wtorek, 28 listopada 2017

I am "infected"

Nie szło mi w niedzielę jak powinno. Na szczęście obroniła się muzyka. Zresztą, o to byłem spokojny od samego początku. Noga mi doskwierała, stale o niej myślałem, nie umiałem zebrać myśli, a co za tym idzie: język się plątał, a w środku dekoncentracja. Do tego wszystkiego powrócił ten cholerny gruźliczy kaszel, który przez miesiąc spoczywał w zamrażarce. Łażę zatem jakiś taki podkulony, kuśtykający, kaszlący... jakbym dopiero wrócił spod Stalingradu.
Z nogą nie jest lekko, wdarło się jakieś zakażenie, cała przy tym spuchnięta, choć już po usunięciu ropy, no i na antybiotykach. Mimo tego, jestem facet z jajami, więc o najbliższą niedzielę proszę się nie martwić.
Niestety jednak z tego powodu nie pojadę w piątek na Scorpions do Gdańska. A już miałem wszystko dograne. Kolega inicjator nawet zaoferował darmowy pakiet: bilet + podróż, moją rolą było tylko czynić za przyzwoitkę. Nic z tego, muszę się oblizać smakiem. Dobrze, że przed dekadą widziałem Scorpionsów w Ostrowie, bo chyba by mi serce pękło.
Wyjaśniła się sprawa z nową płytą Szwajcarów z Shakry. Nie Shakiry, a Shakry. Otóż, zaprezentowane przeze mnie fragmenty w minionej audycji pochodziły z płyty pierwotnie wydanej w 2007 roku, a która teraz doczekała się tylko reedycji, o czym najwyraźniej nie wiedziałem. Do poprzedniej płyty "High Noon" miałem z zespołem długą przerwę. Nie słuchałem, bo po prostu nie cisnęło mnie w ich kierunku. Lecz gdy do handlu weszła wspomniana "High Noon", dźgnął mnie jakiś impuls, kupiłem więc ją w ciemno, a ta mnie absolutnie oczarowała. Widząc zatem ostatnio nieznaną mi okładkę, ani też nic niemówiący tytuł "Infected", pomyślałem, że to nowa płyta. Tym bardziej, że oczyma wyobraźni odczytałem na rewersie opakowania rok wydania, jako 2017. A tu przecież jak byk napisane: 2007 !!! Zobaczyłem więc co chciałem, no i przez kilka dni tkwiłem w przekonaniu, że to nowy materiał. A ten pierwotnie ukazał się, gdy Shakra nie byli u mnie na fali. Dziwiło mnie jedynie, dlaczego grupa tak spuściła z tonu, iż po tak znakomitym "High Noon" wypuścili suma sumarum przeciętniaka. Ale na tym nie koniec, Shakra naprawdę wydali nowy album, i w zasadzie niemal w tym samym czasie, w którym również wspomnianą reedycję "Infected". Trochę chłopaki namieszali, ale nie ma tego złego co by na dobre... bowiem w obliczu tych faktów ewidentnie uradowało mnie, iż "Infected" nie jest na szczęście ich najnowszym tworem. Z faktyczną nowizną "Snakes & Ladders" zaczynam więc wiązać coraz to większe nadzieje.
Po raz kolejny wyszło na to, że nie jestem nieomylny i wszystkowiedzący, jak to czasem z grzeczności próbują mi ludzie komplementować. Mylić się rzecz ludzka, bo nie myli się tylko ten, co nic nie robi. Tak mawiał kierownik działu ekonomicznego w mojej pierwszej nudnej i papierkowej robocie, w której jako yntylygent zgarniałem pobory na poziomie dwóch zachodnich winyli. Albowiem tyle się kiedyś zarabiało. To info dla tych, którzy jeszcze do dzisiaj narzekają na wysokie ceny płyt. Spokojnie, ja też narzekam.
Młody człowiek zastępujący na stanowisku realizatorskim Tomka w ostatnią niedzielę, zapytał: od kiedy tworzysz radiowe audycje? Rzuciłem pytaniem na pytanie: a ile masz lat? I tu padło: dwadzieścia trzy. No to trafiłeś - spuentowałem. Lubię zrobić wrażenie.
Dzisiaj - już akonto imienin - dostałem od Piotrka "nie tylko maszyny są naszą pasją" nowiuśki podarek płytowy. Kolejne nieznane nikomu zjawisko. Będzie co odkrywać. Posłuchamy, obiecuję. Z kolei od mego synka Tomka, skapnęło mi się najnowsze DVD Black Sabbath "The End - Live in Birmingham". Dobrze, że nie CD, bo już mam. Jakże chętnie zarzucę okiem na pożegnalny występ w rodzimym Sabbathom Birmingham.
Pomału chwytam lin, szukam pionu i stabilizacji, myślcie o mnie dobrze, będzie mi bardzo przyjemnie.
Do następnego, Moi Drodzy....





Andrzej Masłowski
 

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"