piątek, 22 lutego 2013

GEOFF TATE - "Kings & Thieves" - (2012) -

GEOFF TATE - "Kings & Thieves" - (INSIDE OUT MUSIC) - **


Coś ostatnio mam zbyt dużo "szczęścia" natrafiać na dzieła średnie, bądź jeszcze bardziej średnie, albo już w ogóle spoza skali przyzwoitości (vide nowe albumy: New Order, Nektar, Focus, Final Conflict, Kamelot, Pride Of Lions czy Mike'a Oldfielda).
Zastanawiam się właśnie, do której kategorii powinienem zaliczyć nowego długograja byłego frontmana Queensryche. Odpowiedź chyba przyniesie nam nowe dzieło byłych zespołowych kolegów Tate'a, którzy właśnie niedawno dostali od niego wolną rękę. Wyjaśni się zatem czy cała machina była źle naoliwiona, czy tylko napięta atmosfera w zespołowych szeregach po prostu nie służyła nikomu. Podobno Geoff Tate strasznie terroryzował artystycznie byłych kolegów. Teraz za to mógł się w pełni wykazać auto-pomysłami, nie uciekając od przeszłości, skoro pozostał u jego boku charakterystyczny zespołowy znaczek "lilijka" , stanowiąc za okładkowe godło "Kings & Thieves". Druga część z albumowego tytułu także chyba z lekka odnosi się do swych byłych kolegów. A niech tam się kłócą, niech się tłuką, byleby sztuka z tego rosła w siłę. A tego tu mi panie dzieju brak. Żałuję, gdyż głos Geoffa Tate'a zawsze kojarzył mi się z kapitalnymi płytami Queensryche, pokroju: "Rage For Order", "Operation: Mindcrime" czy z przebojową i rewelacyjną zarazem "Empire".
Słuchając "Kings & Thieves" odnosi się wrażenie, że ostatnie złe czasy dla Queensryche, chyba rzeczywiście w dużej mierze musiały być zasługą samego Tate'a.
Poza nielicznymi fragmentami całość brzmi jakby topornie i nazbyt siłowo. Kompozycjom brakuje elastyczności - to ich główny minus. Rzuca się także spory chaos pomiędzy zwrotkami a refrenami. Jedynie tylko nie można się przyczepić do samego śpiewu Tate'a, jak i do naładowanego jakąś niecodzienną energią gitarzysty Kelly'ego Graya.
Nie jest to mimo wszystko płyta aż tak zła, jakby to mogło wynikać z powyższych słów. Na pewno broni się przebojowy "She Slipped Away", który otwiera całość. Z kolei, jednym z moich faworytów jest wyskandowany "The Way I Roll". Ten chwytliwy numer mógłby spokojnie znaleźć się na kultowym albumie "Rage For Order", gdzieś tam w towarzystwie kompozycji "London" czy nawet "Chemical Youth (We Are Rebellion)". Słyszalny w nim saksofon jest sprawką samego Tate'a, który zagrał na tym instrumencie w kilku fragmentach albumu.
Jeśli ktoś się stęsknił za nastrojowym Queensryche w rodzaju "Silent Lucidity", powinien przyłożyć uszu ku przedostatniej kompozycji, jaką jest "Chance". Panuje w niej niemal podobny nastrój co w przytoczonym klasyku, włącznie z symfoniczną oprawą, która przybliża oba utwory do siebie. Chórki również wydają się jakby znajome. Dodać należy, iż ogólnie pięknie zagrał tu cały band.
Nawet, jeśliby komuś się nie spodoba cała płyta, to warto ją kupić choćby dla tych sześciu minut.
Ostatnim punktem albumu jest kompozycja "Waiting". Także nastrojowa, choć już nie tak piękna jak jej poprzedniczka. Geoff Tate ponownie rozpieszcza nas wplecionymi umiejętnie nutami saksofonowymi.
Maestro ogólnie rzecz ujmując, nie jest w jakiejś szczególnie złej kondycji, przydałby mu się jednak z lekka ciekawszy repertuar, albowiem "Knights & Thieves" niesie ze sobą zbyt wiele dłużyzn. Co i tak wydaje się rzeczą nie najgorszą, zważywszy gdy ma się jeszcze w pamięci fatalne "Dedicated To Chaos". Choć i na tamtej płycie trafił się przecież klejnocik w postaci "Hard Times".



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)
     nawiedzonestudio.boo.pl





Brak komentarzy: