środa, 13 lutego 2013

HELLOWEEN - "Straight Out Of Hell" - (2013) -

HELLOWEEN - "Straight Out Of Hell" - (SONY MUSIC) -  ****1/4



Mój okres fascynacji Helloween był krótki i zakończył się jakieś ćwierć wieku temu.
Po kapitalnych dwóch odsłonach "Strażników Siedmiu Kluczy", jak dla mnie później było już niestety dużo gorzej. A po odejściu wokalisty Michaela Kiske, straciłem niemal całkowicie zainteresowanie  dalszymi propozycjami grupy. Nie pasował mi w roli frontmana Andi Deris, który przewrotnie rzecz ujmując, bardzo odpowiadał mi we wczesnym Pink Cream 69. Szczególnie za sprawą znakomitej płyty "One Size Fits All".
Jeszcze później miałem okazję posłuchać Helloween w katowickim Spodku, ale z jakimś zobojętnieniem przyglądałem się ich występowi, jak i również kolejnym sukcesywnie wydawanym albumom. Do dzisiaj!. Gdy dowiedziałem się , że na najnowszym "Straight Out Of Hell", grupa w jednym z utworów odda hołd zmarłemu niedawno Jonowi Lordowi - organiście Deep Purple - , postanowiłem sprawdzić cóż się oprócz tego wydarzyło u złowieszczych buziek w powycinanych maskotkowych dyniach.
I tu nastąpiło coś niesamowitego. "Straight Out Of Hell" zaskoczył mnie bardzo, ale to bardzo in plus. Pomyśleć, że kupiłem całość tylko dla jednego utworu, i to w dodatku bonusowego - "Burning Sun". Kompozycja ta co prawda została podana tutaj w dwóch wersjach, to jest podstawowa, która znajduje się w pierwszej części albumu, a ta zadedykowana Jonowi Lordowi kończy całość dzieła, i jest przy okazji drugim dodatkiem do albumowej limitowanej wersji. Pojawiają się w niej organy Hammonda, które zostają wpędzone w prawdziwą metalową galopadę , czasem nawet ocierającą się o coś spod znaku "Painkiller" Judas Priest,  podkreślając przy okazji szlachetność tego instrumentu, ale i przede wszystkim muzyka, który w świecie rocka grał na nim jak nikt inny.
To nie jedyny zresztą tutaj hołd. W samym sercu dzieła pojawia się jeszcze dwuminutowy "Wanna Be God" - zadedykowany Freddie'emu Mercury, wokaliście Queen. Andi Deris skanduje w nim m.in: "...nie chcę być aniołem, chcę być Bogiem, i mieć klucz do piekieł i niebios...".
Nie zabrakło także ujmujących pieśni, jak choćby przepiękna ballada "Hold Me In Your Arms" ("...trzymaj mnie w swych ramionach, bo wszystkiego czego potrzebuję, to twa miłość.."). To taki utwór z gatunku łapaczy sercowych, pomimo iż powstał przecież w czasach mało romantycznych.
Jednak Helloween, to przede wszystkim solidne łojenie, galopady gitarowe Weikatha i Gerstnera, i niemiłosierne tłuczenie po garach przez samego Lóble'a. A do tego jeszcze, a może przede wszystkim, piękne melodie, od których ku memu zaskoczeniu, aż się roi.
Już pierwsze dwa utwory ("Nabataea" oraz "World Of War") wgniatają w fotel, a w tym drugim słychać nawet wyraźne akcenty z klasycznych "Strażników Siedmiu Kluczy". Andy Deris przestrzega w nim: "... matki opłakują utratę synów, a ty rozdzierasz swe serce dla bezwartościowego złota...".
Nie brak także akcentów filozoficznych, jak choćby w "Far From The Stars" ("...gdzie to wszystko co widzimy miało swój początek? ,no i gdzie i kiedy się skończy? - nie wie nikt..., bo jak czas pokazuje, od nas nie zależy nic..."). Muzycznie to także jeden z bardziej porywających utworów. Tak samo jak "Church Breaks Down"- przy okazji niosący gorzkie przesłanie, iż kościół się rozpada, bo wszystkich nas oszukuje.
Z kolei, pod absolutnie fenomenalną melodią i kolejnym szybkim tempem, kryje się rozzłoszczony "Asshole", adresowany do kogoś kto był niegdyś przyjacielem, ale bardzo zawiódł.
Gdyby do mnie należał wybór kompozycji , którą należałoby promować cały ten album, bez wahania postawiłbym na "Waiting For The Thunder" ("...czekam na grzmot, czekam na ból, czekam na deszcz, który ze sobą przyniesiesz..."). Wykrzyczany, wręcz stadionowy refren, porywająca melodia, a do tego ładne wypolerowane partie klawiszowe i symfoniczna oprawa.
Nie znalazłem tutaj ani jednego słabego punktu. Całej płyty słucha się jednym tchem. A to nie częste dziś zjawisko na scenie metalowej. Tym bardziej, że "Straight Out Of Hell" jest płytą bogatą, o różnych kolorach i odcieniach, i daleko jej do monotonnych rąbanek.
Zaskoczenie to dla mnie tym większe, gdyż płyta którą tak właśnie gloryfikuję, została nagrana przez piątkę facetów, których dawno temu na swój sposób już jakoś pogrzebałem.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)
     nawiedzonestudio.boo.pl






1 komentarz:

  1. Ja wybieram się na koncert 27 marca br., gdyż ten na którym byłem ostatnio (2010, Stodoła) był świetny...a i przed nimi gra wspaniały GammaRay!Pozdrawiam!Michał B.

    OdpowiedzUsuń