Zestarzałem się w tej mojej "Aferze". Wraz z moimi słuchaczami. A oni także i ze mną. I tak sobie w tym trwamy. Martwi mnie, że nie ma perspektyw na przyszłość, ale martwi , że tak to wszystko kończy się nieuchronnie. I wcale nie chodzi mi o podmaślanie względem mojej osoby. Naprawdę nie. Wyrosłem już z tego dawno temu. Nie zależy mi na przesadnym egzaltowaniu "Nawiedzonego Studia" przez jego odbiorców. Tym bardziej, że i tak od lat okazują mi to wciąż ci sami ludzie, co zresztą jest cholernie miłe, ale nie o to się rzecz rozgrywa. Oczywiście, że chciałbym, aby trochę więcej uszu zauważało, że w naszym mieście gram najlepszą muzykę. Bo co do tego, to nie mam wątpliwości. Bez względu na mój brak skromności w tym miejscu. Znam swoja muzykę, znam jej wartość, i nikt w moich oczach nie podważy jej wielkości. Ale chciałbym docierać z nią do nieco większego grona, niż pięć czy siedem osób. I przepraszam, że te moje słowa brzmią tak mało zręcznie. Już nawet po moich realizatorach widać, że nudzą się na moich programach jak cholera. Nie śpią, tylko dlatego, ponieważ nie mogą. Nie mówią mi wprost jaka to dla nich 4-godzinna mordęga , poprzez szacunek dla takiego wiekowego starego pryka, jak ja. Ale i strachu przede wszystkim. Pamiętam, jak jeszcze 7-10 lat temu, realizatorzy wczuwali się w muzykę. Audycja żyła wraz z ich realizatorskim szlifem. Człowiek wychodził po audycji do domu, w poczuciu, że wykonał kawał solidnej roboty, a muzyką, którą przyniósł wraz z sobą, zaraził połowę redakcji i całą rzeszę rockowych uszu w Grodzie Przemysława, i jego okolicach. A co jest teraz? No właśnie. Teraz jest smutek i bezjajowość. Gdzie się podział rock'n'roll? Gdzie są do cholery ci ludzie?. Czy już wszystkim tak odpierdoliło, że tylko siedzą przed kompami i nurkują w jutjubach i majspejsach. Czy już nikt nie potrzebuje dzisiaj normalnych audycji? Wczoraj na zastępstwo dostałem młodą panienkę do pracy za konsoletą. Co dwadzieścia minut zabierała swoje towarzystwo na kolejnego ćmika, przez co także zawaliła mi kilka minut audycji. Po prostu nie wcisnęła przycisku "continue" w odtwarzaczu CD, a miały być dwa utwory pod rząd, przez co po komendzie "single", odtwarzacz przestał grać już po pierwszym zaprogramowanym utworze. A młoda pipka z głupkowato wyluzowanym towarzystwem, kopciła śmierdziucha przed budynkiem radia. Co prawda przeprosiła, ale niesmak i tak pozostał. Ona po prostu miała w dupie moją audycję, i vice versa zresztą także. Ale to moja audycja i k...a mać , boli mnie, gdy pieprzy mi ją jakiś laik. Ktoś, kto przychodzi na zastępstwo, z przymusu, i kompletnie nie czuje klimatu. Laska starała się być miła jak tylko się dało. Próbowała mi nawet wciskać, że podoba się jej właśnie odtwarzany Small Faces. Po czym brała kolejną fajkę i biegła prędko dmuchnąć w płuco, gdy dowiedziała się ode mnie, że ma aż pięć minut czasu. Zaznaczę od razu, że to ja nieco popsułem atmosferkę rozwydrzonemu bractwu, a była ich łącznie czwóreczka, bowiem już na samym początku rzuciłem, że w studio emisyjnym zostaje tylko pani realizatorka, a pozostała trójeczka milej będzie widziana w pomieszczeniu obok. Och, ale sobie narobiłem. Jednak, gdyby którykolwiek z tych młodych smutasków zagadał, że oooo!, ale super ta muza!, czy coś w tym rodzaju, kupili by mnie bez reszty. Ale nie, siedzieli jak takie podesrane i czekali na drugą w nocy za swoją koleżanką, która musiała wystękać zbyt długi dyżur ze starszym radiowym przynudnawym "kolegą". Cóż, od czasu kiedy Andrzej Bukała pojechał do swojego domu w Szczecinie, a ja Go traktuję już jako swojego nadwornego, to teraz narażony bywam na eksperymenty z przypadkowymi mikserami. Bardzo miło prowadziło mi się jeszcze z Kubą Witkowskim, bo choć chłopak niespecjalnie łapał moją muzykę (przynajmniej tak go odbierałem), to przynajmniej starał się nie dawać tego po sobie poznać, a tak w ogóle okazał się bardzo sympatyczną postacią. Trochę przeginam wypisując takie rzeczy na blogu, ale zakładam niewielkie ryzyko, bo to by dopiero były cuda, gdyby ludzie nudzący się przy konsolecie podczas mojego programu, czytać mieli tego bloga. A nawet gdyby, mam to w nosie, ile ja mam lat, żeby wciąż dyplomatyczne standardy przyodziewać, skoro inni ziewają mi swoimi pyskami prosto w twarz. Kiedyś do radia przychodzili ludzie, bo chcieli coś pożytecznego robić, wczuwali się, a z czasem kochali tę robotę. Teraz radio, jest już tylko ciekawym przystankiem podczas studiów, dzięki któremu za darmową "pracę", dostaje się świstek, którym można posłużyć się do CV, i mieć szansę na wymarzoną pracę - oczywiście już za dobrą kasę.
Mimo wszystko, po takich doświadczeniach, w człowieka wlatują pewne przemyślenia, refleksje,... I tak myślę sobie, że zestarzałem się w tym radio. Nie pasuję do tych ludzi, a oni tym bardziej do mnie. Pora ustąpić miejsca. Ale nie nowym, bo tych nie ma i już nigdy nie będzie. Nie będzie, bo dzisiejszy świat jest do dupy, a oni się w nim wychowują. I nie znają lepszego. Trudno nawet za to winić biedaczków. Im przyszło nie mieć ideałów, wartości, piękna pasji, itd..., a mnie nie chce się przeżywać swojej muzyki wobec chłodu tego ideologicznego i artystycznego pustkowia. Świat parszywieje i nie ma już w nim miejsca dla mnie. Od dawna zresztą. Choć robię wszystko, by go zrozumieć. Napisałem przed chwilą o chłodzie wobec ideologii. Jakich ideologii? Przecież dzisiaj nikt ich nie ma. I właśnie przez to jest jak jest. Nikogo nic nie rusza, nic nie wzrusza, nic nie porusza. Jedynie co zeżrą to ich. Panienka realizatorka zapytała mnie o kilka rzeczy, ale odpowiedzi ją nie interesowały. Jakże podobnie czuję się próbując rozmawiać z jej rówieśnikami. Dlaczego nie mam szczęścia spotykać na swojej drodze jakiś fajnych zakręconych młodziaków? Z jakimś obłędem w oczach, z jakimś kręćkiem, z czymś niezwykłym? Z czymś co ich wyróżni z tego cholernego tłumu. No, kto mi odpowie? Dlaczego mając piękne dwadzieścia lat na karku, są tak beznadziejnie sztywni lub nienaturalnie wyluzowani? Dlaczego? Chyba wiem. Bo nie ma w nich r'n'rolla. Tylko nie piszcie mi o konflikcie pokoleń. Znam te smutne treści i nie potrzebuję tych głupot wysłuchiwać za każdym razem. Dotąd można było się różnić. Tym, że jedni woleli Franka Sinatrę, a drudzy Beatlesów. Bo ci przeżywali Pearl Jam , a tamci Prodigy. Można było się spierać o to co lepsze. Starsze czy nowsze. Ale teraz nie ma się już o co spierać. I nie ma z kim. Bo "oni" mają wszystko w dupie. Włącznie z r'n'rollem. I to jest nasza wina!. Bo tak ich wychowaliśmy. Wszyscy!. Jak w maszynce do mięsa u Rogera Watersa w "The Wall". I nie usprawiedliwiajmy się sukcesami, że twój syn lubi Zeppelinów, a twoja córka Doorsów. Nie o kwiatki idzie, a o pole chwastów.
P.S. Posłużyłem się wczorajszym przykładem miłej skądinąd biedulki, trzaskając pięścią w stół! Jednak, tak naprawdę, skłoniły mnie do napisania powyższego tekstu, obserwacje z ostatniego długiego okresu.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00
nawiedzonestudio.boo.pl
RADIO AFERA "Nawiedzone Studio", niedziela, godz. 22.00 - 2.00 (98,6 FM Poznań)
POLSKIE RADIO POZNAŃ "Sobotni wieczór Andy'ego", sobota, godz. 23.00 - 1.00 (100,9 FM Poznań)
poniedziałek, 12 września 2011
"NAWIEDZONE STUDIO" - audycja z 11 września 2011
"NAWIEDZONE STUDIO"
program z 11 września 2011
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
SNOWY WHITE - "Goldtop - Groups & Sessions 74-94" - (1995) -
- The Time Has Come (kompozycja z 1993 roku)
ALLMAN BROTHERS BAND - "Seven Turns" - (1990) -
- Seven Turns
BETH HART / JOE BONAMASSA - "Don't Explain" - (2011) -
- I'll Take Care Of You
- Don't Explain
- I'd Rather Go Blind
LESLIE WEST - "Unusual Suspects" - (2011) -
- Legend
- Nothing's Changed (featuring ZAKK WYLDE)
CHRIS NORMAN - "Time Traveller" - (2011) -
- 19th Nervous Breakdown
ALICE COOPER - "Billion Dollar Babies" - (1973) -
- No More Mr. Nice Guy
SYMPHONY X - "Iconoclast" - (2011) -
- The End Of Innocence
EDGUY - "Age Of The Joker" - (2011) -
- Robin Hood
- Breathe
BOSTON - "Boston" - (1976) -
- Foreplay / Long Time
SMALL FACES - "Best Of" - (DERAM 845 569 - 20) -
- Sha-La-La-La-Lee - ( album "Small Faces" /1966/ )
- Tin Soldier - ( album "There Are But Four Small Faces" /1968/ )
- Come On Children - ( album "Small Faces" /1966/ )
- You Need Loving - ( album "Small Faces" /1966/ )
LED ZEPPELIN - "Led Zeppelin II" - (1969) -
- Whole Lotta Love
- Heartbreaker
