poniedziałek, 29 lutego 2016

RESURRECTION KINGS - "Resurrection Kings" - (2016) -






RESURRECTION KINGS
"Resurrection Kings"
(FRONTIERS RECORDS)
***1/4



Historia Resurrection Kings sięga mniej więcej pięciu lat wstecz. To właśnie wówczas gitarzysta Craig Goldy (ten od Ronniego Jamesa Dio, ale i jeszcze niedawno temu zacumowany w Budgie) zainicjował pomysł powstania zespołu, w którym pojawiliby się również inni utytułowani muzycy. Najpierw skontaktował się z wokalistą Chasem Westem (m.in współpracownik Jasona Bonhama - syna słynnego Johna "Bonzo" z Led Zeps), i kiedy temu pomysł przypadł do gustu, pozostali dwaj muzycy, w osobach: Sean McNabb (basista m.in. grupy Dokken) oraz Vinnie Appice (ex-perkusista Dio, Black Sabbath, Heaven & Hell, a ostatnio Last In Line), byli już tylko kwestią niedługiego czasu. Wkrótce Craig Goldy zwrócił się do Alessandro Del Vecchio oraz szefa Frontiers Records - Serafino Perugino, by ci zajęli się stroną produkcyjną, no i można było przystąpić do pracy. I tu należy koniecznie dodać, iż Del Vecchio bardzo serio potraktował współpracę z Goldym, komponując, bądź współkomponując, niemal wszystkie kompozycje na wydanym przed chwilą albumie.
Resurrection Kings proponują nowocześnie brzmiącego hard rocka, lecz w dużej mierze czerpiącego z jak najbardziej klasycznych wzorców. Odnajdziemy tu odniesienia zarówno do grup typu Dio czy Dokken (skąd wzięło się notabene 3/4-te tego składu), ale i do klasyków w rodzaju: Whitesnake, Blue Murder, itp...
Nie jest to płyta, która zapisze się dla muzyki złotymi głoskami, niemniej przyjemnie jest posłuchać weteranów gatunku na wspólnym dziele, na którym idzie wyczuć, że całej czwórce muzykantów naprawdę się chce. Panowie mają werwę, często fajne pomysły, dobrze brzmią, choć z ciekawymi melodiami niestety już bywa różnie. Dla mnie zdecydowanie najlepiej wypadają dwa mocno a'la Whitesnake'owe numery: "Had Enough" oraz "Who Did You Run To",a do tego jeszcze okazała ballada "Never Say Goodbye". Troszkę zapachniało tu ejtisowymi Whitesnake, gdzieś tak z okresu albumów "1987" czy "Slip Of The Tongue". Do tej pary kaloszy dorzuciłbym jeszcze otwierający cały album "Distant Prayer". Nie jest to co prawda petarda na miarę "Still Of The Night" (odnosząc się po raz kolejny do drużyny "boskiego" Davida Coverdale'a), niemniej jednak dobrze spełnia misję porywającego wstępniaka. Goldy wstawia umiejętne pirotechniczne gitarowe solówki, Alessandro Del Vecchio dokłada majestatyczne klawisze (nie tylko zresztą tutaj!), Chas West mocno naciąga głosowe struny, a pozostali panowie nie muszą czuć się dłużni.
Bardzo profesjonalny i rzeczowy album, któremu jedynie zabrakło troszkę więcej porywających melodii. Resurrection Kings mają jednak duży potencjał, a więc wierzę, iż następnym razem powinno być dużo lepiej.





Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"