niedziela, 18 listopada 2012

DARE - "Calm Before The Storm 2" - (2012) -

DARE - "Calm Before The Storm 2" - (LEGEND) -  ***1/2



Darren Wharton nie chciał być jedynie klawiszowcem słynnych Thin Lizzy, i pozostać w cieniu jego słynnego lidera Phila Lynotta. Dlatego w drugiej połowie lat osiemdziesiątych powołał własny zespół, nadając mu nazwę Dare, będącą skrótem od jego imienia. Zespół powstał jeszcze za życia Phila Lynotta, a sam Darren Wharton pragnął bardzo, by ten pierwszy wystąpił kiedyś gościnnie na płycie jego nowego zespołu. Co podkreślał niejednokrotnie w wywiadach. Niestety jak wiemy, nie starczyło czasu.
Z początku Dare marzyli o podbiciu Europy (album "Out Of The Silence", 1988), wplatając do solidnego hard rocka elementy folku Wysp Brytyjskich. Po odniesieniu umiarkowanego sukcesu, apetyt Whartona i jego kolegów sięgnął lądu zza oceanicznego (album "Blood From Stone", 1991), który idealnie skomponował się z komercyjno-metalowymi grupami typu Whitesnake, Def Leppard, Kingdom Come czy Bonfire - bijącymi wówczas rekordy powodzenia. Niestety, choć obie płyty były znakomite, to nie wpasowały się idealnie w czas, ani w gusta odbiorców. To podcięło skrzydła Whartonowi, który rozwiązał Dare na długich siedem lat, a gdy po nich powrócił, przedstawił nowych muzyków, jak i niemal całkiem odmienione muzyczne oblicze swego nowego tworu. Muzyka Dare została całkowicie wyzbyta metalowego czadu. Ponadto maestro oszlifował ją z jakiejkolwiek drapieżności, proponując repertuar melancholijny, tylko lekko podbarwiony i przybrudzony siłą rocka. Nowe utwory bardziej przypominały irlandzkie szanty lub pochwalne pieśni rodem z pięknej Zielonej Krainy. Krainy, zewsząd otoczonej wodami, będącej samej w sobie poetyckim natchnieniem do tworzenia niekończącej się ilości serenad. I choć to co napisałem przed chwilą może wzbudzić grymas na twarzach ortodoksyjnych wyznawców rocka, to odpuszczenie sobie muzyki tego zespołu, nie posłuchawszy go, będzie frajerstwem samym w sobie.
Od czasu "Calm Before The Storm", powstały jeszcze trzy kolejne podobne dzieła. Mało tego, śmiem twierdzić, iż najpiękniejszym z nich jest "Beneath The Shining Water" (2004), ale to właśnie "Calm Before The Storm" (1998) zdobyło największe uznanie wśród fanów grupy, jak i u samego jej lidera. Stąd też nietrudno zrozumieć, dlaczego "tej płyty" słuchamy ponownie po 14 latach . Tak oto powstał sequel o nazwie "Calm Before The Storm 2", choć gdy na pierwszy rzut oka tytuł zasugerować może całkiem nowe kompozycje tylko nawiązujące do "jedynki". Szkoda nawet, że tak się nie stało. Bywały przecież cuda w przeszłości, jak choćby piękne "Tubular Bells 2" - Mike'a Oldfielda, ale i także pamiętajmy wtopy, jak chociażby "Oxygene 7-13" - J.M.Jarre'a.  Przykładów można by mnożyć, ale nie w tym rzecz.
Dwójka "Calm Before The Storm" jest równie piękna co jej pierwowzór. Pełna uniesień i poetyki. Nietypowa rockowa sztuka zyskuje tutaj miano arcydzieła, bo tylko skamieniałe serce może pozostać zobojętniałe na takie granie. Delikatny, z lekka zachrypnięty, ale i czarujący przy okazji śpiew Whartona, wydaje się być idealnym balsamem na ogólną nerwowość czasów obecnych. Słuchając muzyki Dare, można zapomnieć o panoszącym się złu na tym świecie, o wojnach, tragediach,... Za to poruszając wyobraźnię, łatwo jest za jej pomocą przenieść się do krain wciąż nieodkrytych.
Nowe wersje piosenek, czy to "Walk On The Water", "Someday", Crown Of Thorns", "Cold Wind Will Blow", "Deliverance", czy wszystkich pozostałych, pozostają niemal bliźniacze i wydają się być znane od zawsze. Nawet jeśli ich czas trwania różni się od poprzedniczek, bądź z lekka zmienione aranżacje wprawiają nas w niewielkie i chwilowe zakłopotanie. Także przecież okładka idealnie pasuje do wszystkiego o czym sobie teraz rozmawiamy.
Można żałować jedynie, że zabrakło w tym zbiorze miejsca dla nowych wersji "Still In Love With You" czy dla "Run To Me" (znanej z edycji Japońskiej), ale nie upatrywałbym tego jako strat okrutnych. Zawsze możemy przecież powrócić do starszych płyt. Poza tym, grupa najwyraźniej (a raczej chyba jej lider) nie miała ochoty odtwarzać wszystkiego idealnie toćka w toćkę. Co nawet zasługuje w mych oczach na pewnego rodzaju komplement.
Absolutnie przepiękna płyta. Nie bójmy się tych słów. Nawet, pomimo braku jakichkolwiek zaskoczeń.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 

ALVIN LEE - "Still On The Road To Freedom" - (2012) -

ALVIN LEE - "Still On The Road To Freedom" - (RAINMAN, INC.) - ***1/2



Kiedyś nazywano go najszybszym gitarzystą świata. Zapewne z powodu ultra szybkiej solówki w "I'm Going Home" - kompozycji grupy Ten Years After, której to grupie Alvin Lee w tłustych dla niej latach przewodniczył. Było to nieco ponad czterdzieści lat temu, a więc w czasach, w których wielu "grajków" nieźle wycinało na gitarach - jak choćby Jimi Hendrix, Jimmy Page czy Jeff Beck. A jednak, pomimo upływu tylu lat, nadal - myślisz najszybszy - mówisz Alvin Lee.
Dziś ten blisko 70-letni dżentelmen, nigdzie się już spieszyć nie musi. Od lat tworzy zresztą w cieniu dawnego blasku jupiterów, bez swoich trzech byłych partnerów z Ten Years After, którzy ambitnie nadal ciągną wózek o tej szlachetnej nazwie. I wszystko wydaje się być w porządku. Dzisiejsze Ten Years After wciąż przyjemnie kołysze stare ciała swych fanów, pomimo iż o wypiekach na ich twarzach raczej jednak mowy już nie ma.  Z kolei Alvin Lee, bawi się teraz muzyką ile wlezie. Troszkę nawet eksperymentuje, i to z klimatami, których niegdyś z różnych powodów zbyt często nie tykał.  Jednak przede wszystkim, tworzy co chce i jak chce. Bez niczyjej ingerencji. A to oznacza pełne wyzwolenie. O tym marzy bardzo wielu artystów, lecz niestety tylko część z nich może sobie na to pozwolić - jak właśnie Alvin Lee.
Jego najnowsze dzieło "Still On The Road To Freedom", ewidentnie nawiązuje do debiutu (swą okładką także), powiedzmy że "solowego", jakim było "On The Road To Freedom" (1973) - nagrane z dawnym gwiazdorem amerykańskiego rocka Mylonem LeFevre'em. Tamta płyta świeciła świetną muzyką, ale i znakomitą gwiazdorską obsadą (m.in: Mick Fleetwood, Steve Winwood, Jim Capaldi, Boz Burrell). Teraz na jej kontynuacji, blasku gwiazd być może zabrakło, za to ustabilizował się silny skład spleciony z muzyków doświadczonych i solidnych (jak chociażby perkusista Ian Wallace, czy choćby klawiszowiec Tim Hinkley).
Na repertuar albumu złożyło się 13 kompozycji, plus 14-ta ukryta (króciutka, instrumentalna, na gitarę akustyczną). Kompozycji swobodnych, nieszybkich, a także zupełnie nieostrych. Za to, pokrytych bluesem ("Save My Stuff", ponadto uroczo prymitywny "Blues Got Me So Bad", czy "Back In '69" - w takim nieco Dylanowskim klimacie), r'n'rollem ("I'm A Lucky Man", plus instrumentalny "Down Line Rock" ), psychodelią (piękna ballada tytułowa ), a czasem i nawet country-rockiem ("Walk On, Walk Tall",a i również "Nice & Easy"- utrzymanym w stylu J.J.Cale'a), bądź z lekka przypominając dawne Ten Years After (choćby w "Listen To Your Radio Station", czy za sprawą kontynuacji klasycznego "Love Like A Man" - z obowiązkowym numerkiem "2"), nie uciekając także od flirtu z rytmami funky (w "Rock You").
Na całej płycie rządzi niemal niepodzielnie podstawowa sekcja rockowa, czyli gitary, bas, perkusja, które bywają wspomagane partiami organowymi, jak i okazjonalną harmonijką zainstalowaną na ustach samego mistrza.
Wszystkie kompozycje popełnił także sam Alvin Lee. I są to rzeczy, raczej ku memu smutkowi - zbyt krótkie. Albowiem, najkrótszy utwór trwa półtorej minuty, a najdłuższy ledwie minut cztery i pół.
Skłamałbym także pisząc, że płyta ta jakoś szczególnie mnie zachwyciła czy uwiodła. Absolutnie nie. Nie ma na niej niestety choćby jednej perły na miarę "The Bluest Blues", tak więc serce z zawiasów nie wyskakuje. A jednak całości słucha się z nieukrywaną przyjemnością. Mimo wszystko, brak także tutaj i jakiś gniotów, a więc suma sumarum, miło jest posłuchać "tego" głosu, i "tej" gitary, w kompozycjach, które także od razu słychać, iż skomponowała "ta", a nie inna ręka.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 

czwartek, 15 listopada 2012

podejrzane z ukrycia...

Nasz Czytelnik Hubert, podjął ciekawy wątek w swoim wpisie pod ostatnią rozpiską z Nawiedzonego Studia. Hubert jest miłym człowiekiem o dobrym sercu - na ile go znam. I widzę, że ujął wielu z Was tymże wpisem. To bardzo dobrze. Cieszy mnie, że tak myślicie. Bo wiecie, ja znam takiego sprzedawcę w pewnym sklepie, w pewnym mieście naszego pięknego kraju, który nie ma wokół siebie aż tylu dobrych serc. A to nie jest wcale zły człowiek, choć wielu tak o nim myśli. Mimo to, odwiedzają go kumple, znajomi,... Przychodzą do niego, by mu poopowiadać o swoim niesamowitym życiu. Przychodzą, by pochwalić się swymi zdobyczami, trofeami, często nie zastanawiając się ,że u tego człowieka jest także nie mniej świetnej muzyki. Ale oni u niego niczego nie szukają. Nie próbują nawet. Być może z jakiś innych powodów nie smakuje im kupowanie u tego człowieka. Nie wiem, nie znam się na psychologii. Ale zastanawiam się dlaczego mają potrzebę mu opowiadać o sobie, nie interesując się w zamian jego życiem. Nie chcąc także dołożyć od siebie przysłowiowej cegiełki szczęścia do jego przetrwania. A przecież jest tam u niego tyyyllleeee płyt. Często tak Świetnych , że ach!!! . Dziwne to, ale patrzę na to wszystko i coś pojąć nie potrafię. Świat muzyki jest przebogaty, a płyty dzisiaj często tanie. Naprawdę. Wystarczy sięgnąć okiem, i samemu znaleźć, zamiast zadawać tuziny zbędnych pytań. Dlaczego więc łatwiej kupuje się w jakimś drogim empiku, czy tym podobnym sieciowym molochu, a w tym jego małym sklepiku choć wala się na półkach sporo płyt, których w tamtych sklepach często nie ma, to jednak kupowanie w qlturalnym empiku, lub wcale nie takim często tanim internecie (jak powszechnie się uważa!) sprawia ludziom większą frajdę od choćby jednej płyty wynalezionej u ich kolegi (znajomego). Nie wiem dlaczego tak jest?  Szkoda mi tego gościa, bo zapewne jutro lub pojutrze, znów go odwiedzą kumple (bądź po przeczytaniu tego wpisu sam pogrzebię niechcący sprzedawcę biedaczychę)- z niepotrzebnymi mu do szczęścia wieściami o ich zdobytych skarbach. A jego sklepowe skarby z kolei, nadal będą kurzyć się na niechcianych i zapomnianych półkach.
Ten wpis dołożyłem z potrzeby serca. Nie wymaga on komentarzy, a raczej refleksji.









Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl

wtorek, 13 listopada 2012

URIAH HEEP zagrają w Poznaniu 3.XII.2012. Ostatnie bilety po 90 zł !!!

URIAH HEEP zagrają w Poznańskim "Eskulapie" 3 grudnia 2012 r. Będzie to pierwszy w historii koncert zespołu w Poznaniu, choć rzecz jasna nie pierwszy w Polsce w ogóle.
Do 18 listopada bilety kosztować będą 90 zł, a od 19 listopada cena biletu wzrośnie do 110 zł, tak więc ostatnia szansa do końca tego tygodnia, by nie przepłacać.

Warto także dodać , iż dzień wcześniej, tj. 2 grudnia, grupa wystąpi w Bielsko-Białej w klubie "Klimat".
Wszelkie informacje o Polskiej trasie Uriah Heep dostępne są na stronie Organizatora:  www.ranus.pl

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------










Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl


poniedziałek, 12 listopada 2012

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 11 listopada 2012 - Radio "Afera", Poznań, 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 11 listopada 2012
RADIO "AFERA" 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"BLUES RANUS" - zastępstwo za Krzysztofa Ranusa



TEN YEARS AFTER - "Live At The Fillmore East" - (2001) -
recorded at the Fillmore East on 27 & 28 February 1970
- Love Like A Man

URIAH HEEP - "Celebration" - (2009) -
- Sunrise
- Look At Yourself

CANNED HEAT / HENRY VESTINE - "I Used To Be Mad (But Now I'm Half Crazy)" - (1981) -
- On The Road Again

BLOODROCK - "U.S.A." - (1971) -
- Crazy 'Bout You Babe

HUMBLE PIE - "Humble Pie" - (1970) -
- One Eyed Trouser Snake Rumba

AEROSMITH - "Get Your Wings" - (1974) -
- Spaced

LED ZEPPELIN - "BBC Sessions" - (1997) -
- Black Dog - {Paris Theatre, London, 1.04.1971}

GARY MOORE - "Blues For Jimi" - (2012) -
recorded live at the London Hippodrome, 25.10.2007
- Foxey Lady

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"NAWIEDZONE STUDIO"










ZZ TOP - "La Futura" - (2012) -
- I Don't Wanna Lose, Lose,, You

ALVIN LEE - "Still On The Road To Freedom" - (2012) -
- Still On The Road To Freedom
- Listen To Tour Radio Station
- Love Like A Man 2

KEITH RICHARDS - "Talk Is Cheap" - (1988) -
- Take It So Hard

RICK SPRINGFIELD - "Songs For The End Of The World" - (2012) -
- I Hate Myself
- You & Me

RICHIE SAMBORA - "Aftermath Of The Lowdown" - (2012) -
- I'll Always Walk Beside You

MANOWAR - "The Lord Of Steel" - (2012) -
- Manowarriors

TEN - "Heresy And Creed" - (2012) -
- Raven's Eye

DARE - "Calm Before The Storm 2" - (2012) -
- Deliverance

TASTE - "Taste" - (1969) -
- Blister On The Moon
- Born On The Wrong Of Time

CREAM - "Disraeli Gears" - (1967) -
- Strange Brew

ROBIN TROWER - "Caravan To Midnight" - (1978) -
- My Love (Burning Love)
- Caravan To Midnight
- I'm Out To Get You
- Sail On

KROKODIL - "An Invisible World Revealed" - (1971) -
- Lady Of Attraction

RAY CHARLES - "The Very Best Of - Georgia On My Mind" - (1994) - kompilacja
- Lonely Avenue - {kompozycja Doc Pomus, 1956}

MICK HUCKNALL - "American Soul" - (2012) -
- I'd Rather Go Blind
- Lonely Avenue
- Don't Let Me Be Misunderstood
- Hope There's Someone

