piątek, 2 stycznia 2026

the mirror

Z przebiegu całego dwa tysiące dwudziestego piątego, pozwólcie Państwo wyciągnę przed szereg jedną z chętniej słuchanych oraz podziwianych płyt -- Trisha Yearwood "The Mirror". Wiem wiem, zaraz narażę się ścisłej rockowej gwardii, która po wieki dociska pałery Led Zepps, Sabbs czy wszelakie Mety, Drimfjetery, Ejsy, Flojdów oraz Mejdenów. Rock around the clock - i nie na zmiłuj. A ty tu andy country podsuwasz, zamieniając Jimmy'ego Page'a na Kornelisza Pacudę. No cóż, rockiem, szczególnie tym klasycznym, jestem już tak osłuchany, że niekiedy lubię na moment opuścić gar sprzężeń, solówek i gromów na niebie, by przenieść się na westernowy plan, jakieś równinne pustynie, rozległe prerie i czasem zahaczyć ostrogą o kaktus. A jeśli do tego jeszcze fajna babka w kowbojskim kapeluszu, obwiązana pasem nabojów oraz kaburą u prawej ręki, to tym szczególniej ekscytująco.
Trisha Yearwood - mega uznana Amerykanka, która sprzedała miliony płyt, nagrywając ich kilkanaście. Jej śpiewanie plasuje się pomiędzy wrażliwością dziewczyn z The Corrs i lekkością Celine Dion, a luzem Shanii Twain oraz niegrzecznością Lorrie Morgan, a może nawet bardziej Tanyi Tucker. Ale Trisha, to nie tylko muzyka, babeczka również jawi się znawczynią kulinarną, co doprowadziło ją do występów w gastro-programach telewizyjnych, włącznie z publikacją stosownych książek plus rozpowszechnianiem porad.
W swoim czasie jej serce skradł country'owiec Garth Brooks, przy czym nie wiem, czy nadal ze sobą lepią kluski, albowiem szczerze mówiąc - nikomu do prywatnego życia nie zaglądam. Doceniam czyjąś prywatność, tak jak i ja skutecznie chronię mą kolekcję płyt przed upublicznieniem.

"The Mirror" miało premierę w połowie lipca '25, więc fakt, iż nabyłem płytę dwa miesiące później, chyba nie wykreśla mnie z grona ludzi na czasie.
Płyta powstała w Nashville, a więc w stolicy country, i dajcie Państwo wiarę, ma w sobie wszystkie przyrzeczenia przynależne tej muzyce.
W przedsłowie promującym album, Trisha powiedziała, że ten stanowi za listy do jej młodszej wersji siebie. Jednocześnie jest to również płyta od dziewczyny po dojrzałą kobietę. Wszystkie etapy - od młodości po śmierć, a pomiędzy wierszami: przyjaźnie, miłości, także uduchowienie i życiowe kłody, jak niedawna śmierć matki Trishy. Wiem, czym jest śmierć tak bliskiej osoby, co dobitnie zrozumiałem dopiero po utracie Mamy w minionym sierpniu.
Album nie skąpi piosenek przyjaznych radiowym rozgłośniom, choć wątpię, by poza andym ktokolwiek w Polsce się ośmielił. A szkoda, ponieważ dużo wspaniałych ballad: "Goodnight Cruel World", "When October Settles In", "So Many Summers" czy z Charlesem Kelleyem "The Record Plays On" - to te moje ulubione. Do tego countryrockowe numery, wśród których bezustannie jarają mnie "Bringing The Angels" oraz "Fragile Like A Bomb" - rzecz nieco w stylu wczesnej Alannah'y Myles. Tak a propos, co się z nią stało? Zupełnie zniknęła.
"The Mirror", oprócz wolnizn i dobrego na kowbojską nutę rocka, oferuje do kompletu parę mocnych nazwisk, typu Jim Lauderdale - wzięty blegrassmann, którego kawałki wykonywali George Strait czy szczególnie przeze mnie ceniony Blake Shelton.
Płytę w komitywie wydały dwa giganty - MCA Records oraz Virgin Music Group, a jej lot zakończył się na 190-pozycji dwusetki Billboardu. Być może liczba nie poraża, ale to i tak dużo dużo lepiej od każdej polskiej współczesnej kichy.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm