sobota, 12 maja 2012

LANA LANE - "El Dorado Hotel" - (2012) -

 LANA LANE - "El Dorado Hotel" - (THINK TANK MEDIA) -  ***2/3



Lanę Lane poznałem w 1998 roku, za sprawą wówczas to najnowszej płyty "Garden Of The Moon". To całkiem interesujące dzieło nie było być może bóstwem rocka czy raczej metalu, i zapewne przepadło by w zalewie podobnych symfoniczno-metalowych produkcji, gdyby nie TEN GŁOS !  Silny, uduchowiony, wrażliwy, po prostu piękny. Jedyne czego jeszcze brakowało, to odpowiednich kompozycji, w pełni pozwalających odzwierciedlić duszę Artystki. Nie trzeba było na szczęście długo czekać, bowiem już na kolejnym albumie wydanym w roku następnym, Królowa Epickiego Heavy Metalu rodem z Kalifornii, opublikowała intrygujących osiem kompozycji, które wprowadziły ją do Galerii Wielkich , lecz niestety kryminalnie niedocenianych. Tylko głuchy mógł przejść obojętnie wobec metalowej galopady "Souls Of The Mermaids" czy poruszającej pieśni "Without You". Nie ujmując niczego kompozycjom pozostałym na tej fantastycznej płycie (włącznie z zawartymi tam jeszcze trzema dodatkami). Później średnio co rok, co dwa, Lana Lane wydawała wraz ze swoim mężem Erikiem Norlanderem (producentem, kompozytorem i instrumentalistą) i kolegami zespołowymi, kolejne albumy. Jedne były średnie (np. "Secrets Of Astrology"), inne wspaniałe (np. "Lady Macbeth"), jednak nigdy Artystka nie splamiła honoru. Zawsze wierna muzycznym ideałom i dająca z siebie absolutne maksimum. Skoro już wspomniałem o starszych albumach, to chciałbym ze szczególnym naciskiem polecić dwa kapitalne dzieła o myląco brzmiących tytułach: "Ballad Collection" oraz "Covers Collection". Nie są to żadne byle kompilacje zapchajdziury, a całkiem premierowy materiał. Pierwszy tytuł zawiera kilka  kompozycji Lany Lane i jej zespołu, ale przede wszystkim m.in. genialne przeróbki nagrań, choćby: Marillion ("Seasons End), Eltona Johna ("Goodbye Yellow Brick Road") czy Supertramp ("If Everyone Was Listening"). Drugi album, jak sam tytuł wskazuje, jest kolekcją (wybornych!) kompozycji z repertuaru m.in. takich wykonawców, jak: Kansas, Rainbow, Uriah Heep, TNT, Giant, Scorpions, itd....
Ostatnimi czasy bardzo martwiłem się o tę jedną z moich nielicznych ulubienic. Długo milczała. Poprzedni album "Red Planet Boulevard" ukazał się w 2007 roku, a do tego nie porażał (poza kilkoma fragmentami) niczym szczególnym. Nie wsadzam nosa w życie prywatne artystów, tak więc nie dociekałem, jednak pewien jestem, że musiało się coś wydarzyć w życiu Lany, skoro pozwoliła sobie na tak wielką pauzę. Na szczęście na rewersie okładki widzimy ją uśmiechniętą i wyglądającą na pełną sił. A co najważniejsze, potwierdza to całe nowe dzieło "El Dorado Hotel". Momentami tak piękne, że nie potrafię znaleźć słów na jego opisanie. Kompozycje są przebogato zaaranżowane, podane z dostojeństwem i pięknem melodyki bliskim jej najlepszym dziełom sprzed lat. Poza tym, cała oprawa muzyczna bardzo pasuje do zmysłowych tekstów, typu: "gorący letni deszcz zmywa wszystkie wczorajsze łzy, a nastała poświata, pokaże ci drogę, którą powinieneś pójść" ("A Dream Full Of Fire") , bądź: "znalazłam pierścień w pudle pogrzebanych marzeń, gdzie nadzieja śpi mocno pośród tajemnic" ("Gone Are The Days"). Oba zresztą te utwory należą do ścisłego grona pereł zbioru "El Dorado Hotel". Podobnie jak "Maybe We'll Meet Again" - z kapitalnymi fanfarowymi wstawkami klawiszowymi Norlandera. Nie można także przejść obojętnie obok absolutnie ślicznej ballady "Hotels", w której Lana śpiewa o życiu w ciągłej trasie, z nieustającymi koncertami, które to zabrały jej ciepło domowego ogniska. Choć Artystka i tak nie zamieniłaby niczego w swoim życiu. Jest tutaj jeszcze jeden klejnot najwyższej próby, mianowicie kompozycja finałowa "In Exile". Ta mini suita, stworzona została dla prawdziwych romantyków, o ile tacy jeszcze istnieją. Ten subtelny utwór o poruszającej melodii, na pewno nie został stworzony dla ludzi łaknących szybkich wrażeń. Jak zresztą cała ta płyta.
Nie obyło się jednak i bez niespodzianek. Mogą one niektórych zniesmaczyć, innych zainteresować, ale i zaintrygować (jak choćby i mnie). Otóż w kompozycjach "Believe" oraz "Moon God" (to ta lepsza), Lana Lane sięgnęła po urządzenie vocoder, który zniekształca głos. O ile na dawnych dziełach Mike'a Oldfielda (m.in."Five Miles Out") czy J.M.Jarre'a ("Zoolook"), brzmiało to smakowicie, o tyle u Lany vocoder podany został w stylu współczesnych gwiazdeczek pop/soul/rnb, co z lekka zalutuje zgrozą. Bywa blisko badziewiastej sieczce, służącej często do dzwonków w telefonach komórkowych, jakie często słyszę podróżując tramwajami (ohyda!!!). Na szczęście Lana Lane nie przekracza granicy dobrego smaku, tylko subtelnie wykorzystuje sobie tu i ówdzie, kilka dobrodziejstw współczesnej techniki, co absolutnie nie koliduje z całą plejadą piękna zawartego na tejże płycie.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

środa, 9 maja 2012

W tę niedzielę Nawiedzone o godzinę dłuższe, a poza tym spoko, bo mamy boskie euro koko

W najbliższą niedzielę 13 maja, zapraszam do "Nawiedzonego Studia" już od godziny 21-szej. Pierwsza godzina będzie bluesowa, w zastępstwie Krzysztofa Ranusa, jako"Blues Ranus". Z muzyką jaką nakazuje sama nazwa programu. U Krzysztofa w rodzinie nastąpi miła uroczystość, która potrwa zapewne dwa dni, przez co spycha ona na mnie miły obowiązek zastępstwa w jego audycji. Postaram się nie zawieść Słuchaczy Krzysztofa, jak i moich.
Na zasadzie: "głupi zawsze ma szczęście", przypadł mi z tego wszystkiego w prezencie bilet na sobotniego  Raya Manzarka w Eskulapie, który to bilet osobiście wręczył mi dzisiaj jego już był właściciel - Maestro Ranus. Dziękuję!

Co pewien czas zapytują mnie ludzie - co sądzę o naszym hymnie na Euro? Cóż, jaki kraj, jaka kultura, jaka muzykalność, taki hymn. "Koko Koko Euro Spoko", trudno nawet nazwać hymnem. Jest to raczej na ludowo podana piosneczka , której rolą jest zagrzewanie naszych do boju. I naprawdę nie ma najmniejszego znacynia cy łona jest pikna cy bzydko, grunt aby misję swą wypełniła należycie. Będziemy ją kochać jeśli dotrzemy do półfinału, i nienawidzić po przegranej w startowej grupie. Jednakże przy okazji żałuję, że mój Ukochany Kraj, nie został przez naturę przyodziany na przykład folkiem Wyspiarskim. Bo tam nawet jeśli monotonnie naparzają tylko na dudach , albo rzępolą na skrzypcach, to zawsze jest to jakoś dziwnie piękne.

Dzisiaj uświadomiono mi, że pozostał już tylko miesiąc do rozpoczęcia mistrzostw. Jak ten czas przeleciał. O czym za chwilę będziemy mówić, o co się spierać, kiedy już nam te drogi wybudują i murawy na boiskach powymieniają? Choć z tymi drogami to nie tak prędko Panie Dzieju. Ale co tam, kibic każdą mękę przemierzy, byle sukces jego pupile odnieśli. Jakiego Hiszpana, Holendra, Niemca, a być może i Polaka, będzie obchodzić stan Polskich dróg za lat dzieści, jeśli spojrzy na fotkę swojej drużyny z uniesionym pucharem ku niebiosom.

Szkoda, że z mego życia wykrusza się grono ludzi "godnych zaufania". Okazuje się, że pokusa, a raczej bycie chciwym, zaciera dobre instynkty w człowieku. A prawda zawsze się wyda. Prędzej czy później. Patrzysz w oczy anioła, a diabeł się śmieje. Nie lubię, gdy ktoś nie docenia tak sprytnego lisa jak ja.

