wtorek, 6 czerwca 2017

PROCOL HARUM - "Novum" - (2017) -










PROCOL HARUM
"Novum"
(EAGLE ROCK) 
***




Spójrzmy na okładkę, zupełnie jakby powstała cztery i pół dekady temu. Taka grafika tylko pobudza zmysły i rozbudza nadzieje, a ja niestety dziwnie się czuję słuchając "Novum". Płyty, która wychodzi z objęć od zawsze lubianego zespołu, a która nie jest tym, co sobie wymarzyłem. Szczególnie, że poprzednia momentami bardzo udana "The Well's On Fire", ukazała się odległych 14 lat temu. I gdy do tamtej płyty powracam, brakuje mi tym razem przynajmniej jednej wyjątkowej kompozycji. Takiej, która pozostaje w człowieku na zawsze. I wcale nie myślę o kopiowaniu "Repent Walpurgis", "Conquistador" czy "A Whiter Shade Of Pale". Zostawmy, to odległe czasy, nie wymagajmy zbyt wiele, ale żeby choć jeden tak przebojowy akcent, w rodzaju "Shadow Boxed", bądź przynajmniej jedną tak przejmującą pieśń, jak "Fellow Travellers" lub instrumentalne cudo z gatunku "Weisselklenzenacht (The Signature)". Pozwoliłem sobie właśnie na krótki wyciąg z poprzedniego "The Well's On Fire". I jak Szanowni Państwo zapewne zauważyliście, wcale nie czepiam się aktualnym personaliom. To nic, że z dawnego Procol Harum ostał się już tylko maestro Gary Brooker. Na szczęście nadal wspaniale śpiewa i dzielnie wydobywa najpiękniejsze nuty ze swego pianina, a czasem też fortepianu. I nie tylko, wszak w króciutkim "Neighbour" możemy również podziwiać jego grę na akordeonie. Ale powróćmy do składu, skoro już o to zahaczyłem. Brakuje niestety charyzmatycznego organisty Matthew Fishera. W jego miejsce wskoczył Josh Phillips, który oficjalnie zasilił grupowe szeregi co prawda w 2004 roku, choć jego nazwisko można w tej kultowej formacji dostrzec nawet circa dekadę wcześniej. Philips to przecież nie byle kto, w jego CV znajdziemy dumne epizody z Big Country czy Faith No More. Aby nie przedłużać... perkusistą został Geoff Dunn - dotąd współpracujący m.in. z Ziemską Orkiestrą Manfreda Manna, Joe Cockerem czy Van Morrisonem, na basie pulsuje niejaki Matt Pegg, a to nie kto inny, jak syn słynniejszego Dave'a - też basisty - znanego muzyka Jethro Tull. Z kolei, najbardziej Procol Harum'owskim nazwiskiem, obok liderującego
Brookera, wydaje się Geoff Whitehorn - gitarzysta znany nam już z poprzedniego "The Well's On Fire", a warto jeszcze dopisać mu udział na kapitalnym albumie "Amused To Death" - Rogera Watersa. Nie można jednak przy tej okazji nie dostrzec najbardziej znaczącego ubytku, otóż po raz pierwszy zabrakło odwiecznego zespołowego tekściarza - Keitha Reida. Co prawda schedę po nim przejął nie byle kto, bo równie legendarny Pete Brown (ten od Battered Ornaments czy Piblokto) - w przeszłości tekściarz tria Cream - ale Keith Reid dla Procol Harum, pomimo iż nie śpiewał, na niczym nie grał, jako literat na tyle istotny, co Freddie Mercury dla Queen.
Na "Novum" znajdziemy kilka klasowych ballad, jak (podszytą za sprawą gitary) nieco country-popową "Last Chance Motel", ponadto przyprawioną o partie smyczkowe i marszową perkusję "Sunday Morning", bądź być może nawet i trochę monotonną "The Only One", za to z wręcz przepięknie wykrzyczanym refrenem - przez sędziwego, ale wciąż bezbłędnie śpiewającego Gary'ego Brookera. Kto wie, być może to nawet najładniejsza melodia tego albumu. Tych ballad troszkę jest, więc jeśli ktoś na nie mocno liczył, może poczuć satysfakcję. W ich gąszczu warto jeszcze przyłożyć ucha do finałowej i chyba najskromniejszej "Somewhen" ("... niech twoje serce dryfuje przez nasze życie, niech nigdy mnie nie opuszcza....") - w zasadzie tylko na głos i fortepian. Ale wydaje mi się, że najbardziej przejmująco jawi się "Soldier" ("...wmawiają, że można zabijać, że Bóg wybaczy nam przelaną krew...") - chyba najmocniej chwytająca za serce piosenka spośród zawartych tu jedenastu.
Można jeszcze docenić akordeonową i wspomnianą powyżej "Neighbour" lub bluesową "Image Of The Beast", jednak kompletnie nie trafia w mój gust otwierająca dzieło, i podszyta bluesem "I Told On You", czy nijaka "Businessman". Również nie do końca przypadła mi melodia z najdłuższej, nieco ponad 7-minutowej "Can't Say That". Choć tu należy zespół pochwalić za fajne brzmienie organów oraz ogólny nieszablonowy polot. Nareszcie się panowie rozegrali. Widać, że potencjał jest, tylko tak nieśmiało podejmują tego próby.
To nie jest zła płyta, absolutnie proszę sobie nie myśleć, tylko cierpi na przeciętność kompozytorską. Strona wykonawcza na poziomie najwyższym - jak zwykle zresztą. Od tego wielbionego zespołu nauczyłem się wymagać sporo więcej, a wszystko wina wielu historycznych, często fantastycznych płyt, których ekipa Gary'ego Brookera ma na swym koncie nieco. Mimo wszystko cieszę się, że nadal są, że grają, że żyją, i że jesienią wystąpią na dwóch koncertach w naszym kraju. Oby tylko zaplanowane wielotysięczniki udało się zapełnić wymagającą publicznością, dla której TEN zespół, to nie tylko osławiony "Bielszy Odcień Bieli".






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"