Na przełomie dziejów wydano u nas nieco pirackich winyli, a więc nie tylko kasety, choć skala nieporównywalna. Winyli było raptem niewielkich kilkadziesiąt tytułów. Nie pomnażały się istotnie, ponieważ umocnił się wtedy nośnik cd i w winyle brnęli jedynie mniej majętni, dla których sprawienie sobie nowego, cyfrowego sprzętu, było nie lada finansowym wyzwaniem. Osobiście pierwszy odtwarzacz kompaktowy kupiłem w sklepie Pewexu, a precyzyjniej - Baltony, w czerwcu osiemdziesiątego dziewiątego, i piszę to dla zobrazowania, czym taki sprzęt wówczas był. Dajcie Państwo wiarę, iż prowadząc w latach dziewięćdziesiątych sklep z płytami, jeszcze w okolicach końca dekady niejednokrotnie odwiedzający słali zamarzenia, niemal ody do nieosiągalnego stadium technologii. Pomimo, iż od razu pokochałem cyfrowe płyty, lubiłem raz po raz przytargać do chałupy jakiegoś ciekawego winyla, a jeśli była to krajowa licencja, tym bardziej. Ot choćby, z ramienia historycznego, że oto nasza fonografia spłodziła na czasie jeden czy drugi album, nareszcie spoza cierpienia polskiej estrady. I tak, kilka tych naszych piratów zgarnąłem z dogorywających muzycznych księgarń, a jednocześnie młodych sklepów stricte płytowych, jakich w peerelu nigdy nie mieliśmy, a teraz powyrastały jeden po drugim. Jednym z nich, był Rock Long Luck, miejscówka o nazwie na logikę wskazującą jej położenie - na parterowym poziomie Okrąglaka. Był to całkiem kusząco, choć przewrotnie, mało logicznie zaopatrzony sklep. Po latach miałem okazję o tym miejscu uciąć pogawędkę z jednym z dwojga sprzedawców. Zapytałem m.in. o te pirackie winyle - jak? skąd? itd... Jegomość zaskakująco oznajmił, iż nie sprzedawano tych płyt w jakichś tajemniczych, szemranych, zaciemnionych i z dala od komisariatów miejscach, a najlegalniej posiadały je w ofercie hurtowe magazyny Składnicy Księgarskiej. Nikt wówczas nie pilnował u nas porządku, wszystko szło bez fiskusa, dało się więc nieźle kombinować - uwierzcie, wiem coś o tym. No więc, na półkach legalnych podmiotów, piractwo protokolarnie towarzyszyło wydawnictwom licencjonowanym i wszystko zdawało się okay. Niesamowite uczucie, gdy po latach posuchy, a jedynie sporadycznych dobrodziejstw wydawniczych, dających się rocznie policzyć na palcach góra dwóch dłoni, od pewnego dnia nie było wlotu do miejsc z płytami, by czegoś fascynującego nie ustrzelić spod krajowych na nośnikach nalepek. Jedynie czasem frapowało, dlaczego na coraz ponętniejszych tytułach nie widniały loga znanych marek, typu Polton, MJM, Polskie Nagrania Muza, Tonpress, Pronit, Arston czy Wifon, a zarysowywała się informacyjna pucha, na której od łaski jedynie tytuł albumu oraz tych parę tytułów piosenek. Żadnych ostrzeżeń ZAIKSowych, zastrzeżeń publicznych bez zgody odtwarzań, tym bardziej numerów, kodów, itp... Jedynie, gdzieś na tyłach okładek, niekiedy na labelach, ledwie widoczne coś w rodzaju: licencja IMP. Tyle, nic więcej. I licho wie, co to, skąd to. Ale tytuły ekstra, atrakcyjny asortyment, no i nareszcie duma, albowiem raptem okazało się, że możemy mieć na czasie brawurowe albumy, nawet, jeśli z drętwymi przedrukami okładek - gdzie każdy kolor nosił miano szarego. Weźmy takie "Brothers In Arms" Dire Straits, które nie lśniło lazurem tła oraz napisami pastelowego różu, natomiast każdy z owych kolorów posiadał domieszki piachu. Wszystko szare i jeszcze bardziej szare. Dlatego okładki zdecydowanie różniły się od oryginalnych wzorców. Pamiętacie The Cure "Disintegration", z tym zielonym u góry pasem maźniętym na dobre trzydzieści procent okładki? Zgniła zieleń, na której prostą czarną czcionką walnięto tytuł, ponieważ okładka w oryginale stała wysokiej rozdzielczości grafiką, której piraci nie byli w stanie odtworzyć. Przy naszych ówczesnych możliwościach pokątnych drukarń, bez tego oznajmiającego tytuł paska, wyszłaby ciemna ciemność na ciemnym.
Zrobiłem analizę, pobuszowałem w pamięci, skorzystałem również z paru dawnych zapisków, tym samym sporządziłem niemal kompletną listę piratów okresu 1989/91. Na pewno czegoś tu brakuje, jeśli zatem wyłowicie jakąś lukę, dajcie andy'emu znać, a uzupełnię i gremialnie podziękuję.
W ramach Polish bootleg labels, oto co następuje:
IMP
MIKE OLDFIELD "Five Miles Out"
RICHARD MARX "Repeat Offender"
DEEP PURPLE "In Rock"
DEEP PURPLE "Machine Head"
EAGLES "Hotel California"
AL BANO & ROMINA POWER "Fotografia Di Un Momento"
LEONARD COHEN "Greatest Hits"
CHRIS REA "The Road To Hell"
DIRE STRAITS "Brothers In Arms"
DC 167 / DC 168
PINK FLOYD "Delicate Sound Of Thunder"
LP 0999
BELINDA CARLISLE "Runaway Horses"
Beston
THE BEATLES "Past Masters Volume One"
THE BEATLES "Past Masters Volume Two"
US Inc.
PET SHOP BOYS "Introspective"
AB Inc.
THE CURE "Disintegration"
Ncd Inc.
SINEAD O'CONNOR "I Do Not Want What I Haven't Got"
były jeszcze jakieś samplery, ale tych nie biorę pod uwagę
========================
========================
Oto jeden z przykładów...
RICHARD MARX "Repeat Offender"
![]() |
| niekiedy takie 'smaczki' - Steve Lukather przechrzczony na Steave'a |
========================
========================
andy
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub afera.com.pl
"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm





