środa, 14 czerwca 2017

CRAZY LIXX - "Ruff Justice" - (2017) - / BROTHER FIRETRIBE - "Sunbound" - (2017) -









CRAZY LIXX
"Ruff Justice"
(FRONTIERS RECORDS)
*****


BROTHER FIRETRIBE 
"Sunbound"
(SPINEFARM RECORDS)
*****




Niegdyś w glam/hair metalu rządzili niepodzielnie Amerykanie, lecz w ostatnich latach prym wiodą Skandynawowie. Szwedzcy Crazy Lixx są tego także niezbitym dowodem. Ale nie od razu było tak klarownie. Ich wcześniejsze albumy prezentowały się ledwie poprawnie, i prawdę powiedziawszy moja sympatia względem ekipy dowodzonej przez wokalistę i albumowego producenta Danny'ego Rexona, bywała dość umiarkowana. Jednak najnowsza, piąta już w dorobku płyta "Ruff Justice" jest po prostu rewelacyjna. Dlatego z dużym dystansem odnotowałem zobojętniałą recenzję w jednym z krajowych utytułowanych magazynów. Autor tamtego tekstu nie dostrzegł specjalnej wartości tego dzieła, spychając jego znaczenie do jednej z bocznych rubryczek. Pomijam już skromne trzy gwiazdki w pięciostopniowej skali. Nie wziąłem jednak pod uwagę, iż maksymalne noty od zawsze rezerwuje się tam dla Rogera Watersa, a cztero- i półgwiazdkowe z automatu otrzymują ekipy Kazika i Kultu. No cóż, gdyby mnie poproszono o zrecenzowanie albumów Red Hot Chili Peppers lub Korn, na pewno żaden nie przekroczyłby jednej osamotnionej gwiazdki. Na szczęście trzymam się zasady: nie zabieraj głosu, gdy wiatr przeciwległy.
Oczywiście musimy zdać sobie sprawę, że istniejący od około 15 lat Crazy Lixx gór nie przenoszą, a jedynie w barwnym stylu pchają wózek, do którego nuty dużo wcześniej powrzucali Kiss, Angel, Mötley Crue, Skid Row, Winger i jeszcze ze dwa tuziny podobnych gigantów. Kto wie, być może wybornego "Ruff Justice" już nigdy jego winowajcy nie powtórzą, a być może muzykom kiedyś tam odbije i zaczną grać rap? Nigdy nie wiadomo. Oby nie.
Dawno nie słyszałem w rock'n'rollowym metalu tylu porywających melodii, chwytliwych refrenów i rozpierających dech w piersiach zagrywek gitarowych. Być może na ten stan rzeczy przede wszystkim wpłynęła niedawna wymiana obu gitarzystów. Otóż, z pola ustąpili dotychczasowi Edd Liam oraz Andy Zäta, a za wiosła złapali niemal równocześnie pełni świeżej energii i nieopisywalnej pasji: Chrisse Olsson oraz Jens Lundgren. Panowie dobili do składu w roku ubiegłym i wszystko zrewolucjonizowali. Tym samym przewietrzyli pokoje z oparów dotychczasowej niemocy. Fakt, powstała płyta do bólu wtórna, ale paradoksalnie na swój sposób genialna. To, czego już od dawna nie potrafią wobec swych fanów spełnić wielcy inspiratorzy Crazy Lixxów, jak choćby wymieni Mötley Crue czy Winger, czy też inne gatunkowe tuzy, że uczepię się: Ratt, Dokken czy Quiet Riot, to Crazy Lixxom przyszło z lekkością wijącego na wietrze piórka. Chociaż, hmmmm... z tymi Quiet Riot to może jednak się trochę powstrzymam, albowiem za chwilę nowa płyta...  Przekonamy się.
Nie da się nie pokochać kawałków: "XIII", "Walk The Wire", "Shot With A Needle Of Love", "Kiss Of Judas", "Killer", "Hunters Of The Heart", jak również kapitalnej ballady "If It's Love". Czego by tutaj nie wyróżnić, proszę dać wiarę, iż całej płyty słucha się z wypiekami na policzkach. W kategorii glam/hair/hard'n'heavy, być może już niczego lepszego ten rok nie podsunie, dlatego nie wolno tego longplaya przegapić.
Nawet inny rewelacyjny album, jakim jawi się czwarty katalogowy długograj "Sunbound" - fińskich Brother Firetribe, też powinien oddać "Ruff Justice" należny pokłon. A przecież najnowsze wydawnictwo drużyny dowodzonej przez niezłego śpiewaka Pekka Ansio Heino (ex-Leverage) oraz gitarzystę Nightwish, Emppu Vuorinena, także może z dumą przyjąć na mundurową klapę order należnej chwały. Od razu uspokoję wszelakich entuzjastów melodyjnego metalu (a raczej metaliku - wszak żaden z tego łomot), otóż niech nikogo tutaj nie zmyli udział muzyka Nightwish, jego działalność w tamtym zespole nie ma tutaj nic do rzeczy. Dla Vuorinena Brother Firetribe, to przyjemny skok w bok. Niegwarantujący dużych scen, za to dający spełnienie w lubianej dziedzinie sztuki.
Nie usłyszymy żadnego symfoniczno-operowego zawodzenia, albowiem klawiszowo-gitarowi Brother Firetribe grają rytmiczne i piekielnie melodyjne hard'n'heavy. Na każdej z dotychczasowych płyt bez trudu wyławiałem cenne kruszce, choć "Sunbound" pod tym względem chyba najbardziej obrodziło. Być może na pierwszym albumie "False Metal" było jeszcze niewinnie, lecz jeśli ktoś pamięta finał drugiego "Heart Full Of Fire" - za sprawą hymnu "I Am Rock", albo na poprzednim, choć już trzyletnim "Diamond In The Firepit" cacuszko w postaci "For Better Or For Worse", bądź absolutnie klasową przeróbkę hitu Sammy'ego Hagara "Winner Takes It All", doskonale wie, co mam na myśli. Najnowsza "Sunbound" nie tylko sypnęła kolejną masą klasyków, ale też stała się przyczynkiem do koncertowej trasy, która w październiku zahaczy o Polskę.
"Taste Of A Champion", "Phantasmagoria", "Give Me Tonight", "Strangled" czy "Heart Of The Matter", to tylko kilka piosenek, od których zapewne przenigdy nie uwolni się żadna melodyjna duszyczka, a jeśli do powyższych dorzucę jeszcze absolutną perłę, w postaci "Shock", to obawiam się braku łóżek na oddziałach kardiologicznych.
"Sunbound" to bezapelacyjnie najwspanialsza płyta w dorobku tej ogólnie rzecz ujmując świetnej formacji. Do zobaczenia wczesną jesienią we Wrocławiu. Proszę, tylko nie nawalmy.






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"