Zapowiedziana niedawno przeze mnie koncertowa emerytura miała obfitować absencjami i co najwyżej wspomnieniami, ale jak widać, pewna delikatna i chyba często uśmiechnięta osóbka jest zgoła odmiennego zdania.
I znowu wielki koncert. Moc wrażeń i zapartego tchu. To mój trzeci Jon Anderson w życiu. Zacząłem od Yes promujących "Open Your Eyes" - płyta nie bardzo, koncert świetny. Byliśmy wtedy z Mundi w czwartym rzędzie. To jeszcze czasy Chrisa Squire'a. Drugi raz, to już Yes czasów nieodległych, z innym logo, innym zapisem nazwy, grupy współtworzonej z Trevorem Rabinem oraz Rickiem Wakemanem. Teraz zaś Anderson już nie z Yes, a z nową stosunkowo formacją, jako Jon Anderson And The Band Geeks. Zanim nastanie nowa, druga płyta (właśnie się tworzy), koncertują z songbookiem Yes, i tu w grę wchodzi tylko ten żelazny, muzealny repertuar, a do niego w zestawie ze dwa fragmenty płyty "True" i kapka czegoś nowego. Tak przynajmniej mniemam w temacie jednego numeru, który zabrzmiał jak zapowiedź.
G e n i a l n y koncert, Proszę Państwa! Jon Anderson wciąż ma ten głos! - clear/heavenly voice - i śpiewa jak dar losu, a jego gwardziści grają w duchu Yes - Panie Anderson, skąd Pan ich wytrzasnął? !!!.
Gitarzysta, Andy Graziano, to niekiedy kopiuj/wklej Steve Howe. To są niemal te akordy, te ślizgi po gryfie oraz solówki, co szczególnie ujęło mnie podczas finału pierwszej części występu, kiedy wykonali "Soon". Byłem wzruszony i dosłownie ze łzami w oczach.
Jest w grupie dwoje klawiszowców, jeden jedynie czyni podkłady, czasem akordy w temacie gitary klasycznej, ale ten drugi!, Chris Clark - to niemal Wakeman. Fakt, nie stosuje w odzieniu peleryny, za to jego klawiatura przemawia dawnym głosem i nierzadko czyni znajome brzmienia. Na czele grajków - przepraszam za to nieeleganckie określenie, albowiem Panowie grają po królewsku - Richie Castellano. Ależ on ma medialne nazwisko. Gdy się dysponuje tak okazałą w odbiorze godnością, to już na dzień dobry wyrasta zobowiązanie do bycia kimś. Kapitalny basista i jeden z chórzystów, a przy tym napęd całej sekcji. Tak przy okazji, Castellano to także muzyk Blue Öyster Cult i mam nadzieję, że wciąż jeszcze nim jest. Przy takim obłożeniu zajęć, a ostatnio w Andersona zaangażowaniu... Hmmm, inna sprawa, iż kogoś takiego każdy chciałby u siebie mieć.
Koncert w dwóch odsłonach, z około dwudziestominutowym antraktem pomiędzy. Zaczęli od "Close To The Edge". Czujecie? Od blisko 20-minutowej kompozycji, od przepięknej suity rodem z siedemdziesiątego drugiego, od jednego z najlepszych utworów starego rocka w ogóle. Czułem, że cały chodzę, niekiedy nie mogłem złapać tchu, dlatego dobrze, że koncert na siedząco.
Repertuar bez przeciągów, same zbity, same konkrety - w zestawie jeszcze "Awaken", "And You And I", "I've Seen All Good People", a na mecie "Roundabout" - jedynie długasy, a jednocześnie killer za killerem. Pomiędzy wierszami kilka nowszych rzeczy (m.in. również suita "Once Upon A Dream"), które zaoferowały się wcale nie mniej pięknie. No, powiem Państwu, coś niesamowitego. Mam w sercu tyle wrażeń, że nie umiem uporządkować myśli, taki to był koncert - za który z całego serca dziękuję!
andy
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub afera.com.pl
"SOBOTNI WIECZÓR andy'ego"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm
![]() |
| na godzinę i pięć minut przed, nie było nas jeszcze za wielu |






















