piątek, 5 października 2012

Boleści i Radości Dnia Codziennego

Mało mnie na blogu w tym tygodniu. Ale jakoś nie miałem o czym zagadać. To znaczy, mógłbym na przykład zrecenzować mnóstwo płyt , ale weny coś także nie miałem, a opisywać byle jak, to nie służy.  Przede wszystkim, z szacunku dla czytelników tego miejsca. Dzisiaj jednak postanowiłem zabrać głos, by się nieco wytłumaczyć z mojej absencji. Wszystko zaczęło się kilka niedawnych tygodni temu, gdy po bólu zęba pojechałem do nocnej stomatolożki, a ta zakomunikowała, że czeka mnie leczenie kanałowe. Do tego pełne komplikacji, o czym niech zaświadczą trzy wizyty płatne i dwie darmowe, a jeszcze jedna płatna przede mną. Podobno jestem kosmitą, gdyż Pani Doktor znalazła w feralnej górnej lewej szóstce czwarty kanał !!! I nie może się do niego dorwać, bowiem ten jest zakamuflowany. W pewnej chwili Pani Doktor pobiegła po drugą Panią Doktor, i we dwie zastanawiały się jak mi dopalić, bo to że przypaliły mnie palnikiem i trzy dni chodziłem z zajadem o wyglądzie ropniaka, to już tylko moje szczęście. Ale to nie koniec. W międzyczasie zaczęło mnie rwać w szczęce po drugiej stronie. Udałem się więc innego, także późnego wieczora, do tej samej przychodni, lecz tym razem do mało sympatycznego pana doktora. Takiego z tego młodego pokolenia. Czyli pełnego profesjonalistę, lecz zero duszy człowieka. Pan profesjonalista zrobił zdjęcie obolałej szczęki i wydał wyrok, że to komplikacje po innym starym leczeniu kanałowym, i zapisał mi antybiotyki. Oczywiście wszystkie tabletki ze zgodą sumienia, a i zaleceniom lekarzy, przyjmuję regularnie, tak więc do pigułek na nadciśnienie i ziół na obniżenie cukru, dołożyłem jeszcze owe antybiotyki. Poczułem się jak jedna z tych babć, które to wystają pod kościółkiem lub "minsnym", i prześcigają się w chwaleniu, która to bardziej cierpi, która to więcej leków na co dzień przyjmuje, itd... Byłem u kresu wytrzymałości i załamania, ale co tam... Dwa dni później zaatakował mnie jesienny wirus przeziębieniowy, przez co do niemałej dawki ampułek, dołożyłem jeszcze dwa dodatkowe specyfiki w drażetkach + przemiłe kropelki do nosa. Po czym uniosłem głowę w kierunku butelki 40-procentowego "Krupnika", który spoglądając na mnie z górnej szafy zaśmiał mi się prosto w twarz. Na szczęście katar już pomału przemija, choć atakuje w zamian pokatarowy kaszel, ale od jutra zero antybiotyków, także... Także się chyba napiję!!! Tak, nareszcie!!! Marzyłem o tym przez cały tydzień. Patrzę teraz na tegoż Krupnika, i mówię w swych myślach: "i co bratku? - jutro się rozprawimy!".
Poza tym wszystkim, to chyba jednak jestem szczęśliwym facetem. Dzisiaj w paczce z Mystica przyszło dla mnie dziesięć płyt !!!, które nadał na mój adres nieoceniony Pan Darek. On wie jakiego mam świra, więc dba jak może nie tylko o mnie, ale i także o Was - Drodzy Słuchacze. Panie Darku, słowami nie wyrażę mej wdzięczności! A jeszcze dodatkowo kilka rzeczy dokupiłem, a i kilka zjedzie Pocztą i Kurierem w tygodniu następnym. Ach, zacieram ręce. Co za rok. Nie dość, że dużo do słuchania, to jeszcze jakoś wyjątkowo mnóstwo kapitalnych płyt się w nim pokazuje. Wiele z nich niebawem opiszę i zaprezentuję w Nawiedzonym. Chciałbym zrecenzować ok.25-30 płyt - nowych i lekko zaległych. Tak więc sami rozumiecie, że na starą muzykę przyjdzie nam na blogu poczekać do grudnia, gdyż w tym miesiącu już prawie nic się nie pojawi, a i styczeń z lutym przyniosą spokojnie płynący nurt nowości. To taki okres, w którym fajnie jest się zabrać za zaległości i posłuchać ulubionych staroci. A także przypomnieć niektóre z nich słuchaczom - pijąc przy okazji tutaj do samego siebie.
Właśnie słucham nowych Pet Shop Boys, i o wiele piękniej gra mi ta płyta, niż w czasie ,gdy moje zęby znęcały się nade mną. Poza tym, z odtwarzacza nie wychodzi Magnum. Jakaż szkoda, że ta kapitalna grupa ma tak mały krąg odbiorców w naszym kraju. Coraz bardziej lubię Threshold. Piękny jest Marillion, pod warunkiem, że się go uczciwie i sercem posłucha. Żonglujący pochopnymi i szybkimi emocjami nie mają co szukać przy tej pełnej refleksji muzyce. I tak dalej, i tak dalej,...
Kończę Moi Mili, ponieważ już oczekuje w odtwarzaczu kompaktowym nowy Jeff Lynne. Ach, ciekaw jestem...


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

3 komentarze:

  1. Ja niedawno też miałem leczenie kanałowe,i nawet przyjemne to było :)co do przeziębienia to trzeba się codziennie konserwować :)stary rock widzę że w odstawkę:ale u mnie gra z wciąż nowo poznawanych zespołów,istna kopalnia,Lech wygrał i weekend w humorze na plus,oby Barca jeszcze wygrała ze ścierwami :)))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Arzahel skąd ta nienawiść na Real, że aż do takich epitetów się posuwasz ? Ja bym to leczył :). Co do płyt nowych i ewentualnie nowo pozyskanych to faktycznie problem. Sam mnie taki dopadł więc rozumiem Nawiedzonego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przychodzą takie lata że zdrowie coraz bardziej dokucza i nic na to nie poradzimy.Mnie to się nawet relację z kobietami pokićkały.Kiedy byłem młody to zapraszałem Je do siebie ze słowami: choć pokażę Ci jaką mam fajną kolekcję płyt,posłuchamy czegoś fajnego.A teraz zapraszam Je do siebie,by pokazać jakie leki biorę.Jak mawiał Pan Popiołek-Koniec świata.Pozdrawiam.Sławek.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.