niedziela, 28 października 2012

MOSTLY AUTUMN - "The Ghost Moon Orchestra" - (2012) - Limited Edition 2 CD

MOSTLY AUTUMN - "The Ghost Moon Orchestra" - (MOSTLY AUTUMN RECORDS) - Limited Edition 2 CD   **1/2


Pamiętam jak wielkie wrażenie zrobił na mnie debiutancki album "For All We Shared" (1998). A i niewiele mniejsze także następna płyta "The Spirit Of Autumn Past", która ukazała się już w roku następnym. Słuchałem tej muzyki z wypiekami na twarzy, nie dając wiary, że jeszcze ktoś potrafi dziś tak przejmująco grać, nie stając się zarazem drugim Camel, Marillion, Genesis czy Pink Floyd. Pomimo przecież czerpania od nich ile się da. Lider Mostly Autumn, wokalista i gitarzysta Bryan Josh, mnożył pomysły kompozycyjne niczym magik karty w dłoniach.
Josh to zręczny kompozytor i sprawny gitarzysta, jednak wokalistą jest dość przeciętnym. Dlatego zawsze potrzebował u boku jakiegoś ładniejszego głosu. Dawniej była to wokalistka Heather Findlay, a ostatnio jest nią Olivia Sparnenn, która niegdyś pełniła w zespole rolę jokerki.
Poprzednie dzieło "Go Well Diamond Heart", było niezwykle piękne. Co wcale nie było takie oczywiste, gdyż w ostatnich latach ta jesienna grupa, nie zawsze zachwycała. Dlatego żałuję, że na najnowszym "The Ghost Moon Orchestra" znowu powiało nijakością. Niby wszystko jest w porządku. Wszystkie śpiewane partie Olivii jak i Bryana, wciąż wydają się przejmujące i zaangażowane, tak samo jak gra całej tej księżycowej orkiestry - że tak się posłużę przy okazji tytułem albumu. Tyle, że nic z tego nie wynika. Ładny śpiew czy solidne granie, nie wystarczą jeśli kompozycyjnie wieją nudą. Tak jak i przesadnie egzaltowanymi emocjami, które napinają się niczym guma u gaci. Przepraszam za takie określenie. Może mało pasujące do muzyki, w której nie bardzo wypada posługiwać się typowym rock'n'rollowym żargonem, ale tak właśnie jest.
Bolączką "The Ghost Moon Orchestra" jest tak zwana przesadna ładność i ckliwość. Wszystko zostało podporządkowane tutaj pewnemu schematowi. I ta owa "ładność" nie ma prawa wyskoczyć przynajmniej na chwilę poza objętość ustalonego szablonu.  Muzycy nie pozwalają na jakiekolwiek wprowadzenie choćby jednego czy drugiego ziarnka brzydoty. Dla choćby uatrakcyjnienia. Przez to każde solo gitarowe wychodzi tam gdzie powinno, a Olivia serfuje głosikiem wciąż z tym samym napięciem. Aż dziw bierze, że jej gorset to wytrzymuje.
Próbowałem polubić tę płytę, proszę mi uwierzyć. Słuchałem jej do pewnego momentu codziennie. Po jednym, po dwa, a nawet po trzy razy. Później próbowałem czekać na przychylny wiatr, na słońce, aż wreszcie na dobry, bądź zły humor - na cokolwiek, co pozwoliłoby mi załapać klimat i polubić tych dziesięć nowych kompozycji. W końcu dałem sobie spokój, widząc z żalem z boku na mnie spoglądające piękne nowe dzieła zespołów Mystery, Ananke, Magnum czy Dare. Efektem poświęconego czasu dla "The Ghost Moon Orchestra" , było polubienie dwóch finalizujących całość kompozycji: "Wild Eyed Skies" oraz "Top Of The World". Nie było to wszak jakimś żadnym moim wysiłkiem, gdyż te dwie absolutnie wyróżniające się dziełka, trudnym byłoby z kolei nie pokochać.  Olivia Sparnenn także i w nich rozrywa swe płuca, ale jakoś bardziej przekonująco, a i piękniej przygrywa jej księżycowa orkiestra "bractwa jesiennych". Gitara Bryana Josha także jakoś naturalniej wydobywa nuty spod swych sześciu strun. Wszystko tu gra pełniej i jakoś wiarygodniej. Smyczkowe aranżacje, pianino czy chórki - to także atuty zawarte w "ostatnich słowach" albumu. Żałuję, że podobnych utworów grupa nie nagrała jeszcze ze trzech lub czterech, wyrzucając przy okazji wszystkie pozostałe. Mielibyśmy jedną z płyt tego roku, zamiast męki, przez jaką mogą przebrnąć tylko entuzjaści górskich wspinaczek - do których ja nigdy się jakoś niestety (a może i na całe szczęście!) nie zaliczałem.

P.S. Na drugiej i zarazem dodatkowej płycie , zatytułowanej "A Weather For Poets", znalazły się  odrzucone przez Bryana Josha kompozycje z sesji do tego albumu , a także kompozycje dobrze nam już znane z przeszłości, lecz zagrane w bardziej akustyczny sposób. Rzecz ogólnie ciekawa, jednak nie wymagająca poświęceń i uproszenia szefa o nadgodziny.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 




Brak komentarzy: