Pod koniec sierpnia do sprzedaży trafi wspólne dzieło Steve'a Rothery'ego oraz Steve'a Hacketta. Jego tytuł - "The Roaring Waves" - wywarł na mnie skojarzenia z genialną płytą Manfred Mann's Earth Band "The Roaring Silence". Jedynie tylko subtelną różnicą pozostaje podmienić ryczące fale na podobnej maści ciszę.
Nastawiłem więc do zapełnionej złotem szklanki lubianą płytę z siedemdziesiątego szóstego, dzieło przywołujące magię czasów, kiedy nieustannie zanurzałem się w nowej, fascynującej muzyce. Odkrycie Ziemskiej Orkiestry Manfreda Manna do dzisiaj uważam za jedno z największych przywilejów, wręcz bez użycia talarów przygarniętego szczęścia. Zdradzę Państwu, z całego Manfreda Manna, czy to rock'n'rollowego, czy rhythm'n'bluesowego, czy eksperymentalno jazz-rockowego, czy też progrockowego, absolutnie wielbię to ostatnie, a już szczególnie przedział czasowy 1973-1980. Płyty "Chance", "Angel Station" czy "The Roaring Silence" znam na pamięć, a słuchanie ich, pomimo upływu lat, wciąż mą skórę zamienia w gęsie wypieki i coś czuję nic tego nie zmieni."The Roaring Silence" oferuje siedem kompozycji, dłuższych, krótszych, zawsze natchnionych oraz bogatych melodycznie i aranżacyjnie. Zaczyna się od Springsteen'owskiego "Blinded By The Light", które Manfred Mann przeistoczył z prostej zwrotkowo-refrenowej piosenki w siedmiominutowy prog rock. Same w nim skarby - i organy, i chrypka Chrisa Thompsona, i gitara Fletta, co i niekiedy z lekka zawiłe bębnienie Chrisa Slade'a. Ale przede wszystkim - klawisze! Co za brzmienie! - kosmiczne, niczym kojąca Supernowa po chwilę wcześniejszej na Niebie awanturze. Działa na wyobraźnię. Bossowi musiała pęknąć żyłka, kiedy tego posłuchał. Podobnie, jak Mike'owi Heronowi, bo jego "Singing The Dolphin Through" to niemniejszy tutaj odlot, choć sporo delikatniejszy i wolniejszy. I tak można o całej tej płycie, ale zatrzymajmy się jeszcze przy naznaczonym gregoriańskim chorałem oraz żeńskim, jakby kościelnym chórem wstępie, do w sumie pełnego dramatyzmu rocka w "The Road To Babylon" - z zaskakującą rwaną końcówką. Ponownie klawisze, wokal oraz pozostała sekcja wytwarzające nastrój uniesienia i szybszego dla odbiorcy bicia serca. Cudowne chwile. No i, finałowe "Questions" - jedno z najpiękniejszych nagrań, nie tylko w dziejach prog rocka, co w ogóle. Ledwie cztery minuty, bez żadnych ucieczek w nieznane czy eksperymentów, a po prostu subtelna, emocjonalna, powolna ballada. W sumie filozoficzna piosenka, eksploracja poszukiwania prawdy i sensu, czyli ludzkie odwieczne pragnienia. Chodzi tutaj o szukanie w sobie odpowiedzi na różne nas kwestie nurtujące, a tu nic, tylko wciąż pojawiają się kolejne pytania. Mann wykorzystał w piosence fragment dzieła Franza Schuberta, podobnie jak w innym fragmencie płyty cytat z Igora Stravinsky'ego. Generalnie "Questions" jest ozdobą finiszu albumu, ale ja na przykład posiadam też stare kompaktowe tłoczenie, bodaj niemieckie (zaraz sprawdzę...), gdzie "Questions", zamiast na pozycji 7, jest pod 3. I dziwnie się słucha, jeśli ktoś przyzwyczajony do winylowej tracklisty.
Macie na półce, posłuchajcie. Nie macie, kupcie - koniecznie!
andy
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub afera.com.pl
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm

