wtorek, 11 lipca 2017

ALISON MOYET - "Other" - (2017) -








ALISON MOYET
"Other"
(COOKING VINYL) 
**1/2




Na poprzedniej "The Minutes" pojawiła się promiennie odmłodzona. I było to słychać w każdym fragmencie. Można tylko żałować, że takie płyty nie podbijają już dzisiaj górnych rejonów list przebojów. A może po prostu zabrakło tam choćby jednego przeboju, który pociągnąłby całość? Również czasy Yazoo, jak też pełnych sukcesu dwóch pierwszych solowych albumów Alison Moyet, tj: "Alf" oraz "Raindancing", już dawno za nami. Nowe pokolenie tamtej muzyki raczej nie czuje, a wyświechtaną przez ostatnie chude lata etykietkę "pop" postrzega zupełnie inaczej. Tak więc na "Other" każdy usłyszy coś innego. I tu trzeba zaznaczyć, iż obecne oblicze artystyczne pani Moyet do staromodnych też zdecydowanie nie należy.
Przyznam jednak, że na najnowszej płycie niektóre kłujące barwy syntezatorów autentycznie mnie irytują. Nie lubię tego typu elektroniki. Szczególnie tej wplecionej w "Germinate", "Beautiful Gun" lub "Lover, Go". Coś okropnego. I co z tego, że "Lover, Go" broni w miarę ładny refren, skoro w połowie nie da się jej słuchać. Natomiast pozostałe dwie piosenki przypomniały mi pewną obrzydliwą płytę grupy Goldfrapp "Black Cherry". W swoim czasie była ona niezłym szokiem dla wszystkich, którzy chwilę wcześniej pokochali klimatyczny i subtelny debiut "Felt Mountain". Identycznego zabiegu dokonała mniej więcej w podobnym czasie już nieco przyblakła formacja Pure Reason Revolution, która po pierwszej intrygującej płycie zrealizowała w krótkim czasie podobnie hałaśliwy elektropopowy koszmarek. Nie ma więc co po udanych debiutach zdzierać z niedźwiedzia skóry.
Alison Moyet na "Other" notuje znaczący spadek formy. Nie za głos, nie za wykonawstwo, a za same kompozycje (do spółki z Guyem Sigsworthem). Artystka chciała się nimi przypodobać dawnym, bardzo dawnym fanom, przy okazji rzucając flirtujący uśmieszek ku młodszym. Obawiam się, że ci ostatni nie takiej muzyki oczekują, a wszyscy pozostali raczej zobojętniale wzruszą ramionami. I chyba o wiele chętniej sięgną po piosenki z jej niedawno wznowionych pierwszych czterech płyt.
"Other", ku jasności, nie jest też żadną szkaradą, proszę czasem tak nie pomyśleć. Alison Moyet by do tego nie dopuściła. W jej przypadku mowa o spadku formy oznacza w najgorszym razie tylko nieco gorszy zestaw piosenek, gdyż pokłady jej talentu wciąż gdzieś w niej drzemią. U tej pani nawet na słabszej płycie znajdziemy coś ciekawego. Jak piękną na pół-symfoniczną balladę "The Rarest Birds" - nasączoną stosowną i na szczęście niełomotliwą elektroniką. Natomiast czasy Vince'a Clarke'a przypomni zgrabna piosenka "Reassuring Pinches", którą w elektro ramę oprawił wspomniany Guy Sigsworth - nie tylko klawiszowiec tego albumu, ale też odpowiedzialny za smyczki oraz produkcję. No proszę, ten sam człowiek został zaangażowany przy wspomnianej "The Minutes", a jednak przed czterema laty bardziej mu sprzyjały dobre duszki.
Na siłę dorzucę jeszcze niespieszny, i ponownie usymfoniczniony "The English U". Na poprzedniej płycie mało kto zwróciłby na niego uwagę, ale tutaj...
"Other" jawi się niczym brudnopis dla "The Minutes", i pewnie gdyby te płyty ukazały się w odwrotnej kolejności, tej słabszej można by dużo wybaczyć. Uznajmy zatem tych najnowszych dziesięć kompozycji za chwilową obniżką formy, zarazem trwając w nadziei, że niebawem ta wciąż fantastyczna wokalistka zrekompensuje wszystko z nawiązką.






Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - 
www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00


("dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze")