środa, 7 listopada 2012

w najbliższą niedzielę 11.XI.2012 zapraszam przed odbiorniki już od godz. 21-szej !!!

W najbliższą niedzielę, tj. 11 listopada zapraszam wszystkich przed odbiorniki już o godz. 21-szej. 
Skapnęło mi się zastępstwo za Krzysztofa Ranusa, który to biedaczysko skręcił dzisiaj nogę. Na tyle poważnie, że wylądował w szpitalu, by przebadano co i jak należy. Życząc mu zdrowia, zagram za niego najlepiej jak potrafię.

< RADIO "AFERA" , 98,6 FM, niedziela 11.XI.2012, od godziny 21.00 do 2.00 - 5 godzin najlepszej muzyki w Poznaniu o tej porze !!! >

===============================================








Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl


z wtorku na środę, czyli (i tak zwyczajowe) moje codzienne tradycyjne nocne markowanie

Siedziałem do po trzeciej w nocy nad winylami, przegrywając je dla znajomego. Nie zawsze słucha się tego czego się chce, ale zawsze zdobywa się pewną wiedzę i doświadczenie. Zatem - warto. W okolicach piątej płyty (a było ich łącznie sześć) dostawałem pomału kręćka, gapiąc się stale na rowki, igłę, label,.... Trzeba niestety wszystko kontrolować. Nie tylko wystarczy przeczyścić czy odkurzyć samą płytę, ale i ustawić potencjometry, sprawdzić przerwy pomiędzy utworami, itd... Robota to niełatwa i żmudna, dlatego płyty przegrywam jedynie na potrzeby audycji lub po prostu w ten sposób dorabiam na chleb. Nagrywarka audio tym różni się od komputerowej, że nagrywa niemal idealnie - czyli tak jak jest de facto na płycie. Postanowiłem się w końcu nieco oderwać od talerza gramofonu, podszedłem do uchylonego okna, które robi za lodówkę, chwyciłem za butelkę Pepsi, i nalewając sobie szklaneczkę, włączyłem telewizor. Miałem nadzieję trafić na coś ciekawego. Przeleciałem się po dwudziestu lub nawet i więcej kanałach, i doszedłem do wniosku, że na cholerę ja w ogóle trzymam to urządzenie w domu. Bo albo nie mam szczęścia do trafiania na ciekawe programy, albo oferta programowa w mojej telewizji kablowej, zestawiona jest z samego szrotu. Nie wymagam cudów od Polsatu czy TVN, gdyż te zatrudniając ludzi o trzech żołądkach muszą się nachapać, przez co nadają tanią rozrywkę dla coraz to bardziej "wymagającego" społeczeństwa. Ale pamiętam jak jeszcze do niedawna tryskały bogatą ofertą kanały popularno-naukowe, jak Planete, Discovery, itp...  Dziś, gdy te dorobiły się podkanałów typu HD lub z dopiskiem history, wild, czy tym podobnie..., na swych podstawowych pasmach zioną nudą. Co włączę, to albo jacyś goście zmieniają koło w samochodzie, albo instalują dynamit, by jakiś tam kawał żelaztwa wysadzić w powietrze, i zbadać później strukturę wytrzymałości rozwalonego ajzola, itp.... Z kolei, do niedawna jeszcze fajne programy typu Animal Planet lub National Geographic, pokazują nieprzerwanie kliniki dla zwierząt, albo policję tropiącą sadystów nad tymi biedactwami, bądź jakieś wymiotliwie nudne inżynierie mostów , wieżowców, czy innych cholernych konstrukcji. Rozumiem, byznes ys byznes, ale czy już wszystko co dobre koniecznie musi przechodzić do drogich płatnych kanałów?, a reszta ludu niech się zadowoli ochłapami?.
Skończyłem zatem przygodę na kanale informacyjnym, w którym na szczęście wczoraj nie wyciągano smoleńskich upiorów. Uff, a jaka to ulga nie widzieć głupich gęb Kaczyńskich, Macierewiczów, Hofmanów czy Brudzińskich - bezcenne!. A wszystko to dzięki wyborom w USA. Poświęcono wczoraj nawet specjalne bloki wyborcze na wszystkich info programach. Mniemam, że to nawet bardziej ważne dla każdego polskiego obywatela, niż nawet radość z triumfu Jerzego Janowicza na kortach w Paryżu. Rozumiem, że wybory w Ameryce muszą być rownież tak samo ważne dla nas jak i dla samych Amerykanów. Dobrze, dobrze, liczę na to, że nasz trudny los zatem równie mocno porywa na codzień cały lud za Wielką Wodą. Liczę także, że skoro takie kraje jak Słowacja poruszają się od dawna z Amerykanami w strefie bezwizowej, to że nas także czeka ten przywilej już niebawem. Tym bardziej, że co kadencję to słyszę. Obiecanki cacanki, a więc panowie garniturki z łajt hausu, teraz jest ku temu idealna okazja, by słowa dotrzymać.
Pamiętam jak niedawno Mitt Romney przyobiecał, że on to na pewno załatwi. Tylko musi wygrać wybory, i Polacy dostaną to na co czekają, i co już dawno mieć powinni. I że on to w ogóle nie rozumie dlaczego nie zostało to jeszcze do tej pory załatwione. No cóż, wypadało mi zatem trzymać za niego kciuki. I do trzeciej w nocy w moim telewizorku (bo nie wam jak w Waszym?) Romney dzielnie wygrywał z Obamą. Pomyślałem, kurcze - wygra!. Ale nie, rano się obudziłem i wyszło jak prognozowano. Pomimo iż kilka godzin wcześniej wciskano wszystkim, że tylko jeden procent dzieli obu kandydatów, a czasem to nawet ci szli po równoważni. Koniec końców wyszło 303:206. Widać tam w Ameryce źle funkcjonują wszystkie prognozownie. U nas byłoby to niemożliwe. Jarek , gdy dostaje obowiązkowe baty po dupie, to nikt nie śmie mu w oczy kłamać, że ten przez przypadek wygra, bo w przeciwnym razie, to aż strach byłoby pomyśleć.
W telewizorku zakończyła się na szczęście cała ta wielotygodniowa figielarnia z dwoma marionetkami w tle. Można odetchnąć i powrócić do naszej rzeczywistości. I niech się dalej jakoś kula, dopóki znowu ktoś nie podłoży trotylu.




Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 


wtorek, 6 listopada 2012

MYSTERY - "The World Is A Game" - (2012) -

MYSTERY - "The World Is A Game" - (UNICORN DIGITAL) -  ***1/4



Mystery jest jedną z wyróżniających się grup, pośród tych , które usiłują tworzyć muzykę - wydawać by się mogło - od dawna zarezerwowaną dla nazw typu: Camel, Genesis, Fruupp czy Yes. Zresztą od tych ostatnich, grupa chyba zapożycza najwięcej. Być może z powodu skojarzeń jakie budzi kanadyjski wokalista Benoit David, którego głos często wibruje pod samego Jona Andersona (notabene ex-wokalistę Yes). Muzyk ten przeżył nawet niedawno poważną przygodę z byłą kompanią Andersona. Jako wokalista Yes, sporo z grupą koncertował, a także zrealizował udany album "Fly From Here." Wydawać się mogło, że tak doborowy wokalista, zagrzeje tam miejsca na nieco dłużej. Tym bardziej, że dawni koledzy Andersona zdecydowanie nie byli zainteresowani powrotem jego samego do zespołu. Dziś już wiemy, że absencja chorobowa B.Davida, która nastąpiła niedługo po nagraniu "Fly From Here", przecięła nić szansy na jego dłuższą karierę w Yes.  A o tym, że w konsekwencji tegoż losowego zdarzenia muzyk nie jest już członkiem zespołu, sam zainteresowany dowiedział się z mediów. Cóż, szkoda iż ludzie grający tak delikatną odmianę rocka, w realnym życiu wykazują się czasem taką gruboskórnością. Dziś na fotelu wokalisty w Yes, zasiada nieporównywalnie mniej ciekawy głos Jona Davisona. Z mało interesującego amerykańskiego Glass Hammer. Zespołu imitującego co prawda niby stary dobry Yes, lecz w mało przekonującym stylu. Zostawmy jednak ten wątek.
Grupa Mystery tworzy muzykę pełną subtelności i romantyzmu. Z wyczuwalną nawet pewną nutką tęsknoty. To taki rock dla marzycieli, odważnie otwierający drzwi do świata fantazji. Co choćby po części zdradza nam także "polska" okładka do tej płyty, autorstwa Leszka Bujnowskiego.
Tytuł "The World Is A Game", także wiele wyjaśnia. Otóż, cały świat to tylko jedna wielka gra, która dotyczy także uczuć. O tym jest ta płyta. A także o nieporadności, niemocy, zagubieniu, przemijaniu,..., ale i o tym, by się otrząsnąć, gdyż nigdy nie wiadomo co przyniesie jutrzejszy dzień. Ilustrują to wszystkie kompozycje, pośród których wyróżniają się szczególnie "Superstar", "Dear Someone", a także umieszczona niemal na wstępie minisuita "Pride" oraz finalizująca całość 19-minutowa perła "Another Day". Ta kompozycja pokazuje także jak grupa dzielnie radzi sobie ze stopniowaniem napięcia, wdając się przy okazji w niewielki flirt z mocniejszymi brzmieniami pod Deep Purple, Dream Theater, a nawet nieco bardziej pod Threshold.
"The World Is A Game", rozwija przed nami pełen wachlarz kompozytorskiego bogactwa, przepychu formy, pięknych melodii, starannych aranżacji, i co najważniejsze - dobrego smaku. Zdaję sobie także sprawę, że to płyta nie dla każdego. Dla tej muzyki trzeba mieć czas i chcieć dać się jej ponieść. Nie znajdziemy tutaj wszak muzyki, która występuje na jakichkolwiek dzisiejszych listach przebojów.
Od czasu, gdy w grupie śpiewa Benoit David, śledzę uważnie przebieg kariery zespołu. I widzę, że na pewno najnowsze dzieło nie jest jakoś szczególnie zaskakujące na plus czy minus - za to konsekwentne. Co dodaje nawet zespołowi pewnej wiarygodności, a także marki samej w sobie.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 



=======================================================================




jak film, to tylko w kinie

Kolega Ryszard namawiał mnie do przejścia się na koncert Led Zeppelin, którego pokaz zaproponowało Multikino. Zobaczyć "Celebration Day" na dużym ekranie, to jest coś. Jakoś nie mogłem się zebrać w sobie, i koniec końców, nie poszedłem. Ponoć było bosko. Ryszard opowiadał mi później ze szczegółami co ujrzał i usłyszał. Widać było, że wrażenie zostawił na nim ten koncertowy film ogromne. Chciałem mu nawet zaproponować, by z taką samą pasją opowiedział to słuchaczom Nawiedzonego Studia. Przed laty praktykowałem podobne rzeczy. Czasem ludzie dzwonili i dzielili się emocjami pokoncertowymi. Później jakoś temu zaniechałem. Nie wiem dlaczego. Nie miałem śmiałości jakoś mimo wszystko zaproponować Ryszardowi, by ten zadzwonił do mnie podczas programu, i poopowiadał co nieco. A już w ogóle o zaproszeniu go do studia, nie było mowy, szczególnie mając w pamięci jego niejednokrotnie podkreślane słowa, że on tylko słucha "trójeczki", gdyż to jedyne radio , które to on lubi, ceni i szanuje. Mimo wszystko mogłem zaryzykować. Pięknie opowiadał o tym koncercie. A już niebawem (19 listopada) ukaże się on we wszystkich możliwych formatach. Czyli, CD, LP, DVD, blu-ray. Doczekać się nie mogę. Posłuchamy sobie wspólnie - obiecuję!  Znam co prawda materiał ten od lat, ale niestety z kiepskiego bootlegu, który raczej profanuje muzykę Led Zeppelin. Niegdyś nawet jakiś tam fragment zagrałem w audycji. Ktoś z was na pewno o tym gdzieś tam po cichu pamięta, ale też zapewne woli nie komentować jego jakości. I słusznie. Wczoraj podczas Nawiedzonego otrzymałem maila od Słuchacza - Pana Jerzego, który dopisał się do blogu nawiedzonego jako nr 51, i niech już takim numerem pozostanie. Pan Jerzy napisał, że ludzie tak emocjonalnie reagowali w kinie oglądając ten koncert, że klaskali i krzyczeli tak jakby to było na żywo, a nie tylko na ekranie. Cóż to musi być za magia. Musiało to wyglądać niesamowicie. Zaczynam żałować żem leń straszny, że nie poszedłem. Oczywiście za dwa tygodnie obejrzę to z DVD, ale co duży ekran, to duży. Nawet za PRL-u, widniały na stadionach, basenach czy innych masowych miejscach kultury i rozrywki,reklamy głoszące: "jak film to tylko w kinie". To hasło jest wciąż aktualne. Żadne jutjuby czy nawet najlepsze DVD i blu-raye, nie są w stanie odebrać prymu dużemu ekranowi.
Na tym kończę wątek ten bezpieczny, żywiąc nadzieję, że kolejna duszyczka nie zniknie z listy obserwatorów.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 






poniedziałek, 5 listopada 2012

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 4 listopada 2012 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 4 listopada 2012
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl







GARY MOORE - "Blues For Jimi" - (2012) -
- I Don't Live Today


RICHIE SAMBORA - "Aftermath Of The Lowdown" - (2012) -
- Learning How To Fly With A Broken Wing


MAGNUM - "On The Thirteenth Day" - (2012) -
- Didn't Like You Anyway


LED ZEPPELIN - "BBC Sessions" - (1997) -
Paris Theatre, London, 1.04.1971
- Immigrant Song
- Heartbreaker
- Since I've Been Loving You

URIAH HEEP - "Into The Wild" - (2011) -
- Trail Of Diamonds

KISS - "Monster" - (2012) -
- Back To The Stone Age

DEMON - "Unbroken" - (2012) -
- Fill Your Head With Rock

BLACK SABBATH - "Master Of Reality" - (1971) -
- After Forever
- Embryo
- Children Of The Grave

MANOWAR - "The Lord Of Steel" - (2012) -
- Righteous Glory

JADIS - "Photoplay" - (2006) -
- There's A Light

JADIS - "More Than Meets The Eye" - (1992) -
- More Than Meets The Eye

GABRIEL - "Ascension" - (2000) -
- Faith & Betrayal

KARNATAKA - "The Storm" - (2000) -
- Heaven Can Wait

MYSTERY - "The World Is A Game" - (2012) -
- Superstar

PETER GABRIEL - "So" - (1986) -
- In Your Eyes

JOHN FRUSCIANTE - "To Record Only Water For Ten Days By John Frusciante" - (2001) -
- Away & Anywhere
- With No One
- Invisible Movement
- Representing
- In Rime

MUSE - "The 2nd Law" - (2012) -
- Supremacy

SANDRA - "Into A Secret Land" - (1988) -
- Secret Land

SANDRA - "Mirrors" - (1986) -
- Midnight Man

CLASSIX NOUVEAUX - "Night People" - (1981) -
- Guilty

SAL SOLO - "Heart & Soul" - (1985) -
- Heartbeat
- Poland (Your Spirit Won't Die)
- San Damiano
- Go Now

THE MOODY BLUES - "The Magnificent Moodies" - (1965) -
- Go Now

GRAVY TRAIN - "(A Ballad Of) A Peaceful Man" - (1971) -
- Messenger
- Can Anybody Hear Me
- Won't Talk About It

FOCUS - "In And Out Of Focus" - (1970) -
- Anonymus

=====================================================================








Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 

niedziela, 4 listopada 2012

RICHIE SAMBORA - "Aftermath Of The Lowdown" - (2012) -

RICHIE SAMBORA - "Aftermath Of The Lowdown" - (AGGRESSIVE MUSIC / WARNER) -  ***3/4



Richie Sambora, to nie tylko jeden z najlepszych gitarzystów jakich wydała matka natura, ale i przy okazji wyborny kompozytor. A co oznacza spółka Sambora-Jon Bon Jovi, wie chyba każde sprawne ucho. Jednak grupa Bon Jovi, to osobna karta historii Sambory, a jego płyty autorskie służą zdecydowanie odsłonięciu drugiego oblicza artysty. Choć może nie do końca, bowiem wrodzonego talentu do pisania przebojowych piosenek, nie da się zapomnieć w jednej chwili ot tak po prostu.  Nawet, gdy chce się pograć bardziej bluesowo, country-rockowo, czy poeksperymentować z brzmieniami brudniejszymi i rytmami nieco poszarpanymi. Tak, tak Drodzy Państwo, Richie Sambora nagrał płytę, po którą zapewne tak samo chętnie sięgną fani Bon Jovi co Foo Fighters, Rolling Stones czy także Erica Claptona. Pomimo, iż na "Aftermath..." nie ma graczy z wielkimi nazwiskami, jak niegdyś Jeff Bova, Eric Clapton, Tony Levin, Kenny Aronoff czy Pino Paladino, których pamiętamy przecież z pierwszych dwóch solówek Sambory: "Stranger in This Town"/1991/ oraz "Undiscovered Soul /1998/.  Szczególnie ta pierwsza zachwycała. Pamiętacie "Rosie" czy "Mr.Bluesman" (z udziałem Claptona) ?  A przecież cały album był fantastyczny.
Jako, że same nazwiska nie grają, Sambora dobrał tym razem muzyków także doświadczonych, lecz nie przyćmiewających jego samego na scenie. Jednak i w tym przypadku nie można mówić o grajkach żółtodziobach, skoro grający tu pianista Matt Rollings jeszcze do niedawna występował u boku Marka Knopflera, a gitarzysta Rusty Anderson grywał w latach ostatnich z sir Paulem McCartneyem.
"Aftermath Of The Lowdown" jest płytą urozmaiconą. Każdy powinien znaleźć na niej coś dla siebie. Sporo tutaj przyjemnego hałasu, zmiennych temp i gitarowych popisów ("Burn The Candle Down", "Nowadays", "Sugar Daddy" czy "Learning How To Fly With A Broken Wing"), jest także kapitalny "Every Road Leads Home To You" - hit aż się patrzy! - , ale i także całe tornado ballad, których śmiało koledze może pozazdrościć sam Jon Bon Jovi ("Weathering The Storm", "I'll Always Walk Beside You", "You Can Only Get So High", króciutki i śliczny finałowy "World", czy wyjątkowej urody "Seven Years Gone").
Sambora nie jest tak charyzmatycznym wokalistą jak Jon Bon Jovi, ale jego głosu słucha się bardzo przyjemnie. Mało tego, jego śpiew nawet wyjątkowo dobrze pasuje do takiej country-blues-rockowej estetyki. O samej gitarze Richiego, jak i jego umiejętnościach gry, jestem zbyt mały, by się wypowiadać.
Nie potrafię także obiektywnie ocenić tej płyty.  Zapewne poprzez moją wielką sympatię dla talentu Richiego Sambory.  Mogę tylko stwierdzić, że płyta jest wyśmienita, zarówno pod względem kompozytorskim, jak i odtwórczym, i że są na niej utwory tylko bardzo dobre lub jeszcze lepsze.
Kłaniam się uniżenie.




Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 






=========================================================================



GARY MOORE - "Blues For Jimi" - (2012) -

GARY MOORE - "Blues For Jimi" - (ORIONSTAR / EAGLE RECORDS) - ***



Nie ma chyba na świecie gitarzysty rockowego, który nie powoływałby się na inspiracje twórczością Jimiego Hendrixa. Tak jak r'n'rollowym królem pozostanie na zawsze Elvis Presley, a inicjatorami beatu szczycić się może Liverpoolska Czwórka, tak wszelkiego rodzaju gitarowe wymiatanie, rzeźby, szlify czy jazgoczące sprzężenia , kojarzyć się będą zawsze z tym niezwykłym czarnoskórym czarodziejem sześciu strun.
Jednym z jego uczniów był właśnie Gary Moore. Szkoda, że od blisko dwóch lat myślimy już o nim w czasie przeszłym. Jak wielki wpływ wywarł na niego sam Jimi Hendrix, niech zaświadczy niemal cała twórczość Moore'a. W każdym przecież dźwięku czy nucie, aż nadto dobitnie to słychać. A i przy okazji, warto wspomnieć jeszcze o symbolicznej okładce do kapitalnego albumu "Still Got The Blues". Pierwszego stricte bluesowego w dorobku Irlandczyka, stąd zapewne było tak ważnym powołać się na inspiracje.
Wydany kilka tygodni temu koncertowy "Blues For Jimi", jest kolejnym hołdem Moore'a dla Boga Gitary - choć już pośmiertnym. Ukazał się on nie tylko na płycie kompaktowej, ale zarówno na DVD, jak i na blu-rayu. Na jego program składa się ponad 70-minutowy materiał z koncertu, który odbył się w londyńskim Hippodromie, pod koniec października 2007 roku.  A zatem w okresie , w jakim artysta zarzekał się, iż z bluesem nigdy nie zerwie, a z kolei długą przygodę jaką przeżył wcześniej z hard rockiem, uważał za delikatnie mówiąc; źle obraną drogę artystyczną.  Jak wiemy, niedługo potem zmienił zdanie, przystępując nawet do realizacji kompozycji dość mocno utrzymanych w duchu metalizujących płyt z lukratywnej (dla niego) epoki lat 80's.  Trzy z powstałych wówczas utworów poznaliśmy niedawno na koncertowym albumie z Montreux 2010 (wydanym w 2011 r.) - który ukazał się kilka miesięcy po jego śmierci.
G.Moore nie ukrywał zresztą nagrywania na krótko przed swoją śmiercią pełnego studyjnego albumu, tak więc mamy świadomość istnienia nagrań, które zapewne przy jakiejś tam okazji, powinny się w końcu ukazać. Zanim jednak do tego dojdzie, posłuchajmy teraz niezwykłego koncertu, który kto wie, może gdyby sam muzyk miał decydować, nie prędko, bądź w ogóle, nie zostałby wydany.  Można tak spekulować, skoro przez kilka lat, materiał ten przeleżał w archiwum. Szkoda byłaby wielka, gdyż jak się okazuje, koncert to wyborny. A zarazem skromny. Zagrany został przed niedużym audytorium, a do tego w szczupłym trzyosobowym składzie: na gitarę, bas i perkusję. Czyli w duchu "orkiestry" Jimiego Hendrixa. Dosłownie i w przenośni. Należy bowiem dodać, iż na scenie pojawili się jeszcze gościnnie dwaj muzycy - z otoczenia samego Hendrixa. Mianowicie, basista Billy Cox - grający w schyłkowym okresu Experience, a także perkusista Mitch Mitchell - postać już z najsłynniejszego i podstawowego składu, grającego przecież niegdyś jeszcze z Noelem Reddingiem do kompletu. Z Mitchem.Mitchellem wiążę sie przy okazji piękna i smutna zarazem historia. Historia spełnionego muzyka. Otóż Mitchell, w latach 2007/8 sporo koncertował, i to u boku wielu gwiazd (m.in.Buddy Guy, Kenny Wayne Shepherd,...). Zjeździł w ich towarzystwie mnóstwo odległych miejsc świata, grając rzecz jasna tuziny hendrixowskich kompozycji.  I jak sam podkreślał, było to jego spełnianie marzeń. W końcu trasa się zakończyła, muzyk powrócił na zasłużony odpoczynek do domu i do ukochanej rodziny. Niestety, kilka dni później zmarł.
Mitchella, jak i kilku innych znakomitych muzyków, możemy posłuchać tutaj na jednej scenie, wraz z Gary Moore'em - inicjatorem przecież jednego z takich hendrixowskich hołdów.
I gdy się słucha jego interpretacji takich choćby dzieł jak: "Foxey Lady", "Red House", "Hey Joe", "I Don't Live Today" czy "Voodoo Child", trudno nie odnieść wrażenia, iż mamy do czynienia również z genialnym gitarzystą, a i przy okazji wrażliwym muzykiem, i do tego świetnym kontynuatorem hendrixowskiej tradycji.
Szkoda, że na taki koncert nigdy nie będzie dane się przejść. Na szczęście ów żal i smutek, z lekka rekompensuje ta oto płyta.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl