środa, 25 listopada 2015

FOREIGNER - "Greatest Hits Live" - (2015) -





FOREIGNER
"Greatest Hits Live"

(EAR MUSIC)
****



W ostatnich latach Foreigner rozpieszczają swoich fanów licznymi wydawnictwami. Co prawda od wskrzeszenia grupy w 2004 roku ukazała się tylko jedna płyta z premierowym materiałem - "Can't Slow Down" (2009) - za to przeróżnych kompilacji i nagrań koncertowych nie widać końca. A jeszcze oto właśnie całkiem niedawno doszedł do kolekcji kolejny - "Greatest Hits Live". Tytuł mógłby zasugerować zbiór największych przebojów, i to z różnych występów, tymczasem mamy tutaj do czynienia z zapisem koncertu z Texas Station w Las Vegas, w dniu 26 listopada 2005 roku. Zatem z okresu, kiedy to wykrystalizował się świeży skład po ponad dziesięcioletniej przerwie. W grupie nastąpiło personalne trzęsienie ziemi. Z dawnych muzyków ostał się jedynie gitarzysta i kompozytor Mick Jones. Nawet charyzmatycznego wokalistę Lou Gramma zastąpił znany dotąd raczej wąskiemu gronu odbiorców Kelly Hansen. Szybko okazało się, jaki to świetny głos i w jak dużym stopniu przypominający "niezastąpionego" Lou Gramma. Przykro to pisać, ale wydana w 2009 roku płyta projektu Lou Gramm Band, boleśnie obnażyła wokalną niedyspozycję dawnego frontmana Foreigner. Ponadto okazało się, że z dawnymi kompozycjami grupy, obecnie lepiej włada się jednak nowemu wokaliście. Warto wspomnieć przy okazji, iż w tamtym czasie grupę zasilili m.in: renomowany basista Jeff Pilson (znany z m.in. grup Dokken czy Dio) - który pozostał do chwili obecnej, a także na moment dołączył również bębniarz Jason Bonham - syn słynnego Johna "Bonzo" Bonhama, przedwcześnie zmarłego muzyka Led Zeppelin. I to właśnie Foreigner z ich udziałem widnieje na świeżo wydanym, aczkolwiek już mocno historycznym materiale z "Greatest Hits Live".
Mick Jones tę zasłużoną machinę przez cały czas mocno trzyma w ryzach i nie dopuszcza do jej profanacji. Foreigner dzięki temu brzmią fantastycznie, zupełnie jakby czas oraz przetasowania składów nie miały wpływu na ostateczną jakość. Wszystkie opublikowane dotąd materiały audio i video w pełni potwierdzały ich wysoką formę, tak jest i w tym przypadku. Nie ma zatem znaczenia, czy posłuchamy Foreigner Anno Domini 2005, bądź jakiegokolwiek występu z lat ostatnich - wszystkie pokazują wielką klasę. Na potwierdzenie mych słów polecam posłuchanie świetnej niedawnej koncertówki "The Best Of Foreigner 4 & More" - wydanej w 2014 r. Tytuł tego wydawnictwa także może wydać się mylący, nie jest to bowiem żaden kolejny zbiór przebojów, a hołd dla słynnej "czwartej" płyty i jeszcze kilku innych przebojów spoza niej, w wydaniu na żywo. Wracając do "Greatest Hits Live"..., otrzymujemy tym razem 75-minutowy show, obfitujący w same przeboje. Oczywiście, zawsze nam jakiegoś zabraknie. Jeszcze chyba nie narodził się wykonawca, który za sprawą czterech dekad wybitnej twórczości, byłby w stanie podczas jednego występu zaspokoić łapczywe apetyty fanów. Otrzymujemy więc sprawdzone chwytliwe gitarowe numery, jak: "Head Games", "Cold As Ice", "Blue Morning, Blue Day", "Dirty White Boy", "Feels Like The First Time", ale i też znacząco rozbudowane o gitarowe popisy Micka Jonesa "Hot Blooded" oraz "Urgent". Przy czym, w tym ostatnim jeszcze efektownie całość przyprawił o partie saksofonu drugi gitarzysta grupy - Tom Gimbel.
Równie atrakcyjnie wypadło "Juke Box Hero", w który muzycy wpletli spory fragment Led Zeppelin'owskiego "Whole Lotta Love".
Oczywiście nie mogło zabraknąć rozpierających dech w piersiach ballad, będących zawsze mocną stroną Cudzoziemców, jak: "Waiting For A Girl Like You", "That's Was Yesterday" oraz "I Want To Know What Love Is". Mnie jednak szczególnie cieszy, iż Mick Jones & Co. na każdym występie reaktywowanych Foreigner nie zapominają o arcypięknej balladzie, utrzymanej w konwencji rocka progresywnego - "Starrider". Ta znajdująca się w 1977 roku na debiutanckim longplayu piosenka, nigdy nie była wielkim przebojem, a jednak po latach docenili jej wartość zarówno sami muzycy, jak i publiczność. Niesamowicie ją tutaj Foreigner zagrali. Proszę posłuchać jakie natchnione solo wycina Mick Jones - cudo! Że o samej magicznej aurze całości już nawet nie wspomnę.
Szkoda, że grupa na koncertach zbyt szablonowo powtarza wciąż ten sam przebojowy repertuar, albowiem mogłoby być jeszcze ciekawiej, gdyby tak spróbowali na współczesny grunt przenieść dla przykładu takie: "The Damage Is Done", "Seventeen", albo "At War With The World" - chociażby. A może ja po prostu zbyt wiele wymagam? Warto przystać na ich warunkach, przecież  chyba każdy fan chciałby na ich koncercie otrzymać właśnie taką setlistę.





Andrzej Masłowski
 

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
 www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"