wtorek, 8 stycznia 2013

PENDRAGON - "Kowtow" - (1988 / reedycja 2012) -

PENDRAGON - "Kowtow" - (TOFF RECORDS / MADFISH is a SNAPPER MUSIC LABEL) -  ****3/4



Album "Kowtow" jest drugą (nie licząc EPki "Fly High, Fall Far") pozycją w dyskografii Brytyjczyków.
Pomimo iż jego 25-lecie przypada właśnie na rok 2013, to reedycja tegoż ukazała się już pod koniec ubiegłego roku.
Pierwsze co rzuca się w oczy, to okładka. Będąca negatywem w stosunku do pierwotnej jej wersji, pokrytej przecież tłem w kolorze białym. I myślę, że ogólnie rzecz biorąc, wyszło jej to na dobre.
Pendragon w latach 80-tych miał ambicje bycia drugim Marillion. I podobnie jak grupy Pallas czy IQ, które posiadały porównywalne ambicje, nie udało się muzykom o tej królewskiej nazwie, zdobyć równie wielkiej popularności co Fish i jego kompania.
"Kowtow" to kapitalna płyta, lecz pochodząca z okresu, w którym Pendragon nie grali jeszcze tak baśniowo jak na płytach w dekadzie następnej. Śmiem twierdzić, że gdyby tak prześliczne dzieła jak "The World" czy "The Window Of Life" powstały kilka lat wcześniej, to dzisiaj o Pendragon słyszałby cały świat. Niestety Nick Barrett i jego koledzy nagrywając "Kowtow" byli jeszcze na etapie innych muzycznych poszukiwań.
Zdaję sobie sprawę, że jeśli ktokolwiek rozpoczął przygodę z tym zespołem od albumu "The World" wzwyż, to może mieć problem z zaakceptowaniem wczesnych płyt typu "Jewel" czy właśnie omawianą "Kowtow". W tamtym okresie Pendragon rzadko rzucali się na wielowątkowe suity, przeważnie były to kilkuminutowe piosenki, takie typowe - ze zwrotkami i refrenami, które wyróżniały się spośród ogólnej konwencjonalności rozbudowanymi partiami klawiszowymi , bądź gitarowymi. Czasem nawet typowo rockowej sekcji potrafił także towarzyszyć saksofon, jak w nastrojowych "I Walk The Rope" czy "2 AM". Przepiękne to utwory, tak swoją drogą. Zespół nie unikał także i radiowej przebojowości, jak przy pełnym witalności "Saved By You", który otwierał cały album, a przy okazji był jego oficjalnym singlem i teledyskiem. Podobne przebojowe aspiracje miały jeszcze kompozycje "The Mask", "Time For A Change" (w klimacie Marillion z okresu "Clutching At Straws")  czy "Solid Heart" (moim zdaniem jedyny nieco słabszy punkt albumu) ,choć skończyło się w ich przypadku tylko na zamiarach.
Entuzjastom ambitniejszej odsłony rocka artystycznego, zapewne najbardziej powinien przypaść do gustu dostojny "The Haunting". Ten ponad 10-minutowy utwór spełniał wszelkie cechy stopniowania napięcia, do tego zachwycał niesamowicie przepięknymi malowniczymi partiami gitary Barretta i subtelnymi klawiszowymi zagrywkami Nolana. Była to zapowiedź tego co czekać miało fanów zespołu za trzy lata, już na genialnej !!! płycie "The World". Także pod tym względem spore wrażenie, choć może jednak tyciu mniejsze, robiła finałowa i niespełna 9-minutowa kompozycja tytułowa. Ale i tutaj Barrett i jego koledzy zagrali olśniewająco. W pierwszej części może jeszcze nieco prosto, żywiołowo i nieśmiało, ale już w części drugiej można było zanurzyć się w typowym baśniowym pendragonowskim świecie. Grupa dobiła tu swego odbiorcę rzecz jasna kolejną prześliczną melodią.
Nie wspomniałem jeszcze o 7-minutowym "Total Recall", a przecież to także jeden z tych wyróżniających się fragmentów albumu. Delikatny, wręcz do bólu subtelny. Jedynie tylko w krótkim refrenie zmieniając swe oblicze na żywiołowe i radosne. Nawet do takiego późniejszego wspólnego śpiewania z publicznością podczas koncertów. Ale i przy tym nie aż tak "natarczywy" jak Marillion'owskie "Incommunicado".
Być może nie jest to płyta do pokochania ot tak od razu, naprędce, ale też zakładam, że odbiorca takiej muzyki jest cierpliwy, wrażliwy, uważny, i prędzej czy później zostanie wchłonięty przez nią do reszty.
I jeszcze o trzech zawartych w tejże edycji bonusach. Uwaga!!! - są one absolutnie urocze i cudowne, i nawet jeśli się już posiada ten album , to warto go ponownie nabyć już nie tylko z uwagi na sam remastering i zmienioną szatę graficzną, ale właśnie z uwagi na te trzy nagrania. A są nimi dobrze znane z "Kowtow" utwory: "Time For A Change", "The Mask" oraz "I Walk The Rope", które w tym przypadku pochodzą z sesji z 1986 roku, a więc na dwa lata przed tymi znanymi nam z pełnoprawnego longplaya. Być może tylko ja się nimi w tej chwili zachwycam, ale ogromnie podoba mi się taki słodziutki Pendragon, niemal popowy, i brzmiący podobnie do tuzinów pop/rockowych zespołów środka lat 80-tych. Proszę zwrócić uwagę na urocze brzmienie instrumentów klawiszowych i na bardzo młodzieńczy głos Nicka Barretta. Piękne - po prostu.
Od czasu zakupu tej reedycji nie ma dnia, bym sobie jej nie posłuchał przynajmniej we fragmentach. Co doprowadziło mnie do pełnego zakochania się w tej teoretycznie przecież od lat dobrze mi znanej płycie.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl





1 komentarz:

  1. Piękna edycja. Sam się w nią zaopatrzyłem po wysłuchaniu fragmentów w Nawiedzonym Studio. Płyta na pewno inna, ale nie mniej urzekająca. Polecam.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.