poniedziałek, 28 stycznia 2013

GOLDEN EARRING - "Tits'n Ass" - (2012) -

GOLDEN EARRING - "Tits'n Ass" - (UNIVERSAL) -  ***



W ubiegłym roku Rolling Stonesi obchodzili huczną urodzinową 50-tkę. Co zresztą grupa należycie uczciła. Szkoda, że przy tejże okazji mało kto zauważył , iż holenderski Golden Earring świętował już swoje 51-sze urodziny! Rzecz jasna dużo skromniej i jeszcze bez tej całej dodatkowej medialnej oprawy.
Przeciętnemu odbiorcy muzyki grupa ta kojarzy się zazwyczaj tylko z jednym przebojem, jakim jest "Radar Love". Notabene kapitalnym, ale i mającym już na swym karku bitych czterdzieści wiosen.
Szkoda również,  że ta bardzo fajna grupa jest poza rodzimą Holandią niestety już dzisiaj mocno zapomniana. Co nie znaczy , że całkowicie. Gdyby czasem ktokolwiek z czytających ten tekst chciał posłuchać najlepszych płyt grupy, oszczędzając tym samym sobie przeprawę przez około trzydzieści już dotąd wydanych, to polecam gorąco tak kapitalne longplaye jak: "Eight Miles High", "Seven Tears", "Together", czy osławiony "Moontan", który zawiera wspomniany już powyżej "Radar Love". Na podstawie tych wydawnictw można wyrobić sobie niezły pogląd na wielkość grupy w złotych czasach dla rocka.
Dzisiejszy Golden Earring, to już troszkę inna grupa. Grająca raczej takiego przyjemnego dla uszu lekkiego rocka, by nie powiedzieć "roczka". Chociaż ku zaprzeczeniu tym słowom, niech stanowi utwór "Identical" , otwierający przy okazji cały album. Bardzo to melodyjny i chwytliwy zarazem numer, ale także i na swój sposób zadziorny. Efektownie współpracują tutaj organy z gitarą, tworząc pomiędzy sobą swoisty dialog. Pod tym względem równie efektownie prezentuje się także "Acrobats And Clowns" - z lekka zahaczając nawet o klimaty texas-bluesowe. Zresztą, w nowych kompozycjach Goldens sporo wyczuwa się odniesień do bluesa właśnie z tamtych rejonów, jak choćby w "Still Got The Keys To My First Cadillac", "Avenue Of Broken Dreams", "This Love" czy w "Dope Runner", ale i także w country-bluesowych "Flowers In The Mud" oraz "Justin Time". Pragnę jednak  zaznaczyć, że utwory te nie posiadają takiego ciężaru jak kompozycje tytanów gatunku ze Stevie Ray Vaughanem czy ZZ Top na czele. Płyta "Tits'N Ass" jest raczej wymarzonym zbiorem przeznaczonym do relaksu, idealnym szczególnie, gdy wcześniej posłuchaliśmy pod rząd kilka heavy metalowych łomotów. Gdyż nawet najmocniejsze fragmenty tego dzieła, nie pozostawią pręg na spragnionym tego ciele.
Nie mogło zabraknąć tutaj także ballad, no i jakiegoś wyrazistego przeboju. Pierwszą kategorię dzielnie reprezentują pełne uroku i wysmakowane zarazem piosenki: "What Do I Know About Love" oraz "Wanted By Women". Obie są naprawdę urody niezwykłej. Mogłyby nawet kandydować do rangi przebojów z tej sympatycznej, aczkolwiek w żaden sposób nie wybitnej płyty, jednak na prawdziwy "mocny" przebój wyrasta tu świetna piosenka "Stratosphere". A ponieważ dzisiejszy Golden Earring nie tworzy już szaleńczego heavy progresywnego rocka, tylko stawia na ładne melodie, to należy zatem rozpatrywać ten album właśnie w takich kategoriach.
Na koniec jeszcze jedna ważna rzecz, otóż grupa działa i nagrywa w klasycznym i najbardziej zarazem znanym składzie: Hay, Kooymans, Gerritsen, Zuiderwijk.
No i proszę, stać ich było na czternaście kompozycji, co prawda po ciągnącej się długo dziewięcioletniej przerwie, a tacy Stoneso-leniuchy obijając się tylko dwa lata krócej, złapali wenę na ledwie dwa nagrania, a głośno o tym , że aż szyby drżą.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 


13 komentarzy:

  1. Przyjemna muzyka. Tylko jedna rzecz nie daje mi spokoju. ;-) Jak to się stało, że w postępowej Holandii wyszła płyta zatytułowana "Tits'n Ass"? Czyżby feministki zaspały!? Trzeba się spieszyć z kupwaniem tego albumu, nim spłonie na stosie pod zarzutem promowania seksizmu, szowinizmu i rock'n'rolla. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Feministkom powinna stanąć klucha w gardle, bowiem ich jedyna uroda z reguły zaczyna i kończy się na wiecznym strzeżeniu zębów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ukrainki z Femenu promują swój feminizm właśnie za pomocą rzeczonych tits'n ass


    Pozdrawiam,
    Sz.P

    OdpowiedzUsuń
  4. Fakt, te Ukrainki poszły mocno w oryginalność, co nie zmienia faktu, że nie żywię ogólnej sympatii do feministek, pomimo iż dzisiejszy świat wymaga ode mnie tolerancji. I myślę sobie, że z mojej strony jest ona większa, niż z tej drugiej strony elektoratu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozumie się. Ale przynajmniej obalony został mit o wiecznie brzydkich feministkach :) Tolerancyjna Holandia również powoli staje się mitem. Coraz większą popularnością cieszą się tam bowiem ugrupowania antyimigracyjne i ksenofobiczne, podobnie zresztą jak w całej Europie. Można wręcz sparafrazować słynny ustęp z Marksa i Engelsa: "Widmo krąży po Europie - widmo faszyzmu". Wiem, że to dość mocne określenie, ale wydaje mi ono odpowiednie.


    Pozdrawiam,
    Sz.P

    OdpowiedzUsuń
  6. Duże poluzowanie obyczajów oraz szeroka możliwość głoszenia własnych poglądów, doprowadziła w konsekwencji do zbyt dużej swobody. W konsekwencji owa swoboda, doprowadziła do zaburzeń normalności. Mam tu na myśli pewne przynależności jakie wcześniej wyznaczyła matka natura. Ja się dla przykładu nie pcham do inżynierii budowlanej, ponieważ spowodowałbym jakąś wielką tragedię. I tak samo myślę o feministkach, które uciekają z kuchni, bądź od prania dziecięcych pieluch, do których to czynności zostały powołane. Przez Matkę Naturę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie przesadzałbym z tą rzekomą urodą oszołomek z Femenu - to po pierwsze. Po drugie oczywiste wydaje się, że do swych "bojówek" wybrały najładniejsze towarzyszki, żeby przyciągać uwagę przechodniów, a nie działać wręcz przeciwnie.

    A po trzecie, jeśli jakieś widmo obecnie krąży nad Europą to jest to niestety widmo Marksa i Engelsa. Proszę mi pokazać jeden kraj naszego kontynentu, gdzie ugrupowania skrajnie prawicowe (no chyba, że każda prawica to ksenofobia, faszyzm i prześladowania kobiet?) stanowią znaczącą siłę - nie ma takiego!!! Całe życie straszy się nas prawicowymi dyktaturami. Filmy (choćby moje ulubione "The Wall", albo pierwsze z brzegu "V for Vendetta"), książki itd. ostrzegają nas przed faszyzmem, totalitaryzmem. Tylko jedyny totalitaryzm, który poznałem w dzieciństwie zrodził się pod czerwonym sztandarem i właśnie obserwuję jego renesans. Co z tego, że jakiś oszołom z partii mającej 2% poparcie otwarcie skrytykuje imigrantów? Rozdmucha się to do granic absurdu, mówiąc "patrzcie odradza się faszyzm". Proszę się przyjrzeć krajom skandynawskim, a także Holandii, Anglii, obecnie też Francji - to co tam obserwujemy nie jest chyba rozkwit faszyzmu? Pomysł radnych Amsterdamu, by osoby krytykujące homoseksualizm kierować na pół roku do getta z kontenerów, likwidacja wszystkich katolickich agencji adopcyjnych w Anglii i Walii na mocy prawa o równouprawnieniu wszystkich orientacji seksualnych, zwolnienia z pracy pielęgniarek, czy stewardes za noszenie na szyi krzyżyka, odbieranie w Szwecji dzieci rodzicom pod dajmy na to zarzutem "nadopiekuńczości", zakaz noszenia przez muzułmanki we Francji burek, wyrok skazujący dla Szwajcara za zbyt głośne śpiewanie patriotycznych pieśni (sprawę wniósł muzułmański sąsiad) itd... Przykłady można mnożyć bez końca. To nie są wymysły scenarzystów filmów futurystycznych - to się dzieje obecnie i Polska nie może się doczekać, by nie pójść w ślady "Zachodu". Proszę zatem nie powtarzać bezmyślnie za większością, że "widmo faszyzmu krąży nad Europą", gdy w wiadomościach pokażą manifestację Pro Life, lub paryski marsz popierający rodzinę. Nie faszyzmu się boję, ale lewicowej dyktatury, ucinającej wszystkie dyskusje frazesem "mowa nienawiści" (a propos Anglia właśnie rezygnuje z tego zapisu, bo ogranicza wolność wypowiedzi - my właśnie próbujemy go wprowadzić). I co najbardziej mnie dziwi to ślepota wszystkich na to co się dzieje. Coś mi się wydaje, że dopóki nie powstaną osiedla dla wszystkich myślących inaczej, dopóki nie będziemy mieć jednej (tym razem na skalę europejską) przewodniej siły narodu, dopóty będzie się powtarzać farmazony o faszystach, a każdą prawicową partię porównywać do hitlerowskich zbrodniarzy (równocześnie promując gębę, mającego krew na rękach Che Guevary, jako apostoła nowego ładu). Nie interesuję się polityką, ale jako osoba, która dorastała "w niewoli", a także jako Polak z typowym dla niego zamiłowaniem do wolności, możliwości mówienia "veto", niechęcią do państwa wpieprzającego się we wszystkie dziedziny mojego życia, odbierającego mi dziecko w wieku kilku lat i wrzucjacego go do szkoły, piorącej mu mózg, a także jako osoba dorosła, wolna, nie karana, mówię "wal się" modelowi państwa socjalistycznego!!! I tylko proszę niech mi nikt dla równowagi nie wyskakuje z państwem wyznaniowym i inkwizycją, bo jej czasy skończyły się dawno temu i obecnie nawet czarownice z Femenu nie muszą się obawiać sankcji prawnych (dopóki działają w jego granicach)... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na zakończenie dodam, że tym czego się obecnie boję, nie jest nocny nalot Świętej Inkwizycji, Tomás de Torquemada z oczami nabiegłymi krwią przeszukujący mój dom w poszukiwaniu "Harrego Pottera" (a mam 2 pełne komplety - po polski i angielsku plus wszystkie filmy), lub egzaminujący mojego kota pod kątem diabelskich mocy. Również nie obawiam się wizyty smutnych panów w czarnych mundurach z instrumentami do wykonia pomiarów czaszki, by udowodnić mą ewentualną aryjskość. Tym czego się boje są odwiedziny uśmiechniętej, życzliwej i pełnej zrozumienia pani z opieki społecznej, sprawdzającej czy moje dzieci nie mają nadwagi, czy nie nabijam im głów zgubnymi ideami, czy nie mamię ich wizją samodzielnego myślenia, krytycznego podejścia do informacji słyszanych w TV, czy są na dobrej drodze, by stać się pożytecznymi, biernymi obywatelami Europy XXI wieku...

    OdpowiedzUsuń
  9. Panie Andrzeju! Może Pan teraz powiedzieć "uff , wreszcie to wyrzuciłem z siebie" :-)
    Najgorsze jest to, że nawet gdybym chciał popolemizować z Panem, to nie mogę. Dużo racji widzę w Pańskiej wypowiedzi. Faktem jest, że role wszelakich partii mocno się poplątały w ostatnim czasie. Poza tym, do głosu dochodzą albo kwestie idiotyczne, albo niebezpieczne. Ludzie stale "doskonaląc" wszystko, nie zauważają granic działania jak i wynikającego później z tego absurdu. Zgadzam się co do Che Guevary - ostatniego bydlaka, którego promują najczęściej młodzi ludzie lub zbydlęcone ugrupowania polityczne, na zasadzie przekory czy buntu, nie zdając sobie do końca sprawy co to był za kawał drania. Niestety tacy ludzie dorastają ze swymi durnymi poglądami, i później tak właśnie działają w normalnym życiu, wychowując przy okazji nowe pokolenie. Widząc tych idiotów z t-shirtami z Che Guevarą, mam ochotę zafundować im eksperymentalnie, na okres próbny, podobne piekło. Niech pomyśli kretyn jeden drugim zanim znowu przyodzieje tę durną szatę.
    A sprawa wyboru przez rodziców wieku dziecka idącego do szkoły (6 lub 7 lat), to kolejny idiotyczny pomysł. Co to za wybór, skoro za chwilę ogólna presja i tak zmusi malców do szybszego zarzucenia tornistra. Zabierane jest dzieciństwo, a później wykoślawiana młodość, która odbiera uroki życia, wpędzając w niekończący się wir edukacji. Choć to i tak pikuś w stosunku do tego co w tej dziedzinie dzieje się na przykład w Japonii. Przeciętny Polak nawet nie wie jak wygląda edukacja w kraju kwitnącej wiśni. Polecam poczytać wszystkim literatury na ten temat. To obali powszechny mit o Japończykach "sympatycznych pracusiach", a pokaże koszmarny obraz zagłady człowieka, nie różniący się zbytnio od uciskanych północnych Koreańczyków. Jedyna różnica między tymi krajami polega na bogactwie konfrontującemu z biedą, natomiast pozostała reszta jest bliska sobie.
    I tak dalej, i tak dalej....
    Abstrahując od tego, muszę dodać z uśmiechem, że fajnie odskoczyliśmy od samej płyty Golden Earring. I proszę do czego zmusiła nas okładka i jej tytuł. Niech mi tylko ktoś powie, że muzyka bez opakowania, to jest niby to samo :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie zrównuję prawicy z faszyzmem, podobnie jak nie należy utożsamiać każdego ugrupowania lewicowego czy socjaldemokratycznego z KPZR. To zbyt duży skrót myślowy, na pewno zdajecie sobie Panowie z tego sprawę. Co do samego faszyzmu - jak słusznie zauważył George Orwell jest to termin niezwykle plastyczny, po uprzednim zdeformowaniu pasujący niemal do każdego, z pewnością nadużywany w życiu publicznym. "Słowo faszyzm – będące w powszechnym użytku – pozbawione jest niemal zupełnie znaczenia. Słyszałem, jak faszyzmem nazwano: rolników, sklepikarzy, Kredyt Społeczny, kary cielesne w szkołach, polowanie na lisa, walki byków, Komitet 1922, Komitet 1941, Kiplinga, Gandhiego, Czang-Kai-Szeka, homoseksualizm, audycje radiowe Priestleya, schroniska młodzieżowe, astrologię, kobiety, psy – i nie pamiętam co jeszcze" - pisał swego czasu.

    Dla mnie termin ten ma ściśle określony kontekst. Rozumiem go jako pewną niechęć do szeroko rozumianego i przez to trudnego do zidentyfikowanego "innego", powstałą zazwyczaj w wyniku oburzenia związanego z trudną sytuacją ekonomiczną bądź polityczną, częściowo nawet usprawiedliwionego, za którą główną odpowiedzialność ma ponosić właśnie owy "inny", przy czym może być nim praktycznie każdy.

    Tak się działo w Niemczech po 1918, gdy winą za przegraną wojnę i Wersal obarczono Żydów. Pewnie pogląd ten cieszyłby się poparciem 2% społeczeństwa i pewien dotychczas anonimowy nieudany malarz nadal pozostałbym anonimowym nieudanym malarzem, gdyby nie wybuch kryzysu, który uruchomił opisywany przeze mnie proces. Padło akurat na Żydów, gdyż utożsamiono ich z kapitalizmem i obyczajowym rozpasaniem Republiki Weimarskiej - ideologii narodowosocjalistycznej towarzyszyła bowiem "rewolucja moralna" - dlatego słowo to często powtarzane w latach 2005-2007 budziło moje obawy. Chodzi mi o to, że przy "sprzyjających" okolicznościach te 2% mogą szybko spęcznieć do rozmiaru, który zapewnia większość w parlamencie dającą możliwość tworzenia prawa, a wtedy można już zrobić wszystko. A nawet, gdyby wspomnianej większości nie zdobyto zawsze można zmanipulować inne ugrupowania mówiąc o "stanie wyjątkowym", "zaistnieniu szczególnej sytuacji", w której "zagrożone zostało bezpieczeństwo państwa". Obecny kryzys, ogólna niepewność i brak stabilności nim spowodowana mogą doprowadzić do tego, że winą obarczy się "innego" np. imigrantów, którzy "zabierają nasze miejsca pracy" albo homoseksualistów zgodnie z myślą, że "każdy gej to ciota" i bardziej skupieni są na rozpuście i nachalnym demonstrowaniu własnej seksualności niż na rzetelnej pracy. Takie tendencje obserwuje się np. w Grecji, zwracają na to uwagę wybitni intelektualiści (i to nie tylko "lewacy"). A nawet spośród tych 2% znajdą się jednostki gotowe do czynienia wielkich krzywd, patrz Breivik.