- Living Loving Maid (She's Just A Woman)
- Ramble On
V/A - "England's Top 20 Smash Hits - 1" - (1974 PRONIT - SX 1026) - same przeróbki (zagrane jako ciekawostka, jako relikt socjalizmu) -
- Hell Raiser - (z repertuaru SWEET)
- Tie A Yellow Ribbon - (z repertuaru DAWN)
- My Love - (z repertuaru WINGS)
V/A - "England's Top 20 Smash Hits - 2" - (1974 PRONIT - SX 1027) - same przeróbki (zagrane jako ciekawostka, jako relikt socjalizmu) -
- Also Sprach Zarathustra (2001) - (z repertuaru RICHARD STRAUSS)
- Hey Mama - (z repertuaru JOE BROWN)
- One And One Is One - (z repertuaru MEDICINE HEAD, w oryginale jako "1+1=1")
- Every Day - (z repertuaru BUDDY HOLLY)
ROBERT PALMER - "Don't Explain" - (1990) -
- Don't Explain
GRAND FUNK RAILROAD - "Survival" - (1971) -
- Country Road
- Comfort Me
- Feelin' Alright
- Gimme Shelter
BLACK WIDOW - "Sacrifice" - (1970) -
- Sacrifice
GILLAN - "Mr. Universe" - (1979) -
- Fighting Man
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00
nawiedzonestudio.boo.pl
program z 11 września 2011
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
SNOWY WHITE - "Goldtop - Groups & Sessions 74-94" - (1995) -
- The Time Has Come (kompozycja z 1993 roku)
ALLMAN BROTHERS BAND - "Seven Turns" - (1990) -
- Seven Turns
BETH HART / JOE BONAMASSA - "Don't Explain" - (2011) -
- I'll Take Care Of You
- Don't Explain
- I'd Rather Go Blind
LESLIE WEST - "Unusual Suspects" - (2011) -
- Legend
- Nothing's Changed (featuring ZAKK WYLDE)
CHRIS NORMAN - "Time Traveller" - (2011) -
- 19th Nervous Breakdown
ALICE COOPER - "Billion Dollar Babies" - (1973) -
- No More Mr. Nice Guy
SYMPHONY X - "Iconoclast" - (2011) -
- The End Of Innocence
EDGUY - "Age Of The Joker" - (2011) -
- Robin Hood
- Breathe
BOSTON - "Boston" - (1976) -
- Foreplay / Long Time
SMALL FACES - "Best Of" - (DERAM 845 569 - 20) -
- Sha-La-La-La-Lee - ( album "Small Faces" /1966/ )
- Tin Soldier - ( album "There Are But Four Small Faces" /1968/ )
- Come On Children - ( album "Small Faces" /1966/ )
- You Need Loving - ( album "Small Faces" /1966/ )
LED ZEPPELIN - "Led Zeppelin II" - (1969) -
- Whole Lotta Love
- Heartbreaker
- Living Loving Maid (She's Just A Woman)
- Ramble On
V/A - "England's Top 20 Smash Hits - 1" - (1974 PRONIT - SX 1026) - same przeróbki (zagrane jako ciekawostka, jako relikt socjalizmu) -
- Hell Raiser - (z repertuaru SWEET)
- Tie A Yellow Ribbon - (z repertuaru DAWN)
- My Love - (z repertuaru WINGS)
V/A - "England's Top 20 Smash Hits - 2" - (1974 PRONIT - SX 1027) - same przeróbki (zagrane jako ciekawostka, jako relikt socjalizmu) -
- Also Sprach Zarathustra (2001) - (z repertuaru RICHARD STRAUSS)
- Hey Mama - (z repertuaru JOE BROWN)
- One And One Is One - (z repertuaru MEDICINE HEAD, w oryginale jako "1+1=1")
- Every Day - (z repertuaru BUDDY HOLLY)
ROBERT PALMER - "Don't Explain" - (1990) -
- Don't Explain
GRAND FUNK RAILROAD - "Survival" - (1971) -
- Country Road
- Comfort Me
- Feelin' Alright
- Gimme Shelter
BLACK WIDOW - "Sacrifice" - (1970) -
- Sacrifice
GILLAN - "Mr. Universe" - (1979) -
- Fighting Man
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00
nawiedzonestudio.boo.pl
sobota, 10 września 2011
O ku...ria dobramać!
Nie dość, że kiepskie lato w tym roku mieliśmy, to jeszcze tak szybko pojawiła się jesień. Wciąż niebo zachmurzone, często pada, czasem leje, słowem: ohyda. Podobno ma się od jutra na kilka dni polepszyć. Może sypnie jeszcze ostatnimi okruchami lata. Dobrze, by choć trochę jeszcze ciało słońcem nasmarować. Bo później się zacznie, chlapa, łyse drzewa, silne przeraźliwe wiatry. I niech mi nikt nie wciska, że będzie pięknie i klimatycznie. Cóż, znam i takich, którym to się ponoć podoba. Myślę, że mówią mi na przekór. Bo nie wierzę, aby było inaczej. To wbrew naturze człowieka, który lubi !!! ciepło. A jak