poniedziałek, 30 kwietnia 2012

od przybytku głowa boli

Lubię niedzielne wieczoro-noce w Nawiedzonym Studio wiedząc, że następnego dnia wielu z Was nie idzie do szkoły, do pracy,...  Sms-y i maile atakują do samego końca, a człowiek nastawia płyty z przyjemnością w przeświadczeniu, że nie gra do pustej sali. Właśnie choćby jak wczoraj.
Nie było metalu, co rozczarowało niejednego sympatyka Dyskretnego Szczęku Blach. Nie miałem coś nastroju na tego typu klimaty. Czasem tak miewam i na chwilę odstawiam szarpidrutów. Dobrze mi to robi. Później muzyka ta smakuje wiele lepiej. To tak jak z ulubioną czekoladą, kiedy jesz ją codziennie, staje się czymś zwyczajnym, ale gdy dostąpisz jej tylko przy szczególnych okazjach - czujesz się jak w raju. Dziękuję kilku Słuchaczom za ciepłe słowa o Traffic, Quatermass czy Janis Joplin. Miło, że doceniliście tę wspaniałą muzykę. A to były tylko fragmenty świetnych starych płyt. Album "John Barleycorn Must Die" Traffic'ów jest wyśmienity w całości, a mnie starczyło wczoraj czasu ledwie na dwa pierwsze nagrania. Zbrodnią było niezagranie choćby nagrania tytułowego. Ale obiecuję, że ta piękna folkowa kompozycja pojawi się w jednym z kolejnych wydań N.S.  Janis Joplin także zagram jeszcze nie raz. Ta nowa wersja płyty "Pearl" brzmi wyśmienicie, a i w ogóle przecież to rzecz kapitalna!  I choć każdy fan rocka wydaje mi się, że zna ją od zawsze, to i tak miło jest powrócić do tej muzyki choćby przy tak szczególnej okazji, jak ta, dzięki najnowszemu 2-płytowemu wydaniu,  zawierającemu wiele unikatowego materiału.
Nikt nie napisał mi choć słówka o genialnej płycie "For Your Pleasure" Roxy Music. Niestety. Czyżby nie zrobiła ona na nikim większego wrażenia?  Przecież to najlepszy okres zespołu. Pomimo, iż zdaję sobie sprawę, że w naszym kraju Roxy Music kojarzy się z reguły tylko z jedną płytą, ładną i elegancką "Avalon". Płytą ze wszech miar piękną, lecz przecież nie najlepszą w bogatym dorobku zespołu.
Z kolei nowa płyta Europe, nie podoba mi się na razie w ogóle.  No, może poza wczoraj zagranymi kompozycjami, plus "Bring It All Home". Być może z czasem polubię ten album, ale na razie jestem nieco załamany. Dobre granie i dobre brzmienie, to przecież nie wszystko. Tutaj po prostu brakuje dobrych kompozycji. Sytuacji także nie ratuje Joe Bonamassa, który zagrał tutaj gościnnie w nagraniu tytułowym. Niestety, jednym z najmniej ciekawych na całym longu. Nawet teraz pisząc ten tekst, towarzyszy mi muzyka z tej płyty, która nie drażni, ale i wypieków na twarzy także nie pozostawia. To mało jak na grupę, której dwa poprzednie longplaye były naprawdę klasowe.
Dzisiaj kilku Nawiedzonych zaatakowało mnie w sms-ach pytaniami, co sądzę o nowej Anathemie. Spokojnie, płytę znam ledwie kilka dni. A nawet słowo "znam", jest jeszcze mocno na wyrost. Początek płyty jest wręcz obłędnie piękny, ale po tych niezwykłych 12 minutach, album nieco siada. Ale to może być tylko takie pierwsze wrażenie. Najprawdopodobniej niebawem zmienię zdanie. Często tak mam. U mnie wszystko musi się odleżeć i nabrać mocy prawnej. Niczym zielony owoc, który dojrzeje nawet jako już zerwany, jeśli poleży w objęciu słonecznych promieni.
Coraz bardziej podoba mi się "Thick As A Brick 2", Iana Andersona, lidera Jethro Tull, pomimo iż poza kilkoma wtrętami z "jedynki" sprzed 40 lat, kompletnie nie mam uczucia słuchania kontynuacji tamtego fantastycznego dzieła. Ale skoro Mike'owi Oldfieldowi wolno było nagrać kilka wersji Dzwonów Rurowych, albo grupie Eloy drugą część "Ocean", bądź Alice Cooperowi zaprosić ponownie do "nocnego koszmaru" z jego odwiecznym bohaterem Stevenem, to dlaczego by zabronić tego samego jedynemu w swoim rodzaju Minstrelowi.
Czekam na kilka płyt. Lada dzień powinny dotrzeć do mnie dwa szczególnie wyczekiwane tytuły. Żywię co do nich wielkie nadzieje. To będą dopiero niespodzianki. Nie zdradzam szczegółów celowo, gdyż wiem, że kilka osób przeczytawszy moje wypociny na blogu od razu uruchomiłoby jutjub, odsłuchało po łebkach fragmenty, a później mi zrelacjonowało, odbierając w ten sposób możliwość i przyjemność dziewiczego podejścia do upragnionego dzieła. Pomijając już fakt, że najczęściej ci wszyscy jutjubowicze i niekupowacze płyt, mają kiepski gust, niedoceniający prawdziwych dzieł, a wychwalając po niebiosa przeciętniznę lub zwykłe gnioty.
A tak w ogóle, to w poczekalni odłożonych leży jeszcze siedem gorąco co wydanych płyt, na których jeszcze nie zawiesiłem ucha. A mówią, że od przybytku głowa nie boli.
We wtorek po obiedzie wyruszam z kolegami do Wrocławia na koncert Europe. Napiszę o nim kilka słów po powrocie. A zatem do zobaczenia wkrótce.




Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 29 kwietnia 2012 - Radio "Afera" Poznań 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 29 kwietnia 2012
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl




MIKE BLOOMFIELD and AL KOOPER - "The Live Adventures Of Mike Bloomfield and Al Kooper" - (1969) -
- Dear Mr. Fantasy


SANTANA - "Amigos" - (1976) -
- Europa (Earth's Cry Heaven's Smile)


STEVE WINWOOD - "Arc Of A Diver" - (1980) - zagrane z LP
- Arc Of A Diver


GREAT WHITE - "... Twice Shy" - (1989) -
- Once Bitten Twice Shy
- The Angel Song


LED ZEPPELIN - "IV" - (1971) -
- The Battle Of Evermore


EUROPE - "Bag Of Bones" - (2012) -
- Requiem
- My Woman My Friend
- Drink And A Smile


BURNS BLUE - "What If ..." - (2003) - 
- Tomorrow Never Comes


ULTRAVOX - "Ingenuity" - "1994) -
- Ingenuity
- A Way Out. A Way Through
- Majestic


MIDGE URE - "Pure" - (1991) -
- Let It Go?
- Tumbling Down

DURAN DURAN - "Notorious" - (1986) -
- A Matter Of Feeling

DURAN DURAN - "All You Need Is Now" - (2011) -
- Leave A Light On

JETHRO TULL'S IAN ANDERSON - "TAAB2 - Thick As A Brick 2" - (2012) -
- A Change Of Horses

JANIS JOPLIN - "The Pearl Sessions" - (1971 / reedycja 2012) -
CD 1 - album "Pearl" /1971/
- Move Over
- Cry Baby
- A Woman Left Lonely
- Me And Bobby McGee
- Trust Me

TRAFFIC - "John Barleycorn Must Die" - (1970) -
- Glad
- Freedom Rider

QUATERMASS - "Quatermass" - (1970) -
- Entropy
- Black Sheep Of The Family

ROXY MUSIC - "For Your Pleasure" - (1973) -
- Strictly Confidential
- Editions Of You
- In Every Dream Home A Heartache

ANATHEMA - "Weather Systems" - (2012) -
- Untouchable Part 1
- Untouchable Part 2
- The Beginning And The End

THE BEATLES - "Revolver" - (1966) -
- I'm Only Sleeping







 Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl



niedziela, 29 kwietnia 2012

przed długim łikendem

To był trochę zwariowany tydzień. Nie było kiedy przysiąść i napisać przynajmniej kilku słów na blogu. A to dopiero preludium przed nadchodzącym długim weekendem. Szykujący się wyjazd na koncert Europe podnieca mnie od dawna, a tuż później trzy różne imprezy grillowo-działkowo-urodzinowe. Oby tylko na to wszystko sił starczyło, bo i pomiędzy nimi, trza jeszcze pójść do roboty. Znajomi i przyjaciele czynią co się da, bym sobie w najbliższych dniach zbyt dużo muzyki nie posłuchał. A akurat teraz wpadło mi w szpony mnóstwo nowych i interesujących płyt. Mało tego, dodatkowo wzięło mnie jeszcze na odkurzenie wielu staroci. Na gramofonie i w odtwarzaczu CD, kręcą się na okrągło lata 69-75. Jak dobrze jest czasem odstawić taką muzykę na nieco dłużej, tylko po to, by powrót do niej smakował jak mało co.
W dzisiejszym Nawiedzonym pojawi się kilka kwiatków z dawnych lat. To znaczy - bardzo dawnych lat. I wiele muzycznych niespodzianek. Repertuaru zwyczajowo nie zdradzę dla dobra nas wszystkich. Liczę na Waszą obecność przy odbiornikach i wspólnie przesłuchaną wieczoro-noc. Niedzielno/poniedziałkową.
Do usłyszenia zatem o 22-giej, na poznańskim 98,6 FM




Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

czwartek, 26 kwietnia 2012

For Those About To Rock !!!