    Piszę o tym, gdyż napisano, że bezmyślnie powtarzam za większością o faszyzmie. Wydaje mi się, że w kontekście, który zarysowałem powyżej, użycie tego słowa jest właściwe i usprawiedliwione, choć wiem, że kontrowersyjne (ale to chyba dobrze, bo dyskusja jest ciekawa).

    I jeszcze w sprawie tego nieszczęsnego Che. Bardzo chciałbym, aby moi rówieśnicy demonstrowali swoją lewicowość czytając Orwella, Koestlera, Camusa, Heinricha Bolla czy naszego Kazimierza Moczarskiego bądź Antoniego Słonimskiego, ale to wiąże się z wysiłkiem i nie przynosi natychmiastowego szpanu. A znając życie większość posiadaczy tych koszulek w ogóle nie wie kim ten Guevara tak naprawdę był. Widocznie mam zbyt wygórowane wymagania.


    Pozdrawiam,
    Sz.P

    OdpowiedzUsuń
  11. Wszystko ładnie pięknie, ale co mnie obchodzi co się stanie jeśli 2% prawicowych oszołomów ponownie dojdzie do władzy (co prawdopodobnie nigdy nie nastąpi), kiedy obecnie dawne 2% lewicowych oszołomów urosło do kilkudziesięciu procent i zaczyna robić to samo, tylko pod innymi sztandarami? Może ktoś lubi być tłamszonym przez socjalistów, ktoś innym może woli gdy robią to neonaziści - ja się nie piszę ani na jedno, ani na drugie. Zmieniły się tylko role i definicja "inności". Co za różnica kto zakłada mi kaganiec? Nie czuję sympatii ani do jednych, ani do drugich w ich skrajnych wydaniach. Absurd jest absurdem, czy podlejemy go czerwonym, czy innym sosem. A żyjemy w czasach gdy powstające w nieskończoność przepisy i prawne regulacje zastępują moralność, działając jak elektryczny pastuch - "nie rób tego, bo dostaniesz po łapach". Wolałbym - choć to naiwne - gdyby ludzie byli dla siebie dobrzy z głębokiego poczucia słuszności takiego działania, nie ze strachu. I co więcej prawo ma nikłe działanie wychowawcze. Nie wierze w utopijne szczęśliwe społeczeństwa zbudowane przez biurokratów na setkach paragrafach, gdzie rola jednostki sprowadza się do płacenia podatku, kupowania i bezmyślnego wykonywania poleceń. Staram się coraz mniej czytać o nowych unijnych pomysłach, bo zwyczajnie mnie drażni, czym zajmują się urzędnicy za moje pieniądze. Poważne dyskusje na temat wycofania ze spisu lektur szkolnych książek ukazujących tradycyjny model rodziny (np.: wywrotowej powieści "Merry Poppins")?! Czy to nie jakiś obłęd? Proszę mi wierzyć - rządy, które myslą o "paleniu książek" (w tym wypadku bez ognia dymy i całego tego zamieszania - sterylnie z długopisem w ręce) wywołują u mnie gęsią skórkę, bez względu na to jak siebie nazywają. I zawsze powiem im NIE, bez względu, czy będzie to kiepski malarz, czy bezimienny biurokrata o setce twarzy!
    Niech żyje odrobina chaosu, niech żyje rock'n'roll!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Pokazać facetom tyłek i cycki to zaraz głupieją.

    OdpowiedzUsuń