lubić zimno, zabijcie, nie pojmuję. Jesienią zaśmierdziało nie tylko w pogodzie. Przed naszą Operą postawiono jakąś okropną ścianę, utkaną z trocin czy odpadów drewna. Po to tylko, by wieszać tam plakaty przedwyborcze. Pierwsze już się pojawiły. I od razu widzimy te zatroskane twarze, o nasze dobro, o naszą przyszłość. Jak już pisałem niedawno, rzadko sięgam po telewizor, niewiele przez to wiem, ale jest mi z tym dobrze. Nie muszę oglądać debat, kłótni, nienawiści. Ale od mojego synusia dowiedziałem się, że ponoć TV Trwam (brrr!!!) rozpoczęła akcję z podpisami od "dobrych ludzi", w sprawie wywalenia Nergala z TV Publicznej, bo ten dostał robotę w jakimś szmelc-musik-szoł, zasiadając w jury. Kurcze, a to bym i nawet chętnie obejrzał. Tego brakowało jeszcze. Padnę ze śmiechu już zupełnie, jak w przyszłości Bogusław Kaczyński będzie wartościować raperów. W tym ogólnym duractwie wszystko jest możliwe. Ludzie wszystko wymyślą i pod wszystkim się podpiszą, gdy im przed nosem pomacha się zwitkiem miłośmierdzących banknocików. Bawi mnie to umoralnianie kościoła jako instytucji. Powinno być napisane przez duże "K", wiem, ale jakoś mi to k... przez gardło nie przechodzi. Uwielbiam, gdy ich hierarchowie pouczają mnie jak żyć, nie mając przecież żadnego doświadczenia. Czyż to nie piękne, gdy kapłan Wam głosi jak macie wychowywać dzieci, albo pouczają Was jak macie się kochać z własną kobietą? Oni wszystko wiedzą najlepiej. Ciekawe, gdzie ich uczą tych praktyk? Niech już lepiej pilnują swoich majątków, by im ich wierni nie rozkradli. Choć to akurat ostatnio bywa na odwrót. Właśnie co wyszarpnęli dobrodzieje kolejną "swoją" byłą własność w Poznaniu. Po kinie "Malta", przyszła kolej na liceum "ósemkę". Co tam historia, kultowość miejsca, jego piękno, zabytkowość. To nasze, więc kurwa nikomu nie damy!!!. Chyba, że nam zapłacicie. Mój ty Czytelniku, myślisz jak ja - to jesteś złym człowiekiem. Diabeł i szatan siedzą w tobie i kierują złymi mocami, złymi instynktami. Bo powinieneś, jako biedny, oddać wszystko bogatym. Nie pamiętasz zasady Szeryfa z Nottingham? Ale ten przynajmniej otwarcie żył w grzechu. A nie tak ukradkiem. Dobroć i uśmiech na głupiej gębie, a w sercu złość, bo sakwa pustkami świeci. Ciekaw jestem co kolejnego pójdzie pod młotek? A na pewno coś się znajdzie. Bo wszystko co niegdyś przywłaszczone, a później odebrane (co prawda nie przez pierwotnych właścicieli - to prawda), teraz odbierane jest z dumą i zachłannością grabieżcy.
Kurcze, ale podjąłem temat. Zapomniałem w jakim kraju żyję. Chyba wystawiłem się na lincz. Proszę o łagodny wymiar kary. W takim układzie o płaceniu podatków przez wszystkich po równi już pisać nie będę.
To już wolę polityków. Ci przynajmniej walą prosto z mostu, o co im chodzi. Bez tego cudactwa, bez tego fałszywego podszywania się pod święte wartości. Choć i tacy bywają - jest taka Partia, ale zostawmy ich już dzisiaj. Pamiętajcie, świętokradcze łobuzy, Bozinka patrzy z góry i wszystko widzi. Nas oszukacie, a nawet okradniecie, ale tam na górze, sam chętnie będę w dyby zakuwać. Amen.
pamiętaj:
Kuria
Ulży
Twoim
Anormalnym
Standardom
żYcia
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00
nawiedzonestudio.boo.pl
Kurcze, ale podjąłem temat. Zapomniałem w jakim kraju żyję. Chyba wystawiłem się na lincz. Proszę o łagodny wymiar kary. W takim układzie o płaceniu podatków przez wszystkich po równi już pisać nie będę.
To już wolę polityków. Ci przynajmniej walą prosto z mostu, o co im chodzi. Bez tego cudactwa, bez tego fałszywego podszywania się pod święte wartości. Choć i tacy bywają - jest taka Partia, ale zostawmy ich już dzisiaj. Pamiętajcie, świętokradcze łobuzy, Bozinka patrzy z góry i wszystko widzi. Nas oszukacie, a nawet okradniecie, ale tam na górze, sam chętnie będę w dyby zakuwać. Amen.
pamiętaj:
Kuria
Ulży
Twoim
Anormalnym
Standardom
żYcia
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00
nawiedzonestudio.boo.pl
piątek, 9 września 2011
moja historia z płytą: KRZYSZTOF JARYCZEWSKI "Vinyl" (2004) , i także troszkę o moim dziennikarstwie
Tak się w moim życiu potoczyło, że nie będąc wyuczonym dziennikarzem, stałem się nim niechcący, poprzez odwiecznego kręćka do muzyki, a także dzięki pewnemu człowiekowi. Nie ukrywam, że o wiele bardziej cenię sobie bycie radiowcem, od bycia gryzipiórkiem, jednak, o ile granie swojej ukochanej muzyki na falach eteru jest cudowne, o tyle czas antenowy mocno ogranicza możliwości pełnego rozwinięcia myśli, przez co pewne historie lepiej jednak opisać na kartce papieru. Audycja musiałaby w takich przypadkach trwać z dziesięć godzin, a największą z niej przyjemność i tak czerpałby tylko prowadzący. Już różne historie powrzucałem de tej pory na blogu, czas na kolejną. Otóż do prasowego dziennikarstwa zostałem zwabiony przez niesamowitego Piotra Cegłowskiego. Człowiek ten, przychodził do prowadzonego niegdyś przeze mnie w latach 90-tych, sklepu muzycznego, i wynajdywał w nim różnego rodzaju normalne jak i zakręcone płyty. Chociaż przeważnie jednak zakręcone. Później nasza znajomość, dzięki muzyce, się nieco bardziej pogłębiła. Mieliśmy okazję kilka razy być na różnych koncertach. W tym także, na moim pierwszym Pendragonie w Warszawie, w 1994 roku. Zostałem kiedyś zaproszony do wynajmowanego wówczas przez Piotra mieszkania, na fajną balangę. Czułem się tam nieco dziwnie, ja skromny wówczas subiekt, a tam sami dziennikarze, ludzie sztuki, itp... Szybko jednak wszelkie stresy odpuściły, gdy zorientowałem się, jakie z tych inteligentów "luzaki". Pewnego dnia, gdzieś pod koniec lat 90-tych, Piotr zapytał mnie, czy chciałbym pisać recenzje płyt do "Gazety Poznańskiej". Nie mając żadnego doświadczenia, odpowiedziałem, że nie. Piotr jednak naciskał, uważał bowiem, że będę inaczej pisać o muzyce, niż wyuczeni dziennikarze, którzy po prostu wykonując swój zawód, nie czują muzyki tak do końca, a poza tym nie kupują płyt i piszą swoje wywody tylko na podstawie tego, co im przyślą firmy fonograficzne. Tu akurat miał rację. W końcu uległem Piotrowi, jako wówczas Redaktorowi Naczelnemu "Gazety Poznańskiej", ale zastrzegłem sobie, że będę pisać tylko o tym, na co będę mieć ochotę. Piotr z uśmiechem odpowiedział, że właśnie o to mu chodzi. Miał fajną wizję gazety i trochę w niej namieszał. Nie wszystkim to się jednak spodobało i z czasem opuścił wygodny stołek, zdobywając jeszcze lepszą posadę w Warszawie. Ludzie nie lubią zmian, a jeśli dany dziennikarzyna siedzi w redakcji i zbija bąki przez trzydzieści lat, to nie lubi, gdy mu przychodzi rewolucjonista. Pomimo odejścia Piotra z gazety, ja wciąż do niej pisałem. Widząc przy okazji, jak z dnia na dzień kurczy się jej klientela i dawna chwała. Dodam tylko, że za czasów PRL-u , miała ona poczytność na całą Wielkopolskę, w granicach pół miliona !!! . Przynajmniej tyle jej drukowano. Już pomijam fakt, że w niektórych recenzjach wyszedłem na idiotę, ponieważ moje druzgocące opinie, zamieniono kilka razy na wręcz triumfalne. Po prostu ludzie redagujący moje wypociny, kompletnie nie czuli przysłowiowego bluesa, a ważniejszym dla nich, było aby nie przekroczyć ilości liter przeznaczonych na daną rubrykę. Tak zwane literówki. Och, dużo by gadać. Wstydu się najadłem nie raz. Z "Poznańskiej" zrezygnowałem z dnia na dzień. Będąc pod wpływem chwilowych emocji, postanowiłem już nie zawozić więcej swoich recenzji. Przeciąłem w ten sposób nić pomiędzy moją pasją, a dziennikarstwem, które raczej mi nie służyło. Poczułem się wolny i szczęśliwy. Nie chciałem już nigdy się tym zajmować, jednak pewnego dnia, zadzwonił do mnie Piotr, bo dowiedział się, że już nie piszę do gazety i szybko zaproponował mi współpracę na polu , tym razem już ogólnopolskim ! O nie! Zamiast się cieszyć, byłem załamany. Nie chciałem już więcej pisać, lecz zarazem nie potrafiłem odmówić Piotrowi. Lubiąc gościa, nie umiałem mu zrobić przykrości. Bałem się, że się obrazi i to ja będę tego żałować w przyszłości. Wkręcił mnie zatem do tygodnika "Motor". Był to utytułowany motoryzacyjny magazyn, który miał potężną historię. Kurcze, poczułem się bardzo niezręcznie. Pismo to, zawsze wydawało mi się być takie profesjonalne, a ja tu taki misiek, który nie dość, że nawet nie ma prawa jazdy, to jeszcze w życiu poza rowerem na niczym nie jeździł. I co ja mam tym ludziom pisać, o płytach do auta? W końcu uległem. Napisałem kilkanaście recenzji, no..., może niewielkich kilkadziesiąt. Piotr zorientował się, że coś mi nie służy prasa motoryzacyjna i przerzucił mnie do miesięcznika "Audio Video". W którym to jestem do dziś. Pomimo, iż Piotr dał sobie z dziennikarstwem spokój już wiele lat temu, znajdując inne życiowe wyzwanie, w businessie. Byłem pewien, że po jego odejściu z "Audio Video", wywalą mnie na zbity pysk i zatrudnią jakieś znane nazwisko. Tym bardziej, że zdarzało mi się, być drukowanym obok na przykład Pana Marka Gaszyńskiego. Co było i jest dla mnie zaszczytem. Jednak, nie dość, że mnie nie wyrzucono, to jeszcze zwiększono zapotrzebowanie na ilość recenzji. Co niekoniecznie świadczy o moim geniuszu, a raczej braku dziennikarzy.
W 2004 roku, zastępca redaktora naczelnego "Audio-Video" , zadzwonił do mnie, poprosił o adres domowy (hmm..., faktycznie, nigdy go przecież wcześniej mu, ani redakcji, nie podawałem), dodając, że wyśle mi płytę, która na moje nazwisko dotarła do Redakcji. Pomyślałem, że w kopercie będzie zapewne kolejny młody i ambitny zespół, będący krzyżówką Dream Theater i Porcupine Tree. W tamtym czasie rodziły się podobne prog-bandy, jak grzyby po deszczu. Niemal wszystkie były do siebie cholernie podobne, i niemal wszystkie tak samo kiepskie. Trzymam w swoich szafach takie "promosy" po dziś dzień. Nigdy ich w radio nie zagrałem, nigdy nie zrecenzowałem, jednak wyrzucić czy wydać komuś, także nie potrafię. Po kilku dniach przesyłka z Warszawy dotarła do mnie, a w jej środku płyta Krzysztofa Jaryczewskiego. Okładka i załączony do niej list, na zdjęciu powyżej. Z wiadomych względów, tam gdzie numer telefonu do Artysty, kartkę musiałem zagiąć. Nigdy jednak niestety nie napisałem tej recenzji. I strasznie mi głupio z tego powodu. Ale to dzisiaj mi jest głupio. Wówczas tak nie myślałem. Wręcz przeciwnie, byłem nawet po kryjomu dumny z tego (i z siebie), bowiem Krzysztof "Jary" Jaryczewski zaaksperymentował na tej płycie nawet z hip hopem (nagranie "Moi Przyjaciele - Obudź się") . Co dla mnie było i jest rzeczą straszną. Taką, nie do przyjęcia. Wolałem oszczędzić złośliwości wobec Artysty, którego bardzo cenię, a któremu przede wszystkim dzisiaj kłaniam się, za wczesny i najlepszy zarazem Oddział Zamknięty. Po latach zdałem sobie sprawę, że zachowałem się okropnie. Olałem człowieka, którego muzyka odegrała w moim życiu ogromną rolę. Szczególnie w okresie pełnoletności, bowiem wtedy była najsilniejsza. Całkiem niedawno temu, wyciągnąłem tę płytę z mojego domowego działu polskiego, i posłuchałem. Z każdą minutą ogarniał mnie wstyd względem samego siebie, bo piosenki z kompaktu o tytule "Vinyl" zaczęły mi się podobać. Nie wiem, może po tylu latach nabrały właściwych kolorów, a może moje złe nastawienie uległo biodegradacji? Cóż, sumienie nie raz da mi jeszcze o sobie znać. A Krzysztofowi Jaryczewskiemu pięknie dziękuję za fajną płytę. Może trochę późno, ale może lepiej późno ....
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00
nawiedzonestudio.boo.pl
środa, 7 września 2011
"Teraz Rock" - kurtynę pora opuścić
W ubiegłym miesiącu postanowiłem sobie, że kończę kupować "Teraz Rock" - i już !. Pismo to, kupuję ambitnie od samego początku, czyli od 1991 roku. Posiadam wszystkie numery. Kompletnie wszystkie! Kiedyś się tym szczyciłem, dziś jednak z każdym kolejnym miesiącem, czuję się coraz bardziej nieswojo. Wiem, że nieładnie jest opluwać jedyne rockowe pismo w tym kraju, niestety to nie ja zapracowałem na taki stan rzeczy. Złapałem się na tym już dawno temu, że w ostatnich latach, kupuję te wypociny raczej z przyzwyczajenia, niż z prawdziwej przyjemności, jak to bywało dawniej. Po wielu rozmowach z fanami rocka, na jego temat , okazało się, że w swojej opinii nie jestem odosobniony. Najlepsze jest to, ze większość takich malkontentów i narzekaczy, wciąż kupuje to niby-teraz-rockowe słabiactwo. Mierzi mnie to towarzystwo wzajemnej adoracji, podtrzymujące się wzajemnie na ostatnich niciach dawnej dziennikarskiej chwały. Pokończyły się autorytety. Gówniarstwo chwyciło za pióra i promocyjne darmowe płyty, pisząc nie z pełni rockowego serca, tylko co los podeśle. Gdyby nie darmowe płytki, koncerty i kilka innych gratisów, nie mieliby ci panowie o czym pisać. Nie ma tam żadnego poświęcenia, żadnych odkryć, żadnego szaleństwa,... A przede wszystkim - pasjonatów !!! Nikt z piszących tam dżentelmenów nie wyda ostatnich pieniędzy na wymarzony kompakt lub winyla. A takie rzeczy w dawnym jeszcze "Tylko Rocku" się wyczuwało. To pismo, dotknęła nie tylko bieda ekonomiczna, ale przede wszystkim emocjonalna i choroba mentalno-młodo-pokoleniowa. Młodziaki piszą wkładki na podstawie stron typu: allmusic, discogs czy wikipedia. A tam gówno jest. Kilku tych młodych dziennikarzyków nawet się samemu do tego przyznało w przeszłości. Beznamiętne wkładki, będące na poziomie encyklopedycznych zapisów w brytyjskiej Wikipedii. Sprawdziłem !!! Recenzje płyt, pisane na kolanie, bez zaangażowania, bez serca. Że o idei rocka już nawet nie wspomnę. I choćby nie wiem, jak bronili swego panowie Weiss i Królikowski, to strasznie obniżyli poziom. Pozbyli się (bądź sami poodchodzili) kilku cennych dziennikarzy, na rzecz gówniarstwa, które zamiast nadrabiać młodością i spontanicznością, zachowuje się jak znudzone arystokratyczne towarzystwo, które pierdnie dopiero wtedy, gdy im się podstawi cokolwiek pod nos.
Spójrzcie na recenzje płyt. No proszę, znajdźcie tam opisy płyt niedostępnych w Polsce! Wszystko co tam opisane, to prezenty od naszych dystrybutorów. A takie pismo powinno szukać, pokazywać, kusić, rozszerzać horyzonty. Ale po co. Lepiej trzasnąć wywiad z jakimś zespolikiem spod Wąchocka, o ich ambitnej twórczości - mało kogo interesującej, no może poza ich rodzinami czy paką znajomych, którzy to i tak prędzej zajrzą do facebooka, niż do Teraz Roczka. Wieczne straszenie Kazika, Linkin Parków, Red Hotów czy jak w najnowszym numerze Hey'ów, już nie tylko mdli, a rzygowinami rzuca dookoła. Panowie Weiss i Królikowski uczcili swoje 20-letnie dziennikarskie "Tylko/Teraz-Rockowanie" właśnie w numerze najnowszym. Przy okazji zobrazowali krótkimi "ciekawostkami" działalność swojego pisma, jednak zupełnie zapomnieli wymienić nazwiska byłych współpracowników, z którymi pan Weiss ma na pieńku. I ten pan wie, że to nieładnie, jednak trzymając się wygodnego sobie fotelika, spróbuje dalej wspinać się, po wyżartej przez korniki, drabinie sławy i chwały. Panie Weiss, a gdzie konsekwencja, tak na marginesie, i dokończenie Encyklopedii Rocka. Co, nie sprzedało się?, nie zarobiło się?. To jeszcze nie znaczy, ze należy olać ludzi !!! Wiernych nie tylko ideom rocka, ale i także entuzjastom Pańskiej ciężkiej pracy i bardzo ciekawej lekturze, co i ja przyznaję, jako zgorzkniały obserwator Pańskich poczynań. Co tam, nie ma z tego kasy, to spadajcie. A tych iluś ludzi liczyło na pełen komplet Pańskich Encyklopedii - jak ja. A Pan jest cały i zdrów, jak widzę (i uchowaj Boże!), tylko w dupie, nas fanów rocka, Pan masz. A Bozia patrzy z góry i notuje. Wracając do "Teraz Rocka", ostatni wrześniowy numer, to praktycznie lansowanie samych siebie i swoich zaprzyjaźnionych polskich gigantów, jak Muniek, Kazik, Titus czy Waglewski. Zabrakło jeszcze kilku innych "wybitnych" nazwisk "tych naszych rockmanów", ale i oni wierzę, że pojawią się wkrótce w jeszcze "lepszych numerach" pisma. Po arcywciągającej wkładce o Hey'u, poproszę jeszcze o Pidżamę Porno, Strachy Na Lachy, T.Love, Fuckin' Drinkersy, Comy , ... K....a, zapomniałem z wrażenia o pozostałych. Choć przecież tyle r'n'rollowego grania jest w naszym kraju !
Wracając do odwalania pańszczyzny, otwórzcie sobie Najmilsi, stare numery "Tylko Rocka" (głównie, bo "Teraz Rock" to już schody w dół) i zobaczcie, jakie potrafiły być tam artykuły, jak wartościowe w wiadomości i zarazem uczucia piszących, dzisiaj całkowicie przysłonięte przez nudne wywiady, z zadawanymi wciąż tymi samymi pytaniami. Dziwię się , że w 40-milionowym kraju, nikt tego nie zauważa i nie myśli o podkopie i stworzeniu konkurencji dla pisma, które z każdym miesiącem jawi się jako bezkonkurencyjna chała. Nici nie przerwałem i kupiłem kolejny numer z przyzwyczajenia. Oby już ostatni.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00
nawiedzonestudio.boo.pl
POLSKA (vide Wojciech Szczęsny) - NIEMCY 2:2 , czyli jak do raju zabrakło kilkanaście sekund
POLSKA - NIEMCY 2:2 (do przerwy 0:0), Gdańsk, Stadion PGE Arena, 6 września 2011
To był historyczny mecz. A mógł być historyczny jeszcze bardziej. Dobrze, wiem, że Niemcy byli lepsi. Wiem, że mogli strzelić nam dziesięć bramek, a my im może ze cztery. Ale kto to będzie kiedyś tam , za lat het, pamiętać! Kurcze, mieliśmy niemal w kieszeni to zwycięstwo. Ile zabrakło? Dziesięć, piętnaście sekund? Dlaczego zabrakło poukładania w tych ostatnich chwilach? Dlaczego akurat w takiej chwili poślizgnął się Jakub Wawrzyniak. Nie było by tej wyrównującej bramki, a my mielibyśmy taaakie zwycięstwo. Mówię Wam. I to jest właśnie przekleństwo futbolu, a zarazem jego piękno. I nikt mi nie powie, że jest coś od niego w sporcie piękniejszego. Nigdzie nie ma tyle dramaturgii, niesamowitości i swoistego piękna. A piszę te słowa po przegranym remisie z Niemcami, w wolnym mieście Gdańsk. Takie miejsce, taka okazja, i mogło być tak pięknie. A tak znowu przyjdzie czekać. I to nie wiadomo ile. Bo nie wiadomo, kiedy teraz tak się zmobilizujemy, kiedy będzie taki klimat, takie miejsce, taki czas, i tak dalej, i tak dalej... Mimo wszystko, brawo i dzięki za walkę, i za danie z siebie więcej, niż to bywa zazwyczaj. Choć w sumie, to tak właśnie powinno być zawsze! - tak na marginesie mówiąc. Brawa dla Wojtka Szczęsnego. Oj, brawa i to wielkie. Gdyby nie nasz bramkowy bohater, to ton mojej wypowiedzi byłby gorzki. A i nawet, nie marzyłbym o remisie. Szkoda tylko, że znowu dostaliśmy czerwoną kartkę. Choć to i tak już niezły postęp. Bowiem, tym razem dopiero w okolicach 80 minuty. Jest pewna progresja. Zatem, drugi mecz w dziesiątkę. Jednak tym razem, udało się w osłabieniu zdobyć jeszcze gola, i to na dwa jeden. Choć niebawem, Niemcy upomnieli się o swoje i wyrównali na 2:2. Wynik ten, teoretycznie , nie krzywdzi żadnej ze stron, choć mogło być tak pięknie. Szkoda, że ...., oj, szkoda!