W hołdzie Wyznawcom Rocka





Zdjęcie wykonałem w Centrum Poznania. Aż chce się krzyknąć: "long live rock'n'roll"

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------




Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

środa, 25 kwietnia 2012

O tym i owym

Zawiozłem wreszcie dzisiaj PIT.  Pogoda nie zachęcała do wcześniejszego wyjścia z domu.  Zimno, do tego  wiatr, a nawet lekki deszczyk, ale cóż..., nie ma zmiłuj. Musiałem rozkręcić w domu i w pracy kaloryfery, bo taka piękna wiosna nam się trafiła w tym roku, że.... Końcówka kwietnia, a do tej pory może ze dwa-trzy dni naprawdę ładne. Myślałem, że na weekend majowy sypnie ciepłem, a wczoraj żoncia mnie sprowadziła na ziemię, bo oglądała jakąś prognozę, w której obiecywali dla wschodniej Polski pięknie na majówkę, a u nas w Poznaniu tak sobie. Niech to szlag! Chciałbym, by chociaż 1 maja było milutko. Tego dnia z kolegą Piotrkiem jedziemy do Wrocławia na koncert Europe. Cieszę się. Nie tylko z koncertu. We Wrocławiu nie byłem od 1988 roku. Ponoć miasto wypiękniało, o czym mnie wszyscy przekonują. No, może jedynie poza dwoma mieszkańcami tego miasta, których niedawno poznałem. Oni twierdzą, że te zachwyty są przesadne. Pojadę, sam zobaczę, ocenię, pogadamy....
Ostatnia moja wizyta we Wrocławiu, to jak nietrudno się domyślić, wypad po płyty.  Była tam niegdyś taka  giełda w "Pałacyku", nieopodal słynnego wrocławskiego Zoo (dowodzonego niegdyś przez państwa Gucwińskich). Na tamtej giełdzie można było dostać wiele skarbów, a i nowości handlarze sukcesywnie także przywozili. W Poznaniu niby było to samo, tylko tak na oko gdzieś z 70% mniej. Pamiętam, że przywiozłem wówczas longplaye: Judas Priest "Ram It Down", Scorpions "Savage Amusement", Metallica "...And Justice For All", i coś jeszcze, ale już niestety nie pamiętam co. Czas nieco przyćmił pamięć. Z tamtego dnia zapamiętałem jeszcze ohydną zimową aurę, z taką typową pluchą, a także puste ulice. Co dziwić nie powinno, gdyż była to niedziela i pora przedobiadowa. Oby tym razem było inaczej. Chciałbym porobić trochę fotek, powłóczyć się po mieście i jego obrzeżach, a także zjeść coś dobrego tu i ówdzie.
Zanim do Wrocławia wyjadę, to jeszcze czeka mnie ślub DJ'a Seby. Na uroczystość cieszę się bardzo, na ohydny elegancki ubiór spoglądam jednak z obrzydzeniem. Coś wymyślę, jeszcze nie wiem, ale garniturem się nie zhańbię. Nie ma takich mocnych, jak mawiał Kaźmirz Pawlak. Nie wiem jak można się tak ubierać? Nikt mi nie powie , że to ładne i wygodne. Obiecałem sobie, że do końca życia nie wydam złotówki na garnitur, i słowa dotrzymam.
Dwa dni temu spotkałem się z Andrzejem z Zielonej Wyspy, który na chwilę wpadł do kraju. Fajnie się pogadało, a czas jak zwykle w takich przypadkach, przeleciał błyskawicznie.
Miłe wiadomości dochodzą z obozu Robina Gibba, słynnego Bee Gees'a. Ponoć artysta pokonał nowotwór, a i ostre zapalenie płuc ustąpiło. Muzyka wybudzono ze śpiączki, a ten już myśli o koncertowaniu i nagrywaniu nowej płyty.  Tak trzymać Panie Robinie.
Rad jestem, że brat zmarłego niedawno Pana Tomasza (naszego Słuchacza), a także jego kolega, słuchali wraz z nami muzyki podczas ostatniego Nawiedzonego Studia. Dzięki wyjątkowej muzyce byliśmy wszyscy razem.
Na koniec muszę jeszcze kilka słów szepnąć o futbolu. Lech ograł Legię na Pepsi Arenie, co smakuje nawet lepiej od szklaneczki Szkockiej. Niestety, nie wszyscy podzielali ze mną tę radość. Co szczególnie dało się zauważyć, gdy po zakończonym meczu komentatorzy nie rozpływali się w zachwytach nad zwycięstwem Kolejorza, tylko od razu postanowili oddać głos do Studia w Warszawie. To się nazywa obiektywizm. Moja ty WarszaFko. Pamiętam, jak nie tak dawno temu, Lech przegrał w Warszawie 1:2, prowadząc długo 1:0, wówczas WarszaFska tv nie mogła ochłonąć z zachwytu przez kilka dni. Powtórki goli dla Legii, straszyły widzów o każdej porze dnia i nocy. Teraz zapanowała cisza. Do wczoraj. W Pucharze Polski Legia trafiła na słabo dysponowany (tego dnia) Ruch Chorzów, i wygrała. Radości i słów nie brakowało na żadnym pasku czy ustach prezenterów. Brawa należą się Panu Maciejowi Terleckiemu, który współkomentując mecz na TVN Turbo, wyraźnie odcinał się od wazelinowania WarszaFce. Dlatego uważam, że nie tylko sędziowie powinni być obiektywni, ale komentatorzy także. A nawet przede wszystkim. Nie byłem w stanie oglądać Legia-Ruch w TV Publicznej, bo choć nie mam nic do Pana Dariusza Szpakowskiego, to jego sympatia do Legii, aż śmierdzi przez kineskop.
Barca odpadła wczoraj z Chelsea. Finał nie dla niej. Dzisiaj się wyjaśni czy Chelsea powalczy w finale z Realem czy Bayernem. Szkoda mi Barcy. Cały sezon grali genialnie, a teraz na jego końcu, się zacięli. Porażka z Realem przekreśliła ewentualne mistrzostwo kraju, a wczoraj odpadli z przeciętną w tym sezonie Chelsea. Której to Chelsea, akurat forma wróciła właśnie teraz. I na tym polega piękno i nieprzewidywalność futbolu. Najlepszy klub Świata dostaje po nosie w chwili, w której wydawać by się mogło, że sukces leży u ich stóp. Brawo Chelsea! Co z tego, że Messi trzasnął wczoraj efektownie w poprzeczkę i w słupek, skoro w futbolu bardziej się liczy efektywność.
Sporo słucham ostatnio starych piosenek. Takich nie rockowych. Typowe piosenkarstwo. Dużo pięknych wspominkowych rzeczy. Chciałbym mieć osobną audycję na tego typu muzykę. Wiem, że w Nawiedzonym Studio takie numery nie przejdą. Szkoda. Ale może kiedyś.....


 Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl 


poniedziałek, 23 kwietnia 2012

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 22 kwietnia 2012 - Radio "Afera" Poznań 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 22 kwietnia 2012
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl






ACCEPT - "Russian Roulette" - (1986) -
- Heaven Is Hell

PRETTY MAIDS - "It Comes Alive - Maid In Switzerland" - (2012) -
- Little Drops Of Heaven

NAZARETH - "Loud'N'Proud" - (1973) -
- This Flight Tonight

OZZY OSBOURNE - "No More Tears" - (1991) -
- Mr. Tinkertrain

FAITH NO MORE - "The Real Thing" - (1989) -
- From Out Of Nowhere
- War Pigs

ACCEPT - "Stalingrad" - (2012) -
- Stalingrad
- Twist Of Fate

AXEL RUDI PELL - "Circle Of The Oath" - (2012) -
- The Temple Of The King - /live, Bang Your Head Festival, 14.07.2011/ - bonus track

IRON MAIDEN - "Seventh Son Of A Seventh Son" - (1988) -
- Only The Good Die Young

SONIC STATION - "Sonic Station" - (2012) -
- Hold On To Me - /wokal Kristoffer Fogelmark/

JETHRO TULL - "Live - Bursting Out" - (1978) -
- Thick As A Brick

JETHRO TULL'S IAN ANDERSON - "TAAB2 - Thick As A Brick 2" - (2012) -
- Upper Sixth Loan Shark
- Banker Bets, Banker Wins
- Old School Song
- Wootton Bassett Town

DEEEXPUS - "King Of Number 33" - (2012) -
- Maybe September

JIMMY BARNES - "Freight Train Heart" - (1988) -
- Waitin' For The Heartache

UNITOPIA - "The Garden" - (2008) -
- One Day
- Here I Am
- Amelia's Dream
- I Wish I Could Fly

GARY MOORE - "Out In The Fields - The Very Best Of" - (1998) -
CD 2 - Limited Edition Bonus Disc
- The Loner (live) - Recorded At The Manchester Apollo, 2 April 1987

CAMEL - "Stationary Traveller" - (1984) -
- Stationary Traveller
- Fingertips
- Long Goodbyes

PENDRAGON - "Passsion" - (2011) -
- Skara Brae

YES - "Fly From Here" - (2011) -
- Fly From Here Pt.II - Sad Night At The Airfield

STRAY - "The Definitive Collection" - (1998, compilation) -
- I Believe It - /from album "Mudanzas", 1973/

ROBERT PLANT - "The Principle Of Moments" - (1983) -
- Big Log



 Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

niedziela, 22 kwietnia 2012

Zmarł JAN SUZIN

Dzisiaj rano dotarła do mnie wieść o śmierci Jana Suzina. Bardzo lubiłem tego człowieka. Przyjemnie było Go słuchać. Pamiętam z dzieciństwa kilka jego znakomitych konferansjerek, ale najbardziej przykładałem uszu, kiedy coś czytał. Barwa jego głosu i niemal aktorska dykcja, idealnie nadawały się do roli lektora. Jego twarz i głos kojarzą mi się z najpiękniejszymi latami mojej młodości.
Miał 82 lata, ciężko chorował.
Już od lat nie widziały go moje oczy, ale serce nigdy nie zapomni.







Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

piątek, 20 kwietnia 2012

Z pamiętnika kilku ostatnich dni

Dzisiaj dostałem od Arzachela79 linka z you tube, do koncertowej wersji purplowskiego "Child In Time", w wykonaniu naszego Quidam, z meksykańskiej wyprawy na festiwal Baja Prog. Dziękuję. Przy okazji obejrzę. Przeraziła mnie niska liczba odsłon tego filmiku, raptem niewiele ponad dwieście. No cóż.....
Wczoraj zespół Before A Burning Earth, w którym na jednym z wioseł wycina mój syn, umieścił swój premierowy klip na jutjub, i już pierwszego wieczoru chłopaki mieli ponad trzysta odsłon. Biję im brawo, pomimo iż twórczość tego zespołu daleka jest od moich upodobań. Nazwa ich zespołu tworzy fajny skrót BABE, pod którym także można znaleźć tę grupę w sieci. Ale uwaga, bo wyskakuje również (co sprawdziłem) pod tym hasłem jedna z moich ulubionych kompozycji Amerykanów ze Styx. Przy okazji polecam!
Na poniedziałkowym wieczornym spacerze mijającego tygodnia, żoncia zasmuciła mnie wieścią o śmierci ojca kolegi mojego syna. Mieszkał ze swoją rodziną na moim osiedlu. A nasi synowie przyjaźnią się od lat. Wiem, że zdarzało mu się słuchać Nawiedzonego Studia, a jednym z jego ulubionych zespołów był Iron Maiden. Zagram w najbliższą niedzielę specjalnie coś dla Niego. Nie znaliśmy się bliżej, a nasze kontakty ograniczały się do "dzień dobry". Chorował od dawna. Raz bywało gorzej, innym razem następowała poprawa. Na Święta lekarze zezwolili mu na pójście do domu, sugerując rodzinie, że na następne takie wspólne spotkanie już nigdy nie będzie szans. Kilka dni później stało się najgorsze. Smutne to. Jego syn musi być teraz silny.  Za kilkanaście dni matura, a jak tu teraz zebrać myśli. Dzisiaj był pogrzeb. Mój Guziaczek wrócił z niego bardzo zasmucony. To także pewna lekcja dla niego, bo chyba do tej pory, o ile pamiętam, nie miał okazji uczestniczyć... Ludzie powinni odchodzić tylko jesienią lub zimą, a nie gdy przyroda budzi się do życia, a do tego gdy jest tak pięknie jak choćby dziś.
Wczoraj dostałem kolejny pokaźny pakiet płyt od Pana Darka. Zresztą w ogóle w ostatnich dniach sypnęło jeszcze wieloma innymi skarbami z różnych stron. Sporo tego. Muszę teraz tylko jeszcze poszukać w swoich zakamarkach duszy emocji na to wszystko. No i czasu, szczególnie, gdy chce się jeszcze dodatkowo coś obejrzeć lub poczytać.
Andrzej z Zielonej Wyspy napisał mi kilka dni temu, że w Irlandii mnóstwo się mówi o setnej rocznicy dramatycznego rejsu Titanica. U nas także. Pojawiły się nowe publikacje (książki, czasopisma,...), a także National Geographic wyemitował serię filmów o przebiegu tego feralnego rejsu. Z udziałem Jamesa Camerona i kilku badaczy zresztą. Nie zdawałem sobie sprawy, że wciąż funkcjonuje tyle hipotez. Zresztą każda katastrofa pozostawia po sobie wiele tajemnic. Dobrze by było, gdyby to wszyscy potrafili zrozumieć.

Dzisiaj z porannej telewizji dowiedziałem się, że kibice Kolejorza będą mogli uczestniczyć na Pepsi Arenie w jutrzejszym meczu z Legią. Wojewoda Mazowiecki się zlitował, gdy kibice obu klubów zadeklarowali sportową atmosferę, zamiast nienawiści. Okazuje się, że nawet zwaśnione kluby potrafią ze sobą rozmawiać. Politycy, bierzcie z nich przykład.
Byłem kiedyś na Pucharze Polski w Poznaniu, gdy Lech podejmował Legię, i wówczas także zabroniono kibicom z Warszawy wstępu na trybunę dla gości, oddając ją w całości gospodarzom. Wyobraźcie sobie, że kibice dogadali się, i Warszawiacy weszli na nią anonimowo, aby później przyodziać szaliki ze swoimi barwami, wywieszając transparenty, itd... Nikt się nie pobił, nikt tego dnia nikogo nie obraził,....  Okazało się, że kibice , którzy siebie nie znoszą, potrzebuję się wzajemnie jak tlenu. I nie wolno im tego zabraniać. Chyba, że zamiast nich, pojawi się bydło z kastetami, pałami czy maczugami. Ale to już inna sprawa. Inną kwestią jest, że długo nie będzie u nas takich piłkarzy jak choćby Falcao, który wczoraj wypracował dla swojego Atletico Madryt obłędną sytuację, po której strzelił jedną z najpiękniejszych bramek jakie miałem okazję oglądać. Ręce same składały się do oklasków. Cały mecz był fantastyczny, choć żal mi było Atletico, gdy stracili w doliczonym czasie gry drugą bramkę, wygrywając tylko 4:2. Zasłużyli na 6:1. Gdy się patrzy na takie widowiska, człowiek rozumie dlaczego na trybunach może być zawsze kilkadziesiąt tysięcy ludzi.
Dobre wyniki, ładna gra, przyciągają.
Kto u nas 10-20 lat temu interesował się piłką ręczną. W wiadomościach sportowych często nawet nie podawano wyników, a jak już, to tak na odczepnego. Bogdan Wenta wprowadził naszych szczypiorniaków na salony , i pokazał, że to fajna i emocjonująca dyscyplina, którą raptem pokochały miliony Polaków. Oby rezygnacja tego wspaniałego selekcjonera nie zepchnęła naszej kadry na margines. Przydałby się podobny facet z jajami naszym futbolistom, którym za dużo się płaci, za dużo obiecuje premii za ewentualne wygrane, zamiast po dupsku chłostami częstować. No, może z wyjątkiem naszej trójki muszkieterów z Borusii Dortmund.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

czwartek, 19 kwietnia 2012

KAYAK - "Anywhere But Here" - (2011) -

KAYAK - "Anywhere But Here" - (WRITE ON PRODUCTIONS) -  *



Każdą kolejną nową płytę holenderskiego Kayak kupuję z przyzwyczajenia, a także w nadziei, że jeszcze ta niegdyś znakomita grupa czymś mnie zaskoczy. Albo przynajmniej nagra coś na swoim dawnym poziomie. Nic z tego. Po raz kolejny rozczarowanie. Niestety, wraz z każdą kolejną płytą, coraz większe. Nie da się słuchać "Anywhere But Here", nawet zapominając o przeszłości. Nie da się tego słuchać w ogóle. Nie wiem na czym polega bezradność Tony'ego Scherpenzeela i spółki. Lider Kayak wciąż ładnie gra, a i główny wokalista Edward Reekers głosu nie stracił. Pytam się zatem, po kiego czorta ten okropnie wyjący babsztyl (o feministycznej urodzie) Cindy Oudshoorn?!!!  Już pomijam tę jej skrzecząco-wyjącą manierę wokalną, ale ta nie potrafi zachować umiaru i pośpiewać sobie gdzieniegdzie w chórkach, za to przybiera bezczelnie rolę liderki. Zagłusza wszystko co napotka na swej drodze. Każdą ładną melodię, każdą wykwintną partię instrumentu (jak choćby śliczny akordeon w nagraniu tytułowym). Koniecznie widać chce dorównać uroczo niegdyś podśpiewującej Irene Lenders. Tyle, że tamta ubarwiała kompozycje Kayak delikatnymi wtrętami, a niejaka (i nijaka zarazem) Cindy drze się wniebogłosy. Okropieństwo. To ona najprawdopodobniej stoi za ostatnimi nieudanymi płytami Kayak, gdyż czego się tknie obraca w popiół. Inna sprawa, że nowe kompozycje, czy to Scherpenzeela, czy to Reekersa, są drętwe lub mdłe jak grysik z cynamonem. Z kolei, wszelkiego rodzaju próby zmierzenia się z rockiem, jak choćby w "Most Underrated Band In The World", porażają swą mocą niczym hulajnoga na torze wyścigowym. Niech nikt nie liczy na to, że spotka tu przynajmniej jedną kompozycję na miarę dawnych arcydzieł w rodzaju "Niniane (Lady Of The Lake)", "Merlin", "Ruthless Queen", czy choćby jeszcze niedawnych ślicznotek , w stylu "Close To The Fire" lub "Forever". Pozostala tylko jedna wielka wyrwa i żal , że dobre czasy skończyły się raz na zawsze. Dzisiejszy Kayak to pseudo musicalowo-art-rockowe piosenki, o powiędłych melodiach wyrastających w jakimś opuszczonym i niechcianym ogrodzie.
Album został zadedykowany zmarłemu przed nieco ponad dwoma laty perkusiście zespołu Pim'owi Koopmanowi. Szkoda, że grupa uczyniła to w tak kiepskim stylu. Mimo to uważam, że gdyby wszystkie partie wokalne zaśpiewał tutaj Edward Reekers, to udałoby się obronić tę muzyczną kompromitację, przynajmniej do rangi artystycznej porażki.


 Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

środa, 18 kwietnia 2012

TINDERSTICKS - "The Something Rain" - (2012) -

 TINDERSTICKS - "The Something Rain" - (LUCKY DOG / CITY SLANG) -  ***1/4



Stuart Staples, to wrażliwa postać na scenie rocka. Często snuje opowieści, których najlepiej posłuchać podczas samotnego dnia, przyglądając się jakiemuś zza okiennemu deszczowemu krajobrazowi. Staples i jego Tindersticks nie przytłaczają, nie gaszą, a raczej w melancholijny sposób starają się smutkowi nadać poruszające piękno. Każdy znający przynajmniej kilka płyt tego zespołu, jeśli zdążył je polubić, to właśnie z takiego powodu. Nie ma tutaj łatwych i nazbyt ładnych melodii. Choć paradoksalnie przecież ich nie brakuje. Ale trzeba umieć je wydobyć, a wtedy ...
Najnowszą płytę Tindersticks rozpoczyna 9-minutowa kompozycja "Chocolate". Oparta została na prostym motywie akustycznej gitary i zagrana w jednostajnym tempie, wzbogacona jedynie skromną partią organów. Dopiero, gdzieś tam pod jej koniec, pojawia się przez chwilę nieco zwariowany, wręcz awangardowy saksofon. Głos Stuarta Staplesa został tutaj zastąpiony melorecytacją Davida Boultera (notabene kompozytora tego utworu). To taki utwór z gatunku "nic się nie dzieje", choć urzeka opowieścią z dnia, w którym nasz bohater opisuje miejsca, przedmioty i swoje refleksje, spostrzeżenia.... To wielka odwaga otworzyć płytę czymś tak niezwykłym i niekomercyjnym zarazem. Później są już piosenki. Typowe jak na Tindersticks. Smutne, leniwe, melancholijne,... W zasadzie, wszystkie są na swój sposób piękne lub ciekawe. Mnie szczególnie przypadła do gustu "This Fire Of Autumn". Zagrana w nieco żywszym tempie, a jest jakoś tak smutnie rozmarzona. Szczególnego tonu nadaje tutaj wiolonczela, i coś w rodzaju wibrafonu, łagodząc troszkę rozpędzoną gitarę i organy, a także jakby na pół rozwrzeszczane żeńskie chórki. I choć nie marzę o jesieni za grosz, to dzięki takim piosenkom, łatwiej będzie takową za czas jakiś znieść. Równie pięknym fragmentem płyty jest następna w kolejności kompozycja "A Night So Still". Posiada w sobie napięcie i mroczną atmosferę, bliską romantyczności późnego Nicka Cave'a. Tutaj także niewiele się dzieje. Cały nastrój buduje zmęczony głos Staplesa, towarzyszące mu mozaikowe organy, a także monotonna i ospała perkusja. Podobny klimat trzyma się także "Medicine". Tyle, że tutaj wybijanemu od niechcenia rytmowi bębnów, dogrywa żałobnie wiolonczela. Powinienem jeszcze ciepłymi słowami okryć na przykład "Come Inside" (z piękną partią saksofonu), ale też i skarcić Staplesa za takie "Slippin' Shoes" (niebezpiecznie flirtujące z reggae), bądź nieudane "Frozen". Z jednej strony fajny saksofon, taki w klimacie dawnego Mela Collinsa (jak w starym King Crimson), a z drugiej zaś z melodią, o której przez te ponad pięć minut marzyłem, by wreszcie się skończyła.
Na "The Something Rain" znajdziemy dużo pięknej muzyki. Kto wie czy nie najciekawszej od lat, jednak moja ulubiona "Curtains" (1997) wciąż pozostaje niedościgniona.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

wtorek, 17 kwietnia 2012

MECH - koncert , Poznań 27 kwietnia 2012

MECH
koncert 27 kwietnia 2012 (piątek), godzina 19.00
Klub "RESET"
ul. Bożnicza 5, Poznań
Bilety 25 zł (przedsprzedaż) , 35 zł (w dniu koncertu)



















Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl 


poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Ach..., ta okropna niedziela.

Nie czułem się wczoraj najlepiej. I wcale nie było to konsekwencją sobotniego imprezowania (najlepsze towarzystwo + szkocka + muzyka = sens życia), a chyba winą tej zza okiennej ponurzyzny , ziąbu i wilgoci. Nie znoszę takiej pogody jak ta wczorajsza. Na pewno zauważyliście moją niedyspozycję. Jąkanie, niekończące się pauzy, itd... Już nawet przeszła mi w pewnym momencie przez głowę taka myśl: "zakończ to, pożegnaj się i jedź do domu". Stać mnie na to. Wszak w swej radiowej karierze uczyniłem tak dwukrotnie, o czym możecie pamiętać. A wszystko to przez brak wiosny.  Niebawem upłynie miesiąc od jej nadejścia, a posmakować się wciąż nie pozwala..  Cóż..., wiosna się ociąga, a ta cholerna jesień na pewno się nie spóźni. To co brzydkie, nigdy nie zawodzi. Na szczęście przyjacielska butelka Pepsi była pod ręką, ożywiając me ciało i umysł po około trzech/czterech kwadransach. I jakoś potem już poszło.
Krzysztof Ranus miał wczoraj na swoim programie gościa - Pana Jerzego Styczyńskiego - gitarzystę z Dżemu. Miałem przyjemność uścisnąć mu dłoń, i rzec, że bardzo mi przyjemnie. W rewanżu usłyszałem: "mnie również". Za to, Krzysztof strzelił sobie ze mną przysłowiowego niedźwiadka. Dżem za chwilę ma zagrać w Poznaniu (bodaj w Operze), tak więc Krzysztof, który przyjaźni się z muzykami tego zespołu od zawsze, zaprosił do udziału w swojej audycji ich gitarzystę, z którym podobno wspólnie grali sobie na antenie różne płyty przez bite dwie godziny.
Kilka tygodni temu na wieść o tym, że Krzysztof będzie organizować w Poznaniu koncert Budki Suflera, podsunąłem mu myśl, ażeby zaprosił muzyków z tego zespołu do swojej audycji. Odrzekł: "a wiesz Andrzeju, to dobry pomysł, może tak zrobię".
Jako, że koncert Budki w Poznaniu odbyć ma się 27 maja, a to jest niedziela, to zachodzą małe komplikacje, z którymi myślę jednak sobie poradzić. Najprawdopodobniej scenariusz tego dnia przebiegać będzie następująco, otóż "Nawiedzone Studio" nie mając zamiaru nikomu innemu sprzedawać swojego czasu antenowego, rozpocznie się pod okiem realizującego Andrzeja. Punktualnie o 22-giej wystartuje cotygodniowa "Sierra Quemada" Steve'a Hacketta, po czym pojawi się jakiś utwór dłuższy. Nie wiem jeszcze jaki, ale to w tej chwili jest nieistotne. W pogotowiu zostawię Andrzejowi jeszcze jakąś jedną czy drugą płytę i postaram się dotrzeć na Św. Rocha najszybciej jak to będzie możliwe. W tymże dotarciu, pomoc swą zaoferował Tomek Ziółkowski (były nadworny realizator N.S.), który jako wielki fan Budki ma także zamiar spędzić tamten wieczór w towarzystwie swych pupilków.
Odwiedzajcie mnie w tym tygodniu na blogu, zapraszam, zachęcam,... Powinno pojawić się kilka opisów nowych płyt, także...  Do zobaczenia!



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 15 kwietnia 2012 - Radio "Afera" Poznań 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 15 kwietnia 2012
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl



BATON ROUGE - "Baton Rouge" - (1997) -
- Shelter


NAZARETH - "Big Dogz" - (2011) -
- Butterfly


NIGHT RANGER - "Somewhere In California" - (2011) -
- End Of The Day


DAMN YANKEES - "Damn Yankees" - (1990) -
- Runaway


JACK BLADES - "Rock'n'Roll Ride" - (2012) -
- Hardest Word To Say
- Anything For You
- Don't Give Up


SUNSTORM - "Emotional Fire" - (2012) -
- Follow Your Heart


JEFF SCOTT SOTO - "Damage Control" - (2012) -
- Die A Little


OZZY OSBOURNE - "The Ultimate Sin" - (1986) -
- Shot In The Dark

OZZY OSBOURNE - "Ozzy Osbourne  Randy Rhoads  Tribute" - (1987) -
- Suicide Solution (with Guitar Solo) - /Cleveland, 1981/

PRETTY MAIDS - "It Comes Alive - Maid In Switzerland" - (2012) -
- Please Don't Leave Me
- Red Hot And Heavy

IRON MAIDEN - "En Vivo!" - (2012) -
- The Evil That Men Do

AXEL RUDI PELL - "Circle Of The Oath" - (2012) -
- Hold On To Your Dreams

CHICAGO - "Greatest Hits 1982-1989" - (1989) -
- I Don't Wanna Live Without Your Love - /oryginalnie na albumie "19", w 1988 r./

SONIC STATION - "Sonic Station" - (2012) -
- Never Let The Sunshine - /śpiew Kristoffer Fogelmark/
- Reasons - /śpiew Marika Willstedt/

TINDERSTICKS - "The Something Rain" - (2012) -
- This Fire Of Autumn

COUNTING CROWS - "Underwater Sunshine (Or What We Did Our Summer Vacation)" - (2012)-
- Coming Around


KAYAK - "Anywhere But Here" - (2011) -
- November Morning

KAYAK - "Chance For A Live Time" - (2001) -
- Niniane (Lady Of The Lake)

PAUL WELLER - "Sonik Kicks" - (2012) -
- By The Waters

GALAHAD - "Battle Scars" - (2012) -
- Seize The Day

KEANE - "Hopes And Dreams" - (2004) -
- Bedshaped

KEANE - "Under The Iron Sea" - (2006) -
- Nothing In My Way

KEANE - "Perfect Symmetry" - (2008) -
- Again And Again

THE MOODY BLUES - "Live At The BBC 1967-1970" - (2007) -
- Nights In White Satin
- Legend Of A Mind

ELECTRIC LIGHT ORCHESTRA  - "Zoom" - (2001) -
- A Long Time Gone - /special guest George Harrison/


GRAND ILLUSION - "Brand New World" - (2010) -
- Forever With You


V/A - "No Prima Donna - The Songs Of Van Morrison" - (1994) -
LISA STANSFIELD - Friday's Child






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

piątek, 13 kwietnia 2012

PROTO~KAW - "Forth" - (2011) -

PROTO~KAW - "Forth" - (NUMAVOX) -  ***



Moja fascynacja szeroko pojmowanym rockiem progresywnym zmalała w ostatnich latach znacznie, co nie oznacza, że zupełnie straciłem serce do tego typu grania. Wciąż lubię rozbudowane kompozycje, zapamiętywalne motywy, ładne instrumentalne akrobacje, jak i baśniowość, którą często ta muzyka ze sobą niesie. Niestety, zbyt wielu dzisiaj amatorów próbuje stawać się drugimi Genesis, Yes czy Pink Floyd, co tylko szkodzi tej muzyce, gdyż nie zachęca do dalszych poszukiwań. Prym w tym wiodą szczególnie Włosi, Francuzi lub najwięksi "regresi" z Ameryki Łacińskiej. Mnogość wykonawców z tychże okolic może przyprawić o ból głowy, a poziom artystyczny doprowadzić niemal każdego entuzjastę pięknego grania, do szybszego zejścia z tego świata. Oczywiście, nie należy nikomu odmawiać możliwości tworzenia, chodzi jednak o to, byśmy sami potrafili pośród pola chwastów, wydobyć tylko rośliny szlachetne. Właśnie jedną z takich jest amerykańska grupa Proto~Kaw. Choć ta grupa nie ma nic wspólnego z tą nieszczęsną falą "odnowicielskiego" rocka progresywnego (czytaj: regresywnego). Jeśli nie policzymy ich albumu z wczesnymi sesjami ("Early Recordings From Kansas 1971-1973") z 2002 roku, to "Forth" jest trzecim studyjnym dziełem zespołu, dowodzonego przez Kerry'ego Livgrena. Muzyk ten (gitara, pianino, instr.klaw., śpiew) zasłynął przede wszystkim dzięki grupie Kansas, z którą to występował i odnosił największe sukcesy w latach 70-tych, i nieco mniejsze na początku następnej dekady.  Po czym odszedł z zespołu, lecz okazjonalnie go wspierał podczas niektórych występów, jak choćby na niedawnym 35-leciu.
Grupa Proto~Kaw została przez Livgrena założona zanim muzyk ten wylądował w Kansas. Nagrania zrealizowane właśnie we wspomnianych powyżej latach 71-73, wydano na płycie dopiero kiedy grupę Livgren reaktywował na początku XXI wieku.
Faktyczny płytowy debiut zespołu nastał wraz z albumem "Before Became After" (2004). Całkiem nieźle zresztą kontynuowany na następnej płycie "The Wait Of Glory" (2006). Oba albumy zawierały typowo amerykańskie spojrzenie na rocka progresywnego. Choć lepiej pasuje tutaj termin art-rock, albowiem rocka progresywnego nie gra już dzisiaj prawie nikt. Pozostała po nim raczej już tylko nazwa. Oczywiście, większość fanów takiego grania, wciąż nadszarpuje to określenie, które chyba najlepiej pasuje obecnie do twórców grających muzykę kompletnie niezrozumiałą. Zostawmy jednak tychże biedaków i powróćmy do grupy, która w pełni zasługuje na miano zespołu grającego rock artystyczny. W składzie mamy aż siedmiu muzyków + kilku towarzyszących. Całością zarządza wspomniany wcześniej Kerry Livgren, któremu rodzinnie towarzyszy Jake Livgren (kuzyn Kerry'ego), pełniąc rolę okazjonalnego wokalisty, a przede wszystkim saksofonisty. Głównymi wokalistami pozostają tutaj Lynn Meredith oraz Kerry Livgren. Pozostali muzycy ubarwiają kompozycje nie tylko basem czy perkusją , ale i także fletem, saksofonem czy organami. Album "Forth" zawiera 11 kompozycji ocierających się o stylistykę Kansas, Jethro Tull, ale i czasem King Crimson czy Van Der Graaf Generator. Jako, że jest to grupa amerykańska, położono tutaj szczególny nacisk na ładne melodie, jak i również wielogłosowe partie wokalne (szczególnie w refrenach). Ale i nie brakuje tejże płycie także drapieżności, czy wręcz nawet jakiś metalizujących wtrąceń. Mnie szczególnie podobają się cztery utwory, "Pilgrim's Wake" (z gościnnym solo gitarowym Steve'a Morse'a, gitarzysty Deep Purple, który w latach 80-tych grał także przez chwilę w Kansas), następnie "Pollex" (delikatny, nastrojowy, z przygrywającym fletem a'la Ian Anderson, choć w zasadzie będący po prostu ładną piosenką). Trzecim wyróżniającym tę w sumie w całości udaną płytę, jest finałowy 7,5-minutowy "Utopian Dream". Utwór godny finału. Podniosły, dostojny, wielobarwny, ale i z ponownie będącą głównym atutem, piękną melodią. Z niezwykłym wyczuciem i wrażliwością porusza się tutaj na gitarze Kerry Livgren. Na koniec dołożę jeszcze jedną kompozycję "Sleeping Giant". Ten krótki utwór mieni się piękną balladą w zwrotce, za to w refrenie staje się wręcz piosenką lekką i pogodną. A wszystkiemu towarzyszy fajna sekcja dęta, taka trochę w stylu orkiestr Zbigniewa Górnego czy Henryka Debicha.
Proto~Kaw nie jest zespołem napuszonym czy nieporadnie awangardowym. Zadaniem tego septetu jest granie ładnych melodii , lecz w formie, która daleka jest od standardów tradycyjnej piosenki.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

NAZARETH, czyli o koncercie, który się nie odbył

W tym miejscu miała pojawić się krótka relacja z wczorajszego występu Nazareth w Poznaniu. Jednak jak już wczoraj podałem, grupa odwołała wszystkie pięć występów w naszym kraju, z powodu ostrego przeziębienia wokalisty Dana McCafferty'ego. Na szczęście wszystko powróci pod koniec maja. Daj Panie Boże zdrowia wszystkim muzykom tego wspaniałego zespołu. Tym razem zaplanowano Poznań na koniec Polskiej trasy, czyli na czwartek 31 maja, bowiem jak pamiętacie, wczorajszy występ w Eskulapie miał z kolei otwierać trasę po Polsce. Pierwszy raz coś takiego spotkało mnie w życiu. O ile nie są to rzadkie przypadki, o tyle na mnie jakoś jeszcze dotąd nie padło, by mi koncert ulubieńca(ów) odwołano lub przełożono, ale zawsze musi być ten pierwszy raz. Przez ostatnie dni sporo słuchałem muzyki Nazareth. Bynajmniej, wcale nie z moich ulubionych płyt, a właśnie z tych powszechnie nielubianych, niedocenianych, itd... Jak i takich, do których już od dawna nie powracałem. Tak więc, spokojnie leżały sobie na półce "Hair Of The Dog" (arcydzieło nad arcydziełami), "Razamanaz" (mój ulubiony album z najbardziej pierwszego okresu), "The Fool Circle" (kapitalny album z początku lat 80-tych, na którym zazwyczaj beznamiętni krytycy nie potrafią się poznać), czy na przykład także dwie inne wyborne płyty, jak: "No Mean City" czy "Close Enough For Rock'n'Roll". Zamiast nich, do boju ruszyły "Snakes'n'Ladders" (lubię!) , "Rampant" (niegdyś uwielbiałem, ale dzisiaj nadal lubię), czy podobnie "Loud'n'Proud" (niegdyś zachwycałem się połową albumu, i tak mi pozostało po dziś dzień). Wymieniłem tutaj tylko kilka tytułów, a tak naprawdę, to cała dyskografia leżała ostatnio na mojej kanapie (która robi za stolik) i wałkowałem na przemian różne utwory. Dlatego żałuję, że moja podnieta "przed-koncertowa" musi jeszcze poczekać około półtora miesiąca na to wydarzenie. Nazareth w Polsce bywał wielokrotnie, jednak nigdy nie udało mi się na nich być. Pierwszy raz mieli trasę w latach osiemdziesiątych. W tym, także w Poznaniu, w którym zagrali w poznańskiej Arenie. Na tym koncercie było kilku moich kolegów, którzy później przez lata barwili w mych oczach tamten pamiętny wieczór. Wówczas ponoć w Arenie było 5 tysięcy ludzi. Ale to były inne czasy, inni ludzie, ... , wszystko było inne. Niecybernetyczne, niewirtualne,... Zresztą co tu dużo gadać, pamiętam namacalnie atmosferę w Arenie w tamtych latach, jak choćby na Budgie (12 sierpnia 1982) czy dajmy na to, UFO (w 1983). To se ne vrati.
Przed bodaj trzema czy czterema laty, ponownie Nazareth zagrali w Poznaniu, i to właśnie w niedoszłym na wczoraj "Eskulapie". Wówczas tego samego dnia na poznańskiej Cytadeli zagrali także Radiohead. Nie byłem ni tu ni tam, a po prostu leżałem chory w wyrku, jak dzisiaj Dan McCafferty. Pamiętam jeszcze jak w latach 90-tych czytałem recenzję z występu Nazareth we Wrocławskiej Hali Ludowej. Autor tamtego tekstu żalił się, że na wspaniały koncert do ogromnej hali, przyszła ledwie garstka ludzi. Oby tak nie było teraz w maju. Zresztą poczta pantoflowa donosi, że zainteresowanie najnowszą trasą Nazareth nie było aż tak beznadziejnie małe. Trzymam zatem kciuki, by jeszcze trochę ludu dokupiło biletów, a być może w maju będzie ta grupa czterech wybornych muzyków u nas godnie przyjęta.
We wczorajszej "wklejce" (z magazynu "Gitarzysta") dokonanej na moim blogu, odnośnie odwołanego koncertu Nazareth, podana została przy okazji rozpiska z przełożoną majową trasą po naszym kraju.
Na koniec chciałbym podziękować radiowemu koledze "Bacy" za bilet na Nazareth, który tak przy okazji, nie traci na swej ważności, jak zresztą wszystkie pozostałe zakupione czy zdobyte przez Was.
O koncercie będę jeszcze przypominać na blogu, jak i też na Aferowej antenie w "Nawiedzonym Studio". Do którego, tak przy okazji, zapraszam!




Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

czwartek, 12 kwietnia 2012

THE STRANGLERS - "Giants" - (2012) -

THE STRANGLERS - "Giants" - (Coursegood / earMUSIC / Edel) -  ***3/4



"Giants" jest płytą, która na pewno pozwala przyćmić tęsknotę za dawnymi Stranglersami. Tymi z epoki Hugh Cornwella. Szanse na powrót dawnego mistrzunia są tylko iluzoryczne, tak więc należy akceptować Dusicieli takimi, jakimi są.  W ostatnich nastu latach zdarzały im się płyty przeróżne, jak słabsza "Written In Red" (1997), przeciętna "Suite XVI" (2006), niezła "Coup De Grace" (1998) czy dobra "Norfolk Coast" (2004). Wreszcie i trafiła się znakomita. Nie piszę tych słów pod wpływem jednej chwili, a po kilku tygodniach przyjemnego słuchania "Giants".
Wszystko tutaj gra.  Zarówno muzyka, komunikacja, polot, fantazja, brzmienie, a co najważniejsze - kompozycje!  Nie chcę popadać w przesadny zachwyt, do którego zresztą mam skłonności, ale nie pamiętam kiedy ostatni raz naprawdę byłem w pełni usatysfakcjonowany ich muzyką.
Płyta rozpoczyna się bardzo niewinnie. Instrumentalny "Another Camden Afternoon", jest raczej zabawą brzmieniem i dialogami pomiędzy gitarą, basem, organkami i perkusją. Odnosi się wrażenie, że ta leniwie brnąca kompozycja ma tutaj robić za rozgrzewkę, a nie jakieś serio preludium. Fajnie się tego słucha, ale nic więcej. Tak naprawdę, to album ma dopiero się rozpocząć za chwilę. "Freedom Is Insane", cóż za wspaniałe otwarcie piosenkowego setu. Fajna melodia, którą na strzępy próbują porwać co rusz to wtrącające się instrumenty (solo organowe, później gitara i wciąż ładujący swą mocą bas - super!). Paradoksalne wydawać się może, że to czadowa kompozycja, lecz wcale nie brzmi ostro. O wiele drapieżniej prezentuje się następny w kolejności i tytułowy zarazem "Giants". Tutaj Stranglers zabrzmieli jak starzy znajomi z lat 70-tych. Tę nieco mroczną kompozycję "gubi" tylko ładny refren, taki w klimacie już następnej dekady.  Z kolei "Lowlands" naszpikowany został mocnym rytmem basu, niosąc ze sobą siłę solidnego punka. Miłą rolę odgrywają tutaj organy, które swym nieco knajpianym klimatem ciekawie współgrają z zadziornością całej reszty instrumentów oraz wokali Warne'a i Burnella. Pierwszą część albumu kończy znakomita piosenka "Boom Boom". Hit, aż się patrzy. Posiada on taki wymarzony koncertowy refren, dla rozentuzjazmowanych fanów, gdzieś tak najlepiej w okolicach finałowej części występu. Drugą część rozpoczyna "My Fickle Resolve", taki nieco senny kawałek, z powoli, lecz marszem idącą perkusją i ładnymi klawiszowymi wtrąceniami. Panuje tutaj taka błoga, wręcz deszczowo-londyńska atmosfera. Po tym fragmencie płyta znowu nabiera tempa. Typowo gitarowy "Time Was Once On My Side" mocno punk'uje, a jeszcze efektowniej nakładają się tutaj na siebie wokalne dialogi Warne'a i Burnella. Następuje starcie ukojenia z wrzaskiem. Ósmym fragmentem płyty jest "Mercury Rising". Ten oparty w dużej mierze na mocnych akordach gitary, słodziutkich wstawek klawiszy i melodeklamowanych partiach wokalnych utwór, robi najmniejsze wrażenie ze wszystkich tu obecnych, ale i tak słucha się go przyjemnie. Szczególnie z uwagi na bardzo ładną partię gitary gdzieś tam prawie pod jego koniec. No i pozostał nam deser. Dwie ostatnie kompozycje są fenomenalne, i śmiem nawet twierdzić, iż można je zapisać do "dusicielskich" pereł wszech czasów. Najpierw zaśpiewane po hiszpańsku tango, o stosownym tytule "Adios (Tango)", zagrane z niebywałym kąsem i pazurem. A używając języka r'n'rollowego , po prostu z jajami! Fenomenalny rytm, melodia, słowem całość wpada w ucho już na zawsze. Warto dodać, że ostatnie nieco ponad pół minuty, podane w romantycznej formie, powinno zachwycić wszystkich nostalgików, albowiem tworzy się tutaj przy okazji odrębna i zarazem prześliczna melodia.  Na finał powędrował "15 Steps". I to on jak na razie pozostaje jednym z moich utworów tegoż roku. Ten oparty na skocznym i jednostajnym rytmie utwór nie pozwala ustać spokojnie w miejscu. Zwrotka prowadzi się niczym poranny trucht, by w szarpanym refrenie ruszyć do zmasowanego boju. A to co zrobili tutaj w środkowej części panowie Warne (na gitarze) oraz Greenfield (na instr.klaw.), nie znajduje we mnie słów uznania. Coś absolutnie obłędnego!
W ten oto sposób nadszedł koniec mojego rekomendowania tej znakomitej płyty. W moim odczuciu jednej z najlepszych w ich karierze. Niech żałują ci, dla których Stranglersi przestali się liczyć po 1990 roku.  Osobiście hołduję zasadzie: "nie wierz gębie, połóż na zębie", przez co rzadko pozwalam , by umknęło mym uszom coś wyjątkowego. Jak choćby to.
P.S. Do limitowanej edycji "Giants", oprócz pięknego digipacka, dorzucono dodatkową akustyczną i naprawdę bardzo wyborną koncertówkę "Acoustic Set Convention 2011 Live". Nie bywam zazwyczaj fanem takiej formy przekazu, lecz tej płytki słucha się naprawdę miło, pomimo iż króluje na niej brzmienie elektrycznego pianina, basu i gitary akustycznej, a i także dobór utworów wydaje się stać nieco w opozycji do największych przebojów.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

NAZARETH u nas jednak dopiero w maju !!!


 Poniżej pozwoliłem sobie na wklejkę z magazynu "Gitarzysta", która wszystko wyjaśnia:



Z powodu choroby wokalisty Nazareth, mająca się dziś rozpocząć trasa koncertowa formacji została przeniesiona na koniec maja.

Oto oświadczenie organizatora dotyczące trasy koncertowej Nazareth:

"Artyści legendarnej szkockiej grupy Nazareth przybyli wczoraj do Poznania bez lidera Dana McCaferty. Wokalista doznał ciężkiej infekcji górnych dróg oddechowych. Nadzieja, że artysta dołączy do reszty zespołu tuż przed koncertem została dziś niestety rozwiana. Stan muzyka nie pozwolił na przylot do Polski gdzie w dniach 12-17 kwietnia miał dać 5 koncertów z grupą Nazareth. Dan McCarefty leczony jest farmakologicznie. Z uwagi na spore zainteresowanie koncertami zespołu oraz licząc na szybką poprawę stanu zdrowia organizatorzy ustalili nowe terminy trasy koncertowej."

Aktualny plan trasy koncertowej:

26 maja, sobota, Katowice Mega Club godz. 20:00
27 maja niedziela, Warszawa, Klub Progresja godz. 19:00
29 maja, wtorek, Gdynia Klub Ucho godz. 19:00
30 maja, środa, Lublin, Klub Grafitti godz. 19:00
31 maja, czwartek, Poznań, Klub Eskulap godz. 19:00

Bilety zakupione w przedsprzedaży zachowują ważność.

Dziś o godzinie 17:00 w Hotelu Dorrian w Poznaniu przy ul. Wyspiańskiego 29 odbędzie się konferencja prasowa z członkami zespołu Nazareth.
Magazyn Gitarzysta jest patronem medialnym trasy.



 Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

środa, 11 kwietnia 2012

H.E.A.T. - "Address The Nation" - (2012) -

H.E.A.T. - "Address The Nation" - (EAR MUSIC / EDEL) -  *2/3



W 2010 roku kupiłem płytę "Freedom Rock" niemal w ciemno. Wystarczyły mi tylko dwie rekomendacje, bijące z naklejonego stickera na frontowej części pudełka.  Jeden duży napis oznajmiał: "Sweden's Hard Rock Sensation", a drugi wypisany mniejszą czcionką zawierał słowa pochlebstwa wypowiedziane przez samego Joey Tempesta (wokalistę Europe - gdyby ktoś jeszcze nie wiedział). Jak się później okazało, był to drugi album zespołu o nazwie H.E.A.T. , a wewnątrz tegoż kompaktowego wydania siedziała dodatkowo jeszcze jedna płyta, która okazała się ich debiutem. Tak oto w jednej chwili stałem się szczęśliwym posiadaczem pełnej dyskografii tej bardzo fajnej grupy. Grupy, której album "Freedom Rock" czarował mnie nieprzerwanie, czaruje nadal, a i debiutowi niewiele do niego brakuje. Nie mogłem wyjść z podziwu, że w tych często pseudo-muzycznych czasach zaistniał zespół (sekstet!), który gra niczym stary dobry Europe, wymieszany ze współczesnym brzmieniem i kopem a'la grupa Edguy. Nazwa Edguy pojawia się w tym miejscu całkiem nieprzypadkowo, bowiem muzycy H.E.A.T. będąc pod wielkim wrażeniem zespołu dowodzonego przez Tobiasa Sammeta, zaprosili jego lidera przed dwoma laty do zaśpiewania w kapitalnym notabene numerze "Black Night". Każdy smakosz soczystego lekkiego metalu poznał także wartość innych utworów z tamtej bezbłędnej płyty, w rodzaju "We're Gonna Make It To The End" , "Nobody Loves You (Like I Do) czy "I Know What It Takes". Płyty, po której pozostają już tylko nie dające się opisać wspomnienia. Bo oto nadeszła nowa era. Wedle powiedzenia, zamienił stryjek siekierkę na kijek. Odszedł bardzo dobry wokalista Kenny Leckremo, a na jego miejscu pojawił się zupełnie bezbarwny, i przepraszam za określenie, lalusiowaty Erik Gronwall. I bynajmniej wcale nie piję do jego zwycięstwa w szwedzkiej edycji "Idola". Fakt, że te straszne programy produkują jedynie słuszną konfekcję, nie musi przecież przekreślać od razu każdego. Jednak, jak to się dzieje, że z tak znakomitej do niedawna grupy, nie pozostało już nic. Dziesięć pseudo-metalizujących pioseneczek zgrabnie układa się w jeden ulepkowaty potok ściekającego lukru, niczym po jakiejś ulewie. Głos Gronwalla zapewne powinien czarować czytelniczki magazynów "Bravo Girl" czy "Popcorn", o ile te pisemka jeszcze się ukazują. Nawet gitarki budzą grozę niczym jaskinia śmierci w wesołym miasteczku. A do tego jeszcze kaskada fajansiarskich chórków, typu: "oooo", "jejeje" , "ajajaj" , i tym podobnych budzących grozę fajerwerków.  Nawet całkiem niezłe melodie, jak te w : "Heartbreaker", "Downtown" czy "Living On The Run" zbezczeszczono jak się tylko da, polerując każdą  ich krawędź do połysku niemowlęcej dupci. Cóż..., miała powstać z założenia płytka z leciutkim metalem , a nawet metalikiem, a zrodziła się wysypka uczuleniowa na tylnej i intymnej części mego ciała.
"Address The Nation", to album , który najlepiej omijać z daleka. Chyba, że słowo "rock" pojmujemy przez pryzmat radiostacji typu "Eska Rock" lub inne "Wciąż te same straszne przeboje".


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

SONIC STATION - "Sonic Station" - (2012) -

SONIC STATION - "Sonic Station" - (FRONTIERS RECORDS) -  ***1/2



Sonic Station , to AOR'owy debiut ze Szwecji. Co oznacza, iż ponownie mamy do czynienia z pozycją wykwintną i elegancką w krainie rocka. Pod tą nazwą ukrywa się w zasadzie jeden człowiek - Alexander Kronbrink. To bardzo zdolny gitarzysta, a przy okazji producent i kompozytor, który jeszcze całkiem do niedawna stąpał po krawędziach lekkiego jazzu, jednak na szczęście zwyciężyła u niego młodzieńcza fascynacja lekkim rockiem (a nawet popem) , jaki w latach osiemdziesiątych uprawiali wykonawcy typu: Toto, Chicago, Heart, Alan Parsons Project, itd... Pomimo niemal pełnego oddania się takiej muzyce na tejże płycie, nie brakuje tutaj lekkich wtrąceń z okolic jazzu czy nawet (a może i przede wszystkim?) soulu. Bo,o ile na przykład kompozycje "Hold On To Me" czy "Never Let The Sunshine Die" zupełnie spokojnie mogłyby przyozdobić niejedną płytę Alana Parsonsa (słychać, że śpiewający Kristoffer Fogelmark pozostaje pod silną fascynacją Erica Woolfsona), o tyle Marika Wilstedt, która zaśpiewała w połowie kompozycji na "Sonic Station", musiała się w życiu sporo nasłuchać Randy Crawford, Olety Adams, i tym podobnych wokalistek. Szczególnie słychać to w utworach "My Last Refrain" oraz w zaśpiewanym w duecie z Kristofferem Fogelmarkiem "Love You More".
Tę przyjemną, aczkolwiek nieabsorbującą za bardzo płytę, otwiera delikatne intro syntezatorowo-gitarowe, któremu cudownie towarzyszy leniwa , czy wręcz rozmarzona trąbka, a później są już tylko piosenki, zaśpiewane przez pięciu wokalistów (dwie damy i trzech dżentelmenów). Wypada pochwalić uroczy klimat tego piosenkowo/lekko rockowego albumu, mnogość pomysłów kompozycyjnych oraz bogactwo aranżacyjne, ale przede wszystkim pogratulować autorowi tego dzieła dobrego smaku.
Reasumując, przyszło nam spotkać się z miłą i atrakcyjną płytą, która powinna pogodzić gusta sympatyków muzyki spod znaku AOR, a także entuzjastów wysmakowanego popu, który już od dawna nas za bardzo nie rozpieszcza.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Święta, Święta, i po Świętach

Milutko było wczoraj w Nawiedzonym Studio przy Św.Rocha. Atmosfera świąteczna zapanowała w pełni. Agnieszki (realizującej program) Mama zrobiła przepyszny sernik. I jeszcze kilka innych ciast, ale po całym dniu pakowania w siebie, starczyło mi tylko sił na spróbowanie jednego gatunku. Padło na sernik. Mistrzostwo Świata! Agnieszka, to jedna z nielicznych niewiast z jaką potrafię rozmawiać na pełnym luzie. O wszystkim. O górach (wielka jej pasja), o fajnych ludziach, i chwilach z nimi spędzonymi, a także o muzyce. Wczoraj okazało się, że Agnieszka także posiada na półce płytę Marillion "Seasons End", której po pierwszej w nocy wszyscy wspólnie przecież słuchaliśmy. A ja zawsze myślałem, że Agnieszka słucha tylko mocnego rocka. Może dlatego, iż jest zadeklarowaną fanką Savatage?. Mamy przyjemność ze sobą współpracować góra raz, czasem dwa razy w roku, i zawsze wówczas w murach Afery rządzą tylko dobre duchy. Dostaliśmy wczoraj z Agnieszką także sms-a z pozdrowieniami ze Szczecina , od Andrzeja (nadwornego realizatora N.S.). Wczoraj zresztą w ogóle przyszło sporo sms-ów.  Przychodziły cały czas. Nawet kilka dotarło już po zakończonej audycji. Odezwało się wielu Słuchaczy, którzy od dawna nie dawali o sobie znać. Lubię Święta Wielkiej Nocy, bowiem w poniedziałek wielu z nas może odespać, dzięki czemu można wspólnie posłuchać muzyki przez pełne cztery godziny. Wyobraźcie sobie, że i ja byczyłem się w moim wyrku do bitego południa. Przez co śniadanie zjadłem w porze obiadowej. Raz w roku można, a co! A później trochę muzyki, trochę telewizji i trzy przyjemne spacerki z żoncią. Słoneczne, choć nadal mroźne. Wiosna tylko w kalendarzu, gdyż ciała jeszcze nie pieści.

 Telewizor włączyłem na chwilę, a gdy zobaczyłem prezesa , to zapomniałem o wesołości tych Świąt. Na szczęście, szybko sięgnąłem po cudowne urządzenie, jakim jest pilot, i niczym gąbką po tablicy, zmyłem z niego niebezpieczeństwo dla każdego zdrowego umysłu.


Niedługo później zanurzyłem pozytywne emocje w starcie Kolejorza z Koroną. Chłopaki z Bułgarskiej zagrały w Kielcach nieźle, ale do przerwy obrywali zero do dwóch. Później zabrali się do roboty z nieco większym entuzjazmem i wyrównali bilans bramkowy. Szkoda jednak, bo gdyby z taką mądrością zagrali całe spotkanie, wygraliby zapewne.

Wieczór należał do Pretty Maids. Ich najnowszy koncert znałem dotąd tylko w wersji audio, a dzisiaj zasmakowałem tego samego z pełnego DVD, znajdującego się w łącznym zestawie trzech płyt. Ronnie Atkins śpiewa genialnie. Facetowi brakuje dwóch lat do pięćdziesiątki. Na twarzy nagromadził tyle zmarszczek jakby przeżył jeszcze conajmniej dekadę więcej, lecz na scenie wywija jak młodzieniaszek. Jego kumple z zespołu - także!. Ach, te stare zespoły! Bierzcie z nich przykład "smutni alternatywni".



Po ostatnim dzisiejszym spacerze, całą wieczoro-noc przeznaczyłem dla nowych Tindersticks, Sonic Station, a także dla nowego Kayak, którego słucham od kilku tygodni i coś mi nie podchodzi. Nie pojmuję dlaczego tak dużo śpiewa tutaj Cindy Oudshoorn. Niespecjalnie czaruje za mikrofonem, a tak bardzo spina się, by pod tym względem dorównać Irene Lenders. Po prawdzie wystarczyłby nawet sam Edward Reekers. Do Kayak żeński śpiew zawsze pasował tylko jako smakowity dodatek, a nie główny atrybut.

I tak, Święta dobiegają końca, czas wracać od jutra do normalności, która odpowiada mi nawet bardziej. Zbyt długie przesiadywanie przy świątecznym stole nie wpływa dobrze nawet na takiego obżartucha jak ja. Choć przyznam, że wyżerka była w tym roku przednia. Spisali się teściowie, moi rodzice, żonka... Wszyscy! Było miło, wesoło i jeszcze do syta.
Właśnie nalałem sobie do szklaneczki cytrynówkę "Krupnik" i zamieniam fajnego Paula Wellera "Sonik Kicks", na Tindersticks "The Something Rain". A propos tej płyty, to utwór "This Fire Of Autumn" kroi się na kolejną perłę tego roku. Choć na jego blask, poczekajmy jeszcze do jesieni. Tam jego miejsce i czas. I w ogóle, słowo "jesień", niech się do mnie nie spieszy. Czas na rządy wiosny i lata. Z małą przeszkodą, jutro 10 kwietnia. Oby znowu nienawiść nie wyszła na ulicę. Oby!. Więcej ciepła i słońca! Tego sobie wszyscy życzmy.

P.S. Na powyższych zdjęciach widoczne uroki wczesnej wiosny na ul.Winiarskiej (ach, te forsycje), a także na wiadukcie przy Szpitalu MSW. Ponadto trzy fotki z DVD Pretty Maids, a także wrzód na dupie nazbyt rozrzutnej demokracji.




Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 8 kwietnia 2012 - Radio "Afera" Poznań 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 8 kwietnia 2012
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl



RUNRIG - "The Cutter & The Clan" - (1987) -
- The Cutter
- Our Earth Was Once Green

NEW MODEL ARMY - "Impurity" - (1990 -
- Purity

THE STRANGLERS - "Giants" - (2012) -
- 15 Steps

ZIYO - "Gloria" - (1991) -
- Eve
- Fire In The Wind


U2 - "Achtung Baby" - (1991/ reedycja 2011) -
- Paint It Black - /bonus track/


LYKKE LI - "Wounded Rhymes" - (2011) -
- I Follow Rivers
- Silent My Song


PAUL WELLER - "Sonik Kicks" - (2012) -
- Kling I Klang
- Be Happy Children - /w towarzystwie córki LEAH WELLER/


ULTRAVOX  - "Systems Of Romance" - (1978) -
- Slow Motion
- I Can't Stay Long
- Quiet Men


ULTRAVOX - "Quartet" - (1982) -
- Cut And Run
- The Song (We Go)


THE BLUE NILE - "A Walk Across The Rooftops" - (1984) -
- Tinseltown In The Rain


SUNSTORM - "Emotional Fire" - (2012) -
- You Wouldn't Know Love


IRON MAIDEN - "En Vivo!" - (2012) -
- El Dorado
- 2 Minutes To Midnight


PRETTY MAIDS - "It Comes Alive - Maid In Switzerland" - (2012) -
- Back To Back
- Rodeo


NAZARETH - "Cinema" - (1986) -
- Just Another Heartache


JUDAS PRIEST - "Killing Machine" - (1978) -
- Take On The World
- The Green Manalishi (With The Two-Pronged Crown)
- Before The Dawn


BARCLAY JAMES HARVEST - "Caught In The Light" - (1993) -
- Cold War


MARILLION - "Seasons End" - (1989) -
- The King Of Sunset Town
- Easter
- Seasons End
- Berlin
- The Space...









Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

piątek, 6 kwietnia 2012

RAY MANZAREK - instrumentalista klawiszowy z THE DOORS w Poznaniu 12 maja 2012

Poniżej internetowa wklejka z internetu, dotycząca bardzo interesujących koncertów w Warszawie, Ostrołęce oraz Poznaniu.
12 maja będzie można w Grodzie Przemysła zobaczyć na żywo, Raya Manzarka, żywą legendę The Doors.
A oto garść informacji na temat tego wydarzenia:


Miejsce: Eskulap
ul. Przybyszewskiego 39, Poznań

Czas: Sobota, 12 maja 2012, 19:00
Cena: Bilet 110 PLN
Bilety: W sieci EVENTIM oraz Kupbilet
Kategoria: koncerty
Gwiazdy: The Doors , Ray Manzarek
E-mail: eskulap@eskulap.art.pl
Strona: www.tangerinemusic.com.pl
Raya Manzarka przedstawiać nie trzeba. Współzałożyciel legendarnych, nieśmiertelnych The Doors ciągle jest w znakomitej formie. Na moment ze starymi przyjaciółmi z The Doors oraz wokalistą The Cult – Ianem Astberym przywrócili do życia macierzysty zespół Raya.

Z Bobbym Kriegerem , z przerwami ale ciągle razem koncertują. Ray Manzarek to z całą pewnością jeden z najbardziej wpływowych klawiszowców w historii muzyki rockowej. Błyskotliwy, twórczy o natychmiast rozpoznawalnym stylu. Ciągle pozostaje wzorcem dla kolejnych pokoleń.

Tym razem przyjedzie do Polski z Manzarek - Rogers Band, w ramach promocji drugiej płyty zespołu zatytułowanej "Translucent Blues". Muzycy wystąpią 10 maja w warszawskiej Stodole, dzień później w Ostrołęce (Kino Jantar), a 12 maja w Poznaniu (Eskulap)

Oto szczegóły koncertów:

MANZAREK - ROGERS BAND
10 maja 2012
Warszawa - Stodoła
otwarcie 18:00 - początek 19:00
support: Boogie Boys

11 maja 2012
Ostrołęka - Kino Jantar
otwarcie 18:00 - początek 19:00
support: Werbińska & Pawlina

12 maja 2012
Poznań - Eskulap
otwarcie 18:00 - początek 19:00
support: Werbińska & Pawlina


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------




Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

na chwilę przed Świętami, a i z mocą życzeń

Wleciał do mojej roboty kolega. A to taki bardzo zapracowany kolega, rzadko posiadający wolny czas. Wczoraj jednak znalazł chwilę i sprawił mi niespodziankę swoją "głupią mordą". A przyjechał po to, by wręczyć mi Zajączka, najnowszego limitowanego Bruce'a Springsteena. Zapytał: "masz już?" Z pierwszej chwili, by nie czynić mu przykrości, chciałem powiedzieć, że nie, ale kłamstwo ma zawsze krótkie nogi, tak więc zgodnie z sumieniem odpowiedziałem, że tak. Przemcio wyskoczył po chwili do swojego auta i przyniósł paragon z Empiku. Wręczając powiedział: "wymień sobie na co chcesz, byleś szczęśliwym był". Nie musiałem się długo zastanawiać, albowiem od kilkunastu dni miałem zaplanowaną nowość, na którą brakowało nieco funduszy, a spać mi paskuda nie pozwalała. Bałem się tylko czy bez kłopotu uda się takowej roszady dokonać, w dodatku w sklepie, w którym czuję się zawsze jakoś tak nieswojo. Może dlatego, że panuje tam zbyt "pełna kultura", a ja to swojski chłop jestem. Ale udało się. Do wydanych przez Przemcia 64,99 zł, dopłaciłem piątaka, złożyłem jeszcze jakiś autograf na kwitku uznającym zwrot (czy wymianę), i do siateczki powędrował najnowszy podwójny żywiec Iron Maiden "En Vivo!".  Łał !!!, ale radocha! Pomyślałem sobie, że jak zdążę posłuchać w tym przedświątecznym czasie tych płyt, to może zagram coś w Nawiedzonym? Kurcze, tylko, że w Święta taka nawalanka?  Ludzie mi od odbiorników pouciekają, ponieważ w tym miłym czasie, zapewne nastąpi w mediach (i nie tylko) supremacja wesoło-polskiej-ludowszczyzny. Brrr!, już się boję! Do tego wyjeżdżam z rodzinką, na sobotę i niedzielę, do pierwszej stolicy Polski, a u teściów w telewizorku dominuje także "miła atmosferka".Aaaa, może i dobrze. Przyda się każdemu diabłu nieco łagodności. W tym i mnie.
Przechadzając się po porannym Poznaniu, na ul. Ratajczaka, ku zdziwieniu mym oczom, nagle pojawiły się dwa plakaty reklamujące Polskie koncerty Nazareth (utrwaliłem to wydarzenie na fotce). W tym i ten nasz Poznański, rzecz jasna. Wreszcie! Na sześć dni przed koncertem - brawo! W takim tempie na pewno dogonimy świat. Ale..., lepiej późno, niż wcale. Notabene pod mostem Pułaskiego także sypnęło plakatami na Nazareth. A jeszcze wczoraj tamtędy przejeżdżałem i tych plakatów tam jeszcze nie było. Że tak posłużę się cytatem Klasyka.

Idąc sobie spokojnym krokiem dalej uliczkami mego miasta, napotkałem naprzeciw siebie dwóch 9-10 latków, którzy akurat mijali się ze mną, i kątem ucha podsłuchałem jak jeden zapytał drugiego, wcale nie o to czy spotkają się dzisiaj przy konsoli PlayStation 3, albo na jakimś treningu, tylko młodziak z pełnią powagi chwili i jej dostojeństwa zarzucił drugiemu: "poszedłbyś ze mną dzisiaj na Drogę Krzyżową?". Odpowiedzi już nie usłyszałem, ale szybko zapisałem sobie dokładnie to zdarzenie w mojej telefonowej notatce.

Skoro już nieco powyżej tknąłem tematyki koncertowej, to chciałbym grono Nawiedzonych poinformować, że 13 kwietnia w klubie "Lizard King", o godzinie 22-giej ma zagrać grupa Ziyo. Bilety, że tak się posłużę luzacką gwarą młodziaków, są całkiem za free. Jeśli sił mi wystarczy po Nazarecie, to...., jak to mawia moja żoncia: "maybe yes, maybe no, maybe baby I don't know".

Na koniec tego wpisu, pragną jeszcze tylko złożyć Wam, Moi Mili, Zdrowia i Radości na nadchodzące Święta !




Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

czwartek, 5 kwietnia 2012

AXEL RUDI PELL - "Circle Of The Oath" - (2012) -

AXEL RUDI PELL - "Circle Of The Oath" - (Steamhammer) -  ***2/3



Największy okres fascynacji muzyką Axel Rudi Pella przechodziłem w latach 90-tych, kiedy to przed mikrofonem stał jeszcze Jeff Scott Soto. Zachwycały mnie rycerskie i baśniowe solówki gitarowe, piękne melodie i fajny zdarty głos Jeffa. Do dzisiaj lubię ich muzykę, pomimo iż od kilkunastu lat śpiewa już Johnny Gioeli. Bardzo dobry wokalista, choć nieco mniej drapieżny od J.S.Soto.
Koncepcja każdego albumu była i jest po dziś dzień identyczna. Połowę materiału stanowią zazwyczaj szybkie i metalowe kompozycje, o dużej sile i ekspresji wykonania, a pozostała połowa dzieli się na ballady i tak zwane utwory motoryczne, które prowadzone są w średnim i nieco walcowatym tempie. Można się spierać, który album jest lepszy, a który jeszcze lepszy, prawda jednak jest taka, że wszystkie są równie dobre, albowiem trzymają nieprzerwanie wysoki poziom. Grupa zawsze celowała w gust tradycyjnego odbiorcy hard'n'heavy, wychowanego na muzyce Deep Purple, Scorpions, Rainbow czy UFO. Dostarczając niemal takich samych emocji co wyżej wymienieni giganci.
"Circle Of The Oath" przynosi nawet kilka niespodzianek, ku zdziwieniu niedowiarków. Przede wszystkim utwór tytułowy, delikatnie brnący ku kulturze Wschodu, w którym połowy partii wokalnych Gioelli'ego nie mogłem na początku rozpoznać. Dopiero, gdy wokalista nabrał mocy w gardle, upewnił mnie, że to jednak nikt inny. Zagrana tutaj solówka gitarowa przez Pella, choć krótka, jest absolutnie czarująco piękna.
Drugą niespodzianką jest finałowy "World Of Confusion (The Masquerade Ball Pt.II)", który jak już sam podtytuł zdradza, kontynuuje utwór z kapitalnej płyty sprzed lat dwunastu. Jest równie długi, co przejmujący, posiada zbliżoną melodię, i niemal identyczny motyw klawiszowy, a jednak na tyle inny, by nie stać się bladą kopią. Myślę, że każdy fan A.R.Pella padnie przed tym numerem na kolana.
Największą siłą tej płyty są jednak mocne i szybkie kompozycje. To niewiarygodne, ale przy takich "Fortunes Of War" czy "Before I Die" nie da się wręcz usiedzieć. I co z tego , że na poprzedniej płycie, czy jeszcze wcześniejszej, były kompozycje identyczne, i niemal tak samo dobre, skoro tamtych miło się słuchało, a te wgniatają w fotel. Spośród czadów zawartych na "Circle Of The Oath", postawiłbym jeszcze na "Hold On To Your Dreams", z którego to można uczynić numer singlowy do promocji albumu. W tych niespełna sześciu minutach jest wszystko to co stanowi za wizytówką zespołu A.R.Pella. Kapitalny i non stop powtarzalny refren, soczyste gitarowe solo, mocny rytmiczny podkład, świetny śpiew Gioeli'ego, słowem ideał.
Oczywiście, każdy fan A.R.Pella oczekuje także ballad, które są tradycją, a także wielką siłą Pella. Zupełnie jak u innych specjalistów od tego typu grania, czyli u Scorpions. Jest tutaj taka jedna i zarazem szczególnie piękna ballada "Lived Our Lives Before". Mam nadzieję, że muzycy nie potraktują serio tytułu ("Już przeżyliśmy nasze życie") i nagrają jeszcze niejedną tak wspaniałą płytę, jak ta.

P.S. Absolutnym musem jest nabycie limitowanej wersji, wydanej w efektownym digipacku, z dodatkowym koncertowym "The Temple Of The King", z repertuaru grupy Rainbow (z niegdyś śpiewającym nieodżałowanym R.J.Dio). Edycja ta zawiera ponadto fajny plakat. Dla ludzi o zbyt ciężkim portfelu istnieje jeszcze deluxe edycja tego dzieła, zawierająca CD, 2 LP i kilka gadżetów, w tym m.in. podkładkę pod mysz z okładką płyty.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

środa, 4 kwietnia 2012

ostatnio bywam rzadziej, ale wciąż jestem

Nie miałem ostatnio czasu , by napisać cokolwiek na blogu. Wprawdzie nie należę do osób pochłoniętych przedświątecznym szaleństwem, ale jakoś dużo i szybko się dzieje, że i przysiąść, chwycić za pióro, po prostu nie ma kiedy.  Okazją zatem, niech będzie moje zaproszenie do najbliższego Nawiedzonego Studia, które przygotuję najlepiej jak potrafię, a i z wielką przyjemnością w ten świąteczny czas je poprowadzę.

Pomimo, iż zupełnie nie udzielam się na facebooku, to konta na nim nie zlikwidowałem, przez co często otrzymuję na pocztę informację, że ktoś jeden czy drugi, chce dołączyć do grona moich znajomych. Oczywiście, wszystkich chcących dołączyć akceptuję, przy okazji informując, że ja tam się nie udzielam, gdyż nie lubię, nie chce mi się, i w ogóle jak to mówią, zarobiony jestem. Tak więc, przede wszystkim zapraszam Was na mój blog, jak i na oficjalną stronę Nawiedzonego Studia. Mój blog to jest mój portal. Facebook to dla dzieciaków.  I to tych leniwych, którym nie chce się tyłka od klawiatury oderwać i zobaczyć jak wygląda świat realny.

Wracając do mojego zalatania. Doszło do tego, że gotycki Krzysiek podrzucił mi single, maxi single i longplaye Bazooka Joe, w celu przegrania na CD, a ja nie mam kiedy się za to wziąć. Choć chciałbym zdążyć na tę niedzielę. Zobaczymy. To bardzo unikatowe płyty. Zdobyć je graniczy niemal z cudem, a jeśli już, to za potworne pieniądze.

Pierwszy raz, odkąd jestem w Aferze (blisko 18 lat!), zapisałem się na listę chętnych do pójścia gratisowo na koncert Nazareth, 12 kwietnia br. Brak funduszy, a przy okazji wielka pokusa zobaczenia na żywo legendy rocka, schowały mą ambicję do kieszeni, i zasępiłem. Okazało się, że w naszym radyjku nie mają mego zdjęcia, które do czegoś tam przy rozdawaniu zaproszeń jest potrzebne, przez co skomplikowało to moje starania o wejściówkę na tę imprezę. Na szczęście nie na długo, gdyż jeden z kolegów radiowych, postanowił mi pomóc, i zamiast mnie wysyłać do fotografa, fotografa przyśle do mnie. Piękne prawda?. Nawet bardzo piękne. Tym bardziej, że kolega radiowy napisał mi, że będzie mu bardzo miło wysłać mnie na ten koncert. To jedna z najsympatyczniejszych rzeczy jakie spotkały mnie w tym roku. Równie niesamowicie radosna, okazała się paczka niespodzianka, od Pana Darka z Mystic Production, z 11 promocyjnymi płytami. Nie znajduję słów by wyrazić mą wdzięczność. Nie jest na tym świecie aż tak źle, jak czasem wielu ludziom mówię. Najlepsze jest to, że spodziewałem się nagany za pewien popełniony grzeszek, a dostałem nagrodę. O ironio losu.
A co do tego nieszczęsnego zdjęcia, to i tak muszę wkrótce przejść się do fotografa, albowiem od stycznia żyję na nieważnym paszporcie i dowodzie osobistym. Jestem zatem obywatelem wykolejeńcem. Na szczęście podczas kilku potrzeb okazania dowodu osobistego w ostatnim czasie, nikt nie sprawdził jego ważności.
Uff!

Od niedawna także wiem, że nie pójdę na kwietniowy koncert RPWL. Tego dnia mój serdeczny kumpel ma ślub, i zaprosił nas z żoncią na udział w jego przebiegu, a także i na późniejszą uroczystość. To dla mnie wielkie wyróżnienie, choć niestety przyjdzie mi się ubrać elegancko, czego nienawidzę. Garnitur to największy syf w dziejach ubioru i mody.  Niech ja tylko dorwę tego, który go zaprojektował. Dla fana rock'n'rolla garnitur to hańba, a przy okazji najbardziej niewygodne sztywniackie wdzianko, wynalezione dla nieurodziwych dupków, by podnieść swoje ego. Zupełnie jak u współczesnych kurdupli jeżdżących Dodge'ami i Range Roverami. Najczęściej ich metr siedemdziesiąt wzrostu daje dowartościowanie wobec dwumetrowca siedzącego w nisko zawieszonym Volkswageniku polo. Tak dla przykładu. Nie ma w tym lokowania produktu. Wracając do garnituru, przepraszam przy okazji urażonych, noszących to, lub nie daj Boże hołdującym temu okropieństwu.

Sławek taksówkarz, który w ubiegłym roku cudem uciekł z objęć kostuchy, ponownie nie spędzi Świąt Wielkanocnych w domu. Poprzednie Święta spędził w śpiączce trwającej kilkadziesiąt dni, a lekarze nie dawali jego bliskim wielu szans i nadziei. Facet wyzdrowiał. Cudem. Jednak pozostały cielesne rany, do których doprowadzili medycy papudracy. Na szczęście, znalazł się profesor, który amatorów odsunął na bok i wziął sprawy w swoje ręce. Dzięki niemu i kilku fachowcom, rany się goją, ale po roku Sławek musiał pójść znowu na stół, by odleżyny już tylko operacyjnie zaleczyć. Koszmar. Uwierzcie, że te nasze codzienne problemy to tylko problemiki, wobec człowieka, któremu waga zeszła o ponad 50 kg w dwa miesiące, a mięśnie po wybudzeniu ze śpiączki, długo się regenerowały. Musiałem to napisać. Jestem Sławkowi to winien, gdyż facet kocha muzykę, bywa z nami co tydzień przed odbiornikiem, a teraz trzymam kciuki, by wreszcie się wszystko raz na zawsze dobrze zakończyło. Być może za czas jakiś, znowu będę cotygodniowym klientem jego taksówki w powrocie z radia do domu?.

Co do muzyki, to najchętniej słucham nowego Sunstorm (genialna  płyta, pomimo, że wtórna pod każdym względem), a także coraz bardziej wciągają mnie The Stranglers, ze świetną płytą "Giants". Szkoda, że nikt nie dołączył tutaj jakiegoś apelu dla odbiorcy, by słuchać jej tylko głośno. Wówczas ta muzyka dopiero smakuje wybornie. Poza tym, wróciłem do wielu starych płyt. Nie powiem jakich, gdyż chciałbym z co niektórych zagrać muzykę w najbliższym Nawiedzonym. Nie lubię zdradzać, lubię niespodzianki, dlatego nie pytajcie o tytuły, i tak rąbka tajemnicy nie uchylę.
Na życzenia świąteczne jeszcze nie pora. Odezwę się niebawem.
A zatem, do zobaczenia wkrótce...


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl