Chris Rea in memoriam...
Jestem z pokolenia umiejącego czytać cyrylicę, więc wszelakie na płytach sawietskoje nalepki nie są mi enigmatyczne, choć z drugiej strony - nie ma czym się chwalić. Przez wszystkie etapy szkolnej edukacji stałem ambicją oślej ławki w dziedzinie Lenina, Stalina i Breżniewa, acz wypada pamiętać Czechowa, Czajkowskiego, Tołstoja, filmowego Jurija Żywago czy szczególnie sympatycznego nu zajac pagadi. Generalnie jednak wszystko, co ruskie, jest mi obce. Na dźwięk tego języka miewam wysypkę, i przepraszam podobnych w fonii Ukraińców, w ogóle jestem fobem na wszystkie dialekty zabużańskie. Ale nieco ruskich płyt jednak mam. Ot przypadłość niejednego rodaka, który w słusznie minionej epoce ratował się muzyką, skąd popadnie.
A zatem - Chris Rea "On The Beach". Premiera światowa w osiemdziesiątym szóstym, zaś u sowietów dwa lata później. Jeśli pamięć mnie nie zawodzi, własny egzemplarz nabyłem pod koniec peerelu w takim przyjemnym sklepie (po części komisowym) przy ulicy Piekary, w którego miejscu potem wyrosła agencja nieruchomości, w której to z kolei sfinalizowałem najem lokalu pod sklep, jaki prowadziłem przez kilkanaście lat.
W owym sklepie z płytami sprzedawała taka Pani, która na pierwszy rzut oka nie wydawała się za bardzo sympatyczna, ale to pozory. Miałem okazję, w ramach prowadzonego innego sklepu, kupić od niej całą masę amerykańskich cd, jeszcze w longsleeve'ach, na których zrobiłem super interes. Pani miała tych płyt cały garaż w wilii, gdzieś na Górczynie, hmmm... a może był to jeszcze Grunwald? - nie pamiętam dokładnie. To właśnie w tamtych płytach wyrwałem m.in. grupę Love Club, którą potem osobiście wręczyłem Tomaszowi Beksińskiemu. Dosyć, bo odlecę, a ma być o Chrisie Rei.
No więc, płyta wydana przez Melodię, na której nalepce widnieje: Order Lenina Aprelewskiego Zakładu, a na tyłach okładki ujednolicona cena trzy i pół rubla. Wszystkie płyty u nich miały tę samą cenę - socjalizm, co nie. Nieważne, czy rosyjski twórca, czy licencja, cena jedna. Podobnie było w NRD, gdzie szeroko pojęta rozrywka stała wyceną szesnastu marek i dziesięciu fenigów. Te dziesięć fenigów szło na kulturę. Na jej wzmocnienie. To był taki ichniejszy vat. Powaga kosztowała dwanaście marek i dziesięć fenigów. To znaczy, nie powaga, a muzyka klasyczna. Błagam, k***!, nie ma czegoś takiego, jak muzyka poważna! Jakiś debil u nas kiedyś wymyślił i do dzisiaj po nim przepisują. Jest muzyka klasyczna, tylko i wyłącznie. Na całym świecie funkcjonuje muzyka klasyczna, tylko u nas poważna. Classical - do jakiegokolwiek sklepu na świecie wejdziemy, dział z muzyką Mozarta, Rossiniego czy Chopina, zwie się classical, nie serious. Spójrzcie, jak to idiotycznie by się niosło - serious music. Przydałby się jeszcze dział z twórczością polską, szczególnie tą alternatywną z nocnika, jako ha ha ha music.
Co to miałem jeszcze napisać? W tym całym ferworze ze łba mi teraz wyskoczyło... Ach, no tak, zwróćcie Państwo Drodzy uwagę, że na okładce mamy logo Melodii oraz firmy, od której tytuł zlicencjonowano. A więc znaki, jakich nie było na oryginalnej, zachodniej kopercie. Poza tym, stoi tylko Kris Ri, nie ewentualne Kris Rija, jak my to wymawiamy. Nie widnieje tytuł albumu, który po ichniemu wybrzmiewa: Na Bieriegu, czyli Na Brzegu. Nie zaś Na Plaży, jak być powinno. Inna sprawa, iż Na brzegu to w sumie Na plaży. Pod warunkiem morza, oceanu, jeziora, choć rzeki niekiedy też, zanim nie uczyniono z nich fabrycznych ścieków.
Wspaniała muzyka, którą najlepiej mieć na cd. Na tym szlachetnym nośniku otrzymujemy jeszcze trzy numery dodatkowe, winyl domyka się tylko na dziesięciu. Wszystkie najważniejsze są na szczęście tu i tu. Moje ulubione: "Little Blonde Plaits" - z niemal pinkfloydowską gitarą, do tego "Giverny" oraz siedmio-i-półminutowy długas "It's All Gone". No pewnie, że kocham tytułowe "On The Beach", gdyby ktoś się właśnie zaniepokoił. Cały album jest spoko, by nie rzec - bombowy. I nie wyobrażam sobie go nie mieć.
Cieszę się, że ten rusek się jakoś zachował. Że go moli nie wrąbali.
Przed chwilą zajrzałem na półkę, apacze apacze - jest! Stał sobie taki zawieruszony, posmutniały, obok polskiego "Auberge".
andy
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub afera.com.pl
"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm