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00
nawiedzonestudio.boo.pl
wtorek, 6 września 2011
JANUSZ MORGENSTERN (1922-2011) - słówko od siebie o Mistrzu
JANUSZ MORGENSTERN (1922 - 2011)
Reżyser, scenarzysta czy producent filmowy, to najważniejsi ludzie filmu. Oczywiście poza aktorami. A jednak, to właśnie aktorom przypisuje się najczęściej największe zasługi. Zostawiając zasługi głównych sprawców danego filmowego czynu, gdzieś tam w tle. Gdy pomyślimy o serialowych polskich perłach w rodzaju "Polskie Drogi", na pierwszą myśl wskoczą nam do głowy ich filmowi bohaterowie, jak: Karol Strasburger, Henryk Talar czy Kazimierz Kaczor. Wydaje się to nawet całkiem naturalne, jednak, gdyby nie wspaniała reżyseria Janusza Morgensterna, być może nie byłoby tych filmowych kreacji i jeszcze kilku innych rzeczy. A jednak, reżyserzy, tworzący takie dzieła, z reguły godzą się na życie z dala od kłujących po oczach świetlanych jupiterów. Być może dzisiaj nie zwraca już się bacznej uwagi na napisy początkowe czy końcowe, jednak ja jestem z takiego pokolenia, w którym filmy czy seriale, oglądało się od..A ...do... Z. Przez to zapamiętywałem, nie tylko nazwisko Janusza Morgensterna, ale nawet ludzi od muzyki, dźwięku, scenografii, a czasem i nawet drugich kamerzystów. I choćby z tego powodu mogę śmiało napisać, że nazwisko Pana Janusza Morgensterna było ze mną przez całe moje życie. Dlatego dzisiejsza poranna wieść, z informacyjnego TVN24, o Jego śmierci , jest dla mnie smutna, pomimo iż Reżyserowi-Artyście przeżyło się pięknych 89 wiosen. Chciałbym w tym miejscu, złożyć piękne dzięki dla Pana Janusza, za duży wkład w krajową kinematografię, ale przede wszystkim podziękować za kilka rzeczy, które lubię, bądź nawet kocham. A do nich zaliczają się: serialowe "Polskie Drogi" oraz "Stawka Większa Niż Życie", ale i także znakomite filmy, jak choćby: "Żółty Szalik" czy absolutna klasyka polskiego kina: "Do Widzenia, Do Jutra". I pewnie znalazłoby się tych tytułów nieco więcej, ale w tym szczególnym momencie tylko te przyszły mi do głowy.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00
nawiedzonestudio.boo.pl
Reżyser, scenarzysta czy producent filmowy, to najważniejsi ludzie filmu. Oczywiście poza aktorami. A jednak, to właśnie aktorom przypisuje się najczęściej największe zasługi. Zostawiając zasługi głównych sprawców danego filmowego czynu, gdzieś tam w tle. Gdy pomyślimy o serialowych polskich perłach w rodzaju "Polskie Drogi", na pierwszą myśl wskoczą nam do głowy ich filmowi bohaterowie, jak: Karol Strasburger, Henryk Talar czy Kazimierz Kaczor. Wydaje się to nawet całkiem naturalne, jednak, gdyby nie wspaniała reżyseria Janusza Morgensterna, być może nie byłoby tych filmowych kreacji i jeszcze kilku innych rzeczy. A jednak, reżyserzy, tworzący takie dzieła, z reguły godzą się na życie z dala od kłujących po oczach świetlanych jupiterów. Być może dzisiaj nie zwraca już się bacznej uwagi na napisy początkowe czy końcowe, jednak ja jestem z takiego pokolenia, w którym filmy czy seriale, oglądało się od..A ...do... Z. Przez to zapamiętywałem, nie tylko nazwisko Janusza Morgensterna, ale nawet ludzi od muzyki, dźwięku, scenografii, a czasem i nawet drugich kamerzystów. I choćby z tego powodu mogę śmiało napisać, że nazwisko Pana Janusza Morgensterna było ze mną przez całe moje życie. Dlatego dzisiejsza poranna wieść, z informacyjnego TVN24, o Jego śmierci , jest dla mnie smutna, pomimo iż Reżyserowi-Artyście przeżyło się pięknych 89 wiosen. Chciałbym w tym miejscu, złożyć piękne dzięki dla Pana Janusza, za duży wkład w krajową kinematografię, ale przede wszystkim podziękować za kilka rzeczy, które lubię, bądź nawet kocham. A do nich zaliczają się: serialowe "Polskie Drogi" oraz "Stawka Większa Niż Życie", ale i także znakomite filmy, jak choćby: "Żółty Szalik" czy absolutna klasyka polskiego kina: "Do Widzenia, Do Jutra". I pewnie znalazłoby się tych tytułów nieco więcej, ale w tym szczególnym momencie tylko te przyszły mi do głowy.
Andrzej Masłowski
RADIO AFERA 98,6 FM (Poznań) - także w internecie !!! - www.afera.com.pl
"NAWIEDZONE STUDIO",
w każdą niedzielę o godz. 22.00
nawiedzonestudio.boo.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















