środa, 20 maja 2015

DARYL HALL / JOHN OATES - "Live in Dublin" - (2015) -




DARYL HALL / JOHN OATES
"Live in Dublin" - (U-WATCH RECORDS / EAGLE / UNIVERSAL) -
****


15 lipca 2014 r. w dublińskim Olympia Theatre pojawili się legendarni Daryl Hall i John Oates. A więc, ledwie w kilka tygodni po wejściu do Rock'N'Rollowej Galerii Sław.
Piękny dwukondygnacyjny stylizowany teatr, wypchany tego wieczoru po brzegi, a na scenie, poza głównymi bohaterami, jeszcze 6-osobowy zespół towarzyszący.
Hall i Oates od blisko dekady niczego nowego nie nagrali. Nie mówię, że taki okres przy ich bogatym dorobku pozwala o muzykach zapomnieć, ale na pewno może rozsiewać spekulacje co do aktualnego funkcjonowania duetu. Nawet jeśli ten od dawna się zarzeka wzmożoną pracą nad nowym repertuarem. A tu proszę, taka niespodzianka, bo oto są - w dodatku w świetnej formie. Uśmiechnięci, wypoczęci, z dobrze naoliwionymi gardłami i równie należycie nastrojonymi instrumentami.
Jako, że lata świetności w ich przypadku przypadły na dekady 70/80's, nie trudno się domyślić jaki repertuar zdominował ten wieczór.
Zaczyna się od prawdziwych killerów, na "dobry wieczór" poszło "Maneater", a tuż po nim "Out Of Touch". Dwa ogromnego kalibru przeboje z multiplatynowych płyt: "H2O" oraz "Big Bam Boom". Publiczność nie potrzebowała zatem dziesięciu piosenek na rozgrzewkę, gdyż już po tych dwóch wszyscy powstali z eleganckich krzesełek. A później to już poszło... Praktycznie same przeboje. Tylko i wyłącznie. Równie dobrze można by całość ochrzcić mianem "greatest hits live". Bo oto w dalszej części otrzymujemy całe mnóstwo piosenek, i to wcale nie odbiegających zbytnio od ogólnie lubianych pierwowzorów. Zagranych z werwą i polotem, jak powszechnie wielbione "Family Man" (z repertuaru Mike Oldfilda), czy 7-minutowce "She's Gone" oraz "Sara Smile", ale i także "Rich Girl", "Kiss On My List" czy "Private Eyes". Jak i też kilka innych, w tym absolutnie obłędny 14-minutowy "I Can't Go For That (No Can Do)" - z funk/soul/jazzowymi przyprawami.
Hall i Oates na koncertach bywają genialni, i tylko szkoda, że nigdy nie pojawili się u nas. Może dlatego, iż poza wczesnymi latami 80-tymi, nikt już później w naszym kraju ich nie próbował lansować. O ile, w ogóle wcześniej ktokolwiek się za to zabierał. Może dlatego muzycy najchętniej odwiedzają Wyspy i Australię, no i rzecz jasna opiekują się własnym podwórkiem w Ameryce. I tam dają tak rewelacyjne koncerty, jak ten w Dublinie
Nie sądzę, by "Live in Dublin" przebił popularnością słynny "Live in Apollo" z 1985 r., albowiem czasy i popularność duetu już nie te, choć samą muzyką, jej rozmachem oraz witalnością, można oba te dzieła postawić na półce tuż obok siebie.
Hall i Oates nie zestarzeli się ani trochę, co nie tylko tu słychać, ale i widać. Otóż, do podwójnego CD, dołożono pełen zapis koncertu w formie DVD. Jak film pokazuje, można się cieszyć muzyką samemu, a i wciąż nią radować innych - pomimo wyłaniających się spod ufarbowanych fryzur kilku siwych włosów.
Ci dwaj faceci są mocno pod siedemdziesiątkę, ale gwiżdżą na to i śpiewają jakby dziennie przez swe gardła przepuszczali dobry tuzin surowych jaj.
Przyznam, że dawno nie sięgałem po ich piosenki, chociaż od zawsze je bardzo lubię. Za ich soulowy nastrój, ładną radiową, lecz przy okazji niebanalną melodykę, ponadto za bogate aranżacje, w tym niekiedy ciekawe i smakowite jazzowe wtręty. Dubliński show pozwolił mi nadrobić zaległości, przy okazji przywołując mnóstwo wspomnień.
Panowie Hall i Oates posiadają niezwykłą smykałkę do tak zwanych wieczystych piosenek - nigdy nie przemijających. Co także ten dubliński występ pokazał. 



Andrzej Masłowski 

Radio "AFERA" 98,6 FM (Poznań)  - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00



"... dla tych, którzy wiedzą co w muzyce najpiękniejsze"