piątek, 17 kwietnia 2026

duszd e wyge...

Wokół węgierskich wydarzeń nie może być również cicho u mnie. Z tym, że nie od strony, iż cieszę się z politycznie urwanego łba Orbanowi - bo wiadomo, nareszcie! - lecz przy tej okazji idzie o dużo więcej. Co będzie, czas pokaże. Jedno pewne, nareszcie nie odczuwam obrzydzenia, do "Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki". Inna sprawa - nie lubię takich wmuszanych przyjaźni, ponieważ to nie historia, lecz ja decyduję o moich sympatiach. Niewiele obchodzi mnie, że w monarchiach mieliśmy wspólnych władców. Było tak dawno, że kości spopielone. Na tej podstawie, wina z Egeru nadal nie tknę, tudzież tokaju. Owszem - gulasz z mięsiwa, cebuli i papryki, jasne!. Ale i tak bliższa memu sercu Warta od Dunaju. Podobnie z muzyką, nigdy nie zamieniłbym polskiego rocka lat 70/80's na madziarskie odpowiedniki. Zgoda, mieli fajne kapele, ale czy było ich aż tyle, i koniecznie, o porównywalnej jakości? Za najlepszych uważam Locomotiv GT, Omegę, Skorpió i wczesnych Illes. A potem to już na wyrywki Bergendy, Piramis, V Moto Rock, Pandora's Box... i jeszcze po jednej, góra dwie płyty Sarolty Zalatnay czy Kati Kovacs. Wszystko. Mówiąc rzecz jasna o starych czasach, bo co dzieje się nad Balatonem obecnie, nie mam bladego pojęcia. Zaś, o Romanowskim czy Ziobrze słuchać już nie mogę. Taki z prawdziwego zdarzenia tropiciel, jak Charles Bronson, w normalnych czasach wsiadłby w awionetkę, namierzył z dachu wieżowca, po czym pierdalnął z kolta, i byłoby po sprawie. A teraz się ciaćkają, przepisami prawa zasłaniają, by tamte żołędne dupki mogły im się zaśmiewać przy każdej kolejnej wizycie ekip z kamerami prosto w twarz.
Dajmy spokój z tymi brudami, nie mam ochoty, wolę z Państwem pogadać o muzyce i całej z nią związanej otoczce.

Skorpió - w zapisie koniecznie z akcentem przy 'ó', i fonetyką: Szkorpio. Pamiętajmy, Węgrzy przewrotnie 's' wymawiają, jako 'sz', zaś 'sz', jako 's'. Można się przyzwyczaić.
Na dzisiaj trzeci album Skorpió - "Kelj Fel!". Kiedyś ktoś mi ten tytuł przetłumaczył, na "wstawaj!".
Dla fanów grupy nie jest to ich najlepszy wybryk, dla mnie jest. Może dlatego, że od niego z tą prog/hardrockową formacją rozpocząłem. Całkiem w ciemno, jako siódmo- czy ósmoklasista (bardziej siódmo), kupiłem w pewnej księgarni, nawet chyba pamiętam, jakiej, ale, że nie mam stuprocentowej pamięci, niech będzie, że 'w pewnej'. Spodobała mi się okładka. Od razu przyszło skojarzenie z niemieckimi Scorpions, lecz błędem było podążać tym tropem. To dwa odrębne światy. I mentalne, i muzyczne. A jeszcze bariera językowa. Nie każdy dawał radę przekopywać się przez te wszystkie czechosłowacko-madziarskie rocki, ponieważ fonetyka ich języków, w stosunku do anglo-amerykańskich wykonawców, śmieszyła. Za ruskie nawet się nie zabierałem, do dzisiaj mam alergię, i przyznaję, słuchając zabużańskich grup językowych włącza się we mnie ostatni nerw.
Ale gadamy o Skorpió, więc trzymaj się toru, andy. No więc, wszyscy wtedy zapewniali, jaki to Skorpió mieli genialny debiut - "A Rohanas" - natomiast jego zdobycie graniczyło ze świętym graalem. Jedynie na giełdach, a tam ludzie chcieli za tę płytę, jak za każdą zachodnią. Odkładałem na potem, ponieważ za ciężki szmal wolałem Elektryków, Zeppów czy Ejsów, a nie węgierski egeszmege rock, a i tak w skali ogólnej - ledwie to poprawny zespół. No właśnie, takie gadanie, a jednak z czasem zabujałem się w "Kejl Fel!", więc chyba lepszy, niż tylko poprawny. Przez lata masakrycznie zjechałem winylowy nośnik, że teraz właśnie sprawdzam, jak zuchwale trzeszczy. Ledwie muzyka przebija się przez wyraźnie uwypuklone płonie ognisko w lesie.
Kto ma i zna, jakie rodzi mu się pierwsze skojarzenie? No jasne, że 'duszd e wyge, duszd e wyge mar...'. Całość tak właśnie się zaczyna. I tak to do dzisiaj słyszę, a zapisuje się, jak będzie poniżej, i zapewne wymawia dużo inaczej. Nieważne. Kocham ten fragment. Ciary przebiegają, gdy pierwsze szumy i zgrzyty mocno wysłużonej płyty przełamuje wnet wyłaniający się skand względem utworu "Döntsd El Végre Már". I jeszcze muska mnie po latach przyjemnym wietrzykiem ich dawny wizerunek. Kurcze, te okulary, ale mnie wówczas brało w śmiech. Grube, ciemne szkła, które za nic nie pasowały do pstrokatego nieco wizerunku grupy, do kiepskiej mody, niewysokiej klasy odzienia, a pewnie im wydawało się, że są boscy. No więc, jeden na czerwono, drugi żółto-miodowo, trzeci w zgniłej zieli, a czwarty w białym podkoszulku. Amerykańscy styliści nie dopuściliby przed obiektyw.
Dobrze, że Węgrzy mieli taki zwyczaj, iż pod węgierskimi tytułami piosenek dodawali angielskie translejty. Nikt nie rozszyfrowałby tych hieroglifów. Za wyjątkiem nieżyjącego Jana Nowickiego, który węgierski perfekt. Stąd też udział Aktora w wielu tamtejszych produkcjach. Podobno, włącznie z teatrem.
I taka ciekawostka - na "Kejl Fel!" przybył do Skorpió perkusista Gabor Nemeth - a w zasadzie Nemeth Gabor, albowiem u nich najpierw dają nazwisko, potem imię - który w dwudziestym pierwszym wieku był członkiem naszych SBB i wystąpił na paru płytach.
I nie narzekajmy, my jednak dbamy o nasze dziedzictwo, natomiast Węgrzy chyba mają w pompie. Poza reedycjami Omeg, inne zespoły są totalnie zaniedbane w kompaktach. Wiele spłycono do składanek, ale żeby od razu całe albumy... Tym sposobem, do dzisiaj nie ma na cd "Kejl Fel!". Przynajmniej ja nie spotkałem. Wiem jedynie, że ruskie wydali po piracku (oni to zawsze...), lecz to się nie liczy. Także, Panie Peterze Madjarze, bierz się Pan za narodowe dziedzictwo swego kraju, uchowaj kulturę od zapomnienia, wszak nie tylko chlebem i wodą człowiek żyje.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"SOBOTNI WIECZÓR ANDY'EGO"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm