poniedziałek, 28 lipca 2014

URIAH HEEP - "Outsider" - (2014)



URIAH HEEP
"Outsider"
(FRONTIERS RECORDS)
***

W 2013 roku zmarł basista Uriah Heep - Trevor Bolder. Świetny muzyk, a i od dawien dawna dobry duch zespołu. Jeszcze pół roku przed śmiercią występował przecież w naszym kraju, nie zdając sobie sprawy z ciężkiej noszonej w sobie choroby. Wciąż mam w pamięci tamten występ - podziwiając wówczas Boldera kapitalną dyspozycję w życiu bym nie przypuszczał, że na następnej płycie jego zespołowi koledzy w albumowej książeczce, w dziale podziękowań, napiszą: "tęsknimy za Tobą", dodając, że był on (niestety już tylko) dobrym duchem przy powstawaniu całego dzieła "Outsider".
W konsekwencji do składu Shaw/Box/Lanzon/Gilbrook, przystąpił nowy basista Dave Rimmer. Jego obecność nie wpłynęła jednak na żadną stylistyczną zmianę zespołowego wizerunku. Nowy nabytek, ot po prostu, solidnie wywiązał się z powierzonego mu zadania. Tym samym, Uriah Heep nagrali płytę w dawnym duchu, chociaż zapewne zapragnęli uczynić ją przecież z wiadomych powodów nieco lepszą, czy nawet bardziej szczególną, w stosunku do trzech poprzednich, nagranych już po tej dłuższej przerwie (chodzi o lata 1998-2008).
Mamy tutaj tego samego producenta Mike'a Paxmana, to samo zdarte gardło Shawa, wszech mocne organy Lanzona, a i też jedyną w swoim rodzaju gitarę Micka Boxa (jedynego suma sumarum muzyka z czasów pierwszego składu). Wszystko na swój sposób się zgadza, wszystko jest na swoim miejscu, kompozycje także podlano masywnym brzmieniem oraz głównie średnio-szybkimi tempami. Czyli tak jak być powinno. Jedyne tylko co nie do końca cieszy, to brak w tym wszystkim jakichkolwiek szczególniej porywających melodii. Być może na starość zrobiłem się nazbyt wymagający, a być może po prostu należę do grona szczęściarzy dobrze pamiętających czasy powstawania kapitalnych płyt podpisywanych tą szlachetną nazwą - Uriah Heep. Czasów, w których nie trzeba było albumu przesłuchiwać dobrych tuzin razy, by później na siłę pochwalić ledwie kilka średnich nagrań. Takich, które gdyby zamieścić na złotych dziełach, stanowiłyby co najwyżej za mocno nadwyrężoną przeciętność. W tak zwanych "moich czasach", mawiano o takich kompozycjach: "wypełniacze". I tutaj dochodzimy do sedna sprawy, otóż większość zawartości "Outsider", stanowią mniej lub bardziej udane wypełniacze. Nie mające żadnych szans na konfrontacje ze szlagierami typu: "Easy Livin' ", "Gypsy", "Sunrise", "Pilgrim", "Return To Fantasy", "Look At Yourself", "Love Machine" , że też i o kultowym "July Morning" nawet nie wspomnę.
 Częstokroć przy tego typu dziełach słyszę z lewa i prawa, że się czepiam, bo przecież tempo gry jest dobre, a i muzycy pomimo upływu lat nadal nieźle grzeją, i tak dalej, i tak dalej...  Co ja na to drodzy Państwo poradzę, że poza takimi oczywistościami, lubię jeszcze dodatkowo w kompozycjach ponad przeciętność. Troszkę magii, jakiś ciekawych zapamiętywalnych motywów, ładnych melodii czy niecodziennych zwrotów akcji. No cóż..., widać dziwak ze mnie.
Nie przeszkadzało mi to jednak polubić kilka numerów z najnowszego "jurajkowego" długograja. Poza udanym singlem "One Minute" (och, jak ja lubię właśnie takie stopniowanie napięcia!), szczególnie efektownie wypadły tutaj niemal wszystkie te melodyjne galopady, tj. utwory: "Looking At You", "Can't Take That Away", "Jessie" (to mój faworyt na ewentualnego kolejnego singla), "The Outsider", czy "The Law".
Cała płyta zdecydowanie zyskuje po kilku głębszych kontaktach. Przyznać się zarazem muszę, iż na samym początku miałem najzwyczajniej ochotę podrzucić to okrągłe grające sreberko do pierwszego napotkanego biura rzeczy znalezionych, na zasadzie - nie moje i niczego nie pamiętam.
Reasumując, "Outsider" nie wznosi odbiorcy ponad chmury, jednak i też nie podkopuje grobu. Ponadto, wstydu również grupie nie przynosi. Można jedynie żałować, że muzycy przy takiej "okazji" troszkę bardziej się nie przyłożyli.
Ot, solidny album, niczym szczególnym nie zachwycający i na pewno mniej porywający od wcześniejszych "Into The Wild" czy "Wake The Sleeper". Za to - z najpiękniejszą okładką od czasów niepamiętnych.



Andrzej Masłowski


RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00
(4 godziny na żywo!!!)

===============================

"BLOG NAWIEDZONEGO"
oraz
"BLOG TYLKO O PŁYTACH CD i LP