ARRAKEEN - "Patchwork" - (1990) -
- Le Monde Du Quoi

THE PINEAPPLE THIEF - "All The Wars" - (2012) -
- Last Man Standing
- All The Wars
- Build A World

ANANKE - "Shangri-La" - (2012) -
- Lustra

JADIS - "See Right Through You" - (2012) -
- More Than Ever
- Learning Curve

IQ - "Frequency" - (2009) -
- Closer

ELOY - "Silent Cries And Mighty Echoes" - (1979) -
- The Apocalypse
a) Silent Cries Divide The Nights
b) The Vision - Burning
c) Force Majeure

KANSAS - "Audio-Visions" - (1980) -
- Hold On

MUMFORD & SONS - "Babel" - (2012) -
- Below My Feet

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------









Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl


niedziela, 11 listopada 2012

o drogach - głównie tych do szczęścia

Stale się narzeka na nasze drogi, a raczej na ich brak. A ja gdziekolwiek się nie ruszę, to napotykam nie tylko na nowe drogi, ale i chodniki, a nawet drogi szybkiego ruchu. Z moją żoncią odkryliśmy niedawno kolejną takową. Nazywa się S5, i prowadzi z Franowa do Gniezna. A może nawet jeszcze dalej? Tego już nie wiem, bowiem w Gnieźnie robimy zawsze obowiązkową wysiadkę.  Ale wiem jedno, w tamtym rejonie panuje jeden wielki plac budowy. Ślimaki, zjazdy, podjazdy, na dół, pod górę, na lewo i prawo,... Stoją spychacze,, traktory, kolosy ciężarówki, itd...  Niedawno jechałem w kierunku na Nowy Tomyśl, i do granic Otowa piękna droga z powstałymi rozgałęzieniami. Jechałem do Łodzi, a tam pędzi autostrada. Do Warszawy też takowa jest. Fakt, obie płatne, ale gdzie nie są płatne, jedynie w Niemczech. A to w końcu najbogatszy kraj w Europie, obok nieco skromniejszej Francji. Także, nie dziwne. Nie jest zatem źle, a nawet powiem więcej - jest dobrze. Co nie zmienia faktu, że znajdą się marudy, którym zawsze w dupskach źle.
Żonka uświadomiła mi, że jutro święto "marcińskie", i że powinienem kupić sobie na jutro napoje i łakocie, bo jak stwierdziła: "jutro wszystko pozamykane - nic nie kupisz". Zaproponowałem, podskoczmy zatem do Carrefoura, to przy okazji zajrzę sobie do Saturna po nową płytę Aerosmith. Podjeżdżamy na parking, a tam nie ma gdzie szpilki wetknąć. Myślę, kurcze co się dzieje, wojna nadchodzi czy co? Otóż nie Drodzy Państwo, wszyscy ruszyli do sklepów po zapasy.  Koszyki napchane po menisk wypukły, wszystko się przelewa, i pędzą ludziska, i gonią, nie mając ni chwili na uśmiech czy życzliwe spojrzenie. Obrazek jawił się tylko jeden - otóż, wkurwiony świat zapierdalał, by lodówki załadować, bo jutro święto!. Gdyby to była normalna niedziela, wszystkiego by im starczyło, ale nie - jutro święto, więc trzeba zrobić zapasy. Wyglądałem jak kosmita z dwupakiem Pepsi i dwoma cytrynowymi piwami przy kasie. Patrzyli na mnie wszyscy "normalni" jakbym z Saturna spadł, bo dzisiaj wypadało napierdolić do koszyka chlewu za przynajmniej trzy stówy. A ode mnie pani poprosiła ledwie dwadzieścia złotych.
Odwiedziłem na pięterku Saturn. Tam też, wszyscy gdzieś pędzą, ocierają się o siebie, i potykają wzajemnie także. Nerwowo jakoś. Myślę, weź co trzeba i spadaj człowieku do domu, bo cię staranują.  I tu ocieram się o coś nietypowego dla dzisiejszych realiów, otóż wyłania się zza regałowego zaułka Pani Asia z działu muzycznego, i wita mnie z uśmiechem na twarzy, dodając: "panie Masłowski, dużo fajnych płyt, proszę zobaczyć - jest to, jest tamto,..." . Inny świat myślę.  Są jeszcze normalni ludzie. A co gorsza - sympatyczni! Nie uczą tego w dzisiejszych szkołach. A szkoda, gdyż to coraz rzadszy obrazek na gruncie prozy życia. Na szczęście Pani Asia jest pozytywna, i tak trzymać Pani Asiu!  Ale Pani Asia zapytała mnie jeszcze, widząc mój błąkający wzrok po dziale z nowościami: "czego pan tak wypatruje?", na co ja: "nie powiem :-), lubię sam znaleźć. Wolę na końcu usłyszeć, że nie ma". Nie znalazłszy, w końcu się poddałem i zapytałem: "najnowszy Aerosmith, w wersji limitowanej z dodatkowymi trzema numerami, czyli edycja 2 CD + DVD ?". No i padło czego nie chciałem: "aaa to Sony nawalili w tym tygodniu, poprzysyłali to i tamto, a nie dosłali Celine Dion i Aerosmith także. Na pewno dojedzie na poniedziałek lub wtorek. Odłożę panu".  No dobra pomyślałem, ale co wyjdę ze sklepu płytowego z pustymi rękoma? Skądże, głupio jakoś. Tyle płyt, wstyd niczego nie znaleźć. Każdy kto kocha muzykę zawsze pokus ma wokół zbyt wiele. Rzut okiem ponownie na nowości - i jest! - nowy Mick Hucknall. Super! Myślałem o tej płycie, no więc skoro się właśnie trafiła - biorę!
Ledwo wróciłem do domu, biorę telefon do ręki, patrzę, a tam znajomy Pan Sławek napisał, że na TVP Kultura właśnie leci film o Judas Priest. A konkretnie historia ich kapitalnej płyty "British Steel". Cóż, załapałem się ledwie na dziesięć minut. Dobre i to. Zawsze miło popatrzeć, posłuchać,...
Po wieczornym spacerku włączyłem raz jeszcze na tę samą stację, by obejrzeć już w całości kapitalny koncert Rory'ego Gallaghera z Montreux, z 1994 roku. Ależ Rory miał tam formę niesamowitą. Wierzyć się nie chce , że rok później już nie żył.
Poza tym, różnie bywa ostatnio. Szkoda, że w gronie ludzi mi bliskich, czy znajomych, jedni się rozstają, a niektórym szwankuje zdrowie. Szkoda, że nie na wszystko wynaleziono złote środki.
Fajnie napisał mi dzisiaj kolega w sms-ie. Taki kolega, który właśnie kupuje sobie nowiuśki gramofon. Napisał, że miał kiedyś gramofon i sprzedał, i że bardzo tego żałuje, a teraz stwierdził, że jak szaleć to szaleć. Że nie chce używanego, tylko ma być nowy i już.  I tu cytat: "mam samochód używany, karabin używany, nawet żonę używaną, to choć gramofon chcę mieć nowy". Z tym karabinem to prawda, bo kolega jest z kółka łowieckiego. I proszę nie mylić z łowickimi strojami ludowymi, serwetkami czy haftami. Odpisałem koledze, ze to okropieństwo, by w dobie kryzysu tak sobie dogadzać. Na szczęście kolega nie należy do PiS-u , dlatego zna się na żartach.
Kończąc, pragnę tylko jeszcze przypomnieć, a i zaprosić przy okazji na jutro do "Nawiedzonego Studia", które rozpocznę wcześniej, bo już o godzinie 21-szej. W zastępstwie za Krzyśka Ranusa, któremu zwichnęła się girka, no i przyszedł czas na rekonwalescencję. Zdrowia Drogi Krzysztofie!
A zatem - do usłyszenia!

=======================================================================

poniżej fotki z dzisiejszej podróży drogą szybkiego ruchu. Drogą widmo, gdyż z tego co powszechnie wiadomo - nowych dróg w Polsce nie ma.





































Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl 






piątek, 9 listopada 2012

DEMON - "Unbroken" - (2012) -

DEMON - "Unbroken" - (SPACED OUT MUSIC) -  ***4/5



Kiedy pod koniec lat 70-tych, tworzyła się na Wyspach, Nowa Fala Brytyjskiego Heavy Metalu, Demon byli jednym z przedstawicieli owego kierunku. Ów nurt niczym siewca na polu, sypnął w jednej chwili pełną garścią młodych wykonawców, jak: Def Leppard, Iron Maiden, Diamond Head, Praying Mantis, Saxon, Angel Witch, i tuziny innych. Jedne z nich zdobyły gigantyczną popularność (np. Iron Maiden czy Def Leppard), a inne cieszyły się uznaniem tylko w pewnych kręgach, nie wychodząc poza ich obręb. Wśród tych drugich byli: Praying Mantis, Diamond Head czy właśnie Demon. Grupa, która nagrała kilka fantastycznych płyt ("The Plague" - to ta najsłynniejsza, czy wzorcowa debiutancka "Night Of The Demon"), a także i dzieł wybitnych , jak: "Taking The World By Storm" oraz "Hold On To The Dream". Poza tym, zespół dowodzony przez charyzmatycznego wokalistę Dave'a Hilla, szybko odszedł od typowego prostego łojenia, dążąc do bardziej wyszukanych form. Przez co, dzieła miały charakter często rockowych oper, teatrów, spektakli, popartych co prawda melodyjnymi kompozycjami, lecz nieszablonowymi. W tekstach muzycy wyrażali swoje przerażenie wojnami nuklearnymi lub zastanawiali się nad światem jako pobitewnym gruzowiskiem. Nie uciekając także od innych nurtujących problemów.
O ile, Demon to klasyka sama w sobie, a także mnóstwo kapitalnej muzyki rzecz jasna, o tyle nie znajdziecie moi drodzy tego zespołu powszechnie w stacjach radiowych , zwących się często na wyrost rockowymi. Oprócz tego, muzyka zespołu nadaje się raczej do słuchania z całych płyt. Zatem minimalizowanie jej do roli pigułki, w postaci jednego najbardziej melodyjnego kawałka, jest zbrodnią samą w sobie.
Ostatnio grupa rzadko nagrywała, a także zmieniała składy. Właściwie jej stabilność była na tyle zachwiana, że trudno było nawet wiedzieć czy nadal istnieje, czy nie. Poza tym, po genialnym "Hold On To The Dream" (1991), płyty Demonów były albo delikatnie mówiąc przeciętne, albo jeszcze bardziej przeciętne. Dlatego, na wieść o najnowszym "Unbroken", najpierw podskoczyłem radośnie tak, że sobie guza o sufit wyrobiłem, a później dopiero porozstawiałem po kątach wszelkie obawy i nadzieje. Teraz spieszę donieść, że "Unbroken", to nie tylko najlepsza płyta od niepamiętnych czasów, ale używając prostego rock'n'rollowego języka mogę śmiało rzec - kapitalna !!!
Forma głosowa Hilla , jak i gra jego kolegów, jest pełna radości i pasji. Przy takim entuzjazmie, nie mogły się nuty błąkać po śpiewniku. Posłuchajcie tytułowego "Unbroken", czyż nie jest to stary dobry Demon z czasów pierwszych dwóch płyt? Albo następującego tuż po nim "Wings Of Steel". Ni to pół ballada, ni pół hymn, a przede wszystkim piękna melodia, pełna romantyzmu, żalu, a nawet pewnego smutku. A zatem jakby nawiązanie do czasów "Taking The World By Storm" i genialnych pereł w rodzaju "Remembrance Day" czy "Time Has Come".
Jako, że jest to dzieło bardzo urozmaicone, nie zabrakło na nim także kandydatów na przeboje ("Fill Your Head With Rock", "Take Me To Your Leader", czy kapitalny "What About The Night" - z gitarą pod starych Iron Maiden), a i pojawiła się także niezwykłej urody i mocy ballada "I Still Believe".
Takie płyty jak ta, dają nadzieję, że nigdy nie wszystko jest stracone. Gdy w kogoś powątpiewamy, ten może nam zagrać na nosie. A diabeł różki ma.



Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!)

nawiedzonestudio.boo.pl