środa, 5 września 2012

LOVERBOY - "Rock'n'Roll Revival" - (2012) -

LOVERBOY - "Rock'n'Roll Revival" - (LOVERBOY / FRONTIERS) -  ***



Kanadyjczycy z Loverboy nigdy nie podbili Europy, podczas gdy w całej Północnej Ameryce posiadali status gwiazdy pierwszej wielkości. W zasadzie, nawet jestem pewien, że gdyby nie ogólnoświatowy przebój "Turn Me Loose" - z pierwszego długograja, bądź filmowe hity z "Footloose" ("Almost Paradise" - wokalisty Mike'a Reno wraz z Ann Wilson  - wokalistką z Heart) czy "Top Gun" ("Heaven In Your Eyes"), to ta wspaniała grupa w ogóle nie zaistniałaby w świadomości ludu rodem ze Starego Kontynentu.
Jest okazja zatem, by choćby teraz przynajmniej po części nadrobić te zaległości.
Otóż, szacowna włoska stajnia Frontiers, właśnie wypuściła na rynek nowy album "Kochasiów", na którym znalazły się praktycznie same stare numery zespołu, tyle że podane w nowej szacie. Oznacza to, że zespół wszedł do studia i ponownie zarejestrował swoje największe przeboje. Szkoda, że Mike Reno, Paul Dean i spółka, zdecydowali się na piosenki znane tylko z pierwszych czterech płyt, pochodzących z okresu 1980-85.  Rozumiem, że w tamtym czasie zespół odnosił największe sukcesy, jednak szkoda, że Loverboy zupełnie zapomnieli o jeszcze jednej, za to kapitalnej płycie "Wildside" (1987). Przy okazji mojej ulubionej - tak się składa. To przecież na niej właśnie znalazły się tak wyborne rzeczy, jak: "Notorious" (kompozycja Jona Bon Joviego) czy "Hometown Hero" (ówczesny prezent od ziomka Bryana Adamsa). Cóż, widać muzycy nie są tak związani z tymi piosenkami - jak choćby ja - i wybrali nie tyle najlepsze utwory z całej swej kariery, co te najbardziej znane. A przy okazji i także w przeszłości wydawane na "poczytnych"singlach. Pokrywających się złotem czy platyną - tak na marginesie. Dlatego nie mogło tutaj zabraknąć wspomnianego już powyżej "Turn Me Loose" (tak przy okazji - piosenki ze wszech miar genialnej !!!), jak i dwóch pozostałych przebojów z tego samego zresztą debiutanckiego albumu: "The Kid Is Hot Tonight" oraz "Always On My Mind".  Identycznie sprawa się ma z doborem repertuaru z następnego longplaya "Get Lucky". Tutaj także muzycy postawili na trzy z czterech największych hitów. Mianowicie na najbardziej znany "Working For The Weekend", a także na "When It's Over", oraz na mój ulubiony i tryskający wręcz hard rockową mocą "Lucky Ones" - ale i nie pozbawionym słodkiej melodii - jak to u Loverboy.
Szkoda, że z następnych dwóch albumów, muzycy postanowili przygotować nowe opracowania tylko trzech piosenek: "Queen Of The Broken Hearts", mojej odwiecznej faworytki "Hot Girls In Love" oraz "Lovin' Every Minute Of It" - największego przeboju z czwartego longplaya.
Nowe wersje starych przebojów Loverboy, mają na celu przypomnieć światu o tej znakomitej niegdyś grupie, gdyż ta choć wciąż funkcjonuje (z niewielkimi przerwami), to praktycznie o ostatnich poczynaniach wiedzieli już tylko najzagorzalsi jej fani.
Tych dziewięć klasycznych kompozycji, są swoistą ciekawostką. Niespecjalnie odbiegają nagrania te od swych pierwowzorów, oczywiście poza współczesną brzmieniową kosmetyką, gdyż już samo tempo, dramaturgia, moc, a przede wszystkim świetny głos Mike'a Reno, pozostały niemal nienaruszone. Nie ukrywam jednak swego emocjonalnego przywiązania do starego Loverboy, także to co oferuje w większości ten album , traktuję tylko w kategoriach ciekawostki i miłej niespodzianki.
Jednak o dzisiejszym obliczu zespołu, mogą stanowić tak naprawdę, tylko pierwsze trzy kompozycje z "Rock'n'Roll Revival". Są nimi rzeczy absolutnie premierowe. Konkretnie, bardzo witalny, taki niemal stadionowy hymn, i tytułowy zarazem "Rock'n'Roll Revival", następnie "No Tomorrow" oraz "Heartbreaker" - oba zresztą utrzymane w stylu przypominającym bardziej Bon Jovi z okresu tuż po płycie  "New Jersey", niż de facto Loverboy. Piosenki są miłe, fajne, lecz daleko im do wybitności. Gdyby te jednak powstały ze trzy dekady wstecz, to kto wie co mówiłbym dzisiaj.
Warto dodać jeszcze, że skład zespołu jest praktycznie oryginalny. Działający od wielu lat, a więc: Mike Reno (śpiew), Paul Dean (gitara, produkcja), Matt Frenette (perkusja) oraz Doug Johnson (instrumenty klawiszowe). Jedynie na basie brakuje nieodżałowanego Scotta Smitha (zmarłego przed 12-laty), którego od tamtej pory dzielnie zastępuje Ken "Spider" Sinnaeve.
Podsumowując, bardzo fajna, choć na pewno nie wybitna płyta. Taka być może i dobra na sam początek, ale jednak każdy fan melodyjnego rocka, nie powinien odpuszczać sobie przede wszystkim pierwszych pięciu albumów grupy z dumą reprezentującą klonowego liścia.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.