wtorek, 12 lutego 2013

W najbliższą niedzielę zapraszam już od godz. 21-szej na nawiedzone wydanie "Blues Ranus"

Na najbliższą niedzielę 17 stycznia br., przypadł mi zaszczyt zastępstwa Krzyśka Ranusa w jego "Blues Ranus". Zapraszam zatem z własnej strony już od godziny 21-szej - na 98,6 FM.
Godzina "Blues-Ranusowa" odbędzie się jak najbardziej w klimacie bluesowym. Cieszę się, że raz na jakiś czas mam możliwość pogrania sobie takiej muzyki, a co najważniejsze wspólnego jej z Wami posłuchania. Mam już nawet na "promówce" jedną bluesującą tegoroczną nowość. Nie zdradzę co to, gdyż po prostu nie byłoby niespodzianki. Jedno tylko powiedzieć mogę, że na pewno posłuchamy sobie czegoś z dorobku Gary'ego Moore'a. Blisko tydzień temu upłynęły (już!) dwa lata od jego nagłej śmierci. Całkiem niedługo upłynie ponadto rocznica od śmierci naszego Kolegi Słuchacza N.S. - Tomasza -, który był także wielkim fanem Gary'ego Moore'a. Chciałbym, abyśmy słuchając tejże muzyki, pomyśleli także i o Nim.

Tak już z nieco innej pary kaloszy dodam, iż wracając nocną taksówką po ostatnim Nawiedzonym Studio do domu, wdałem się w pogawędkę z panem kierowcą, który sam bardzo chętnie rozwinął skrzydła o dawnych rockowych czasach w Polsce, przez co fajnie było wysłuchać wspomnień człowieka opowiadającego o swych przeżyciach z koncertów Kasy Chorych, Turbo, Dżemu, TSA, i wielu innych. A już najfajniej, że gość miał okazję być na Porter Bandzie w Klubie Nurt. Jeśli ktoś jeszcze takowy klub pamięta. A to właśnie tuż nad tym klubem mieściło się niegdyś Radio Fan. Oczywiście w czasach zdecydowanie późniejszych, ale takie miejsce zawsze przywołuje wspomnienia. Dla mnie choćby wspomnienia co niedzielnych giełd płytowych, pomimo iż już tych z okresu ich zmierzchu. Ale to właśnie na jednej z nich przecież kupiłem swoje pierwsze CD Magnum "The Eleventh Hour". I to nie pierwsze CD Magnum, co w ogóle pierwsze CD. Zaznaczam kupione przeze mnie, albowiem pierwszych dziesięć płyt przysłała mi moja Siostrzyczka ze Stanów, kiedy to jeszcze nie posiadałem odtwarzacza.

Poza tym, jest ostatnio wiele ciekawych spraw, o których w sumie każdy wie, tak więc nie ma czego tutaj  komentować. Ale cieszę się , że wczorajsza informacja o rezygnacji z "papieskiego urzędu" przez Benedykta XVI, kompletnie zatkała gębę szykującemu się właśnie wczoraj do specjalnego natarcia PiSu. Człowiek myśli sobie w takiej chwili, że chyba Pan Bóg naprawdę istnieje, skoro głupim głos odbiera.

Dzisiaj otrzymałem sporo nowych płyt. Wszystkie już tegoroczne. Będzie słuchania, będzie radiowego grania , ohoho... Cieszę się!
Z tego jednak co już się ukazało, prawdziwą furorę w moim odtwarzaczu robi nowy Helloween. Najlepsze jest, że już miałem przygotowaną recenzję na bloga, którą postanowiłem jednak skasować, ponieważ bylem pewien napisać dużo lepszą - co też zresztą nawet uczyniłem - , i kiedy już miałem ją opublikować, płyta jeszcze mocniej "ugodziła" me serce, a więc i ten lepszy materiał poleciał do kosza. Coś czuję, że podobnie jak z nowym Magnum, nie napiszę w sumie niczego. Nie potrafię ubierać w zgrabne słówka rzeczy, które podobają mi się szczególnie, a pisać tylko rzetelnie lecz bez polotu ...

