środa, 1 listopada 2017

THRESHOLD - "Legends Of The Shires" - (2017) -









THRESHOLD
"Legends Of The Shires"
(NUCLEAR BLAST)

****




W tajemniczych okolicznościach opuścił Threshold dotychczasowy wokalista Damian Wilson, z kolei w jego miejsce bez namysłu wskoczył zdecydowanie już zapomniany Glynn Morgan. Taka roszada nie powinna zwiastować niczego dobrego, a jednak... Po śmierci Maca myślę, że wszyscy przyzwyczailiśmy się do powrotu Damiana Wilsona, i chyba nikt nie brał pod uwagę wokalisty, który z tym prog-metalowym bandem nagrał bardzo dawno temu tylko jedną ("Psychedelicatessen" w 1994 r.), w dodatku zdecydowanie spośród wszystkich najmniej atrakcyjną płytę. Czasem jednak tego typu sytuacje wywołują przyjemne niespodzianki, i oto wydany całkiem niedawno 2-płytowy "Legends Of The Shires" jest jedną z nich.
Przyznam, że choć w latach 90-tych bardzo lubiłem Damiana Wilsona, to jego schematyczna maniera wokalna wraz z upływem lat zaczęła mnie irytować. Przez co nie bardzo już potrafiłem zachwycać się ostatnimi poczynaniami Threshold. Ich płytom brakowało swobody oraz elastyczności, które w dużej mierze przyćmiewał wszędobylski i nieznośnie napuszony Wilson. Niekiedy w jego śpiewie dawała się wyczuć jakaś nerwowość, nierozładowane napięcie, co zakłócało swobodny odbiór wszystkich pozostałych wydarzeń. Liderującemu Karlowi Groomowi też mogło przecież nie do końca odpowiadać spychanie jego gitarowych pomysłów na dalszy plan. Dlatego dobrze się stało, iż na fotelu wokalisty zasiadł tym razem tylko niezły śpiewak, któremu nie zależy na gwiazdorzeniu, a jedynie na pełnieniu jednej z ról w całej tej Thresholdowej układance.
Uwolnienie się od Wilsona błyskawicznie zaowocowało znakomitym albumem. Zdecydowanie jednym z najlepszych w zespołowym dorobku. I choć na różnych etapach dzieła otrzymujemy trzy części utworu "The Shire", co w pewnym sensie może sugerować albumową konceptualność, to jednak sam Karl Groom się od niej odżegnuje. Muzyk w jednym z wywiadów stwierdził, by każdy z nas wszystko tu odebrał po swojemu. Świetnie, wszak muzyka jest krainą wyobraźni. A takie podejście tylko wyostrzy najczęściej uśpione w nas zmysły. Szczególnie w obecnej dobie notorycznego objaśniania concept-albumów przez samych ich twórców. 
Na "Legends Of The Shires" podoba mi się wiele, a tego w przypadku Threshold już dawno nie było. Przede wszystkim tryska druga płyta kompaktowa. Z naciskiem na "The Shire (Part 2)", które rozwija się powoli, subtelnie, by w środkowej fazie nabrać metalowego patosu. Świetna, pełna dramaturgii kompozycja. W dalszej części dysku podobnym efektem może się poszczycić wspólne sąsiedztwo ładnej melodii ze "State Of Independence" do spółki z prog-metalowym "Superior Machine". Refren tego drugiego, nie do uwolnienia. Jednak prawdziwym klejnotem stoi zamykające całość, dosłownie przecudowne "Swallowed". Niespełna czterominutowa ballada, której moc tworzy się z każdym akordem. Najpierw tylko Glynn Morgan + pianino, później chóralne wtręty, z których wyrasta podniosły refren, a na dobitkę pod koniec wyłania się obłędne gitarowe solo Karla Grooma. Maestro zagrał tu z wrażliwością Nicka Barretta - muzyka znanego z królewskiego Pendragon. Po czymś tak niesamowitym trudno będzie się nam wkomponować w szarą rzeczywistość. Nie na darmo poszła niejednokrotna współpraca panów Grooma z Barrettem. Widać, szef Threshold uważnie przyglądał się wrażliwości lidera Pendragon, i we właściwym momencie wyciągnął asa z rękawa.
Tego albumu trzeba posłuchać w skupieniu i tylko w całości. Co prawda etykietka "prog metal" z góry zasugeruje techniczo-kombinatorskie granie, przez które z dumą od lat przechadzają się tacy Rush, Dream Theater lub Queensryche, a jednak Threshold uprawiając niby to samo poletko, jednoznacznie nigdy do żadnej z powyższych formacji nie pozwoliło się przykleić.
Mógłbym w samych superlatywach odnieść się jeszcze do kompozycji "The Man Who Saw Through Time", "Snowblind", "Star And Satellites" i kilku pozostałych, jednak tym samym pozbawiłbym ewentualnego odbiorcę przyjemności samodzielnego obcowania z tym kategorycznie udanym albumem.






Andrzej Masłowski


"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 

 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"