Poza tym, wracam pomału do rzeczywistości. Po pięknym ślubie pięknej pary, koncercie Europie we Wrocławiu, dwóch sympatycznych grillach i 50-tych urodzinach Petera, jednego z najwspanialszych ludzi jakimi się otaczam. Nie pomieszkałem sobie ostatnio w domu. Mam spore zaległości , i to nie tylko w muzyce. Mam zamiar szybko nadrobić co się da, ale i o czasie minionym nie żyć w poczuciu jako że stracony. Była mi taka intensywność potrzebna jak mało co. Akumulator został odpowiednio naładowany. Chce się żyć.


Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

wtorek, 8 maja 2012

MANZAREK - ROGERS BAND zagrają w sobotę 12 maja 2012 w Poznaniu


Już w najbliższą sobotę w poznańskim klubie "Eskulap" wystąpią MANZAREK-ROGERS BAND. W zespole tym najjaśniejszą postacią jest Ray Manzarek - instrumentalista klawiszowy The Doors.

Rozpoczęcie koncertu przewiduje się na godz. 20-tą. Wcześniej o godz. 19-tej , jako support wystąpi bluesowy duet Werbińska & Pawlina. 
Bilety w cenie 110 zł  m.in. na eventim.pl





 Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

EUROPE - "Bag Of Bones" - (2012) -

EUROPE - "Bag Of Bones" - (earMUSIC / EDEL) -  ****




Nie będę stawać za parawanem fałszu i przyznam, że od zawsze lubię Europe. Choć wiem, że dla wielu tak zwanych "koneserów", zespół ten kojarzy się tylko z jednym przebojem, a jeszcze inni, zrobili sobie z niego nieustający obiekt drwin, wrzucając do worka z napisem: "lakier we włosach potargał wiatr". Spuśćmy na te impertynencje zasłonę miłosierdzia. Zupełnie nie pojmuję, dlaczego prawdziwa sztuka musi być zawsze smutna lub awangardowa, albo co gorsza, najczęściej niezrozumiała. Czy radosne granie, pełne soczystych melodii, to coś gorszego? Osobiście uważam albumy "The Final Countdown" (1986) czy "Out Of This World" (1988) za genialne. I koniec kropka. Dzisiejszy Europe, to już i tak zresztą zupełnie inny zespół. Z inną muzyką, brzmieniem,... Pomimo, iż to przecież dokładnie ten sam kwintet.
Od powrotnego albumu "Start From The Dark" (2004), nagranego po kilkunastu latach przerwy, panowie grają o wiele mocniej, niż w dekadzie 80's.  "Start From The Dark" nie w pełni przekonał mnie do nowego oblicza zespołu, ale już dwie następne płyty ("Secret Society" i "Last Look At Eden") jak najbardziej. Z kolei, najnowsza "Bag Of Bones", stawia przysłowiową kropkę nad "i". Oto mamy już do czynienia z zespołem, któremu nie brakuje niczego, by chlubnie podpierał się w swych dziełach uznanymi Klasykami z krainy hard/blues i heavy rocka. Europe z dawnych lat, pozostawił po sobie niektóre charakterystyczne patenty melodyczne, czy wciąż (pomimo rockowej zadziorności) krystaliczny i silny głos Joey Tempesta. Poza tym, bliżej muzykom dzisiaj do np. Deep Purple, Led Zeppelin, Cream czy Jimiego Hendrixa. Oczywiście, nie potraktujmy tych porównań z nazbyt śmiertelną powagą i nie szukajmy objawienia na ich miarę. Niemniej, nowy album Szwedów zaskakuje klasycznym i surowym brzmieniem, godnym słów najwyższego uznania. Być może to zasługa popularnego, lecz nieco przecenianego producenta, Kevina Shirleya (m.in: Iron Maiden, Journey, Joe Bonamassa,...).  A może po prostu, grupa doszła w swej karierze do tego momentu, by wreszcie zacząć grać to, co zawsze gdzieś tam leżało jej na wątrobie. Na niedawnym Wrocławskim koncercie ujrzałem pasję, z jaką to muzycy wykonali aż cztery numery z "Bag Of Bones". To także wpłynęło na moje klarowne podejście do nowego oblicza zespołu.
Już pierwsze dwie hard/bluesowe kompozycje "Riches To Rags" oraz "Not Supposed To Sing The Blues" (z kapitalnymi orientalizmami w duchu Led Zeppelin!) w efektownym stylu nakreślają charakter tego albumu, z jego potężnym i nieco zabrudzonym brzmieniem, a także oddającemu sporo pola do gitarowych popisów Johna Noruma. Nie inaczej jest później. "Firebox" ma za zadanie jawić się przebojem. Znakomita rozleniwiona zwrotka, której w tle niecierpliwie towarzyszy na pół rozpędzona gitara, by w refrenie rozegrać się szaleńczo do chóralnego wręcz śpiewu Tempesta. Tutaj również w środkowej części utworu, pojawia się gitarowy akustyczny motyw muzyki Wschodu, niczym Ravi Shankar na swoim sitarze.
Tytułowy "Bag Of Bones", z uwagi na swą przebojowość, bluesową grę Noruma i mocne akordy organowe (pod Jona Lorda lub Dona Aireya), mógłby idealnie pasować do repertuaru Deep Purple. Warto dodać, że gościnnie zagrał tutaj na gitarze (techniką slide) Joe Bonamassa.
Później następuje chwila oddechu, a to za sprawą niespełna półminutowego i symfonicznego "Requiem". Zaraz po tym króciutkim utworze, do głosu dochodzi z lekka złowieszczo brzmiące pianino, któremu towarzyszy równie niepokojący głos Tempesta, by niebawem cała machina uderzyła z metalową siłą. To "My Woman My Friend", brzmiący jak splot Deep Purple, Whitesnake czy UFO. Znakomity również jest następny "Demon Head". Mocny, przebojowy, lecz najlepiej smakuje po kilku przesłuchaniach. Gdyby nie współczesna produkcja, blisko by mu było do czasów drugiego LP Europe'ów "Wings Of Tomorrow" (z 1984 r.).
Fanom Led Zeppelin powinien przypaść do gustu "Drink And A Smile". Akustyczne gitarowe tło, bliskie jest temu z "The Battle Of Evermore" i "Gallows Pole". W następnym na płycie utworze "Doghouse", ponownie jest czadowo, a John Norum kilkoma chwytami i brzmieniami odwołuje się do czwartej i piątej płyty Zeppelinów. Przedostatni "Mercy You Mercy Me" poraża za to najcięższą gitarą na całej płycie, gdzie Norum tnie prawie jak Zakk Wylde. Wiary nie dadzą tym słowom dawni sympatycy Europe, którzy swą edukację z zespołem zakończyli na albumie "Prisoners In Paradise".
Całość kończy ballada. Można powiedzieć, że najsłodsza kompozycja na tej, bądź co bądź, surowej płycie. Ale to nie taka słodycz jak "Carrie" czy "Open Your Heart", chociaż także z bardzo piękną melodią. Bardziej jednak podszytą klimatem country-blues-rocka. Z ładnym fortepianem, bluesową gitarą, i z lekko zachrypniętym głosem Tempesta.
Szkoda, że tak szybko kończy się ta płyta, trwająca ledwie 41 minut. Płyta, z którą pierwszy mój kontakt był trochę szokujący i zdecydowanie na "nie". Jednak swoje zrobił Wrocławski koncert na Wyspie Słodowej, a i również wiele godzin spędzonych z "Bag Of Bones", podnosząc rangę całego albumu do jednego z moich faworytów tego roku. Kapitalna płyta!  Bez dwóch zdań.



 Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

poniedziałek, 7 maja 2012

"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 6 maja 2012 - Radio "Afera" Poznań 98,6 FM

"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 6 maja 2012
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl




THE ROLLING STONES - "Emotional Rescue" - (1980) -
- She's So Cold

JIMMY BARNES - "Freight Train Heart" - (1988) -
- Too Much Ain't Enough Love

LANA LANE - "Covers Collection" - (2003) -
- The Wall

WHITESNAKE - "Ready An' Willing" - (1980) -
- Fool For Your Loving

THE JIMI HENDRIX EXPERIENCE - "Axis: Bold As Love" - (1967) -
- Little Wing

JOHN NORUM - "Play Yard Blues" - (2010) -
- Travel In The Dark

JOHN NORUM - "Another Destination" - (1995) -
- Sunshine Of Your Love

EUROPE - "Bag Of Bones" - (2012) -
- Riches To Rags
- Not Supposed To Sing The Blues
- Firebox

EUROPE - "Prisoners In Paradise" - (1991) -
- Girl From Lebanon

AC/DC - "The Razors Edge" - (1990) -
- Fire Your Guns

ACCEPT - "Stalingrad" - (2012) -
- Shadow Soldiers

ANGEL WITCH - "Angel Witch" - (1980) -
- Angel Witch

IRON MAIDEN - "Killers" - (1981) -
- The Ides Of March
- Wrathchild

KROKUS - "Hardware" - (1981) -
- Easy Rocker

STEVIE RAY VAUGHAN and DOUBLE TROUBLE - "The Sky Is Crying" - (1991) -
- Little Wing - /zarejestrowane w 1984 roku/

ALAN PARSONS / EYE 2 EYE - "Live In Madrid" - (2010) -
koncert z 4 maja 2004 roku
- Time

LANA LANE - "El Dorado Hotel" - (2012) -
- A Dream Full Of Fire
- Hotels

PETER GABRIEL - "Live Blood" - (2012) -
- Mercy Street
- Don't Give Up

STING - "... Nothing Like The Sun" - (1987) -
- Little Wing

SONIC STATION  - "Sonic Station" - (2012) -
- I Wish I Could Lie - /feat. Marika Willstedt/

JANIS JOPLIN - "The Pearl Sessions" - (2012) -
- Overheard In The Studio
- Move Over (take 6 - 7.27.70)

MANFRED MANN'S EARTH BAND - "Criminal Tango" - (1986) -
- Going Underground
- Who Are The Mystery Kids?
- Banquet

SANTANA - "Inner Secrets" - (1978) -
- One Chain (Don't Make No Prison)
- Well All Right

SANTANA - "Guitar Heaven" - (2010) -
- Little Wing - /featuring Joe Cocker/

JOE BONAMASSA - "Dust Bowl" - (2010) -
- Prisoner



 Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

czwartek, 3 maja 2012

Relacja z wyjazdu do Wrocławia na koncert EUROPE, 1 maja 2012


Nie byłem we Wrocławiu od blisko ćwierć wieku. Chciałem wreszcie zobaczyć miasto, o którym słyszę w ostatnich latach wiele dobrego. Okazją i doskonałym pretekstem do tego, był wtorkowy koncert Europe. Wraz z moją nierozerwalną paczką (Przemko i Peter) wsiedliśmy do czarnego Mitsubishi Petera, i wyruszyliśmy.
Po dotarciu na miejsce, auto zaparkowaliśmy na ul. Szewskiej, dosłownie o rzut beretem od Starówki. Pogoda cudowna, dobre nastroje, no to hej, poszliśmy się powłóczyć po rynku i okolicach. Jak wyglądała tego dnia Starówka Wrocławska, widać na poniższych i powyższych fotkach. W nagrodę za nasz wysiłek i przemierzenie tylu mil (tego upalnego dnia), desery lodowe w przytulnej kafejce, które dodały sporo energii.
Wrocławianie, Rynek mają piękny i ogromny. Niestety jego okolice pozostawiają wiele do życzenia. Stylowe i poniemieckie (zabytkowe) kamienice, mieszają się z ohydnie wkomponowanymi blokami mieszkalnymi, epoki późnego Bieruta ,Gomułki i wczesnego Gierka. Totalne straszydło. Poza tym, Wrocław jest ogromny i rozwlekły. Mój ukochany Poznań przy nim, to liliput. Żałuję, że z braku czasu nie mogliśmy dobrze go pozwiedzać. A szkoda, gdyż wyczuwałem "w powietrzu" miłą atmosferę.
Tego dnia pobito rekord Guinessa na Wrocławskim Rynku. Otóż, ponad siedem tysięcy ludzi chwyciło za swe gitary i na raz, dwa, trzy, zagrało "Hey Joe", Jimiego Hendrixa. Niestety nie zdążyliśmy na tę uroczystość. Dziesięć minut przed jej rozpoczęciem wsuwaliśmy w Lesznie kurczaki w panierce, w ichniejszym KFC. Moim ulubionym fastfood-barze. Później już będąc we Wrocławiu, co rusz to mijaliśmy ławice ludzi z gitarami.
Tuż po godzinie 19-tej postanowiliśmy udać się na Wyspę Słodową, na której to, miał odbyć się koncert Europe'ów. Gwiazdy głównej festiwalu, jaki odbywał się tam od kilku godzin. Okazało się, że nasze elektroniczne bilety były ważne tylko po jednej stronie Wyspy. O czym dowiedzieliśmy się po tej niewłaściwej stronie. Musieliśmy zatem od jednej bramki zasuwać dobry kilometr do tej właściwej. Po wejściu do upragnionego środka ( park na wyspie) spotkało mnie kolejne zaskoczenie, a raczej pewien rodzaj niesmaku. Wyobraźcie sobie, że aby kupić piwo lub kiełbaskę, a także popcorn czy coca colę, trzeba było wcześniej zakupić w jednym z wyznaczonych miejsc, jakieś durne żetony.  Nie wiedząc o tym, podszedłem do stoiska z piwem, a pan z drwiącą miną, widząc, że jestem ciemniakiem, poprosił  o żeton. Gdy zapytałem o co chodzi, ten odrzekł, że tak szefostwo wymyśliło. Gratuluję szefostwu, życząc dalszych sukcesów!  Pomimo tego, usiedliśmy sobie na ławeczkach i dzielnie odpoczywaliśmy po całym intensywnym dniu, wyczekując na godzinę 21-szą, o której miało się wreszcie rozpocząć TO COŚ!. W międzyczasie Peter poszedł po kiełbaskę, odstając grzecznie w kolejce za żetonami, i kupił mi przy okazji upragnione zimne piwo. "Zamkowe", czy jakoś tak. Przez cały czas na scenie grali różni artyści. Nawet nie wiem jacy. Nie znałem rozpiski koncertu. Dosłyszeć było trudno (poprzez dzielący most i rzekę), także nie ryzykowaliśmy konfrontacji z tymi ewentualnymi "naszymi" gwiazdami rocka. Usłyszałem w pewnym momencie melodię do "Fool For Your Loving" grupy Whitesnake, a później pewien młody człowiek (spotkany przy okazji Słuchacz Nawiedzonego Studia), powiedział mi, że miał wystąpić jakiś były muzyk z Whitesnake. Hmmm!!!  Do teraz nie wiem jaki? Ale chyba mogę jednak żałować. Niestety załapaliśmy się na końcówkę koncertu T.Love. Jakieś pięć lub sześć kawałków. Nie mogłem wyczekać końca, choć większość zgromadzonego tłumu bawiła się dobrze. A nawet ku memu niezrozumieniu - bardzo dobrze. Nie mam szczególnych uprzedzeń do Muńka Staszczyka, ale ta jego kapela i te jego luzackie niby rockowe pioseneczki, delikatnie mówiąc, wykrzywiały mi gębę , niczym kwaśne i niedojrzałe pomarańcze. Poza tym, nienawidzę plucia. O ile piłkarzom uchodzi to na sucho, a ich kolegom zbiera się to później na koszulkach, o tyle Muniek, gdy kończył śpiewać, pluł sobie na lewo i prawo. Jak taka zwykła świnia! , że tak pozwolę sobie to nazwać.  I choć Muniek to podobno luzak, i wiele mu wolno, to pewne zasady savoir vivru powinny być przestrzegane także przez takich Muńków jak On. Pozostawiając na boku r'n'rollowe zachowania lidera tej luzackiej kapelki, zdałem sobie po raz kolejny sprawę, dlaczego Polski Rock jest w większości do dupy. Przepraszam za użycie tego niecenzuralnego słowa, ale jakikolwiek zamiennik nie przychodzi mi do głowy. Zanim Juropy weszły na scenę, na telebimach reklamowano Wrocławskie koncertowe atrakcje na dzień 3 maja, jak: Kult, Acid Drinkers i tym podobne "znakomitości".
Ale nie psujmy sobie nastroju.

 Europe weszli na scenę dopiero o 21.40. Bynajmniej nie z własnej winy. Po prostu Muniek zagościł na scenie nazbyt długo.


Publiczność na początku występu Joey Tempesta i jego kolegów, stała nieco osłupiała, bowiem muzycy rozpoczęli od kompozycji z najnowszej płyty "Bag Of Bones". A ta z kolei, jest dość mocno czadowa, i jak na dotychczasową twórczość Europe, mało melodyjna. Na minach większości zgromadzonych nastąpiła konsternacja. W tym na obu moich kolegów, którzy nie znali jeszcze nowych piosenek ("Riches To Rags", Not Supposed To Sing The Blues", "Firebox", czy nieco później zagrany jeszcze "Demon Head"). Szepnąłem tylko na ucho jednemu z nich, żeby się nie załamywał, bo na pewno za chwilę będzie to na co czeka. Przez pierwszych kilkanaście minut Juropy solidnie wymiatali na scenie, lecz zgromadzony tłum stał niczym wartownicy Jej Królowej Mości. Jego pierwsze spięcie poluzowały dopiero ( i nieśmiało jeszcze) starsze kompozycje, jak "Scream Of Anger", czy w szczególności "Superstitions" oraz "Let The Good Times Rock". Ale samych muzyków Europe raduje najbardziej granie tych nowszych kompozycji. Widać, że niesamowicie się w nie wczuwają. Energię jaką włożyli w "Seventh Sign" , "The Beast" , "No Stone Unturned" (obłęd !!!) czy w "Love Is Not The Enemy" jest trudna do opisania. Była też niespodzianka dla przybyłych tego dnia fanów Jimiego Hendrixa (impreza pod hasłem "Thanks Jimi Festival"). Grupa zagrała "Little Wing". Świetnie zresztą. Dla mnie jednak największym zaskoczeniem i ogromnie miłą niespodzianką, była kompozycja "Girl From Lebanon". Zawsze był to mój ulubiony utwór z albumu "Prisoners In Paradise", a poza tym nigdy nie słyszałem go w wydaniu na żywo. Ze trzy-cztery razy poczułem zaniepokojenie, gdy na ułamek sekundy całkowicie zanikał dźwięk w jednym czy drugim kanale głośników. Modliłem się, by wszystko jakoś wytrzymało do końca. No i na szczęście nic się nie rozsypało. Co jeszcze zagrali? Ano nie zabrakło "Carrie" (z zapalniczkami), metalowego "Start From The Dark", czy przebojowego "Rock The Night" - z wplecionym akcentem Purpleowskiego "Woman From Tokyo". Na bis padły "Last Look At Eden" i oczywiste "The Final Countdown". Przy tym ostatnim, nastąpił istny szał. Szkoda, że gdy Juropy przestali go grać i podziękowali za występ, publika nie prosiła już o nic więcej, tylko grzecznie zaczęła opuszczać Wyspę. Na nosie poczułem jedną i drugą kroplę deszczu, jednak wciąż  było ciepło i sucho. Dobre pół godziny truchcikiem udawaliśmy się w kierunku Szewskiej, do naszego czarnego i wypucowanego Mitsubishi. Ledwo do niego wsiedliśmy dając komendę "ruszamy na Poznań", a tu zaczęło solidnie lać!  Deszcz towarzyszył nam jeszcze przez dobrych kilkadziesiąt kilometrów. Dopiero ustąpił nieco pod Rawiczem. Było po pierwszej w nocy, zrobiliśmy się głodni, ale na stacji Orlen, dwóch smutnych sprzedawców na zadane pytanie "co macie do zjedzenia na ciepło?", odpowiedziało ze zblazowanymi minami: "nic". Miałem ochotę wyciągnąć spluwę niczym Inspektor Callahan i pogonić to smutne towarzystwo do roboty. Skończyło się jednak na paczce Crunchips'ów, butelce Pepsi, a na deser Milka z orzechami. Ot, miła kolacyjka.
Wspaniały dzień. Cholernie miła przejażdżka z kumplami, na koncert marzenie. Samochodem, w którym grali nam przez drogę: Alan Parsons Project, Baton Rouge, i jeszcze kilku innych.... Brakowało mi od dawna r'n'rollowych dyskusji na nie zawsze wygodne tematy w towarzystwie Dam. Jak fajnie!
A wielotysięczny tłum na Wyspie Słodowej potwierdził, że Europe nie są zespołem tylko jednego przeboju ("The Final Countdown"), jak często zdarza mi się usłyszeć takowe opinie od różnorakich "znawców", którym Scorpionsi kojarzą się tylko z balladkami, Queen z "Radio Ga Ga", itp....itd....





(po lewej mój bilet z koncertu)










 P.S. Szkoda tylko, że Europe nie grają już na koncertach utworów: "Cherokee", "Open Your Heart" czy "Ready Or Not". Z kolei grywają "More Than Meets The Eye" (uwielbiam!!!), ale u nas go zabrakło.




Oto pełen program koncertu EUROPE: (zapisywany co 15 minut do telefonu, czyli średnio co trzy utwory. Mam nadzieję, że się nigdzie nie kropnąłem.)
1. Riches To Rags
2. Not Supposed To Sing The Blues
3. Firebox
4. Superstiitions
5. Scream Of Anger
6. No Stone Unturned
7. Demon Head
8. Let The Good Times Rock
9. Seventh Sign
10. Little Wing
11. Love Is Not The Enemy
12. Girl From Lebanon
13. Carrie
14. Start From The Dark
15. The Beast
16. Rock The Night
na bis:
17. Last Look At Eden
18. The Final Countdown





Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl

wtorek, 1 maja 2012

od przybytku głowa boli

Lubię niedzielne wieczoro-noce w Nawiedzonym Studio wiedząc, że następnego dnia wielu z Was nie idzie do szkoły, do pracy,...  Sms-y i maile atakują do samego końca, a człowiek nastawia płyty z przyjemnością w przeświadczeniu, że nie gra do pustej sali. Właśnie choćby jak wczoraj.
Nie było metalu, co rozczarowało niejednego sympatyka Dyskretnego Szczęku Blach. Nie miałem coś nastroju na tego typu klimaty. Czasem tak miewam i na chwilę odstawiam szarpidrutów. Dobrze mi to robi. Później muzyka ta smakuje wiele lepiej. To tak jak z ulubioną czekoladą, kiedy jesz ją codziennie, staje się czymś zwyczajnym, ale gdy dostąpisz jej tylko przy szczególnych okazjach - czujesz się jak w raju. Dziękuję kilku Słuchaczom za ciepłe słowa o Traffic, Quatermass czy Janis Joplin. Miło, że doceniliście tę wspaniałą muzykę. A to były tylko fragmenty świetnych starych płyt. Album "John Barleycorn Must Die" Traffic'ów jest wyśmienity w całości, a mnie starczyło wczoraj czasu ledwie na dwa pierwsze nagrania. Zbrodnią było niezagranie choćby nagrania tytułowego. Ale obiecuję, że ta piękna folkowa kompozycja pojawi się w jednym z kolejnych wydań N.S.  Janis Joplin także zagram jeszcze nie raz. Ta nowa wersja płyty "Pearl" brzmi wyśmienicie, a i w ogóle przecież to rzecz kapitalna!  I choć każdy fan rocka wydaje mi się, że zna ją od zawsze, to i tak miło jest powrócić do tej muzyki choćby przy tak szczególnej okazji, jak ta, dzięki najnowszemu 2-płytowemu wydaniu,  zawierającemu wiele unikatowego materiału.
Nikt nie napisał mi choć słówka o genialnej płycie "For Your Pleasure" Roxy Music. Niestety. Czyżby nie zrobiła ona na nikim większego wrażenia?  Przecież to najlepszy okres zespołu. Pomimo, iż zdaję sobie sprawę, że w naszym kraju Roxy Music kojarzy się z reguły tylko z jedną płytą, ładną i elegancką "Avalon". Płytą ze wszech miar piękną, lecz przecież nie najlepszą w bogatym dorobku zespołu.
Z kolei nowa płyta Europe, nie podoba mi się na razie w ogóle.  No, może poza wczoraj zagranymi kompozycjami, plus "Bring It All Home". Być może z czasem polubię ten album, ale na razie jestem nieco załamany. Dobre granie i dobre brzmienie, to przecież nie wszystko. Tutaj po prostu brakuje dobrych kompozycji. Sytuacji także nie ratuje Joe Bonamassa, który zagrał tutaj gościnnie w nagraniu tytułowym. Niestety, jednym z najmniej ciekawych na całym longu. Nawet teraz pisząc ten tekst, towarzyszy mi muzyka z tej płyty, która nie drażni, ale i wypieków na twarzy także nie pozostawia. To mało jak na grupę, której dwa poprzednie longplaye były naprawdę klasowe.
Dzisiaj kilku Nawiedzonych zaatakowało mnie w sms-ach pytaniami, co sądzę o nowej Anathemie. Spokojnie, płytę znam ledwie kilka dni. A nawet słowo "znam", jest jeszcze mocno na wyrost. Początek płyty jest wręcz obłędnie piękny, ale po tych niezwykłych 12 minutach, album nieco siada. Ale to może być tylko takie pierwsze wrażenie. Najprawdopodobniej niebawem zmienię zdanie. Często tak mam. U mnie wszystko musi się odleżeć i nabrać mocy prawnej. Niczym zielony owoc, który dojrzeje nawet jako już zerwany, jeśli poleży w objęciu słonecznych promieni.
Coraz bardziej podoba mi się "Thick As A Brick 2", Iana Andersona, lidera Jethro Tull, pomimo iż poza kilkoma wtrętami z "jedynki" sprzed 40 lat, kompletnie nie mam uczucia słuchania kontynuacji tamtego fantastycznego dzieła. Ale skoro Mike'owi Oldfieldowi wolno było nagrać kilka wersji Dzwonów Rurowych, albo grupie Eloy drugą część "Ocean", bądź Alice Cooperowi zaprosić ponownie do "nocnego koszmaru" z jego odwiecznym bohaterem Stevenem, to dlaczego by zabronić tego samego jedynemu w swoim rodzaju Minstrelowi.
Czekam na kilka płyt. Lada dzień powinny dotrzeć do mnie dwa szczególnie wyczekiwane tytuły. Żywię co do nich wielkie nadzieje. To będą dopiero niespodzianki. Nie zdradzam szczegółów celowo, gdyż wiem, że kilka osób przeczytawszy moje wypociny na blogu od razu uruchomiłoby jutjub, odsłuchało po łebkach fragmenty, a później mi zrelacjonowało, odbierając w ten sposób możliwość i przyjemność dziewiczego podejścia do upragnionego dzieła. Pomijając już fakt, że najczęściej ci wszyscy jutjubowicze i niekupowacze płyt, mają kiepski gust, niedoceniający prawdziwych dzieł, a wychwalając po niebiosa przeciętniznę lub zwykłe gnioty.
A tak w ogóle, to w poczekalni odłożonych leży jeszcze siedem gorąco co wydanych płyt, na których jeszcze nie zawiesiłem ucha. A mówią, że od przybytku głowa nie boli.
We wtorek po obiedzie wyruszam z kolegami do Wrocławia na koncert Europe. Napiszę o nim kilka słów po powrocie. A zatem do zobaczenia wkrótce.




Andrzej Masłowski

RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00 (4 godziny na żywo!!!, tylko z płyt)

nawiedzonestudio.boo.pl