Korzystając z okazji , pragnę podziękować Arzachelowi79, za zaangażowanie w poszukiwaniach filmu "I nic nie zdołało jej uratować". Co prawda film się wciąż nie znalazł, i pewnie się nie znajdzie, ale taki zapał doceniam szczególnie.
Niedawno TVP Kultura przypomniała poszukiwany niegdyś przeze mnie koncert Vladimira Cosmy. Posiadam już go dzięki pewnemu naszemu Czytelnikowi, niemniej miło mi się zrobiło, gdy posypały się tych kilka(naście?) dni temu sms/y w rodzaju : "p.andrzeju dziś o godz.... będzie tu i tu, poszukiwany niegdyś Vladimir Cosma...".  A jeszcze lepiej, gdy w trakcie emisji przychodziły kolejne sms/y pełne zachwytu, że ale to koncert!. Tak, tak, kapitalny !!!

W prognozach pogodowych pocieszają, że ostra zima już nie wróci.  I oby !!!  Mimo tego, załamałem się , gdy podchodząc wczoraj do porannego okna ujrzałem znowu rozsianą biel. Ale co tam, jeszcze trochę i znowu będzie pięknie. Tak jak w najlepszych nutowych zapisach.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)
     nawiedzonestudio.boo.pl





6 komentarzy:

  1. Też się zastanawiałem nad tym filmem. Coś musi być nie tak z tytułem - może tłumacz w przypływie geniuszu stworzył własny, który później nigdy już nie był używany przez polską telewizję? Jakieś szczegóły Panie Andrzeju? Miejsce akcji, czarno-biały, czy kolorowy, z którego roku mniej więcej? Może z pomocą słuchaczy go znajdziemy. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Udało mi się znaleźć coś w tym guście - też mąż wyjeżdż z domu coś załatwić, ulega wypadkowi, w wyniku którego z życiorysu wypadają mu ostatnie lata, żona go odnajduje, on jej nie rozpoznaje itd.. Film nosi tytuł "Random Harvest" (po naszemu "Zagubione dni") i został w 1942 roku wyreżyserowany przez Mervyna LeRoya. No, ale może to nie to. ;-)

    Parę scen z tego filmu może okazać się pomocne:
    http://www.youtube.com/watch?v=alMA9WVruZg

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogąc znaleźć informacji o tym filmie również pomyślałem, że polski tytuł to twórczy wkład tłumacza. Jednak okazało się, że dość dobrze poradził sobie z jego przełożeniem. Poznawszy oryginalny tytuł dotarłem do poniższych informacji oraz fragmentów filmu w zwiastunie serii ABC "The movie of the week".

    http://www.imdb.com/title/tt0069714/
    http://www.answers.com/topic/and-no-one-could-save-her
    https://www.youtube.com/watch?v=Z6-PEnFWs38

    OdpowiedzUsuń
  4. Obejrzałem ten reklamowy link z jutjuba. Nie przypomina mi on w stu procentach tego z filmu, choć wiadomo lata lecą i też robią swoje, ale jednego jestem pewien, nie był to film amerykański. Na pewno angielski !!! Niesamowite jednak, że ten tytuł i ta znikająca postać, sugerują ogromne podobieństwo. Pamiętam, że tamta postać znikała kobiecie w ulicznym tłumie, albo w opuszczonych zakamarkach ulic, no i w tej kamienicy ze ślimakowatymi schodami. Dałbym głowę, że tamta kobieta była blondynką, a jej twarz nie była aż tak amerykańska :-)
    Wielkie dzięki za ogromny wkład w poszukiwania. Mam nadzieję, że jest już ciepło, coraz cieplej, ale że to jeszcze nie to. Choć już prawie parzy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta niby także jest blondynką, ale tamta była jeszcze jakaś taka jaśniejsza. To jednak mógł mi zatrzeć czas. Tym bardziej, że jak ja mogę takie zapamiętywać szczegóły , gubiąc scenariusz :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Obraz i dźwięk są w tym zwiastunie bardzo kiepskiej jakości, a fragmenty filmów krótkie. Wśród nich znalazł się "Pojedynek na szosie" ("Duel") Steven'a Spielberg'a, którego początkowo nie rozpoznałem. W opisie filmu jest napisane, że bohaterka jedzie do Irlandii w poszukiwaniu męża. Stąd mógł być angielski klimat.

    P.S.
    Kiedyś widziałem materiał o tworzeniu trailerów, gdzie zrobiono bardzo przekonujący zwiastun znanego filmu sensacyjnego w formie romansu:) W branży filmowej są podobno ludzie specjalizujący się w czołówkach i zwiastunach filmów.

    OdpowiedzUsuń