wtorek, 15 stycznia 2013

o płycie ORKESTRA - "Beyond The Dream" - (1991) -, a także o innych post-projektach związanych z E.L.O.

o płycie ORKESTRA - "Beyond The Dream" - (1991) -, a także o innych kwestiach związanych z grupą ELECTRIC LIGHT ORCHESTRA



W gronie muzycznych znajomych rozgorzała ostatnio dyskusja na temat Electric Light Orchestra. Sprawa poszła o wkładkę dokonaną przez miesięcznik "Teraz Rock" w ich ostatnim styczniowym numerze 1/2013. Jeden osobnik z owego grona poprosił mnie o komentarz o tym wydarzeniu na blogu. Licząc być może, że jak zwykle do czegoś się przyczepię. Pomyślałem, co tu komentować. Świetnie, że taki materiał powstał, i już. Historię przedstawiono co prawda w pigułce, lecz ciekawie. Też (jak większość z nas) byłbym za obszerniejszym materiałem, jak choćby w postaci "teraz rockowej" serii "Kolekcja", ale dobre i to. Cieszy wywiad z Jeffem Lynne'em, choć też żałuję, że jest on taki skromniutki. Są jednak recenzje płyt, wypowiedzi naszych muzyków (wśród których m.in.Grzegorz Kupczyk), a także kilka zdjęć. A zatem, wszystko wydaje się być w porządku. Ale i jest przede wszystkim okazja, by sobie o grupie przypomnieć, a rekrutów zainteresować czymś wartościowym.
Jeśli jednak miałbym się do czegoś przyczepić, to tylko do braku jakiegoś szczegółowszego omówienia zespołowej dyskografii (single, rzadkie utwory, itd...), jak i projektów poszczególnych muzyków po rozwiązaniu podstawowego E.L.O. Myślę tu o koszmarkach w rodzaju E.L.O. PART 2 (Bevan, Kaminski, McDowell, Groucutt i Clark), VIOLINSKI (D'Albuquerque + Kaminski) czy ORKESTRA (Groucutt, Kaminski i McDowell). O ile słuchać się tego nie da, o tyle należałoby jednak o tych faktach jakoś wspomnieć. Tym bardziej, że praktycznie nie istnieje żadna wiedza encyklopedyczna czy książkowa na ten temat.
Sam chętnie bym to uczynił, gdybym się czuł w tym temacie mocny, ale się nie czuję. Kocham całe E.L.O., i o tym możemy sobie pogadać, jednak wszystko co istnieje bez absolutnego mistrza Jeffa Lynne'a, nawet niespecjalnie toleruję. Wyobrażam sobie natomiast Marillion bez Fisha czy Black Sabbath bez Ozziego, ale E.L.O. bez Lynne'a? - zbrodnia !!!
Jako, że pozbyłem się niegdyś płyt ELO Part.2., nie jestem w stanie obecnie tamtej muzyki szczegółowo omówić. Kupować i słuchać tego ponownie nie będę, gdyż najzwyczajniej w świecie nie mam na to ochoty.
Kiedyś byłem także posiadaczem (przez miesiąc lub dwa) kompilacyjnej płyty zespołu Violinski, i uwierzcie mi proszę, że gdy się jej w końcu pozbywałem, to poczułem wielki ból na stopie, a kiedy się ku niej pochyliłem, ujrzałem wielki kamienny głaz, który właśnie spadł mi z serca. Jałowizna jaka płynęła z tamtego kompaktu, była wręcz nie do zniesienia. Kompletnie bezbarwne kompozycje mieszały się z kiczowatą oprawą, przez co nawet takiemu sympatykowi pop jak ja, trudno było przez coś takiego przejść.
Nie wiedzieć jak to możliwe, ale jakimś trafem z tej całej mazganiny, ostał mi się jedynie "nielektrykowy rodzynek" w postaci albumu OrKestra "Beyond The Dream" , który stoi sobie na półce, jak gdyby nigdy nic, obok chwalebnych płyt Jeffa Lynne'a i jego kompanii. Do której to kompanii, należeli zresztą przed laty wszyscy muzycy z OrKestra, mianowicie basista (tu także jako pianista) Kelly Groucutt, następnie skrzypek Mik Kaminski (tu także jako klawiszowiec), oraz występujący jeszcze gościnnie wiolonczelista Hugh McDowell (znany także później z występów u boku Johna Wettona i Geoffa Downesa). Aby jednak oprawa muzyczna nie była zbyt skromna, ci byli muzycy E.L.O., poprosili jeszcze o pomoc w realizacji tego przedsięwzięcia, aż dziewięciu muzyków, którzy zagrali na sekcji dętej (puzon, trąbka), jak i na gitarach, syntezatorach, bądź syntezatorach gitarowych. Całość się miała mocno podszywać pod klimat dawnych E.L.O., czyli pod muzykę pop/rock przyprawioną na symfoniczną nutę. Niestety nie ten głos, nie to brzmienie, nie ta kompozycyjność. Trzeba przyznać, że panowie ładnie zagrali na swoich instrumentach. Te były nawet całkiem dobrze wyeksponowane, jednak pozostała reszta jawiła się bardzo nijako. Groucutt jako przeciętny wokalista i sprawny basista, nie był w stanie niczym szczególnym oczarować, a skrzypce Kaminskiego grały do tylko przeciętnych nut, czasem nawet może i jakoś tam przyjemnych, jak choćby w: "Everybody's Got To Need Somebody", "Some Kind Of Magic" czy "Hold On To Love"- co należy uczciwie dodać. Reszta piosenek niestety była jeśli nie straszna, to już przynajmniej po prostu zła.
"Beyond The Dream" jest ciekawostką , adresowaną głównie do przesadnych "fanów" E.L.O. Jest to płyta, którą warto poznać kulturoznawczo i socjologicznie, ale o najmniejszym nad nią zachwycie nie może być mowy. Poziom OrKestra był taki jak E.L.O.Part 2, czyli ocierający się o żałosny obraz jakiegoś tribute bandu.
Gdybym sobie o tej płycie przypomniał tak z pięć lat temu, to pewnie wyrzuciłbym gniota z domu jak i niegdyś "Elektryków part tu", jednak teraz, gdy nie ma już wśród nas Kelly'ego Groucutta (1945-2009), pozostawiłem tę płytę na pamiątkę po tym zasłużonym muzyku, którego niegdyś także przecież widziałem na koncercie.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl







Brak komentarzy: