszego kolegi po fachu - Tobiasa Sammeta.
"Pit Stop", to także album kipiący porywającymi melodiami i proszący się o wyniesienie na stadionowe estrady. Proszę posłuchać takich "Ready Or Not", "Hey You" czy "Don't Tell Me Lies". To dopiero trzy pierwsze kawałki na tym albumie, a już można przecierać czoło z potu. Po nich następuje ładna ballada "Follow Your Dreams" (też taka stadionowa) i płyta znowu nabiera żywego tempa. Proszę jej koniecznie posłuchać. Moje serce szczególnie mocno ugodziły "One Voice" oraz "Something For The Pain" (absolutny faworyt!), jednak polecam jako całość tę naprawdę udaną płytę.

Niech nikogo nie zwiedzie brak tytułu przy nowej płycie grupy Crazy Lixx. Z reguły tak postępują jacyś debiutanci, a "Crazy Lixx" jest już czwartym albumem tej grupy, a trzecim dla wydawcy z Frontiers Records.
Skandynawowie grają w duchu późnych lat 80-tych, z całą energią i polotem jaką serwowały wówczas grupy pokroju Baton Rouge, Steelheart, Quiet Riot, Tangier, Def Leppard, itp...  Już pierwszy numer "Hell Raising Women", zmiata wszystko z powierzchni co napotyka po drodze. Tempo jednak nie siada, bo oto następny w kolejności "Sound Of The Loud Minority", choć nieco spokojniejszy, to jednak również poraża energią i kapitalną refrenową melodią. Ktoś pomyśli, że po takich dwóch numerach, to już trzeci musi być balladą - nic podobnego!, "Outlaw" tylko rozpoczyna się nieco spokojniej, po czym w refrenie nabiera znowu odpowiedniej temperatury. I tak brnie sobie ta płyta do przodu, nie tracąc rytmu, ni melodyki.... Proszę posłuchać "Girls Of The 80's", "I Miss The Mark", "Ain't No Rest In Rock N'Roll"czy "Heroes Are Forever", przecież to fantastyczne piosenki, tyle, że podlane melodic-metalowym sosem i r'n'rollowym luzem, przez co próżno ich szukać na dzisiejszych jałowych listach przebojów. A słucha się tego świetnie - jak Boga kocham. Znając wcześniejsze płyty Crazy Lixx, nabieram przekonania, iż właśnie ta jest bez dwóch zdań ich najlepszym dziełem.
Warto wspomnieć na koniec o ciekawej parce gości, śpiewającej tutaj dodatkowe partie wokalne, tj. o Matsie Levenie (śpiewał u Yngwiego Malmsteena) oraz blondyneczce Tavi Wanning (z niedawno opisywanej przeze mnie nowej grupy Adrenaline Rush). 
Każdy prawdziwy fan solidnego hair metalu powinien obowiązkowo posiąść tę płytę na własność i słuchać jej bardzo, ale to bardzo głośno. I to na dobrym stereo!. Zresztą, nie tylko jej, powyższych dwóch także.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP